31.03.04, 14:55
Niedawno mój mąż powiedział do mnie z uśmiechem: "a pamiętasz, jak kiedyś się
nie odzywaliśmy do siebie?" smile
W związku z tym pomyślałam sobie o tym: jak rozwiązujecie konflikty w swoich
rodzinach? Jak się kłócicie? Jak pokazujecie dzieciom, że różnica zdań wcale
nie musi oznaczać końca miłości?
To chyba św. Paweł napisał "gniewajcie się, ale nie grzeszcie". Jak to
wyglada u Was?
Wybaczcie, że nie piszę o swoich doświadczeniach, ale nasz pędraczek właśnie
się budzi wink - innym razem
Pozdrawiam
Magda
Obserwuj wątek
    • kramla Re: konflikty 31.03.04, 15:15
      Fajny temat, na pewno coś napiszę jak tylko nakarmię mężawink)
    • piotrsko Re: konflikty 31.03.04, 15:15
      Nam pomaga codzienna wspólna modlitwa, która robimy rano jeszcze przed pracą.
      Od czasu gdy modlimy się z moją żoną razem konflikty nie trwają nigdy długo. A
      jeśli się pojawiają łatwiej jest się jednać. Wspólna modlitwa "wymusza" niejako
      pojednanie. Od kiedy modlimy sie razem nie pamiętam żadnych cichych dni w
      naszym małżeństwie. Sam jestem tym zdumiony i uważam to za owoc modlitwy.
      Piotr.
    • marzek2 Re: konflikty 31.03.04, 15:56
      My w naszej przysiędze małżeńskiej mieliśmy zdanie: "i nie pozwolę, żeby słońce
      zaszło nad moim gniewem" - cudowne uchronienie przed cichymi dniami! Nam czasem
      zdarza się mieć inne zdanie (w kwestiach zasadniczych jesteśmy zgodni do bólu
      smile) i czasem jest nieprzyjemnie, ale nie da się tak na dłuższą metę - bo
      naprawdę doświadczamy realnie jedności w małżeństwie i jeśli się poprztykamy to
      mnie boli podwójnie za siebie i za niego. Żartuję czasem, że "nawet się pokłócić
      nie można" bo Duch Święty tak szybko działą smile) Poza tym kiedy zmieniamy ton
      przy dzieciach Zuzia od razu przywołuje nas do porządku ("tak nie można,
      najpierw mama, a potem taka, nie wsyscy na raz" albo "mamo dlacego ksycys na
      tate?"), no nie da się po prostu smile)
    • addria Re: konflikty 01.04.04, 08:15
      Czasem zdarza nam się pokłócić, bo obydwoje jesteśmy w sumie dość
      temperamentni, ale talerze nigdy nie były tłuczone wink
      Przez cały okres trwania naszego małżeństwa (chyba?) nigdy słońce nie zaszło
      nad naszym gniewem smile Nawet jak kładliśmy sie spać naburmuszeni, to zawsze coś
      się w nas łamało i już zasypialiśmy przytuleni do siebie. My jakoś nie
      potrafimy się na siebie gniewać. Wypracowaliśmy sobie taką metodę, że kiedy się
      pokłócimy i zalega cisza, to znaczy, że emocje już wyparowały i wtedy możemy na
      spokojnie usiąść i wyjaśnić sobie co nas boli, czego oczekujemy od siebie, itp.
      Kiedy jedno mówi, drugie uważnie słucha. Zwykle jest tak, że w trakcie tej
      rozmowy, ktos widzi swój błąd, czy swoją winę, przyznaje się, przeprasza i
      obiecuje poprawę wink Emocje opadają zupełnie i znów jest dobrze smile Jeśli jest
      kwestia sporna i każde z nas ma swoje zdanie, to przedstawiamy sobie nawzajem
      swoje argumenty przemawiające za tym, że to "ja mam rację". Oczywiście robimy
      to spokojnie i staramy się być jak najbardziej konkretni. I wtedy jeśli ja
      przekonam męża, to wychodzi na moje, jeśli mąż mnie, to na jego, ale często też
      w wyniku dyskusji pojawia się całkiem nowe rozwiązanie, które i on i ja możemy
      zaakceptować.
      Wracając do kłótni. Staramy sie nie kłócić przy dziecku, niestety czasem nam
      się to zdarza i nad tym musimy intensywniej popracować. Poza tym brakuje nam
      notorycznie czasu na to, by zwyczajnie ze sobą pobyć, porozmawiać "o życiu" i w
      ogóle.... ale to już temat na inny wątek smile
      • addria i jeszcze jedno 01.04.04, 08:34
        Zapomniałam dodać, że jak już się pokłócimy przy dziecku, to potem też przy
        dziecku się godzimy, czyli przytulamy, dajemy sobie buziaczka i potem we trókę
        przytulamy się razem z synkiem, który jest tym zachwycony, ale tylko przez 3-4
        sekundy, bo przecież ma ważniejsze sprawy na głowie wink))
        • kulinka3 Re: i jeszcze jedno 01.04.04, 08:56
          Myślę,że to świetny i bardzo wychowawczy sposób. Nie zawsze uda się pokłócić
          bez obecności wszystkowidzących, słyszących i ciekawskich dzieciaków.A ten
          sposó łaczy w sobie przeprosiny , z nauką ,że nie zawsze może się ze sobą
          zgadzamy, ale to nie znaczy,że się nie kochamy i jakież to miłe umocnienie
          więzi rodzinnych( ten uścisk ma się rozumieć)
          Sposób podkupuję i pozdrawiam
    • kulinka3 Re: konflikty 01.04.04, 08:48
      Zazwyczaj nie kłócimy się siarczyście i przy dzieciach.Nawet jeżeli chodzimy
      naburmuszeni to staramy się, by inni tego nie widzieli i nie doświadczali
      naszej gorszej kondycji.Bardzo pomaga mi fakt,że przy dzieciach jest tyle
      wspólnej pracy, że nasze spory nie trawają długo, bo jest okazja by zacząć
      rozmawiać.Poza tym usłyszałam kiedyś zdanie,które zapadło mi w pamięć, i które
      staram się pamiętać właśnie przy sprzeczkach,że spory i konflikty nigdy nie
      biorą się z winy tylko jednej ze stron.Zakładam dobrą wolę mojego męża, wiem że
      nie chce mi specjalnie zrobić przykrości( podobnie , jak ja jemu)więc widocznie
      kłótnia to czasami wynik: niedogadania, niezrozumienia, innej oceny sytuacji
      ( przesławne różnice płci).Trzeba więc usiąść i pogadać,wyjaśnić co leży na
      sercu i żyć dalej.No i nie bać się zrobić pierwszego ruchu. To czasami trudne,
      ale z uczę się w tym miejscu pokory.Chrystus też mi przebacza i wybiega na
      spotkanie, zanim ja to sobie do końca uświadomię.
      Pozdrawiam słonecznie i życzę tylko konstruktywnych kłótni i jeszcze słodszych
      przeprosin.

    • adzia_a Re: konflikty 01.04.04, 09:17
      Strasznie mi się podoba to, co napisał Piotr i spróbuję do tego wrócić (bo
      kiedyś zdarzało się nam razem modlić, ale raczej okazjonalnie).

      Natomiast co do tego słońca, które zachodzi nad gniewem - u nas zachodzi,
      prawie zawsze (my się budujemy i mąż jest w domu tylko wieczorami, czyli nie
      mamy się kiedy kłócić, a niedzieli nam szkoda wink ). natomiast zawsze jakoś
      koło trzeciej nad ranem się godzimy.

      Co do kłócenia się przy dzieciach - mając takie małe dzieci jak nasze, nie da
      się tego niestety uniknąć. Ale staramy się, żeby widziały też, że się kochamy i
      akceptujemy - jakaś równowaga musi być...

      Rzeczywiście, nie jesteśmy ideałami...
    • magdalena_76 Re: konflikty 01.04.04, 11:16
      W moim rodzinnym domu wszystkie urazy dusiły się we własnym sosie - b. długie
      ciche dni rodziców. Brrrr. Wyrosłam w przekonaniu, że różnica zdań to tragedia
      i nie wolno dopuścić, żeby w ogóle miała miejsce. Uciekałam od różnych
      konfrontacji w relacjach z ludźmi, nawet jeżeli mogły być okazją do wzrostu i
      rozwoju. Błąd wielki i długo trwało, zanim pozbyłam się leku przed tym.
      Mój mąż jest osobą raczej milczącą, która długo przeżwa w sobie różne rzeczy i
      powoli dojrzewa do rozmowy - a ja na początku nie mogłam zupełnie tego
      zaakceptować, musiało być rozwiązane zaraz i już bo inaczej miałam poczucie, że
      wszystko się wali. Po ślubie bardzo mocno doświadczyliśmy obecności Pana Boga
      poprzez ten sakrament w naszym życiu i Jego pomocy we wzajemnym zrozumieniu.
      Teraz ja potrafię trochę poczekać, a mój mąż się wcześniej otworzyć - jakoś
      spotykamy się w połowie drogi. Bardzo ważna jest też wspólna modlitwa -
      Piotrsko, super określenie, że Wy ją "robicie" smile!!!
      A poza tym bardzo bardzo ważne jest poczucie humoru, żeby nie patrzeć na siebie
      tak strasznie poważnie - wtedy połowa powodów do kłótni znika smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka