Dodaj do ulubionych

Proszę o pomoc

27.07.10, 00:57
Już dawno czułam potrzebę, żeby móc poruszyć ten temat z kimś, kto zechciałby
mi wytłumaczyć...
Przepraszam, że od tego wątku zaczynam, ale muszę... odnaleźć właściwą drogę
do Pana...

A więc... Mnie i mojego młodszego brata wychowywała samotnie mama. Szanuję ją
za to co dla nas robiła i jestem jej wdzięczna. Warunki, w jakich wyrośliśmy
nie były najlepsze, więc ludzie z otoczenia, z zewnątrz, widząc to, do czego
doszliśmy są pełni podziwu. Szczerze mówiąc, to ja osobiście wiele zawdzięczam
Bogu. Zawsze pomagał mi, kiedy tylko mógł. Dzięki Niemu przetrwałam najcięższy
okres mojego życia, a dziś mam wspaniałych, kochających męża i syna (prawie 2
lata) i spodziewamy się drugiego potomka. Nie żyjemy w dostatku, ale mamy
siebie i to nam wystarcza.
Tylko jest pewne ale... Źle się czuję z tym, że tak mało Boga na co dzień u
nas w domu... W moim domu rodzinnym ja i brat staraliśmy się chodzić do
kościoła co niedziela, no chyba że mama miała inne plany itp. Byliśmy
podporządkowani mamie. No i mieliśmy sporo zakazów, które respektowaliśmy.
Próbowałam chodzić na Oazę, ale niestety mama mi zakazała... bo za późno
kończyły się zajęcia. Nie pomagało nawet to, że mnie odprowadzali starsi
koledzy, koleżanki z Oazy... No i całe życie mniej więcej w ten sposób
wyglądało, że byłam rozliczana z każdej sekundy mojego życia, więc moje
spotkania z Bogiem ograniczały się tylko co najwyżej do niedzielnych mszy. W
domu również nie miałam chwili dla siebie, żeby spokojnie się pomodlić itp.
Dopiero jak mama wyszła z domu, a ja zdążyłam wykonać wszystkie obowiązki, to
resztę czasu mogłam spożytkować na modlitwę. W dalszym życiu, czym dalej od
domu rodzinnego, tym więcej czasu miałam na modlitwę... Nie chodzi mi o to,
żeby moją mamę postawić w złym świetle, ale żeby przedstawić środowisko, w
jakim wyrastałam ja i moja wiara.

I teraz... Teraz jestem żoną człowieka który mnie kocha i ja kocham jego.
Tylko że on nie przeżywa tak mocno jak ja miłości do Boga. Nawet niedzielna
msza nie jest dla niego tak ważna. Sporadycznie, kilka razy w roku, sam
proponuje żebyśmy poszli w niedzielę na mszę. Ja od lat staram się chodzić
razem z nim do kościoła, jednak ciężko...

Do tego wszystkiego moja postawa... Teraz po latach rozumiem, co się ze mną
dzieje - ciągle staram się wykonać na czas wszystkie obowiązki, żeby móc
porozmawiać z Bogiem. Tylko że najpierw była praca (średnio 12h dziennie, 7
dni w tygodniu), później ciąża, w trakcie której słabłam w sklepach,
kościołach i innych skupiskach ludzi, następnie dziecko, które zajmowało na
tyle dużo czasu, że szukałam momentu, kiedy mogę pójść do ubikacji, a wkrótce
na świat przyjdzie drugie, chociaż syn nie skończył jeszcze dwóch lat... A w
tej ciąży niestety słabnę szczególnie w kościele (nie wiem dlaczego tak...),
przez to boję się sama, w dodatku z małym dzieckiem chodzić. Nawet znalazłam
niedawno kogoś, kto mógłby mi pomóc i chodzić razem ze mną, jednak ciągle
choroby, albo złe samopoczucie... Nie wiem czy wiecie jak bardzo źle się z tym
czuję...

W konsekwencji wygląda to tak, że pomimo radości z tego co osiągnęłam, w moim
sercu z dnia na dzień rośnie ból i cierpienie, bo nie mam czasu dla Boga. Nie
mam czasu na modlitwę w ciągu dnia, na przeczytanie Pisma Świętego...
Ograniczam się jedynie do rozmów z Bogiem, gdy np. jestem na spacerze z
dzieckiem, które jest w wózku itp.
W dodatku okazuje się, że nie znam zasad mojej wiary. Informacje, które mi
przekazano na lekcjach religii nagle okazują się nieprawdziwe?! Myślałam, że
jeśli nie pójdę do kościoła w niedzielę, to mam grzech i nie mogę przystąpić
do komunii św., dopóki nie pójdę do spowiedzi. Ostatnio znajoma powiedziała
mi, że to nie jest ciężki grzech, tym bardziej, jeśli powodem jest np. złe
samopoczucie w ciąży czy choroba... A co z "ważniejszymi" świętami, kiedy
powinnam być po spowiedzi? Co się dzieje, jeśli zasłabnę w kościele, będę
musiała wyjść i przegapię przez to komunię św.? Raz doprowadziłam się do
okropnego stanu, bo nie chciałam właśnie przegapić komunii... Dalej,
chciałabym cieszyć się Bogiem teraz i po śmierci razem z mężem, ale nie wiem
jak go do tego namówić teraz, więc później czeka nas możliwa rozłąka... a ja
tego nie chcę... Ksiądz proboszcz w poprzednim kościele powiedział mi, że co
ze mnie za żona, jeśli nie potrafię do kościoła własnego męża przyprowadzić...
To naprawdę moja wina? Ja naprawdę staram się, żeby ta nasza rodzina była z
Bogiem... Mąż też się stara, ale na inny, nie zrozumiały dla mnie sposób. Jak
to akceptujecie u swoich mężów, jeśli macie z czymś takim do czynienia? Jak
wygląda Wasz dzień z Bogiem? Jak powinien wyglądać mój? Często nie mamy czasu
na rozmowę ze sobą z mężem... Wkrótce, jak urodzi się dziecko, będzie jeszcze
gorzej... Mówiono mi też od dziecka, że powinnam raz na miesiąc iść do
spowiedzi. Ale ja nawet tak często to, szczerze mówiąc nie za bardzo mam z
czym... Czy jeśli nie byłam u spowiedzi kilka miesięcy, to mam grzech? Grzech
ciężki? Od jakiego wieku i w jaki sposób uczycie, poznajecie z Bogiem Wasze
dzieci? Ja od samego początku, jak już widział, to pokazuje gdzie co jest w
kościele, gdzie jest Pan Bóg, od niedawna (21-miesięcy) robię mu znak krzyża
jego rączkami. Od niedawna też wśród opowiadanych do poduszki (na leżąco)
bajek recytuję "Ojcze Nasz", "Zdrowaś Marjo" czy "Aniele Boży, Stróżu Mój". A
jak wygląda to u Was?

Mam mnóstwo pytań, i pewnie, jeśli będziecie chcieli mi pomóc, jeszcze je
zadam. Tymczasem przepraszam, że tak długi post, ale ogromnie będę Wam
wdzięczna, jeśli przeczytacie i odpowiecie.
Niech Bóg ma Was wszystkich w Swojej opiece.
Obserwuj wątek
    • 11.jula Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 07:51
      Żaneta, czytam i własnym oczom nie wierzę, bo oprócz sytuacji z mamą
      i mężem to właściwie mogłabym napisać to samo. Też się borykam z
      problemem braku czasu. I też mam dwoje małych dzieci, które niestety
      ograniczają moje chęci, kiedys należałam do Akcji Katolickiej,
      jeździłam na różne rekolekcje, bywałam na wszystkich nabożeństwach,
      czuwaniach. A później nie było to już mozliwe. Pamiętam jak
      przeryczałam pierwszy Wielki Piatek, na którym nie uczestniczyłam w
      drodze krzyżowej ulicami miasta. Córka była malutka, lekko
      gorączkowała a pogoda była paskudna. Liturgię Wielkiego Piątku
      spędziłyśmy u sióstr zakonnych, trwała ok. 45 min. Dziś także moja
      Msza wygląda tak, że zamiast skupić się, to latam za małym i pilnuję
      go aby nie przeszkadzał innym.
      Dylematy odnośnie Komunii i spowiedzi mam również bardzo podobne,
      Kurczę, jak fajnie chyba znalazłam siostrę bliźniaczkę smile
    • ese1 Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 08:17
      w kazdym czynie chwalic Boga

      zadaniem osob poswiecajacych zycie Bogu (osoby duchowne) jest modlitwa. Zadaniem
      osob ktore maja rodzine sa inne obowiazki. Chwala ci, ze chcesz rozmawiac z
      Bogiem, ale czy ta rozmowa musi byc zawsze w kosciele, na kleczniku czy na kolanach?

      Pamietam mojego sp wujka, ktory zawsze rano krzatajac sie po domu przy
      normalnych zajeciach spiewal godzinki albo Kiedy ranne...

      Kiedy ktos chce sie modlic bo kocha bardzo Boga, znajdzie na to czas i sposob,
      moze ze scierka w rece albo kubkiem w dloni. To bardzo duzo.
    • sylwia0405 Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 08:49
      W kwestii męża - to dziwi mnie postawa tego księdza, który
      powiedział Ci, co za żona z Ciebie. Ja ostatnio rozmawiałam z moim
      proboszczem, powiedziałam szczerze, ze mój mąż wogóle nie wierzy,
      nie modli się nie chodzi do kościoła. A ja się za niego modlę, żeby
      Pan otworzył serce mojego męża na łaskę wiary. I ksiądz powiedział
      mi, że dobrze, że spokojnie - Duch św. wieje kiedy chce, a nie
      wtedy, kiedy nam by się to podobało. Módl się za męża i
      cierpliwości. Modlitwą mogą być wszystkie obowiązki, któe
      wypełniamy. Nie chodzi o to, żeby pół dnia w kościele spędzać z
      różańcem w ręku. Ciebie Pan postawił w rodzinie i to jest powołanie,
      któe masz wypełniać przede wszystkim. Zwłaszcza opieka nad
      maleństwami. W trakcie sprzątania, czy kąpania dziecka wystarczy
      westchnienie, np. Panie Boże zapraszam Cię do mojej codzienności,
      posyłaj Swojego Ducha, aby modlił się we Mnie podczas tej pracy.
      Ofiaruję Tobie Panie ten czas, tą pracę w intencji...
      I spokojnie - jak Pana Boga się zaprasza do swojego życia, to On
      przychodzi, przemienia i pomaga tak wszystko poukładać, że nieraz
      sami jesteśmy zaskoczeni, że się tak udaje.

      Dzieci - mam troje też tak co dwa lata były. Wiem, ile to pracy i
      obowiazków. Ale moje już są starsze (9-7-5 lat) i teraz owocuje to,
      że jest ich troje, bo potrafią zająć się same sobą, czasem mogę
      sobie pozwolić na chwilę kontemplacji czy lektury bo dzieci się
      pobawią spokojnie.

      Więc życzę odwagi i spokoju. Bo jakiś taki niepokój wyczuwam z
      Twojego postu. Pan przychodzi w lekkim powiewie, nie przez wicher
      ani ogień. Będzie dobrze - tylko zapraszaj Pana do swojej
      codzienności - jak by nie była szara - to mimo szarości będzie
      piękna, jeśli będzie w niej Bóg.
    • twoj_aniol_stroz Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 10:00
      Najpierw podstawowa wiedza z zakresu grzechu ciężkiego smile Otóż grzechem ciężkim jest zamierzone, w pełni świadome i dobrowolne przekroczenie zasad wiary w ważnej sprawie. W sumie obowiązuje nas Dekalog i przykazania kościelne i to co w nich zawarte jest sprawą ważną. Czyli jeśli nie byłaś na niedzielnej Mszy Św ponieważ byłaś chora, dziecko było chore i nie było nikogo, kto by z nim posiedział w domu, zrobiło Ci się słabo w kościele (a może lepszym rozwiązaniem jest przebywać w trakcie Mszy Św na zewnątrz kościoła, na powietrzu), itp to nie ma tu grzechu ciężkiego i możesz przystępować do Komunii Św. Wbrew pozorom grzech ciężki popełnić jest bardzo ciężko, trzeba się naprawdę postarać wink KK nakłada na wiernych wymóg spowiedzi minimum 1 raz w roku. Oznacza to, że co najmniej raz w roku należy pójść do spowiedzi. Dobrze jest odwiedzić konfesjonał zawsze ilekroć mamy na sumieniu grzech ciężki i od czasu do czasu by wyznać grzechy lekkie (jeśli nie mamy na sumieniu grzechu ciężkiego). Natomiast od pewnego mądrego księdza usłyszałam kiedyś takie zdanie: w spowiedzi dobrze jest zanieść Jezusowi nasze rany, bo wówczas będzie mógł je uleczyć. Warto głębiej zastanawiać się co jest przyczyną moich grzechów, gdzie leży sedno i właśnie to sedno należy zanieść Jezusowi w spowiedzi.
      A teraz kwestia braku czasu. Znów zacytuję mądrego księdza, który mówił, że przy małych dzieciach ten brak skupienia, brak czasu na modlitwę, czy rozważanie jest ofiarą,jest cierpieniem, które można i trzeba ofiarować Jezusowi. Ta tęsknota jest nam bardzo potrzebna by jeszcze bardziej zakochać się w Jezusie smile To tak jak z ukochanym, kiedy jest blisko i na długo, wówczas łatwo o rutynę, łatwo o znudzenie, ale gdy sytuacja sprawia, że na jakiś czas musimy się rozstać, musimy ograniczyć czas radosnego bycia razem, to, choć to bolesne, jest w jakiś sposób sposobem na spotęgowanie tęsknoty i miłości smile
      A mąż? Mój mąż nigdy nie był "hej siup do przodu" w życiu z Bogiem, był czas, że w ogóle nie chodził na Msze Św, później chodził, ale "za spowiedź serdecznie dziękuję, dla mnie to bez sensu". Modliłam się, bo co mogłam zrobić, kiedy pytał i miał wątpliwości to spokojnie rozmawialiśmy. Dziś moją ogromną radością jest to, że co niedzielę idziemy razem na Mszę Św i przyjmujemy Komunię Św. Okazało się nawet możliwe, że jedziemy razem na pielgrzymkę do Włoch w październiku (ciekawe co z tego wyniknie), ale kwestia wspólnych rekolekcji na razie jest tematem trudnym smile No to jest i mam nadzieję, że Pan Bóg i tutaj będzie łaskawy smile
      Uspokój się, bo widzę, że strasznie dużo w Tobie wyrzutów sumienia, niepokoju, lęku, oddaj to wszystko Jezusowi,a On będzie wiedział co z tym zrobić, zaufaj Mu, że On poradzi sobie z tym wszystkim smile
    • sion2 Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 10:46

      Witaj
      w kwestii grzechu ciężkiego to juz ci jedna osoba wyjasnila troche,
      ja mam w domu taki fajny skrót i zasady o rozpoznawaniu grzechu
      ciężkiego - oczywiscie są to zasady które mają pomóc w sytuacjach
      wątpliwych a nie są jakimis przepisami prawnymi. Postaram sie ci
      przepisac je wszystkie do wieczora.

      Ale wiesz mnie uderzylo jedno w twojej opowiesci - że chyba masz
      nieprawidlowy obraz Boga, chyba wlasnie ukształtowany wychowywaniem
      przez matkę. Bóg nie jest prawnikiem rozliczającym nas z kazdego
      przewinienia, mierzący linijką poziom skruchy a wagą ciężar
      grzechu smile.
      Bóg nie patrzy na nas z nastawieniem wyłapywania wszystkich
      niedoskonałości aby sprawiedliwie ukarać. Wrecz przeciwnie - jest
      Miłością, Miłosierdziem i przebaczeniem, ciagle szuka okolicznosci
      łagodzących smile.
      Nie musisz się bać Boga, nie musisz myslec kategoriami że "powinnam
      odmowic paciorek bo Bozia sie pogniewa", idywidualna rozmowa z
      Bogiem, moim najlepszym Przyjacielem jest 100 razy tyle warta niz
      odklepane Zdrowaś Maryjo.

      Na lekcjach religii jest dokladnie tlumaczone że grzech ciężki
      popełnia sie swiadomie i dobrowolnie i w powaznej sprawie i że z
      obowiazku niedzielnej mszy sw zwolnieni są chorzy, kobiety w ciazy
      gdy sie zle czują, opiekujacy sie malym dzieckiem lub chora osoba
      lub mający dyzur w pracy np lekarze, pielegniarki, strazacy,
      policja itd.

      Co do Komunii św - nie mozna robic tak że narazasz siebie i dziecko
      bo chcesz przystapic do Komnunii sw, to nie moze podobac sie Bogu.
      Moze rozwiazaniem byloby abys w sytuacji gdy sie czujesz w
      niedziele źle, to w ciagu tygodnia np w czasie wieczornego spaceru
      z dzieckiem wstepujesz do kosciola w czasie wieczornej mszy św
      (zwykle jest na 18.00) i - podkreslam!!!- nie musisz byc na całej
      mszy św, aby móc przystapic do Komunii św, mozesz wejsc do kosciola
      w połowie mszy i godnie przystapic do Komnunii św. Takie są
      przepisy - ręczę za to co piszę bo studiowalam teologię. Tylko w
      przypadku gdybys chciala 2 razy dziennie byc u Komunii to musisz
      byc na drugiej mszy sw całej a nie części.

      Poza tym nasunelo mi sie jeszcze że nie wiem czy u ciebie fakt że
      robi ci sie slabo w czasie mszy szczególnie, nie wynika troche z
      nerwów. Bo skoro masz jakieś ciagle wyrzuty sumienia że Bóg jest z
      ciebie niezadowolony, że ciebie rozlicza, że "musisz" byc na mszy
      bo inaczej "mam grzech ciezki" to generujesz w sobie postawę
      lękową, organizm słabszy w czasie ciązy, wychwytuje takie podjescie
      podswiadome wiec tworzy sie napięcie "muszę wytrzymać do Komunii,
      muszę wytrzymac".... no i nie wytrzymujesz smile.



      • 11.jula Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 11:51
        Ja może za dużo naczytałam się książek i to wzbudziło moje
        wątpliwości. Mianowicie św. Vianneya, i o.Pio. bardzo lubię
        książkę "O.Pio i dusze czyśćcowe". I tam właśnie jest często
        poruszany temat niegodnie przyjmowanej Komunii św., jak to ludzie
        łatwo tłamszą swoje sumienie i idą jak po zwykły opłatek. Bardzo
        wstrząsnęla mną opowieść o.Pio, jak to zobaczył zmarłego zakonnika,
        który odpalał świeczki na ołtarzu i robił wokół niego porządki i
        błagał o.Pio o modlitwe za niego, który ponosi karę czyśćcową za to,
        że niedbale wykonywał swoje obowiązki. Po ludzku mówiąc pierdoła,
        gdzie tu grzech ciężki, a jednak.
        I ja osobiście zawsze mam dylemat, bo z jednej strony nie chcę
        przyjąć niegodnie Komunii św., wiem, że święta nie jestem, że nie ma
        ludzi bez grzechu, a z drugiej strony nie umiem tego ciężkiego
        grzechu w sobie zobaczyć. I teraz albo zatarło się moje sumienie,
        albo powinno się mnie oprawić w ramki i postawić na ołtarzu.
        • sulla Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 12:16
          Zastanawia mnie w tym kontekście, co to znaczy niegodne przyjęcie Komunii. Czy
          KRK ma jakieś regulacje na ten temat?

          Ja się długo nad tym zastawiałam, aż doprowadziło mnie to do pytania o
          rozumienie sakramentu Eucharystii w ogóle. Czy traktuję podejście do Komunii
          jako nagrodę dla siebie za to, że nie grzeszę? Czy raczej traktuję ją jako
          spotkanie z Bogiem, tym bardziej potrzebne, im większą mam świadomość, że jestem
          skłonna do upadku i że bez Bożej pomocy tego nie przezwyciężę? Czy idę do
          Komunii ze świadomością, ze jestem "czysta", czy przeciwnie", że nigdy tak
          naprawdę "czysta" nie będę? I to nie o to chodzi chyba, żeby sobie znaleźć jak
          najwięcej grzechów, tylko raczej żeby pamiętać o swojej ludzkiej kondycji.

          Niegodnie to chyba znaczy - moim zdaniem - bez świadomości czym jest to
          spotkanie, tylko dla tradycji, bo "co ludzie powiedzą", albo wręcz świętokradczo.
          • sion2 Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 12:48

            Sullo, trafiłaś w sedno problemu smile

            Niegodne przyjęcie Komunii św - mówie oczywiście o katolikach - w sensie
            świętokradcze ma miejsce wtedy gdy przyjmuję ją świadomie w grzechu ciężkim. Gdy
            np ciąży na mnie grzech ciężki bo ukradłam coś/okłamałam powaznie/skrzywdzilam
            kogos mocno/nie bylam z lenistwa na mszy w niedziele/zatailam grzechy w
            spowiedzi/pracowalam w niedziele choc nie musialam itp - i idę do Komunii sw to
            zniewazam Jezusa bardzo i nazywa sie to w katolicyzmie świętokradztwem.

            Ale o niegodnym przyjmowaniu Komunii św mowimy takze potocznie. Bo dla katolika
            komunia sw to Jezus obecny realnie, w ciele i krwi swojej, nie tylko w momencie
            przyjmowania ale aż do zniszczenia postaci Komunii i poza eucharystią także i
            calkowicie niezaleznie od tego czy w to wierzysz czy nie. Stąd może specjalna
            troska duszpasterska i nauki o godnym przyjmowaniu Komunii Św.

            W historii Kosciola bylo wiele nurtów i faz, które po sobie nastepowały i były
            korygowane przez Ducha Św i omawiane przez teologów. Na przykład w XIX wieku
            modny był tzw jansenizm. Ta nauka podkreslala bardzo grzesznosc i niegodność
            czlowieka i jego słabość. Uwazano że czlowiek aby móc przyjac Jezusa w Komunii
            musi byc wolny od grzechu ciezkiego i przywiazania do grzechu lekkiego, musi byc
            po spowiedzi i tylko wtedy moze przystapic do Komunii gdy sobie odpowiednio
            "zasluzyl", zwyczajem bylo ze po spowiedzi spowiednik wydawal pozwolenie
            penitentowi na Komunie sw albo i nie dawal. Nie dopuszczano tez do Komunii
            dzieci mlodszych niz 10-letnie.

            Obecnie jednak w Kosciele katolickim jansenizm zostal dawno odrzucony. Owszem,
            zdarzaja sie wypowiedzi czy nastawienia mające cos jeszcze z tego ducha ale to
            przewaznie na skutek soobistych zawirowan np zlego obrazu Boga wyniesionego z
            dziecinstwa albo kompleksow nizszoci, chorego poczucia winy itp.

            W jezyku potocznym to kazdy jest zawsze niegodny przyjac Komunię św. Bo spotyka
            sie z samym Bogiem, z Najswietszym Świetych wiec oczywiscie zawsze bedzie niegodny.
            Ale to nie jest niegodnosc obrażająca Boga. To jest niegodnosc wynikajaca ze
            slabej kondycji ludzkiej, którą to Jezus uzdrawia, umacnia, podnosi - m.in przez
            dzialanie w Komunii św.

            Komunia sw zdecydowanie jest DLA GRZESZNIKOW, którzy zwracaja sie do Jezusa ze
            swoją nędzą i proszą o sile do walki z grzechem. Nie trzeba zaslugiwac na
            Komunię św, trzeba byc tylko wolnym od grzechu cieżkiego. Grzechy lekkie gładzi
            wlasnie Komunia sw i daje siłę do walki z nimi, do wytrwania w dobrem.

            NIestey u wielu ludzi dochodzi do skrajnosci, jedni przyestepuja do Komunii raz
            na rok i tylko po spowiedzi a drudzy z kolei nigdy prawie nie chodza do
            spowiedzi a przystepuja ciagle do Komunii bo uwazaja ze sa bezgrzeszni albo o
            zgrozo! że Komunia to tylko symbol a nie realna obecnosc Jezusa i uwazaja że to
            taki sam oplatek jak ten wigilijny tylko uroczysciej rozdawany.
            • sulla Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 12:54
              Sion, dzięki za wyjaśnienia smile

              Jeszcze tylko jedno pytanie, bo ja nie wiem - czy w KRK można podejść do Komunii
              bez spowiedzi? Są jakieś ustalone co do tego zasady?
              • sion2 Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 13:20

                Ojejku chyba jednak nie udalo mi sie wytłumaczyc sad.

                Oczywiście że MOZNA BEZ SPOWIEDZI. Do spowiedzi człowiek powinien
                iść zawsze gdy popełni grzech ciężki - czyli zalezy od sytuacji,
                może byc po tygodniu a może być po poł roku, a duszpastersko zaleca
                się jesli ktoś chce pielęgnowac i rozwijac relację z Bogiem
                intensywnie - chodzic raz na miesiąc.

                Do Komunii św możesz przystepowac codziennie (!!!) dopóki nie
                popełnisz grzechu ciężkiego, ba! nawet mozesz dwa razy dziennie
                przystepowac.

                Do spowiedzi chodzi się też gdy nie popełnisz grzechów ciezkich,
                poniewaz spowiedz=łaska Boża sakramentalna pomaga także w walce z
                grzechami lekkimi.

                Człowiekowi który nie korzysta ze spowiedzi albo korzysta bardzo
                rzadko trudno jest wytłumaczyc jej dzialanie i że naprawde jest
                róznica miedzy chodzeniem co pół roku a co miesiac. To jest troche
                tak jak z brudem - są ludzie którzy myją całe ciało raz na tydzien
                i uwazaja że są czyści, że to im wystarcza. I dopóki nie sporóbuja
                codziennego prysznica to nie poczują roznicy ani koniecznosci na
                pewno smile. Albo inna analogia którą juz kiedys podawalam na forum:
                to jest jak stopniowe oswietlanie ciemnego pokoju. jak wejdziesz do
                calkiem ciemnego to tylko dotykiem jestes w stanie wyczuc
                najwieksze przedmioty i brud np pajeczyne czy kurz. To moze
                symbolizowac duszę która raz na rok czy kilka lat idzie do
                spowiedzi. jej sumienie jest ciemne i odczuwa wyłacznie wielkie,
                ogromne grzechy.
                Jak oswietlisz pokoj latarka to zobaczysz wiecej, duzo wiecej
                brudów ale posprzątac skutecznie tez bedzie trudno. Jak włączysz
                żarówkę słabą to juz widac calkiem sporo i mozna pokoj doprowadzic
                do ładu.
                A jak wybijesz okno w scianie? I w południe wpadnie słonce -
                zobaczysz nawet najmniejsze drobinku kurzu fruwajace w powietrzu.
                Swiatło to obecnosc Boża, to łaska która toruje sobie droge w
                duszy, im dusza rzadziej korzysta z sakramentów tym łasce trudniej
                uwrazliwic czlowieka.
                A gdy w koncu dopusci łaskę Bożą na full do swojej duszy, gdy
                oswietla go Najswietszy Bóg wtedy zawsze sumienie wyrzuci
                niedoskonalosc czlowiek bedzie chcial isc do spowiedzi, chocby co
                miesiac czy nawet 2-3tygodnie jak to jest u niektorych choc wcale
                grzechu ciezkiego nie popełnili.

                To nie jest kwestia "regulacji prawnych" ale osobistego dzialania
                Boga w moim sercu, na ile zbliżam sie do Niego i po prostu pozwalam
                Mu kształtowac siebie.
                • sulla Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 13:39
                  Nie, nie, Ty tłumaczysz dobrze, tylko ja się nie znam, to wolałam się zapytać smile
                  Jak wiesz, u nas jest spowiedź powszechna na każdym nabożeństwie. Więc po prostu
                  się dopytałam, żeby dobrze zrozumieć. Teraz już rozumiem, dzięki smile
                  • katriel Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 22:04
                    > Jak wiesz, u nas jest spowiedź powszechna na każdym nabożeństwie.

                    U nas poniekąd też wink
                    Tylko ona grzechów smiertelnych nie gładzi, a jedynie powszednie.
                    Z grzechem ciężkim trzeba do konfesjonału.
            • 11.jula Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 13:30
              no tak, znów wyraziłam się nieprecyzyjnie, chodziło mi oczywiście o
              świętokradcze przyjęcie Komunii.
              Ja często miewam wątpliwości czy nie zrobiłam czegoś "ciężkiego".
              Czy nie mam przytępionego sumienia, są przecież ludzie dla których
              grzechy ciężkie nie są ciężkie.
              • sulla Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 13:40
                Ale to chyba mądry spowiednik pomoże w takiej sytuacji?
              • twoj_aniol_stroz Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 14:16
                Tak jak napisała Sulla, tu pomoże dobry spowiednik- najlepiej stały, ktoś kto
                powoli pozna Cię na tyle dobrze, że będzie w stanie pomóc w rozeznawaniu. Warto
                poszukać mądrego kapłana smile Piszę z własnego doświadczenia.Pamiętam jak miotałam
                się, miałam setki wątpliwości itd, potem zaczęłam spotykać się regularnie z moim
                kierownikiem duchowym, najpierw go szczerze nie lubiłam, ale wynikało to z braku
                zaufania, dziś widzę jak tytaniczną pracę on wykonał, ile rzeczy się we mnie
                zmieniło i jaki teraz mam spokój, bo po pierwsze mu ufam (już tyle razy on coś
                mówił, ja uważałam, że to co mówi to jakiś kosmos jest, a potem okazywało się,
                że miał rację!), a po drugie wiem, że mam kogoś, kogo zapytam, kto podsunie
                lekturę, film i przede wszystkim wytłumaczy. I wiele razy było tak, że
                przychodziłam z jakąś wątpliwością, problemem, a jego jedno pytanie pokazywało
                rozwiązanie, pokazywało sedno problemu, który niekoniecznie tkwił tam gdzie ja
                się zmagałam.
                Dziś widzę jaki to był piękny prezent dla mnie od Boga, bo oprócz tego księdza
                mam też siostrę zakonną, która mnie na początku bardzo wspierała. Ja
                przychodziłam i wypłakiwałam się w rękaw, że on mnie nie rozumie, że wymaga
                czegoś nierealnego, a ona mi tylko tłumaczyła: "pani, te watpliwości, myśli to
                robota czarnego, wyraźnie widać, że coś dobrego z tego ma wyniknąć". No i wiele
                dobrego już wyniknęło, a to dopiero dwa lata miną w październiku smile Tobie Aniu
                też szczerze polecam taką osobę, wcale nie obiecuję, że będzie wspaniale i
                kwitnąco na początku zwłaszcza, a i później nie będzie łatwo, często boleśnie,
                ale warto, naprawdę warto, bo spokój i pewność, że idziesz dobrą drogą jest nie
                do przecenienia smile
                • sion2 Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 14:23

                  Sullo - tak gwoli ścislosci, u katolikow tez na kazdej mszy jest
                  spowiedz powszechnasmile ale opróćz tego mamy wlasnie spowiedz
                  indywidualna smile. Spowiedz powszechna czy tez zwykly rachunek
                  sumienia na osobistej modlitwy z wzbudzeniem żalu za grzechy gładzi
                  grzechy lekkie - według teologiii katolickiej.

                  Aniele mam pytanie czy ty jestes z Warszawy?
                  • twoj_aniol_stroz Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 14:26
                    Noo, prawie smile Mieszkam rzut beretem od Nadarzyna big_grin
                    • sion2 Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 15:40

                      No nie wierzę. Chyba sąsiadki jestesmy. Masz maila.
                  • sulla Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 14:40
                    Sion, widzę zatem coraz więcej podobieństw. U nas spowiedź powszechna i rachunek
                    sumienia są, a spowiedź uszna jest możliwa, ale nie jest wymagana. I jak sądzę w
                    przypadku ciężkiego grzechu może okazać się bardzo potrzebna.

                    (Teraz z kolei będę się zastanawiać nad grzechem lekkim i ciężkim...)
                • 11.jula Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 14:42
                  mam swojego spowiednika i on powiedział, że jak mam wątpliwości (a
                  mam zawsze) czy przystąpić, to mam iść, on to bierze na siebie, a
                  przy najbliższej okazji porozmawiamy. Ale mnie to nie urządza sad
                  • capriglione Re: Proszę o pomoc 27.07.10, 14:54
                    Julosmile
                    Myślę, że Twój problem dotyka nieco zjawiska zwanego "skrupułami" (skrupulanctwem).
                    Polecam stronę prowadzoną przez jezuitów, gdzie nieraz odpowiadali cierpliwie na
                    tego typu wątpliwości.Np tu:
                    www.jezuici.pl/rozmawiamy/forum/109/n/136
                    Oto jedna z przykładowych odpowiedzi, udzielona przez o. P. Kowalskiego SJ:
                    "...Piszę to, bowiem twoje pytanie ma oznaki skrupulanctwa, co jest "chorobą"
                    osób, którym bardzo zależy na wiernym przestrzeganiu Prawa Bożego. Skrupuły to
                    sumienie, które jest dręczone pytaniami o to, czy dany czyn jest grzechem.
                    Skrupuły to nieustanne wątpliwości.
                    Warto jeszcze nadmienić, że bagatelizowanie skrupułów bardzo utrudnia życie i
                    prawdziwe postępowanie na drodze Bożej, która jest drogą wolności.
                    Skrupuły bardzo męczyły np. św. Ignacego z Loyoli i co warto wiedzieć, jest to
                    rodzaj dręczenia sumienia przez złego ducha, który nie może nakłonić człowieka
                    do zła - znęca się więc nad nim zsyłając mu nieustanne wątpliwości. - Św. Ignacy
                    wysnuwa z tego wniosek, że skoro wątpliwość jest czyniona przez złego ducha,
                    zatem powinna być odrzucona - czyli dany czyn nie powinien być uznawany za grzech."
    • zniemczyk Dziękuję :) i dalej pytam ;P 27.07.10, 23:41
      Ogromnie dziękuję za Wasze odpowiedzi smile Byłam właściwie pewna, że co najwyżej
      jedna osoba coś mi odpowie i na tym się skończy, a tutaj TAKI odzew smile
      Wiele mi wyjaśniliście, za co jestem Wam bardzo wdzięczna smile

      Jolu, myślałam o Tobie już po przeczytaniu Twojego wpisu bodajże w wątku
      przywitalnym smile To "skrupulanctwo" (tak to w skrócie nazwę), to również mnie
      dotyczy...
      Od dzisiaj rzeczywiście będę żyła o wiele spokojniej i bez narzucania sobie
      czegokolwiek ponad moje siły.

      W praktyce zawsze wyglądało to tak, że modliłam się niejednokrotnie przy
      wykonywaniu obowiązków, ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby własne
      prace oddawać Bogu... Zaczynam właśnie rozumieć sens...

      Powstaje w moim umyśle pytanie. W tą niedzielę był u nas odpust. Ksiądz na
      ambonie mówił, że jeśli jest się po spowiedzi i przyjmie Komunie Św., to można
      pomodlić się za jedną osobę zmarłą (lub żywą) i ta osoba może zostać
      uszczęśliwiona - ja zrozumiałam, że dusza tej osoby (myślałam o zmarłej) wyjdzie
      z czyśćca i ujrzy Pana Boga. I modliłam się za tą osobę, ale zastanawiam się do
      tej pory, czy nie powinnam w takim razie specjalnie wyspowiadać się? Nie miałam
      grzechu ciężkiego.

      Dalej, ciągle ciężko jest mi zastać konfesjonał z księdzem. W poprzednim
      kościele (niedawno się przeprowadziliśmy) ksiądz Proboszcz spowiadał 15 min
      przed mszą i nie ważne, czy skończył, czy nie, kolejka długa, a on wychodził z
      konfesjonału. Po mszy wchodził do konfesjonału, ale też na krótko... Mój mąż
      próbował przed Środą Popielcową się wyspowiadać, i widziałam na własne oczy, jak
      bardzo się starał, a ksiądz jakby specjalnie jeszcze ciągle mojego męża
      "puszczał z kwitkiem"... (mąż był następny w kolejce praktycznie za każdym
      razem). Po trzeciej próbie mąż zwątpił...
      Jak często powinny być spowiedzi w danym kościele? Jak to sprawdzić kiedy się
      odbywają?

      Czy spowiedź w trakcie Mszy św. unieważnia tą Mszę? Tak pamiętam z nauk religii.

      Nie mam niestety takiego własnego spowiednika, jak to opisaliście. Nie wiem jak
      o kogoś takiego zapytać i gdzie. Ale mam jeden drobny problem. Można to nazwać
      skrupulanctwem, ale ja mam problem od paru lat... Chodzi o moją mamę. Powtarzam,
      nie chodzi mi o stawianie jej w złym świetle. Wiem, że tym bardziej na tym
      forum, nie powinnam pisać o osobach trzecich, ale ten problem jest ogromną skazą
      w moim sercu. Otóż, moja mama, niestety, ponad osiem lat temu wyrzuciła mnie z
      domu. Dalsze swoje losy powiązała z alkoholem. Z tego powodu i nie tylko
      oddaliłam się od niej. Martwię się o nią, ale niestety, nie mogę z nią się
      spotykać, widywać, rozmawiać... Życzę jej wszystkiego, co najlepsze, a
      jednocześnie boję się jej, unikam. Czy to można rozumieć jako brak szacunku dla
      matki?
      Ponadto poznałam ojca 11 lat temu. Wcześniej przedstawiano mi go w bardzo złym
      świetle, przez co nabranie zaufania do niego trwało latami... Wiele się działo
      przez te lata. Dziś mój obraz ojca dopiero się nabiera barw, kształtów... Czy to
      brak szacunku dla ojca?

      Pytałam też o obcowanie naszych dzieci z Bogiem. Jak to wygląda u Was? Jak
      uświadamiacie dzieci i w jakim wieku?

      Szczególnie pytanie do mam, które wiedzą, co to znaczy brak czasu dla siebie,
      ale nie tylko. Czy znajdujecie czas na czytanie Pisma Świętego? Ja w zeszłym
      roku w trakcie bodajże tygodniowego urlopu przeczytałam sporo ze Starego
      Testamentu, ale wtedy teściowa sprzątała i gotowała. Ja miałam siły i czas, żeby
      poczytać przy nocnej lampce. Później czytałam fragmenty w ramach rozgrzeszenia -
      jako pokutę po spowiedzi. Co niedziela jesteśmy zachęcani do czytania Pisma
      Świętego podczas niedzielnej Mszy Św. i przypomina nam wtedy ksiądz, że to jest
      droga, jaką wybraliśmy wybierając wiarę, bo w ten sposób poznajemy Pana. A co
      jeśli ja nawet raz w tygodniu nie znajduję na to czasu? Hmm, tak sobie teraz
      myślę, że to raczej wołanie mojego serca. Tego mi brakuje. Tej karmy....

      Cieszę się, że nie jestem sama, że pomagacie mi kształtować tą drogę do Pana smile
      Moje szczęście jest przeogromne smile
      Bóg Wam zapłać smile
      • wiesia140 Re: Dziękuję :) i dalej pytam ;P 27.07.10, 23:46
        Mieszkamy blisko siebie, twój mąż byłby w stanie dojechać do Knurowa?
      • wiesia140 Re: Dziękuję :) i dalej pytam ;P 27.07.10, 23:51
        Ciebie też bym mogła umówić w Knurowie?
      • wiesia140 Re: Dziękuję :) i dalej pytam ;P 28.07.10, 00:01
        . Martwię się o nią, ale niestety, nie mogę z nią się
        spotykać, widywać, rozmawiać... Życzę jej wszystkiego, co najlepsze, a
        jednocześnie boję się jej, unikam. Czy to można rozumieć jako brak szacunku dla
        matki?
        Ponadto poznałam ojca 11 lat temu. Wcześniej przedstawiano mi go w bardzo złym
        świetle, przez co nabranie zaufania do niego trwało latami... Wiele się działo
        przez te lata. Dziś mój obraz ojca dopiero się nabiera barw, kształtów... Czy to
        brak szacunku dla ojca?

        raczej nie , jak dla mnie to konsekwencja tego , co spotkało cię w
        przeszłości: oschła matka , brak ojca , teraz alkohol u matki. Wygląda na
        to,że już od pokoleń macie mocno zaburzone relacje rodzinne, bo matka
        nie stała się oschła sama z siebie , wcześniej już gdzieś to
        zobaczyła, a rozstanie z ojcem tylko to nasiliło.

        Pytałaś o odpust
        Tu masz dokładnie opisane
        www.opoka.org.pl/slownik/odpust.html
      • wiesia140 Re: Dziękuję :) i dalej pytam ;P 28.07.10, 00:20
        A co do samej spowiedzi , może byście porozmawiali na plebani ze swoim
        proboszczem , nie wiem jak wasz , ale mój jest kontaktowy.
        Pytasz o czytanie Biblii , staram się jak najczęściej .Jedną ci dam radę
        jeśli chodzi o czytanie , nie stawiaj sobie żadania ,że to koniecznie musi
        być codziennie , jak zaczniesz czytać samo wejdzie ci w krew. Przed
        czytaniem proś Ducha Św.,żeby dał ci mądrość (potrzebną do zrozumienia
        tego , co czytasz i pogłębiania swojej wiary)), siłę (żebyś wytrwała w
        wierze), o odwagę też warto prosić.
        O dzieciach ci za wiele nie powiem , są niepełnosprawne umysłowo :
        staram się je prowadzać na mszę i mówić ,że Bóg je kocha.
        • wiesia140 Re: Dziękuję :) i dalej pytam ;P 28.07.10, 00:57
          tu masz o mszy mateusz.pl/czytelnia/ck-swcms.htm
          i tu forum.gazeta.pl/forum/w,16182,100580971,100584489,Re_Komunia_sw_na_Mszy_bez_Mszy.html
        • zniemczyk Do wiesia140 28.07.10, 00:58
          Wiesiu, to Ty chyba napisałaś do mnie na gazetowego maila -przepraszam, nie
          zdążyłam jeszcze odpisać. Ale w takim razie napiszę teraz tutaj. Ja właśnie z
          Knurowa pochodzę i tam mieszka moja mama. Dlatego przez Knurów przejeżdżam nawet
          do dziś ze strachem w sercu. Staram się unikać Knurowa. Ponadto dojazd jest (dla
          mnie) kosztowny i dosyć długi - nie próbuję się wykręcać, tylko wolałabym jak
          już skorzystać z czegoś na miejscu. Jesteśmy z synem astmatykami i przez to też
          ostatnio jestem w dużym stopniu uziemiona... Trudno mi przez to odwiedzić nawet
          sąsiada za ścianą... Jak nie choroba (infekcja), to znowu pogoda itp.

          Ale bardzo dziękuję Ci za chęci i jeśli tylko byłabym w stanie, to chętnie bym z
          Tobą się wybrała wink Powiedz mi tylko kiedy? Bo mówisz że możesz umówić nas.
          Tylko właściwie z kim umówić byś mogła? W którym kościele? w tym starym czy nowym?

          Wiesz, właśnie też przeczytałam jeden z Twoich postach o sytuacji, jaka miała
          miejsce w kościele w niedzielę. Już tam dowiedziałam się, że masz
          niepełnosprawne dziecko (a teraz czytam o dzieciach). Współczuję doświadczeń,
          ale jednocześnie chciałabym Cię jakoś wesprzeć duchowo...
          Chciałam tylko opowiedzieć o sytuacji, która miała miejsce parę dni temu na
          placu zabaw. Huśtałam właśnie mojego Dawidka, kiedy nagle obok na huśtawce
          usiadła dziewczynka na oko chyba kilkunastoletnia, ale zachowywała się "dziwnie
          jak na swój wiek". Po chwili dopiero zauważyłam, że musi być niepełnosprawna
          umysłowo. W tym momencie spojrzałam na stojącą nieopodal jej matkę. Zobaczyłam
          nagle różnicę ile więcej ta kobieta nie tylko musi wycierpieć, ale mieć
          cierpliwości, aniżeli ja... Ja ciągle chciałabym żeby mój syn już mówił, już....
          robił wiele rzeczy, a ona do wszystkiego musi przyłożyć o wiele więcej pracy,
          cierpliwości, potrzebuje na to naprawdę lat! I wtedy zrozumiałam ile krzywdy
          wyrządzam sobie i dziecku wymagając zbyt wiele...
          Tam gdzie mieszkaliśmy na piętrze mieszkała dziewczynka z Downem. Ciągle o niej
          myślę. Rozmawiałam z jej mamą o problemach tego upośledzenia. Cieszyłam się,
          kiedy ta (starsza ode mnie) dziewczynka mówiła mi jak mnie kocha i czułam jak
          cierpi, gdy uświadomiłam sobie że chociaż chciałaby, to nigdy nie może mieć
          dzieci... Dlatego pozwalałam jej cieszyć się ze mną postępami Dawidka i
          pozwalałam uczestniczyć w naszym życiu na tyle, ile mogłam pozwolić sobie i jej.

          Wiesiu, Ty i Twoje dzieci jesteście jak najbardziej na miejscu smile
          Kto inny jak nie Wy potrafiłby bardziej kochać Boga i okazywać mu tą miłość wink
          Od kogo mamy się uczyć takiej bezinteresownej miłości, jak nie od Was smile
          • wiesia140 Re: Do wiesia140 28.07.10, 01:09
            Dziękuję , dużo mi pomogłaś. mogłabym cię umówić w starym kościele z
            moim spowiednikiem , prowadzi wspólnotę Domowy Kościół , więc w
            problematyce rodzinnej jest obeznany.
          • 11.jula Re:żaneto 28.07.10, 10:10
            widzę, że mamy dużo wspólnego smile
            O skrupulanctwie nie słyszałam, być może i mnie to dotyka, ale ja
            ostatnio wogóle wszystko widzę w czarnych barwach, a siebie samą
            najbardziej.
    • pysio8 Re: Proszę o pomoc 28.07.10, 10:41
      Witaj

      dziewczyny już tyle napisały i odpowiedziały na Twoje pytania i wątpliwości.

      Napiszę o tym jak sobie radzę z modlitwą, kiedy nie mam na nią czasu, albo tak
      mi się wydaje? Modlę się podczas wykonywania pracy fizycznej, zmywam podłogę i
      odmawiam różaniec albo koronkę do Miłosierdzia Bożego czasem śpiewam w
      myślachsmile "Wielbić Pana chcę" lub coś podobnego.

      Staram się łączyć pracę fizyczną z modlitwą. W pracy modlę się po cichu w domu
      czasem na głos.

      Kiedy moja mama była chora, to poprosiłam księdza o przyjście do domu,
      porozmawianie z nią ,ewentualnie o spowiedź. W pierwszą sobotę miesiąca jest
      taka możliwość. Inna sprawa, że mama z piątku na sobotę trafiła do szpitala ,a
      ja księdza musiałam odwołać.
      • sion2 Re: Proszę o pomoc 28.07.10, 11:00

        Jesli chodzi o odpust nie trzeba isc specjalnie do spowiedzi aby
        zyskac odpust, jesli sie nie jest w grzechu ciezkim. Aczkolwiek
        powiem szczerze że gdybym byla dłuzej niz 2 mce bez spowiedzi i
        chciala uzyskac odpust to nawet bez grzechu ciezkiego na sumieniu
        przystapilabym do spowiedzi.

        Uzyskanie odpustu nie powoduje że jakas dusza "od razu ujrzy
        niebo". Odpust przyczynia sie do skrócenia stanu czyśccowego dla
        danej osoby. Warto tez pamietac ze odpust nie dziala na zasadzie
        magii i nie jest sensu stricte dzialaniem twoim które ma moc
        uwolnic kogos z męk czyśccowych. Odpust to jakby przywołanie męki
        Chrystusa którą odbył własnie dla tej duszy konkretnej także,
        połączone z twoim ludzkim, niedoskonalym wysiłkiem i ofiarą. W
        istocie jednak tym co zbawia duszę jest męka Odkupiciela a nie
        nasze działania.

        Co do szacunku wzgledem rodzicow - chyba masz tendencje to
        zbytniego rozumienia przykazan jako pewnych paragrafów prawa smile.
        Bóg nie jest prawnikiem. Kochać matkę w twoim przypadku to
        niekoniecznie narzucac jej swoją osobe jesli ona nie chce
        utrzymywac relacji z tobą. To raczej modlic sie za nia, ofiarowywac
        jakies drobne cierpienia w jej intencji, byc gotową pomóc jesli ona
        wyrazi chęc zmiany życia, nie mówic o niej źle przy nikim - tzn nie
        w sensie nie mowic prawdy że jest alkoholiczką itd ale unikac
        narzekania i obmawiania ciagle jej złego postepowania. To bym
        nazwala miloscia do matki, która ciebie obowiazuje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka