andrzej585858
13.03.11, 15:00
Przeglądając portal deon. pl natknąłem się na następujący artykuł:
www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,280,dwa-rozne-koscioly.html
Zainteresowani przeczytają go w całości - mnie natomiast zafrapował następujący fragment:
"Ja będę się trzymał swojego doświadczenia. Jest, w moim przekonaniu, miarodajne. Nie wychowywałem się w silnych ośrodkach duszpasterskich, ani w Krakowie, ani w Warszawie, dobrze znam za to małe parafie, wiele po Polsce podróżowałem. I to systemowo, po wszystkich regionach, w ramach pewnej metody. Znam msze na wsiach, znam liturgie w małych miasteczkach. Znam poza tym materiały filmowe, transmisje telewizyjne, znam poglądy rozmaitych księży. To wszystko idzie, niestety, w masę. Sztandary w kościołach, tony martyrologiczne, pomstowanie na obce nacje, śpiew „Roty”, bywało, że i hymnu państwowego, flagi narodowe w prezbiteriach, ornaty haftowane w godła – to wszystko widywałem po tysiąckroć. Po tysiąckroć słyszałem w kościołach bałwochwalcze opowiastki o Polsce, o jej szczególnej roli w dziejach, o wyższości polskości nad każdą inną wartością. Po tysiąckroć uczestniczyłem w mszach, w których kapłani głosili rozmaite teorie spiskowe, rozpamiętywali przeszłość, rozdrapywali rany. Pomstowali na oprawców Polski. Kierowali się małostkowością i zadufaniem, w miejsce ducha Chrystusowego wprowadzali szereg pobocznych, mało ważnych kryteriów
Obecność patriotyzmu czy nacjonalizmu wypierającego powszechność Kościoła to obraz, od którego nie potrafię się uwolnić, trafiałem nań zbyt często, żeby to uznać za przypadek czy jednostkową patologię. Również wielu moich rozmówców, bliskich, przyjaciół styka się z tym każdej niedzieli. Wielu znajomych z tego powodu utraciło wiarę. Zgasiło ducha. Zbyt wielu znam także księży, żeby uznać, że coś mi się uroiło."
Sam mieszkam w małym miasteczku i mogę stwierdzić że nie jest to kłamliwy opis - ale jednocześnie chyba nie do końca prawdziwy.
Owszem, zgadzam się z tym że obraz Kościoła widzianego przez pryzmat księży jest niezbyt ciekawy. Zbyt wielu z nich jest po prostu małostkowych - zapominają że księdzem nie jest się w ramach godzin pracy, ale jest się nim całą dobę. Nic więc dziwnego że prefekt Kongregacji do spraw duchowieństwa zwraca się do księży z apelem "Jeśli się nie nawrócimy, będziemy coraz słabsi".
Jezeli się nie nawrócimy - my księża. Czy nie jest to znakiem czasu że wzywa się tym razem księży do nawrócenia? Nie wiernych - ale właśnie księży?
Byc może właśnie w Polsce taka refleksja jest jak najbardziej potrzebna księżom. Mamy bowiem do czynienia rzeczywiście z bizantynizmem uroczystości kościelnych, z patosem który robi się nudny i zwykłą pychą która zastepuje solidną wiedzę teologiczną i pokorę.
W pewien sposób to co możemy zaobserwować jest porównywalne do okresu przez Reformacją. Wtedy też zatracono poczucie wspólnoty a obrzędowość zastąpiła wspólnotowość.
Tylko, czy z drugiej strony jest tak naprawdę żle? Istnieje także przecież nieraz bardzo wyśmiewana pobożność określana jako ludowa albo moherowa - pobożność zwykłych ludzi - ciągle niesłychanie autentyczna. Nie jest ona oparta na wiedzy teologicznej, nie szermuje wielkimi słowami i często istnieje tak jakby obok tego zadęcia które jest obecne w oficjalnych uroczystościach kościelnych.
Ale obok tego istnieją też wysoce zaawansowane grupy modlitewne skupione nieraz wokół ośrodkow akademickich, wokół zakonów, zwłaszcza tych mniszych. Kościół ciągle ma wiele do zaoferowania mlodym ludziom .
Mam tylko wrażenie że problemem są właśnie księża - a ścislej biorac ich nieprzygotowanie do życia w współczesnym świecie, nieumiejętność przełożenia języka teologii - szacownego ale bardzo oderwanego od realiów na rzeczywistość dnia codziennego. Stąd może bierze skłonność do zasłaniania się pompatycznością?
Dwa różne spojrzenia na Kościół biorą się moim zdaniem właśnie z tego powodu - nastąpił rozdźwięk pomiędzy formacją jaką otrzymują księża w seminariach a dniem codziennym i po prostu w bardzo wielu przypadkach nie radzą sobie.
Jak to wygląda gdzie indziej? Czy też macie podobne odczucia tak jak autor cytowanego artykułu? No i przede wszystkim - jakie może być wyjście z tej sytuacji?