Dodaj do ulubionych

trudny Adwent

07.12.04, 10:23
Czasem Adwent jest trudny. Serce wyrywa sie, zeby sie cieszyc,ale... roznie
bywa.Czasem choroba, czasem klotnie,czasem brak pieniedzy czy pracy...Tyle
wokol przeszkod zewnetrznych.Dla wszystkich, ktorym zle.I dla wszystkich,
ktorzy im wspol- czuja. Fragment Psalmu 91
Kto mieszka pod oslona Najwyzszego
Kto przebywa w cieniu Wszechmocnego
Ten mowi do Pana: Ucieczko moja i twierdzo moja,
Boze moj,ktoremu ufam .
Bo on wybawi cie z sidla ptasznika
I odzgubnej zarazy.
Piorami swymi okryje cie.
I pod skrzydlami jego znajdziesz schronienie..."
Obserwuj wątek
    • isma Re: trudny Adwent 07.12.04, 10:31
      Dzieki, Mader.
      Moj Tata wyladowal w piatek nieprzytomny na OIOM-ie. Dzisiaj prawdopodobnie
      wyjdzie do domu na wlasne zadanie - nie chce wchodzic w szczegoly, ale to jest
      decyzja z gatunku tych ryzykownych intuicji, w ktorych wazniejsza jest godnosc
      i ufnosc, niz medycyna. Rozne sa ocalenia od "zgubnej zarazy" wink)).
      • mader1 Re: trudny Adwent 07.12.04, 10:38
        Jestem z Toba. W szpitalu tez lezy jeden z moich przyjciol. Ma duza piekna
        rodzine.....
        • nulleczka Re: trudny Adwent 07.12.04, 12:15
          Mader, kiedy napisałaś o tym, że masz kłopoty, chciałam Ci właśnie ten psalm
          zadedykować. Modlę się nim często za moich bliskich, a i za Was.
          Ismo, będę pamiętać w modlitwie o Twoich najbliższych.
          • alex05012000 Re: trudny Adwent 07.12.04, 13:19
            dla mnie ten adwent jest bardzo trudny... od kiedy odeszła babcia, o czym
            pisałam między wierszami, powoli, powoli jak po równi pochyłej zjeżdżam w dół,
            rozsypuję sie psychicznie... do tego w tym samym czasie odeszła teściowa, potem
            mąż był chory, potem przytarfiła mi się (nam, z szefem) okropna historia w
            pracy, która aczkolwiek sie skończyła,powiedzmy dobrze, mimo kosztów
            finansowych, to kosztowała mnie mnóstwo nerwów, i te święta, które chciałabym,
            po raz pierwszy w życiu, ominąć, przespać, moze dla niektórych odejście babci w
            wieku lat 90 wydawać się może naturalną koleja rzeczy ... bo przecież mam
            rodzinę, córeczke itd. ale dla mnie, a myślałam,z ę będzie leipiej, świat sie
            zawalił, straciłam taki odgromnik - kogoś kto mnie rozumiał, z kim gadałam o
            przysłowiowej d... maryni albo o moich kłopotach ... mama sie do tego nie
            nadaje, mąż też, czasami wydaje mi sie że on pewnych rzeczy to w ogóle nie
            rozumie, nie łapie,... może rzeczywiście faceci są z innej planety ...
            znajomi/e to zazwyczaj znają nas obojga, nie mam takiej przyjaciółki od serca
            jak to sie mówi, żadnej siostry, kuzynki ani nikogo... na psychoanalityka mnie
            nie stać, doszło do tego, że zapisałam sie do psychologa...; cały dzień jestem
            sama, w biurze sama, w domu też właściwie sama, tylko Olka, mąż często albo TV
            albo znaczki układa, albo wychodzi obok coś tam dłubać, jakby w dzień nie
            mógł... przestałam z nim rozmawiać, bo mnie wkurza, ale to inny temat...
            ostatnio to nawet telewizor mnie wkurza, wszystko... od września tak powolutku
            robi sie coraz gorzej, czuję sie coraz bardziej samotna, niezrozumiana,
            pusta... nie mogę sobie dać rady ze sobą, jak żyła babcia to sie pogadało,
            czasem popłakało, potem pośmiało i życie nabierało innego koloru... zawsze sie
            pytała czy mam coś na obiad, doradziła, wysłuchała lub po prostu była, zawsze
            była, wystarczyło zadzwonić i powiedzieć kocham cię, a ona odpowiadała... a
            teraz jest dzwoniąca w uszach cisza ... tak mi jej brakuje, że mam ochotę
            krzyczeć!
            nie umiem tak jak niektórzy z was być blisko Boga, modlić sie, rozmawiać z nim,
            nie czuję jego pocieszenia, jeśli jakiekolwiek mi sie należy!?
            przepraszam, że to wszystko napisałam, jestem przeciwka praniu własnych ścierek
            na publicznym podwórku i właściwie nie wiem czemu to wszystko piszę, z
            wychowaniem w wierze też ma niewiele wspólnego, ale po raz pierwszy w życiu nie
            mogę sobie sama poradzić.... przestałam jeść, źle sypiam, ciągle sie zaziębiam
            i czuję, że z dnia na dzień jest coraz gorzej...
            • glupiakazia Re: trudny Adwent 07.12.04, 13:53
              Marysiu, wytrzymaj, nie rozpadaj sie. Trudno sie zebrac i gory przenosic - po
              prostu przetrzymaj, przeczekaj... Ja wierze, ze On ci pomoze, kiedy uzna za
              stosowne, zaufaj, odczujesz Jego pomoc. Po prostu pros i czekaj. Nie wiem, czy
              to nie zbyt osobiste, ale ja nieraz prosilam za posrednictwem mojej zmarlej
              babci wlasnie. Twoja Babcia tez tam jest... Sciskam Cie, Marysia
            • isma Re: trudny Adwent 07.12.04, 13:53
              Mario, wiesz, ze zaslugujesz na wszystko, co najlepsze wink))).
              A moze w Akwarium plywa jakas zlota rybka?
              Sciskam.
            • mader1 Re: trudny Adwent 07.12.04, 14:14
              Kochanie,mocno Cie przytulam. I widzisz, jak nam sie przytrafilo ??? Tak sie
              wokol rozgladam i mysle "Jaka radosc ?",a z drugiej strony -pomysl... Takie
              masz cierpiace serducho,a wycisnelas jeszcze z niego dla swojej corci kalendarz
              Adwentowy -radosne chwilki rano. Przytulasz ja mocno,usmmiechasz sie do niej...
              Czy mozna rozdawac cos, czego sie nie ma ?
              Jezus kocha nas wszystkich,nawet a zwlaszcza, gdy czujemy sie niegodni.Ja
              tez,gdy czytam "sprawiedliwy" ,mam watpliwosci,czy to o mnie...
              Ale kocha nas i jestem pewna,ze gdy go prosimy,pomaga nam,choc na swoj sposob.
              Nie pierzesz brudow. Po prostu zwierzasz siez tego, co trudne.
              Ja tez nie chce pisac, zwlaszcza jezeli to jeszcze kogos dotyczy... ale ciesze
              sie, ze zawolalam o pomoc,bo Wasza modlitwa pomogla mi.
              • lucasa Re: trudny Adwent 07.12.04, 14:24
                Kochana Mario, faktycznie ten advent nie jest radosny dla niektorych osob z
                tego forum. szkoda, ze nie mozemy sie wspolnie spotkac, usciskac, i tak po
                prostu posiedziec. na takie trudne momenty ciezko cos powiedziec. wydaje sie,
                ze jestes taka sama z tym wszystkim. ja sama wiem jak czasami ciezko jest sie
                modlic... masz coreczke i masz meza. to Twoje Szczescia. musisz
                meza "otworzyc". faceci (zwlaszcza niektorzy) sa z innej planety, ale on musi
                Cie wysluchac, objac i przytulic. i pomoc przetrwac ten czas. jest z Toba na
                dobre i zle.
                wszystkiego dobrego, mocno Cie sciskam,
                Agnieszka
            • mama_kasia Re: trudny Adwent 07.12.04, 14:35
              Marysiu, wiem, że ja tu ciągle o tej radości adwentowej... Ale
              wiedz, że pamiętam, choć nie potrafię wesprzeć słowem, to modlę się...
              • mader1 Re: trudny Adwent 07.12.04, 14:50
                Kasiu,dobrze,ze Ty o radosci... smile az mi wstyd, ze ja tak postnie bardziej
                pisze sad Poprawie sie,obiecuje.
                • lucasa Re: trudny Adwent 07.12.04, 16:42
                  jeszcze chcialam cos dopisac,
                  Mario, wiesz, kiedy mysle o Tobie, to przypomnia mi sie moja Babcia - ma ponad
                  82 lata. i wiesz, mimo, ze ma tylu wnukow nie sadze aby ktos do niej
                  przychodzil po to aby pogadac o wszystkim i o niczym, raczej sa to "odwiedziny
                  rodzinne". ja teraz nie odwiedzam Jej czesto, a jak odwiedzam to staram sie
                  wynagrodzic ten czas niewidzenia sie - wiec, mimo, ze mam bardzo dobre relacje
                  z Babcia to moze paradoksalnie dlatego, ze jestem daleko. a moze tez dlatego,
                  ze tylko ja rozumiem i podziwiam Jej wiare?
                  a dlaczego o tym pisze? bo Twoja babcia miala takie szczescie, ze miala Ciebie.
                  i miala na kogo czekac, ktos chcial jej cos opowiedziec, czyms sie podzielic.
                  tyle jej ofiarowalas! i Ty pewnie do teraz pamietasz jej rady i wsparcie, ale
                  pewnie pamietasz tez te spotkanie takie "niewazne" i zwykle. i zobacz: nie
                  tylko mialas taka piekna relacje z dobra osoba, ale teraz mozesz miec w sobie
                  to przekonanie, ze potrafisz ja stworzyc i pielegnowac. bedziesz miala wzor jak
                  ukladac relacje z wlasna corka.
                  zycze Ci wszystkiego najlepszego z calego serca.
                  A
                  • alex05012000 Re: dziękuję 08.12.04, 12:22
                    bardzo wam dziękuję, naprawdę, za te wszystkie słowa wsparcia, przy których
                    płakałam czytając, ..., dzisiaj akurat mi nieco lepiej, ale wiem, zę to taka
                    chuśtawka, raz lepiej, raz gorzej i samo nie przejdzie... wczoraj widziałam się
                    ze znajomą, trochę pogadałyśmy, utwierdziła mnie w przekonaniu, że mam sie
                    wybrać do tego psychologa ... a potem do... księdza... tylko takiego
                    z "prawdziwego zdarzenia", już mi kiedyś isma przesłała jakieś namiary, muszę
                    je odnaleźć... a swoją drogą jakby ktoś znał w warszawie mądrego doradcę w
                    sutannie, który chciałby poświęcić nieco czasu zagubionej owcy to bardzo
                    chętnie przyjmę ofertę...
                    lucasa, osobne podziękowania dla ciebie za twoje słowa... miałyśmy szczęście
                    obie, babcia i ja, że miałyśmy siebie, i obdarzałyśmy siebie nawzajem tym co
                    nazywa sie bezwarunkową miłością, wielką, największą, i dlatego jest mi tak
                    ciężko... wraz z nią umarła część mnie, odeszło moje dzieciństwo i młodość, a
                    wspomnienia są jeszcze zbyt bolesne, czuję sie jak małe dziecko, które nagle
                    straciło matkę i zostało pozbawione "piersi z mlekiem" nie wiem czy rozumiesz o
                    co mi chodzi .... mimo, że mam prawie 40 lat a babcia miała 90 ... nasze
                    relacje były zbyt silne i zbyt emocjonalne żeby nie bolało... była drobniutka i
                    kruchutka, siwiuteńka staruszeczka z laską, a dla mnie była mocnym jak dąb
                    oparciem, teraz lecę w przepaść, bo nie mam tego oparcia, kończę bo znów zacznę
                    płakać, pozdrawiam was serdecznie, myślę ciepło w szczególności o meder1, która
                    tez ma wielkie kłopoty - maria
                    • glupiakazia Re: dziękuję 08.12.04, 13:18
                      Marysiu, napisalam na priv. Marysia
                      • nulleczka Re: dziękuję 09.12.04, 07:21
                        Marysiu
                        Czas leczy rany. Wiem z własnego doświadczenia, że najgorszy jest pierwszy rok
                        żałoby (u niektórych może dłużej), kiedy uczymy się żyć bez tej najblizszej
                        osoby. Pięć lat temu zmarli moi rodzice. Tata w sierpniu, a mama miesiąc
                        później po wielu miesiącach walki z rakiem. Dzięki pomocy hospicjum umierała w
                        domu, mogłam przy niej być trzymać za rękę, czuwać...Odeszła w piątek w godzinę
                        MIłosierdzia. Nie zapomnę jej pięknego uśmiechu, gdy przekraczała już ten
                        ostateczny próg. Nie wiem, czy był to uśmiech pożegnalny czy po prostu Kogoś
                        juz tam zobaczyła, ale myslę, że jest tam teraz bardzo szczęśliwa. I Twoja
                        babcia na pewno też. One są u Boga, gdzie nie ma juz cierpienia.
                        Ale trudno jest żyć z dala od tych, których kochamy. Często płakałam, oglądałam
                        pamiątki po mamie, przytulałam się do jej ubrań...
                        Minęło trochę czasu, ale nigdy nie bedzie tak samo jak z nią, choc teraz jestem
                        juz spokojniejsza. Żałuję, że nie moge jej pochwalic się swoimi dziećmi,
                        powiedzieć, że nauczyłam się wreszcie gotować i tylu innych rzeczy...Czasami
                        sobie wyobrażam, że mnie odwiedza i opowiadam jej o wszystkim.
                        Przepraszam, że tak o sobie, ale wyzwoliły się we mnie wszystkie te wspomnienia.
                        Marysiu, znam księdza, który sam wiele przeżył i jest człowiekiem wielkiej
                        modlitwy, mieszka pod Warszawą. Sami z mężem spowiadalismy się u niego i był
                        naszy kierownikeim duchowym przez pewien czas. Ma w tej dziedzinie duze
                        doświadczenie. Nie wiem, czy jeszcze potrzebne namiary, moge Ci przysłać, tylko
                        nie wiem, co to jest ten priv.
                        A z mężczyznami to jest często tak, że sami się nie domyslą, czego nam
                        potrzeba - trzeba im jasno, kwadratowa czcionka wyłuszczyć, jakie są nasze
                        oczekiwania. Może Twój mąż potrzebuje takiej rozmowy?
                        • alex05012000 Re: dziękuję-do nulleczki 09.12.04, 15:50
                          nulleczko,
                          bardzo ci współczuję straty rodziców, naprawdę bardzo, to straszne, tak oboje
                          praktycznie zarza jedno po drugim, u nas mąż nie ma już nikogo - teściowa
                          zmarła tego samego dnia co moja babcia, a ja tylko mamę, ale z którą nie mam
                          takiego porozumienia jak z babcią, mogę na nią [mamę]liczyć, bardzo ją szanuję,
                          podziwiam itd, ale to nie to.... ojciec mój zmarł 10 lat temu,
                          za namiary bardzo dziękuję i poprosze o nie - nie wiem tylko na kogo się
                          powołać, bo przecież nie na nulleczkę!? priv to po prostu adres mailowy danej
                          osoby np. mój alex05012000@gazeta.pl, ale lepiej pisz na mail: poniatowska-
                          bylina@wp.pl - prosto do mnie.... trzymaj sie cieplutko - maria
            • luccio1 Re: trudny Adwent 10.12.04, 22:09
              >mąż często albo TV
              > albo znaczki układa, albo wychodzi obok coś tam dłubać,...
              Podziękuj Panu Bogu za to, że jest w domu takie miejsce, do którego mąż w domu
              może wyjść i właśnie coś podłubać. Pamiętam własne doświadczenie: Mama, przez
              ostatnie dwa lata życia już leżąca, Siostra i ja - w dwóch maleńkich pokoikach,
              a właściwie stale razem, jeden na karku drugiego, czując bez przerwy oddech
              drugiego (mieszkanie było na tyle małe, że nigdy nie zamykaliśmy drzwi z
              przedpokoju do pokojów i kuchni). Gdybyście byli wszyscy w jednym pokoju, dokąd
              mąż mógłby wyjść? Teraz, jeśli mąż pójdzie coś majstrować, zawsze możesz go
              niespodzianie odwiedzić.
    • magdalenkad Re: trudny Adwent 10.12.04, 09:30
      Dla mnie to koszmarny okres. Niecierpie tego!!! Tak, jak kiedys uwielbialam
      grudzien, teraz najchetniej obudzilabym sie w lutym, aby nie widziec nawet
      swiatecznych dekoacji.
      w 2000 roku odeszla moja Mama. Przedwczesnie. Nie musze chyba nic wiecej mowic,
      prawda ;-(.
      W tym roku spedzamy swieta z Przyjaciolmi ze wspolnoty. To fantastycznie, ze
      mamy takich ludzi dookola siebie.
      Ale emocjonalny bol trzeba niesc samemu. Z bogiem oczywiscie, ale tego nie
      zrozumie nikt, kto tego nie przezyl...
      I wiecie co, kocham Boga, bo moge byc przed Nim szczera. Moge Mu powiedziec, ze
      tego nie rozumiem, nie wkurzam sie czuje sie niekiedy tak samotna. A On kocha
      mnie i pociesza. On to ma cierpliwosc!!!!
      no to sie wygadalam.

      • nulleczka Re: trudny Adwent 13.12.04, 19:12
        Marysiu, wysłałam wiadomość bezpośrednio do Ciebie. Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka