Dodaj do ulubionych

Czy zmuszać do przeprosin?

09.11.05, 12:35
Jestem po wczorajszej przeprawie z Miką. Było ostro, oj było. Przeprawa
zakończyła się tak, że Mika siedziała na krześle w kuchni odmawiając
przeproszenia taty, podczas gdy reszta już dawno poszła spać...

Powiedziałam jej, że może sobie siedzieć w tej kuchni i do rana, ale w naszym
domu są takie zasady, że jak się z kimś pokłóci, to trzeba przeprosić. W końcu
przeprosiła.

Potem miałam mieszane uczucia, nie pierwszy raz zresztą. Bo dzieci są różne,
jedne ze łzami w oczach od razu przepraszają, innym trzeba czasu, by
zrozumiały, co narobiły, a jeszcze inne trwają w uporze i przeprosić nie
zamierzają. Trudna sprawa z tym przepraszaniem. Jak ocenić, kiedy dziecko
przeprasza, bo jest mu autentycznie przykro, a kiedy robi tak bo wie, że tak
teraz "trzeba" choć w sercu myśli inaczej... Nie zaglądniemy przecież do ich
sumień...

Wczoraj doszłam jednak do takiego wniosku - być może początkowo niektóre
przeprosiny są wymuszone, ale chcę wpajać w dzieci, że naszym sposobem
zakończenia kłótni jest pogodzenie się (w myśl zasady "niech słońce nie
zachodzi nad gniewem Waszym). I kiedyś, gdy już nie będę do niczego "zmuszać",
żeby pokłóciwszy się z kimś, miały w pamięci etap przeprosin. Co z tym zrobią,
czy przeroszą, to inna sprawa. Ale nie chcę, żeby myślały, że można tak po
prostu obrazić się i już.

A co Wy myślicie?
Obserwuj wątek
    • aka21 Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 13:06
      Marzek! wczoraj chyba był taki dzień. Nasza mała (niespełna 3 lata) uderzyła
      tatę i mimo próśb i stania w kącie chyba przez pół godziny nie chciała
      przeprosić. Byliśmy z mężem konsekwentni, tłumaczyłam i ciągle tylko był płacz
      i "nie przeproszę", ale to tak bolało. Zwłaszcza, że mamy dla siebie tak mało
      czasu (oboje z mężem pracujemy, a dzieci w żłobku) i te kilka godzin
      chcielibyśmy zdecydowanie inaczej spędzać. Mała mówi co myśli, to dobrze,
      tylko jak długo jeszcze tak będzie? Mam nadzieję, że jak już przeprosiła, to
      naprawdę tego chciała. Nie wiem jak wychowywać. Też chciałabym, aby dzieci
      wiedziały jak kończyć spory, umiały przepraszać, ale czasem, jak widać, nasz
      przykład nie wystarcza. To wszystko dla mnie to takie stąpanie w ciemności, a
      efekty to chyba będzie widać dopiero po latach - tylko jakie one będą?

      Serdecznie pozdrawiam
      Agnieszka
    • verdana Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 13:08
      Ja jestem zdecydowanie przeciw wymuszonym przeprosinom.
      Przepraszanie jest doskonałe, jeśli wynika z własnej decyzji - zawiniłam,
      przykro mi, przeproszę. (Z tym, że u mnie w domu przeprosiny nie muszą konczyć
      się wybaczeniem - to byłoby za łatwe). Natomiast przeprosiny wymuszone, gdy
      dziecko nie czuje się winne, to łamanie jego charakteru. Przepraszać w
      momencie, gdy ma całkowita pewność, ze miała rację? To dobre przygotowanie do
      podporządkowania się także osobom spoza rodziny. Jestem winna czy niewinna -
      rację ma ta druga strona, a ja muszę przepraszać.
      Nie, zdecydowanie nie! Takie przprosiny to zmuszanie dziecka do zwykłego
      kłamstwa. Do zaparcia się swoich poglądów.
      Znacznie lepiej będzie, jesli pozostawi się dziecko z wyrzutami sumienia,
      zastanawiające się "czy jednak nie powinnam była przeprosić?", niż dziecko,
      które jest przekonane, że ma rację, a mimo to musi przepraszać.
      A zasada, że jak się pokłóci, to trzeba przepraszać - też nie jest najlepsza.
      W dalszym życiu młody człowiek może stanąć w sytuacji, gdy kłótnia, bardzo
      ostre i nie zawsze grzeczne wystąpienie będzie konieczne, także z moralnego
      punktu widzenia. Nauczenie go, że powinien potem przeprosić, (np. stając w
      czyjejś obronie, kłócąc się z szefem o własne racje), to nauka, że nigdy nie ma
      i mieć nie może racji kłócąc się. A więc powinien się podporzadkować.
      Niebezpieczne...
      I czasem mozna i trzeba tak po prostu "obrazić się". Wybaczenie na rozkaz to
      nie jest wybaczenie. To "przypudrowanie" urazy. Ale ona pozostaje.
      I jeszcze jedno pytanie - jeśli Ty nakrzyczysz na dziecko, słusznie i
      sprawiedliwie ( a jest to rodzaj kłótni przecież) to czy potem przepraszasz
      dziecko?
      • marzek2 Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 13:18
        Verdana, ale to nie był przykład kłótni typu "kto tutaj ma rację". Jeśli
        dziecko ma coś jasno zabronione przez rodziców i pomimo tego to robi, to dla
        mnie rację mają rodzice, wyciągając z tego konsekwencje. Mała po prostu zrobiła
        coś, co miała jasno przez nas zabronione.
        Mika jest uparta (ma to po rodzicach jak nic smile i przyznaję, że dla mnie też
        trudne są czasem granice pomiędzy kształtowaniem, a łamaniem charakteru dziecka.

        A co zrobić, jeśli dziecko NIE MA wyrzutów sumienia? Jeśli po prostu zrobiło coś
        złego i zachowuje się jakby nic sie nie stało... Może coś tam w środku się
        dzieje, tylko nam tego nie pokazuje... skąd mogę wiedzieć.

        No i chyba jest różnica między sprzeciwieniem się rodzicom, a stawaniem w
        obronie słabszego, to jednak nie to samo. Być może nieprecyzyjnie się wyraziłam,
        to nie była "pyskówka" z rodzicami, tylko po prostu nieposłuszeństwo.

        U nas w domu staramy się jednak dążyć do wyjaśniania w celu unikania obrażania
        się. Oczywiście pewnie nie zawsze się nam to uda, dziewczyny właśnie zaczynają
        wchodzić w okres obrażania się.

        Pytanie wychowawcze - nie chcę tłumić tego, że dziecko odczuwa różne emocje
        (dobre i złe), ale czy koniecznie muszę pozwalać mu na swobodnie ich wyrażanie
        wobec otoczenia?

        I odpowiadając na ostatnie Twoje pytanie - jak najbardziej. To znaczy, że
        kolejną zasadą (ale jesteśmy zasadniczy, wiem, wiem smile u nas jest to, że rodzice
        przepraszają dzieci. Ja wczoraj powiedziałam małej trochę za dużo i też ją
        przeprosiłam.



        W życiu chodzi o to, by pozwolić się używać Bogu go Jego celów, a nie posługiwać
        się Bogiem do realizacji swoich prywatnych celów.

        Wychowanie w wierze
      • anndelumester Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 13:20
        No i kolejny raz się z Panią zgadzam smile))))
        W naszym przypadku - 2,5 roku, zmuszanie nie ma sensu, bo on kiedy wie - jest
        przekonany- że coś nie tak sam z siebie przeprasza, a jesli widzimy, że to jest
        coś "glebiej' i np. generalnie sie nie zgadza ze mną (czy z tatą) krzyczy czy
        uderzy rozwiązujemy to inaczej. Łamanie dziecka czy przepraszanie pro-forma
        według nas nie ma sensu, bez zrozumienia przez delikwenta że sytuacja i
        postepowanie nie bylo ok.
        • verdana Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 13:41
          Uważam, że jak dziecko narozrabiało, nie miało racji itd. to jak najbardziej w
          porządku jest ukaranie go. Tu nie mam cienia zastrzezeń.
          Ale przeprosiny to zupełnie co innego. Nauczenie dziecka, ze należy
          przepraszać, nawet jeśli nie czuje sie wyrzutów sumienia, to proszenie się o
          kłopoty w przyszłości. Bo to jest pozorne zakończenie sprawy. Dziecko
          przeprasza, czując wewnętrzny bunt- i to może zabić jego rodzące się "w środku"
          wyrzuty sumienia. A to jeszcze najlepszy scenariusz.
          Drugi scenariusz, znacznie groźniejszy, to nauka podporzadkowania się
          silniejszemu. A cymz jest to, ze dziecko siedzi w kuchni tak długo, póki nie
          przeprosi?
          Najgorszy jest taki, że dziecko uczy się, że niezależnie od tego, co samo
          sadzi, jest winne. Karę można nałozyć niesprawiedliwie (zdaniem dziecka,
          oczywiście). Pozłości się i tyle. Albo uzna, ze mieliście rację. Ale
          przeprosiny wymagaja aktywnosci dziecka. Przepraszając, gdy tego nie czuje,
          traci szacunek dla samej siebie - bo ulega pod presją. Ilu takim presjom
          ulegnie później i jak to się skończy? Postepowanie wbrew sobie to fatalny wstep
          do dorosłości.
          Jeśli nauczy się, że trzeba przepraszać za coś, czego nie odczuwa jako własnej
          winy, to jest to uczenie zachowań pasywnych, pierwszy krok do stanie się ofiarą
          osób na których dziecku zalezy.
          Można w domu nie pozwolić na pewną ekspresję uczuć (wulgarne słowa, świadome
          obrazanie innych, niszczenie cudzych rzeczy), ale nie na kłótnie, ani na
          wyrażanie gniewu. Bo dziecko nie wychowuje się po to, by żyło w rodzinie. A na
          zewnątrz może się okazać, że któś, kto czuje sie winny za ostre słowa, staje
          się albo ofiarą, albo nie umie dokonywac wyborów, które wiążą się z
          ostrym "postawieniem się" drugiej osobie. Tego też, jak wszystkiego, powinien
          nauczyć dom rodzinny, a co niestety, jest przykre dla rodziców.
        • aka21 Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 13:42
          Łamanie dziecka czy przepraszanie pro-forma
          > według nas nie ma sensu, bez zrozumienia przez delikwenta że sytuacja i
          > postepowanie nie bylo ok.
          Pro-forma nie ma sensu, ale co z sytuacją, kiedy dziecko doskonale wie, że robi
          źle, a mimo to nie chce przeprosić, może manifestując własne "Ja", czy mu na to
          pozwolić i potraktować sprawę jakby nie istniała?
          I jeszcze jedno pytanie. Jeśli możesz to napisz co znaczy "rozwiązujemy to
          inaczej". Ja zanim ukarzę pytam dlaczego dziecko tak postąpiło i szukamy
          właściwego wyjścia z sytuacji.
          Co zaś do przepraszania, gdy ja mam rację, to staram się przepraszać za formę
          (np. że krzyczałam) bo mogę to często załatwić spokojnie i z lepszym efektem.
          • anndelumester Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 14:15
            aka21 napisała:

            > Łamanie dziecka czy przepraszanie pro-forma
            > > według nas nie ma sensu, bez zrozumienia przez delikwenta że sytuacja i
            > > postepowanie nie bylo ok.
            > Pro-forma nie ma sensu, ale co z sytuacją, kiedy dziecko doskonale wie, że
            robi
            >
            > źle, a mimo to nie chce przeprosić, może manifestując własne "Ja", czy mu na
            to
            >
            > pozwolić i potraktować sprawę jakby nie istniała?
            Nie, ale nie tak dawno wląsnie byla taka sytuacja, wieczór, synek nie chcial
            iśc do łózka, awanturowal sie i w końcu mnie kopnąl. I widać było po minie, ze
            ze od razu dotarlo do niego że zrobił źle, ale przeprosić nie chciał. Bo nie.
            No i mąz mu bardzo spokojnie (bo moj mąz jest bardzo spokojny) wytłumaczyl, że
            to nie jest akceptowalne zachowanie, że mnie jest przykro itd. Krótkie zdania,
            bez rozdzierania szat. A ja po prostu sie pogniewałam na ten wieczór, bez
            czytan ia, przytulania, wieczornych rytuałów(ale bez obrażania - trudno mi to
            opisać - po prostu nie chciałam miec do czynienia z chłopcem, który tak sie
            zachowuje). W efekcie do synka dotarlo - po 15 -20 minutach załapał że to nie
            jest sposob, był ryk - rożżalenia i choć nie usłyszałam słowa przepraszam, było
            żałowanie. A przeprosił rano, sam, bo pamietał (!!) że sie zachował źle.
            > I jeszcze jedno pytanie. Jeśli możesz to napisz co znaczy "rozwiązujemy to
            > inaczej". Ja zanim ukarzę pytam dlaczego dziecko tak postąpiło i szukamy
            > właściwego wyjścia z sytuacji.
            Staramy sie zalatwiać sprawy sprawnie i spokojnie, co nie znaczy, że czasami
            nie nawrzeszcze na małego - wtedy przepraszam ja. Jest rozmowa na temat winy,
            jest kara - ale proporcjonalna, bez egzekucji na zimno i walkowania tematu
            przez tydzień itp. Wbrew pozorom 2,5 latek bardzo dużo rozumie i pamięta.
            • aka21 Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 14:39
              Wbrew pozorom 2,5 latek bardzo dużo rozumie i pamięta.
              >
              smile)) Dokładnie tak! A dodam jeszcze, że kara to naprawdę ostateczność, częściej
              zdarza się konsekwencja czynu.
    • lolinka2 Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 14:01
      Wiesz, myślę że macie rację, zresztą my też robimy podobnie: przykład z dzisiaj - Natalka ciut świt opieczątkowała mi całe biurko (ma powiedziane że sama pieczątki nie bierze a poza tym nie wolno mazać po biurku) i pomazała kredkami świecowymi i plasteliną ławę w pokoju gościnnym. Wzięłam ja na stronę, zacięła się jak osioł i stała tak milcząc - w końcu wycedziła "nie chce z tobą rozmawiać". O, nie, za dużo tego moja panno!
      Akurat miałam dziś wolny dzień, zapowiedziałam młodej ze będziemy siedzieć w domu tak długo aż się dogadamy i że będzie przytrzymana. Przytuliłam ja mocno i tak się bujałyśmy ok pół godziny, po tym czasie spytałam czy chce pogadać "nie chce z tobą rozmawiać" wobec tego poprosiłam męża o telefon do przedszkola bo Talka dziś nie pójdzie, będziemy się przytrzymywać cały dzień - zadziałało natychmiast. 'Mamusiu przepraszam, ja chcę do przedszkola, ja wiem ze źle zrobiłam z tą pieczątką...." Obiecała, ze weźmie kartkę do kredek i plasteliny na drugi raz i bez pytania nie tknie pieczątki. Po czym musiała zmywaczkiem i płynem umyć biurko z tuszu a kredki i plastelinę będą wywabiać z tatą kiedy wróci. Nawet nie spóźniła się na śniadanie smile)

      Myślę że to właśnie jest wychowanie- że my jesteśmy rodzicami i pełnoprawnie ustalamy normy oraz wymagamy by były egzekwowane, a ze źle pojętego partnerstwa bierze się właśnie ta słynna młodzież 'bez zasad'...
      • verdana Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 14:08
        Wiesz co? Okropna będę... Z góry przepraszam.
        Gdyby Twoja córka nie była Twoją córka i była nieco starsza, to takie
        zachowanie nazwałabym szantażem.
        Przecież wymogłas na Twoja córka nie dlatego preprosiła, ze uznała swoją winę,
        ale dlatego, że nie miała innego wyjscia. Kupiła sobie za przeprosiny pójscie
        do przedszkola...
        To nie jest wychowanie, to jest wymuszanie - a to nie jest to samo.
      • glupiakazia Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 14:17
        Cos lata w powietrzu - u nas wczoraj tez fajerwerki bylysmile

        Do waszych slusznych uwag dorzuce jedna: na naszym etapie rozwoju przepraszanie
        to okazja do pogadanki ogolnorozwojowej. Srednia przyszla i przeprosila od razu
        (wybaczenie zostalo udzielone, bo w koncu nie bylo to jakies mega
        przewinienie), a starsza schowala sie i wypelzla za jakies 40 minut z
        przeprosinami. Zawsze pytam, czy wiedza za co przepraszaja - no i oczywiscie,
        zdarza sie, ze nie wiedza, ale przepraszaja, bo nie lubia jak siekiera wisi w
        powietrzu. Zawsze wtedy - juz zupelnie na spokojnie, w atmosferze wrecz
        serdecznej - tlumacze im, co narozrabialy. Zdarza sie tez, ze jak one mi
        wytlumacza dokladnie o co poszlo i przedstawia swoje racje, dochodze do
        wniosku, ze jakies decyzje wychowawcze mogly zostac podjete pochopnie i wtedy
        sie z tego wycofuje - jesli trzeba przepraszajac.

        A jeszcze z wczorajszego wieczoru: starsza mi tlumaczyla dlaczego srednia ja
        wkurzyla i mowi: mama, moja cierpliwosc tez ma granice.
        smile)
        • aka21 Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 14:42
          A jeszcze z wczorajszego wieczoru: starsza mi tlumaczyla dlaczego srednia ja
          > wkurzyla i mowi: mama, moja cierpliwosc tez ma granice.
          > smile)

          smile))
          A mała i tak wieczorem prosiła Jezusa, żeby Jaś był grzecznysmile)
      • anndelumester Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 14:22
        Lolinko, chyba bym to zalatwiła inaczej..
        Bo nie wiem co bardziej podziałało na ciebie czy pomazanie mebli, czy zacięcie
        dziecka - i to nie chce z tobą rozmawiać ..
        imh to drugie...
        Oczywiście dzieci w rózny sposób manifestują siebie - ale ja bym zaczeła od
        meritum czyli pomazanie, wybrudzenie....a nie szantazowanie .
        W takim przypadku u nas jest samodzielne sprzatanie ew. pomoc przy sprzataniu -
        jako oczyuwistośc nie kara, a za kare pieczatki czy flamastry wedrują na jakis
        czas do szuflady. Nie umiesz sie nimi bawić trudno, moze jak dorośniesz...
        • mader1 Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 14:58
          A jak jest u nas ? Niech się zastanowię...
          Sprawy mazania mebli czy podłóg, rozrzucania to ja załatwiam jak anndelumester.
          Bez przepraszania - czyn zakazany, kara naturalna. Dotyczy to rzeczy , jest
          traktowane jak psota.Nie wymagamy wtedy "przepraszam", chyba że same się
          wyrwą smile Nie wychodzą, dopóki nie posprzątają, ale jezeli idą do szkoły czy
          predszkola robią to po powrocie. Nie lubią tego, więc starają się nie psocic w
          ten sposób.
          Kiedy domagamy się przeprosin ? To już są specyficzne sytuacje... Np. okazanie
          lekceważenia : w czasie "wymiany poglądów" zwrócenie się tonem lub przyjęcie
          postawy chamskiej czy jawnie lekceważącej.( Trzeba powiedzieć, że nam też nie
          wolno traktować ich bez szacunku. Jeśli nas "poniesie" i zachowamy się hmmm...
          nieodpowiednio, to wiemy, że przeciwną stronę też może - przeprosiny obowiązują
          wszystkich lub wogóle ). Wtedy nakazujemy przerosić się za ton,chamskie
          zachowanie, nie za argumenty czy poglądy.
          Jeszcze czasem wchodzi w grę przypomnienie o przeprosinach - gdy już
          obgadaliśmy jakąś bardzo trudną, poważną sprawę, wydyskutowaliśmy się, wiemy,
          widać , że postawa, słowa, uśmiech mówią, że dziecko uznało, że narozrabiało ,
          żeby zakończyć przypominamy trochę żartem " a magiczne słowo na koniec?"
          Starsza zawsze mówi " Abrakadabra" a potem uśmiechając się " przepraszam" smile
      • anndelumester i jeszcze jedno 09.11.05, 14:55
        > Myślę że to właśnie jest wychowanie- że my jesteśmy rodzicami i pełnoprawnie
        us
        > talamy normy oraz wymagamy by były egzekwowane, a ze źle pojętego partnerstwa
        b
        > ierze się właśnie ta słynna młodzież 'bez zasad'...
        A ja myslę, że nie ma nieomylnych rodzicow i relacje rodzic - dziecko
        egzekutor -wykonawca nie są najlepsze. Zdecydowanie wolę opcję "partnerstow dla
        pokoju" wink
        Oczywiscie ustalamy zasady panujące w domu, ale dotyczą one wszystkich
        domowników !!
        Czasmi śmiać mi sie chce w piaskownicy, gdy matki nagle pod publikę wychowują
        dziecko w stylu powiedz dzień dobry , powiedz dziekuje, spytaj czy moge. Jesli
        takie zachowanie jest w domu dziecko sie tego uczy automatycznie ! i nie
        trzeba tego egzekwować bo to po prostu jest.
        Brak zasad msz wywodzi sie z sytuacji, kiedy dziecko wie przed kim trzeba
        udawać dobrze niby-zasady, a kiedy mozna sobie odpuscić itd. i stąd bierze sie
        w ogóle cała struktura dziobania - silniejszemu ustapie, młodszemu /słabszemu
        pokaże..ale to osobna dyskusja..
    • mama_kasia Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 14:35
      Napisałam długą odpowiedź i mi nie przyjęło sad
      Ogólnie było, że popieram to, co napisała Verdana i że
      kiedyś robiłam, tak jak ty, a teraz widzę, że to błąd.
      • mharrison Re: Czy zmuszać do przeprosin? 09.11.05, 15:33
        Ja w dzieciństwie i jeszcze wczesnej młodości tak "przepraszałam". Po szantażu.
        Tylko zamiast wyjścia do przedszkola było wyjście do znajomych, na podwórko,
        obejrzenie filmu. Zaciskałam zęby i "przepraszałam", bo zależało mi na ww
        atrakcjach.
        Dziś nasze stosunki są chłodne i oparte na podejrzliwości. A moja mama dziwi
        się dlaczego tak jest, bo przeciez ona jedynie ustalała i egzekwowała ustalane
        przez siebie normy. Droga donikąd.

        Chociaż lepsza niż straszenie dzieci operacyjnym pobieraniem narządów do
        transplantacji i wyrzucaniem "zużytych" ciał na śmietniksad


        Jak załatwić inaczej?
        Wytłumaczyć co dziecko zrobiło, dlaczego nie powinno się mazać (jeśli dziecko
        jest małe) + powiedzenie o konsekwencjach: zabrudzenie - konieczność
        posprzątania, +pomoc sprzątaniu + ewentualne "zabranie" kredek za karę na
        pewien czas.
    • marzek2 W takim razie za co należy przepraszać? 09.11.05, 16:08
      Ciekawa dyskusja się robi... Muszę przeczytać potem na spokojnie i pogadać z
      mężem, może trzeba więcej się zastanawiać, dlaczego się czegoś wymaga a nie
      tylko wymagać.

      Ale wracając do pytania- w takim razie co Waszym zdaniem wymaga przeprosin?
      Czy jeśli sie coś zbroi, coś jasno zabronionego, co pociąga za sobą negatywne
      konsekwencje - czy potem przepraszamy? Oczywiście jeśli dziecko samo chce, nie
      ma problemu, ale jeśli po prostu zbroi coś, poniesie karę to po sprawie,
      załatwione i tyle, tak? Ja się upewniam, zadałam to pytanie, bo mam wątpliwości
      i chciałabym jakoś ustalić swoje nastawienie do tematu.

      Swoją drogą... przypomniałam sobie, jak to w czasach nastoletnich musiałam
      przepraszać tatę. Oj trudno było, bo tata był ewidentnie nie w porządku,
      krzywdził mamę, ale działa zasada zależności finansowo-opiekuńczej i mama kazała
      mi go przepraszać. Oj, nienawidziłam tego "przepraszania".

      Więc w końcu jak to jest - czekamy aż dziecko samo kiedyś (każde w innym czasie
      i w zależności od temperamentu itp) zrozumie, że źle robi? I nie przymuszamy do
      niczego?
      Ale czy w takiej sytucji mogę szczerze powiedzieć dziecku "jest mi przykro, bo
      zrobiłaś coś niewłaściwego i w ogóle się tym nie przejmujesz?"
      Na ile kilkuletnie dzieci są w stanie zrozumieć naszą szczerość rodzicielską? A
      może nie należy być z dziećmi zbyt szczerymi? Bo gdybym ja była w niektórych
      sytucjach, musiałabym wyznawać moim dzieciom okropne rzeczy...

      I jeszcze - Mamo Kasiu, jestem bardzo ciekawa Twojej opinii, spróbuj trochę
      jeszcze raz, Twój "skróŧ" bardzo mnie zafrapował, napisz więcej proszę...

      Od strony chrześcijańskiej - wiem, że po prostu powinnam pozwolić żeby Duch
      Święty działał w sercu mojego dziecka i przekonywał je o tym czy owym, ale co
      robić, gdy wygląda na to, że tak się nie dzieje?
      • verdana Re: W takim razie za co należy przepraszać? 09.11.05, 16:21
        Ja jestem za szczerością. Za mówieniem "Jest mi przykro, bo...", "Jestem
        absolutnie wściekła, bo...". Jestem przekonana, że takie zdanie zrozumie każde
        dziecko powyżej lat 2, a może i mniej. Sama się czasem zastanawiam, czy takie
        rzeczy można mowić, jeśli tak naprawde nie jestem wsciekła i nie jest mi
        przykro (choć dziecko narozrabiało, a mnie to niepedagogicznie ubawiło) i
        doszłam do przekonania, ze nie. Dzieci sa wyjątkowo wyczulone na nieszczerość i
        rozumieją, że jak mowię "Jestem zmartwoena, bo czytasz, zamiast odrabiać
        lekcje" to wcale zmartwiona nie jestem. I następnym razem nie uwierzą.
        A co do przeprosin - dla mnie powinno się przepraszać za umyślnie wyrządzoną
        przykrość - za zbyt ostre słowa, spóźnienie, kiedy ktoś czekał, świadome
        kłamstwo(właściwie oszustwo) itd. Ale nie - za rozrabianie, złe stopnie w
        szkole. czytanie pod kołdrą mimo zakazu. Tzn. ja bym nie wymagała przeprosin za
        nieposłuszeństwo, bez wyrzadzania przykrości (te książki czytane po nocy,
        bałagan w pokoju itd). Kara - tak, naprawienie szkody - tym bardziej - ale
        przepraszać? Chyba nie.
        Chyba właśnie o to chodzi, zeby dziecko samo zrozumiało, że źle robi. Tymczasem
        łatwe "przepraszam" wcale do tego nie prowadzi.
        Wiem, ze w dzisiejszej pedagogice wzbudzanie poczucia winy ma bardzo złą
        opinię. Ja jednak jestem za tym, by dziecko, które narozrabiało, samo czuło
        się winne - niezaleznie od tego, czy ma przepraszać, czy puszcza mu się to
        płazem.
      • mama_kasia Re: W takim razie za co należy przepraszać? 09.11.05, 18:38
        Spróbuję jeszcze raz...
        Było tak, jak syn był paroletni, że przetrzymywałam go, gdy uważałam,
        że powinien przeprosić, a on nie chciał. Był zdecydowanie winien. Nie
        dociekałam jednak, dlaczego przeprosić nie chce. W dwóch sytuacjach,
        które pamiętam, miał przeprosić znajomych naszych. Może, tak sobie
        teraz myślę, wstydził się... A może nie czuł się winien. A dla nas była
        to sprawa naszego autorytetu (paskudne).

        Wczoraj syn rzucił nieprzyjemną odzywkę do taty. Pierwsza moja reakcja:
        tak nie można odnosić się do taty! No nie można, ale... Okazało się, że
        było drugie dno. Syn miał rację, choć wyraził ją w kiepski sposób.
        Mąż go przeprosił. Powiedziałam, że powinien za takie słowa (chodziło już
        tylko o słowa) przeprosić tatę, ale on nadal uważał, że nie. Może
        dlatego, że jego ta sytuacja jeszcze bolała... Odpuściłam.
        Wydaje mi się, że zmuszanie do przeprosin może sprawiać, że dzieci
        albo się ugną, bo będą miały dosyć (a twardziele długo dosyć nie mają),
        albo dlatego, że zastosujemy szantaż (pewnie nie myśląc o tym, że to
        szantaż), albo nie przeproszą. Może to być wpędzenie się w kanał.
        Będzie wisiało coś niedobrego w powietrzu i znikąd rozwiązania.
        Traci się kontakt z dzieckiem. Ty jesteś konsekwentna, dziecko zamyka się
        w sobie (ciekawe, co wtedy myśli...). Nie ma możliwości pogadania!
        Nie widzę dobra w zmuszaniu(!) dzieci do przeprosin, co innego w
        uzmysławianiu, że przeprosiny są potrzebne.

        Nawet cieszę się, że moje dzieci nie boją się krzyknąć w domu, wściekają
        się. Pewnie, że nie podoba mi się forma i mówię im o tym, ale z drugiej
        strony one wykrzykują siebie, wykrzykują swoje uczucia. Jest szansa na
        rozmowę smile I jak najbardziej ja ze swojej strony mówię o uczuciach, ale
        szczerze - tak jak to pisze Verdana. Mówię też, że moim zdaniem powinno
        przeprosić - jest to wtedy, gdy swoim zachowanie skrzywdzi drugą osobę.
        Rzeczywiście nie za nieposłuszeństwo (chyba, że czuje, że w ten sposób
        mnie zraniło - zdarza mi się usłyszeć przepraszam smile.
        Myślę, jak to jest z dorosłymi. Przepraszam kogoś, gdy go skrzywdziłam,
        bo byłam winna, ale też wtedy, gdy zraniłam go, choć mojej winy w tym
        nie było. Wtedy to "przepraszam" jest jakby solidaryzowaniem się z
        jego odczuciami.
        • aszlan Re: W takim razie za co należy przepraszać? 09.11.05, 19:05
          Nie było mnie kilka dni, a tu taki ciekawy watek, szkoda że wszystko już
          powiedziane, tylko dla statystyki podpiszę się pod verdaną i mama kasią. Ukarać,
          (a jeszcze lepiej dac odczuć konsekwencje) za przewinienie jak najbardziej, ale
          nigdy nie wymuszac przeprosin, w stylu "przeproś bo jak nie to ...."; moje
          dziecko ma 6 lat i nigdy nie usłyszało ode mnie takiej formułki, a mimo to
          przeprasza sama z siebie, w róznych sytuacjach. Czasami rozmawiamy tez o tym, że
          samo przepraszam nie załatwia sprawy, "przepraszam" tylko wtedy ma sens, jeśli
          pociąga za sobą zmiane postępowonia, no dobra, jeśli nawet nie zmianę to
          przynajamniej chęc zmiany.
          • mharrison Re: W takim razie za co należy przepraszać? 10.11.05, 10:39
            Marzku,
            ja jestem za wspomnianą przez Ciebie szczerością i "wywewnętrzam" sięprzed
            dziećmi, że jest mi przykro, że jestem zła na to czy inne zachowanie i tłumaczę
            dlaczego. Jeśli są to zachowania "międzyludzkie" to odwracam sytuację i pytam
            czy chciałby, by ktoś tak w stosunku do niego postapił. Jak nie dociera odsyłam
            na kilka minut do pokoju na "chwilę refleksji". Staram się streścić, by nie
            była to długa tyrada, lecz w miarę krótko i konkretnie. I bez późniejszego
            wypominania przy kojejnym konflikcie, bo i sama nie chciałabym być za każdym
            razem rozliczana ze wszystkich przewinień od urodzenia.

            Przynam, że z przepraszaniem nie mamy wielu problemów, najczęściej Adam
            przeprasza MarysięsmileI nie wiem jak, ale działa to u niego jak odruch Pawłowa.
            Przewróci ją (chcący czy niechcący)i zaczyna obcałowywać i przepraszać, do tego
            pomagając jej wstać wyrywając kończyny ze stawówsmile

            Chciałam jeszcze poruszyć kwestię wymagania natychmiastowości przeprosin. O ile
            wydaje mi się to zasadne w stosunku do 2-3 latków (bo zaraz zapomną o co
            rodzicom chodzismile - podobnie jak z karą), o tyle starszym możemy dać czas na
            przemyślenie danego zachowania. Przecież czasami my też potrzebujemy najpierw
            ochłonąć, przemyśleć sobie, ułożyć na nowo daną sytuację w głowie, by
            powiedzieć mężowi, koleżance, czy jeszcze komuś: wiesz przepraszam,
            zagalopowałam się, nie miałam racji, nie powinnam itd. Też nie zawsze piejemy
            do przeprosin, gdy jeszcze "buzuje" nam w głowie, a od dziecka żądamy tego
            natychmiast. To w ogóle temat na dłuższą rozprawkę. Natomiast żądanie
            natychmiastowych przeprosin przez "obrażoną" osobę może doprowadzić do
            eksalacji sporu i okołokonfliktowych pretensji.

            Starałabym się też dowiedzieć dlaczego nie chce przeprosić ( i dlaczego tak a
            nie inaczej zrobił), myslę że dziecko docenia to, gdyż:
            - chcemy usłyszeć jego wersję sytuacji spornej, zwłaszcza jeśli nie bylismy jej
            świadkiem
            - mogą wyjść dodatkowe fakty, drugie dno
            - dziecko się trochę uspokoi i wyciszy, i będzie miało poczucie, że z rodzic to
            tez przyjaciel, a nie tylko prawodawca, sędzia i egzekutor

            Jeszcze jedno: używająć szantażu, jak nie przeprosisz to coś tam - zapędzamy
            się w ślepą uliczkę. Dajmy na to, że dziecko nie przeprosi i co wtedy?
            Powinniśmy spełnić "nasze obietnice" czyli np.nie pojechać np całą rodziną na
            urodziny do dzieci cioci Krysi, nie pojechac na wspólne wakacje, zawieźć je do
            szpitala, na policję, rzeczywiście nie puścić do przedszkola (a tu trzeba juz
            wyjść do pracy) itp. Jak spełnimy - będzie wspomniany kanałsmile, jak nie
            spełnimy to następnym razem możemy sobie wymagac do woli.

            Kluczowy wydaje mi się tu rozdział kary i przeproszenia.
            • glupiakazia Re: W takim razie za co należy przepraszać? 10.11.05, 10:59
              To ja jeszcze troche skomplikuje.
              Po przedwczorajszych fajerwerkach, jak juz z przepraszaniem zesmy sie uporali,
              to w czasie wieczornej modlitwy powiedzialam, ze przepraszamy za nasze
              wieczorne zachowanie. No i sie wkopalam. Bo akurat w tym przypadku wina byla
              ewidentnie po stronie dzieci. Ale uwadze starszej ta liczba mnoga w pierwszej
              osobie "MY" nie umknela i mowi: ty mamo chyba tez cos zle zrobilas skoro
              przepraszalas, prawda?
              I co mam jej powiedziec, ze owszem przepraszalam, ale nic nie zrobilam - to po
              co przepraszalam? jesli sie przeprasza, bo sie nabroilo i przeprasza, jak sie
              nic nie zrobilo, to co to przeproszenie w ogole jest warte? powiedzialam "my",
              zeby sie z nimi winowajczyniami solidaryzowac? Nie mam pojecia.
              • isma Re: W takim razie za co należy przepraszać? 10.11.05, 11:27
                Kaziu, to jest typowy rodzicielski odruch jezykowy: "my juz umiemy zawiazac
                bucziki" - powiada moja kolezanka z pracy, majac oczywista na mysli swoja
                trzyletnia corke wink)).
                Ale jak to wytlumaczyc dzieciom?
    • mamalgosia Re: Czy zmuszać do przeprosin? 10.11.05, 11:53
      Oczywiście, że byłoby lepiej, gdyby przeprosiła z własnej woli. Ale jestem za
      tym, żeby na tym etapie jeszcze dziecko pozmuszać. Zmuszamy też przecież do
      innych rzeczy: do jedzenia, do chodzenia do szkoły... Zresztą: może zmuszanie
      to za duże słowo? Przecież gdyby stanowczo powiedziała "nie", to jej nie
      zabijesz, prawda?
      Może z czasem nastąpi internalizacja tych wartości - oby.
      Tak samo sie zastanawiam, cyz zmuszać dziecko do chodzenia do kościoła. Starszy
      co prawda chce chodzić, ale zachowuje się tak, że lepiej żeby nie chodził
      (czasem ludzie mają pretensje). Ale czy to jest wyjście - niech nie chodzi?
      Ojeju, ale to wszytsko trudne
      • aszlan Re: Czy zmuszać do przeprosin? 10.11.05, 13:22
        mamalgosiu, myślę, że trzeba pewne rzeczy oddzielic, chodzenie do szkoly to
        obowiązek, wszystkie dzieci sie ucza a dorosli pracują. Analogicznie można
        obowiązkiem uczynić uczestnictwo we mszy św., ja akurat temu jestem przeciwna,
        tj. stawianiu sprawy w ten sposob i starszenia dziecka grzechem, albo gniewem
        Bożym. Widzę, że dziecko takie np. 6 letnie jak moje, chetnie pójdzie na mszę o
        ile bedzie ona przystosowana do jego poziomu; oczywiście chodzi głownie o
        kazanie i oprawę muzyczną, bo przeceiż ono Boga kocha tak jak kocha rodziców,
        czyli bezwarunkowo; czasem jest tylko przekorne, czasem znudzone, itp. Pytasz
        czy to jest wyjście,żeby nie chodził, u nas tak było, Julka przez pewien czas
        nie chodziła własnie z powodu zachowania w kościele; teraz podrosła, chodzimy na
        msze dla dzieci, które prowadzi ksiądz z inwencją, i naprawde msza nie jest dla
        nikogo udręką. To tyle w tym temacie smile
        Czym innym jest jednak ingerencja w delikatny świat uczuć, a za taką uważam
        wymaganie przeprosin w chwili, gdy dziecko targane jest tysiacem innych emocji,
        albo ignorowanie/niedostrzeganie przyczyn jakiegoś zachowania, a skupianie sie
        na skutkach. Oczywście 3-latkowi, który notorycznie uzywa kredek niezgodnie z
        pzeznaczeniem, kredki nalezy zabrac z wyjaśnieniem dlaczego i co "delikwent"
        musi zrobić aby je otrzymac ponownie, ale już 6 latek marzacy po ścianach
        wymaga bardzo dogłebnej analizy.

        Pozdrawiam, Malgosia
        • verdana Re: Czy zmuszać do przeprosin? 10.11.05, 13:50
          Ja też uwazam, że to są absolutnie inne sytuacje. Co innego zmuszać do
          zrobienia czegoś, a co innego do klamstwa - a czym innym sa wymuszone
          przeprosiny? Kłamstwem na temat własnych uczuć.
          To wstęp do tego, by słyszec od dziecka tylko to, co jest dla nas wygodne, a
          nie to, co ono czuje i chce powiedzieć. Bo każąc przepraszać - czego właściwie
          uczymy dziecko? Tak naprawdę? Że trzeba mówic to, co mama chce usłyszeć. Że
          trzeba ukrywać pod groźbą kary, swoje uczucia. Neguje się uczucia dziecka.
          To, ze nie czuje się winne, nie ma dla nikogo żadnego znaczenia - jego uczucia
          są albo złe, albo nieważne.
          Obecnie uzyskamy, to co chcemy - "dobrze wychowane dziecko". Ale stopniowo
          okaże się, że dziecko będzie nam pokazywało tylko tą otoczkę - a sami niejako
          zmusimy go do tego, żeby nie mowiło nam, co naprawdę czuje. Wydaje mi się, ze
          to może być wstęp do poważnych kłopotów z komunikowaniem się z dzieckiem w
          przyszłosci.Zamyka możliwość porozumienia, a to szczególnie w wieku nastoletnim
          może stać się niebezpieczne.
    • hanyszka Verdano 10.11.05, 14:19
      slowo honoru, wydrukuję sobie kiedyś Twoje posty, zbinduję i postawię na połce
      jako literature obowiązkową nt. wychowania dzieci wink)))
      Życzylabym każdemu dziecku tak madrej matki jak Ty.
      • verdana Re: Verdano 10.11.05, 14:35
        Ale ja za to jestem znacznie wredniejsza w realu niz na forum.
    • marzek2 Re: Czy zmuszać do przeprosin? 10.11.05, 14:45
      Rozmawiałam dziś z mamą trójki dziewczynek (wierzącą) i u nich zachęcają do
      przepraszania, ale.... w momencie, gdy dziecko jest do tego gotowe. To znaczy
      mówią, że dobrze jest przeprosić, gdy to jest szczere. I czekają. Jedno dziecko
      przeprasza od razu, drugie następnego dnia. I tak też chyba zamierzam robić.

      Nie zmuszać, ale zachęcać. Nie będę natomiast wymagać przeprosin po zrobieniu
      czegoś zakazanego, wystarczą nieuchronne inne konsekwencje smile Choć moja Zuza
      ostatnio po "konsekwencjach" za zbrojenie czegoś sama przybiegła i przeprosiła.
      To znaczy, że jest do tego gotowa i sama z siebie o tym myśli. I fajnie.

      Często zastanawia mnie, dlaczego gdy dyskutujemy na jakiś temat na forum (chodzi
      mi o osoby wierzące) nie zastanawiamy się nad tym, czego Bóg oczekuje od nas w
      danej dziedzinie. A werset "niech słońce nie zachodzi nad Twoim gniewem" coś
      jednak mówi... że powinniśmy starać się pogodzić, wybaczyć. Tak szybko, jak
      umiemy. Choć każdy ma inny czas potrzebny do wybaczenia. Ale oczywiście z
      drugiej strony jest werset "wszystko co nie wypływa z przekonania jest grzechem"
      więc nie powinniśmy też przepraszać "na niby" bez wewnętrzenego przekonania.
      • mamaemilii Re: Czy zmuszać do przeprosin? 10.11.05, 15:46
        marzek2 napisała:

        > Często zastanawia mnie, dlaczego gdy dyskutujemy na jakiś temat na forum
        (chodz
        > i
        > mi o osoby wierzące) nie zastanawiamy się nad tym, czego Bóg oczekuje od nas w
        > danej dziedzinie. A werset "niech słońce nie zachodzi nad Twoim gniewem" coś
        > jednak mówi... że powinniśmy starać się pogodzić, wybaczyć.

        Wiesz, w zupełności się zgadzam co do tego, że powinniśmy się pogodzić, zgodnie
        z tym wersetem. Ale myślę też sobie, że wychowujemy dzieci, a to jest proces.
        Nie możemy zawsze oczekiwać od dziecka, że coś od razu zrozumie, przyjmie i
        będzie stosować. Na pewno z czasem to zrozumie i samo z siebie będzie chciało
        się godzić "przed zachodem słońca". Ja po prostu trochę inną miarę biorę w
        związku z niedojrzałością naszych dzieci.
        Dodam jeszcze, że ja np. nie gniewam się na dziecko, jeśli zrobi coś, czego mu
        nie wolno (chodzi o takie "drobiazgi" jak pomalowanie biurka). Może dlatego, że
        w przypadku mojej 2-latki wiem, że jest to jakaś próba sił z jej strony. Ale
        kiedy robi coś, co mnie naprawdę boli - ona to widzi. A ponieważ liczymy się z
        jej uczuciami, widzę, że ona liczy się z naszymi. Często sama nas przeprasza.
        Mam nadzieję, że idziemy dobrą drogą w jej wychowaniu, że w przyszłości nie
        będziemy musieli "zmuszać" jej do przeprosin.
      • pawlinka Re: Czy zmuszać do przeprosin? 10.11.05, 17:24
        marzek2 napisała:

        > > Często zastanawia mnie, dlaczego gdy dyskutujemy na jakiś temat na forum
        (chodz> i > mi o osoby wierzące) nie zastanawiamy się nad tym, czego Bóg
        oczekuje od nas w > danej dziedzinie. A werset "niech słońce nie zachodzi nad
        Twoim gniewem" coś> jednak mówi... że powinniśmy starać się pogodzić, wybaczyć.
        Tak szybko, jak> umiemy. Choć każdy ma inny czas potrzebny do wybaczenia >

        Marzek, możesz to rozwinąć? Tzn. że dyskutujemy w oderwaniu od naszej wiary,
        tak? Dobrze rozumiem? Bo jeśli o to Ci chodzi, to może fakt, że nie podkreślamy
        woli Boga w tej właśnie chwili jakiegoś problemy pedagogicznego znaczy, że to
        tak jak z powietrzem, wiemy, że jest, bo żyjemy, bo oddychamy...smile
        • pawlinka Re: Czy zmuszać do przeprosin? 10.11.05, 17:37
          wiesz, moja mama zawsze mówiła, że mamy się przeprosić idąc spać. My to u
          siebie robimy często przy wieczornej modlitwie.
        • marzek2 Re: Czy zmuszać do przeprosin? 10.11.05, 20:08
          Hmmm Pawlinko, chodziło mi mniej więcej o to, że jak ja zadaję jakieś pytanie na
          forum, rozważam jakąś wątpliwość, czasem brakuje mi wypowiedzi typu "w Biblii
          jest napisane tak" albo "myślę, że Pan Bóg chciałby, żebyśmy..." itp. Czyli
          jasnego spojrzenia na sprawę od strony wiary. Być może wszyscy uważamy, że taka
          podstawa jest oczywista, ale czy nie zdarza się, że właśnie takie podstawy
          gdzieś gubimy? I czasem dobrze przypomnieć sobie tą podstawową, Bożą perspektywę?
          • sion2 Re: Czy zmuszać do przeprosin? 10.11.05, 20:34
            Ja się zgadzam że nas chrześcijan obowiązuje spojrzenie wiary, ustalanie
            kierunku działania bazując na zdaniu Pana Boga na dany temat.
            Tylko że według mnie takie bazowanie nie polega na literalnym stosowaniu wersetu
            X z Biblii. To prawda że jest napisane "niech nad waszym gniewem nie zachodzi
            słońce" ale nie wiem czy znajdzie sie jakaś podstawa w Biblii żeby twierdzić że
            najaważniejsze jest słowo "przepraszam" wypowiedziane przed zachodem słońca
            nawet gdy wypowiadający je nie żałuje wcale i nie uznaje swojej winy. Nie kazdy
            kto mówi <Panie, Panie> spełnia wolę Boga, nieprawdaż?
            Przeciez Bóg patrzy w serca a nie chce słow z ust wypadających co pokrycia z
            wewnętzną postawą nie mają.
            Myślę że rodzice wierzący powinni dbac o kształtowanie postawy serca dziecka co
            niekoniecznie musi pokrywac sie zawsze z literalnym wypełnieniem Pisma.
            Czy istnieją jakieś przesłanki ku temu, że Bogu miłe jest wypowiedziane przez
            dziecko "przepraszam", wypowiedziane na skutek poddania sie żądaniu rodziców a
            nie wynikające z żalu dziecka za zło jakiego się dopuściło?

            Zawsze staje mi przd oczyma scena z podstawówki w której miałam praktyki,
            dziecko podeszło do wychowawczyni i powiedziało "mama kazała mi panią
            przeprosić" smile. Tylko dziecko nie uznawało swojej winy naparwdę i to było widac
            w tak szczerej deklaracji "mama kazała..." smile.
            • marzek2 Do Sionki ale też do innych :) 11.11.05, 20:00
              Nie no, Sionku, czyżbyś nie wiedziała, że prostestanci bardzo się śpieszą z
              przeprosinami przed zachodem słońca, bo "niech słońce nie zachodzi" itp smile)))
              W zimą to już w ogóle się nie kłócą, bo się nie zdążą przeprosić smile))) Żartuję
              oczywiście.

              Z tym wersetem to mi nie chodziło oczywiście o dosłowne go traktowanie, znaczy
              bez uwzględniania tego "czasu wybaczenia", różnego dla innych osób. Chciałam
              tylko podkreślić fakt, że Bóg oczekuje od nas jednak przebaczenia, bo mówi o tym
              w Biblii. I przecież nie o samo nieszczęsne "przepraszam" ale to co się za nim
              kryje, chodzi.
              • marzek2 Re: Do Sionki ale też do innych :) 11.11.05, 20:03
                A jeszcze mi się coś przypomniało, odnośnie dosłownego traktowania tego wersetu
                o zachodzie słońca itp. Ja i mój mąż mieliśmy to zawarte w przysiędze
                małżeńskiej. Wśród wielu rzeczy, które sobie przyrzekaliśmy było też
                przyrzeczenie "przyrzekam nie pozwalać, żeby słońce zeszło nad moim gniewem".
                I powiem Ci, że myślę, że dosłowne traktowanie akurat tego wersetu zrobiło wiele
                dobrego dla naszego małżeństwa... Jakoś z pomocą Bożą najczęściej udawało się
                nam najczęściej przeprosić (szczerze) przed pójściem spać...
                • sion2 Re: Do Sionki ale też do innych :) 12.11.05, 20:05
                  Ja wiem marzek że tak jest w Biblii i też wcale nie twierdzę że traktowanie z
                  powagą Słowa może komukolwiek wyjść źle.....
                  Tylko ze jak to inne osoby fajnie pisały - proces dojrzewania do zobaczenia
                  swojej winy czasami trwa i mierzenie go tutaj właśnie wersetem biblijnym jest
                  dziwne, bo przeciez Bogu chodzi o nasze serca i skruchę a nie wypowiedzenie
                  słowa "przepraszam". Myslę że im człowiek starszy tym bardziej złozony widzi
                  świat - ja na przykład wiele razy mama sytuacje że musze przemysleć, przemodlić
                  i wyciszyć się wewnętrznie aby móc zobaczyć swoją winę w stosunku do drugiego
                  człowieka. Nigdy spbie limitu godzin nie wyznaczałam bo po co?
                  I po prostu widzę że o ile jeszcze za siebie mogę powiedzieć czy obiecac np. tak
                  jak ty z mężem - ale czy mogę ja albo ty decydować za dziecko, będące jednak
                  innym człowiekiem o nieukształtowanej jeszcze osobowości - że będzie musiało "na
                  czas" zrozumiec swoją winę?
                  Ja naprawdę NIE kwestionuje tego że Bóg nie chce abysmy pokłoceni szli spać.
                  Kwestionuję sugerowanie że On oczekuje skruchy "na czas" i w ogóle dosłowne,
                  literalne traktowanie tego rodzaju kwestii biblijnych.
              • mader1 Re: Do Sionki ale też do innych :) 14.11.05, 12:21
                marzek2 napisała:

                > Nie no, Sionku, czyżbyś nie wiedziała, że prostestanci bardzo się śpieszą z
                > przeprosinami przed zachodem słońca, bo "niech słońce nie zachodzi" itp smile)))
                > W zimą to już w ogóle się nie kłócą, bo się nie zdążą przeprosić smile))) Żartuję
                > oczywiście.
                >

                Przeczytałam mojemu mężowi smile))) Najpierw się zaśmiał smile))) a potem kazał
                wyciąć, bo to nie jest śmieszne smile))))) Musiałam mu powiedzieć, że to Marzek,
                którą widział napisała i dopiero się uspokoił smile))))
                >
      • mader1 Re: Dzięki Marzek :) 14.11.05, 12:35
        marzek2 napisała:


        >
        >
        > Często zastanawia mnie, dlaczego gdy dyskutujemy na jakiś temat na forum
        (chodz
        > i
        > mi o osoby wierzące) nie zastanawiamy się nad tym, czego Bóg oczekuje od nas w
        > danej dziedzinie. A werset "niech słońce nie zachodzi nad Twoim gniewem" coś
        > jednak mówi... że powinniśmy starać się pogodzić, wybaczyć. Tak szybko, jak
        > umiemy. Choć każdy ma inny czas potrzebny do wybaczenia. Ale oczywiście z
        > drugiej strony jest werset "wszystko co nie wypływa z przekonania jest
        grzechem
        > "
        > więc nie powinniśmy też przepraszać "na niby" bez wewnętrzenego przekonania.


        Dziękuję za przypomnienie o tym. Nie myślę o tym słońcu smile , ale o Bożych
        pragnieniach w stosunku do nas jako rodziców. Jaką drogę nam wskazuje ?
        On naszej woli w takich ważnych sprawach nie łamie. Czeka, aż będziemy gotowi,
        czasem całe lata.Bóg, a czeka.
        Natomiast wydaje mi się, że werset o zachodzącym słońcu wygląda inaczej ,
        jeżeli przyjmiemy, że skierowany jest do tego " który narozrabiał" a nie tego,
        który przeprosiny egzekwuje. Przypomina byśmy nie byli zatwardziali w gniewie -
        jak zresztą pięknie to opisałaś. Najczęściej zresztą takie szczere przeprosiny
        prowokują szczerą rozmowę.
        >
    • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: Czy zmuszać do przeprosin? 10.11.05, 22:44
      Przeczytałam ten wątek przedwczoraj chyba, a moje refleksje...

      Co do zmuszania - w całości zgadzam się z Verdaną. To nie ma sensu.

      W przepraszaniu najważniejsze jest poczucie winy - tylko że (i tu się z Verdaną
      nie zgodzę wink - chociaż może mi się zdaje) poczucie winy musi pojawić sięsamo
      od wewnątrz. Nie można z zwenątrz "ręcznie" wzbudzać tego poczucia ("jak
      mogłaś", jak ci nie wstyd" - czy coś w tym stylu). Należy tłumaczyć, dlaczego
      czegoś nie robimy (nie bijemy - bo boli np.). A przepraszamy - po co - bo
      czasem to jedyna rzecz którą możemy zrobić.
      Pomyślcie, ile trzeba tłumaczeń żeby dziecko nauczyć korzystać z nocnika. A
      przepraszanie jest wiele trudniejsze wink.

      Kiedyś moje córeczki (7 i 4,5) zabawiały braciszka (9 miesięcy) i przygniotły
      mu rączkę. Przybiegłam do pokoju, bo wszyscy ryczeli. I wiecie, jak tuliłam
      Maciusia to pomyślałam, że ryki dziewczyn są dużo ważniejsze niż (wymuszone)
      słowo przepraszam. W ich płaczu był właśnie szczery żal, że zrobiły bratu
      krzywdę.

      I jeszcze jedno przyszło mi do głowy...
      Pamiętacie jak Jezus wszedł do świątyni i zobaczył handlujących? Czy On
      podszedł do kupców i powiedział: "Przepraszam bardzo, czy bylibyście uprzejmi
      wyjść?" Nie. On: "Wszedłszy do świątyni zaczął wyrzucać tych, którzy
      sprzedawali i kupowali w świątyni, powywracał stoły zmieniających pieniądze i
      ławki tych, którzy sprzedawali gołębie," Mk 11, 15-16.
      Ciekawe, czy przepraszał? wink
      • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: Czy zmuszać do przeprosin? 10.11.05, 22:48
        Ktoś pytał, czy można pozwolić na wyrażanie złych emocji i co na to Pismo
        święte. Stąd cytat z Ewangelii, który w moim wcześniejszym poście.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka