Dodaj do ulubionych

"Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..."

26.05.04, 13:55
Przeczytałam to zdanie przed chwilą w jakimś poście do dziewczyny w ciąży,
która się o coś martwi i... kopnęło mnie! Zobaczyłam w tym samą siebie, to
chyba właśnie kryje się za moim ciągłym zamartwianiem się, co będzie,
dzieleniem włosa na czworo, przewidywaniem wszystkich możliwych obrotów
sytuacji itp.

Jak udaje się Wam być mamami czy przyszłymi mamami wierzącymi, które się nie
martwią? Mnie się wydaje, że na moje martwienie ma wpływ niestety bardziej
obraz zatroskanej matki-Polki niż słowa Jezusa "dość ma dzień dzisiejszy
swojego utrapienia", czy "popatrzcie na ptaki, kwiaty....", "wie Ojciec Wasz
niebieski czego Wam potrzeba"... Często wpadam w schemat "kochająca mama to
mama, która martwi się o dziecko, o przyszłość" itp. Albo myślę sobie, no jak
ja mogę się nie martwić w takiej sytuacji?

Jak odróżnić zamartwianie się od realnego spojrzenia na sytuację? Gdzie tu
jest realizm a gdzie brak zaufania do Boga? No właśnie może zbytni realizm
jest po prostu brakiem zaufania czy chęcią kontrolowania sytuacji zamiast
oddać to Bogu?

Tak trochę mi się układa myśli pisząc więc może to trochę nieskładne, ciekawa
jestem jak jest z tym u Was.
Obserwuj wątek
    • aetas Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 26.05.04, 14:18
      "U nas" z tym różnie wink, generalnie staram się ufać Bogu, ale wiadomo, jak to
      w życiu wygląda, człowiek się martwi, nawet zamartwia, w moim przypadku
      dodatkowo komplikuje sytuację fakt, że się jest kobietą, ergo: istotą, która
      niejako zaprogramowane ma "martwienie się na zapas", znaczy nie dość, że
      ciągle uskutecznia szukanie możliwości od tej do tej, z powrotem, i znowu z
      powrotem, to jeszcze analizowanie, ponowne analizowanie, po nim z kolei
      analizowanie w jeszcze innym aspekcie. Zwariować od tego można, wszystko
      fajnie, ale co za duzo to niezdrowo, czasem już mnie męczy to rozdzielactwo
      włosa na czworo i szukanie (tak, czasem wręcz szukanie) problemów zamiast
      zrobić, co w człowieka mocy i ufać, że dobrze będzie. A może ja jakaś stuknięta
      jestem, bo jak to czytam, to widzę, że mi jakaś karykatura wyszła... wink
      "
    • mama_kasia Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 26.05.04, 14:22
      Tak sobie o tym wszystkim myślę i sama już nie wiem,
      czy się zamartwiam, czy nie. Chyba jest tak, że w
      pierwszym momencie martwię się bardzo (to taki odruch),
      a potem przychodzi refleksja.
      Kiedyś rozmawialiśmy sobie z mężem o naszej modlitwie
      prośby. Czasami modlę się bez wiary, tzn. np. proszę
      o zdrowie dla dziecka i jednocześnie myślę o tym, że
      czeka mnie nieprzespana noc, bo mała wymiotuje, a poza
      tym, co to będzie jak się odwodni i trzeba będzie jechać
      do szpitala. I już mam cały film na ten temat. To tak
      jakbym nie wierzyła, że moja modlitwa ma sens. Gdy sobie
      to uświadamiam, zaczynam myśleć inaczej; przychodzi wtedy
      prawdziwe zaufanie do Boga (do kolejnego razu wink)
      Pewnie całe życie będę uczyć się tego zaufania smile
    • isma Re: Barbara i Bogumil 26.05.04, 14:31
      To chyba jest psychologcznie zafiksowane.
      Pamietacie "Noce i dnie"? "Wieczne zmartwienie, wieczne zmartwienie...". A
      Bogumil sobie czerstwo biegal po polu...
      Chociaz, od kiedy wierze, jednak podchodze do wydarzen z wiekszym spokojem. No,
      przepraszam, jest wyjatek: zycie i zdrowie naszej corki...
      • mamalgosia Re: Barbara i Bogumil 26.05.04, 14:52
        Przypominam, że to Bogumił zmarł pierwszysmile
        • isma Re: Barbara i Bogumil 26.05.04, 14:54
          No, wlasnie, tez to bralam pod uwage...
          • mamalgosia Re: Barbara i Bogumil 26.05.04, 15:19
            może on z tego ukrywania trosk umarł?
            • aetas Re: Barbara i Bogumil 26.05.04, 15:26
              mamalgosia napisała:

              > może on z tego ukrywania trosk umarł?


              O! Otóż to! wink
    • mamalgosia marzek! 26.05.04, 14:51
      Jakbym czytała swoje własne słowa!
      Tylko pewnie Ty się martwisz jakimiś realnymi zagrożeniami, a ja się martwię
      dosłownie wszystkim. Cierpnę na myśl o drugiej ciąży, bo to, bo tamto: bo może
      będzie taka straszna jak pierwsza, bo poród też taki będzie, bo mam problemy
      zdrowotne, bo nie wiem, czy dziecko będzie zdrowe... I tak w kółko Macieju.
      Myślę, że są tutaj dwa czynniki:
      - jakaś wrodzona predyspozycja. Jedni po prostu martwią się bardziej, inni
      potrafią olać pewne problemy
      - niewsytarczająca ufność Bogu, bo przecież On wie, co dla mnie najlepsze i nie
      da mi kamienia, gdy Go poproszę o chleb
      • nulleczka Re: marzek! 26.05.04, 19:37
        Czytając Wasze posty poczułam swojskie klimaty, bo ja, niestety, też z tych
        martwiących się i dzielących włos na czworo. Jako młoda dziewczyna (chyba
        100lat temu) miałam taki dziecinny może zwyczaj, ale troche pomagało w kwestii
        zatroskania. Otóż codziennie pisałam na małej karteczce swoje bieżące troski,
        po czym przypinałam ją pinezką do wiszącego w moim pokoju obrazu Jezusa
        Ukrzyżowanego. On ma często niezłe pomysły na rozwiązanie naszych problemów,
        ale nie zawsze łatwo w to uwierzyć.
    • matizka Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 26.05.04, 20:24
      Ja jestem z tych co się często, ale na szczęście krótko martwią.

      Ale w ciązy widzę, ze mam zmartwienia typowe dla wszystkich dziewczyn z forum i
      nawet w tych samych okresach; więc myślę, że to w dużej mierze sprawa hormonów.
      termin mam za 2 tygodnie i jakis czas temu się uspokoiłam i myślę, że tak
      działa nasz organizm.

      Ja czasami myślę, że nie mogę nie myslec o czymś, ale mogę mimo wszystko mówić
      Bogu nawet nie tyle, ze Mu ufam, ale że CHCĘ Mu ufać.

      M.
    • mader1 Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 26.05.04, 22:37
      Jasne, ze sie martwie. Otoczenie nie do konca jest tego swiadome, bo
      raczej uchodze za osobe dziarska i optymistyczna, ale sie martwie...
      Jezeli to sa takie zwykle smuteczki, to wygania je sen ( czy
      zaauwazylyscie, ze wieczorem latwiej sie zmartwic smile)) - to dlatego,
      ze jestesmy juz zmeczeni. Ale czasem serce sciska sie trwoga... nie
      o siebie, a o najblizszych, o ich przyszlosc... wtedy musze prosic o
      pomoc Boga. Inaczej nie da rady. To on daje mi taka sile, by te
      trwoge przezwyciezyc...
      A poza tym staram sie nie karmic swojej wyobrazni niepotrzebnym smutkiem.
      • isma Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 27.05.04, 09:28
        Mader, wink)))
        Jak mawia znajomy psychiatra, martwic sie wieczorem to norma, martwic sie rano -
        to depresja...
        • mader1 Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 27.05.04, 10:59
          smile))))
          Dlatego, jak moja corka opowiada o podlych kolezankach o 22.00, mowie, ze
          pogadamy rano smile)))
        • mamalgosia wobec powyższego 27.05.04, 11:15
          obawiam się, ze mam depresjęsad
    • adzia_a A ja sama siebie uczę... 27.05.04, 11:27
      ...jak oddzielić te rzeczy, na które mam wpływ od tych, na które wpływu nie mam.

      Czasem mi się udaje i wtedy generalnie jest o połowę zmartwień mniej (odpada ta
      połowa, na którą mam wpływ, bo to, że ten wpływ czuję, mobilizuje mnie do
      działania).

      A generalnie w walce z zamartwianiem i inną martyrologią wink przydaje mi się
      pomoc mojego męża, który tak trzeźwo mysli, że czasem aż boli wink i momentalnie
      stawia mnie do pionu.
    • mumin_ek Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 27.05.04, 11:31
      Marzena, my chyba mamy jakies lacze telepatyczne. Myslalam niedawno na ten sam
      temat. Czym jest i jaka jest moja wiara, jesli sie zadreczam lekami? A ciagle
      sie boje o Muminka o Grudniowa Niespodzianke, o swoje zdrowie, ktore nawala
      (nie tyle dla siebie, co dla M. i dzieci naszych). Tragiczne filmy co chwila mi
      sie wyswietlaja. Licze ze to ciazowe paranoje. Oby.

      Ale na sile sobie tlumacze, ze Bog jest miloscia, ze przeciez nie chce mnie
      karac, ze nie daje szczescia, by je za chwile zabrac. I bardzo chce w to
      wierzyc. Pomagaja mi slowa z oltarza: 'Ja jestem droga, prawda i zyciem' i
      pozwalam Bogu przejsc przeze mnie. Bo cytujac Diune (nie zlinczujcie ;-
      ) 'strach to mala smierc' - dla mnie to prawda - to smierc wiary i nadziei,
      czyli niejako moje unicestwienie, bo choc milosc jest najwazniejsza, chce by
      Bog wiedzial, ze wierze w Niego calym sercem i calym istnieniem.

      No i slowa Hioba: ' Dal Pan i zabral Pan, niech Imie Panskie bedzie pochwalone'

      I prosze Boga, by nie zabieral mi bliskich, by dal im zdrowie.
      Trudne to wszystko. Dlatego tak walcze o to, by sie nie dac strachowi. I
      wiecie, coraz lepiej mi to wychodzi, bo zamiast sie bac, ciesze sie tym, co
      mam, bo grzechem by bylo nie dziekowac za to Bogu.

      Znow nieskladnie mi wyszlo...
      • marzek2 Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 27.05.04, 11:59
        Poniekąd mi lepiej Kasiu, bo wychodzi z Twojego postu (i z poprzednich), żem
        wcale nie wyjątek z tym zamartwianiem się. Więc może to sprawa kobieca/kwestia
        temperamentu/hormonów ciążowych? Choć z drugiej strony wydaje mi się to zbyt
        łatwym wyjaśnieniem, choćby dlatego że POWINNA być jakaś różnica w podejściu
        kobiet wierzących i niewierzących do przyszłości. W opisie dzielnej kobiety z
        Przypowieści Salomona jest świetna charakterystyka ufnej kobiety (tłumaczenie
        Biblii "brytyjki") :"dzielna kobieta... z uśmiechem na twarzy patrzy w
        przyszłość". O to właśnie chodzi, o podstawę tego uśmiechu, którą jest zaufanie
        do Boga.

        W mojej obecnej sytuacji (problemowa ciąża itp) mam chyba tradycyjnie przerost
        odpowiedzialności, czuję się ogromnie odpowiedzialna za dziecko, które noszę i
        nie chciałabym niczego zaniedbać. Po kolejnym wyżalaniu się do ciumaka i jego
        ciągłym zachęcaniu mnie do oddania tego Bogu mój mądry mąż jak zwykle dobrze
        choć boleśnie mnie podsumował, oj trafił sad( , powiedział: "ty chyba sama chcesz
        zadbać o to dziecko lepiej niż Bóg". I czy tak właśnie nie jest czasem z tymi
        naszymi kobiecymi lękami o przyszłość, same chcemy o wszysko zadbać i ciągle na
        nowo uczymy się oddawać te lęki Bogu?

        Dla jednych najłatwiej jest zaufać po prostu Bogu, a dla drugich (tych pozornie
        dzielnych, radzących sobie matek-Polek) najtrudniej...
        • mumin_ek Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 27.05.04, 15:36
          Wiesz, mi jest duzo lzej odkad zawierzylam mojego Przecinka Bogu. Zadbal o
          Muminka, choc ciaza byla kilka razy mocno zagrozona (malo nie poronilam), to na
          pewno zadba o Przecinek. 'Badz wola Twoja' - przeciez codziennie to powtarzamy.

          Wiem, co przechodzisz, mi tez jest ciezko z oderwaniem sie od martwienia, ale
          staram sie sobie wtedy zawsze przypomniec, ze Bog mnie nie zawiedzie. Podarowal
          nam Przecinka i pomoze o niego/nia zadbac. On wie co robi.

          Uparcie to sobie powtarzam w chwilach zwatpienia. Bo co ja moge bez Boga? Na
          moje tupniecie swiat sie nie zatrzyma...
          • kulinka3 Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 27.05.04, 19:50
            Choć z natury jestem optymistką-realistką to zmaganie się ze zmartwieniami nie
            jest mi obce.Gdzieś w środku czai się strach o najbliższych.Gdy wyłazi na
            wierzch uciekam się do modlitwy i zawsze wtedy rozważam, ponownie, dwie prawdy,
            które przywracają mi pokój wewnętrzny.Pierwsza,że nie spadnie na mnie żaden
            ciężar bez równoczesnej łaski Bożej pozwalającej go udźwignąć.Druga, by
            powstrzymagać szaloną wyobraźnię, która potrafi mnożyć trudności i przeszkody,
            które nigdy nie będą miały miejsca, a zabierają pokój i radość.Obie stawiają
            mnie na nogi.
            • mader1 Re: Dziewczyny ! 27.05.04, 21:24
              Nie ogladac ciezkich i smutnych filmow ! A zwlaszcza traagicznych ( no
              chyba, ze niosa te... artystyczne przekazy), bron Boze nie ogladajcie zadnych
              997 czy innych cel. Jak sie jest w ciazy to sie oglada romantyczne komedie,
              filmy familijne , Bill Cosby Show... Ja nie zartuje ! Jezeli ktos ma
              wrazliwa dusze i bogata wyobraznie, to musi o siebie dbac !
              Pielegnowac , jak rzadki kwiat.
              Spac, duzo spac i sie nie przemeczac !
              A ten ciumak to jest bardzo madry. Musze to sobie zapamietac, co powiedzial.
    • philosophus Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 27.05.04, 23:47
      Marzek, dodalem reklame bozejkobiety do naszego zborowego biuletynu smile. Zycze
      wielu odwiedzin. Moze podesle jakis tekst kiedys... w.
      • philosophus Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 28.05.04, 00:29
        A... i jeszcze pytanie - czy KChB ma jakas swoja wyzsza uczelnie teologiczna?
        • philosophus Re: "Martwić się to poniekąd Twój obowiązek..." 28.05.04, 00:34
          Ok, juz znalazlem... smile
          • marzek2 Do ph 28.05.04, 09:55
            Fajnie, że znowu jesteś smile) Jak tam dziedzic? Ostatnio zaniedbałam trochę
            stronkę (problemy w ciążą i mój brak dyscypliny) ale biorę się znowu do
            dodawania nowych tekstów. Dzięki za polecanie strony, mam nadzieję, że sprostam
            oczekiwaniom smile)

            I proszę oczywiście o modlitwę za bąbla w brzuchu, jak dobrze pójdzie będe mogła
            się czuć jak Maria smile)) bo mam termin na 17 grudnia smile)

            PS "Dobrze poinformowane kręgi baptystyczne" powiadają, że od Semiarium w
            Radości lepsze jest BST we Wrocławiu - www.bst.edu.pl, ciumak był tam raz na
            jakiejś konferencji i był zadowolony, a jego trudno zadowolić smile)
            • philosophus Re: Do ph 28.05.04, 18:29
              Wszystko pieknie, tylko Wroclaw daleko...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka