Dodaj do ulubionych

czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydujecie

10.07.06, 12:40
Byłam wychowana w tzw. pełnej rodzinie. stosunki między rodzicami były i
skomplikowane i trudne. Ale byli ze sobą. Dużo wiedziałam o małżeństwie jako
sakramencie. A jednak złapałam się na myśli już nie raz, że nie miałam
pojęcia, co mnie czeka. Nie do końca ogarniałam tę zmianę w życiu.
Wiedziałam, ale ... wyobraźnia mnie zwiodła.
To samo z macierzyństwem.
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 10.07.06, 13:00
      Oczywiście, że nikt nie wie, co go czeka. Ale o ile w kwestii małżeństwa mniej
      więcej wiedziałam na co się decyduję (niestety nie miałam przykładów dobrych
      małżeństw ani w rodzinie ani wśród znajomych, więc wiedziałam, że walka musi
      być ostra, żeby efekty były dobre), o tyle macierzyństwo mnie zaskoczyło
      zupełnie. Wyobrażałam je sobie...hmmm. jak to powiedzieć... bardziej sielankowo
      • glupiakazia Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 10.07.06, 14:03
        Ja mam podobnie: bycie żoną to pół biedy, ale bycie matką to ostra jazda bez
        trzymanki. Tak, wiedziałam na co się decyduję wychodząc za mąż, natomiast
        widzę, że rzeczywiście nie wiedziałam, na co się decyduję rodząc 3 dzieci. To
        nie jest tak, że żałuję albo komuś bym odradzała na podstawie własnych
        doświadczeń, nie. Ale rzeczywiście nie wiedziałam. Nie wiedziałam, ale nie
        żałuję: to prowadzi mnie do wniosku, że nie zawsze muszę wszystko JA wiedzieć,
        czasem mogę się dać poprowadzićsmile
        • mamalgosia Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 10.07.06, 14:36
          Również nie chciałabym być zrozumiana w ten sposób, ze żałuję. Mader zapytała,
          czy wiedziałyśmy, na co się decydujemy. Otóż w przypadku macierzyństwa
          odpowiedź brzmi: nie, nie wiedziałam. Taki kot w worku.
    • alex05012000 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 10.07.06, 14:23
      mader napisała: Byłam wychowana w tzw. pełnej rodzinie. stosunki między
      rodzicami były i skomplikowane i trudne. Ale byli ze sobą. - hmm, to jakby tak
      i u mnie, ale ja przez sytuację rodziców twierdziłam zawsze, zę lepiej jak
      ludzie sierozchodzą niż mają siemęczyć ze sobą i dręczyć innych... i byłam
      zdecydowanie przeciwna instytucji małżenstwa...
      Dużo wiedziałam o małżeństwie jako o sakramencie. - ??? co masz na myśli
      marzenko?
      A jednak złapałam się na myśli już nie raz, że nie miałam pojęcia, co mnie
      czeka. Nie do końca ogarniałam tę zmianę w życiu. Wiedziałam, ale ...
      wyobraźnia mnie zwiodła. To samo z macierzyństwem.
      - piszesz jakby to były doświadczenia raczej zdecydowanie negatywne!!!
      Ja wychodząc za mąż raczej doskonale wiedziałam co mnie czeka i uczuciowo, i
      materialnie ... jeśli chodzi o macierzyństwo to też raczej nie byłam
      zaskoczona...
      • mader1 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 10.07.06, 14:31
        zdecydowanie te doświadczenia są hmmm... pozytywne ! a Z PEWNOŚCIĄ nie
        negatywne. Ale zupełnie inne, niż to, co sobie wyobrażałam. Nie jest gorzej,
        chyba nawet lepiej niż sobie wyobrażałam.
        Natomiast nigdy nie przypuszczałam, że to taka zmiana.
        • alex05012000 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 10.07.06, 15:17
          Ale zupełnie inne, niż to, co sobie wyobrażałam. Nie jest gorzej,
          > chyba nawet lepiej niż sobie wyobrażałam.
          hmmm, może ja sobie nic nie wyobrazałam...
          > Natomiast nigdy nie przypuszczałam, że to taka zmiana.
          ale zmiana w stosunku do czego? do życia w pojedynke? przecież to (przepraszam)
          ewidentne ze to zupełnie inne życie, tak jak przyjście na świat dziecka, dzieci
          przewraca i przewartościowuje życie o 360 stopni...
          w wieku 28-29 lat pragnęłam związku z mężczyzną, którego wtedy poznałam, nie
          małżeństwa a związku, bo wtedy byłam przeciwna instytucji małżeństwa, więc
          zmiana była tak oczewkiwaną zmianą że nie myślałam o niej jako o takiej (nie
          wiem czy mnie ktokolwiek rozumie...), tak samo mając 34-35 lat tak dramatycznie
          pragnęłam być matką że przyjęłam bez mrugnięcia okiem wszelkie okoliczności,
          wyrzeczenia, zmiany itd... niczego sobie nie wyobrażałam...
          • elwinga Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 10.07.06, 17:58
            Ja też, tak jak Mader, inaczej wyobrażałam sobie małżeństwo (nie mam dzieci,
            więc o macierzyństwie nie mogę się wypowiadać). I też nie dlatego, żeby
            rzeczywistość okazała się gorsza od marzeń. Tylko że małżeństwo uświadomiło mi,
            jak wielu rzeczy nie wiem jeszcze sama o sobie. Właśnie o sobie, nie o moim mężu.
    • nordynka1 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 10.07.06, 14:46
      A ja to wiem że idę po drodze, i wiem kogo wybrałam na towarzysza. I to koniec
      tego co wiem. Reszta okazuje się...po drodze. Krajobrazy, pogoda, spotykane
      osoby itd itp. Dwa lata temu na tej drodze spotkaliśmy nasza córcię i odtąd
      wędrujemy we trójkę.
      W zasadzie niczego się nie spodziewałam. To co się dzieje podejmuję na bieżąco.
      I widzę też, że to dobra, owocna droga.
    • pawlinka Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 10.07.06, 23:04
      Niektórzy próbowali mnie "uświadomić". Słyszałam:
      1. oj, kochana, teraz to zobaczysz! Zatęsknisz jeszcze do innych,
      wcześniejszych czasów! Zobaczysz!
      2. Na początku zawsze jest fajnie, a potem... ech, szkoda gadać...
      3. Jaka ty głupiutka jeszcze, bo młoda, nie wiesz, co cię czeka!!!
      i tak dalej...
      A dziś... jest dobrze, po prostu. Widzę, że życie jest takie zakręcone i
      przebogate, że nie nudzę się wcale, o nie. Czas leci jak szalony, nie wiem, co
      jest za zakrętem i chyba mi to odpowiadasmile Na pewno mi to opowiada i to jak!


      Na zakończenie- garść praw matki Murphy'ego (to dla podtrzymania dobrego
      nastroju):

      Lekcja bycia rodzicem
      1. Kiedy już dowiesz się czegoś o wychowaniu dzieci, zostaniesz babcią.
      2. Dowiesz się wówczas jednego: jak mało wiesz na ten temat.

      I prawo bycia rodzicem
      Nikt naprawdę nie chce twojej pracy, za to każdy myśli, że na twoim miejscu
      wykonałby ją lepiej.
      II prawo bycia rodzicem:
      Ci którzy sądzą, że zrobiliby to lepiej, knocą wszystko, gdy tylko nadarzy sie
      okazja.

      Przeznaczenie
      Jeśli twój mąż jeszcze nie doprowadził cię do szleństwa, z pewnoscia uczynią to
      dzieci.

      Dobra rada matki Murphy'ego
      1. Miej nadzieję na wszystko co najlepsze.
      2. Przygotuj się na najgorsze.
      3. Kochaj je bez względu na wszystko.
      Wniosek:
      Im większe masz oczekiwania, tym boleśniejsze czeka cię rozczarowanie.

    • my-cha Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 11.07.06, 09:54
      > Wiedziałam, ale ... wyobraźnia mnie zwiodła.
      > To samo z macierzyństwem.
      >
      Hmmmmmm
      chwila głębokiego zastanowienia
      może już za długo jestem żoną i matką i nie pamiętam
      Hmmmmmm
      Wydaje mi się, że dokładnie wiedziałam na co się decyduję i jakie zawirowania -
      przewrócenie wszystkiego do góry nogami powoduje to jedno sakramentalne "tak" w
      moim życiu.
      Nie przypominam sobie moich zdziwień czy zaskoczeń, raczej oczywistość zupełnie
      innej rzeczywistości.
      Może to taka właściwość szczególna "super optymisty" zawsze przygotowanego na
      dowolne przeciwności. No przecież jeśli coś może być nie tak to ... będzie.

      I kiedy będzie troszkę chłodniej ??
      • alex05012000 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 11.07.06, 11:12
        Nie przypominam sobie moich zdziwień czy zaskoczeń, raczej oczywistość zupełnie
        innej rzeczywistości. - o, właśnie!

        Może to taka właściwość szczególna "super optymisty" zawsze przygotowanego na
        > dowolne przeciwności. No przecież jeśli coś może być nie tak to ... będzie.
        - ja to nazywam optymistycznym pesymizmem, co ma być bedzie...

        kiedy będzie troszkę chłodniej ?? podobno od piątku....
        maria/alex
    • lolinka2 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 11.07.06, 12:07
      nie do końca...
    • samboraga Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 11.07.06, 12:18
      z macierzyństwem - nie jestem zaskoczona zbyt mocno, przynajmniej na raziewink

      a z małżeństwem...trudny czas u mnie na takie rozmyślania…
      sakrament…w momencie ślubu prawie nie czułam, że to sakrament
      nie byłam też ‘chrześcijańsko’ przygotowana, bo tzw. nauki to wiecie…
      nie, nie rozczarowałam się, raczej odkrywam coraz bardziej ilu rzeczy nie wiem,
      jakie to wszystko skomplikowane
      ale największe moje odkrycie ‘małżeńskie’ to to ile mam w głowie ‘kultury
      masowej’ na jego temat, właśnie nie ‘domu rodzinnego’ (bo rodzina też pełna,
      choć trudno też bywało), i to głównie myśli negatywnych bądź ośmieszających…ile
      muszę odrzucić bzdur, aby moje małżeństwo mogło być nadal szczęśliwe...
      nie wyobrażałam sobie związku nie-małżeńskiego, ale trochę mi wstyd było ‘być w
      małżeństwie’, długi czas nie potrafiłam powiedzieć ‘mój mąż’, brzmiało to dla
      mnie jak nabijanie się z własnego męża, trochę w stylu Misiowego (nie
      pomyliłam?) ‘moja żona, Zofia’ (z taką ‘wspaniałą’ emfaząwink albo uzurpowanie
      sobie praw do tej osoby na siłę…
      i na takich, podobnych, myślach łapię się coraz częściej…ostatnio próbuję ułożyć
      sobie na nowo różne rzeczy i…hmmm, ciekawie jest…

      w każdym razie o takim ‘uświadomieniu’ będę pamiętać przy wychowaniu dzieci, że
      to ważnesmile a Wy – rozmawiacie z dziećmi? z maluchami pewnie nie, ale już ze
      szkolniakami, tak mimochodem? czy wystarczy przykład rodziny?
    • addria Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 11.07.06, 15:25
      Ja, z powodu trudnych doświadczeń moich rodziców, a co za tym idzie i moich
      niestety, wychodziłam za mąż z postanowieniem, że zrobię wszystko by rodzina
      była pełna i sczęśliwa, by dzieci wspominały swoje dzieciństwo ciepło, jako
      czas beztroski i radosny. Dużo przed ślubem rozmawialiśmy z mężem, dzieliliśmy
      się swoimi oczekiwaniami, pragnieniami, "wizjami" życia małżeńskiego i
      rodzinnego. Poznaliśmy się na tyle dobrze, by wiedzieć, że chcemy tego samego,
      że mamy szansę by nasze plany stały się realne. Na razie z naszej perspektywy
      patrząc, jakoś nam się z Bożą pomocą udaje, jak to wygląda z perspektywy
      dzieci, okaże się po latach. Nie jestem niczym zaskoczona. Nie miałam
      sielankowych wyobrażeń. Z macierzyństwem podobnie. Co prawda, nie sądziłam, że
      aż tyle trudu trzeba włożyć w wychowanie dzieci. I że - kochając - tak łatwo
      można rezygnować z siebie i swoich potrzeb w wielu sytuacjach - dla innych,
      których kocham. I że można to robić z poczuciem radości i właśnie spełnienia.
      No i nie spodziewałam się, że można aż tak bardzo o kogoś się martwić i
      troszczyć, momentami, aż do obsesji niemalże.
      • kulinka3 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 11.07.06, 17:04
        Wychodząc za mąż miałam w sercu ogromne pragnienie posiadania szczęśliwej
        rodziny, opartej na głębokiej ludzkiej miłości i łasce sakramentu.
        Nie snułam jakiś szczególnych wizji, bo mam prawie płaską wyobraźnię wink).
        A życie szybko zaczęło nas uczyć,że kobietę i mężczyznę dzieli przepaść, dzieci
        nie są bezproblemowe i że nasz pobyt tutaj to generalnie ciężka harówka od rana
        do nocy.
        W tym wszystkim jest jednak mnóstwo radości, a każdy rok przynosi
        spostrzeżenie,że zdolność kochania jest ciągle większa i większa i większa.....
    • tres_ka Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 11.07.06, 16:05
      Mnie macierzyństwo zaskoczyło. Nie przypuszczałam, że będę tak zmęczona, niewyspana i że bedę żyła w takim bałaganie wink
    • tres_ka Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 11.07.06, 16:09
      A tak serio, to pamiętam bardzo dobrze, że byłam świadoma trudności w małżeństwie, wiele o tym myślałam, ale i tak nie wiemy co nas spotka. Wierzyłam, że z pomocą Bożą jakos sie uda. I chyba to jest najważniejsze, bo moja wyobraźnia też mnie zawiodła.
      Co do macierzystwa miałam wyobrażenia zbyt sielankowe, niestety.
      • mamalgosia Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 11.07.06, 21:19
        to to co powyżej nie było serio? A ja już się ucieszyłam, że jest ktos kto mnie
        rozumie
        • tres_ka Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 12.07.06, 09:48
          Rozumiem Cię smile
          I naprawdę mam wrażenie, że od prawie 7 lat jestem zmęczona, nie pamiętam kiedy przespałam całą noc, a bałagan, którego nienawidzę, ale którego już nie mogę opanować, rozgościł się w domu na całego. Źle mi z tym. To jest ta strona macierzyństwa, która mnie zaskoczyła negatywnie.
          • pawlinka Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 12.07.06, 10:12
            A ja mam poczucie syzyfowej pracy, jeżeli chodzi o sprzątanie. Lubię to robić,
            lubię też mieć dom posprzątany, jednak widzę, ile to zajmuje mi czasu i
            energii. A potem i tak to samo, a ja znowu: ściera, odkurzacz, żelazko...
            Pocieszam się jedynie, że to taki pewnien etap, potem będę mieć porządek w
            domu, z którego dzieci już wyfrunęły, zatem macham ręką i zaczynam znów
            zaganiać siebie i rodzinę do roboty. Wolę raczej pełną chatę, nawet
            nieposprzataną. Muszę się też pilnować, żeby nie gderać, nie narzekać, a w
            takich okolicznościach to trudne, bardzo, i wychodzi ze mnie jędza-pedantkasad((
            • mamalgosia jędza-pedantka 12.07.06, 11:01
              witam w klubie
              • pawlinka Re: jędza-pedantka 12.07.06, 13:50
                A może to my takie jesteśmy, bo na Śląsku jest taki model?smile))
                • mamalgosia Re: jędza-pedantka 12.07.06, 14:40
                  a może, może, bo niejaka glupiakazia z Wwy twierdzi, że woli bałagansmile
                  • pawlinka Re: jędza-pedantka 12.07.06, 15:06
                    i myślę, że to nie takie głupie, ma dziewczyna chyba racjęsmile
                    • glupiakazia Re: jędza-pedantka 12.07.06, 15:08

                      Oczywiście, że ma, bardzo Ci dziękuję Pawlinkosmile. Powiedz jeszcze, że w taki
                      upał, jak teraz nie trzeba prasować, prawda?
                    • mamalgosia Re: jędza-pedantka 12.07.06, 15:08
                      co najgorsze: ja też tak uważam. Ale nie potrafię siebie przeskoczyć
                • tres_ka Re: jędza-pedantka 13.07.06, 08:48
                  no, ja jestem z Pomorza smile
            • aka21 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 12.07.06, 12:41
              Oj, Pawlinka! Piszesz: zatem macham ręką i zaczynam znów
              > zaganiać siebie i rodzinę do roboty.
              A ja niestety jestem z tych co w tej sprawie wolą bawić się w strusia i chować
              głowę w piasek (zbieramy się i idziemy na spacer, albo "pracować" w ogródku),
              ale to tylko do czasu, bo potem jest wielkie BUM i wychodzi właśnie jędza.
              Pedantką to mnie nikt nie nazwiesad(
              A tak poważnie to już nie dajemy rady wszystkiego ogarnąć: praca, czas dla
              dzieci, "coś" dla Boga, dla nas - sprzatanie na tym najbardziej cierpisad Goście
              się już przyzwyczaili i na szczęście nie stronią od nassmile)
              • pawlinka Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 12.07.06, 13:49
                "A tak poważnie to już nie dajemy rady wszystkiego ogarnąć: praca, czas dla
                dzieci, "coś" dla Boga, dla nas - sprzatanie na tym najbardziej cierpi".
                Był czas, że zarywałam noce, sprzątałam, kiedy dom spał, do drugiej, trzeciej
                godziny nad ranem. To też nie jest wyjście dla mnie. Zatem dalej szukam
                rozwiązania, bo jakoś funkcjonować musimysmile
                • aka21 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 13.07.06, 08:34
                  A u nas małe mieszkanie więc jak "dom" śpi to już niewiele zostaje do
                  sprzątaniasmile
                  Też tak czasem robiłam, biorąc się za np. prasowanie, ale jak potem wstać o tej
                  5.20 i normalnie przez cały dzień funkcjonować?
                  Jedno mnie pociesza! ochotników do sprzątania u nas dużowink jak biorę odkurzacz,
                  to się nie mogę do niego dorwać, dzieciaki zawsze bardzo chętnesmile tylko efekty
                  bywaja różne, okna też lubią myćsmileCiekawe kiedy im minie, bo ze sprzataniem
                  zabawek jest już gorzejsad
    • szymama Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 12.07.06, 12:04
      o ile malzenstwo mnie ani nie rozczarowalo ani nie zdziwilo, o tyle
      macierzynstwo mnie zadziwilo. Nie wiedzialam,z e czlowik moze tyle zniesc! Tyle
      nie przespanych nocy, tyle troski o zdrowie dziecka, tyle zadziwien, radosci.
      Nigdy nie przypuszczalam, ze zniose takiego ufoludka gadajacego od switu do
      nocy smile Nie wiedzialam, ze tak bardzo lubie spacery w parku i spiewanie
      piosenek smile Nie wiedzialam tez, ze tak okropnie nie lubie rysowac. Dla mnie
      macierzynstwo jest jedna wielka nauka. Pokory, cierpliowsci, dostrzegania
      swiata dookola. I tak strasznie mi smutno bez mojego nauczyciela, ktory
      doskonale sie bawi u babci na wakacjach.
      • 30i Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 13.07.06, 09:51
        Bałam się małżeństwa strasznie, po obserwacji małżeństw moich rodziców. Teraz
        jestem bardziej zadowolona z zycia niż z czasow przed małżeństwem.
        Co do przysięgi małżeńskiej to troche dziwne miałam o niej pojęcie tzn. "będę z
        toba jak mi bedzie dobrze, jak nie to dowidzenia", dopiero ubiegłoroczne
        rekolekcje na temat przysięgi małżeńskiej rozjaśniły mi jak ona (przysięga) jest
        wiążąca, nierozerwalna i na dobre i na złe.
        Macieżyństwo - wielkie bum, wielkie szczęście, ale też nieporadność w wielu
        sprawach, zwłaszcza jak dzieci są coraz większe. Oj cały czas mam dylemat, czy
        jestem dobrą matką, np. teraz siedzę przy kompie a może powinnam z dziećmi sie
        pobawiać.
        • oleswava Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 17.07.06, 12:50
          Mnie zadziwił jeden ważny element. Może nie on sam, bo tego się spodziewałam,
          ale jego rozmiar. Dopóki nie wyszłam za mąż, a zwłaszcza nie urodziłam dziecka
          naprawdę nie wiedziałam co to znaczy poświęcić siebie komuś innemu w 100%. Może
          to banalnie zabrzmi, ale teraz prajeszcze do niedawna wie nie miałam czasu na
          czytanie książek, bez czego kiedyś nie wyobrażałam sobie życia. Kocham moją
          rodzinę i chcę mieć więcej dzieci, ale czasami mam kryzys i wtedy zazdroszczę
          mojej niezamężnej, niedzieciatej koleżance, która mieszka sobie sama w swoim
          przytulnym i czysciutkim mieszkanku, ma zawszcze czas, by poczytać, pooglądać
          filmy i przygotować się do pracy.
          Na szczęśie kryzysy szybko mijają i jakoś nabieram nowych siłsmile A ostatnio to i
          tak się wycwaniłam, że i trochę czasu na poczytanie znajdęsmile

          Ale powiem wam, że od kiedy mam rodzinę patrzę na takie zwykłe matki jak na
          bohaterki przez duże B. Już nawet wielcy mężowie wiary nie robią na mnie
          takiego wrażenia jak ktoś kto właśnie poprał, wywiesił, poprasował, ugotował,
          pozmywał, nakarmił, przewinął, posprzątał, odkurzył itp, itd. Czymże jest góra
          wiarą przeniesiona w porównaniu z górą umytych naczyń? Dla mnie to drugie
          zalicza się do Wyczynówwink

          No własnie, tu nachodzi mnie jeszcze jedna refleksja: kiedy byłam studiującą
          zaczytaną panną, snującą rozamntyczne marzenia na temat męża i gromadce
          wspaniałych dzieci, nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedy to wyśnione
          pragnienie wreszcie się spełni przeistoczę się w 5-etatowego pracownika iście
          fizycznegobig_grin
    • marzek2 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 17.07.06, 14:57
      Ja chyba podobnie jak większość dziewczyn - małżeństwo jest mniej więcej takie
      jak sobie wyobrażałam, no może nie wiedziałam, że będziemy przechodzić przez
      różne etapy, ale od momentu gdy już to wiem, to lepiej sobie z tym radzę smile
      Ale fakt - jest jedna rzecz, której wagi tak do końca nie byłam świadoma.
      Mianowicie wpływu wychowania w takiej a nie innej rodzinie na małżeństwo. Tego,
      że jednak, nawet gdy się nam to nie podoba, nawet gdy sami z siebie chcemy
      inaczej - jednak nasza rodzina, nasi rodzice gdzieś w nas siedzą... Co ma
      oczywiście pozytywne i negatywne owoce - mnie zaskoczyło, że to ma aż taki wpływ.

      Macierzyństwo - nie myślałam, że jest aż tak bardzo ... monotonne??? chodzi mi o
      tą stronę "domową", bo wiadomo, dzieci ciągle się zmieniają i tutaj jest
      baaaradzo ciekawie. Może to teraz taki etap, że poszczególni "nauczyciele
      pokory" jeszcze mało wokół siebie robią więc robi to ktoś inny, czyli ja...
      No i w życiu, w życiu nie przyszłyby mi do głowy przeróżne głupie pomysły, które
      przyszły do głowy moim dzieciom...

      No tak, ale gdy już będą pamiętać o umyciu zębów, odpowiednich ubraniach -
      zaczną się inne, dużo bardziej głębokie problemy. I jak teraz jestem zmęczona
      firycznie opieką nad nimi, wtedy zacznie się zmęczenie rodzicielskie -
      rozstrzyganiem pytań egzystencjonalnych, rozterkami miłosnymi, duchowymi itp
      (Mader pewnie już na tym etapie).

      A prawa Murphy' ego są super i co gorsza - bardzo prawdziwe smile
      • mamalgosia monotonia 19.07.06, 11:33
        To jest tosad
        • samboraga Re: monotonia 19.07.06, 11:46
          a tak, tego i ja nie lubię
      • justyna.ada Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 19.07.06, 12:12

        > Ale fakt - jest jedna rzecz, której wagi tak do końca nie byłam świadoma.
        > Mianowicie wpływu wychowania w takiej a nie innej rodzinie na małżeństwo.
        Tego,
        > że jednak, nawet gdy się nam to nie podoba, nawet gdy sami z siebie chcemy
        > inaczej - jednak nasza rodzina, nasi rodzice gdzieś w nas siedzą...

        Och tak, po trzykroć tak. Howgh.

        I jeszcze, że niezależnie od zachowania pozytywnych serdecznych relacji z
        rodzicami/teściami, (albo zwłaszcza gdy one są dobre!!) mąż i żona muszą
        koniecznie "porzucić ojca i matkę". Odciąć psychiczną pępowinę.

        Strasznie bym chciała, żeby mój syn powiedział mi kiedyś: mamo, ja cię
        strasznie kocham, i w ogóle, i będziemy się odwiedzać, itepe, ale to jest moja
        kobieta, i teraz to ona jest moją drugą i najważniejszą połową.
        I żebym ja się potrafiła z tego wówczas ucieszyć.
        • marzek2 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 19.07.06, 12:44
          > Strasznie bym chciała, żeby mój syn powiedział mi kiedyś: mamo, ja cię
          > strasznie kocham, i w ogóle, i będziemy się odwiedzać, itepe, ale to jest moja
          > kobieta, i teraz to ona jest moją drugą i najważniejszą połową.
          > I żebym ja się potrafiła z tego wówczas ucieszyć.

          Nooo, cuś czuję, że to będzie jedno z największych wyzwań dla mojego
          macierzyństwa... oddać mojego kochanego, wypieszczonego syneczka innej, obcej
          kobiecie... czy zadba o niego tak jak ja? Jak to możliwe, że inna kobieta będzie
          dla niego ważniejsza.... ech, szkoda gadać, jaka teściowa się ze mnie kroi....
          może byłoby łatwiej, gdybym nie miała córek, bo wtedy synowa mogła by być
          hołubiona jako "córka" a tak mam dwie córy i po co mi trzecia wink
        • tres_ka Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 19.07.06, 19:04
          "Strasznie bym chciała, żeby mój syn powiedział mi kiedyś: mamo, ja cię
          strasznie kocham, i w ogóle, i będziemy się odwiedzać, itepe, ale to jest moja
          kobieta, i teraz to ona jest moją drugą i najważniejszą połową.
          I żebym ja się potrafiła z tego wówczas ucieszyć".

          Jest to również i moim marzeniem. Patrząc na moją teściową postanowiłam sobie, że nie będę się wtrącać do życia moich dzieci. Wiem, że to będzie trudne, ale wiem też jak dużo wnosi, nazwijmy to, zamętu.
    • orvokki Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 18.07.06, 19:02
      To prawda z tym podobieństwem do małżeństwa naszych rodziców - ale w sumie u
      mnie wychodzi z tego o wiele więcej plusów niż minusów (w moim odczuciu), znam
      osobę, która patrzy na to, z lekkim przerażeniem, że mój dom jest tak bardzo
      podobny do domu moich rodziców.

      Ja albo nie miałam oczekiwań - albo zadziałało to, że jestem osobą bardzo mocno
      stojącą na ziemi, bo małżeństwo mnie nie zaskoczyło, nie jest ani łatwiej, ani
      trudniej niż myślałam, że będzie. Może staż jeszcze za krótki... Na ogół mam
      podejście filozoficzno-zadaniowe: mamy gorszy dzień - przeczekać, mamy problem -
      trzeba porozmawiać i jakoś go rozwiązać, a jak mamy dobry dzień - to trzeba się
      tym cieszyć jak najbardziej, głośno zachwycać i dziękować Bogu.

      A macierzyństwo - chyba mogłoby mnie zaskoczyć jedynie pozytywnie...
      • tres_ka Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 18.07.06, 22:10

        > A macierzyństwo - chyba mogłoby mnie zaskoczyć jedynie pozytywnie...

        też tak kiedyś myślałam............
    • utka Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 21.07.06, 11:33
      mnie zaskoczylo i jedno i drugie ...
      malzenstwo - przed slubem spotykalismy sie 10 lat, bylam pewna, ze kocham meza
      miloscia dojrzala, gleboka, ze uczucie jest niezmienne, pewne i trwale, ze to
      po prostu jedyny mezczyzna z ktorym zycie moge przezyc, no ze to jest po prostu
      to i nikt i nic naszych uczuc nie jest w stanie zmienic. Tymczasem niedlugo po
      slubie Bog postanowil wystawic te moja wiernosc i milosc do meza na ciezkie
      proby ... i pokazal, jak malo jeszcze wiem o prawdziwej milosci, jak slabo znam
      siebie, jaka niedojrzala osoba w gruncie rzeczy jestem, jak ciezko i
      niesustannie trzeba na te prawdziwa milosc pracowac. Teraz jest z kazdym dniem
      coraz lepiej i wiem ze to JEDYNY facet dla mnie, ale ciagle pamietam ten czas,
      kiedy niewiele brakowalo a moglam stracic wszystkosad

      a macierzynstwo - coz przed urodzeniem dziecka za dlugo chyba na roznych forach
      internetowych siedzialam ... a mala jak sie urodzila to niewiele wspolnego
      miala z ciagle usmiechnietym bobaskiem spiacym po 17 godzin na dobe. Teraz jest
      prawie dwuletnia dziewczynka bardzo zywa, bardzo samodzielna, kiepsko niestety
      sypiajaca (mala czesto zasypia dopiero ok 23.oo), bardzo uparta, PRZEKOCHANA,
      no ale ja po prostu za nia nie nadazam czasami ... dobrze, ze tuz obok jest
      arcy-cierpliwy i wyrozumialy maz smile
      • zuzanna56 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 25.07.06, 09:08
        Ja chyba nie wiedziałam na co się decyduję. Miałam 21, byłm studentką,
        pracowałam popołudniami. Mój mąż był o dwa lata starszy. Studiował zaocznie i
        pracował.
        Chyba mieliśmy ogromne szczęście bo udało nam się przeżyć w wyjątkowej zgodzie
        przez prawie 15 lat. I nadal jest dobrze. Myślę że trafił mi się wyjątkowo
        dobry i ugodowy mąż.

        Na dzieci nie zdecydowaliśmy się zbyt szybko. Pierwsze urodziło się 5,5 roku po
        ślubie a drugie po czterech latach. I to był szok. Pierwsze okazało się
        strasznym płaczkiem i marudą. A teraz jest rozsądnym i spokojnym 9,5 letnim
        chłopcem. Wszystko się ułożyło. Dobrze jest.

        • gosza26 Re: czy naprawdę wiedziałyście, na co się decydu 27.07.06, 10:11
          Tak tak, u mnie w domu mąż już zaczyna się dziwnie uśmiechać, kiedy mówię,: A może zadzwonimy do syna i zapytamy czy wszytko ok??
          A że ma syn lat 15, mnie się coraz częściej zdarzają takie teksty, a mąż coraz częściej zaczyna mi tłumaczyć,że teraz to tak już będzie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka