andrzej585858
03.05.13, 07:40
"Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego
miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia:
Oto Matka twoja." (J 19,26-27a)
Staram się wyobrazić, że to nie św. Jan tylko ja stoję pod krzyżem w chwili
śmierci Pana i że to do mnie On mówi to swoje "oto Matka twoja". On poprostu
chce, aby Maryja była duchową Matką dla wszystkich Jego uczniów, także i dla
mnie. On mi oddaje swoją Matkę, a raczej oddaje mnie pod opiekę swojej
Matki, bo mnie kocha i pragnie mego szczęścia. Czy potrafię właściwie ten
Jego dar docenić i za niego dziękować?
Znamienne wydaje mi się, że Jezus daje nam swoją Matkę nie w chwili swego
triumfu po zmartwychwstaniu, ale w chwili śmierci; nie podczas radosnego
spotkania w Wieczerniku czy nad Jeziorem Genezaret lecz pod krzyżem.
Odczytuję to jako zachętę, abym od swego krzyża nie uciekał, bo nie jestem z
nim sam, bo zawsze także i pod tym moim krzyżem stoi Maryja. Odczytuję to
jako zachętę, aby w chwilach szczególnie trudnych, w chwilach gdy ten mój
krzyż wydaje się być ponad siły, u Niej właśnie szukać ratunku.
A my, Polacy, nazywamy Maryję Królową Polski. Nie tylko zatem chcę dzisiaj
dziękować Jezusowi za Jego Matkę, która z Jego woli jest i moją Matką, ale i
chcę modlić się za moją Ojczyznę. Wydaje mi się, że jest w niej jeszcze tyle
bałaganu dlatego, że zapominamy o wskazaniu Maryi z Kany Galilejskiej:
"Zróbcie wszystko,cokolwiek [Jezus] wam powie."(J 2,5b) Alleluja.
Chwalcie Pana, wszystkie narody,
wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
bo Jego łaskawość nad nami potężna,
a wierność Pańska trwa na wieki.
Ps 117