Dodaj do ulubionych

Dziwne przypadki

08.06.05, 10:23
Miałam wczoraj niewesołe myśli. Myślalam sobie, że bliska mi osoba zrobiła
się nieprzewidywalna. Że boję się tego... Sprzątałam z synkem pokój
naladowana takimi myślami. Szło nam spokojnie i pogodnie pomimo tego. Przy
sprzątaniu klocków znależliśmy tatę i mamę z lego - gadali sobie odtąd. Potem
uporządkowaliśmy skrzyneczkę i usiedliśmy radośnie, żeby sprawdzić czy
przesunęliśmy ja w dobre miejsce... Z półki córki spadła książeczka.
Podeszłam i odruchowo juz przeczytałam na czym się otworzyła :
" Niczego się nie boję,
bo Bóg jest ze mną
cóż może uczynić mi człowiek?
Bóg jest ze mną,
mój wspomożyciel"
psalm 118

czy Wam też zdarzają się takie drobiazgi ? Takie przypadki ?
Obserwuj wątek
    • pawlinka Re: Dziwne przypadki 08.06.05, 10:44
      Tak.
      Idę ulicą, miasto duże. Nagle intensywnie, pulsująco pojawia się myśl o kimś
      dawno niewidzianym, jakaś tęsknota za spotkaniem...Po trzech sekundach ta osoba
      wychyla się za rogu, a ja już jestem przygotowana na spotkanie i cieszę się od
      3 sekund.
      Ks. Jerzy Szymik, poeta, zwykł mówić: "przypadek jest to pocałunek Pana Boga"
    • yen74 Re: Dziwne przypadki 08.06.05, 10:59
      Zdarzają się wink
      To zapewne sprawka moich ukochanych Aniołów.
      Anioły przemawiają do nas na różne sposoby.
      Mi się najczęściej zdarza "poczuć" Anioła jak jestem na grobie córki. Czasami
      pojawia się wiatr, który głaszcze mnie po karku.
      Czasami jest to myśl natrętna, żeby nie jechać w dane miejsce, a przecież
      racjonalnych powodów na " nie jechanie" brak.
      Mój mąż raz sobie jechał z pracy do domu (15 km), nagle poczuł głód tak mocny,
      że musiał się zatrzymać, bo ręce mu się z głodu trzęsły. Do domu na obiad miał
      jakieś 5 min jazdy. Jednak się zatrzymał, zjadł i ... najechał na wypadek
      drogowy, który zdarzył się kilka min wcześniej. Byłby tam zapewne gdyby nie ten
      głód.
      Będąc ze starszą córką w ciązy wracałam z pracy (zimą). Na przystanku pojawiła
      się mój autobus. Kiedy drzwi autobusu otworzyły się ja się odwróciłam i poszłam
      do sklepu meblowego (?!). Pojechałam następnym (10 min później) Gdy wysiadłam i
      poszłam na przejście dla pieszych obok mojego domu zobaczyłam widok
      przerażający. Samochód wjechał na przejście i zabił 2 osoby, 3 były ranne.
      Zdarzyło się to jak mój pierwszy autobus "wypuścił" pasażerów.
      Przykładów mam jeszcze mnóstwo, ale nie będę zanudzać wink
    • luccio1 Re: Dziwne przypadki 12.06.05, 22:23
      Dzisiaj, mogła być 15, usiadłem na Plantach na ławce koło Franciszkanów;
      naprzeciw mnie, po drugiej stronie alejki, siedziała młoda mama z dzieckiem w
      wózeczku. Nagle na środek alejki, między nas, padła spróchniała gałąź, sporych
      rozmiarów - nie robiąc nikomu nic złego.
      • netus Re: Dziwne przypadki 12.06.05, 22:36
        Opowiqdajcie o tym , to dla mnie wazne, bardzo wazne
        • nulleczka Re: Dziwne przypadki 13.06.05, 09:45
          Dużo takich "dziwnych przypadków" spotkało mnie w czasie choroby mojej mamy.
          Było to parę lat temu. Pamiętam, że 17 maja byłam na czuwaniu nocnym w wigilię
          Zesłania Ducha Świętego. Klęczałam przed dużym krucyfiksem i uświadomiłam
          sobie, jak zawsze bardzo się bałam cierpienia.Całą noc modliłam się więc, żebym
          umiała przyjąć cierpienie, żebym pod jego ciężarem się nie uginała itp.
          I 19 maja zadzwoniła moja siostra z wiadomością, że mama ma raka mózgu.Myślę,
          że to czuwanie mnie umocniło i przygotowało na tę wiadomość. Przed wyjazdem do
          domu mamy zadzwoniłam jeszcze do mojego obecnego męża (wtedy traktowałam go
          jako przyjaciela). I kiedy on modlił się za mnie, przypomniała mu się bolesna
          ogrójcowa modlitwa Pana Jezusa, że wtedy umacniał Go Anioł. (aha, a wcześniej
          opowiadał mi, że bardzo kocha swojego Anioła Stróża, którego nazywa Kubą -
          słuchałam tego raczej obojętnie, bo sama jakos w pomoc Aniołów nie wierzyłam).
          No i teraz poprosił tego swojego Kube, żeby się mna opiekował.
          Musiałam dostać się jakoś na dworzec, a nie było akurat żadnego autobusu.
          Postanowiłam więc złapać jakąś okazję. I przyszła mi do głowy myśl, że jest
          przy mnie jakis Anioł. Było to o tyle dziwne, że przecież w żadne Anioły
          specjalnie nie wierzyłam , no i nic nie wiedziałam o tej modlitwie mojego
          przyjaciela.
          _ dobra, jak juz przy mnie jesteś, to pomóz mi z ta "okazją"- powiedziałam.
          Zatrzymał sie garbus z sympatycznym kierowcą w środku i podrzucił mnie na
          dworzec.
          Ośmielona taka natychmiatową pomocą poprosiłam Anioła, żeby mamie jak
          najszybciej udzielono Sakramentu chorych i jeszcze o parę rzeczy. Wszystko
          zostało wysłuchane.
          Wiedziałam, że mama wybiera się do bioenergoterapeuty i juz rozmawiała na ten
          temat z moja siotrą( a przed wyjazdem do domu przeczytałam Słowo Boże "nie
          dajcie się uwieść różnym i obcym naukom"). Poszłyśmy z siostrą na Mszę, gdzie
          dotarło do mnie, że ten Anioł to Kuba i poleciłam mu sprawę tej nieszczęsnej
          bioenergo....
          Wyobraźcie sobie, że po wyjściu z koscioła pierwsze pytanie mojej siostry
          było "a czemu ta bioenergoterapia jest zła" i - co przedziwne - udało mi sie ja
          przekonać. Ona przekonała mamę, która w dodatku spotkała kobietę, która bardzo
          z powodu takich wizyt ucierpiała psychicznie.
          Kiedy mama była tuż przed operacja, zmarł wujek. Wieczorem, po pogrzebie,
          dzwoni mój przyjaciel. Pyta, co z mamą. A potem zadaje pytanie "a kto u Ciebie
          w rodzinie zmarł, bo Kuba dał mi odczuc, żebym się modlił za zamrłego z Twojej
          rodziny."
          Wracałam do siebie pociągiem i szkoda mi było, że będę się musiała rozstać
          Z Kuba.Zżyliśmy się bardzo. Spytałam mojego Anioła, jak ma na imie, ale jakoś
          mi nie odpowiedział. Czytałam w pociągu Słowo Boże i bardzo do mnie przemówił
          fragment, jak JONATAN obiecuje swoja przyjaźń Dawidowi. Czułam, że to słowa
          jakoś szczególnie skierowane do mnie, ale nie wiedziałam o co chodzi.
          Po Przyjeździe wpadłam do mojego przyjaciela. Powiedział mi że ja przecież tez
          mam swojego Anioła, który ( jak mu się wydaje) ma na imię JoNATAN (a oczywiście
          nie mówiłam mu nic o tym czytanym w pociagu Słowie Bożym). No i tak sie
          zaprzyjaźniłam z moim Jonatanem. Stał sie kimś realnymw moim życiu.
          Dużo jeszcze było takich przypadków w tym czasie i gdy przygotowałam się do
          małżeństwa. Myślę, że Bóg po prostu przeniósł mnie przez to wszystko dając taka
          bardzo namacalna pomoc.
          • mama_kasia Re: Dziwne przypadki 13.06.05, 10:09
            Nulleczko, Twoja opowieść brzmi jak bajka, ale ja też wierzę
            w Anioły i proszę je o pomoc w różnych konkretnych sprawach smile
          • glupiakazia Re: Dziwne przypadki 13.06.05, 12:51
            Nulleczko, piekne to jest.
            A mnie kiedys jedna zaprzyjazniona zakonnica powiedziala, ze zawsze dobrze jest
            pomodlic sie do Aniola Stroza naszych przeciwnikow czy nieprzyjaciol. Niestety
            u mnie jak na razie nie zadzialalo, ale u niej chyba tak smile
    • nordynka1 Re: Dziwne przypadki 13.06.05, 11:58
      Trzy lata temu. Wynajmuję wspólnie z koleżanką mieszkanie. Jestem od dłuższego
      czasu bez pracy. Ostatnie miesiące ratował mnie spory zwrot podatku za
      poprzedni rok ale teraz kasa jest pusta...nie mam czym zapłacić za czynsz. No
      nie mam! Przychodzi pismo ze spółdzielni "Nadpłata za wodę.." Zużycie wody dużo
      mniejsze niż wniesiona z góry zań opłata. W efekcie nastepne trzy miesiące nie
      musimy płacić czynszu. Po tym czasie znajduję pracę..

      Dwa lata temu. Wrócilismy właśnie z mężem z naszego tygodnia poślubnego
      spędzonego w Krakowie. Moja praca zaczyna mnie na serio drażnić - na czarno, za
      marny grosz, niewiele się tu mogę nauczyć, traktują mnie tu jak narzędzie do
      rysowania projektów w komp, a nie jak osobę. Zaczynam o tym intensywnie myśleć.
      Postanawiam w myśli, że szukam innej pracy, od zaraz. W tym momencie dzwoni
      telefon - "czy pani oferta jest aktualna?" . A cv wysłałam im ponad rok
      wcześniej.. Tydzień później pracuję w Gdyni. Świetni ludzie, współpracujący ze
      sobą i tworzący grupę przyjaciół. Etat. Mogę urodzić dziecko i mam gdzie
      wracać. Dużo się uczę. I bardzo lubię to miejsce pracy. Nazwałam ją sobie
      naszym prezentem ślubnym.
    • mader1 Re: Dziwne przypadki 13.06.05, 17:43
      Ja chciałam tylko dodać, że zdarzyło się ( mnie osobiście - ale innym też )
      cos z kategorii "dziwnych przypadków" na tym forum.
      Czasem ma się jakieś kłopoty - nie bardzo duże, ale trochę załamujące w danej
      chwili. Zdarzyło się, że choć nikt o tym jeszcze nie wiedział, ktoś pisal cos
      miłego, co podnosiło na duchu smutasa.
      • verdana Re: Dziwne przypadki 13.06.05, 23:51
        Straciłam dobrą chałturę, co bardzo zmniejszyło nasze dochoy. Przez pół roku,
        kiedy "wisiała na włosku" próbowałam dowiedzieć się, czy ktoś nie ma dla mnie
        pracy - nic.
        W dniu, gdy sprawa rozstrzygnęła się na "Nie"Napisałam CV i postnowiłam obejść
        wyższe uczelnie. zaczęłam od najblizszej - 7 mint spacerowym krokiem od domu.
        Wchodzę, zostawiam CV, wracam. Po 10 minutach telefon "Proszę przyjś". Idę.
        Okazuje się, sprawami personalnymi zajmuje sie tam pani, która konczyła tę samą
        szkołę co ja i mnie pamieta. Mówi, że moje podanie będzie pierwsze gdy się coś
        zwolni. Schodziłam do "Pięciu Stawów" gdy zadzwoniła komórka. Przyjęli mnie. W
        pierwszym i jedynym miejscu, do którego poszłam prosto z ulicy.
        • luccio1 Re: Dziwne przypadki 14.06.05, 00:55
          Kto może wiedzieć, może jeszcze i mnie tak wypali? Podbudowałaś mnie Twoim
          opowiadaniem.
          Łukasz.
    • nordynka1 Re: Dziwne przypadki 14.06.05, 11:59
      Marzec tego roku. To moja pierwsza ciąża. Termin rozwiązania minął już z
      tydzień temu. Nie mogłam się juz doczekać końca, nachodziły mnie różne myśli o
      tym co może się stać złego - i poprosiłam o pomoc świętego Józefa. 19 marca, 12
      dni po terminie zaczyna się poród. Wreszcie! Jedziemy do szpitala. Badają,
      stwierdzają, że poród się zaczął i..informują, że jest blokada oddziału i nie
      mogą mnie przyjąć. A chciałam tam ,a chciałam w wodzie..trudno. Odesłano mnie
      karetką do innego. Poród okazuje się być długi i bardzo wyczerpujący. Pod
      wieczór jest zmiana dyżuru. I nagle w naszym pokoju pojawia się pani Dagmara,
      położna, którą znamy ze szkoły rodzenia. Pomaga nam bardzo. I medycznie i przez
      samą swoją obecność. A 19 marca jest uroczystość świętego Józefa...
    • pysio8 Re: Dziwne przypadki 28.06.05, 12:43
      Latem ubiegłego roku, kiedy już MI-SIĘ surprised nic nie chciało i nic nie podobało,
      a całe życie przypominało totalny bałagan, to wydarzyło się parę zaskakujących
      i dobrych rzeczy.
      Szłam sobie ze starszą sąsiadką pod rękę , wędrowałyśmy do banku, i tak
      myślałam, co ja właściwie tu robię, nie chcę tak żyć, nic MI-SIĘ nie układa,
      nie mam siły... i wtedy jakiś przechodzień uścisnął mnie za rękę, taki gest
      pomocy i wsparcia- no dalej idź pysio, nie łam się smile). A jak się odwróciłam,
      to nie wiedziałam kto to był, wmieszał sie w tłum Warszawy.
      Któregoś razu idąc do tej samej sąsiadki znalazłam mały obrazek z przykazaniami
      kościelnymismile) i wtuloną w siebie na odwrocie Rodziną św.- dominuje przepiękny
      pomarańczowy kolor. Obrazek stoi na honorowym miejscu na mojej półce, uwielbiam
      się w niego wpatrywać.
      A kiedy byłam u innej mojej wówczas podopiecznej natknęłam się na młodego
      franciszkanina, który z uporem, ale w przemiły sposób mówił o posłuszeństwie
      Bogu i przełożonym, i podarował mi medalik z wizerunkiem Matki Boskiej(noszę
      go) i broszurę o świetym M.Kolbe.
    • yen74 Re: Dziwne przypadki 28.06.05, 14:52
      To ja Anielsko wink
      Rankiem po śmierci Ojca Świętego znalazłam na tarasie dwa białe pióra. Jedno
      duże a drugie niewielkie. Uśmiechnęłam się szczerze, bo wiedziałam już, że moja
      córeczka jest pod właściwą opieką Ojca Świętego...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka