Dodaj do ulubionych

"nie", czyli o posłuszeństwie

29.04.05, 10:10
Ostatnio wiele razy słyszę "nie" od moich dzieci (i to wcale
nie od dwulatki) lub dowiaduję się o takim "nie" ze szkoły.
Prosty przykład: pani kazała synowi i jego koledze zrobić coś
tam w grupie z dwiema dziewczynkami. Powiedzieli "nie", dostali
uwagę. Słusznie. 6-latka krzyczy w domu, że "nie" będzie sprzątać.

Szczerze? Mam dosyć. Co robić z tym "nie"? Macie sprawdzone pomysły?
Kary, upomnienia, przeczekanie, schowanie się do mysiej dziury......
Obserwuj wątek
    • isma Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 29.04.05, 10:25
      Negocjujemy.
      Miniatura na ogol przy trzeciej wymianie ripost wysiada (no, ale to niespelna
      trzylatka, zakladam, ze na kazdy kolejny rok potrzeba bedzie co najmniej
      jednego dodatkowego argumentu):
      - Zjedz kaszke.
      - Nieeeeeee!!!
      - Dlaczego?
      - Nie lubieeeeee!!!
      - A mama, na przyklad, lubi.
      - To mama zjeeeee!!!
      - Zjemy na pol?
      - Taaaaak!!!
      (Didaskalia: mama zjada "pol", no, raczej "mniejsze pol" - moj Tata, matematyk,
      dostaje w tym czasie palpitacji serca spowodowanej odstapieniem od artymetyczno-
      nazewniczej ortodoksji - tym niemniej "mniejsze pol" jest niestety dla mamy
      rownie tuczace, a nawet, jakby... bardziej).

      Rozwala mnie tez stosowany przez mojego meza ze smiertelna powaga trik
      pt. "uzasadnij". Wypytuje ja mianowicie o przyczyny odmowy dlugo i szczegolowo -
      zazwyczaj udaje mu sie skupic jej uwage na tyle, ze pozadane zadanie jest
      wykonywane machinalnie. A jakie zdziwko potem, ze np. jest chwalona za
      posprzatanie zabawek, czego nawet nie zdazyla zauwazyc, zajeta tlumaczeniem,
      dlaczego nie bedzie sprzatac wink)).

      No, ale to sa triki uwarunkowane osobniczo, nie wiem, czy nadaja sie do
      szerszego zastosowania. Nasze dziecie jest jeszcze male, a gadac lubi wink)).

      Mamokasiu, kibicuje serdecznie poszukiwaniom skutecznej metody.
    • anndelumester Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 29.04.05, 10:28
      smile z kuferka dobrych rad moich rodziców i moich teściów:
      przeczekać, czasami nawet długo trzeba przeczekiwać to "nie" smile)
      a bardziej serio - moje dziecko nie ma jeszcze 2 lat, ale nie już sie
      pojawia.... oczywiście, jestem dorosła i wiem, że mogłabym jego "nie" w jakiś
      tam sposób złamać, ale szczerze - wolałabym go wychować na samodzielnego
      człowieka, dla którego mówienie nie, nie bedzie problemem (w przyszłości),a nie
      na coś bezwolengo, co bedzie ze strachu (lub innych przyczyn) potakiwać,
      zgadzać się, wycofywać .....
      Oczywiście , trzeba to "nie" jakoś wyszlifować do standardów dobrego
      wychowania smile) ale też nie za bardzo wink
      osobiście bardziej do mnie przemawia nauka na cudzych/własnych błędach niż
      absolutne posłuszeństwo wykluczające dociekanie i stawianie pytań.
      • mama_kasia Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 29.04.05, 10:40
        Właśnie, anndelumester, trafiłaś w sedno. Tak to się stało
        w mojej rodzinie, że dzieci są charakterne, co znaczy dociekliwe,
        stawiające pytania i buntujące się. I nie mają problemów z mówieniem
        nie. I to mnie z jednej strony cieszy, bo ja byłam potulna i często
        bez własnego zdania... Ale z drugiej strony dochodzi do przegięć,
        szczególnie w szkole. Te standarty dobrego wychowania... To co?
        Zaprotestować może, ale grzecznie, a i tak pracę ma wykonać... Uffff,
        jak ja nie lubię szkoły...
        • sion2 Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 29.04.05, 14:00
          Mój trick przedszkolny - aczkolwiek daje się nie zawsze zastosowac i tylko do
          ok.4 roku życia - wyglądał tak, że w ogóle unikałam takiego zadawanie pytań na
          które odpowiedź mogłaby brzmieć "nie" lub "tak".
          Przykładowo nie pytałam się "czy zjesz kaszkę?" lecz "na śniadanie zjesz kaszkę
          czy kanapkę z serkiem?" no i dziecko musiało konkretnie wybrać. Zauważyłam
          bowiem, że na ogól dzieci gdy cos same zdeklarują że wybraly to i to, częściej
          się tego trzymają niż gdy jest im coś narzucone. podobnie z ubieraniem rano:
          "wybierasz rajstopki granatowe czy czerwone?" a nie "załóż rajstopki!" smile

          a ze starszymi - przyznaję ciężka sprawa...
          • verdana Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 29.04.05, 15:48
            Dlaczego w szkole nie moga dzieci mowić "nie"? Oczywiscie, ze powinny słuchać
            nauczycieli, ale też nie bezwzglednie. Nie z każdym w grupe da się pracować,
            nie kazde polecenie mozna i należy wykonywać. A dla mnie umiejętność
            mówienia "nie" poza domem to zawsze była trudna sprawa. Bo z jednej strony,
            posłuszeństwo, dobre wychowanie itd. z drugiej własne zdanie, umiejetność nie
            podporzadkowania się poleceniom, które dziecku z jakiś przyczyn wydają się złe,
            głupie, błędne (nie mówie tu o zwykłym lenistwie czy bezczelności).
            Strasznie trudne jest nauczenie dziecka kiedy moze mówić nie. Jednak najgorszym
            rozwiązaniem jest nauczenie, ze "nie" jest słowem zakazanym, wywołującym
            natychmiast reprymendę. Bo grzeczne, posłuszne dziecko narazone jest na bardzo
            wiele niebezpieczeństw, jesli nie umie odmawiać zdecydowanie i bez poczucia
            winy.
            • mama_kasia Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 30.04.05, 23:20
              Wiesz, Verdana, u mojego syna to "nie" w szkole jest po prostu czasami
              bezczelne. I naprawdę zastanawiam się nad tym. Myślę, że uczeń ma prawo
              powiedzieć "nie", ale chyba nie zawsze za tym "nie" powinien pójść czyn.
              Czy w momencie, kiedy pani mówi, aby coś zrobił, a on tego nie robi tylko
              dlatego, że ma pracować z dziewczynką (dziewczyny dla niego to drugi gatunek
              człowieka), to to jest właściwe "nie"? Rozumiem, zaprotestował, ale co dalej?
              Kiedy protest jest naprawdę uzasadniony, a kiedy przesadzony? Tego nie mogę
              wyczuć...
              • pawlinka QK 01.05.05, 00:16
                ja na to popatrzyłam ze strony nauczyciela, którym też jestem. Są sytuacje,
                kiedy można negocjować. Obie strony umawiają się, współtworzą pewne zasady, są
                sytuację, że nauczyciel coś zleci i to on dyktuje warunki. Nie wyobrażam sobie
                bowiem partnerstwa w szkole. Mamo Kasiu, pytasz co po tym "nie"? Powiedzmy, że
                można negocjować, nauczyciel zgadza się na pewną modyfikację. Sytuacja jednak
                taka, zakładamy, nie doprowadza do chaosu i nie traci się za dużo energii
                (powiedzmy, że mądry nauczyciel wie, że w tym wieku lepiej nie tworzyć zespołów
                koedukacyjnych, uszanuje propozycję ucznia). Jeśli jednak nie ma miejsca na
                negocjację, zasada jest sztywna, konsekwencją "nie" jest uwaga.
                No ale konieczny jest szacunek, z dwóch stron.
                • pawlinka sprostowanie 01.05.05, 00:21
                  nie wiem dlaczego pojawiły mi sie w tytule postu te literki, chochliki majowe,
                  albo przewrażliwiona klawiatura, może ma alergię? w końcu maj...
                  w każdym razie, tytuł postu nic nie znaczy
              • sion2 do mama_kasia 04.05.05, 17:41
                Tak sie niesmiało wtrące ale... o ile się nie myle Twój synek jest w III kalsie
                tak? bo widzisz akurat w tym wieku "nie!" wobec pracy z dziewczynką jest
                calkowicie zrozumiałe... moze zjarzyj do jakiejś psychologii rozwojowej ale
                czytałm sporo - z ciekawości - i cóż ten wiek tak ma, że antagonizm płciowy smile
                nauczycielka powinna to wiedzieć i uszanować, że dla dziecka w tym wieku
                siedzieć z dziewczyną to najgorsza kara...
                oczywiście nie powinno się to u dziecka przejawiać w odmowie pomocy komuś "bo
                jest dziewczyną" ale sądzę ze akurat do tego przypadku trzeba się odnieśc z
                odrobiną wyrozumiałości smile
                • mama_kasia Re: do mama_kasia 04.05.05, 23:17
                  Tak Sion, trzecia klasa. Masz rację, do tego przypadku trzeba się
                  odnieść z odrobiną wyrozumiałości; tylko tej wyrozumiałości czasami
                  bardzo brakuje...
      • gulasz6 Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 29.04.05, 16:52
        anndelumester - podzielam.
        Dziewczyny, takie 'nie' to jest po prostu wspaniała sposobność znalezienia
        prostych odpowiedzi, które już dawo temu sami zapomnieliśmy...
        'Nie chcę odwiedzac dziadka' - no własnie,a dlaczego w ogóle JA chcę żebysmy
        odwiedzili dziadka?
        'Nie chcę iść do kościoła'- no własnie - własciwie to po co? (odpowiedź proszę
        zmieścic w zdaniu nie dłuższym niż 7 wyrazów. Łatwych wyrazów. Ma być
        prawdziwa, bo będzie trzeba jej udzielać wiele razy - prokuratorzy też kłamstwo
        wykrywają pytając wielokrotnie o to samo.)
        'Nie jestem teraz głodna' - Sam musialem pomyslec, dlaczego własciwie zalezy mi
        na tym aby Marta jadła teraz. Wynik myślenia zakomunikowałem: 'No dobrze,
        Marta, ale nie mogę przygotowywac dla każdego posiłków osobno. Nie zjesz teraz,
        potem nie bedzie'. 'Dobrze. tato'.
        Myslę dalej (Myśle przez kilka dni, wtedy poszła spac bez kolacji i w porzo.
        Obudziła się zdrowsza.)
        Nastepna okazja, mówię co sobie wymyśłiłem: 'MArta, ale nam (czyli mi i mamie)
        jest naprawdę fajnie, jak jemy wszyscy razem. Przecież wiesz i widzisz'.
        Zadiałało - przez kilka miesiecy ociaganie sie z siadaniem do stolu bylo
        wyjatkowe (Zachodzą czasem 'okoliczności obiektywne', np. Mamoooo, teraz konczę
        ciekawy rodział'.)

        Oczywiście powyższe testowałem u 6-latka, a nie 2-latka, który dopiero sprawdza
        czy może w ogóle miec własne zdanie i co to własciwie jest 'wlasne zdanie'.
        Wczesniej działa taktykę 'rajstopki zólte czy czerwone' (ale to zalezy od cech
        osobniczych).

        'Nie' u 2-latka chyba tzreba przeczekać. U nas była to okazja pokazania, jak
        dorośli ludzie reagują na spzreciwy ...ale tu się nie mam czym chwalić, bo
        widze jak nasza 8-latka czasem reaguje na 'nie' z mojej strony. Po prostu pełne
        zrozumienie i akceptacja...

        Piotrek
    • pawlinka Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 29.04.05, 21:37
      Nie jestem pewna, czy to aby na temat (wiosną bywam roztargnionasmile, ale jestem
      ciekawa, co Wy na te metody:
      www.calapolskaczytadzieciom.pl/nowa/rodzice_pigulka_nz.htm
      Właściwie to już dawno to czytałam i chciałąm poddac pod dyskusję.
      "Nie" nierówne "nie". Czasem zahacza o NZ...
      Właściwie, to przydałoby się sprecyzować pojęcie "posłuszeństwo", bo czasami
      mam wrażenie, ze to rozumiane jest potocznie jako "uleglość".
      Ja coś dziś chyba jakoś tak mało poskładana jestem, to przez te tulipany na
      stole... Są piękne!!! Zatem wybaczcie, jeśli nie na temat....
      • nulleczka Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 29.04.05, 23:11
        Pawlinka
        Przeczytałam na razie bardzo pobieżnie (bo o tej porze to ja juz z lekka
        nieprzytomna jestem) i wstępnie się zgadzam . Prawo do mówienia "nie" jak
        najbardziej, do wypowiadania swojej opinii (nawet krytycznej wobec rodziców)
        też, ale nie NZ...To staram sie dzieciom wpoić, choc przyznam, że z
        konsekwencją u mnie ciężko.
        Bardzo często staram się dawać możliwość wyboru, o czym pisała sion i to dosyć
        pomaga, kiedy np. pytam "córuniu, co ubierasz na spacer sukienkę czy spodnie?".
        Dziecko czuje, że może miec jakis wpływ na decyzje dotyczące jej osoby, choć
        zdarza mi sie tez usłyszeć "nic, bo nie idę na spacel".
        Nie wiem, jak zdefiniować słowo "posłuszeństwo", ale chyba nie jest to coś, co
        wyklucza dialog.Zastanowię się, bo przeciez mamy nasze dzieci uczyc
        posłuszeństwa, a nie uległości.
      • verdana Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 29.04.05, 23:17
        Dla mnie metoda nie do przyjęcia! Zakłada, że rodzice sa nieomylni, bez winy i
        maja zawsze rację. Bzdura!!!!!! Jeśli Ja się czuję winna, to znaczy, ze dziecko
        jest niegrzeczne? A może ma rację? Jak cokolwiek powie matce, co ona uzna za
        niedopuszczalne - nieżaleznie od tego co zrobiła - dziecko ma zostać ukarane?
        Ludzie! Przecież to określenie NZ w poradach to właściwie powiedzenie - dzieci
        i ryby głosu nie mają. Ja mogę czuć się urażona, gdy dziecko powie coś przeciw
        mnie, ale, wybaczcie - to moze być prawda! Ta strategia nie daje dziecku
        żadnych możliwości obrony, nawet przed wyraźnymi błędami wychowawczymi czy
        pomyłkami rodziców.
        I kolejna pułapka "Czuję się urażona, że..., zatem zostaniesz ukarany (nie
        zabiorę cię do kina, na spacer). Pierwszy krok do nieszczęścia. Dziecko uczy
        się, ze jego życiowym zadaniem jest spełniać życzenia innych i nikogo nie
        urazić. I co mamy potem - "No jak to, nie napijesz się ze mną, naprawdę jestem
        obrażony", "Jak się ze mną nie prześpisz, do będzie mi bardzo, bardzo przykro".
        I dobrze wytresowane dziecko spełni życzenia - bo tego nauczyli je rodzice,
        podporzadkowywania się cudzym życzeniom, przy ignorowaniu własnych!
        Moim zdaniem lepiej powiedzieć "Nie wolno mówić w ten sposób." I tyle.
        Niż "Jestem smutna, obrażona, urażona". I wbrew opinii psychologów nie uważam,
        żeby kazdą wypowiedź i zachowanie dziecka należało komentować poprzez własne
        uczucia. Uczy się bowiem dziecko, ze to, co pomyślą inni jest ważniejsze od
        tego, co ono pomyśli, a jego uczucia nie licza się przy uczuciach innych.
        A bałaganienie jako bierna agresja? Przesada. Dzieci wobec tego są w 100%
        biernie agresywne.
        • anndelumester zgadzam się z Verdaną 30.04.05, 00:45
          Najpierw się chyba należy zastanowić dlaczego dziecko prezentuje NZ.
          A to używanie uczuć rodzica - dla mnie manipulacja dzieckiem i kompletne
          nieliczenie się z uczuciami dziecka.
          • madziaq Re: zgadzam się z Verdaną 30.04.05, 12:23
            Dla mnie to co tam jest napisane zakrawa na tresurę... A najbardziej mnie
            wkurzył fragment pt 'powiedzieć dziecku, że jego zachowanie mnie
            rani/obraża/smuci i w zwiazku z tym czeka je kara a potem je konsekwentnie
            ignorować'... A jak to się ma do tego, że parę akapitów niżej jest napisane, że
            brak możliwosci wyrażania uczuć przez dziecko powoduje bierną agresję?

            Ja byłam dzieckiem tresowanym poświecającym calą energię na usatysfakcjownwanie
            innych. Do tej pory odczuwam skutki i nikomu nie polecam takiej metody wychowawczej
            • nulleczka Re: zgadzam się z Verdaną 03.05.05, 21:02
              Przeczytałam teraz dokładnie i rzeczywiście jest tam dużo bzdurnych wniosków
              (zwłaszcza przy definicji NZ). Wcześniej, kiedy tylko "rzuciłam okiem" tego nie
              zauważyłam. Jeśli zachowanie dziecka budzi we mnie poczucie winy, to nie jest
              to powód, żeby dziecko karać, a raczej żeby zastanowic sie nad sobą (ja w
              takich wypadkach moje dzieci przepraszam - jeśli zareagowałam np, zbyt
              wybuchowo czy tp.)Ale na bezczelność czy chamstwo nie pozwalam i rzeczywiście w
              takich przypadkach (było ich na razie bardzo niewiele) reaguję dość surowo. I
              myślę, że wtedy (dziecko Cię np. bije, pluje na Ciebie (moi próbowali po
              wizycie u swojego plującego na nich kolegi) uzasadnione jest mówienie o swoich
              uczuciach. Nie mówię nigdy "jak nie zjesz zupki, to będzie mi przykro" czy "Jak
              nie posprzątasz, to będzie mi smuto",bo to jest rzeczywiście bez sensu, ale gdy
              na mnie pluli i mieli z tego wielka uciechę, powiedziałam, że jest mi bardzo
              przykro (tym bardziej że oni tez odczuwali dyskomfort, gdy ten kolega na nich
              pluł i rozmawialiśmy wcześniej na ten temat)i wycofałam sie na dłuższy czas ze
              wspólnej zabawy.Zresztą chyba każdy przypadek trzeba traktować indywidualnie i
              kierować się intuicją.
              • pawlinka Re: nulleczka- zajrzyj do skrzynki! 03.05.05, 22:19
                • nulleczka Re: pawlinka dziękuję , odpisałam 04.05.05, 19:20
        • mader1 Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 04.05.05, 18:13
          po przeczytaniu, tez muszę zgodzić się z verdaną smile
          Na szczęście wierzący mają dekalog i jasne jest , czego robić nie wolno. Po
          przeczytaniu światłych psychologów, niestety odrzuciłam ich propozycję - mówię:
          nie kłam, bo to jest złe, a nie dlatego, że mi przykro. Potem w trakcie czasem
          wywiązuje się rozmowa " dlaczego to jest złe ? " i wtedy mówię o mozliwych
          odczuciach innych ludzi, swoich....
          Poza tym, trudno, moje dzieci wiedzą, że jestem omylna. Ze starszymi rozmawiam
          i przyznaję, że moja miłość do nich, choć najlepsza jaką mogę dać, jest tylko
          cząstką Miłości Bożej.
          Ale wiecie co ? Nie lubię też ukrywania swoich uczuć. Jeżeli jest mi przykro,
          czy zezłoszczę się, to szczerze o tym mówię.Nigdy nie lubiłam, jak moja mama na
          przykład chodziła po domu zła,obrażona a jednocześnie pytana, udawała, że nic
          się nie stało sad To, że nie chciała o tym porozmawiać tez mnie jakoś tresowało
          i bardzo karało - bo to tak, jakby nie dać prawa do obrony, tylko skazać kogos
          zaocznie.
      • pawlinka Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 03.05.05, 21:50
        Cieszę się, że się wypowiedziałyście. Ten tekst mnie poraził serwowaną tam
        surowością wobec dziecka, tym natychmiastowym karaniem... To buduje przecież
        jakąś ogromną przepaść lęku miedzy rodzicem a dzieckiem. Zdaję sobie sprawę, ze
        dzieci mogą zachowywać się strasznie i niegrzecznie, ale metodą na to najlepszą
        w chyba nie jest tresura?
        Wyrażanie swoich uczuć jest potrzebne, dziecko ma prawo wiedzieć, że jego
        zachowanie w innych wywołuje określone uczucia. Pamiętam, że kiedy spóźniłam
        się do domu o 2 godziny , jako młode dziewczę jeszcze i tym samym złamałam
        umowę miedzy rodzicami a mną, inaczej na mnie zadziałało, kiedy powiedzieli mi,
        że bardzo się martwili, niż gdy mi wykrzyczeli, że jestem bez serca i jestem
        nieznośna.
        Ewidentnie rady proponowane w tekście dla mnie to uczenie dziecka uległości.
        • samboraga Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 03.05.05, 22:04
          czytałam właśnie sobie tekst powtórnie i doszłam do wniosku że ja sama nie
          jestem takim idealnym rodzicem jak tam podają więc jak mam wyuczyć dzieckowink
          sama bym siebie musiała potrenować i popilnować, brrrsad(((((
          ale sposoby reakcji typu 'tak nie mówimy'-jeśli rzeczywiścoie 'nie mówimy'-to
          dobre przecięcie niektórych sporów, takich typu 'dlaczego nie mogę!!???!!!!
          (czegoś tam)

          no i jest różnica między zachowaniem niegrzecznym bo czupurnym, swojskim a
          zachowaniem raniącym kogoś ale o tym już tram wcześniej było...
      • jancze Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 04.05.05, 13:52
        Przeczytałam, może trochę pobieżnie. To jest coś, czego doświadczyłam kilka
        razy w relacji z moją córką. Po powrocie od koleżanki. Jej zachowanie było po
        prostu bezczelne, nie było wulgarnych słów, ale lekceważący ton, szyderstwa i
        stawianie na swoim. Pierwsza moja reakcja była taka, że nie mogłam wykrztusić z
        siebie słowa. Po prostu zgłupiałam. Siadaliśmy akurat do obiadu - a ona, że
        nie, i na wszystko "nie" w bardzo nieprzyjemny sposób. Generalnie chodziło o
        to, że będzie robiła to, co ona będzie chciała. Spokojna rozmowa nic nie
        zmieniła. Działania męża i moje - na siłę - przyniosły oczywiście przeciwny
        rezultat. Kazałam jej wyjść do pokoju i dopiero jak się uspokoiłam, to
        zrozumiałam, że w danym momencie, to mogę tylko poczekać aż jej przejdzie.
        Przechodziło do następnego dnia. Przez ten czas nie byłam dla niej miła, ale
        nie byłam też złośliwa, byłam po prostu obojętna. Przypomniałam to , co mówiła,
        że będzie robiła to, co chce. Więc dla mnie oznaczało to, że nie będzie
        słuchała rodziców tylko siebie i koleżanek. Nie będę zatem zachowywała się, jak
        jej mama, bo dla mnie jest to jednoznaczne. Pokój, w którym mieszka nie jest
        jej, a tylko ja zgadzam się, żeby tu sobie mieszkała. To było rozwinięcie tego,
        co ona może robić, w swoim pokoju. Bo oprócz "zrobię, co zechcę", pojawiły się
        oczywiście wymagania pod naszym adresem - zupa jest niesmaczana - nie zjem jej,
        a po 10 minutach - zupa jest zimna, nie zjem jej, zagrzejcie mi itd. Nie wiem,
        czy to moja obojętność, czy modlitwa sprawiły (to oczekiwanie sporo mnie
        kosztowało, zwłaszcza, gdy chciałam ją przytulić, a ona się ostentacyjnie
        odwracała), że w końcu sie przemogła, przeprosiła. Wypytałam ją jak zwykle, za
        co mnie przeprasza i co zamierza z tym zrobić. Poprosiła o jeszcze jedną szansę
        (bo w międzyczasie zamiast na kółko przyrodnicze, to poszła bawić się z
        koleżanką, chociaż za karę nie pozwoliłam jej spotykać się przez tydzień z
        koleżankami). Nie wiem, jak można własnemu dziecku nie dać szansy, gdy o nią
        prosi. Porozmawiałyśmy jeszcze o karze "na koleżanki" i przyjęła ją ze
        spokojem. Potem jeszcze dopytywała się, do kiedy dokładnie ta kara, bo
        zapomniała. Mam wrażenie, że takie zachowania są jednak wynikiem wzorowania się
        na innych, ale nie mogę zakazać spotykania się z koleżankami albo z tą jedną.
        W domu nikt nie przeklina, ale na wycieczce trzy dziewczynki (w tym moja
        ukochana) przeklinały tak, że mamie opiekującej się wycieczką zwiędły uszy. W
        domu córka nie przeklina. To też jakiś plus, przy najmniej wie, że takie są
        zasady - jakoś przeklinać nigdy nie próbowałą w domu.
        I to tyle o wychowywaniu 11-latki.
    • mader1 Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 04.05.05, 17:06
      problem leży w tym, że najłatwiej wychować dziecko albo aroganckie i chamskie
      albo ciche, posłuszne, spokojne i bez własnego zdania. Kosztuje to mało pracy w
      dzieciństwie i duuużo nerwów, jak dzieci są dorosłe... Reszta rodziców ciągle
      balansuje między tymi dwiema opcjami - żeby wychować odpowiedzialne, mądre jak
      na swoje mozliwosci dziecko, które będzie chciało byc dobre, ale jednocześnie
      będzie miało swoje pomysły na życie i swoje zdanie.
      Mam wrażenie, że w trakcie tego balansowania robimy jakieś drobne błędy. Bo co
      innego jest wiedzieć coś teoretycznie, a co innego zastosować.
      Nie podam Ci sposobu na bałagan w pokoju dzieci, bo u moich jest permanentny
      bałagan. Przyznam się, że staram się nie wtrącać. Jak czytam wieczorem
      książeczkę i modlimy się , staram się mieć przymknięte oczy wink))))
      Natomiast przypominam, że powinno byc inaczej - ale nie stawiam pod ścianą,
      więc nie muszą mi odpowiadać "nie" smile w końcu to ich pokój.
      Natomiast posprzątać muszą jak przychodzi jakis bardziej oficjalny gość. Czy
      taka kolezanka, co to nie przychodzi codziennie. Sprawa jest jasna - oczywiście
      im się nie chce - ale pozwolenie na koleżanke czy imprezę maja pod warunkiem
      posprzątania tongue_out Przy okazji imprez, na których mi zależy, to albo widzą, że mam
      ręce pełne roboty i się starają, albo jak jestem wolniejsza, pomagam im, często
      coś ozdabiamy albo przestawiamy.Czasem wtedy zirytowana pokrzykuję crying choć tego
      nie lubię.
      Nie uważam, żeby od sprzatania coś zależało.I żeby to był jakis bierny opór. Ja
      traktuję to tak - dziecko musi mieć jakąs przestrzeń " niepsłuszeństwa" dla
      swojego zdrowia psychicznego, my mamy prawo trochę na to pozrzędzić.
      W szkole.
      W szkole moje dzieci wiedzą, że jednego nie zniosę i będę baaardzo zła -
      chamstwa w stosunku do nauczyciela. Pod wpływem koleżanki w klasie, moje
      dziecko średnie spróbowało takiego manewru - jak pani poprosiła o zeszyt do
      wpisania uwagi ( ma może dwie w ciągu roku), odmówiło podania ! O ! Co ona
      miała w domu smile)))) Musiała pokazać przepraszającą notatkę od nas, musiała
      przeprosić przy klasie - i nic jej nie pomogło, że jej koleżanka nie musi smile)))
      I gadaliśmy jej przez cały dzień, jak nam wstyd, że tak się zachowała. Wiecej
      się to nie powtórzyło !
    • mama_kasia Re: "nie", czyli o posłuszeństwie 04.05.05, 23:32
      Sprawa szkolna wyjaśniła sie trochę smile
      Podobnie jak Mader, nie znoszę chamstwa, a niestety zachowania syna
      były ostatnio takie... Musiał przeprosić panią, co zrobił bez ociągania.
      Przy okazji pani z nim porozmawiała. Pytała się, czy poczuł sie urażony uwagą.
      Powiedział, że nie, bo wie, że źle zrobił. Dodał też, że nie lubi
      pracować z dziewczynami. Pani, że wie o tym, że zawsze starała się, żeby jeśli
      to była grupa mieszana, był z kuzynką (z nią może robić wszystko wink,
      ale teraz chciała urozmaicić (trochę jej nie wyszło wink)). Powiedziała też,
      że nie mogą dobierać się sami w grupy, bo powstaje straszne zamieszanie.
      I tak sobie pogadali, wyjaśnili. I wiecie, co? Bardzo mnie cieszy, że on
      potrafi rozmawiać z nauczycielami. Ja nie potrafiłam... dla mnie to zawsze
      była przepaść nie do pokonania.
      Prosiłam też syna o modlitwę. Mówi, że się modli smile))
      Widzę, jak chce ...
      Zresztą mówi, że chce dobrze, ale mu nie wychodzi. Idzie do szkoły z myślą,
      że będzie dobrze, a potem... coś się nie udaje. Ale myślę, że będą z niego
      ludzie smile)
      Gorzej ze średnią wink)) Ale dzisiaj mąż przeczytał mi wiersz. Pasowałby
      do naszego wątku o środkowych dzieciach; i tam go wkleję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka