marzek2
10.11.05, 14:54
Przypomniało mi się przy wątku o przepraszaniu bo pośrednio tego dotyczy.
Dowiedziałam się dziś ciekawej (i zarazem nieciekawej rzeczy). Znam fajne
małżeństwo, pracują z młodzieżą, też taką trudniejszą. Widzą, że teraz bardzo
"modne" staje się usprawiedliwianie siebie i niechęć do przyznawania się do
własnych złych postaw, grzechów po prostu. Czyli postawa - to nie moja wina,
bo mój tata coś tam... bo moja mama coś tam...
Biorę narkotyki, bo rodzice nie wystarczająco dobitnie nie zabraniali.
Skłamałam, bo wszyscy wokół kłamią.
Nie będę się starać panować nad sobą, bo natura dała mi taki temperament, to
nie moja wina, że taki jestem.
To wymyślone przeze mnie przykłady, ale pewnie mogliście nie raz coś podobnego
usłyszeć.
I w kontekście przepraszania, wybaczania - powinniśmy uczyć nasze dzieci tego,
że czasem SĄ winne, że zrobiły źle, że czasem MY jesteśmy winni, że to NASZA wina.
No bo - z jednej strony rozumiem - że różne rzeczy w przeszłości mają na nas
wpływ, nierzadko negatywny, to jasne. Ale czy takie rzeczy usprawiedliwiają
nasze złe postawy, czy grzech przestaje być grzechem?
Czy mąż zdradzający żonę staje się "niewinny" bo żona była marudna i nie dbała
o siebie?
Czy jeśli moje dziecko mnie sprowokowało, moja nadmiernie emocjonalna reakcja
jest usprawiedliwiona? Moim zdaniem nie.
Tak mi się przypomniało i napisało...