otryt
27.06.14, 12:33
Jakiś etap w życiu mojej rodziny się skończył. Przez 21 lat byłem ojcem dziecka lub dzieci, które odbierały edukacje w różnych szkołach. Począwszy od momentu, gdy najstarsza córka poszła do zerówki w roku 1993, do maja 2014, gdy najmłodsza córka zakończyła ostatni z egzaminów maturalnych. W ciągu ostatniego roku najstarsza córka obroniła pracę magisterską, średni syn rzucił studia po pierwszym semestrze i poszedł do pracy, najmłodsza zaś po maturze wyjechała za granicę, by dać sobie czas na zastanowienie się, co dalej?
Te 21 lat to ogrom różnych doświadczeń związanych ze szkołami różnych typów z punktu widzenia rodzica. Pamięć wyrzuca różne szkolne i związane z katechezą historie. Będzie tego chyba z kilkadziesiąt. I rodzi się taka ogólna refleksja, że w moim wspomnieniach moje szkoły podstawówka, liceum i politechnika w porównaniu wypadają duże lepiej niż szkoły, do których uczęszczały moje dzieci.
Wczoraj oglądałem polski film Macieja Pieprzycy z 2000 roku pt. "Inferno". W filmie pokazane jest jakieś liceum, dosyć marne, że nawet wf mieli na korytarzu, a lekcje w piwnicy.
Rozżalona uczennica wykrzykuje do wychowawcy, że w dziadostwie zaczynali naukę i po 4 latach w takim samym dziadostwie kończą. Nie lepiej wyglądają rodziny trzech koleżanek, których historie opisano. Ta młodzież jest strasznie biedna. Niestety w finale dochodzi do tragedii, której się najmniej spodziewałem, a która wynikła moim zdaniem z tego strasznego otoczenia, w którym przyszło młodym żyć.
Jakie są Wasze doświadczenia ze szkołami, do których uczęszczają Wasze dzieci? Jakie doświadczenia z katechezami? Dobre czy złe?