Dodaj do ulubionych

zimny , lub gorący

23.03.11, 08:27
Zimny albo gorący

Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki. (Mt 7,21-27)
Bóg mówi: "Oto kładę przed wami błogosławieństwo i przekleństwo, wybierajcie". Zaraz, zaraz, dlaczego tak ostro? - pyta człowiek. Nie ma nic pośredniego? Przywykliśmy do kompromisów i ustępstw. Może i to jakoś da się załatwić?

Wielu uważa, że w stwierdzeniu "czarne jest czarne, a białe jest białe" tkwi niebezpieczeństwo. Mało kto dziś przyzna, że kłamie, częściej usłyszymy: "ubarwiałem rzeczywistość", "minąłem się z prawdą". Albo: "byłem niedokładny w rozliczeniach podatkowych" czy - jeszcze bardziej niewinnie - "skorzystałem z luk w prawie podatkowym". A to zwyczajnie jest kradzież! Inny przykład: "załatwiłem sobie rentę"; no cóż - nic złego, ale jeśli powiem wprost: "dałem łapówkę" - to już nie to samo.

"Nie każdy, który mówi mi »Panie, Panie!«, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca" - mówi Jezus na koniec Kazania na Górze. I zachęca, by życie budować na solidnym, trwałym fundamencie, nie na piasku. Ale o wiele łatwiej jednak budować, gdy człowiek nie stawia sobie wymagań. I każdy coś tam na piasku kleci.

Błogosławieństwo albo przekleństwo. Dwie skrajności. Jak ogień i woda, śmierć i życie. Nie da się połączyć tych dwóch rzeczywistości. Wybór musi być zawsze konkretny. Owszem, w życiu trzeba wybierać między wieloma propozycjami. Kiedy jednak poszukać ich prawdziwego sensu i ostatecznego celu, wszystko sprowadzi się do podstawowego wyboru: dobro albo zło. W prawdziwej ocenie - której dokonujemy weryfikując nasze życie z prawem Bożym - nie ma nic pośredniego. Nawet to, co zdaje się obojętne, takie nie jest. W całość życia zawsze będzie wpisane jako dobre lub jako złe.

Dziękujmy Bogu za tak jasną wskazówkę. Bo jeśli byłoby inaczej, to moglibyśmy zamęczyć się na śmierć. I nie bójmy się, że będą z nas kpić, wyśmiewać w szkole, w pracy, pokazywać palcami i obrzucać szyderstwami, że jesteśmy inni, za bardzo tradycyjni, niepoprawni. Może nieraz usłyszysz za plecami wyzwiska i epitety, żeś zaścianek, bo za mało postępowy, by uznać związki partnerskie, żeś głupi, bo nie kradniesz, nie uprawiasz piractwa, że jesteś twardogłowym, zacofanym szowinistą, bo bronisz tradycji swego narodu, zamiast być "obywatelem świata".

Obyś był zimny albo gorący - nie zaś letni. Obyś tak postępował, jak głosi Ewangelia, a nie tak, by się przypodobać głosicielom nowoczesnych ideologii i "postępowych" tez.



ks. Dariusz Marczak


Tekst pochodzi z Tygodnika

Podobny temat już był tutaj forum.gazeta.pl/forum/w,16182,107418133,107418133,_Obys_byl_zimny_albo_goracy_.html
Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: zimny , lub gorący 23.03.11, 12:03
      Bycie zimnym albo gorącym przenosi się także na postrzeganie religijności. Pokusa odczuwania że stoi się jakby na wyższym poziomie, na ktorym nie wypada trochę akceptować form tzw. ludowej pobożności lub okazywać pewnego rodzaju pobłażliwość dla rzeczywistość cudu - no bo jak w XXI wieku wierzyć w coś tak jednoznacznie wiążącego się z średniowieczem.Chrystus staje się kims bardzo odległym na wpół mitycznym bohaterem
      Wkrada się poczucie pewnego wyobcowania, zimnego podejścia do sfery religijności, ciągłej próby uwspółcześnienie wiary. I o ile jest tak potrzeba jezeli chodzi o formy przekazywania, to sama istota - sedno pozostaje przecież niezmienne.

      Jeśli Chrystus nie ma stać sie abstrakcyjną, oderwaną od rzeczywistości ideą, jakąś nieokresloną Chrystusem-Zasadą i w konsekwencji niewiarygodnym pojęciem mitycznym, to należy umiłować Jezusa z Nazaretu, który jest konkretny w swej historyczności. Tym samym nie wolno nam postrzegac Go po prostu tylko jako inny sposób wyrazu dla niedającej się przewidzieć łaski transcendentnego Boga. Jak mam Go jednak przyjąć i rzeczywiście umilować jako konkretnego człowieka - a nie jedynie przyjąć teoretyczną naukę o Nim?

      Jak może "ta" miłość do "tego" konkretnego człowieka być moim zbawieniem, jesli nie potrafiłbym milowac innych - bliskich mi - ludzi i być kochanym przez nich w tej wzajemnej milości, która nie tylko "jest" przykazaniem, lecz samym Zbawieniem?

      K. Rahner pisze tak:
      "Wyznaję szczerze; jesli sam czasem przezywam szok z powodu "intensywnej" poboznosci maryjnej, w wyniku której pobozny katolik pada Maryi do stóp, miluje ją, prosi i ucieka sie do niej z ufnoscią,, jakby w naszym zyciu religijnym nic ważniejszego nie istniało, to wtedy krytycznie pytam samego siebie: czy nie czuję się tym jedynie dlatego zaszokowany, gdyż JA sam nie jestem w stanie w sposób całkowity i nieuprzedzony spełnić tej uzasadnionej konkretnej formy ludzkiej więzi wspólnotowej, która nalezy do żywego chrześcijaństwa?
      Moje przeżywanie zbawienia w wierze i miłości znajduje się jednak w relacji do Jezusa - a nie do abstrakcyjnej idei Chrystusa. Do Jezusa, ktory jednocześnie jest Ukrzyżowany i ktory teraz jako Jezus z Nazaretu "stoi po prawicy Boga", czyli również do tego, w jaki sposób żyje On teraz jako konkretny człowiek w Bogu.
      Jeśli jednak ma to miejsce, to jak mógłbym traktować jako niemożliwą i godną nagany tę bezpośrednią, pełną ufności miłość do innej osoby, przebywającej w Bożej chwale?"

      Tak pisze jeden z największych teologów - najważniejsza jest właśnie ta gorąca, autentyczna relacja osobowa. Ciągle trzeba przypominać że wiara jest poza czasem - najważniejsze jest to aby była właśnie gorąca.
      W Kościele jest miejsce zarówno dla św. Tomasza z Akwinu jak i dla św. Teresy z Lisieux.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka