Dodaj do ulubionych

Zaaranżowane spotkania

03.10.05, 15:30
Pamiętacie ? Kiedyś, a w niektórych kulturach jeszcze do dziś, rodzice
starali się połaczyć młodych w parę. Była też wykorzystywana swatka, kuzyni.
Dziś radzimy sobie sami.
Czy to lepiej ? Co mówili rodzice o Waszych sympatiach ? Czy naprawdę lepiej
widzą katastrofę? Czy starali się przekonać was do jakiegoś dziecka
znajomych ?
Hindusi mówią, że oni stawiają zimną zupę na gorącym piecu i ją podgrzewają,
Europejczycy zaś gorącą na zimnym i ona... stygnie.
Obserwuj wątek
    • kramla Re: Zaaranżowane spotkania 03.10.05, 22:37
      No cóż myślę, że takie zaaranżowane małżeństwa w naszej kulturze to
      rzadkość.Rodzice nie stanowią zbytniego autorytetu w tym względzie, zwłaszcza
      gdy w grę wchodzi odradzanie partnera na przyszłego małżonka.Tak właśnie było u
      mnie.Mój tata postawił szlaban totalny mojemu chłopakowi, a kiedy on mi się
      oświadczył odmówił mu z hukiem mojej ręki.Sytuacja ta podziałała na nas jak
      magnes: tym bardziej mimo przeszkód garnęliśmy się ku sobie, jednakże zamiast
      poznawać się na wielu płaszczyznach i w pokoju przeżywać nasz związek
      narzeczeński, skupiliśmy się na walce o wspólną przyszłość.Wygraliśmy. Tata
      wyprawił nam jednak wesele i dzis jesteśmy 10 lat poślubie.Niestety, muszę
      przyznać, że stawiając silny sprzeciw naszemu związkowi mój tato dopatrzył się
      rzeczywistych zagrożeń dla mojego małżeństwa i w kilku rzeczach niestety miał
      nosa.Czy dzisiaj żałuję , że nie posłuchałam taty? Myślę ,że na ówczesny moment
      nie mogłam inaczej postąpić.Moi rodzice nie prowadzili ze mna rzeczowych i
      życzliwych rozmów na temat mojego związku , były głównie moralizmy, kazania,
      upkorzania, a ja zwyczajnie chciałam od tego uciec.Im bardziej atakowali, tym
      bardziej ja marzyłam o nowym wspólnym domu z moim mężem.No i teraz go mam.Dom i
      męża.Życie nielandrynkowe.Ale jednak Życie.I mimo, że przyszły takie momenty,
      ze zwątpiłam w jakikolwiek ogień pod naszą zupą, pewien Palacz ciągle na nowo
      ja podgrzewa i nie pozwala zupce zupełnie wystygnąćsmile.Myślę, jestem przekonana,
      że mimo tych wszystkich poważnych faktów i ciemnych stron naszego małżeństwa
      mój tata sie mylił wątpiąc w sens naszego małżeństwa.Bo od samego poczatku
      naszego może ciut nieodpowiedzialnego związku był z nami Bóg.Chcieliśmy, mimo
      naszych grzesznych natur by On z nami był.On ciągle o nas walczy i patrzy na
      nas oczami naszych córeczek.A kiedy na nie patrzę (zwłaszcza jak śpiąwink)) nie
      żałuje że nie posłuchałam taty.No, nie tylko dlatego nie żałuję smile.
      • alex05012000 Re: Zaaranżowane spotkania 04.10.05, 09:18
        mader!, przypomniałaś mi jedno śmieszne zdarzenie z młodości, kiedy mama moja
        zaprosiła na herbatę jedną panią z synem, co by ewentualnie myśmy byśmy itd...
        oczywiście nic z tego nie wyszło, może zresztą to było tak pół żartem pół
        serio...ale w pewnym (moim) wieku mama się martwiła, że nikogo nie mam, jak to
        sie mawiało, tylko, że nie wzięła pod uwagę czynników, które do tego stanu
        prowadziły, no, ale nie będę sie na forum rozpisywać o tych sprawach...
        co zaś do mojego przyszłego męża, to przedstawiłam go rodzicom, po tym jak już
        u mnie zamieszkał! (miałam własne M) i mając 28 lat!!! więc nikt nie śmiał
        skomentować nawet jednym słówkiem....., o odradzaniu nie wspomnę, zresztą jak
        napisałam ja miałam 28 lat a mój facet 39 więc nie byliśmy "dziećmi" ....
        jedynie po kilku miesiącach i mama i teściowa nalegały na szybką legalizację
        urzędową związku (na kocią łapę w niektórych środowiskach nie uchodzi...);
        przedtem nikogo nie przedstawiałam, więc rodzice nie mieli kogo komentować...
        ani krytykować... ani odradzać.... w tym roku obchodziliśmy 11 rocznicę ślubu i
        mimo pewnych problemów (finanse i kiedyś poczęcie dzieci) jesteśmy jak
        przysłowiowe wino - im starsze tym lepsze... - maria/alex
    • mader1 Re: Zaaranżowane spotkania 05.10.05, 09:51
      Ja sama wybrałam męża smile i muszę powiedzieć, że chociaż może z ulubieńcami
      rodziców miałabym łatwiej finansowo i prościej - wybrałam na męża dużo lepszego
      czlowieka, mężczyznę. I płacę za to jego skomplikowanie , wrażliwość,
      błądzenie. Ale to jest to życie właśnie i wspólne wzrastanie.
      Ale napisałam o tym, bo słyszalam o historii, która zdarzyła się kilka lat temu
      w małej miejscowości.
      Pracowały ze sobą dwie panie - jedna przyszła właśnie do pracy, po szkole,
      druga była już doświadczoną pracownicą. Zbliżyły się, miały coraz więcej
      wspólnych tematów, bardzo się polubiły. I starsza pomyślała sobie, że cudownie
      byłoby miec taką córkę. Przyniosła album do pracy, z zadowoleniem zauważyła, że
      młodsza uśmiecha się na widok jej syna. Zaprosiła ją. Zaaranżowała spotkanie.A
      dzieci poznały się, spodobały się sobie i pokochały. I ma synową juz przez
      kilka lat. Ciągle jest z niej zadowolona.
      Sama mam ulubionych kolegów mojej córki smile)))) choć jest jeszcze bardzo młoda.
      Patrzę. Zastanawiam się na ile rozmowy ze mną wpływaną na jej wybory.
      • glupiakazia Re: Zaaranżowane spotkania 05.10.05, 10:13
        > Ja sama wybrałam męża smile

        ja tezsmile

        i muszę powiedzieć, że chociaż może z ulubieńcami
        > rodziców miałabym łatwiej finansowo i prościej

        ano wlasnie. ja sobie mysle, ze te "aranzacje" mialy jakis swoj sens i
        uzasadnienie w czasach, kiedy rodzina byla w pewnym sensie "firma" zapewniajaca
        przetrwanie jednostkom. Sto lat temu na porzadku dziennym byly przy rodzinach
        rozmaite ciotki rezydentki, bo samotna kobieta nie miala szans sie utrzymac,
        jesli oczywiscie nie miala duzego wlasnego majatku. Dzisiaj to juz nie jest
        problem, bo nawet ludzie, ktorzy dzis sa uwazani za zyjacych na tzw. granicy
        ubostwa, wedlug dawniejszych miar, maja sie calkiem niezle. Zniknal 'przymus
        ekonomiczny' - zniknal 'argument' o zapewnieniu godziwej przyszlosci. Ale
        dzisiaj naprawde raczej sie z glodu nie umierasmile


        > Sama mam ulubionych kolegów mojej córki smile)))) choć jest jeszcze bardzo
        młoda.
        > Patrzę. Zastanawiam się na ile rozmowy ze mną wpływaną na jej wybory.

        A to juz duzo wiekszy klopot - te "aranzacje" w sferze duchowej... Kurcze, tez
        bede miala ten problem x 3smile)
        Mader, pisz, na pewno cos madrego podpatrzesmile
        • marzek2 Re: Zaaranżowane spotkania 05.10.05, 10:45
          Hmmm ciekawy temat. Kiedyś byłam absolutnie przeciw takim aranżacjom, ale teraz
          jak się człowiek starzeje to .... winkwink
          Nie no poważnie to tak - oczywiście nie podoba mi się w ówczesnym swataniu
          zupełny brak uwzględniania zdań i upodobań stron najbardziej zainteresowanych
          czyli przyszłych małżonków. To nie tak ma być - jasne.

          Ale... z drugiej strony... trochę rozumiem podejście, że "miłość przyjdzie
          potem" - to znaczy nie uważam, że tak się dzieje, to znaczy, że trzeba zawierać
          małżeństwo z rozsądku itp, bo oczywiście są pary, które żadną miarą od siebie
          nie pasują i tyle. Tylko - w tym podejściu do sprawy jest cień tego, co mi się
          podoba - a mianowicie przekonania, że dobre małżeństwo buduje się na pracy nad
          związkiem, na wspólnym przerabianiu trudnej i czasem nudnej codzienności. To nie
          znaczy oczywiście, że miłość jest nieważna!
          Małżeństwo to nie miesiąc miodowy trwający całe życie - tak uważam. Emocje
          pojawiają się i znikają, pokażcie mi żonę, która CAŁY CZAS czuje się jak w dniu
          ślubu, a zapytam się jej, jak to robi.... Ja przynajmniej przez parę określonych
          znanych każdej kobiecie dni w miesiącu NIE czuję się jak w dniu ślubu bynajmniej
          smile))

          Nie podoba mi się panujące dość często podejście do związku, że to głównie
          emocje, namiętność, romantyczność, super seks cały czas i w ogóle. A jak to
          wszystko czasem opada - do widzenia, "już cię nie kocham". Pytanie tylko, czy to
          była miłość, czy po prostu hormony...

          Napiszę tak - moim marzeniem jest, żeby moja relacja z córkami była taka, żeby
          brały jednak pod uwagę moje zdanie dotyczące ich przyszłego męża, spotykanie się
          z chłopakami w ogóle. Nie będę nic narzucać, jasne. Ale wiadomo, chcę dla nich
          jak najlepiej itp...
          Jak na razie dobrze mi idzie, przynajmniej z Zuzią - jak dziewczyny kiedyś
          rozmawiały z kim się ożenią, Zuzia na jakąś tam propozycję Miki zareagowała tak:
          "Mika, nie możesz się ożenić z Marcinem! Przecież nie wiemy, czy Marcin kocha
          Pana Boga!. No tak, ale to jest moja mądra, rozsądna Zuzia. Mika ma swoje zdanie
          .... i już. Ma to niestety po mnie smile

          W przypadku mojej wielkiej nastoletniej miłości, która dzięki Bogu nie skończyła
          się ani ciążą, ani ślubem - moja mama miała rację ze swoimi obiekcjami.
          Dzięki Ci Panie za mojego męża, że poukładałeś mi w głowie na tyle, że mi się
          spodobał i zrozumiałam kogo warto szukać...
    • mamalgosia Re: Zaaranżowane spotkania 05.10.05, 10:54
      A ja uważam, że nie ma w tym nic głupiego. Oczywiście zostawiając ostateczny
      wybór osobom zainteresowanym. Przyznaję, że sama trochę zajmuję się takim
      swataniemsmile Mam już na swoim koncie jedno małżeństwo, jedną parę, trzy
      niepowodzenia i jedno w trakcie, więc jeszcze nie wiem, czy i co z tego wyjdzie.
      Jestem osobą, która późno zawarła związek małżeński i wiem, że w pewnym wieku
      trudno poznać tę drugą połówkę. Bo niby gdzie? Na ulicy podejść do obcego
      faceta? W kościele zagadać? Niektórzy uczęszczają na spotkania jakiejś
      wspólnoty, czy studiują - to jeszcze jakieś szanse są. Ale czasem człowiek po
      prostu zaczyna pracować i chodzi tylko do pracy, potem jest w domu, pomaa
      rodzicom, odwiedza rodzinę czy znajomych. I naprawdę nie ma jak kogoś poznać.
      Swego czasu "Gość Niedzielny" zaczął taką akcję - osoby samotne miały pisac
      listy. Ale potrwało to chyba dwa numery, potem zrezygnowali - podobno
      zainteresowanie było tak duże, że nie dali rady.
      A swoją drogą: mam fajną koleżankę , pannę, samotną, inteligentną, no, może ma
      swoje dziwactwa, ale dusza- człowiek. Lat 37
    • samboraga Re: Zaaranżowane spotkania 05.10.05, 11:34
      >Hindusi mówią, że oni stawiają zimną zupę na gorącym piecu i ją podgrzewają,
      >Europejczycy zaś gorącą na zimnym i ona... stygnie.

      To bardzo piękna metaforasmile Do pamiętania dla siebie jak akurat ciężko w tej
      miłości. I do uczenia dziecka, że to po ślubie trzeba zakasać rękawy, a nie
      przedwink) Tak jak to napisała Marzek.

      Męża poznałam juz w końcówce studiów, rodzice nie ingerowali. Chociaż wiem, że
      jego komentowali... A moi, przerabiajacy mnie na nieustająco na 'człowieka
      technicznego' (no a ja, na nieszczęscie, jedyna w rodzinie byłam inna) chyba
      ostatecznie się poddali, gdy wybrałam sobie humanistęwink) Oczywiście nie
      chodziło tylko o zawód, ale o całą, zupełnie inną, wizję życia... Nie tylko
      o 'byt'. Ale - za dorosła juz raczej byłam, a może znali mój upórwink
      A teraz jest tak, że sami przekonują sie kawałek po kawałku, że można żyć
      zupełnie inaczej niż oni i...też fajnie. Ciekawa jestem czy to przyznają, czy
      mi to kiedyś powiedzą sami z siebiecrying

      Myślę, że inaczej z tą ich ingerencją byłoby w wieku nastoletnim, ale nie
      miałam tego problemuwink. Sama będę sie bała zauroczeń nastoletnich u mojego
      syna. Ale chciałabym, aby juz w dorosłości mój syn potrafił sam zdecydować, sam
      wybrać. Aby znalazł bliskiego mu człowieka i na pewno mu powiem o tej zupiesmile))
      • kramla Re: Zaaranżowane spotkania 05.10.05, 12:40
        I tym sposobem zaczłyśmy rozmawiać na temat naszych dzieci i aranżacji ich
        związków.Czy mamy na to jakikolwiek wpływ za kogo wyjdą nasze córki, jakie żony
        znajdą nasi synowie?Ja myslę, że jednak do pewnego stopnia tak, że mozna pomóc
        dzieciom dbając i troszcząc się o dobór przyjaciół, albo przynajmniej próbować
        bliżej poznać tych z którymi przyjaźnią się nasze dzieci.Wiecej rozmawiać ,
        mniej osądzać.No i przedewszystkim dbać o dobór swoich znajomych.Zdaje się, że
        trochę myślę sloganami, ale często jest tak, że jesli nasi przyjaciele mają
        poukładane w głowie i są dobrymi ludźmi, jest mniejsze prawdopodobieństwo, ze
        ich dziecko sie wyrodzi i zostanie na przykad złodziejem samochodówwink.No a
        przecież wszędzie może się czaić potencjalny zięć albo synowawink)).
        • mader1 Re: Zaaranżowane spotkania 06.10.05, 17:45
          Nie mogę zbyt szczegółowo pisać, bo świat jest mały smile ale mam spośród kolegów
          córki swoich ulubieńców smile
          Moja mama na ogół najbardziej lubiła tych kolegów, którzy się wedlug mnie w
          ogóle nie nadawali na chłopców smile))) Ciekawe dlaczego ? Może w gruncie rzeczy
          wyczuwała, że nie ma niebezpieczeństwa ? smile)))
          Zwierzenia prowokują bardzo ciekawe rozmowy na temat różnic między chłopcami i
          dziewczynami smile niektóre są zabawne.
          -Mamo, przez pół godziny tłumaczył mi zasady gry ( to byla gra komputerowa,
          moja córka lubi planszowe, a nie cierpi komputerowych) ! Mówił z taką pasją,
          jakby opowiadał o czymś ważnym !
          - Bo dla chłopców to jest ważne. Dzielił się z Tobą tym, co mu sprawia radość.-
          Niedowierzające spojrzenie. Postanowiłam podać przykład - Tato też opowiada mi
          o markach samochodów.
          • anndelumester Mader trafiłaś w temat 13.10.05, 16:50
            bo całkiem niedawno myslałam i nawet rozmawialismy ze znajomymi (pół serio) na
            temat, no "odpowiedniej partii dla dziecka" wink)
            tzn wyszło, że fajnie by było, gdyby rodzice się znali, pochodzili z podobnego
            środowiska, mieli podobną wizję świata etc.
            Sama zdaje sobie sprawę że bedę "trudną " tesciową, wink
            • pawlinka Re: Mader trafiłaś w temat 13.10.05, 17:07
              e tam, skoro już wiesz, że będziesz trudna, to się będziesz starać i nie
              będziesz trudna smile
              • anndelumester Re: Mader trafiłaś w temat 13.10.05, 17:14
                no dobra, TRUDNO byłoby mi zaakceptowac osobę, no jak to delikatnie ująć ?????
                małobystrą? nieciekawą , i w sensie osobowosci, ale też w sensie mało ciekawą
                świata itd..
                A może teraz akurat jestem trochę "nastawiona"- obserwując smutne efekty
                pewnego mezaliansu, i jakoś tak pomyślałam o moim synu ..
                • mader1 Re: Mader trafiłaś w temat 13.10.05, 19:20
                  smile
                  Myślałam o tym (choć jeszcze sporo za wcześnie przecież), że są osoby na tym
                  świecie, z ktorymi moim dzieciom "łatwiej" byłoby zyć.Jakby " wychowywane dla
                  siebie" na pierwszy rzut oka - choć w innych rodzinach. No po prostu nie
                  musieliby się dogadywać co do najbardziej podstawowych rzeczy - systemu
                  wartości, zwyczajów, takich społecznych " odruchów".
                  Też obserwuję jedno małżeństwo i widzę jak tam jest trudno cokolwiek ustalić -
                  nawet to, czy pomagać dziecku w odrabianiu lekcji, do jakiej szkoły ma chodzić,
                  czy jeść wspólne posiłki, czy uczyć patriotyzmu, czy mają być zajęcia
                  dodatkowe, jaki sport, czy powinien przeklinać (!).
                  Z drugiej strony Bóg ma wobec naszych dzieci swoje plany. Może czasem, jeżeli
                  człowiek jest dobry, dobrze uformowany, myślący posyła Go w małżeństwo, by
                  pomógł innemu człowiekowi w drodze do Boga ? Żeby pokazał drugiemu
                  człowiekowi "inną rzeczywistość" ?
                  Tak jest w przypadku wcześniej wymienionego przeze mnie małżeństwa, choć jest
                  to droga baaardzo trudna i bolesna. Nie chciałabym takiej dla żadnego mojego
                  dziecka - choć problemów finansowych tam nie ma.....
    • berek_76 Re: Zaaranżowane spotkania 13.10.05, 21:02
      W moim przypadku klasycznie "A było słuchać mamusi..."

      Sama sobie znalazłam męża, sama się przy nim uparłam i wyszłam za niego wbrew
      woli mamy. Nie doszukując się, czy dlatego, czy mimo tego, czy kompletnie
      niezależnie - od kilku miesięcy jestem samotną mamą. Obawy mojej may w dużej
      mierze się potwierdziły.

      Myślę, że to jest tak, że całkiem zimnej zupy nie da się do końca podgrzać wink ,
      ale oprócz emocji, wolnej woli, hormonów, własnego zdania młodych, powinno się
      też liczyć doświadczenie rodziców. Nie mówiąc już o tym, że z dystansu pewne
      rzeczy lepiej widać.

      O ile pamiętam, bardzo niegłupio pisała na ten temat Agata Christie w swojej
      autobiografi - że za jej czasów nie narzucano pannom mężów, ale rodzice tak
      działali, żeby dyskretnie zniechęcać do niewłaściwych adoratorów, a podsuwać
      tych bardziej sensownych. Cos takiego uważałabym za najlepsze rozwiązanie smile
      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

      You've got to kick a little
    • maadzik3 Re: Zaaranżowane spotkania 13.10.05, 22:27
      W jednym i drugim przypadku zdarzaja sie zwiazki udane i nieudane. Ale wole
      odpowiadac za wlasne bledy (ewentualne) niz za bledy swatki i kuzynek. Nie
      wspominajac o czestych aranzowanych malzenstwach 12-letnich dziewczynek z
      40-letnimi facetami (konsumowane, a jakze) - jest to staly problem w kilku
      krajach swiata Indii nie wylaczajac.
      Magda
    • barbie-torun Re: Zaaranżowane spotkania 13.10.05, 23:32
      sama się wyswatałam
      żeby nie być starą panną
      czy udany wybór? nie wiem, raczej letnia zupa,
      czasem przesolona, czasem za gorąca, najczęściej mdła

      może lepiej było żyć w samotności
      teraz i tak nic nie zmienię

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka