Dodaj do ulubionych

wyrównywanie szans w szkole

29.09.04, 14:19
Temat skojarzył mi się z ostatnimi tematami szkolnymi Mader smile
Dzisiaj idę na zebranie do syna (podstawówka), które będzie dotyczyć
tak głośnego ostatnio tematu wyrównywania szans. Takie zebrania w
naszym mieście są obowiązkowe. Chodzi o likwidację tzw. klas spłecz.
Mój syn chodzi do takiej klasy; nazywa się to nie klasa społeczna, ale
klasa z dodatkowymi zajęciami płatnymi. Do tego w szkole jest fundacja,
na którą wpływają nasze pieniądze. Tak w zasadzie do likwidacji tych
zajęć nie dojdzie, ale my rodzice mamy udowadniać władzom, że płacimy
na fundację, a nie bezpośrednio za dodatkowe lekcje. Dla mnie to czysty
socjalizm...
Ale wracając do tematu. Co myślicie o równości w szkole? Czy uczciwie
jest, aby część dzieci korzystała z dodatkowych zajęć w szkole państwowej,
a część nie?
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: wyrównywanie szans w szkole 29.09.04, 15:02
      nie wiem, po prostu nie wiem. Pracuje w szkolnictwie od 1994 roku i z roku na
      rok jest gorzej. Coraz mniej pieniędzy, coraz głupsze programy, liczniejsze
      klasy, mniej zcasu na realizację programu...
      Nie wiem, czy rząd tego nie widzi?
    • isma Re: wyrównywanie szans w szkole 29.09.04, 15:22
      A to sa zajecia z tymi samymi nauczycielami? Czy tylko szkola "wynajmuje" sale
      i dostosowuje podzial godzin?
    • mader1 Re: wyrównywanie szans w szkole 29.09.04, 15:26
      Bardzo kontrowersyjny temat smile
      Jak powinno byc ?
      Powinno byc, ze nie ma szkol rejonowych. Kazda ma jakas oferte dla uczniow.
      Klasy moga miec profile w zaleznosci od potrzeb zgalszanych przez rodzicow.
      Bogaty zestaw bezplatnych zajec dodatkowych.
      A jak jest ? Kazdy widzi.
      Uwazam, ze klasy spoleczne powstaly z koniecznosci. Tonacy brzytwy sie chwyta.
    • anndelumester Re: wyrównywanie szans w szkole 29.09.04, 15:33
      Jezeli to szkoła państwowa, to niestety wszystkim po równo. Osobiscie nie
      zgadzam się na podział lepszych i gorszych finansowo. Jezeli rodzice mają
      ochotę i pieniadze na coś lepszego, proszę bardzo są szkoły społeczne i
      prywatne prywatne zajęcia etc..
      Rozumiem że dopłacane panie nauczycielki się starają dla tych płatnych a dla
      tych nie płatnych nie muszą. Bogaty Kubuś choć pojemność mózgownicy na
      genetycznie uwarunkowaną bedzie pompowany dodatkami, chjociaż to mu i tak nie
      pomoże, a biedny Jaś bedzie tylko Jankiem Muzykamntem
      ..horror..
      A tak poza tematem.
      Są dobre szkoły panstwowe które sobie radzą, tj dzieki grantom, pieniadzom z
      fundacji a teraz z UE moga zapewnić godne nauczanioe wszystkim swoim uczniom.
      Wszystko zalezy od chcenia nauczycieli. A z tym bywa róznie...W mojej rodzinie
      sporo osób zajmuje sie uczeniem. Amoja mama opróczuczenia młodziezy uczy też
      nauczycieli. I to na róznych poziomach...I to co opowiada to jest po prostu
      zgroza.
    • mama_kasia Re: wyrównywanie szans w szkole 29.09.04, 16:00
      Odpowiadając:
      1. to są zajęcia z innymi nauczycielami niż ma noramlnie
      (ale uczącymi w tej szkole) i włączone do planu zajęć,
      więc nie pozalekcyjne
      2. nie ma u nas szkół społecznych ani prywatnych
      3. z funadcji przy szkole, na którą wpłacam pieniądze za dodatkowe
      zajęcia syna (m.in dodatkowa godzina angielskiego) korzystają inne
      dzieci (niepłacące) w ten sposób, że szkoła z tych pieniądze wyposażyła
      wszystkie klasy w ksero, wideo, tablice po których pisze się mazakami,
      a nie kredą, komputer w każdej klasie (wszystkie połączone w sieć),
      internet. Dodatkowo dopłata do obiadów. Może coś jeszcze...

    • grrrrw Re: wyrównywanie szans w szkole 29.09.04, 16:04
      Ja bym robiła płatne zajecia popołudniowe (kółka). I na te zajecia szkoła
      mogłaby skierowac jakies zdolne i grzeczne dzieci (2-3 na grupę) z skromniej
      sytuowanych srodowisk w ramach "stypendium".
    • mama_kasia Re: wyrównywanie szans w szkole 29.09.04, 16:13
      Odpowiadając samej sobie smile A może to dobrze, że płacimy właśnie
      na fundację i korzystają z tego wszystkie dzieci w szkole. Tylko
      że ... płacimy i co? W nagrodę dostajemy ten dodatkowy angielski?
      Takie to jakieś nie w porządku...
      • mader1 Re: wyrównywanie szans w szkole 29.09.04, 16:54
        Odpowiadajac Tobie smile
        Dla mnie w sytuacji , o ktorej piszesz, to wlasnie takie chwytanie sie brzytwy.
        Co ja mysle ? Ze to ze strony szkoly bardzo " chytre" (w sensie przebiegle)
        podejscie. Oplacacie dodatkowo lekcje - czyli jest mozliwosc dodatkowego
        legalnego zarobku dla nauczycieli - dyrektor ma spokoj. W dodatku, w swietle
        wypowiedzi ministra, macie poczucie winy wzgledem innych uczniow. To poczucie
        winy, umiejetnie podsycane daje szkole mozliwosc wyciagniecia od was
        dodatkowych pieniedzy na fundacje.I w ten sposob zamiast domagac sie od
        dyrektora szkoly jakiegos dzialania, oplacacie dodatkowe rzeczy, niekoniecznie
        zawsze potrzebne.( czy sami decydujecie, co to ma byc ?)
        Dlaczego by z fundacji nie placic dla kazdej klasy dodatkowego angielskiego ?
        A przeciez wystarczyloby, zeby dodatkowe, platne zajecia przelozyc na " po
        lekcjach" ( oczywiscie trudniej taki plan ulozyc) i nikt nie mialby poczucia
        winy czy pokrzywdzenia. No ale kto wtedy placilby na fundacje ? wink
        Tak naprawde szkola sama powinna rozszerzac swoja propozycje. Sa granty, sa
        sponsorzy.
        Tylko angielski macie dodatkowo?
        A moze zalozcie szkole spoleczna ?
        Albo kazcie ulozyc sobie normalny plan i potem zaplaccie za tem angielski?
        • anndelumester Re: wyrównywanie szans w szkole 29.09.04, 17:05
          Mader bardzo sensownie napisała:
          - to rodzice powinni naciskać na szkołe i nauczycieli żeby się starała
          rozwiązać problem... Nie dajcie się wziąść na typowe utyskiwania że nie ma
          pieniędzy! Że minister itd..
          Pieniadze są tylko trzeba je umieć pozyskac....
          Może dyrekcja i nauczyciele zamiast czytać Tinę i ogladać M jak mydlana opera,
          wzieło by się do roboty? W końcu to ich miejsca pracy!
          Może groxba założenia małej społecznej szkoły byłaby dobra - tylko wtedy
          faktycznie rodzice powinni działać.
          Była szkoła z klasą były rózne akcje , brali udział ?
          www.ceo.org.pl/dokument.php?dzial=1681&id=22776pozdrawiam
          a.
          • mama_kasia Re: wyrównywanie szans w szkole 29.09.04, 21:50
            To nie tak, dyrekcja moim zdaniem bardzo się stara.
            Wręcz jest tak, że nasz dyrektor nie jest lubiany w mieście,
            bo szkoła jest świetnie wyposażona, bo zdobywa pieniądze
            (w końcu tylko 30% od nas).
            Brała udział w akcji szkoła z klasą.
            Uczniów w szkole pełno, bo ludzie lgną do niej.
            Dyrektor chciał ją przekształcić w szkołę społeczną, ale władze
            miasta przystopowały to - nie znam szczegółów.
        • mama_kasia Re: wyrównywanie szans w szkole 29.09.04, 21:39
          Byłam na zebraniu...
          Dowiedziałam się, że fundacja płaci jeszcze za świetlicę środowiskową
          z ciepłą kolacją, opłaca wyjazdy wakacyjne, nie odmawia dzieciom, których
          rodzice bardzo chcą zapisać ich do klas z dodatkowymi zajęciami, a nie
          stać ich na to.
          My przekazujemy darowiznę na fundację, a nie płacimy za dodatkowe zajęcia.
          Taki wytrych prawny... Szkoła zobowiązała się zorganizować dodatkowe
          bezpłatne zajęcia po południu, ale nam po prostu wygodniej jest posłać
          syna na takie zajęcia w ramach lekcji - no, taka jest prawda...
          A jeszcze coś; 30% dochodów fundacji to nasze wpłaty.
    • anndelumester wywiad z ministrem za TP 29.09.04, 16:16
      Selekcyjna czy powszechna?
      - Czy rozwarstwienie uczniowskie odbija różnice społeczne? Po 15 latach nie
      staliśmy się społeczeństwem egalitarnym i chyba nawet nie mamy takich
      aspiracji, biorąc pod uwagę, że są szkoły, w których uczniów dzieli się na
      klasy według zasobności kieszeni rodziców.

      - Podział uczniów na “gorszych” i “lepszych” przeprowadzany według takiego
      kryterium jest niedopuszczalny i szkodliwy tak dla społeczności, jak
      kształtowania osobistej wrażliwości ucznia. Jeszcze pracując w Centralnej
      Komisji Egzaminacyjnej spotykałem się ze szkołami, w których tworzono klasy
      według tego, czy dzieci są dowożone, czy też mieszkają w miejscowości, gdzie
      znajdowała się szkoła. Te pierwsze miały gorsze wyniki, bo dla nich nauka
      musiała się zakończyć o określonej godzinie (kiedy odjeżdżał autobus) i nie
      było czasu na żadne dodatkowe konsultacje czy zajęcia pozalekcyjne.

      Takie selekcje w szkołach publicznych są bezprawne, a wynika to zarówno z
      Konstytucji, jak ustawy o systemie oświaty, które gwarantują równy dostęp do
      edukacji. Nie musimy tworzyć nowych przepisów. Wystarczy tylko, żeby kuratorzy,
      w głównej mierze odpowiedzialni za likwidowanie selekcji, egzekwowali ich
      przestrzeganie. Oni też mogą ocenić skalę tego zjawiska. Boję się, że nie jest
      ono marginalne, bo wygenerowało je, już prawie powszechne, traktowanie nauki
      jak kolejnej usługi. Tymczasem to jest obowiązek, którego nijak nie da się
      porównać do usług świadczonych np. przez fryzjera.

      tygodnik.onet.pl/1547,1183093,3,dzial.html
      • verdana Re: wywiad z ministrem za TP 29.09.04, 23:01
        Uwazam, że rodzice mogą płacić za lekcje, które odbywaja się po godinach
        lekcyjnych (pod warunkiem, ze nie z tymi samymi nauczycielami co zwykłe
        lekcje). I ze nie ma klas dla dzieci "lepszych" z angielskim i "gorszych" bez
        angielskiego itd. Dzielenie siedmiolatków wg. zamozności (a nawet zaradnosci
        czy ogólnej kultury) rodziców wydaje mi sie po pierwsze wstrętne, po drugie
        szkodliwe społecznie. Od dzieciństwa kształtujemy armię sfrustrowanych ludzi,
        ktorzy już w podstawówce byli "gorsi". A potem narzekamy na chamstwo,
        przestępczość i ogólne patologie.
    • anek.anek Re: wyrównywanie szans w szkole 30.09.04, 13:26
      Nie widzę nic złego w płatnych zajęciach dodatkowych w szkole państwowej.
      Paranoja z pojęciem "wyrównywania" szans poprzez obcinanie takich zajęć. Ale
      muszą być spełnione warunki: zajęcia te odbywają po zakończeniu zajęc
      standartowych. To normalne, że rodzice, których na to stać posyłają swoje
      dzieciaki na dodatkowe lekcje choćby z języków obcych. dlaczego nie może się to
      odbywać w szkole?
      Super jeśli są mądrzy rodzice i stać ich na to żeby zrzucić się na konto takiej
      fundacji przyszkolnej na zajęcia dodatkowe dla wszystkich chętnych, nawet tych
      biednych. Ale to się pewnie rzadko zdarza. zresztą celem takich fundacji
      mogłoby się właśnie coś takiego stać: fundowanie zajęć dodatkowych dla
      wszystkich, wtedy trzeba by pieniędzy szukać nie tylko wśród bogatszych
      rodziców, ale to chyba jest do zrobienia? Bo nauczycielom się nie dziwię, że
      nie chcą organizować bezpłatnych kółek tematycznych po lekcjach - i zarabiają
      grosze.
    • mamamonika Re: wyrównywanie szans w szkole 11.10.04, 12:44
      Kwestie szkolne dopiero przed nami (w tym roku najstarszy zadebiutował w
      średniakach), ale przyłączę się do rozmowy wink
      Też dla mnie sprawa jest śliska - każdemu z rodziców zależy na tym, żeby
      dziecko było jak najlepiej przygotowane. Tylko kwestię organizowania zajęć
      odbiegających od zmurszałych standardów przerzuca się na rodziców. Najczęściej
      w formie tysiaca zajęć pozalekcyjnych (najczęściej o godzinach, w których
      dziecko już nic nie "czai"). Szczerze mówiąc nie wiem czy tędy droga (ale sama
      zapisałam 4,5 latka na tańce, angielski i gimnastyke korekcyjną wink)
      Może pieniędzy, z których mogłyby korzystać wszystkie dzieci, wcale nie jest za
      mało, tylko trzeba przyjrzeć się programowi, który dzieciakom proponują szkoły?
      A propos - jakie jest Wasze zdanie o posłaniu dziecka do szkoły społecznej???
      Ja mam pewne obawy - że przybytki takie wbrew ofercie mają jednak niższy poziom
      (coby nie zniechęcać płatników czesnego wink. Czy macie w tym względzie jakieś
      doświadczenia???
      Nasz mały chodzi obecnie do przedszkola państwowego, ale rzeczywiście bardzo
      dobrze zarządzanego i oferującego ciekawy program
      Monika
      • mader1 Re:szkoly spoleczne 15.10.04, 16:34
        Zastanawiam sie skad bierze sie przekonanie o gorszym poziomie szkol,za ktore
        sie placi ? Nie wiem, skad jestes, ale w Warszawie robi sie co roku ranking
        szkol ( piszemy o podstawowych) na podstawie wynikow testu dla 6-klasistow.
        Test jest dla kazdego ten sam, sprawdzany zewnetrznie i WSZYSTKIE ( to nawet
        dla mnie niepojete) szkoly spoleczne wypadaja lepiej niz szkoly panstwowe. Tak
        jest co roku, odkad test wprowadzono, czyli od 3 czy 4 lat. Tak samo dobrze
        wypadaja jeszcze szkoly muzyczne, oczywiscie panstwowe...
        Jezeli za sluzbe zdrowia prywatna sie placi, to przeciez nie oznacza, ze
        lekarze gorzej lecza.
        Oczywiscie nie uwazam, ze to jest wina nauczycieli.
        Wpalywa na to wiele czynnikow. Dzieciaki sa z grubsza takie same, ale klasy sa
        duzo mniejsze. Czasem jeszcze dzielone na pol. Jezeli klasa jest 14-16 osobowa,
        latwiej w tym samym czasie dotrzec do kazdego. Wyjsc do teatrow, kin, na lekcje
        dodatkowe poza szkole nie ogranicza zasobnosc rodzicow. Korzystanie z pomocy
        dyd. w domu czy szkole jest tez mniej ograniczone. Zupelna norma jest prosba w
        II klasie, by dzieci z encyklopedii, slownika czy internetu zapoznaly sie z
        biografia autora lektury. Nikt nie mowi - " ja nie mam". Na prawiekazdym
        zebraniu jest komplet rodzicow. Jedna z nauczcielek powiedziala, ze kompletnie
        zaskoczylo ja pierwsze zebranie - wczesniej uczyla w panstwowej - z zadna klasa
        nie miala specjalnych klopotow, a nie mogla wyjsc ze szkloy przed 21.00.
        Ustawiala sie kolejka rodzicow, bo kazdy chcial ja poznac.
        Dzieci z dysfunkcjami sa wylapywane i reedukowane. Niektorych stac, by je
        reedukowac dodatkowo.Obserwacja dziecka w malej klasie jest latwiejsza -
        wychowawczo- dla nauczyciela. Kontakt miedzy rodzicami w raziekonfliktu jest
        latwiejszy. Dyrektor latwiej moze zrezygnowac zarowno z ucznia, jak nauczyciela.
        Dzieci z duzymi problemami sa na ogol przyjmowane pod warunkiem, ze rodzice
        beda wspolpracowac z nauczycielem.
        A teraz pare rad :
        Szkola powinna juz istniec jakis czas dlatego , ze nowopowstajaca szkola ma
        wiele problemow organizacyjnych - m.in. z doborem nauczycieli, oplatami za
        lokal i" mozna zostac na lodzie"
        Nalezy pytac, jak sa traktowane dzieci z tzw. problemami : czy sa przyjmowane
        pod warunkiem wspolpracy rodzicow i czy jest zapewniona PROFESJONALNA ( kursy i
        studia) reedukacja.To bardzo wazne, bo rzutuje na cala klase.
        Nie nalezy wysylac dziecka do szkoly,w ktorej rodzice innych dzieci sa znacznie
        bogatsi od nas. Moze czuc sie strasznie.Ich zwyczaje moga takze nam nie
        odpowiadac.
        Trzeba zorientowac sie za co jest czesne : czy placone jest przez caly rok, czy
        tylko 10 mies., czy sa nagrody dla najlepszych, czy basen, kolka sa platne
        osobno, czy swietlica i posilki platne sa osobno... itd Ja osobiscie uwazam, ze
        lepsza szkola jest ta , gdzie czesne ( niezbyt wygorowane) obejmuje czesc
        oplat. Trzeba pamietac, ze ksztalcenie to dlugi proces. Moze zmienic sie nasza
        sytaucja finansowa i wtedy moze sie okazac, ze wolimy nie placic za swietlice
        czy obiady i zabierac dziecko do domu, a miec wiecej pieniedzy w kieszeni.
        Uff.
        Pozdr.


        • verdana Re:szkoly spoleczne 15.10.04, 18:34
          Jak pisałam juz gdzieś, sa trzy rodzaje kłamstwa - zwykłe kłamstwo, bezczelne
          kłamstwo i statystyka. W przypadku wyższych miejsc w rankingach dużej części
          szkół społecznych w grę wchodzi to ostatnie. Trzeba pamiętać, ze ranking
          bada "srednią" całej szkoły - a wiec zarówno dzieci zamożnych jak i biednych,
          zadbanych i zaniedbanych, wybitnie inteligentnych i lekko opóźnionych. W
          szkołach społecznych dzieci są - w przeciwieństwie do szkół państwoaych -
          selekcjonowane. Tu wiec statystyki nie zanizają dzieci z rodzin patologicznych,
          dysfunkcyjnych, zaniedbane - bo takich w niej nie ma. Wiele szkół pozbywa się
          dzieci sprawiajacych kłopoty. Rodzice są przeciętnie zamożniejsi, dzieci maja w
          domu książki, dostęp do Internetu, dodatkowe lekcje jezyków, wyjazdy
          zagraniczne i korepetytorów. Ucza sie więc lepiej - ale to nie musi oznaczać,
          że szkoła uczy lepiej - ona prawdopodobnie uczyłyby się tak samo w szkole
          panstwowej, ale ich srednią znaizy kolega z trzeciej ławki, który nie może
          odrobić lekcji, bo pijany ojciec podarł mu zeszyt.
          I rzecz o której wiele osób głosno nie mówi. Prywatna czy spoleczna szkoła,
          która nie ma dobrych wyników, nie ma dochodów. Opłaca się więc "pomoc"
          nauczycieli przy egzaminach. Nie mówię zawsze i wszędzie. Ale po 9 latach
          nauczania w szkole prywatnej zmam np. metody zabierania pani wizytator podczas
          matur na kieliszek koniaku, podczas gdy uczniowie na potegę ściagali,
          przepisywali i zasiegali porady u nauczycieli.
          • mader1 Re:szkoly spoleczne 17.10.04, 21:50
            Tutaj chyba nie pisalas smile albo nie pamietam smile
            To wszystko prawda, co napisalas o uczniach szkol spolecznych czy prywatnych.
            Sa w jakims sensie wyselekcjonowani. Zwykla podstawowka nie moze odeslac ucznia
            z kwitkiem, szkola spoleczna moze. Ucza sie w nich takze dzieci z dysfunkcjami.
            Niektorzy, tu znowu przesada, uwazaja, ze nawet wiecej niz w panstwowych
            szkolach. Spotkalam sie z taka opinia, ze jezeli ma sie forse i z dzieckiem
            idzie " cos nie tak" w zwyklej szkole ( najczesciej brak emocjonalnej
            dojrzalosci, klopoty z kolegami lub dysgrafia czy cos podobnego) to stara sie
            je umiescic w spolecznej, nawet sporym wysilkiem finsnsowym. Bywa i tak.
            Dlatego tak wazna jest wspolpraca rodzic- koedukator- nauczyciel.
            Oczywiscie, ze w spol. szkole wymagaja od dzieciakow wiecej wlasnie z powodu
            braku materialnych ograniczen itd....
            Co do egzaminow... coz , jeden za nami i nie sciagano.Byli pilnowani dosc
            mocno. Koniaki mozna daac w kazdej szkole, panstwowe podstawowki tez konkuruja
            w rankingach. Jezeli dyrektor szkoly jest czlowiekiem chorym na sukces, moze
            zrobic wszystko - nawet napisac testy za dzieci.
            Pamietam to sciaganie w panstwowym, swietnym liceum.
            Czy te dzieci bylyby tak samo dobre w panstwowej szkole...
            Te, ktore maja silna osobowosc, te, ktore nie maja dysfunkcji zapewne.
            Ja osobiscie, przepraszam, jezeli kogos uraze, uwazam, ze dzieciom srednio
            inteligentnych rodzicow, z bogata biblioteka i pelnym ich zainteresowaniem,
            szkola raczej przeszkadza w rozwoju niz pomaga smile No chyab, ze chodzi o tzw.
            rozwoj spoleczny.
            • verdana Re:szkoly spoleczne 17.10.04, 22:12
              Przecietna szkoła przeszkadza dzieciom średnio inteligentnym średnio, ale
              naprawdę dołuje dzieci bardzo inteligentne, albo takie, ktore osmielaja sie być
              wyspecjalizowane w jednej dziedzinie. Dla nich rzeczywiscie szkoły społeczne
              (dobre, gdzie istnieje możliwość wyboru przedmiotów, indywidualna opieka nad
              uczniem itd) są lepsze - o ile oczywiscie nie jest to szkoła z trzyosobowymi
              klasami, lekcjami do 18-tej i rodzicami chorymi na przerost ambicji, albo co
              gorsza - a to budzi moją agresję - z rodzicami wybierajacymi szkoły społeczne
              po to, by ich dziecko nie spotykało się z "byle kim"
              Niestety, przyznam się - mój syn chodził do bardzo marnego, prywatnego
              liceum - przeniosłam go z liceum panstwowego, gdy okazało się, że nie da sobie
              w nim rady z powodu 1/ lenistwa 2/ dysortografi 3/ braku zainteresowania
              większością szkolnych przedmiotów 4/ zbyt wysoką inteligencją. Tak wiec na moim
              przykładzie sprawdziło się, ze dzieci z dysfunkcjami sa przenoszone do szkół
              prywatnych... Ale - w tej szkole, gdzie poziom był niski, ale nauczyciele
              fajni, odzył. Egzamin na studia zdał znacznie lepiej niz jego koledzy po
              renomowanych liceach (aczkolwiek się nie dostał z powodu dysortografii, która
              uniemozliwia mu zdanie z jednego przedmiotu - angielskiego) i teraz b. dobrze
              radzi sobie na dobrej prywatnej uczelni.
              • mader1 Re:szkoly spoleczne 17.10.04, 22:52
                No wlasnie smileZgadzam sie z Toba. Ja nie mowie, ze szkoly panstwowe sa zle. Sa
                jakie sa.
                Jak sie trafi dobra obsada nauczycieli, moze byc swietnie.
                Jak sie trafi na kiepskiego nauczyciela w spolecznej, to tez moze byc niewesolo.
                Natomiast i ja i moj maz jestesmy po pieknych, najlepszych w Warszawie
                szkolach. Pamietam te lekcje pokory. Zwracano sie do nas chamsko. Nauczyciel od
                polskiego ani razu, ani razu nie zainteresowal sie, co czytam "prywatnie" a
                ocene mialam jedna z najlepszych, jezeli nie najlepsza w klasie.Nie
                interesowalo go to. a czytalam naprawde wiele, swietnej literatury. Za to
                wyzwal ( no moze nie mnie, ale cala reszte) wszystkich od debili,idiotow itd.
                Zreszta seanse terapeutyczne odbywaly sie na kazdej lekcji sad Naprawde mniej
                odporni psychicznie, uwazali, ze sa do niczego. a przeciez przyszly tam same
                dzieciaki ze swiadectwami z paskami ! Uwazam, ze wszyscy ci ludzie mogli
                studiowac ! A czesc sie poddalo.
                Natomiast to, co dzialo sie na maturze, nawet Ciebie by zadziwilo. Mozna bylo
                spokojnie nic nie umiec, jezeli tylko bylo sie corka znajomej dyrektorki lub
                synem slynnego trenera. No, ale ja to szaraczek...
                • mader1 Re:szkoly spoleczne 17.10.04, 23:05
                  a tak prywatnie... naprzeciwko moja corka ma kolezanke rownolatke. Jej mama
                  obawial sie szkoly spolecznej z powodu zbyt niskiego poziomu. Dziewczyna zdolna
                  podobnie do mojej,( mozna porownywac) z tym, ze moja oprocz szkoly ma jeszcze
                  chor zajmujacy jej sporo czasu. Angielski w szkole maja obydwie od pierwszej
                  klasy. U nas to 4 godz. w tyg., w klasie sa tez mniej zdolni, u kolezanki 2
                  godz. w tyg + 2 godz. oplacaja prywatne lekcje ( kupa kasy). Przez 7 lat ani
                  razu nie oplacalismy zadnych prywatnych lekcji. Obydwie pisaly konkurs i moja
                  corka wypadla w nim lepiej. A zeby bylo smiesznie dowiedziala sie o tym
                  konkursie bardzo pozno, bo tak naprawde interesuje sie przedmiotami scislymi i
                  zdecydowala sie w ostatniej chwili....
                  Tak naprawde wychodzi nam finansowo tak samo - jak policzyla oplate dwoch
                  jezykow i korepetycje, bo jeden nauczyciel w ich szkole nie uczy, bo ... nie
                  wiadomo dlaczego. W dodatku ta jej dziewczyna robi sie coraz bardziej niesmiala.
                  • mamamonika Re:szkoly spoleczne 21.10.04, 11:29
                    Tak jak już wczesniej wspomniałam, sprawa wyboru szkoły jeszcze przede mną (na
                    razie najstarszy synek jest dzielnym średniakiem). Przedszkole także wybierałam
                    nie według "sektora" (prywatne/państwowe), ale według tego, co oferuje. No i
                    chodzi nasz mały do bardzo dobrego przedszkola państwowego z ciekawym programem
                    i kadrą na poziomie.
                    Takie też kryteria przyjmę w przypadku szkoły. Prywatne w naszym mieście
                    (Lublin) mają właśnie opinię jaką podałam powyżej - czyli atrakcyjna oferta
                    zajęć pozalekcyjnych + zero stresu (czyli za bardzo nie naciskają na naukę,
                    coby podopiecznych nie stresować). No i ponoć uczniowie są zblazowani... Ile w
                    tym prawdy, a ile zazdrości ludzi, których po prostu nie stać na cos innego niz
                    publiczna podstawówka
                    A a propos tematu: może docelowym rozwiązaniem byłoby coś w rodzaju polis
                    edukacyjnych zakładanych zaraz po urodzeniu dziecka? Później byłyby środki na
                    dopłacanie do państwowej szarzyzny... Nie wszystkich niestety rodziców stać na
                    coś więcej, ale większości zależy jednak na dobrym starcie ich dzieciaków
                    Monika

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka