andrzej585858
04.05.13, 10:32
Muszę przyznać że ta informacja jest wstrząsająca i dobitnie pokazuje jak nie wolno lekceważyć postulatów środowisk związanych z tzw. homoideologią. Zwolennikom legalizacji związków homoseksualnych nie chodzi w istocie o wzniosłe cele i wartości, lecz zniszczenie instytucji rodziny. Wskazują na to słowa Mashy Gessen, dziennikarki walczącej o prawa gejów i lesbijek.
"Kobieta podkreślała, że 30 lat temu, gdy zaczynała walkę o "prawa homoseksualne", nie myślała o "tworzeniu fikcji", jaką, jej zdaniem, jest małżeństwo. - Nie sądzę, by powinno ono istnieć - dodała stanowczo."
Jeżeli powyższa informacja jest prawdziwa to musi budzić przerażenie. Małżeństwo, a w domyśle - rodzina to fikcja. To, co jest wręcz wpisane w strukturę człowieczeństwa jest fikcją.
Rodzina jest głównym celem ataku, a nie Kościół. Kościół dostaje po głowie, ponieważ wypowiada się publicznie, broniąc rodziny. Gdyby milczał w tej sprawie i zajmował się tylko swoimi wewnętrznymi sprawami, nie byłby tak znienawidzony.
Nic więc dziwnego, że zarówno Kościół w sensie hierarchii jak i zwykli świeccy wierzący są celem niewybrednych wręcz ataków.
Co ciekawe działania tych środowisk prowadza do wmowienia ludziom że tylko ludzie słabi i nieufni we własne sily potrzebują wsparcia Koscioła, a w domyśle wiara w Boga jest w istocie potrzebna ludziom słabym. A przecież wystarczy uwierzyć w siebie, przekonać samych siebie że to my tworzymy swioją rzeczywistość i że w istocie Dekalog jest nam do niczego potrzebny. W ten sposób otworzy się przed nami wizja wiecznej szczęśliwości - jednym słowem człowiek będzie wolny i szczęśliwy bez Boga.
Człowiek wierzący jest bowiem nie dość że słaby i zagubiony, ale tez jest smutny. Smutny poczuciem swojej malości i grzeszności, więc po co trwac w smutku? Słowa Chrystusa:
"Błogosławieni, ktorzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni" - wydają się dzisiaj tak mało ważne. Po co dzisiaj się smucić i oczekiwać na przyszłą pociechę kiedy można odrzucić wszystkie więzy które nas ograniczają , tak jak postulował to już Marks mowiąc o zerwaniu urojonych kajdan związanych z religią?
Wcześniej próbowano zniszczyć religię za pomocą metod totalitarnych. Ten rodzaj walki okupiony milionami ludzkich istnień nie przyniósl efektu. Nastąpiła więc zmiana metod walki - teraz przypuszczany jest frontalny atak na rodzinę. Dezawuowanie roli rodziny i małżeństwa jest głownym celem. Tutaj tak naprawdę wcale nie chodzi o tolerancję, pluralizm - tutaj chodzi o zepchnięcie na margines rodziny, gdyż to właśnie ona rozumiana jako związek mężczyzny i kobiety jest główną przeszkodą w tworzeniu "nowego człowieka".
Benedykt XVI słusznie wzywa do zerwaniu wszelkich więzi ze złem. Tutaj letniość nie przystoi:
trzeba bowiem wyrazić zdecydowany „sprzeciw wobec tego, co czynią wszyscy, i co jest narzucane jednostce jako obowiązujący wzorzec postępowania”.
Przy okazji może mi ktoś wytłumaczyć kategorię: "niewierzący chrzescijanin"? bo i takie dziwolągi słowne są tworzone ?