Dodaj do ulubionych

Nie daję rady z moim synem

22.02.06, 22:11
Dzisiaj. Gdzies sie musze wygadac i dalej szukać pomocy. Więc najpierw się
modliłam. Potem pomyślałam że ktoś mi musi pomóc. Nam pomóc. Wy macie fajne
rodziny często, wychowane dzieci i ogólnie pewnie lepiej ode mnie sobie
radzicie więc może Bóg was natchnie jakimś pomysłem i rozwiązaniem dla nas.
Historia jest długa i skomplikowana więc będzie skrótowo. Syn ma 3 lata,
córka 2 mc smileOd zeszłego roku równo prawie borykamy się z problemami z jego
zachowaniem. Co mogło być buntem 2-3 latka przekraczało wszelkie normy.
Szukaliśmy pomocy specjalistów. Na papierku mamy napisane stan zagrożenia
autyzmem, mamy 2x w tygodniu zajęcia terapeutyczne, logopede, mam studentke
która mi pomaga czasem, Wojtek robi postepy, zaczął mówić pomału - ogólnie
dzieki Bogu.

Ale wchodzi nam na głowę. Ja juz nie mogę i nie mam pomysłow na radzenie
sobie z jego histeriami, atakami wściekłości, agresji, złości. Kocham go ale
gdy to się dzieje .....Jedno to dziecko z zaburzeniami którym jest a drugie
to że mam wrażenie że to jakiś potwór z niego wyrośnie niewychowany.

Konkrety. Wieczór od 18 jest najgorszy. O 18 zaczyna się marudzenie, wszystko
na nie, itp, o 19 ogląda bajkę co uwielbia i je wtedy kolacje, potem koło 20
idzie do wanny, tu się zaczyna. Nie chce wyjść z wanny, mąż pozwala mu
siedzieć za długo moim zdaniem (45 minut) ale on i tak nie chce wyjść,
wypuszczamy wodę, ryk, pisk (budzi Hankę) kopanie, gryzienie ... na siłe
ubieranie i potem nie pójdzie spać. Wszystko w mega histerii, kopaniu nas i
wrzasku. Chce mieć zapalone światło, ok myślę to nie idź spać siedź w tym
pokoju. Ale on wychodzi po sekundzie i zaczyna trzaskać drzwiami (znowu budzi
Hankę)- usnął - trwało to godzinę czyli jest 22.00.

Nie słucha nas, nie akceptuje sprzeciwu. Jaki rytuał mu ułożyć żeby złagodzić
to co w nim siedzi. Co zmienić. Co mam robić żeby nie podnosił na nas rąk i
jak mu się sprzeciwimy nie zaczynał nas nimi okładac i kopać. (w histerii
kładzie się na ziemi i z tej pozycji nas obkopuje). Nasze klapsy nie
działają, przy zamykaniu go w pokoju - wali w drzwi tak że boję się o
rozbicie szyby. Nie wiem co mam robić.

Pisze do was bo liczę na wyrozumiałość i spojrzenie na to z ... Bożej
perspektywy. Pewnie jest coś czego ja nie dostrzegam.

No wygadałam się trochę.
Obserwuj wątek
    • kasia_ol1 Re: Nie daję rady z moim synem 22.02.06, 22:30
      wiesz co, ja miałam ten sam problem z moim Matusiem, gdy Jasiek był taki mały
      jak Twoja Hania. nie wytrzymałam tego napięcia i "oddawałam" agresją za agresję,
      ale to było złe rozwiązanie. od pani psycholog dostałam konkretne przykłady jak
      radzić sobie z Matim, np. zostawiać z kimś Jasia i wychodzić choćby na pół
      godzinki t_y_l_k_o z Matusiem. to miało poprawić nasze relacje. inna rzecz to
      zasypianie; mieliśmy z mężem na nowo go usypiać leżąc u niego na materacu,
      trzymając za rączkę. robiliśmy to na zmianę co drugi wieczór. pomogło, a miało
      odbudować zachwiane poczucie bezpieczeństwa.
      pojawienie się rodzeństwa to trudna sprawa dla dwu czy trzylatka i każde dziecko
      inaczej to manifestuje; jedne spokojnie, inne wyrażają wręcz bunt. jeśli Cię to
      pocieszy, z czasem to mija, ale kiedy- tego już nie powiem, bo nie ma na to
      reguły. u nas się uspokoiło jak Jaś już całkiem sprawnie chodził, biegał, jak
      zaczął bronić się sam - "oddawać" Matusiowi. teraz biją się czasami o zabawkę,
      jak to dzieci, ale też bardzo okazują sobie uczucia - przytulają się, prowadzą
      za rekę, dają całuski.
      pozdrawiam i życzę wytrwałości smile
    • mader1 Re: Nie daję rady z moim synem 22.02.06, 22:32
      smile już lepiej ? smile
      Wiesz, że to nie Twoja wina ? To nie Twoja wina. I wbrew pozorom to nie jego
      wina.
      Macie ciężko. Czy wiesz dlaczego ? Na nadwrażliwość, która niewątpliwie u niego
      występuje nałożyło się małe dziecko. On - nie dający sobie rady z emocjami
      normalnie - jest także zazdrosny. Zazdrosny starszy brat bywa straaszny crying
      Nawet jak jest duuużo starszy, wiem coś o tym... Zazdrość czy poczucie
      porzucenia jest trudne do opanowania nawet u dorosłych. Przecież widzisz czasem
      swoje koleżanki, które absolutnie nie mając żadnego powodu, potrafią źle
      patrzeć na męża, bo zatańczył czy uśmiechnął się nie do tej, co potrzeba. A to
      jest małe , wrażliwe dziecko. Jest zazdrosne, a samo nie wie, co mu jest. Jest
      na Was wSciekłe, bo czuje się trochę odrzucone. Nieważne, jak bardzo się
      staracie. W porównaniu z sytuacją " sprzed" jesteście nim mniej zajęci, a poza
      tym widzi, sam widzi, że kochacie jeszcze kogoś równie mocno.
      Są książeczki o pojawieniu się rodzeństwa.
      W ciągu dnia, dopóki jest wypoczęty, łatwiej mu panować nad emocjami. Tak jak
      Tobie, mnie, prawda ? Potem dotarło do niego coraz więcej bodźców, może ktoś
      był, może była wizyta gdzieś, mała była częsciej noszona, pobyt w sklepie... I
      18.00 staje się magiczna. Może sam nie chce, ale... widzi coś denerwującego,
      wybucha i jak to dziecko - zapętla się już.
      Może kąpiel lepsza byłaby przed bajką ? Pakujcie go tuż po 18 do kąpieli,
      dolewajcie tylko ciepłą wodę. Wyjdzie o 19.00, bo zacznie się bajka. Potem
      proponowałabym położenie się z nim do łóżka. Żeby jedna osoba - może na zmiany -
      poświęciła tę godzinę tylko dla niego - na wygłaskanie, czytanie, laskotanie,
      przytulanie przed snem...
      To tak na szybko smile
      Będzie lepiej, bo bunt na siostrę z czasem przechodzi smile
      Oprócz tego... mam nadzieję, że specjaliści pradzili Ci, jak na codzień
      postępować z takim wrażliwcem ?
    • marzek2 Re: Nie daję rady z moim synem 22.02.06, 22:59
      Ja się nie pcham z radami, bom emocjonalenie związana - to moja siostra i mój
      siostrzeniec...
      Wiem tylko jedno - na pewno jest ciężko, bo zobaczcie same, postawcie się w
      sytuacji mojej siostry - jak, kiedy wyczuć, zrozumieć, wiedzieć, kiedy różne
      zachowania małego są objawem/wynikiem zaburzeń, które ewidentnie są (idzie ku
      lepszemu, ale przed nimi dłuuuga droga) - a kiedy wiedzieć, że po prostu wymaga
      zdecydowanej postawy rodziców? Przecież i takie dziecko musi być jakoś
      wychowywane... musi być jakiś sposób...
    • mama_kasia Re: Nie daję rady z moim synem 23.02.06, 09:26
      Sewerynki, nic ponad to, co już napisały dziewczyny nie potrafię
      wymyślić, ale ściskam serdecznie.
    • isma Re: Nie daję rady z moim synem 23.02.06, 10:25
      Dziewczyny madrze napisaly, ja moge powiedziec wlasciwie niewiele wiecej, poza
      tym, ze sie za Was modlimy. A w ogole nie mysl o tym, ze ktos jest od Ciebie
      lepszy, lepiej sobie radzi, czy ma lepsze dziecko. Jestesmy rozni, to na pewno -
      ale nasza wartosc jako ludzi (dla nas samych i dla Tego, ktory nas stworzyl)
      jest jednaka. Kropka.

      My nie mamy o tyle problemu z fizyczna szarpanina oraz z uzyskiwaniem
      czegokolwiek na sile, ze sily sami nie stosujemy (klapsow z zasady, zamykania z
      zasady oraz z braku pomieszczen do tegoz - pokoj z kuchnia wink)). Nasze dziecko
      nie jest jednakowoz grzeczne w tym sensie, zeby wykonywalo polecenia bez
      mrugniecia okiem. Nasze uparte dziecko trzeba albo przechytrzyc, albo
      przekonac wink)).

      O ktorej Wojtek wstaje? Moze sprobujcie go wczesniej budzic - wtedy jest
      szansa, ze wieczorem szybciej padnie. Ja sie przestalam przemykac po domu o
      swicie, szykujac sie do pracy, jak myszka (oczywiscie, nie budze M. na zasadzie
      zdzierania z niej koldry, ale tez nie staram sie specjalnie, zeby sie nie
      obudzila) - M. wstaje wtedy zazwyczaj o siodmej i zasypia o 20 jak kamien.
      Jesli zdarzy sie jej zasnac w dzien, to wtedy bywa, ze usypianie trwa dluzej
      (co oznacza, ze musze przeczytac nie trzy historyjki o Mikolajku, tylko np.
      siedem...).

      Co do wanny: M. sie lubi moczyc, co, ze wzgledu na stan jej atopowej skory,
      jest niewskazane. Owszem, byly nawet nie tyle walki, co niekonczace sie
      negocjacje "jeszcze nie wyjde", ktore, poniewaz M. prowadzila je, siedzac w
      pelnej wody wannie, same w sobie wywolywaly oczywiscie ow niepozadany przez nas
      dermatologiczny efekt. Uznalismy wiec, ze niespelna czteroletnie dziecko sie az
      tak nie brudzi, zeby trzeba bylo je odmaczac i szorowac: na codzien bierze, na
      stojaco, szybki prysznic, i szlus.
    • mamalgosia Re: Nie daję rady z moim synem 23.02.06, 10:53
      sewerynki - żeby poradzić coś to trzeba najpierw samemu znać jakieś wyjście z
      danej sytuacji. A ja tylko mogę Ci napisać: nie ejsteś sama.
      Ja również nie daję sobie rady z moim Starszym. Dlatego kiedy dowiedziałam się,
      że będę miałą drugiego syna to wpadłam w zupełnie niechrześcijańską rozpacz -
      nie tylko dlatego, że marzyły mi się kokardki i sukieneczki, ale też dlatego,
      że po prostu nie mam siły na jednego chłopca, a co dopiero na dwóch.A Ty drugą
      masz córeczkę - już sam ten fakt niech jest Ci pocieszeniem.
      Mój Starszy ma ponad 3,5 roku,a problemy z nim sa od zawsze. Tyle że różne.
      Obecnie mamy stwierdzenie nierównomiernego rozwoju - nadrozwinięty
      intelektualnie, ale niestety emocjonalnie fatalnie. trudno sobie z tym
      poradzić. Czasem jest dobrze, ale czasem tak, że naprawdę nie wierzę, ż edam
      radę go wychować na dobrego człowiekasad
    • pysio8 Re: Nie daję rady z moim synem 23.02.06, 12:04
      Hej!
      to moja mała- dała wczoraj popissad( późnym wieczorem. Akurat mąż chciał
      obejrzeć mecz- nawet nie wiem kto z kim grałsurprised, ale tak mu oczy się świeciły z
      przejęcia, ze jak zaczęły się ryki trzylatki "ja chcę oglądać Pinokia"!!!
      łącznie z próbą przystawienia krzesła do regału, żeby sięgnać po płytę i
      umieścić w dvd...Szkoda mi się ich zrobiło,ale, że byłam zajęta czymś tam, nie
      od razu interweniowałam. Trwały te wrzaski i trwały...
      W końcu odwróciłam uwagę małej od Pinokia, poszłyśmy do łazienki myć zęby nową
      pastą o smaku landrynek. Zęby myłyśmy długo, nakładałyśmy pastę dwa razy,
      kremowałyśmy się kremem dla dzieci itp.
      Ale nie zawsze idzie tak jak po maśle, mała nie cierpi wychodzenia z parku,
      często jest tak, że muszę ja wziąć na ręce, rozbudzić ciekawośc i nadzieję na
      spotkanie po drodze do domu np. kota, wiewiórki, sroczki. Albo mówię,że
      zobaczymy jak pracuje koparka, jeśli takowa jest w pobliżu -uwielbia takie
      pojazdy. Jak chce pić, kupujemy soczek. Chodzimy na rurkę z kremem - inaczej
      tkwiłybyśmy w parku do nocy.
      Uwielbia kąpać się, bawić w wannie się, chlapać, natomiast sama czym prędzej
      wyskakuje z wanny na hasło- myjemy główkę. No właśnie mimo, że szampon nie
      szczypie w oczy ,nie lubi płukania włosów i są wrzaski.
      Albo w ekspresowym tempie potrafi napchac sobie papier do uszu, lądujemy na
      ostrym dyżurze laryngologicznym i muszę wysłuchać od lekarza jaką to ja jestem
      matką, że dopuszczam do takiej sytuacji.
      I jeszcze, kiedy wychodzimy od gości też jest przeogromne niezadowolenie, bo
      tak miło i jeszcze by się posiedziało, pobawiło - po prostu ubieram ją mimo
      protestów i wychodzimy. A za drzwiami są kolejne atrakcje, wspinanie na różne
      przeszkody- murki.
      Czasem mam wrażenie, że z mojego dziecka to taki uparty osiołek i też nie
      zawsze sobie radzę. Pod koniec dnia jestem wyczerpana.

      Trzymaj sięsmile)
      • isma Laryngolog ;-))) 23.02.06, 18:01
        Pysiu: M. dzisiaj wlasnie zaliczyla plukanie ucha, albowiem uznala za stosowne,
        przebywajac pod ciagla opieka mojago meza, napchac sobie do tegoz ucha
        znalezionych na fotelu w kuchni okruszyn chleba.

        Ja mam dziwne dziecko - opisywala mi to przez telefon cala zachwycona: "i
        wiesz, pan wsadzil mi taka wieeeeeeelka strzykawke do ucha, ale to chyba nie
        byla taka prawdziwa strzykawka, bo nic nie bolalo, tylko mi z ucha wylecialy
        roooooooooooozne rzeczy, te, co wczesniej tam wsadzilam, i te, co ich wcale nie
        wsadzalam, wiesz??????".

        Lekarz mi rosnie, czy jak??????????????
        • sewerynki Re: Laryngolog ;-))) 23.02.06, 20:26
          Dziewczyny - bardzo dziekuje za słowa wsparcia. Bardzo pomogło wiedzieć ze nie
          ja jedna. I faktycznie - szaleje ze szczęścia że mam drugą córeczkę. Niby było
          mi obojętne a jednak. Zaraz będą wychodzić z wanny - godzina zero
          nadchodzi ....A wczoraj był mecz faktycznie którym tato był bardzo
          zainteresowany.
        • pysio8 Re: Laryngolog ;-))) 24.02.06, 08:38
          Pewnie rośnie lekarz smile))

          A z okruchami u K. też była próba w porę przeze mnie zauważona... uffff, bo
          druga wizyta u laryngologa w odstępie kilku dni nie uśmiechała mi się.
          Lekarz ostrzegł, że te 'wpychanki'sad mogą się niestety powtórzyć i najgorsze są
          umieszczone w uszach...baterie surprised

          pasmile)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka