Na początku - dzięki siostro za wątek o moich chorych dzieciach. Gwoli
uzupełnienia - ja też - wyjątkowo - jestem chora

(( zazwyczaj się trzymam bo
ktoś w rodzinie musi podawać leki itp, ale tym razem i mnie wzięło. Na
szczęście nie mam gorączki więc funcjonuję normalnie, ale...
Właśnie - jak sobie radzicie gdy nadchodzą trudne dni? Gdy dzieci ciągle
chorują, gdy są problemy w pracy, gdy życie duchowe leży itp.
Czy udaje się Wam mieć postawę zaufania do Boga, że to wszystko ma jednak
jakiś sens?
Ze mną ostatnio jest kiepsko

Szczególnie tym razem może, bo wydawało mi
się, że tak się pilnuję, że wzywam lekarkę co parę dni, żeby czegoś nie
przeoczyć... no i co? Była w piątek, Mika była "czysta". Była w poniedziałek -
Mika jest na granicy zapalenia oskrzeli i płuc

(( wiem,że to możliwe w ciągu
paru dni, ale dlaczego właśnie w ciągu tych paru, gdy jej u nas nie było?
Wydawało mi się, że zrobiłam wszystko co możliwe żeby uniknąc komplikacji
chorobowych, a tu kicha, i tak antybiotyk i silne leki dla wszystkich
Wiem, że tutaj to nie niebo i że pełnej szczęśliwości nie da się osiągnąć,
zresztą może nie byłoby to dla nas dobre. Ale przyznaję, czasem mam ochotę na
łyk odpoczynku, żeby nic złego się nie działo, żeby można się było wyluzować,
że "jest dobrze". A może "będzie dobrze" w każdej sytuacji, kiedy będę ufać w
tym Bogu? Hmmm stary problem - wiedza swoje, ale emocje, zmęczenie, brak
cierpliwości swoje

no i upadam w tej dziedzinie co krok, kolejnego dnia,
gdy dzieci rozdrażnione, ja też. Eh, życie...