direta
06.07.06, 07:50
Czy Wy też tak macie? Co wtedy robicie?
Chodzi mi o sytuacje kiedy wasz ukochany mąż okazuje się nagle idiotą albo
nosorożcem. Postanowił (i słusznie) że dziś pojedzie do W-wy. Załatwi ważne
sprawy i wieczorem wróci. Przyklasnęłam pomysłowi do wczorajszego późnego
wieczora kiedy na 5 vminut przed pójściem spać oznajmił mi radośnie, że
pojedzie samochodem.
Z Poznania do W-wy jest co najmniej 5 godzin. Ekspres jedzie trzy z kawałkiem
a cena za benzynę jest porównywalna z biletem dla jednej osoby (zwłaszcza, że
ma zniżkę).
A do tego żona będzie się denerwować.
Powiedziałam mu to wszystko, prosiłam, groziłam, poszliśmy spać.
Kiedy obudziłam się o 6, jego już nie było. Samochodu też nie. Komórka
oczywiście wyłaczona.
Nie wiem czy pojechał samochodem, czy też samochodem tylko na dworzec a dalej
pociągiem i od 6 chodze jak głodna lwica w klatce i niczym nie mogę się zająć.
I tak będzie az do jego powrotu.
Czy to naprawdę takie trudne dla mężczyzny, by liczyć się z uczuciami żony?