Dodaj do ulubionych

Jak sobie radzicie w trudnch chwilach?

10.05.05, 09:28
Na początku - dzięki siostro za wątek o moich chorych dzieciach. Gwoli
uzupełnienia - ja też - wyjątkowo - jestem chora sad(( zazwyczaj się trzymam bo
ktoś w rodzinie musi podawać leki itp, ale tym razem i mnie wzięło. Na
szczęście nie mam gorączki więc funcjonuję normalnie, ale...

Właśnie - jak sobie radzicie gdy nadchodzą trudne dni? Gdy dzieci ciągle
chorują, gdy są problemy w pracy, gdy życie duchowe leży itp.

Czy udaje się Wam mieć postawę zaufania do Boga, że to wszystko ma jednak
jakiś sens?

Ze mną ostatnio jest kiepsko sad Szczególnie tym razem może, bo wydawało mi
się, że tak się pilnuję, że wzywam lekarkę co parę dni, żeby czegoś nie
przeoczyć... no i co? Była w piątek, Mika była "czysta". Była w poniedziałek -
Mika jest na granicy zapalenia oskrzeli i płuc sad(( wiem,że to możliwe w ciągu
paru dni, ale dlaczego właśnie w ciągu tych paru, gdy jej u nas nie było?
Wydawało mi się, że zrobiłam wszystko co możliwe żeby uniknąc komplikacji
chorobowych, a tu kicha, i tak antybiotyk i silne leki dla wszystkich sad

Wiem, że tutaj to nie niebo i że pełnej szczęśliwości nie da się osiągnąć,
zresztą może nie byłoby to dla nas dobre. Ale przyznaję, czasem mam ochotę na
łyk odpoczynku, żeby nic złego się nie działo, żeby można się było wyluzować,
że "jest dobrze". A może "będzie dobrze" w każdej sytuacji, kiedy będę ufać w
tym Bogu? Hmmm stary problem - wiedza swoje, ale emocje, zmęczenie, brak
cierpliwości swoje sad no i upadam w tej dziedzinie co krok, kolejnego dnia,
gdy dzieci rozdrażnione, ja też. Eh, życie...
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 10.05.05, 09:44
      > Właśnie - jak sobie radzicie gdy nadchodzą trudne dni? Gdy dzieci ciągle
      > chorują, gdy są problemy w pracy, gdy życie duchowe leży itp.

      No, ja sobie nie radzę sad Szybko się załamuję .... Mój mąż wtedy
      powtarza: zamiast płakać, lepiej byś się pomodliła.

      Jeśli chodzi o choroby. Marzku, u nas z reguły zaczynają się w piątek
      i to wtedy, gdy lekarka gdzieś wyjedzie. Zęby mi się psują wtedy, gdy
      dentysta ma wolne albo jestem na urlopie. Naprawdę, jest tak bardzo
      często. Mam taką teorię wink)) Jakoś w ciągu tygodnia musimy się trzymać,
      bo praca, obowiązki, dzieci do szkoły, a gdy przychodzą dni wolne to
      zaczyna brakować mobilizacji i ... rozkładamy się smile))

      > Wiem, że tutaj to nie niebo i że pełnej szczęśliwości nie da się osiągnąć,
      > zresztą może nie byłoby to dla nas dobre. Ale przyznaję, czasem mam ochotę na
      > łyk odpoczynku, żeby nic złego się nie działo, żeby można się było wyluzować,
      > że "jest dobrze". A może "będzie dobrze" w każdej sytuacji, kiedy będę ufać w
      > tym Bogu? Hmmm stary problem - wiedza swoje, ale emocje, zmęczenie, brak
      > cierpliwości swoje sad no i upadam w tej dziedzinie co krok, kolejnego dnia,
      > gdy dzieci rozdrażnione, ja też. Eh, życie...

      Nie upadaj smile Zobacz, już pewnie miałaś mały łyk odpoczynku przy komputerze.
      Teraz będzie znowu parę miłych chwil, gdy dziewczyny zaczną Cię pocieszać.
    • isma Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 10.05.05, 09:51
      Marzku, moja metoda jest dosc samobojcza i pewnie malo chrzescijanska ;-(((.
      Ale, najogolniej rzecz biorac, ja sie ciesze, ze nie jest gorzej,a przeciez
      mogloby byc ;-O.
      Ze to tylko zapalenia pluc i alergiczne liszaje, a nie dysfunkcja nerek, na
      przyklad. Ze to tylko klimakterium szefowej, a nie utrata pracy. Ze musze
      znosic glupie gadanie kolegi radnego, ktoremu sie wydaje, ze robi wielka
      polityke, ale przeciez moglby nie tylko gadac, ale i torpedowac to, co chce
      zrobic (na szczescie troche wiedzy mu jeszcze brakuje wink)), zeby mu sie to
      udalo).
      • glupiakazia Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 10.05.05, 10:04
        Marzku, trzymaj sie, mysle o Was cieplo.
        Ja tez mam tendencje do rozkladania sie - ale bardziej psychicznego, kiedy moi
        mi choruja. Bo wpadam w panike, ze to na pewno cos gorszego niz grypa
        zoladkowa, tylko lekarz sie nie zorientowal. Typowa paranoja, wykanczajacy
        koszmar!
        Ale jak mi sie uda pomyslec "rozsadnie" to mam tak jak Isma - ciesze sie, ze to
        zapalenie ucha - jak wlasnie ostatnio u najstarszej, na wyjezdzie w dlugi
        weekend sad(((, a nie np. opon mozgowych.
        A jak juz zlapie kompletnego dola, to wchodze na "chore dziecko, strata
        dziecka" i zaraz mi przechodzi. Przepraszam, moze nie powinnam tego pisac, ale
        naprawde mamy za co Bogu dziekowac.
    • agax3 Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 10.05.05, 10:14
      Też mam takie dołki i to często zwłaszcza jak oprócz dzieci zaczyna niedomagać
      mój mąż (ma SM). Próbuję się wtedy modlić i pocieszam się, że przykre
      doświadczenia są mi dane po to bym mogła cieszyć się z każdego pozytywnego
      szczegółu.
      ps. dzieci z ciągłych chorób podobno wyrastają, tylko czy ja tego dożyję? wink
    • marzek2 Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 10.05.05, 10:19
      No tak, mnie też czasem lektura "Chorego dziecka" przywraca do pionu... tak w
      głębi duszy to ja wiem, że to więcej zmęczenie, rozdrażnienie, niewdzięczność itp.
      Tylko czemu tak trudno przełożyć naszą wiedzę na nasze emocje? Dlaczego ciągle
      nie umiem wstać rano, uśmiechnąć się (choć z trudem) i powiedzieć sobie - dziś
      jest taki dzień, że dzieci są chore. Ja też. Wszyscy jesteśmy rozdrażnieni -
      spróbuję jednak mimo wszystko przeżyć ten dzień z Panem Bogiem, wypatrując Jego
      działania w takim właśnie dniu.
      Wiecie? Czasem zastanawiam się, czy ja po prostu nie wybieram zdenerwowania,
      rozdrażnienia, wyładowywania się na dzieciach.... że umiałabym inaczej, gdybym
      choć troszkę się postarała... tylko że w takim stanie fizycznym to mi się nawet
      starać nie chce sad
      • mader1 Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 10.05.05, 12:18
        no, no... najlepiej byłoby, jakbyśmy byli idealni !
        Ale tak to juz jest, że musimy nieść te swoje charaktery, załamania... i iść
        dalej. Jesteśmy takim pozytywnym przykładem dla naszych dzieci, że nawet tak
        okropni, czepialscy, zalamujący się, słabi rodzice mogą przeżyć na tym świecie
        pełnym chorób wink)))) I po jakimś czasie zacząć się śmiać !!!!!
        Poproś Anioła Stróża o jakąś wesołą myśl, nawet gdyby to miał być wisielczy
        chumor wink
        • lucasa Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 10.05.05, 12:46
          Marzek Kochana! trzymaj sie cieplutko!
          na pocztatek: bardzo lubie fragment z piosenki B.Joel'a, ze "I took the good
          days I will take the bad days" - faktycznie czesto w trudnych chwilach
          zapominam ze tyle dobrych momentow bylo po drodze, przyjowanych jako cos
          naleznego! czasami bez podziekowania sad...

          a jak ja sobie radze? czasami tez nie radze. i jak bedziemy miec trojeczke, to
          ja bede pisac jak mi ciezko i prosic Ciebie o slowko.
          a tymczasem na codzien? z zywym maluchem, zawaleniem w pracy, ciaza,
          konfliktami z P rodzina, planowana przeprowadzka, no i ciaglym niedospaniem?

          1) "ucieczka" smile)) malo konstruktywne, ale mi pomaga. prosze aby Patrick zostal
          z Karolina. czasami jest to o 8 wieczorem, czasami o 7 rano (!), a ja moge isc
          na basen (dla mnie ma dzialanie terepautyczne), albo prosze aby P z nia wyszedl
          na spacer i ja mam choc godzinke dla siebie (taki jestem typ, ze potrzebuje
          czasu TYLKO dla siebie. moge wtedy albo polezec w wannie. albo wypic kawe sama.
          albo przejrzec glupawy magazyn. albo... albo... najbardziej mnie wtedy cieszy,
          ze mam wybor smile)) i nic nie musze

          2) staram sie bardzo uwazac na slowa. przyjaciolka powiedziala, ze na
          rekolekcjach ignacjaniskich gdzies bylo, aby w chwilach zmeczenia,
          rozdraznienia, emocjonalnych nie podejmowac waznych decyzji. ja do tego dodaje
          jeszcze swoje: aby nie prowadzic waznych rozmow, nie mowic "co mysle" (bo
          czasami za duzo mowie, a potem sie okazuje, ze to byly za mocne slowa pod
          wplywem chwili)

          3) Patrick. z jednej strony staram sie, aby na nim sie nie skupialy moje humory
          i zmeczenie. a z drugiej - i tak sie to na nim skupia. i potem przepraszam, a
          jakze! ale on faktycznie jest dla mnie takim piorunochronem. wystarczy, ze jest
          w domu, a mi juz jest lepiej. nie musi nic mowic. i baaaardzo mi pomaga.(no
          tak, tylko tego czasu tez nie mamy razem tak malo)

          4) staram sie pamietac, ze moje zmeczenie, rozdraznienie, nie takie jakbym
          chciala odnoszenie sie do innych to skutek niedospania, martwienia sie itd...
          ja bardzo latwo moge wpasc w pulapke myslenia, ze to ja jestem taka a taka. i
          jest mi jeszcze gorzej wyjsc z tego...

          to tak na szybciutko zebrane mysli,
          sciskam Cie serdecznie,
          Agnieszka
          • nulleczka Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 10.05.05, 21:11
            Marzek! Ty jesteś i tak bardzo dzielna. Podziwiam, że dajesz sobie radę z
            trójką maluszków w domu - ja przy dwójce czasem wysiadam. A jak do tego
            dochodzą jeszcze choroby, niewyspanie, rozdrażnienie to jest juz fatalnie.
            Pamiętaj,że "Moc w słabości sie doskonali" - te wszystkie trudności, które
            przeżywamy jakoś nas chyba hartuja i umacniają. Nie należe do najmocniejszych,
            raczej jestem z natury bardzo słaba psychicznie, szybko sie załamuję,
            zamartwiam, każdy podejrzany pieprzyk traktuję jak potencjalnego czerniaka,
            dlatego w trudnych chwilach chyba więcej sie modlę, szukam pomocy u Boga. Juz
            nieraz sie przekonałam, jak On potrafi dodac sił i pomóc przetrwać różne
            kataklizmy życiowe.
            Często pomagaja mi też najbliżsi: mąż, przyjaciele, którym mogę się wyżalić.
            Poza tym jakieś cytaty o cierpieniu czy trudnościach - trzymam sie ich jak
            kotwicy duszy,np."Nie boi się ogrodnik nacinać kory. Wierzy drzewu. Od nacięć
            życie wzbierze, stanie sie silniejsze" - troche to górnolotne, ale bardzo lubię
            ten fragment z "Opowieści o drzewie zranionym".
            Emocje mogą byc różne, ja przeważnie w trudnych chwilach jestem smutna,
            załamana, zniechęcona, ale wierzę, że "na głębi morze jest zawsze spokojne" -
            jest gdzieś we mnie taka cząstka mnie, która mimo wszytsko chce Bogu ufać.
            Nie zawsze też rozumiemy sens tego, co się dzieje, bo ten sens jest u Boga. I
            tu kolejne zdanie (nie pamiętam, z której ewangelii), które mi bardzo pomaga -
            Pan Jezus mówi do Piotra "Ty teraz nie rozumiesz tego, co ja czynię, ale potem
            to bedziesz rozumiał."
            Pomodlę się za Ciebie, bo choroby dzieci to rzeczywiście strasznie trudne
            doswiadczenie.
            • lucasa Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 10.05.05, 22:19
              hej Marzek, przygotowujac sie do jutrzejszej wizyty u dermatologa z Karolka,
              pomyslalam o Tobie i mysle, ze moge napisac pocieszenie z cyklu "moglo byc
              gorzej"...

              bardzo Ci zazdroszcze pani padiatry, ktora przychodzi do domu badac dzieci. w
              dodatku i w piatek i w poniedzialek (!!!)
              Karolina tu widziala pediatre przy badaniu w szpitalu po porodzie. od tej pory
              odwiedzamy tylko lekarza rodzinnego. tu do pediary potrzebne jest skierowanie,
              a nie sposob sie przedrzec przez wszystkowiedzacych lekarzy ogolnych... a od
              nich w 45% przypadkow slyszalam porade ze "wszystko bedzie ok", a w 45%,
              ze "wiekszosc dzieci to ma" i ... "ze przejdzie" (tyle, ze nie wiadomo
              kiedy)... wiesz jak to jest frustrujace???

              sciskam serdecznie!!!
              A
            • mama_kasia Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 11.05.05, 09:08
              "Nie boi się ogrodnik nacinać kory. Wierzy drzewu.
              Od nacięć życie wzbierze, stanie sie silniejsze"

              Nie znałam tego. Bardzo mi pasuje smile
              • marzek2 Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 11.05.05, 09:22
                Mnie też się podoba - chyba wydrukuję i powieszę na mojej kuchennej ścianie z
                cytatami smile
    • morgana_le_fay Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 11.05.05, 09:21
      Ściskam Cię i wspieram dobrą myślą.
      Myślę, że (co pewnie oczywiste) najtrudniej zmagać się z przeciwnościami
      samotnie. Ja mam tylko jedno dziecko i to dziecko już duże. Wierz mi, że
      pomimo długoletniego doświadczenia jako matka, ciężko mi chwilami zmagać się z
      jej problemami zdrowotnymi i emocjonalnymi, a to dlatego, że zostaję z tym
      sama. Kiedy nie ma się nikogo obok siebie, albo, co jeszcze gorsze, ma się
      osoby obojętne, człowiek wprawdzie krzesa z siebie niewiarygodne pokłady sił,
      ale sił tych nie starcza już na jakąkolwiek satysfakcję. To samo odnosi się
      niestety do radości, kiedy nie masz z kim się nią podzielić.

      Wszystkie, które macie wokół serdecznych ludzi: głowy do góry! Życie jest
      piękne także w swojej nieprzewidywalności!

      morgana.
    • bei Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 11.05.05, 18:12
      ja sobie w trudnych chwilach nie radze......łzy leję i chodzę zasmucona...
      niekiedy jest tak trudno.....
    • jancze Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 13.05.05, 13:29
      Z chorobami tak, jest , że czasami na prawdę trudno im zapobiec, zwłaszcza w
      ciągu dwóch dni. Przecież nie weźmiecie antybiotyku "na zaś". Na pewno uważałaś
      na dzieci, co się rozwinęłó, to się wyleczy.
      Dla mnie największą podporą jest mój mąż. Ja bardzo kogoś takiego jak on zawsze
      potrzebowałam. GDy jest mi źlei mam o wszystko do wszystkich pretensje, to on
      zeka cierpliwie, nie kłóci się i mnie przytula. Wcześniej było tak, jak któraś
      z Was pisała, ja sama i wokół obojętni ludzie (żeby tylko obojętni). Bóg mi dał
      mojego męża, co do tego nie ma dwóch zdań. Męża - ateistę, któy swoim
      postępowaniem wpędza mnie w wyrzuty sumienia, a przez to zmusza do pracy nad
      sobą. Bo to on a nie ja jest przykładem.
    • ania.silenter_exunruzanka Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 13.05.05, 16:08
      Ja sobie w ogóle nie radzęsad((. Okropny mięczak ze mniesad. Dla przykładu -
      absolutnie nic się nie dzieje, Adunię tylko troche boli brzuszek (w końcu ma
      tylko 2 tygodnie), Ola u dziadków (może stąd moja depresja bo dłuuugo jej nie
      widziałam przez to zamieszanie z porodem, ale za tydzień będziemy już razem) a
      ja?? Ryczę non stop, Ada się denerwujesad((. Szkoda słówsad. Biedne dziecko ma
      matkę wariatkęsad. Dlaczego nie cieszę się z tego co mam? Dlaczego nie dziękuję
      Bogu za kochającego męża, zdrowe, cudowne córeczki?? W pełni zdaję sobie sprawę
      ze swojego szczęścia, ale...no właśnie. Chyba powinnam się leczyćsad.
      pozdrawiam
      • mama_kasia Re: Jak sobie radzicie w trudnch chwilach? 13.05.05, 16:16
        Ej, Aniu, u Ciebie to tylko hormony, tylko i aż smile

        Spóźnione, ale nadal serdeczne gratulacje z okazji
        urodzin Ady smile)
      • jancze Do: ania.silenter_exunruzanka 13.05.05, 16:58
        Jej, ale z Ciebie szczęściara!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka