Dodaj do ulubionych

o modlitwie raz jeszcze – spór i zaufanie

08.08.05, 12:51
Był niedawno wątek o modlitwie, ale - mi chodzi o to co Biblia określa
jako ‘mocowanie z Bogiem’. Czy to tylko dla Patriarchów albo Wybrańców
będących ‘blisko Boga’? Bo przecież czasami chodzi o coś naprawdę ważnego...
Czy mam prawo?

Od kilku dni spieram się z Bogiem, tak na serio. Tydzień temu było mi bardzo
trudno i czułam potrzebę ‘prowadzenia sporu’. Czułam, że w tej sytuacji
(pewnie się domyślacie – chodziło o moją ciążę) ‘tylko’ proszenie byłoby
chowaniem się w fałszywą pokorę oraz pójściem na łatwiznę.

Czułam, że zawierzenie, zaufanie, w tej sytuacji, objawia się w
podjęciu ‘walki’. Pytałam siebie czy jest we mnie tyle zaufania do Boga, aby
się z Nim spierać o to co dla mnie ważne...
Miałam wrażenie, że pozostawienie sprawy ‘będzie jak Bóg da’ i próbowanie
pogodzić się z tym co miałoby nastąpić będzie asekuranctwem w tej sytuacji,
że to powiedzenie nie wprost ‘aż tak mi, Boże, nie zależy’ – takie magiczno-
pogańskie ‘zabezpieczenie się’ przed krzyżem...
Miałam wrażenie, że właśnie ‘spór’ może być w tej sytuacji wyrazem
prawdziwego zaufania do Boga, że to też sposób potraktowania Boga ‘na
poważnie’, Boga i siebie.

Tylko nie zrozumcie mnie opacznie – uważam, że ‘spory’ z Bogiem to naprawdę
wyjątkowa sprawa, ale właśnie o taki wyjątek mi tutaj chodzi. No i oczywiście
nie chodzi mi o to, że daję Bogu ultimatum – koniec końców to zawsze
jest ‘nie moja, lecz Twoja wola’. Chodzi mi o samą postawę wobec trudności,
które nas spotykają, o możliwość sporu z Bogiem.

Mam też obawy – czy w zbytni antropomorfizm nie popadam... Ale wiecie – to
była naprawdę ‘oczyszczająca’ rozmowa. Właśnie ona pozwoliła mi pogodzić się
z moim niepokojem, z pełnym napięcia ‘co będzie dalej?’.
No i ośmielają mnie też dwa teksty, na które natknęłam się kilka dni temu
(przypadkiem - ?wink:

Jeden to komentarz do czytań mszalnych z zeszłego wtorku z portalu Wiara,
zacytuję w całości:
(link jest tutaj-pod poniedziałkiem trzeba kliknąć na strzałkę ‘w tył’ i
odszukać wtorek)
www.wiara.pl/tematcaly.php?curr_hit=1&idenart=1030982770
<„Dlaczego Twoi uczniowie postępują wbrew tradycji starszych?” Jestem
grzeczny, nie wychodzę przed szereg. Zamiast objąć Pana wpół i mocować się z
Nim, składam rączki. A jeśli nie jest to szczere? Niby znam na pamięć
słowa „Wiedź ze Mną spór, Ja cię usprawiedliwię”, ale jakoś nie wypada. Wolę
udawać, że wszystko jest w porządku. Nie postępuję wbrew tradycji. Inni,
widząc złożone ręce, szepną: to porządny, pobożny chłopak. Nikt nie będzie
wiedział, jakim jestem tchórzem.>

Drugi to komentarz o. Jacka Salija:
www.mateusz.pl/wdrodze/nr383/11.htm
Czy też macie takie momenty w trudnych chwilach, gdy czujecie, że właśnie
niepodjęcie ‘walki’ byłoby okazaniem Bogu braku zaufania? Jak sobie radzicie?

Obserwuj wątek
    • netus Re: o modlitwie raz jeszcze – spór i zaufan 08.08.05, 17:11
      Droga Samboraga!
      U mnie jest pewnego rodzaju przyzwolenie na spór z Panem Bogiem. Oczywiście, nie
      w sprawach błahych, ale fragment :"chdżcie i spór ze mna wiedżcie, mowi Pan",
      daje mi taką możliwość. Kilkakrotnie targowałam się z Panem Bogiem, w sprawach
      kluczowych w zyciu, nie zawsze "stawało na moim", ale zawsze dawało to ogromy
      pokój i łaski do znoszenia trudnych spraw. Na pewno "spieranie" sie z Bogiem
      jest wyznacznikiem naszej odpowiedzialności. Pamioętasz jak Mojżesz dziwił się,
      dlaczego on ma prowadzić lud? Nie nadawał się do tego, a Pan Bóg dał mu Aarona.
    • darcia73 Re: o modlitwie raz jeszcze – spór i zaufan 08.08.05, 17:20
      Ja jestem zawsze szczera przed Bogiem, jezeli mi na czyms zalezy mowię Mu o tym
      wprost w modlitwie; to jest tez tak - bliska społecznosc z Bogiem daje pokoj i
      zaufanie ale uwazam, ze powinnam prosic o sprawy dla mnie wazne, Bog jest moim
      przyjacielem i najgorsze jest udawanie pokory, kiedy serce i tak się burzy
    • aka21 Re: o modlitwie raz jeszcze – spór i zaufan 09.08.05, 10:37
      Ja już wcześniej pisałam trochę o swojej modlitwie, o proszeniu o konkrety
      itd. Wydaje mi się ,że najlepszym dowodem na to, iż taka modlitwa jest miła
      Bogu jest to co sama napisałaś
      Ale wiecie 
      > 211; to
      > była naprawdę ‘oczyszczająca’ rozmowa. Właśnie ona pozwoliła mi pog
      > odzić się
      > z moim niepokojem, z pełnym napięcia ‘co będzie dalej?’.
      Pokój serca to jest to co napewno pochodzi od Boga.
      Dla mnie taka postawa jest przyjęciem samej siebie taką jaką jestem, jaką mnie
      Bóg stworzył i jaką mnie kocha, a także potrzebuje. (I nie chodzi mi tutaj o
      pobłażanie sobie i usprawiedliwianie braku pracy nad własnym charakterem).
      Szczerość wobec Boga jest chyba najbardziej oczyszczająca.
      Napisałaś:
      Czułam, że zawierzenie, zaufanie, w tej sytuacji, objawia się w
      > podjęciu ‘walki’. Pytałam siebie czy jest we mnie tyle zaufania do
      > Boga, aby
      > się z Nim spierać o to co dla mnie ważne...
      > Miałam wrażenie, że pozostawienie sprawy ‘będzie jak Bóg da’ i prób
      > owanie
      > pogodzić się z tym co miałoby nastąpić będzie asekuranctwem w tej sytuacji,
      > że to powiedzenie nie wprost ‘aż tak mi, Boże, nie zależy’ –
      > takie magiczno-
      > pogańskie ‘zabezpieczenie się’ przed krzyżem...
      > Miałam wrażenie, że właśnie ‘spór’ może być w tej sytuacji wyrazem
      > prawdziwego zaufania do Boga, że to też sposób potraktowania Boga ‘na
      > poważnie’, Boga i siebie
      Całkowicie się z tym zgadzam! Bóg nigdy nie zakazał nam zadawania
      pytań, "walczenia", spierania się (mamy na to wiele dowodów zarówno w Biblii
      jak i w życiu świętych) ! Wydaje mi się,że właśnie taka postawa jest
      świadectwem naszej wiary, naszego oddania sie Bogu i zaufania Mu. Przecież w
      tym wszystkim jest szacunek do Boga, jest świadomość jego mocy i miłości.
      Piszesz, że to wyjątkowa sytuacja. Mnie się wydaje, że Bóg troszczy się o każdy
      szczegół naszego życia i wszystko dla Niego jest "jednakowo ważne".
      Hierarchię "ważności spraw" tworzymy my. Może dlatego gdy jest mi ciężko to Mu
      o tym mówię, proszę o pomoc, proszę o konkrety. Wiem, że jest On dla mnie Panem
      i Zbawicielem, ale także kochającym Ojcem i Przyjacielem i tak zwyczajnie nie
      muszę się Go bać. Mogę w pełni ufać i być szczera. W rzeczywistości niestety
      wychodzi to różnie. Zawsze jest jednak droga powrotu dzięki Jego miłosierdziu.
      Przecież i Jezus będąc człowiekiem "siłował" się z Ojcem, nie chciał cierpienia
      i śmierci (pisze o tym pięknie o. Salij). Prosił też innych o modlitwę i
      wyrzucał uczniom jak nie wytrwali. To chyba też szkoła dla nas. Szkoła
      prawdziwego człowieczeństwa w którym jest lęk, ale i pełne zaufanie Bogu.
      Nie wiem, może moje rozumowanie jest błędne, każdy ma inną drogę do Boga, ale
      mnie taka postawa tylko do Niego zbliża, a nie oddala.
      Serdecznie pozdrawiam
      Agnieszka
      • samboraga Re: o modlitwie raz jeszcze – spór i zaufan 09.08.05, 14:08
        Jakoś tez tak to czuję ja i Wy piszecie - zwłaszcza o szczerości w tej
        rozmowie, ja mam takie wrażenie, nie wiem czy teologicznie trafnewink że to
        właśnie ta szczerośc usprawiedliwia...
        No i ten spokój, pokój wewnetrzny - to mnie zastanawiało...czy to do Boga czy
        przeciwnie, zamknięcie jakieś w sobie, w samozadowoleniu... Ale na szczęście i
        Wy o tym piszeciesmile) Dziekismile
        • aka21 Re: o modlitwie raz jeszcze – spór i zaufan 09.08.05, 14:20
          Piszesz:
          • aka21 Re: o modlitwie raz jeszcze – spór i zaufan 09.08.05, 14:24
            Przepraszam, źle mi się wysłało!
            Piszesz:
            to
            > właśnie ta szczerośc usprawiedliwia...
            Mnie się wydaje, że nie ma potrzeby się usprawiedliwiać. Antropomorfizując
            dalej myślę, że Bóg cieszy się, że mamy "konkretne" charakterysmile)) A może ja
            przesadzam?
            • samboraga Re: o modlitwie raz jeszcze – spór i zaufan 09.08.05, 14:49
              tak, może nie tyle o usprawiedliwienie chodzi, co o taki, ja wiem, skłądnik
              naszej postawy, że to nie jest takie właśnie 'wymuszanie' na Bogu, takie
              nonszalanckjie 'chcę i mam dostać'...
              no właśnie, tutaj ta antropomorfizacja się kłania...

              A z tymi 'konkretami' to masz racjęsmile) Też tak to odczuwam.

              Ja pamiętam wątek Mamy Kasi o modlitwie, bardzo piękny, pamiętam i Twoje posty.
              To jest chyba tak, że każdy człowiek zaczyna mieć w pewnym momencie
              swoje 'modele' modlitwy - właśnie związane z tym jaki ma charakter, historię
              życia za sobą, jaką ma naturę... I w ten sposób Bóg go 'leczy', pomaga mu,
              prowadzi go...

              To dla mnie było wyzwalające odkrycie z tym sporem, bo to jest zgodne z moim
              charakterem, z takim codziennym podejściem do różnych spraw. Jakoś próbowałam
              osiągnąć ten spokój serca i 'pogodzenie' się z wola Bożą przez takie
              zawierzenie 'że nic nie chcę dla siebie' - ale ze zdumieniem odkryłam moje
              drugie, fałszywe dno tej postawy...
              Tak myślę, że możliwe, że być może teraz potrzeba mi takiej modlitwy, że po
              przejsciu przez takie doświadczenia 'spokornieje' moja modlitwa, ja wiem?
              • yen74 Re: o modlitwie raz jeszcze – spór i zaufan 10.08.05, 00:09
                Nasuwa mi się tu pewien fragment Ewangelii Św. Marka:
                'a nie wątpi w duszy,lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu sie stanie.
                Dlatego powiadam wam: wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam,
                tylko wierzcie, a otrzymacie.' (Mk 11, 23-24)
                Mam wrażenie, że Bóg wie i tak co dla nas najlepsze w danej chwili. Odpowiedzi
                Boga na nasze wołanie wcale nie muszą byc proste. To On dał nam Aniołow-
                orędowników naszych modlitw, dał nam Świętych.
                Wcale nie musimy być bezwolni z swoich modlitwach. Bogu zapewne podobaja sie
                nasze prośby. Jak każdemu ojcu, gdy dziecko przychodzi i prosi.
                To jest chyba troche właśnie tak-córka przychodzi do taty: daj czekoladę.
                Ojciec odmawia, bo wie, że to zdrowe nie jest. Ale córka nadal prosi.
                Skutecznie winkPotem zas poznaje konsekwencje swojej prosby, gdy mama prowadzi
                do dentysty.
                Bóg ulega naszym modlitwom, a my nie widzimy konsekwencji naszych modlitw.
                Tak sobie myslę właśnie.
            • mama_kasia Re: o modlitwie raz jeszcze – spór i zaufan 16.08.05, 08:39
              A to fragment z apokalipsy:
              "Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
              Obyś był zimny albo gorący!"
              To odnośnie konkretnych charakterów smile
              Ciekawy ten wątek.
    • mamalgosia piękna książka 16.08.05, 11:45
      "Jak JAkub z aniołem" Rogowskiego , spróbuj ją przeczytać. Jak nie dotrzesz, a
      chciałabyś, to mogę Ci pozyczyć
      • samboraga Re: piękna książka 16.08.05, 14:19
        spróbuję poszukać - a w razie czego odezwę się
        tytuł brzmi zachecającosmile)
        • mamalgosia Re: piękna książka 16.08.05, 14:33
          dobrze
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka