Dodaj do ulubionych

Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie obrazić

06.07.06, 07:50
Czy Wy też tak macie? Co wtedy robicie?
Chodzi mi o sytuacje kiedy wasz ukochany mąż okazuje się nagle idiotą albo
nosorożcem. Postanowił (i słusznie) że dziś pojedzie do W-wy. Załatwi ważne
sprawy i wieczorem wróci. Przyklasnęłam pomysłowi do wczorajszego późnego
wieczora kiedy na 5 vminut przed pójściem spać oznajmił mi radośnie, że
pojedzie samochodem.
Z Poznania do W-wy jest co najmniej 5 godzin. Ekspres jedzie trzy z kawałkiem
a cena za benzynę jest porównywalna z biletem dla jednej osoby (zwłaszcza, że
ma zniżkę).
A do tego żona będzie się denerwować.
Powiedziałam mu to wszystko, prosiłam, groziłam, poszliśmy spać.
Kiedy obudziłam się o 6, jego już nie było. Samochodu też nie. Komórka
oczywiście wyłaczona.
Nie wiem czy pojechał samochodem, czy też samochodem tylko na dworzec a dalej
pociągiem i od 6 chodze jak głodna lwica w klatce i niczym nie mogę się zająć.
I tak będzie az do jego powrotu.
Czy to naprawdę takie trudne dla mężczyzny, by liczyć się z uczuciami żony?
Obserwuj wątek
    • justyna.ada Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 08:59
      Musiał mieć widać powód... ale szkoda że nie powiedział. Może w Wawie będzie mu
      łatwiej poruszać się samochodem załątwiając sprawy?

      Poczekaj, aż sam zadzwoni, jeśli wyłączył telefon.
      Jak wróci, poczekaj, az ochłoniesz ( i on też, bo gorąco). Niech sam coś powie.
      A jak nie, to potem go zagadnij.

      Tak się zdarza facetom... wink

      ps. Z Poznania do Warszawy jedzie się (jeśli się człowiek nie wlecze) 3,5 - 4
      godziny, zależy jaki samochód smile

      pozdr. justyna (nieraz wkurzająca się wink)
      • direta Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 09:08
        justyna.ada napisała:

        > Musiał mieć widać powód... ale szkoda że nie powiedział. Może w Wawie będzie
        mu
        >
        > łatwiej poruszać się samochodem załątwiając sprawy?

        Nie. Planuje zostawić gdzieś na peryferiach i poruszać się komunikacją, bo
        wiadomo jak w W-wie się jeździ. Zresztą jedzie tylko w jedno miejsce w
        Śródmieściu, niedaleko Centralnej.
        Nie powiedział, bo wyszedł, kiedy jeszcze spałam, tak cicho, że nawet nie wiem
        kiedy.
        Wstałam o 6 żeby go obudzić a tu łóżko puste.
        No i nie wiem - pojechł tym samochodem, czy jednak poszedł po rozum do głowy i
        pojechał pociągiem?
        Tak czy inaczej nawet jeśli on jedzie sobie bezpiecznie pociągiem, to ja się
        denerwuję, bo może jedzie samochodem?

        A to mógłby być taki miły dzień!
        >
        > Poczekaj, aż sam zadzwoni, jeśli wyłączył telefon.

        Wysłałam mu SMSa. Ale wcale bym się nie zdziwiła gdyby komórka wyłaczona leżała
        gdzieś w domu.

        > Jak wróci, poczekaj, az ochłoniesz ( i on też, bo gorąco). Niech sam coś
        powie.

        Ale co ma mi powiedzieć?

        >
        > A jak nie, to potem go zagadnij.
        >
        > Tak się zdarza facetom... wink

        Facetów należałoby wszystkich ... no nie powiem co.
        Pan Bóg stworzył faceta chyba na złośc kobiecie. Wiedział, ze jakby nie miała
        żadnych problemów to z nudów zrobiłaby się jędza. Niech przynajmniej ma jakiś
        powód do bycia jędzą. Więc stworzył faceta.
        >
        > ps. Z Poznania do Warszawy jedzie się (jeśli się człowiek nie wlecze) 3,5 - 4
        > godziny, zależy jaki samochód smile

        Małe Tico. Dobrze, że chociaż opony przedwczoraj wymienił z łysych na
        wyczesane wink
        >
        > pozdr. justyna (nieraz wkurzająca się wink)

        Też pozdrawiam - jeszcze wkuŻONA (sorry za ort) (BTW wiesz kiedy żona nie jest
        dobra? Kiedy jest obra żona)
    • mader1 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 09:12
      mam tak smile)))
      szczególnie boję się samochodów, a mój mąż jeździ tylko samochodem. Wszędzie.
      Kiedyś bywało, że sniły mi się wypadki. Teraz Pan na szczęście zabrał ode mnie
      takie sny... smile
      Co robię : staram się zapomnieć. Jak najszybciej.Pamiętaj, że Twój mąż
      poruszając się po Warszawie samochodem ma szansę przyjechać dużo wcześniej do
      domu smile może o to mu chodzi ? A obrażać się o to, ze chce z Tobą być jak
      najszybciej, nie możesz, co ? wink))) Weź się więc lwico za prasowanie, albo idź
      na basen z dziećmi. Przy prasowaniu dobra jest muzyka, która wprawi Cię w dobry
      nastrój lub film smile
      I poleć Go Bogu - Jego pobyt w Warszawie i powrót smilei nie myśl o Nim źle smile
      • mader1 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 09:15
        a w kwestii wyjazdów... idziemy na układ smilemój mąż wysyła mi co jakiś czas
        esmsy, gdzie jest i wtedy wiem, że jeszcze jest bezpieczny wink)))
        • direta Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 09:22
          My mamy taki układ, że jak dojedzie to dzwoni. Już się prawie tego nauczył,
          chociaż zdarza mu się zapomniec.
          Ale skoro ma wyłączoną komórkę to może znaczyć, ze jedzie samochodem.
          WRRRR....
          Ja strasznie nie lubię jak jedzie samochodem sam gdzies dalej. Boję sie i już.
          Mam takie przeświadczenie, ze to dobra okazja by nas rozdzielić. Uch!
          Wolę jechać z nim, nawet jeśli wyjazd mi zupełnie nie na rękę, bo wtedy jakby
          co, to jest duża szansa, że razem.

          Czy mężczyzna naprawdę nie potrafi sobie wyobrazić co czuje kobieta kiedy on
          tak sobie wesolutko jedzie? A wokół pełno wariatów wyprzedzających na
          trzeciego...
          Hej mężczyźni forumowi! Wszyscy jesteście tak mało empatyczni?
          • pawlinka Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 09:27
            Direta!
            "Ja strasznie nie lubię jak jedzie samochodem sam gdzies dalej. Boję sie i już."
            Też się boję, o wszystkich, zwłaszcza o męża, jak gdzieś podróżuję, tylko tak
            sobie myślę, gdzie tutaj jest, w takiej sytuacji, miejsce na zaufanie w opiekę
            Anioła S.? Te "jakby co".... Nie myśl tak! To będzie dobry dzień. Zobaczysz!

            Rozumiem Ciebie, bo też jestem ta żona wkurzająca się.
          • justyna.ada Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 11:03
            Wiesz co... Mam znajomych, gdzie mąż ma taką pracę, że bardzo często
            praktycznie w każdym tygodniu musi wyjeżdżać "w Polskę". I żona nie wie
            dokładnie o której wróci, na pewno jest niebezpiecznie na drogach, jest to
            częsta rozłąka (ale do licha, nie spisek!) No i trudno, taka praca.

            Nie chcę sie wypowiadać jeśli nie znam więcej danych, ale nie można tak mówić
            że facet nic nie myśli co czuje żona. Fakt, może w danej chwili nie myśli, ale
            nie można go tak "osaczać" że wszystko co by się nie robił, to ma być tak, żeby
            dostosować do uczuć (których mam się domyśłic) drugiej osoby.
            Czasem się nie da dostosować.

            Sorry za może ostry ton... I jeszcze jedno. Może akurat Ciebie to nie dotyczy,
            ale jeśli się drugą stronę osacza, próbuje kontrolować ze wszystkich stron, i
            zadręcza się co on/a w danej chwili nie robi - to samemu można zwariować, a
            druga osoba poczuje się na króciutkiej smyczy...

            pozdrawiam gorąco justyna
            • mader1 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 11:43
              e tam... po prostu dziewczyna lokalnie się zdenerwowała i musiała się
              wygadać wink
              • direta Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 12:34
                mader1 napisała:

                > e tam... po prostu dziewczyna lokalnie się zdenerwowała i musiała się
                > wygadać wink

                No chyba lepiej tu pozrzędzić niz potem męzowi. Ale piernik nie dzwoni a juz po
                dwunastej. Uduszę jak wróci.
                • mader1 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 12:42
                  pewnie, że lepiej smile
                  No ale jak ma dzwonić, jak komórkę zostawił ? wink))))
                  I piernik ? wink))) chłopina ? wink))) - ile Wy lat po ślubie ? wink)))
                  • direta Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 12:54
                    mader1 napisała:

                    > pewnie, że lepiej smile
                    > No ale jak ma dzwonić, jak komórkę zostawił ? wink))))


                    No właśnie nie wiem czy wziął czy nie, wiem tylko, że jakaś pani w jego komórce
                    mówi, ze jest niedostępny. Ale w domu nigdzie na wierzchu nie widzę, więc
                    pewnie ma, tylko wyłączoną.
                    Jakby był kobietą i zostawił komórkę, to by kupił kartę i zadzwonił z automatu
                    ale mężczyzna na coś takiego nie wpadnie. Za wysoki poziom abstrakcji.
                    "Idą Jaś z Małgosią przez las i Małgosia mówi:
                    - nie wiem czy ja moge z tobą iść, bo co będzie jak zechcesz mnie pocałować?
                    - No Małgosiu! Jak mógłbym cię pocałowac skoro w każdej ręce niosę wiadro a pod
                    każdą pachą trzymam żywą kurę? Nie masz się czego obawiać.
                    - Ale mógłbyś każdą kurę nakryć wiadrem, wiadra postawic na ziemi i wtedy
                    mógłbyś mnie pocałować - szepnęła Małgosia.

                    > I piernik ? wink))) chłopina ? wink))) - ile Wy lat po ślubie ? wink)))

                    A poczytaj sobie w Twoim własnym wątku "dlaczego wciaż się kochacie"
                    posting "obrączki" smile
                    • mader1 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 13:02
                      już wiem smile))) piernika bym na jego miejscu nie darowała smile))) zemściłaś się
                      stokrotnie smile)))
                      • direta Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 13:10
                        Jak się zemściłam?
                        • mader1 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 13:12
                          nazywając go piernikiem smile po raptem 9 latach od ślubu smile))
                          • direta piernik 06.07.06, 13:53
                            A wiesz co się dzieje z miodem z miesiąca miodowego?
                            Wsiąka w męża i tak powstaje stary piernik.

                            Poza tym, jakby nie patrzeć czterdziecha nam juz obojgu stuknęła, a jemu jakoś
                            szybciej niż mi wink
                            Ale dalej nie dzwoni sad
      • direta Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 09:26
        mader1 napisała:

        > Pamiętaj, że Twój mąż
        > poruszając się po Warszawie samochodem ma szansę przyjechać dużo wcześniej do
        > domu smile może o to mu chodzi ? A obrażać się o to, ze chce z Tobą być jak
        > najszybciej, nie możesz, co ? wink)))

        Nie wierzę. Mężczyźni nie są zdolni do takich uczuć smile)) Na mecz to może by się
        śpieszył, ale do żony? Chyba w książkach, albo na filmie.

        > Weź się więc lwico za prasowanie, albo idź
        > na basen z dziećmi. Przy prasowaniu dobra jest muzyka, która wprawi Cię w
        dobry
        >
        > nastrój lub film smile

        Prasowania nie cierrpię. Dopiero bym się zdenerwowała. Dziecko jeszcze śpi. Jak
        się obudzi, pojedziemy rowerami po zakupy.
        A na razie siedzę w sieci wink

        > I poleć Go Bogu - Jego pobyt w Warszawie i powrót smilei nie myśl o Nim źle smile

        Polecam, polecam od wczoraj. Ale mogłby się już odezwać, nie?
        Jak wróci to nie wiem co mu zrobię.
        • pawlinka Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 09:29
          No, zważywszy, że następny mecz w sobotę, to nie ma pośpiechusmile))
          • direta Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 09:34
            pawlinka napisała:

            > No, zważywszy, że następny mecz w sobotę, to nie ma pośpiechusmile))

            I to mnie martwi. Gdyby był dzisiaj, to przynajmniej bym wiedziała kiedy wróci.
            A w ogóle to mógł nas zabrać - odwiedziłabym rodzinę.
            Ech faceci!
        • mader1 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 09:36

          >
          > Polecam, polecam od wczoraj. Ale mogłby się już odezwać, nie?
          > Jak wróci to nie wiem co mu zrobię.

          Hmmm smileTo może być Wam miło wink)))))

          Tak, Direto, może oni nie potrafią tego okazać, ale czasem spieszą się do nas
          bardzo smile i martwią naszymi nastrojami smile Tylko wydaje im się, że muszą być
          cały czas tacy cool smile))
          Ja wiem, że mój mąż wariuje beze mnie... Ale muszę to sobie przypominać, bo
          słowo tęsknię przechodzi mu przez gardło tylko w odpowiedzi na pytanie smile))
          Siedź w sieci, jak mała śpi. To fajne smile w ten sposób wszystkie czuwamy nad
          Twoim mężem.
          >
          • direta Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 09:44
            mader1 napisała:

            >
            > >
            > > Polecam, polecam od wczoraj. Ale mogłby się już odezwać, nie?
            > > Jak wróci to nie wiem co mu zrobię.
            >
            > Hmmm smileTo może być Wam miło wink)))))

            Obawiam się, ze bedzie wolał pograć w szachy sad((
            >
            > Tak, Direto, może oni nie potrafią tego okazać, ale czasem spieszą się do nas
            > bardzo smile i martwią naszymi nastrojami smile Tylko wydaje im się, że muszą być
            > cały czas tacy cool smile))

            Obawiam się znowu, że nie masz racji, bo mąż jest typem z którym da się
            porozmawiać i który potrafi powiedzieć, że kocha. Jest czasem szczery aż do
            bólu (to znaczy jeśli o Tobie nie myślał, to jak zapytasz to powie prawdę wink i
            w ogóle rzadko mówi to, co kobieta chciałaby usłyszeć, raczej to, co jest)
            Nie jest też typem, który cokolwiek komukolwiek bedzie udowadniał, a już jeży
            się zupełnie jak go usiłujesz wziąć pod włos.
            Tak więc n ie podejrzewam, by (przynajmniej planując podróż) brał pod uwagę, że
            będzie śpieszył się do żony. Chociaż nie wykluczam, że z czasem zatęskni i z
            przyjemnością powróci.

            > Siedź w sieci, jak mała śpi. To fajne smile w ten sposób wszystkie czuwamy nad
            > Twoim mężem.

            Mały. Na szczęście rano lubi długo spać. Typowa sowa. Wieczorem ciężko go za to
            zagonić do łóżka.

            Fajnie, że jest to forum. Można się wygadać i od razu jest lżej. Dzięki
            dziewczyny.
            (Czasem przyjemnie jest ponarzekać na męża, co?)
            • pawlinka Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 09:50
              "Fajnie, że jest to forum. Można się wygadać i od razu jest lżej".
              Fajniesmile Mader nam matkuje i chawała jej za to!
              A propos Chmielewskiej, to Ty jesteś ta uwalniająca książki Direta z Poznania?
              • direta Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 12:42
                pawlinka napisała:

                > "Fajnie, że jest to forum. Można się wygadać i od razu jest lżej".
                > Fajniesmile Mader nam matkuje i chawała jej za to!
                > A propos Chmielewskiej, to Ty jesteś ta uwalniająca książki Direta z
                Poznania?

                tak to ja smile A Ty tam działasz jako kto?
            • mader1 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 09:59
              direta napisała:

              > mader1 napisała:
              >
              > >
              > > >
              > > > Polecam, polecam od wczoraj. Ale mogłby się już odezwać, nie?
              > > > Jak wróci to nie wiem co mu zrobię.
              > >

              > Obawiam się znowu, że nie masz racji, bo mąż jest typem z którym da się
              > porozmawiać i który potrafi powiedzieć, że kocha. Jest czasem szczery aż do
              > bólu (to znaczy jeśli o Tobie nie myślał, to jak zapytasz to powie prawdę wink
              i
              > w ogóle rzadko mówi to, co kobieta chciałaby usłyszeć, raczej to, co jest)
              > Nie jest też typem, który cokolwiek komukolwiek bedzie udowadniał, a już jeży
              > się zupełnie jak go usiłujesz wziąć pod włos.
              > Tak więc n ie podejrzewam, by (przynajmniej planując podróż) brał pod uwagę,
              że
              >
              > będzie śpieszył się do żony. Chociaż nie wykluczam, że z czasem zatęskni i z
              > przyjemnością powróci.

              To on jest raczej typowy... choć dla Ciebie wyjątkowy i zapewne wyjątkowo
              męczący smile Ta szczerośc też jest typowa smile)))
              Ale tęskni, bądź pewna smile
              >
              > > Siedź w sieci, jak mała śpi. To fajne smile w ten sposób wszystkie czuwamy n
              > ad
              > > Twoim mężem.
              >
              > Mały. Na szczęście rano lubi długo spać. Typowa sowa. Wieczorem ciężko go za
              to
              >
              > zagonić do łóżka.
              >
              > Fajnie, że jest to forum. Można się wygadać i od razu jest lżej. Dzięki
              > dziewczyny.
              > (Czasem przyjemnie jest ponarzekać na męża, co?)

              No jest ta adrenalinka czasem smile Może to jest to, co wbrew pozorom, choć tak
              nas denerwuje, spaja nas ? smile
              Moja córka ma ( miała ?) sympatię. Widziałam, że czasem robił lub mówił coś
              dziwnego. Ona się wtedy denerwowała i było to widać. Patrzyłam na niego ze
              zdziwieniem - miał wtedy rozanieloną minę ( ona tego nie widziała, bo była
              przejęta sytuacją). Jakby szukał dowodu na to, że jeszcze go lubi...
              Z boku widać więcej...
              >
              • direta Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 10:18
                mader1 napisała:

                > No jest ta adrenalinka czasem smile Może to jest to, co wbrew pozorom, choć tak
                > nas denerwuje, spaja nas ? smile
                > Moja córka ma ( miała ?) sympatię. Widziałam, że czasem robił lub mówił coś
                > dziwnego. Ona się wtedy denerwowała i było to widać. Patrzyłam na niego ze
                > zdziwieniem - miał wtedy rozanieloną minę ( ona tego nie widziała, bo była
                > przejęta sytuacją). Jakby szukał dowodu na to, że jeszcze go lubi...
                > Z boku widać więcej...

                He, he... mój mi mówi wprost, że lubi mnie wkurzać, bo wtedy ładnie wyglądam wink
                • mader1 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 10:22
                  direta napisała:


                  >
                  > He, he... mój mi mówi wprost, że lubi mnie wkurzać, bo wtedy ładnie
                  wyglądam wink

                  A to nie przyszło mi do głowy smile))) że lepiej wygląda wkurzona smile)))

                  Masz więc odpowiedź na samochód do Warszawy smile
                  • direta Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 10:30
                    A mówiłam, że Pan Bóg stworzył mężczyznę na złość kobiecie.
                    Czyżby antycypując karę za grzech pierworodny?
                    • mader1 Re: )))) b/t 06.07.06, 10:36

        • pawlinka cytat z Chmielewskiej:-) 06.07.06, 09:40
          "Co dla kobiety nieznośne, to dla mężczyzny upragnione. Co ją wpędza w
          depresję, to jego w stan euforii.
          Co dla niej elementarnie proste, łatwe i użyteczne, to dla niego codzienna
          udręka. Do prawdziwego, automatycznego i najszczerszego w świecie
          niedostrzegania zdolni są tylko mężczyźni. Wypadek, żeby mąż czekał na żonę,
          siedzać w domu, nic nie robiać i gorzko płacząc, wedle naszej osobistej wiedzy
          jeszcze się nie przytrafił. A gdyby się przytrafił, bezwzględnie wymagałby
          interwencji psychiatry."
          ("Jak wytrzymać ze sobą nawzajem")
          • direta Re: cytat z Chmielewskiej:-) 06.07.06, 09:46
            Dzięki Pawlinka. Uśmiałam się do łez. Masz tą książkę na własność?
            • pawlinka Re: cytat z Chmielewskiej:-) 06.07.06, 09:55
              Właśnie ją dostałam.
              Czytałam wcześniej "Jak wytrzymać z kobietą?" i "Jak wytrzymać z mężczyzną?"
              Teraz przyszła pora na resumesmile))
              Wprawdzie mieszkam daleko (raczej) od Poznania, ale namy pocztę, no nie? Chcesz?
              • direta Re: cytat z Chmielewskiej:-) 06.07.06, 10:16
                Jasne! A masz coś jeszcze? Ja mogę Ci podesłać kilka jej kryminałow, niestety
                tych zabawniejszych nie mam. Przechodze na priv w tej sprawie. Twój gazetowy
                działa?
                • pawlinka Re: cytat z Chmielewskiej:-) 06.07.06, 10:19
                  Obawiam się, że chyba wszystkie kryminały przeczytałam, ale kto wie?smile
                  Poczta działasmile
          • minerwamcg A to znacie? Też z Chmielewskiej:-) 06.07.06, 19:14
            Pewien mąż, wracając po pracy do domu, zastawał zawsze to
            samo. Mianowicie żona czas oczekiwania na niego spędzała, siedząc
            na krześle w czapce na głowie i płacząc. Dopiero po jego powrocie
            ożywiała się, pośpiesznie ocierała łzy, pędziła po zakupy,
            gotowała obiad, sprzątała mieszkanie i w ogóle zachowywała się
            prawie normalnie, pod warunkiem, że nie traciła go z oczu.
            Na pytanie o przyczyny tej drobnej osobliwości odpowiadała,
            że po każdym jego wyjściu z domu nabiera natychmiastowej
            pewności, że on już nie wróci i ona go więcej nie ujrzy. Po cóż
            zatem miałaby się wysilać?
            Zdaje się, że po dziesięciu latach małżeństwa i pójściu
            dziecka do szkoły przemogła jakoś swoje poglądy.
            Na marginesie: nigdy nie udało nam się dociec, do czego jej
            była ta czapka na głowie...?

            (Jak wytrzymać ze sobą nawzajem)
    • marzek2 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 12:52
      Oj Direta, mam tak samo smile Gdy mój mąż wchodzi na miasto na piwko z kolegami i
      nie umawiamy się o której wróci tak mniej więcej w porze pójścia spać (np 1 w
      nocy) dzwonię na jego komórkę, żeby usłyszeć rozbawione i jednocześnie
      zatroskane "co, pewnie nie możesz usnąć..." - no a ja tak faktycznie mam. Jeśli
      wiem, że wróci o którejś w nocy, nie daję rady sama usnąć smile

      Też każę wysyłąć sms-y, meldować się i w ogóle jestem histeryczka smile

      A Ciebie rozumiem, wolę nie myśleć, co ja bym pisała na forum, gdyby mi Ciumak
      taki numer wyciął smile)
      • direta Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 13:01
        marzek2 napisała:

        > Oj Direta, mam tak samo smile/../Jeśli
        > wiem, że wróci o którejś w nocy, nie daję rady sama usnąć smile

        Ja mam tak samo - nie mogę zasnąć póki nie wróci i nasłuchuję silnika samochodu
        jeśli pojechał samochodem, lub autobusu, jeśli korzystał z miejskiej
        komunikacji.
        >
        > Też każę wysyłąć sms-y, meldować się i w ogóle jestem histeryczka smile
        Ja nie zdążyłam nakazać, bo wyjechał cichaczem jak spałam sad No i wychodzi na
        to, że sam na takie rzeczy nie wpadnie. WRRRRRRR...

        A tyle miałam zaplanowane na ten dzień i guzik. Niczego nie mogę zrobić.
        >
        > A Ciebie rozumiem, wolę nie myśleć, co ja bym pisała na forum, gdyby mi Ciumak
        > taki numer wyciął smile)

        A co robisz żeby nie wycinał?
        Chyba się na niego śmiertelnie obraże o to niedzwonienie jak wróci.
        • samboraga Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 13:34
          Ja też tak mamsmile NIestetywink I z podróżami po naszych zatłoczonych drogach, i to
          ze spaniem...
          Jazda samochodem psuje mi radość z wakacjisad( I dwa lata temu zdobyłam się na
          odwagę i postanowłam, że to ja zawiozę, tym razem, rodzinę na wakacje, nad
          morze, ponad 500 km. Efekt uboczny był taki, że mój mąż już wie jak JA się czuję
          siedząc obok kierowcy, gdy on 'nie chce się wlec za trzema tirami, bo przecież
          nie możemy jechać dwa dni'...wink) Bo kierowca wwszystko widzi jakoś tak
          'spokojniej', bym powiedziaławink))
          I - inaczej zaczął reagować na moje okrzyki w samochodzie... W każdym razie
          stara się (nawiązując do wątku MAderwink inaczej reagować...
          • mader1 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 13:38
            Efekt uboczny był taki, że mój mąż już wie jak JA się czuję
            siedząc obok kierowcy, gdy on 'nie chce się wlec za trzema tirami, bo przecież
            nie możemy jechać dwa dni'...wink)

            Ufff... też tak ma ? " Tylko tego wyprzedzę i już zwalniam... " sad(((
            Kochani " chłopcy" wink))
      • a_weasley Dobra rada 06.07.06, 16:54
        marzek2 napisała:

        > Gdy mój mąż wchodzi na miasto na piwko z kolegami i
        > nie umawiamy się o której wróci tak mniej więcej w porze pójścia spać (np 1 w
        > nocy) dzwonię na jego komórkę, żeby usłyszeć rozbawione i jednocześnie
        > zatroskane "co, pewnie nie możesz usnąć..." - no a ja tak faktycznie mam.

        Strzel sobie piwko. Albo dwa.

        > Jeśli wiem, że wróci o którejś w nocy, nie daję rady sama usnąć smile
        > Też każę wysyłąć sms-y, meldować się i w ogóle jestem histeryczka smile

        Matka, która tak reaguje, jest nadopiekuńcza. A żona?
        • direta Re: Dobra rada 06.07.06, 17:21
          Tylko facet może takie gruboskórne rady dawać. WRRRRRR......
          Ale cóż... przekleństwo grzechu pierworodnego:
          "ku niemu będziesz kierowała swoje pragnienia (po cholerę?) on zaś będzie
          panować nad tobą"

          Zrozum mężczyzno, że od chwili gdy stajesz się mężem jesteś przez żonę
          postrzegany (mniej lub bardziej świadomie) jako cząstka jej samej. Jak bys się
          czuł, gdyby połowa Twojego ciała nagle cię opuściła i powędrowała niewiadomo
          gdzie?
          Z nadopiekuńczością nie ma to nic wspólnego, choć na pierwszy rzut oka wydaje
          się podobne.
          "Mężowie miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi"
          • a_weasley Re: Dobra rada 06.07.06, 17:40
            direta napisała:

            > Tylko facet może takie gruboskórne rady dawać.

            Primo: jakie tylko? Nas jest circa połowa ludzkości.
            Secundo: jeżeli masz problem ze swoimi nieadekwatnymi reakcjami, to rozwiązuj go
            sama, a nie ciosaj kołków na głowie Bogu ducha winnemu człowiekowi. Czy on w
            analogicznej sytuacji wydzwania i sprawdza, co się z Tobą dzieje, bo przecież
            mógł Cię kopnąć tramwaj, pogryźć koń albo przejechać pies?

            > Zrozum mężczyzno, że od chwili gdy stajesz się mężem jesteś przez żonę
            > postrzegany (mniej lub bardziej świadomie) jako cząstka jej samej.

            Wolałbym, żebyś nie przypisywała Minerwie sposobów postrzegania, które być może
            zdarzają się innym kobietom. Minerwa widziała z bliska mój dowód osobisty i wie,
            że jestem dorosły.

            > Jak bys się czuł, gdyby połowa Twojego ciała nagle cię opuściła i
            > powędrowała niewiadomo gdzie?

            Jeżeli moja druga połowa opuszcza mnie i wędruje do pracy, to ja przyjmuję do
            wiadomości, że wróci. Jeśli ma wrócić, dajmy na to, o czwartej, to ja
            przynajmniej do piątej jestem spokojny jak chomik w styczniu. Dużą dziewczynką
            jest, a napadnie kto, to jego problem, sam zaczął, niech sam się broni.

            > Z nadopiekuńczością nie ma to nic wspólnego, choć na pierwszy rzut oka wydaje
            > się podobne.

            Rzuciłem okiem po raz drugi i trzeci i podobieństwo nadal jest uderzające.
            Klasyczne objawy rodziców kontrolujących.

            > "Mężowie miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi"

            "Żony, bądźcie posłuszne swoim mężom, bo to jest miłe Panu".
            • direta Re: Dobra rada 06.07.06, 18:14
              a_weasley napisał:

              > direta napisała:
              >
              > > Tylko facet może takie gruboskórne rady dawać.
              >
              > Primo: jakie tylko? Nas jest circa połowa ludzkości.
              A co to ma do rzeczy ilu was jest? Nas też jest circa połowa ludzkości.

              Nie zmienia to faktu, że namawianie marzka do strzelenia sobie piwka było
              gruboskórne.

              > Secundo: jeżeli masz problem ze swoimi nieadekwatnymi reakcjami, to rozwiązuj
              g
              > o
              > sama, a nie ciosaj kołków na głowie Bogu ducha winnemu człowiekowi.

              Jakiego człowieka masz na myśli?

              > Czy on w
              > analogicznej sytuacji wydzwania i sprawdza, co się z Tobą dzieje, bo przecież
              > mógł Cię kopnąć tramwaj, pogryźć koń albo przejechać pies?

              Nie miałabym nic przeciwko temu. Powiem, ze byłoby mi miło. (oczywiście nie
              piszę o patologicznej zazdrości i kontoroli, bo ani ja tak nie sprawdzam męża
              ani nie o to mi chodzi. Chodzi mi o podtrzymywanie kontaktu. Jest to sposób
              okazania sobie miłości.
              Poza tym jest to wyraz liczenia się z drugą osobą. Ja bardzo chętnie dostosuję
              swoje plany do planów męża, ale muszę te plany znać (na przykład o której
              wróci) I nie mam nic przeciwko temu żeby zadzwonił i mnie uprzedził, że np nie
              pojedziemy dziś kupować dziecku butów, bo własnie sobie przypomniał, że dziś
              jest mecz. Ale jeśli mnie nie uprzedzi, to wpadnę w furię.
              Ty też byś wpadł, gdyby żona bez uprzedzenia zaprosiła psiapsiółki właśnie
              wtedy gdy są półfinały mistrzostw świata (zakładam, ze oglądasz i że macie
              jeden pokój)

              >
              > > Zrozum mężczyzno, że od chwili gdy stajesz się mężem jesteś przez żonę
              > > postrzegany (mniej lub bardziej świadomie) jako cząstka jej samej.
              >
              > Wolałbym, żebyś nie przypisywała Minerwie sposobów postrzegania, które być
              może
              > zdarzają się innym kobietom. Minerwa widziała z bliska mój dowód osobisty i
              wie
              > ,
              > że jestem dorosły.

              Nie przypisuje Minervie tylko kobietom jako kobietom. Krzywa Gaussa to krzywa
              Gaussa i Minerva może być bardziej odporna na "wędrówki ciała bez zapowiedzi"
              lub... lepiej wytresowana. Ale lepiej niech mówi za siebie.
              Poza tym nie piszę o przypadkach jak niżej:
              > Jeżeli moja druga połowa opuszcza mnie i wędruje do pracy, to ja przyjmuję do
              > wiadomości, że wróci. Jeśli ma wrócić, dajmy na to, o czwartej, to ja
              > przynajmniej do piątej jestem spokojny jak chomik w styczniu. Dużą dziewczynką
              > jest, a napadnie kto, to jego problem, sam zaczął, niech sam się broni.

              Tylko o przypadkach, gdy połowa twego ciała znika bez zapowiedzi i nie wiesz co
              się z nią dzieje.
              Nie uważasz, że to nieco lekceważące zachowanie? A przynajmniej gruboskórne.
              Ja męża nie sprawdzam. Jak mówi, ze idzie do pracy, to widać tam idzie. A jeśli
              ktoś mi powie, ze go widział na miescie to pewnie miał powód by tam być. Ale
              jesli powiedział, ze bedzie na 18 to powinien mniej wiecej w tym czasie do
              domu zlądować. Choćby dlatego, zeby mi nie wystygły kotlety. A jesli nie
              zląduje, to powinien zawiadomić. Normalna kultura tego wymaga.
              U nas w domu mieliśmy zwyczaj, ze ktokolwiek gdziekolwiek wychodził, to
              komunikował "wychodzę" i podawał albo cel wyjścia (do sklepu, wyrzucić śmieci)
              albo przypuszczalny czas powrotu (będe za godziene, bede kolo 19, wroce późno,
              nie czekajciez kolacją)
              I wcale nie chodziło o kontrolę, tylko o normalne zasady współżycia.
              Bo jesli do sklepu to reszta rodziny mogła miec prosbe by kupił cos dla nich.
              jesli ze smieciami, to moze ktos miał akurat cos do wyrzucenia, a jesli gdzies
              dalej, to zeby wiedziec chocby na ile osob robic kolację.
              Takie jasne sytuacje bardzo ułątwiają życie i nie mają nic wspołnego ani z
              nadopiekunczością ani z kontrolą.
              To miłośc i empatia, drogi Weasleyu.

              Swoją drogą list Minervy był OK i nie nazwałabym go gruboskórnym. Twój tak, ale
              to nie pretensja tylko stwierdzenie faktu.
              >
              > > Z nadopiekuńczością nie ma to nic wspólnego, choć na pierwszy rzut oka wy
              > daje
              > > się podobne.
              >
              > Rzuciłem okiem po raz drugi i trzeci i podobieństwo nadal jest uderzające.
              > Klasyczne objawy rodziców kontrolujących.


              Możliwe. Wiele rzeczy jest podobnych do siebie a przy bliższym zbadaniu okazuje
              się kompletnie różnymi. Na przykłąd opętanie i choroba psychiczna. Wrodzone
              upośledzenie umysłowe i zaniedbania wychowawcze z deprywacją bodźców. Byli
              nawet tacy, którzy delfiny, czy wieloryby uważali za ryby. W koncu podobne.
              >
              > > "Mężowie miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi"
              >
              > "Żony, bądźcie posłuszne swoim mężom, bo to jest miłe Panu".
              a czy ja piszę, że zona ma być nieposłuszna?
              • a_weasley Re: Dobra rada 06.07.06, 18:31
                direta napisała:

                > namawianie marzka do strzelenia sobie piwka było gruboskórne.

                No to lufę nalewki z pigwy, albo setkę ajerkoniaku, albo co jej tam dobrze
                wchodzi. Ale najlepsze na kłopoty z zaśnięciem jest piwko. Nauczyłem się tego od
                Minerwy. Moja żona to mądra kobieta.

                > Jakiego człowieka masz na myśli?

                Twojego męża, któremu wskutek swoich nieuzasadnionych lęków stawiasz dziwne
                żądania - na przykład arogujesz sobie prawo do pozwalania albo niepozwalania na
                jazdę samochodem.

                > Tylko o przypadkach, gdy połowa twego ciała

                Nie możesz się doliczyć rąk czy nóg? Bo jeśli tą połową, która

                > znika bez zapowiedzi i nie wiesz co się z nią dzieje.

                ma być mąż, to przecież wiesz, co się z nim dzieje. Jedzie do Warszawy, jest w
                Warszawie albo wraca z Warszawy.
                Zastanowiło Cię kiedyś, jak ludzie żyli, kiedy nie było komórek, a rozmowę
                międzymiastową trzeba było zamawiać i czekać dłużej niż się jechało z Warszawy
                do Poznania? Co więcej, w wielu miejskich domach nie było telefonów?

                > To miłośc i empatia, drogi Weasleyu.

                Empatia? Chyba na ocenę poczynań ślubnego męża już Ci jej nie starczyło.
          • minerwamcg Re: Dobra rada 06.07.06, 18:13
            > Zrozum mężczyzno, że od chwili gdy stajesz się mężem jesteś przez żonę
            > postrzegany (mniej lub bardziej świadomie) jako cząstka jej samej. Jak bys
            > się czuł, gdyby połowa Twojego ciała nagle cię opuściła i powędrowała
            > niewiadomo gdzie?

            No cóż, zaraz ktoś powie, że jestem facetem, i że moje małżeństwo z Weasleyem
            to taki bardziej "nowoczesny" związek.
            Bo ja uważam, że "odtąd jedno, choć nadal dwoje" - jesteśmy jednością, ale też
            dwiema zupełnie różnymi osobami. Każda ma swoje sprawy: pracę, zajęcia, także
            niektóre rozrywki. Nie mam odruchu sprawdzania, czy wszystkie cząstki mnie są
            na właściwym miejscu i czy czasem druga połowa nie wymknęła mi się spod
            kontroli. Pojechał? Widocznie trzeba, żeby pojechał. Samochodem? I bardzo
            dobrze, wiem, że lubi i umie to robić, niech ma trochę frajdy. Wróci jutro? No
            to do jutra jestem słomianą wdową, mogę przeleżeć pół dnia z książką a na obiad
            zjeść kanapkę, albo obejrzeć ciurkiem siedem odcinków "Czterech pancernych".
            Martwić się zacznę dopiero jakby NIE wrócił jutro, ale do tej pory wychodzę z
            założenia, że w okolicznych lasach nie żyje nic groźniejszego od niego.
            Co innego, gdyby miał wrócić DZISIAJ a wrócił JUTRO, nie dawszy w międzyczasie
            znaku życia. O, to tak, martwiłabym się okropnie, a cudem odzyskanego obdarła
            za skóry, powiesiła na lampie, nakarmiła obiadem i powiedziała, że go kocham
            (koniecznie w tej kolejności).
            Nie widzę potrzeby trzymać męża na smyczy. Jest dorosły, chwilami całkiem
            odpowiedzialny, a skończoną niedojdą też być nie może, bo w końcu jakoś dożył
            swoich lat i nawet zdobył taką wspaniałą kobietę jak ja smile
            Dlatego jeszcze raz powtarzam - ufam Opatrzności i swojemu mężowi. Święty Paweł
            skakałby z radości smile
            • direta Re: Dobra rada 06.07.06, 18:34
              Ależ Minervo! Nic dodać nic ująć! Mogłabym się pod twoim tekstem podpisac wink
              tylko właśnie dziś siedzę i czekam żeby tego mojego obedrzeć ze skóry, powiesić
              na lampie, i nakarmiłabym obiadem tylko nie wiem na którą ten obiad szykować i
              czy w ogóle, bo może coś zje po drodze. Więc jak już gu uduszę i obrażę się
              śmiertelnie to mu przecież też powiem, że go kocham,nie?
              I uwierz mi, że męża nie trzymam na smyczy. Ale na pewne rzeczy nie pozwolę i
              już.

              Przecież pisałam, że jego pomysłowi przyklasnęłam i nawet sama go wypychałam do
              stolicy. I juz sobie myślałąm na co przeznaczę taki ładny słomiany dzień wink
              Tyle, że wszystko poszło nie tak...

              No bo gdzie tu racjonalne myślenie by zamiast wygodnie i bezpiecznie pojechać
              pociągiem to w takim upale tłuc się tyle godzin w puszce po sardynkach, wydawać
              bajońskie sumy na benzynę i dojechać na miejsce brudny, spocony i zmęczony?
              I mój mąż, którego miałam za inteligentnego ośmielił się podjać tak głupią
              decyzję?
              No to mógł mnie przynajmniej do niej przekonać, a nie stawiac przed faktem
              dokonanym. ja go nie stawiam (choć mogłabym) bo wiem, że tego nie znosi.
              Nauczyłam się tego w pierwszych tygodniach bycia razem. On też by mógł, nie?

              I własnie o takie potraktowanie, ktore odbieram jako lekceważenie - mam
              najwieksze pretensje.
              Co nie zmienia faktu, ze nie lubie gdy jedzie sam samochodem, o czym pisałam
              szeroko w innych listach w tym wątku.
              • a_weasley Re: Dobra rada 06.07.06, 18:44
                direta napisała:

                > No bo gdzie tu racjonalne myślenie by zamiast wygodnie i bezpiecznie pojechać
                > pociągiem to w takim upale tłuc się tyle godzin w puszce po sardynkach,
                > wydawać bajońskie sumy na benzynę

                Bez przesady z tymi bajońskimi sumami. Ekspres też nie jest tani, nawet ze zniżką.

                > i dojechać na miejsce brudny, spocony i zmęczony?

                Ale co Cię to, do jasnej polędwicy, obchodzi? Ty się zmęczysz? ON JEST DOROSŁY.
                Może lubi. Może jest masochistą. Gdybyście mieli jechać razem, to i decyzję
                powinniście podjąć razem.

                > I mój mąż, którego miałam za inteligentnego ośmielił się podjać tak głupią
                > decyzję?

                Jakie znowu ośmielił się? Miał prawo. Głupia? Tobie się nie podoba. WOlno Ci. A
                jemu się podoba. Też mu wolno. To on jechał, a nie Ty, więc to jego zdanie
                decydowało. Wszystko, co mogłaś, to mu to odradzać.

                > No to mógł mnie przynajmniej do niej przekonać,

                Ale z jakiego paragrafu? To była jego sprawa. Wyłącznie. Powiedział Ci, co
                zamierza, Ty powiedziałaś, że uważasz, że to głupi pomysł, a on z tym zrobił, co
                uważał za stosowne. Tak pojechał, widno tak mu było wygodnie. Widocznie podróż
                autem miała zalety, lub podróż koleją niedogodności równoważące te, które
                opisałaś. Nie mebluj dorosłemu czlowiekowi życia.
                To mniej więcej tak, jakby mąż się obrażał, że pojechałaś w upalny dzień do
                ciotki w Plewiskach autobusami, chociaż dawał Ci na taksówkę.
                • minerwamcg Re: Dobra rada 06.07.06, 19:00
                  Coś w tym jest - każdy ma prawo być tak głupim, jak tylko ma ochotę, pod
                  warunkiem, że sam będzie za to pokutował.
                  Ubrudzi się? No to co, ciuchy i tak byłyby do prania, a facet się umyje i
                  będzie jak nowy smile Chciał sobie poprowadzić w upale? A niech. Pewnie i tak ma
                  auto z klimatyzacją. Zmęczy się? To albo uzna, że wartało, albo na drugi raz
                  będzie mądrzejszy. Gdyby chciał Ciebie wlec do tego Poznania na arkanie... tfu,
                  pardon, autem - miałabyś święte prawo stanąć okoniem. Ale skoro sam chciał?
                  Chcącemu nie dzieje się krzywda. Na męską głupotę czasem się można powściekać,
                  ale IMHO nie ma sensu zastępować jej naszą mądrością smile
                • direta Re: Dobra rada 06.07.06, 19:04
                  Chyba załapałam o co Ci chodzi Arturze wink
                  Ty mi po prostu dajesz dobrą radę! wink

                  Przeczytalam Twój ostatni list, skądinąd fajny i racjonalny i otworzyła mi się
                  w głowie klapka z jakiejś książki o różnicach między kobietą i mężczyzną.
                  Była tam opisana podobna sytuacja, jak żona przyszła do domu i zaczęła narzekac
                  na wrednego szefa. no i mąż wyłaził ze skóry żeby dac jej dobrą radę a ona w
                  końcu się na niego obraziła. Bardzo to przypominało naszą wymianę listów. wink

                  Ile Wy jesteście z Minervą po ślubie?

                  No bo jeśli ktoś wobec mężczyzny narzeka, to mężczyzna jest święcie przekonany,
                  że ma tej osobie jakoś pomóc. dać jej dobrą radę, albo dać szefowi w zęby albo
                  nie wiem co jeszcze, Ty pewnie wiesz lepiej.
                  A kobieta potrzebuje się przede wszystkim powywnętrzać i poczuć się zrozumiana.
                  I wtedy ta złość jej przejdzie. I może nawet zacząć myśleć racjonalnie i
                  znależć rozwiązanie z sytuacji (sama! chyba, że wprost poprosi o pomoc w
                  podjęciu konkretnej decyzji)
                  I ja dzięki dyskusji na forum uporządkowałam swoje niepokoje, żale i złości,
                  poczułam się zrozumiana (to znaczy normalna) i dzięki temu, kiedy mąż wróci
                  przywitam go z uśmiechem i moze nawet nie obedrę go ze skóry wink
                  Natomiast w dyskusji z Tobą próbowałam to wszystko zracjonalizować i zaczęłam
                  plątać się coraz bardziej. A nie tędy droga.
                  Chociaż oczywiście spojrzenie na całą sprawę oczami mężczyzny też jest cenne.

                  BTW - w tej książce radzili jak kobieta przychodzi w takim nastroju, to mąż
                  powinien ja przytulić i powiedzieć coś w rodzaju "wiem co czujesz, doskonale
                  cię rozumiem"
                  Śmialiśmy się z mężem z tego zalecenia i nawet kiedy zdarzała się nam taka
                  sytuacja i mąż mówił "wiem co czujesz" to się śmialiśmy, ale okazało się, że
                  mimo "przytulania z przymrużeniem oka" jednak taka reakcja męża (zwłaszcza
                  przytulenie) była o wiele bardziej owocna niż gdyby zaczynał od dawania dobrych
                  rad.

                  No cóż... takie są kobiety.
                  Pozdrawiam

                  Ania
                  • a_weasley Bogu dzięki, mamy jasność 06.07.06, 19:20
                    direta napisała:

                    > Chyba załapałam o co Ci chodzi Arturze wink
                    > Ty mi po prostu dajesz dobrą radę! wink

                    Coś koło tego.
                    Słusznie bowiem zauważyłaś, że

                    > Dziewczyny jakoś załapały,

                    (nawiasem mówiąc Minerwa akurat najmniej),

                    > natomiast z Tobą jakbyśmy mówili (pisali) innym językiem.
                    > Te same słowa znaczą chyba co innego u mnie i u Ciebie.

                    Owóż z dziewczynami mogłabyś sobie o tym rozmawiać do chrypki i doszłybyście do
                    wspólnego wniosku, że faceci są fatalni. Wniosek to rozsądny, atoli posunąłby
                    Was do przodu tak samo jak w analogicznej sytuacji Twojego męża i kolegów,
                    którym opowiada przy piffie o tej całej historii, wniosek, że diabli nadali z
                    babami. Czyli wcale.

                    > Może Minerva Ci wytłumaczy?

                    Wytłumaczyć toby potrafiła, ale rozumieć to zdaje się też nie rozumie.

                    > Ile Wy jesteście z Minervą po ślubie?

                    O wiele mniej niż by się można było spodziewać w naszym wieku. Ale lepiej późno
                    niż wcale.

                    > mężczyzna jest święcie przekonany, że ma tej osobie jakoś pomóc.
                    > dać jej dobrą radę, albo dać szefowi w zęby albo
                    > nie wiem co jeszcze, Ty pewnie wiesz lepiej.

                    Ja akurat wiem, że

                    > kobieta potrzebuje się przede wszystkim powywnętrzać i poczuć się zrozumiana.
                    > I wtedy ta złość jej przejdzie.

                    i tę metodę potrafię twórczo stosować... chyba, że przyczyna złości wiąże się z
                    moimi poczynaniami. Wtedy bywa różnie.

                    > I ja dzięki dyskusji na forum uporządkowałam swoje niepokoje, żale i złości,
                    > poczułam się zrozumiana (to znaczy normalna) i dzięki temu, kiedy mąż wróci
                    > przywitam go z uśmiechem i moze nawet nie obedrę go ze skóry wink

                    No i super. Znaczy nie na próżno tutaj dyskutowaliśmy.

                    > Natomiast w dyskusji z Tobą próbowałam to wszystko zracjonalizować i zaczęłam
                    > plątać się coraz bardziej. A nie tędy droga.

                    Jest to w każdym razie jakiś sposób - zadać sobie pytanie "a tak konkretnie to o
                    co mi/nam chodziło?".

                    > Chociaż oczywiście spojrzenie na całą sprawę oczami mężczyzny też jest cenne.

                    Też mi się wydawało, że najlepszą drogą do zrozumienia punktu widzenia drugiej
                    strony w konflikcie z osobnikiem rażąco odmiennej płci jest dowiedzieć się, jak
                    to wygląda z perspektywy innego osobnika tejże odmiennej płci.
                    • direta Re: Bogu dzięki, mamy jasność 06.07.06, 19:39
                      a_weasley napisał:

                      > Owóż z dziewczynami mogłabyś sobie o tym rozmawiać do chrypki i doszłybyście
                      do
                      > wspólnego wniosku, że faceci są fatalni. Wniosek to rozsądny, atoli posunąłby
                      > Was do przodu tak samo jak w analogicznej sytuacji Twojego męża i kolegów,
                      > którym opowiada przy piffie o tej całej historii, wniosek, że diabli nadali z
                      > babami. Czyli wcale.

                      Nie wiem jak mają faceci, ale kobieta zwykle jak sobie ponarzeka, to jej
                      przechodzi i nawet potrafi docenić faceta i stwierdzić, że taki głupi do imentu
                      to on nie jest, bo i mówić potrafi a czasem nawet czytać a z niektórymi to się
                      nawet pogadać da (ewentualnie kobieta przypomni sobie inną cechę męża którą
                      najbardziej w nim ceni) i koncowym efektem takiego gadania będzie - wbrew temu,
                      co sugerujesz - dojście do wniosku, że faceci jednak nie są tacy źli wink

                      Czyli - jesli dobrze zrozumiałam, co napisałeś - facet narzekając się nakręca a
                      kobieta odkręca.
                      Oczywiscie są wyjątki. na przykład kobiety spotykające się by ponarzekać po to,
                      aby w ten sposób usprawiedliwić własne świństewka. ale to nie to forum.

                      Pozdrawiam
                      (BTW pamiętasz panią Weasley wypędzającą bogina w Zakonie Feniksa?)
    • minerwamcg Moja mama, kiedy rzuciła palenie... 06.07.06, 13:55
      ...przeżywała jak Hitler wojnę każdą moją nieobecność w domu. Przyjście z pracy
      dwie godziny później wywoływało łzy, awanturę i wyrzuty "przecież wiesz, że ja
      się tu martwię". Nie skutkowały żadne argumenty, kategorycznie domagała się
      telefonów ("przecież masz komórkę, mogłaś zadzwonić"), nigdy jednak nie
      zadzwoniła do mnie sama - wolała siedzieć i płakać, a potem zrobić awanturę.
      Wyjazd na dwa dni - rozpacz. Zadzwoń jak dojedziesz, zadzwoń jak przyjedziesz,
      zadzwoń jak wyjedziesz, zadzwoń jak będziesz, zadzwoń jak nie będziesz. "Bo
      wiesz, że ja się będę denerwować".
      Pomogło dopiero to, że się zeszłam z Weasleyem (który nawiasem mówiąc mocno się
      wahał, widząc, że zapowiada mu się teściowa z takimi odpałami i żona-dorosła
      kobieta uwiązana mamusinej spódnicy). Dzwoniłam rzadziej, w końcu przestałam
      (chcesz, to sama zadzwoń), wreszcie stanęła decyzja, że wyprowadzam się do
      Warszawy. Mama ozdrowiała błyskawicznie i moje wyniesienie się z domu, gdzie
      mieszkałam od zawsze zniosła zdumiewająco dzielnie.

      Po co to opowiadam? Żeby nieśmiało zasugerować wszystkim żonom z sobą na czele,
      że niepokój o bliską osobę to mogą być cholerne kajdany. Nakładane na obie
      strony. Mnie w takich razach ratuje trochę wiary w Bożą Opatrzność i w chłopa,
      że nie taki on znowu łajza i sobie poradzi.
    • glupiakazia Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 06.07.06, 15:04
      Direto Droga, bardzo dobrze Cię rozumiem i życzę, żeby wrócił szybko, cały i
      zdrów. Mam to za każdym razem, kiedy mój mąż gdzieś jedziesad. Po latach
      obrażania się (śmiertelnego) wywalczyłam tyle, że nigdy nie wyłącza telefonu.
      No i co z tego? Byliśmy w sklepie, ja ładowałam zakupy, on z dziećmi siedział w
      dziale z zabawkami. Umówiliśmy się, że zadzwonię do niego, jak skończę.
      Dzwoniłam 20 minut, po czym wkurzona poszłam po niego, pytam dlaczego nie
      odbierał, a on na to, że rzeczywiście coś tu ciągle dzwoniło, ale on myślał, że
      to te zabawki dookoła. No słowo daję, homo ledwo sapiens ci faceci.
      • direta jak to z tymi mężczyznami jest? 06.07.06, 17:35
        A mój homo denervans nadal ma niedziałającą komórkę.

        BTW czy lubisz Orzeszkową?
        W zeszłym roku trafiłam w bibliotece sanatoryjnej na pokaźną kolekcję jej mniej
        znanych dzieł (tzn nie lektur) i po przeczytaniu wyszło mi, ze obraz mężczyzny
        jaki się wyłania z jej powieści to taki homo unmaturus. Ociężałe umysłowo
        indywidua bez hatru i bez woli, bez rozumu i bez inteligencji, które o tyle
        tylko są w stanie dobrze żyć o ile odpowiednio pokieruje nimi mądra i
        szlachetna kobieta. Taka, która cierpienie i boleść ukryje głęboko a mężowi
        taką twarz pokaże, jaka akurat potrzebuje zobaczyć. Mężczyzn tam trzeba
        wychowywać i nieustannie na różne sposoby nimi kierować, bo jeśli tylko
        pozostawi się ich samym sobie natychmiast się zagubią, wpadną w nałogi i
        zniszczą wszystko, co spotkają na swej drodze włacznie z najbliższymi.
        Czy rzeczywiście takie było postrzeganie mężczyzn XIX wiecznych przez
        współczesne im kobiety, czy Orzeszkowa była w swej wizji odosobniona?
        Chociaż fakt, że mężczyźni to duże dzieci (nawet jeśli zdarzają się bardzo
        inteligentne) i że o wiele mniej mężczyzn garnie się do nauki niż kobiet za to
        więcej chce się bawić, brylować i błyszczeć. Jeśli garną się do nauki to raczej
        w takich dziedzinach w których włąsnie mogliby zabłysnąć.
        Więc jak to z tymi mężczyznami jest?
        • a_weasley Oftop: Twórczość Elizy Orzeszko 06.07.06, 17:47
          direta napisała:

          > obraz mężczyzny
          > jaki się wyłania z jej powieści to taki homo unmaturus. Ociężałe umysłowo
          > indywidua bez hatru i bez woli, bez rozumu i bez inteligencji, które o tyle
          > tylko są w stanie dobrze żyć o ile odpowiednio pokieruje nimi mądra i
          > szlachetna kobieta.

          Aha. Zwłaszcza tytułowy bohater "Chama" i jego żona. I tytułowa bohaterka
          "Dobrej pani". Takoż Benedykt i Witold Korczyńscy z jednej strony, a Emilia i
          Leonia z drugiej... A Bohatyrowiczowie to normalnie banda szczawi, co jeden to
          większy Piotruś Pan...
          • direta Re: Oftop: Twórczość Elizy Orzeszko 06.07.06, 18:23
            UWAGA! Ja nie napisałam, że w powieściach Orzeszkowej mężczyźni są be a kobiety
            cacy.
            Napisałąm, że z tych, które czytałam ponad rok temu wynikało, że mężczyzna nie
            zginie o ile trafi na dobrą i szlachetną kobietę. Pominęłąm całą plejadę kobiet
            pustych i głupich, które ściągały mężczyzn na złe drogi, albo utrudniały im
            rozwinięcie skrzydeł

            Swoją drogą (o ile coś jeszcze pamiętam z Nad Niemnem) Emilia Korczyńska (jeśli
            nie pomyliłam postaci - ta od globusa) to typowy przykład kobiety
            niedopieszczonej wink

            Ale dzięki za przywołanie Chama. W bibliotece go nie było, znam tylko z
            adaptacji filmowej. No to całe szczęście bo już się martwiłam, ze to ogólne
            postrzeganie mężczyzn w epoce pozytywizmu.
            Chociaż zauważ, że Franka od początku taka nie była. To głupi i
            nieodpowiedzialny mężczyzna sprowadził ją na złą drogę i już się nie dała rady
            wywikłać.

            A Pana Grabę czytałeś?
    • a_weasley ...i pełno zbójców na drogach... 06.07.06, 17:30
      direta napisała:

      > Czy Wy też tak macie? Co wtedy robicie?
      > Chodzi mi o sytuacje kiedy wasz ukochany mąż okazuje się nagle idiotą albo
      > nosorożcem.

      Mocne słowa. Co byś powiedziała, gdyby tymczasem rzeczony mąż zapytał na innym
      forum innych facetów, co robią, gdy ukochana żona okazuje się kretynką albo
      histeryczką?
      Ja, szczerze mówiac, nie widzę w jego postępowaniu nic dziwnego.

      > na 5 vminut przed pójściem spać oznajmił mi radośnie, że pojedzie samochodem.

      O ile wiem, nie zapowiadano na dzisiaj gołoledzi ani śnieżycy, ani nawet
      oberwania chmury. Warunki drogowe dzisiaj oceniam jako dobre do bardzo dobrych.

      > Powiedziałam mu to wszystko, prosiłam, groziłam,

      I jeszcze się dziwisz? To ostatecznie położyło sprawę. My bardzo nie lubimy, jak
      się nam grozi.

      > Nie wiem czy pojechał samochodem, czy też samochodem tylko na dworzec a dalej
      > pociągiem i od 6 chodze jak głodna lwica w klatce i niczym nie mogę się zająć.
      > I tak będzie az do jego powrotu.

      Poważna sprawa. Tyle, że to z Twoimi reakcjami coś trzeba zrobić. Moi rodzice
      tak mieli, jak chodziłem do podstawówki.

      > Czy to naprawdę takie trudne dla mężczyzny, by liczyć się z uczuciami żony?

      Twój mąż, o ile zdołałem zrozumieć, ma najmarniej koło trzydziestki. Pewnie
      prawo jazdy też zdobył nie wczoraj. Wyprzedzających na trzeciego widział setki
      razy i nie będzie to dla niego zaskoczeniem.
      Dla mnie największym zaskoczeniem jest, że jedyną przytomną osobą, poza
      oczywiście moją żoną, okazała się Justyna. Cała reszta zgodnym chórem wspiera
      reakcje żony wobec męża, które w przypadku matki i syna nazwano by w najlepszym
      razie nadopiekuńczością.
      Załóżmy nawet, że samochodem pojechał faktycznie w trasę (a sprawdzałaś na Placu
      Dworcowym i na Głogowskiej?). No i co?
      Nic się nie stało. Pojechał facet w interesach do stolicy. Zwykła rzecz.
      Pojechał samochodem. Też zwykła rzecz, po to jest samochód i po to aż do Konina
      jest autostrada. Pojechał samochodem, chociaż żona wolała, żeby pojechał
      pociągiem. Absolutnie zwykła rzecz, widocznie bardziej mu odpowiadało jechać
      samochodem, dorosły jest, posłuszeństwa nie ślubował. Może chciał odwiedzić
      Licheń? To parę kilometrów w bok.
      • direta Re: ...i pełno zbójców na drogach... 06.07.06, 17:54
        A bo widzisz - wszystko przez Pana Boga, bo stworzył człowieka mężczyzną i
        niewiastą a przy tym uczynił ich tak kompletnie różnymi od siebie, że bardziej
        się różnić już chyba nie można (dobrze to wyłapała Chmielewska, pewnie czytałeś
        list Pawlinki)

        > Mocne słowa. Co byś powiedziała, gdyby tymczasem rzeczony mąż zapytał na innym
        > forum innych facetów, co robią, gdy ukochana żona okazuje się kretynką albo
        > histeryczką?

        A co miałabym powiedzieć? Doszłabym do wniosku, że coś go mocno dotknęło. Bez
        urazy. Ty nigdy nie okazałeś się idiotą albo nosorożcem?
        I tu wyłazi pierwsza różnica płci: kobieta wyleje taki żal na forum, a facet
        niekoniecznie. Za to bardzo chętnie będzie opowiadał o swoich podbojach
        (niekoniecznie miłosnych) (zakładając, że w ogóle lubi się wywnętrzać na forum,
        bo są i tacy, którzy w ogóle się nie uzewnętrzniają)

        > O ile wiem, nie zapowiadano na dzisiaj gołoledzi ani śnieżycy, ani nawet
        > oberwania chmury. Warunki drogowe dzisiaj oceniam jako dobre do bardzo
        dobrych.

        To mnie cieszy. Znaczy, że jest szansa iż powróci cały z tej niebezpiecznej
        podróży wink Chociaż zważywszy jaki jest upał...
        Ech racjonalni mężczyźni... smile

        > I jeszcze się dziwisz? To ostatecznie położyło sprawę. My bardzo nie lubimy,
        ja
        > k
        > się nam grozi

        A myślisz, że my lubimy? A jednak są pewne rzeczy, których nie zrobimy bo
        wiemy, że mąż by się śmiertelnie obraził. Na przykłąd nie wyłączę korków kiedy
        on gra w szachy albo ogląda mecz, chociaż miewam na to wielką ochotę.
        Nie wezmę też udziału w tym czy w tamtym o ile nie uzyskam pozwolenia męża. bo
        choć dla mnie nie ma w tym nic złego - jestem żoną i muszę mieć pewność, że on
        się na to zgadza.
        Dlaczego mąż również nie może respektować zakazów żony? Choćby podobnie
        irracjonalnych?
        (I nie ma to nic wspólnego z brakiem zaufania do tej drugiej osoby, po prostu
        chodzi o postawę "jeśli nie chcesz, to nie będę tego robić" z jednej a "jeśli
        to dla ciebie ważne, to nie mam nic przeciwko temu" z drugiej. I żadna ze stron
        nie powinna nadużywać ani jednej ani drugiej opcji.

        > Pojechał samochodem. Też zwykła rzecz, po to jest samochód i po to aż do
        Konina
        > jest autostrada. Pojechał samochodem, chociaż żona wolała, żeby pojechał
        > pociągiem. Absolutnie zwykła rzecz, widocznie bardziej mu odpowiadało jechać
        > samochodem, dorosły jest, posłuszeństwa nie ślubował. Może chciał odwiedzić
        > Licheń? To parę kilometrów w bok.

        Autostradą raczej nie, bo płatna, ale to nie istotne. Do jego umiejętności jako
        kierowcy zaufanie mam. Do innych wariatów - nie. Ale najbardziej mnie dotknęło
        to o Licheniu. Bo pokazało mi największą różnicę między kobietą a mężczyzną:
        Chciał odwiedzić Licheń i nie powiedział o tym żonie? Nie podzielił się z nią
        swoimi planami, cząstką siebie?
        (abstrahuję teraz od planów mego męża, zwracam tylko uwagę, że nie masz racji w
        swoim postrzeganiu rodziny)
        Ja wiem, ze mężczyzna potrzebuje marginesu wolności i obszaru prywatności. Ale
        nie zapominaj, że jednak ślubował. Nie posłuszeństwo wprawdzie, lecz miłośc,
        wierność i uczciwość małżeńską, oraz, ze nie opuści az do smierci. I nie moze
        zachowywac sie jak kawaler ani ja jak panna.
        Decyzje powinny byc podejmowane wspolnie i plany tez konsultowane. Kobieta ma
        to we krwi. Mezczyzna musi sie tego dopiero nauczyc i nie kazdy jest na tyle
        pojętny by tę umiejętność zdobyć. Niektórzy do konca życia zostają kawalerami w
        krótkich majtkach wymykającymi się w tajemnicy przed żoną...(gdziekolwiek, byle
        w tajemnicy)
        • a_weasley Re: ...i pełno zbójców na drogach... 06.07.06, 18:17
          direta napisała:

          > To mnie cieszy. Znaczy, że jest szansa iż powróci cały z tej niebezpiecznej
          > podróży wink Chociaż zważywszy jaki jest upał...

          Codziennie setki tysięcy mężczyzn wyruszają w trasę. Latem i zimą, w upale i w
          śnieżycy. Za sprawami, które nie mogą czekać do odwilży czy ochłodzenia.
          Większość z tych mężczyzn ma żony. Mąż wyjeżdża, żona robi dzieciom śniadanie,
          wyprawia je do szkoły i idzie na zakupy czy do swojej pracy. Nie obgryza
          paznokci, że co będzie, jak ON nie wróci. Wracał tyle razy, wróci i dzisiaj.
          I wraca.
          Inna żegna się z mężem, który poszedł, jak codzień, na sąsiednią ulicę do biura,
          i widzi go ostatni raz, bo jakiś kretyn go skosił na pasach.

          > A myślisz, że my lubimy? A jednak są pewne rzeczy, których nie zrobimy bo
          > wiemy, że mąż by się śmiertelnie obraził. Na przykłąd nie wyłączę korków kiedy
          > on gra w szachy albo ogląda mecz, chociaż miewam na to wielką ochotę.

          Słusznie tego nie zrobisz, bo nie jest Twoim jednocyfrowym dzieckiem, żebyś mu
          mogła pozwalać na takie rzeczy albo nie. I tak samo on nie potrzebuje Twojego
          pozwolenia na użycie takiego czy innego środka lokomocji.
          ON. JEST. DOROSŁY. I. NIE. JEST. UBEZWŁASNOWOLNIONY.
          ON. NIE. JEST. TWOJĄ. WŁASNOŚCIĄ.

          > Nie wezmę też udziału w tym czy w tamtym o ile nie uzyskam pozwolenia męża. bo
          > choć dla mnie nie ma w tym nic złego - jestem żoną i muszę mieć pewność, że on
          > się na to zgadza.

          A to zupełnie nie wiem, dlaczego.

          > Dlaczego mąż również nie może respektować zakazów żony? Choćby podobnie
          > irracjonalnych?

          Ponieważ mężczyźni są racjonalni i irracjonalnych zakazów nie cierpią?
          Ponieważ jest nadal wolnym człowiekiem i nie ma obowiązku ich respektować?

          > chodzi o postawę "jeśli nie chcesz, to nie będę tego robić" z jednej a "jeśli
          > to dla ciebie ważne, to nie mam nic przeciwko temu" z drugiej.

          Chyba w tej sprawie właśnie byłaś uprzejma zapomnieć o tej drugiej.

          > to o Licheniu. Bo pokazało mi największą różnicę między kobietą a mężczyzną:
          > Chciał odwiedzić Licheń i nie powiedział o tym żonie? Nie podzielił się z nią
          > swoimi planami, cząstką siebie?

          Nie wiem, może nie Licheń, może kolegiatę łowicką albo elektrociepłownię w
          Pątnowie! Może po prostu chciał się przejechać autostradą! Co mnie to obchodzi,
          i co Tobie do tego? Będzie chciał powiedzieć, to powie, i dobrze, a nie będzie
          chciał, to nie powie i też dobrze! Pojechał samochodem, BO TAK.

          > (abstrahuję teraz od planów mego męża, zwracam tylko uwagę, że nie masz racji w
          >
          > swoim postrzeganiu rodziny)

          A to niby dlaczego ja mam, a Ty nie, a nie na odwrót?

          > Ja wiem, ze mężczyzna potrzebuje marginesu wolności i obszaru prywatności.

          Znakomicie!

          > Ale nie zapominaj, że jednak ślubował. Nie posłuszeństwo wprawdzie,
          > lecz miłośc, wierność i uczciwość małżeńską,

          Obawiam się, że dana sprawa koło tych trzech deklaracji nawet nie leżała. Chyba,
          że myślisz, że ma kochankę w Sochaczewie.

          > oraz, ze nie opuści az do smierci.

          Nie strzelaj z armaty do wróbla, bo zabraknie Ci amunicji na cele, do których
          trzeba strzelać z armaty.

          > I nie moze zachowywac sie jak kawaler ani ja jak panna.

          O ile wiem, samodzielne podejmowanie decyzji we własnych sprawach nie jest cechą
          tylko osób stanu wolnego.

          > Decyzje powinny byc podejmowane wspolnie i plany tez konsultowane. Kobieta ma
          > to we krwi. Mezczyzna musi sie tego dopiero nauczyc i nie kazdy jest na tyle
          > pojętny by tę umiejętność zdobyć. Niektórzy do konca życia zostają
          > kawalerami w krótkich majtkach wymykającymi się w tajemnicy przed
          > żoną...(gdziekolwiek, byle w tajemnicy)

          Jeżeli traktujesz go jak szczawia, któremu się sprawdza, czy włożył ciepłe
          gacie, to masz szansę, że rzeczywiście tak się będzie zachowywał.
          • direta Re: ...i pełno zbójców na drogach... 06.07.06, 18:49
            Nie, nie traktuję go jak szczawia, ale wychodzi na to, że im dłużej z Tobą
            rozmawiam, tym mniej się rozumiemy i tym bardziej zaplątana się ta rozmowa robi.
            Może w realnej dyskusji byłoby to czytelniejsze, a moze też nie?

            Dziewczyny jakoś załapały, natomiast z Tobą jakbyśmy mówili (pisali) innym
            językiem. Te same słowa znaczą chyba co innego u mnie i u Ciebie.
            Więc może skonczmy tę dyskusję, bo widzę, że się nie dogadamy.
            Personalnie nic do Ciebie nie mam. Mam tylko wrażenie, że chodzi nam dokładnie
            o to samo tylko wyrażamy to jakoś inaczej. Może Minerva Ci wytłumaczy? A może
            nie? W koncu kobieta to skomplikowane stworzenie wink
            A mężczyzna proste jak budowa cepa (to nie jest przytyk, tylko stwierdzenie
            faktu)
            I chyba tylko szczególna łaska boska sprawia, że taki cep i faramuszka
            spotykają się i jakoś dają sobie radę razem.
            Ale nie do każdego cepa pasuje każda faramuszka wink
    • a_weasley Jedyna pretensja, którą w pełni rozumiem 06.07.06, 19:25
      direta napisała:

      > Komórka oczywiście wyłaczona.

      Tego to i ja nie cierpię. Komórka jest po to, żeby ją mieć przy sobie i być
      dostępnym. A jeśli z jakichś powodów się człowiek uniedostępnia, należy przy
      pierwszej okazji dać znak życia, z gralni chociażby.
      Z drugiej strony jeżeli poszliście spać pokłóceni wskutek burzliwej rozmowy o
      głupocie i nieliczeniu się z jednej strony, a włażeniu na cudze terytorium czy
      coś w tym stylu z drugiej, to może mu być nijako...
      • direta Re: Jedyna pretensja, którą w pełni rozumiem 06.07.06, 19:42
        A no widzisz! Jednak się zrozumieliśmy!
        Bo o tę komórkę mam największą pretensję a reszta to tylko otoczka.
        A co do pokłócenia - nie wiem - ja nie miałam poczucia, że poszliśmy spać
        pokłóceni.
        Ja tylko powiedziałam co o tym myślę. Ostro jak to ja i że zrobi co zechce, ale
        moje zdanie zna. I poszłam spać.
        Ale faktem jest, że czasem ja mam poczucie, że jesteśmy pokłóceni (to znaczy ja
        jestem "na niego" pokłócona) a on nawet nie wie, że mamy kryzys małżeński.
        Więc może teraz jest odwrotnie? To znaczy ja nie wiem, że jesteśmy pokłóceni?
        Zobaczymy jak się wreszcie mąż marnotrawny zjawi albo da znak życia.
        • a_weasley Re: Jedyna pretensja, którą w pełni rozumiem 06.07.06, 19:47
          direta napisała:

          > A no widzisz! Jednak się zrozumieliśmy!
          > Bo o tę komórkę mam największą pretensję a reszta to tylko otoczka.
          [ciach]
          > Ja tylko powiedziałam co o tym myślę. Ostro jak to ja i że zrobi co zechce,

          No to właśnie zrobił.
    • direta Wrócił :) 06.07.06, 20:19
      Nie obdarłam go ze skóry, ani nie powiesiłam na lampie wink
      dałam mu buziaka i właśnie przed chwilą wstawiłam fasolkę szparagową.
      I wiecie co?... Pojechał pociągiem wink
      Jednak mam mądrego męża.

      Szkoda tylko, ze komórkę miał rozładowaną i że nie wpadł na to, by zadzwonic z
      automatu wink
      Ale cóż nie wymagajmy zbyt wiele wink
      • samboraga :))))) b/t 06.07.06, 20:33
        • marzek2 Re: :))))) b/t 06.07.06, 21:19
          >Nie obdarłam go ze skóry, ani nie powiesiłam na lampie wink

          To jest jakiś postęp, prawda Weasley wink

          >Jednak mam mądrego męża.

          No to jest nadzieja, z "piernika" stał się mądrym mężem, idzie ku dobremu smile

          >Szkoda tylko, ze komórkę miał rozładowaną i że nie wpadł na to, by zadzwonic z
          >automatu wink

          Jest nadzieja, mówię Ci - Ciumak parę lat temu w takiej sytuacji to by też nie
          zadzwonił, a teraz to myślę, żeby zadzwonił smile

          Nie dalej jak przed paroma godzinami zdarzyła mi się ciekawa sytuacja?
          Pojechałam z dziećmi do jednego sklepu, Ciumak robił duże zakupy w innym.
          Umówiliśmy się, że się zdzwonimy komórkowo, jak on skończy i przyjedzie po nas.
          No więc ja już po moich zakupach, dzwonię, żeby się zorientować, gdzie on jest a
          tutaj "abonent ma wyłączoną komórkę" itp.... no i klapa sad bo mieliśmy razem
          gdzieś potem jeszcze jechać i nie wiem, czekać przed sklepem, wracać do domu,
          jechać tramwajem z całym zestawem potrójnym (dzieci) do tego miejsca, gdzie
          mieliśmy razem jechać... No i zgadnij, jaka sytuacja pewnej koleżanki z forum mi
          się przypomniała wink))
          Postanowiłam nie panikować, choć przyznaję przeleciała mi przez głowę wizja
          wypadku samochodowego, ale wizję ubiłam tłumacząc sobie, że gdyby miał komórkę
          sprawną, wtedy by lekarze zadzwonili do mnie smile Postawiłam na rozładowaną
          komórkę. I to był trafny strzał, bo okazało się, że faktycznie prawie się
          rozładowała i jemu starczyło tylko baterii na krótki telefon z hasłem "gdzie
          jesteście?".

          Direta - parę lat temu to ja bym albo dostała histerii w takiej sytucji, albo
          zrobiła karczemną awanturę itp... Ale - uwaga Weasley! - ja też się uczę...

          w związku z tym gdy Ciumak już się pojawił na horyzoncie powiedziałam tylko, że
          głupio wyszło z tą komórką i że już się zaczynałam martwić...

          A tak poważnie w takiej sytuacji to myślę, że - jak zwykle - najlepiej jest,
          gdy obie strony próbują zrobić wszystko, żeby tej drugiej ulżyć - żona próbując
          nie zwariować z nerwów, a mąż próbując dać o sobie znać smile

          Wymiana zdań między Weasley'em a Diretą to klasyczny przykład na różnice
          damsko-męskie smile

          i na koniec - Weasley - ja jednak przed zaśnięciem wolę mojego męża niż piwkosmile

          Wydaje mi się wręcz, że Ciumakowi to pochlebia troszkę, że jego obecność jest
          dla mnie tak ważna smile
          • direta Re: :))))) 06.07.06, 21:50
            Oczywiście Marzku. W małżeństwie oboje się uczymy. W końcu wchodzimy w nie z
            odmiennymi tradycjami rodzinnymi chociażby. Na przykład w rodzinie męża nie
            było zwyczaju opowiadania się gdzie kto idzie i kiedy wróci. A jednak potrafił
            się nauczyć i zrozumiał, że to nie histeria, czy fanaberia tylko przyczyny
            takiego zachowania są czysto praktyczne. A zarazem jest to wyraz miłości, bo
            wykazujesz swoją dyspozycyjność gdyby ktos chciał jakoś "skorzystać" na Twoim
            wyjściu. Wyłożyłam to juz zresztą Weasleyowi. Więc generalnie mąż dzwoni i
            zawiadamia kiedy będzie, jeśli ma przybyć o jakiejś niezwykłej porze. Takie
            sytuacje jak dzisiejsza są stosunkowo rzadkie.
            Ja też się uczę.
            Ale pamiętam bardzo śmieszną sytuację kiedy w podróży poślubnej się
            zgubiliśmy wink
            Byliśmy dosłownie kilka dni po ślubie i postanowiliśmy pojechać nad morze starą
            rozwalającą się Skodą. Po drodze jeszcze mieliśmy stłuczkę (nie z naszej winy)
            czyli skoda nie dość, że była stara, to jeszcze miała wgnieciony tył.
            No i gdzieś na trasie ja wyskoczyłam do lasku na siusiu, a mój świeżo upieczony
            mąż miał podjechać jeszcze parę metrów, bo lasek był na zakręcie i stanąć na
            dobre, żeby zajrzeć do silnika, bo coś znowu zaczęło rzezić.
            Wyszłam z lasku, rozglądam się, samochodu nie widzę, to ruszyłam przed siebie
            (Skoda była czerwona, więc trudna do przeoczenia) Idę idę, lasek się skończył,
            no to idę dalej. Przeszłam trzy wsie a Skody nie ma. Zastanawiałąm się jak
            dojadę do domu bez pieniędzy i dokumentów, ale doszłam do wniosku, że
            autostopem mogę mieć szansę. Ponieważ jestem pilotem wiedziałąm, ze idąc cały
            czas prosto dojdę do czerwonej szosy lecącej prosto na miasto z którego
            pochodzę. Ale przy czwartej wsi przyszło mi natchnienie żeby zapytać ludzi czy
            widzieli Skodę. tak charakterystycznego pojazdu trudno nie zauważyć. no i
            okazało się, że na pewno nic takiego nie jechało. Więc przynajmniej wiedziałam,
            że mnie nie zostawił i nie pojechał sobie Bóg wie gdzie. Postanowiłam zawrócić
            i sprawdzić jeszcze raz. Spotkaliśmy się przy pierwszej wsi. wink
            Okazało się, ze zjechał w boczną drogę a ja jakimś cudem go przeoczyłam mimo,
            że się rozglądałam. Najpierw czekał dziwiąc sie co ja tak długo robię w tym
            lesie, potem zawrócił, by mnie poszukać, a potem postanowił jezdzic wahadłowo
            po kilka km od miejsca naszego zgubienia (nie przyszło mu do głowy, ze mogłam
            juz przejsc 4 wsie i gdybym nie zawrociła, to on by jezdził a ja bym szła)
            "No to ty ładne zdanie masz o swoim mężu" - skomentował, gdy się dowiedział, ze
            postanowiłam na własną rękę wracać do domu.
            Znalismy się już ponad rok a jednak uznałam za prawdopodobne, że sobie pojechał
            (choć miałam nadzieję, ze sie jednak mylę)
            Do dziś się z tego śmiejemy.
      • minerwamcg No comments :)))) 06.07.06, 21:09

    • direta Jeśli Marzek chce, może ten wątek skasowac, bo... 06.07.06, 21:20
      ...bo poniekąd spełnił swoją rolę. Chyba, że go zostawimy jako miejsce
      wywnętrzania się stęsknionych żon albo jako miejsce na dyskusję o różnicach
      między kobietą i mężczyzną wink
      • mader1 Re: Jeśli Marzek chce, może ten wątek skasowac, b 06.07.06, 23:26
        smile))) o ! nigdy ! to będzie wątek przestroga wink))))
        Pojechał pociągiem ? choć wydawało mu się to irracjonalne - to z miłości i
        szacunku dla odczuć kobiety smile a komórka się rozładowala a nie wyłaczył ją smile a
        ty, my powiesiliśmy na nim i wszystkich mężczyznach psy, w dodatku zwąc ich
        piernikami smile))) zaledwie kolo 40-tki smile))
        Nie kasować !
        • pawlinka Re: Jeśli Marzek chce, może ten wątek skasowac, b 06.07.06, 23:44
          Nie kasowaćsmile
    • magdalaena1977 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 07.07.06, 07:00
      Nie przeczytałam wszystkiego, bo idę do pracy, a chcę się wpisać:
      Zupełnie Cię nie rozumiem - Twój mąż ma tłuc się pociągiem, zamiast jechać
      samochodem tylko dlatego, że TY się denerwujesz. Przecież to nie ma sensu. Nie
      wskazałaś żadnego racjonalnego powodu, dla którego się boisz (np. że ma
      niesprawny samochód).
      Dokładnie tak samo zachowuje się moja babcia i moja mama. Gdyby to od nich
      zależało mój samochód nigdy nie zostałby kupiony, albo cały czas stałby w
      garażu. Taki mały szantaż emocjonalny "Wiesz Magdusiu, ja się tak denerwuję...
      proszę Cię bardzo nie jedź dziś samochodem ..."
      Nie miałam wyjścia jak tylko zlekceważyć prośby bliskich mi osób jako absurdalne
      i kompletnie nieuzasadnione (tzn. z początku tłumaczyły się moim
      niedoświadczeniem, ale już mi minęło).
      I nie rozumiem dlaczego nieuzasadnione lęki żony mają być bardziej brane pod
      uwagę niż nieuzasadnione lęki babci.

      Czym innym jest ogólny lęk o bezpieczeństwo i pragnienie pozostawania w
      kontakcie, a czym innym chęć nieuzasadnionego sterowania życiem drugiej osoby.
      Gdybym była Twoim mężem wymknęłabym się wcześniej właśnie po to, żeby uniknąć
      awantury.
      • marzek2 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 07.07.06, 07:36
        > Czym innym jest ogólny lęk o bezpieczeństwo i pragnienie pozostawania w
        > kontakcie, a czym innym chęć nieuzasadnionego sterowania życiem drugiej osoby.

        Granica między tymi dwiema postawami może czasem być bardzo śliska, to prawda
        Magdalaeno. Ale pozwólmy, że tą granicę ustalą już sobie indiwidualnie Direta
        i jej mąż, ja i mój mąż i inne małżeństwa smile
      • mmk9 Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 07.07.06, 08:54
        No co ty, Magdalaena, on sam przecież uznal, ze lepiej pociągiem. To Tico,
        zwróć uwagę. W dodatku w W-wie przeszkadzaloby mu tylko. Wszystko przez tę
        glupią komórkę smile
        • a_weasley No to co, że Tico? 08.07.06, 00:08
          mmk9 napisała:

          > No co ty, Magdalaena, on sam przecież uznal, ze lepiej pociągiem. To Tico,
          > zwróć uwagę.

          A Tico, przepraszam, ma kwadratowe koła czy wybucha w czasie jazdy bez podania
          przyczyn? Przynajmniej nie może zapryczać dwie stówy na godzinę...
          • mmk9 Re: No to co, że Tico? 08.07.06, 08:26
            smile)) Nie robię bynajmniej przytykow do małych samochodzikow, bo my mamy cc i
            jak musimy, to jeździmy w sześcioro /wiem, jak bardzo to jest niemoralne, ale
            jeszcze bardziej niemoralne jest to, ze nie stać nas na samochod adekwatny do
            wielkości rodziny. uff/. Jest jednak rożnica miedzy wypasioną furą z klimą i
            poduszkami, ktorą można bezpiecznie zapylać chociaz te 130, a pudeleczkiem, w
            ktorym dusisz się przed każdym zamkniętym szlabanem, na przykład. Tak więc ja,
            nawet jako pasazerka wolalabym jechac na tej trasie szybkim pociagiem, a co
            dopiero kierowca, ktory w tym skwarze musi mieć jeszcze napiętą uwagę.
            Opowiedziałam drogiemu małżonkowi, przyznał mi rację smile))
      • minerwamcg Re: Mam ochotę go udusić! Albo się śmiertelnie ob 07.07.06, 11:37
        No ba. Dlatego bardzo gorąco polecam lekturę mojego postu o mamie, która
        rzuciła palenie smile
    • aka21 Chyba coś dorzucę:) 07.07.06, 09:16
      Wczoraj podczytywałam, ale nie udało mi się nic napisać...a miałam ochotę
      delikatnie zasugerować, że może On jednak pociągiem pojechałwink

      Z moim męzem musiałam się "nauczyć" rozmawiać. Jak mówiłam np.nie jedź
      samochodem tam i tam bo...(argumenty) lub zrób tak i tak, bo "coś tam" to
      efekty nieraz były mierne, a często odwrotne (choć nie jest bynajmniej
      złośliwy!). Jak zaczęłam zostawiać mu wolność wyboru (na jego prośbę) mówiąc o
      swoich odczuciach i obawach i to on podejmował decyzję to wszystko było jakoś
      tak spokojniejsmile (i nie chodzi mi tu o jakąś manipulację męzemsmile)
      Człowiek, chyba lubi być wolnysmile), a mężczyzna szczególniewink

      Pozdrawiam i cieszę się, że finisz doby był szczęśliwysmile
      aga


      • aka21 Przepraszam:( 07.07.06, 10:25
        • aka21 Re: Przepraszam:( 07.07.06, 10:28
          nie chciałam być przemądrzała, a tak niestety wyszłosad(

          nie przeczytałam wcześniej całego wątku...
          Direta, praszę wybacz mi!
          • direta Re: Przepraszam:( i pięty achillesowe 07.07.06, 10:48
            aka21 napisała:

            > nie chciałam być przemądrzała, a tak niestety wyszłosad(
            >
            > nie przeczytałam wcześniej całego wątku...
            > Direta, praszę wybacz mi!

            Nie ma tu nic do wybaczania smile
            To jest wątek "kobiecy" który pokazuje nam jakie jesteśmy.
            Nie ma to, jak popatrzec na siebie z boku, a ja najlepiej widzę jaka jestem
            kiedy czytam swoje listy.
            Co do dawania wolności - to ja też się bardzo staram robić tak, jak piszesz,
            choc przyznam się, że nie zawsze mi to wychodzi. Ale staram się.
            Nie wiem jak u Was dziewczyny - ale mi wychodzi kiedy ogólnie jestem spokojna.
            Natomiast kiedy dzień w ogóle był nerwowy albo co gorsza mąż mrukliwy (bo np
            zajęty) to we mnie otwiera się klatka ze zrzędą i zaczynam pyszczyć. Wtedy mąż
            robi się jeszcze bardziej mrukliwy, a ja jeszcze bardziej wściekła i moja złość
            wzrasta wprost proporcjonalnie do jego mrukliwości.
            I tak trwa dopóki jedno z nas się nie zdystansuje wink
            Czasem on, czasem ja.
            BTW - co na Was w małżeństwie działa jak czerwona płachta na byka? Bo mnie do
            furii doprowadza jedna rzecz - kiedy ja mówię, a mąż mi nie odpowiada.
            (nieważne z jakiego powodu)
            Zawsze mi się wtedy przypomina Marian i Hela
            "Marian, dlaczego ty nic nie mówisz? Ja bym nie mogła tak nic nie mówić" i
            czasem nawet to sobie cytujemy, czasem nawet w momencie mojej furii, czasem
            nawet jak jestem wściekła to równocześnie żartuję i udaję Helę, ale nie zmienia
            to faktu, że jego nie odpowiadanie mi doprowadza mnie do białej gorączki.
            A Wy jakie macie pięty achillesowe w małżeństwie?
            • aka21 Re: Przepraszam:( i pięty achillesowe 07.07.06, 11:03
              Co do dawania wolności - to ja też się bardzo staram robić tak, jak piszesz,
              > choc przyznam się, że nie zawsze mi to wychodzi. Ale staram się.

              Oj! Tak, tak!!!
              To jest ideał do którego chciałabym dązyć, a rzeczywistość jest niestety różnasad
              Dla mnie najgorsze są poranki, gdy dwoje dzieci uważa, ze wszystko musi zrobić
              mama! Takie czasem miewają fazy! A ja za ich humory, wściekam się na męża,
              robię się zła i zrzędliwa, a to nakręca męża (bo taką mnie trudno jest mu
              kochać) i spirala się zwija czasem do granic wytrzymałości, aż w końcu ktoś
              powie to upragnione przepraszam (i to bezwarunkowe!). Czasem jest trudno!

              I nie mogę do dzisiaj jeszcze jednego zrozumieć! Dlaczego mężczyźni nie maja
              podzielnej uwagi? Jak "coś" robią to już "nic" nie słyszą!
              • direta pięty achillesowe 07.07.06, 11:36
                aka21 napisała:

                > I nie mogę do dzisiaj jeszcze jednego zrozumieć! Dlaczego mężczyźni nie maja
                > podzielnej uwagi? Jak "coś" robią to już "nic" nie słyszą!

                O to,to! "Jak ty mozesz nic nie syszeć! Ja bym nie mogła tak nie słyszeć",
                prawda?
                Nam kobietom wydaje się ze facet sciemnia, no bo jak mozna nie słyszec?
                A jesli słyszy to dlaczego nie odpowiada od razu?
                Mi jest naprawde ciezko sie przestawic jak pytam o cos meza, a on nie odpowiada
                wiec ponawiam pytanie, a potem sie wsciekam, że mnie ignoruje, a okazuje sie
                (jak go juz dopuszcze do głosu) ze nie mogł odpowiedziec, bo myslał co
                odpowiedziec
                - to nie mogłeś powiedziec, ze myslisz?
                - Nie mogłem, bo myślałem...
                • aka21 Re: pięty achillesowe 07.07.06, 11:47
                  to nie mogłeś powiedziec, ze myslisz?
                  > - Nie mogłem, bo myślałem...
                  >
                  Supersmile))
            • mader1 Re:pięty achillesowe 07.07.06, 12:12
              mamy pięty, a jakże... smile
              Wtedy, gdy mój mąż pytany dzień wcześniej o plany, nie wypowiada się - mówi "
              zobaczymy... zastanowię się" ( pewnie myśli smile))) Na następny dzień przypomina
              mu się pytanie i dzwoni " To co o tym myślisz, żebyśmy za jakąś godzinę
              spróbowali załatwić zaległą sprawę X.? Ale zajmij się tym, czy to możliwe, bo
              ja jeszcze muszę wpaść do banku. Przyślij esms-a..." A ja zaczynam się miotać -
              dzwonić do mamy, czy możemy podrzucić na godzinę małego ( jest zła , że w
              ostatniej chwili), dzwonić do starszej, czy może odebrać młodszą i przywieźć do
              domu ( akurat nie może , bo się już umówiła), dzwonić do młodszej, że wyjątkowo
              zostanie na świetlicy, zbiegać po jakiś półprodukt do sklepu, bo mąż nie lubi
              jadać na mieście, a wszyscy wrócą głodni , zmęczeni i źli - bo nikt nie lubi
              nagłęj zmiany planów.

              Ale nie robię już z tego, na ogółsmile ogromnej afery. Dlaczego ? Bo mój mąż przez
              wiele lat jest człowiekiem odpowiedzialnym, bardzo stara się rozumieć nas, byc
              z nami jak najczęściej.Dużo pracuje. Ma wady, jak ja zresztą, ale są one dla
              mnie do przyjęcia
              • mader1 Re: na ogół 07.07.06, 12:14
                na ogół nie robię afery - ale jak dochodzi parę innych czynników
                osłabiających, mogę być zła
            • aka21 Powołanie kobiety:) 07.07.06, 12:30
              Mam dzisiaj sporo czasu i sobie podczytujęsmile)
              Właśnie przeglądałam "list do kobiet" JPII z 1995r i to mnie bardzo uderzyło:

              Kobieta bowiem, właśnie poprzez poświęcanie się dla innych każdego dnia wyraża
              głębokie powołanie swego życia. Być może bardziej jeszcze niż mężczyzna widzi
              człowieka, ponieważ widzi go sercem. Widzi go niezależnie od różnych układów
              ideologicznych czy politycznych. Widzi go w jego wielkości i w jego
              ograniczeniach, i stara się wyjść mu naprzeciw, oraz przyjść mu z pomocą. W ten
              sposób urzeczywistnia się w dziejach ludzkości podstawowy zamysł Stwórcy i na
              różne sposoby nieustannie ukazuje piękno — nie tylko fizyczne, ale nade
              wszystko duchowe, jakim Bóg obdarzył od początku człowieka, a w szczególności
              kobietę.

              To nasze powołanie, by się troszczyć, by zauważać co dobre, pomagać
              tak, powiedzmy to sobie (choć ja nie lubię tak nawet myśleć o sobie), by się
              poświęcać dla drugiego - to jest nasze powołanie do realizacji którego Bóg nas
              uzdalniasmile)
              • marzek2 Re: Powołanie kobiety:) 07.07.06, 12:47
                Oj my mamy też pięty achillesowe smile

                Nie mogę np zrozumieć, że mężczyźni czasem "patrzą a nie widzą" - czyli jeśli ja
                sprzątam okropnie zabałaganioną kuchnię a mój mąż stoi zamyślony na środku
                kuchni i nie wpadnie mu do głowy, żeby mi pomóc.... więc ja wtedy zaczynam się
                wściekać, że on nie proponuje pomocy, a on nie rozumie mojej złości, bo przecież
                go o pomoc nie poprosiłam smile
                On nie znosi się domyślać, a ja wolałabym żeby się domyślał, niż o coś
                konkretnie prosić - czyli taka klasyczna patowa sytuacja damsko-męska, ktoś musi
                z czegoś zrezygnować, albo oboje będziemy niezadowolenie. Więc czasem udaje się,
                że on się domyśla, czasem ja rezygnuję i proszę o coś konkretnie.
                Wkleję jeszcze nasz dialog który napisałam na innym forum, bo mnie kompletnie to
                wtedy powaliło smile))


                Miejsce akcji - kuchnia Marzek
                Czas - grubo po północy
                Okoliczności przyrody smile - Marzek myje naczynia, Ciumak wchodzi do kuchni po
                oglądaniu meczu (drugiego tego wieczora!) i staje zamyślony obok stołu.

                Marzek myje. Mąż stoi nadal zamyślony. Marzek myje dalej zastanawiając się, ile
                jeszcze wody wWiśle upłynie, zanim mąż zaproponuje pomoc (naiwna i tak nigdy nie
                proponuje, dopóki mu się nie wsadzi myjki do łapy...). Marzek myje dalej, w
                końcu nie wytrzymuje i spokojnie acz stanowczo zaczyna...

                M: "Wiesz co, ja tak sobie myślę.... tak sobie myślę, że JA naszego Samuela to
                wychowam INACZEJ!"
                L. "Jak inaczej?"
                M: "No wiesz, ja go tak wychowam, tak go wychowam, że.... jak wejdzie do kuchni
                grubo po północy a jego żona będzie myła nacznia, to nie będzie stał obok
                zamyślony tylko zapyta się, czy jej nie pomóc!. Nie wiem jak to zrobię, ale tak
                go wychowam, no mówię Ci!"
                L. (przygnębionym głosem) - "Nie uda Ci się..."
                M: "A właśnie, że mi się uda! To nie tylko Twoje ale też moje dziecko!" (mając
                na myśl ewentualne wadliwe męskie geny uniemożliwiające synowi zrozumienie
                konieczności pomocy żoniesmile
                L: "Nie uda Ci się.... Bo jak on będzie kibicował jakiejś drużynie i postawi na
                nią w zakładach w pracy... i ta drużyna przegra.... to będzie potrzebował czasu,
                żeby się pozbierać...."
                M: "Wiesz co??? To Ty w takim razie wychowywuj dziewczynki, żeby rozumiały w
                przyszłości męską konieczość pozbierania się po przegranym meczu swojej drużyny,
                bo ja stara krowa jestem i po 10 latach małżeństwa jeszcze nie rozumiem
                doniosłości tego wydarzenia w męskiej psychice!".

                smile)))))))))
                • mader1 Re: Powołanie kobiety:) 07.07.06, 13:45
                  smile))) Świetne. Ale mój mąż by się zdenerwował - nie lubi takiego " dawania do
                  zrozumienia" ( ja inaczej wychowam...). Żąda tekstów wprost.
                  Nasza poważna pięta.
                  "- Tato, co to jest paranoja ?
                  - To taki kwiatek . - odpowiada bez zmrużenia oka.
                  - Mamo, czy tato mówi prawdę ? - sprawdza córka widząc, jak zadławiam się
                  łyżką zupy."
                  Robienie sobie jajec ze wszystkiego, przez co większość tłumaczeń spada na mnie.
                  • samboraga Re: Powołanie kobiety:) 07.07.06, 14:02
                    Nasza poważna pięta.
                    > "- Tato, co to jest paranoja ?
                    > - To taki kwiatek . - odpowiada bez zmrużenia oka.
                    > - Mamo, czy tato mówi prawdę ? - sprawdza córka widząc, jak zadławiam się
                    > łyżką zupy."
                    > Robienie sobie jajec ze wszystkiego,

                    nie wiedziałam, że mój mąż ma sobowtóra...wink)
                    • pawlinka Re: Powołanie kobiety:) 07.07.06, 15:03
                      Jest ich już trzechsmile
                      • mader1 Re: :))) 07.07.06, 15:15
                        razem zawsze raźniej wink))
                        • pawlinka Re: :))) 07.07.06, 15:41
                          Myślę, że ciekawym doświadczeniem byłoby spotkanie takich "jajcarzy". Zresztą,
                          na naszym forum nie brakuje dziewcząt z dużym poczuciem humoru i tak trzymać!
                          • marzek2 Re: :))) 07.07.06, 15:46
                            Ciumak uwielbia gierki słowne i takowy humor. O ile na początku naszej
                            znajomości doprowadzało mnie to do szału, o tyle teraz złapałam bakcyla i czasem
                            udają mi się nawet niezłe słowne "kwiatki". Ciumak nawet czasem pochwali, bo
                            jego zadziwić trudno, oj trudno smile

                            Mam taką wizję przyszłości naszej rodziny, że jak już dzieci pójdą na swoje i
                            będą do nas przychodzić w niedzielę na obiadki, to gdy siądziemy wszyscy przy
                            stole nikt "spoza klanu" nie będzie nas w stanie zrozumieć, bo będziemy tylko
                            rzucać skojarzeniami, grami słownymi itp. A senior rodu będzie oceniał, który
                            żart był najbardziej kreatywny smile))
                    • direta Re: Powołanie kobiety:) 07.07.06, 15:16
                      samboraga napisała:
                      > > Robienie sobie jajec ze wszystkiego,
                      >
                      > nie wiedziałam, że mój mąż ma sobowtóra...wink)

                      Wańkowicza wink)))
    • mader1 Re: A tak na poważnie - dziękuję Direto ! 07.07.06, 09:53
      Tak na poważnie. Dziękuję Direto za ten wątek.
      Dziękuję za to, że zechciałaś się z nami podzielić swoimi obawami. Zechciałaś
      się zwierzyć z jednego dnia swojego życia. Wszyscy świetnie wiemy, co człowiek
      powinien. Jak powinien się zachowywać wobec obcych, dzieci, męża, żony.
      Jednocześnie wiemy, że strukturę ma taką, jaką ma - grzeszną. Targają nim lęki,
      niepokoje, namiętności - pomimo iż wie, że " nie powinien się przejmować",
      powinien zawierzyć.
      Diabeł, Zły czy jak go nazwamy, umiejętnie te lęki i niepokoje w nas podsyca.
      Przyjaciele są od tego, żeby w takiej właśnie chwili wysłuchali, podyskutowali -
      nawet w sposób tak zabawny, ironiczny, racjonalny jak jedyny facet, który się
      tu wypowiedział wink Z drugiej strony, żeby pamiętali, że każdego z nas ogarnia
      czasem złośc, lęk, obawa, zniechęcenie - tak jest. Dziękuję Ci Direto za ten
      wątek i za to, że zdecydowałaś się pogadać z nami smile))) I cieszę się, że według
      Ciebie wątek spełnił swoje zadanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka