marzek2
09.11.05, 12:35
Jestem po wczorajszej przeprawie z Miką. Było ostro, oj było. Przeprawa
zakończyła się tak, że Mika siedziała na krześle w kuchni odmawiając
przeproszenia taty, podczas gdy reszta już dawno poszła spać...
Powiedziałam jej, że może sobie siedzieć w tej kuchni i do rana, ale w naszym
domu są takie zasady, że jak się z kimś pokłóci, to trzeba przeprosić. W końcu
przeprosiła.
Potem miałam mieszane uczucia, nie pierwszy raz zresztą. Bo dzieci są różne,
jedne ze łzami w oczach od razu przepraszają, innym trzeba czasu, by
zrozumiały, co narobiły, a jeszcze inne trwają w uporze i przeprosić nie
zamierzają. Trudna sprawa z tym przepraszaniem. Jak ocenić, kiedy dziecko
przeprasza, bo jest mu autentycznie przykro, a kiedy robi tak bo wie, że tak
teraz "trzeba" choć w sercu myśli inaczej... Nie zaglądniemy przecież do ich
sumień...
Wczoraj doszłam jednak do takiego wniosku - być może początkowo niektóre
przeprosiny są wymuszone, ale chcę wpajać w dzieci, że naszym sposobem
zakończenia kłótni jest pogodzenie się (w myśl zasady "niech słońce nie
zachodzi nad gniewem Waszym). I kiedyś, gdy już nie będę do niczego "zmuszać",
żeby pokłóciwszy się z kimś, miały w pamięci etap przeprosin. Co z tym zrobią,
czy przeroszą, to inna sprawa. Ale nie chcę, żeby myślały, że można tak po
prostu obrazić się i już.
A co Wy myślicie?