mader1
25.02.06, 16:36
Wieczór. Jedziemy drogą przez las - do nas na wieś. Dość wolno, bo wprawdzie
tuż za nami ani przed nami nikogo, ale... znacie te wiejskie drogi... To ktoś
nieoświetlony na rowerku pędzi, to pijak w rowie...
Ślisko, ale nawet niespecjalnie. Dzieci jakioś zgodnie siedzą z tyłu, muzyka
gra cicho. Nagle ! Samochód... na tej drodze... obracamy się, widzę przed
maską grupę drzewek, rów, światła zamiatają drogę, mąż coś stara się z
kierownicą.Przez chwilę widzę rów z boku - to dobrze. Nie drzewa, tylko
dachowanie, to chyba lepiej ? Znowu obracamy się , a jak widzę drzewa na
wprost,to przemyka mi myśl - " no dwa razy się nie uda !". Udało się. 2x 360
i jeszcze 45 na dokładkę. Drzewa nie ruszone.My nie ruszeni. Mały przytulony
ramieniem przez Najstarszą ma buzię w podkówkę. Pokazał się za nami samochód.
Gdy stanęliśmy już w miejscu, w świetle zamajaczyły sylwetki dwóch kobiet...
Dobry samochód, zimowe opony, dobry kierowca.Ale jeszcze...
Ilu Aniołów pomagało nam wszystkim w czasie tego wypadku ?
Żaden się nie spóźnił. Ani nie pospieszył.