Był niedawno wątek o modlitwie, ale - mi chodzi o to co Biblia określa
jako ‘mocowanie z Bogiem’. Czy to tylko dla Patriarchów albo Wybrańców
będących ‘blisko Boga’? Bo przecież czasami chodzi o coś naprawdę ważnego...
Czy mam prawo?
Od kilku dni spieram się z Bogiem, tak na serio. Tydzień temu było mi bardzo
trudno i czułam potrzebę ‘prowadzenia sporu’. Czułam, że w tej sytuacji
(pewnie się domyślacie – chodziło o moją ciążę) ‘tylko’ proszenie byłoby
chowaniem się w fałszywą pokorę oraz pójściem na łatwiznę.
Czułam, że zawierzenie, zaufanie, w tej sytuacji, objawia się w
podjęciu ‘walki’. Pytałam siebie czy jest we mnie tyle zaufania do Boga, aby
się z Nim spierać o to co dla mnie ważne...
Miałam wrażenie, że pozostawienie sprawy ‘będzie jak Bóg da’ i próbowanie
pogodzić się z tym co miałoby nastąpić będzie asekuranctwem w tej sytuacji,
że to powiedzenie nie wprost ‘aż tak mi, Boże, nie zależy’ – takie magiczno-
pogańskie ‘zabezpieczenie się’ przed krzyżem...
Miałam wrażenie, że właśnie ‘spór’ może być w tej sytuacji wyrazem
prawdziwego zaufania do Boga, że to też sposób potraktowania Boga ‘na
poważnie’, Boga i siebie.
Tylko nie zrozumcie mnie opacznie – uważam, że ‘spory’ z Bogiem to naprawdę
wyjątkowa sprawa, ale właśnie o taki wyjątek mi tutaj chodzi. No i oczywiście
nie chodzi mi o to, że daję Bogu ultimatum – koniec końców to zawsze
jest ‘nie moja, lecz Twoja wola’. Chodzi mi o samą postawę wobec trudności,
które nas spotykają, o możliwość sporu z Bogiem.
Mam też obawy – czy w zbytni antropomorfizm nie popadam... Ale wiecie – to
była naprawdę ‘oczyszczająca’ rozmowa. Właśnie ona pozwoliła mi pogodzić się
z moim niepokojem, z pełnym napięcia ‘co będzie dalej?’.
No i ośmielają mnie też dwa teksty, na które natknęłam się kilka dni temu
(przypadkiem - ?

:
Jeden to komentarz do czytań mszalnych z zeszłego wtorku z portalu Wiara,
zacytuję w całości:
(link jest tutaj-pod poniedziałkiem trzeba kliknąć na strzałkę ‘w tył’ i
odszukać wtorek)
www.wiara.pl/tematcaly.php?curr_hit=1&idenart=1030982770
<„Dlaczego Twoi uczniowie postępują wbrew tradycji starszych?” Jestem
grzeczny, nie wychodzę przed szereg. Zamiast objąć Pana wpół i mocować się z
Nim, składam rączki. A jeśli nie jest to szczere? Niby znam na pamięć
słowa „Wiedź ze Mną spór, Ja cię usprawiedliwię”, ale jakoś nie wypada. Wolę
udawać, że wszystko jest w porządku. Nie postępuję wbrew tradycji. Inni,
widząc złożone ręce, szepną: to porządny, pobożny chłopak. Nikt nie będzie
wiedział, jakim jestem tchórzem.>
Drugi to komentarz o. Jacka Salija:
www.mateusz.pl/wdrodze/nr383/11.htm
Czy też macie takie momenty w trudnych chwilach, gdy czujecie, że właśnie
niepodjęcie ‘walki’ byłoby okazaniem Bogu braku zaufania? Jak sobie radzicie?