Ja

26.01.07, 15:08
Znalzłam wczoraj w Rzepie tekst " Samotny jak Szwed".
W treści : " Samotne jest silne- głosi szwedzka sentencja. Może dlatego
nigdzie nie ma tak wielu samotników jak w Szwecji. " Dalszy ciąg w podobnym
stylu i :
" Dlaczego pod jednym dachem mam się zmagać z kimś, kto jest ode mnie
słabszy - pyta w rozmowie z " Rz" dziennikarka Simela Meletlidou - Samotność
jest prostsza niż życie we dwoje, gdzie druga osoba obciąża cię swoimi
problemami."
" Niektórzy uważają wręcz, że samotność świadczy o silnym charakterze ".


Pamiętam, jak moi przyjaciele z Kanady mówili o swojej lokatorce, młodej
kobiecie mieszkającej samotnie " Ona patrzy na nas trochę z politowaniem. Na
te nasze dzieciaki,odwożenie ich do szkół, wożenie na spacer. Dziwi się, że
wstaję po nocach - mogłabym kogoś do opieki załatwić dodatkowo.Kiedyś
powiedziała, że to nie dla niej. "
    • k_j_z Re: Ja 26.01.07, 17:27
      mam dwa lata starszą siostrę. Jest samotna.
      czassem jej zazdroszczę - nikt jej nie bałagani itepe, ale częściej myślę o tym,
      że nikt jej nie witra, kiedy wraca z pracy, niczyje ręce nie obłapiają jej
      zaszyję mówiąć "kocham cię mamusiu', czy to świadczy o sile? nie wiem.
      Na mnie z pewnością mnóstwo ludzi patrzy z politowanie"no bo jak w dzisiejszych
      czasach można dopuścić do tego, żeby mieć szóstkę dzieci", ale ja się tym niew
      pzrejmuję. Rodzina jest także ćródłem siły.
      • dorotkak Re: Ja 26.01.07, 17:59
        hmmmmmmmmmm samotność nie zawsze jest tylko naszym wyborem
        wg mnie trzeba o wiele więcej siły by żyć samemu
    • hipopotamama Re: Ja 26.01.07, 19:18
      Bo samotność istotnie świadczy o silnym charakterze. I wiecie co? Chyba wolę
      pozostać słaba.
    • mader1 Re: Ja 26.01.07, 21:01
      Mówimy o samotności z wyboru. Jeżeli samotne życie jest prostsze, to dlaczego
      wybranie prostszej drogi ma świadczyć o silnym charakterze ?
    • magdalaena1977 Re: Ja 26.01.07, 23:58
      Nie wierzę w samotność z wyboru. Tak samo jak nie wierzę w istnienie kobiet,
      które "wybrały karierę zamiast rodziny".
      Nie znam singla, który jak go głębiej nie poznać, nie marzy o spotkaniu swojej
      drugiej połówki ewentualnie nie żałuje, że jej w przeszłości nie spotkał.
      Po prostu wiele osób krępuje się powiedzieć o tym prawdę (tak jak wiele
      bezdzietnych par nie chce szeroko reklamować swoich problemów z płodnością). I
      wtedy łatwiej jest powiedzieć jakiś banał o "kawalerskim życiu" itp.

      Oczywiście, że samotne życie ma sporo plusów, ale także życie bezrobotnego nie
      jest pozbawione pewnych zalet - np. można pospać do południa, żaden szef debil
      nie wyzyskuje itp. A jakoś nikt nie wątpi, że globalnie jest to stan mniej
      atrakcyjny od bycia zatrudnionym.
      • mader1 Re: Ja 27.01.07, 18:27
        Także wydawało mi się, że każdy, no może prawie każdy, chciały znaleźć " swoją
        połówkę", choć życiu jednych staje się to wcześniej, innych później...
        Niektórzy nie znajdują " tej jedynej" czy " tego jedynego".
        Ale w artykuliku, o którym piszę były jakieś zatrważające liczby - 40%
        samotnych w Szwecji. Nawet jeżeli część byłaby samotna nie z wyboru, dlaczego
        aż 40% nie może spotkać już nawet nie męża czy żony, ale choćby partnera. Nie
        chce ?

        > Oczywiście, że samotne życie ma sporo plusów, ale także życie bezrobotnego nie
        > jest pozbawione pewnych zalet - np. można pospać do południa, żaden szef debil
        > nie wyzyskuje itp. A jakoś nikt nie wątpi, że globalnie jest to stan mniej
        > atrakcyjny od bycia zatrudnionym.

        To prawda. Są jednak osoby, które chcą być bezrobotne, nie podejmują żadnych
        działań w kierunku szukania pracy. Jest ich niewiele.
        Wyobrażasz sobie sytuację, w której ilość takich osób osiąga także ok. 40% ?
        Jaka zmiana w społeczeństwie musiałaby zajść ?
        • magdalaena1977 Re: Ja 27.01.07, 21:05
          mader1 napisała:
          > To prawda. Są jednak osoby, które chcą być bezrobotne, nie podejmują żadnych
          > działań w kierunku szukania pracy. Jest ich niewiele.
          > Wyobrażasz sobie sytuację, w której ilość takich osób osiąga także ok. 40% ?
          > Jaka zmiana w społeczeństwie musiałaby zajść ?
          Ale na razie nawet w danych, które przytaczasz jest mowa o samotnych w ogóle, a
          nie samotnych z wyboru.
          Zresztą myślę, że np. w Polsce sporą część grupy formalnych singli tworzą
          starsze panie, których mężowie (starsi od nich i o krótszej średniej długości
          życia) zmarli. Np. moje dwie babcie.
          W Szwecji może być wyższy poziom opieki medycznej + większy procent rozwodów.
          Mogą też mieć względnie tanie wynajmowane mieszkania, przez co dwudziestolatki
          szybko wyprowadzają się z domu.
          To wszystko tylko moje przypuszczenia, ale takie dane podawane tonem sensacji
          jakoś zwykle wydają mi się niezbyt wiarygodne.
          • mader1 Re: Ja 28.01.07, 15:46
            > Zresztą myślę, że np. w Polsce sporą część grupy formalnych singli tworzą
            > starsze panie, których mężowie (starsi od nich i o krótszej średniej długości
            > życia) zmarli. Np. moje dwie babcie.

            Też o tym pomyślałam. Tak jest w przypadku naszych dwóch mam - po śmierci mężów
            jakoś nie spieszy im się do ponownego zamążpójścia.
            • minerwamcg Re: Ja 30.01.07, 11:32
              No ba. W naszej kamienicy (trzy piętra, 14 mieszkań) kilka lat temu policzyłam:
              na trzecim piętrze dwie wdowy w tym moja mama, na drugim dwie wdowy i wdowiec,
              na pierwszym wdowiec i wdowa, na parterze wdowa. A wszystko starsi ludzie, z
              wyjątkiem wdowy z pierwszego piętra, której mąż umarł na raka przed czterdziestką.
              Prawda jest, że znam sporą ilość starszych pań bez mężów - i dosłownie kilku
              starszych panów bez żon.
    • mama_kasia Re: Ja 27.01.07, 18:27
      Czasami "zazdroszczę" (do końca nie jest pewna tego słowa)
      samotnym. Dzieje się to wtedy, gdy nachodzą mnie myśli o
      możliwej utracie tych wszystkich, których kocham. Mam wrażenie,
      że im więcej jest ludzi do kochania, tym więcej możliwości do
      cierpienia. A to boli...
    • brucha Re: Ja 29.01.07, 08:46
      tak sobie dzisiaj rano w łóżku przypomniałam ten wątek...
      po prawicy leżał starszak kaszlący mi w ucho. po lewicy młodszy, kaszlący,
      dyszący, świeżo zaczopkowany paracetamolem, cały w temp. >39.
      i przypomniało mi się jak każdy z nich miał po 2-3 miesiące i potworne problemy
      ze zdrowiem (jeden miał mieć porażenie mózgowe, drugi miał ogromne kłopoty ze
      słuchem). a ja wtedy myslałam sobie, że jakbym nie miała dzieci to nie miałabym
      tych stresów i tego koszmarnego stracha o ich zdrowie itd.
      myślałam czasami, że trzeba było zostać osobą samotną bo ten strach o zdrowie i
      życie najbliższych potrafił mnie dobić. wtedy wydawało mi się, że osoby samotne
      to mają klawe życie.

      na szczęście dość szybko zmieniłam zdanie. bo kurcze co to za życie jak nie
      masz się o kogo martwić. kłopoty wprawdzie mnożą się, ale to co przyjemne mnoży
      się chyba bardziej.

      mój wniosek z porannej medytacji na ww temat:
      osoby samotne z wyboru muszą mieć bardzo silne osobowości żeby to wytrzymać.
    • mamamonika Re: Ja 29.01.07, 09:16
      Mi czytając takie rzeczy przypomina się powiedzenie "wszędzie dobrze, gdzie nas
      nie ma" smile Każda z postaw (życie samotne i w rodzinie) wymaga siły, każda z
      nich ma swoje wady i zalety. Osoba samotna marzy o zaletach i cieple rodziny,
      osoba "przywalona" rodziną o komforcie porannym osoby samotnej wink
      Za to wygodny singiel nie może sobie wyobrazić, że ktoś dotyka jego szczoteczki
      do zębów choćby jednym palcem, a osoba przyzwyczajona do bliskości nie może
      sobie wyobrazić tego biednego singla w Święta czy w chorobie.
      Myślę, że tego nie należy rozpatrywać w kategoriach absolutnych - to wybór lub
      zbieg okoliczności po prostu. Różnie się życie układa...
    • ea-szarri Re: Ja 29.01.07, 13:01

      Samotne jest silne, bo musi. I najczęściej nawet nie ma świadomości, jakie to
      ono jest silne. Trochę to jak samotna wycieczka wysoko w góry, kiedy
      niespodziewanie pojawia się mgła albo śnieg, a na szlaku żywej duszy. Trzeba
      samodzielnie podjąć decyzję: iść dalej zostać na miejscu i czekać na pomoc, czy
      próbować wrócić po własnych śladach. Nikt tej decyzji za mnie nie podejmie, a
      być może od niej zależy moje życie. I nawet jeżeli obok mnie jest wtedy moje
      dziecko, to moja samotność w takiej chwili nie jest mniejsza. Być może
      paradoksalnie jest ona wtedy jeszcze większa o odpowiedzialność za to małe
      życie obok mnie.

      Są oczywiście tacy, którzy wysoko w góry samotnie się nie wybiorą. Nawet,
      jeżeli są singlamiwink
    • alex05012000 Re: samotność... 29.01.07, 16:09
      wiecie co, przeczytałam ten post kilka razy i się ciągle zastanawiam, czy
      ludzie stali sie już takimi egoistami i wygodnymi, ze udają, ze chcą być
      sami... czy liczy sie tylko JA??? bo to bezproblemowe?
      jakie bezproblemowe? problemy są wszedzie... u samotnych i u rodzin, moze nieco
      inne, ale są, nie wierzę w samotność z wyboru, samotność jest straszna! byłam
      samotna prawie do 30-tki i wspominam to z dreszczem ... może jest łatwiej,
      przyjemniej żyć, w pewnym sensie, zwłaszcza jak sie ma 20-30 lat..., zero
      obowiązków, balujemy, robimy co chcemy i kiedy chcemy, nikt nas nie "obciąża"
      problemami itd ... ale nikt mi nie wmówi, że to wystarcza... że na dłuższą metę
      jest to takie happy, że gdybym miała 42 lata tak jak mam i wracała do domu po
      pracy ok 18h00, ale do pustego domu, gdzie nie było by męża i bez córki, którą
      zabieram, po drodze, z przedszkola, że byłabym szczęśliwa? bo wolna??? nie
      obciążona cudzymi problemami??? i co potem? 4 puste ściany do 23h00? tv? radio?
      kupiłabym sobie psa żeby mieć do kogo pogadać? dla siebie samej napewno nie
      chciałoby mi sie ani gotować, ani sprzątać, a weekend??? koszmar: do kina
      samemu, na spacer samemu... że nie wspomnę o sferach damsko-męskich... a
      pytanie " Dlaczego pod jednym dachem mam się zmagać z kimś, kto jest ode mnie
      słabszy " - to już w ogóle mnie zszokowało, nooo, jak w ten sposób sie traktuje
      bliźniego to chyba Szwecja jest ostatnim krajem, do którego chciałabym
      pojechać...
      generalnie świat schodzi na psy...ludzie mają klapki na oczach i widzą tylko
      SIEBIE, nie wszyscy na szczęście, ale tendencja jest niepokojąca...

      • magdalaena1977 Re: samotność... 29.01.07, 16:28
        alex05012000 napisała:
        > byłam samotna prawie do 30-tki i wspominam to z dreszczem ...
        > może jest łatwiej, przyjemniej żyć, w pewnym sensie,
        > zwłaszcza jak sie ma 20-30 lat..., zero obowiązków, balujemy,
        > robimy co chcemy i kiedy chcemy, nikt nas nie "obciąża" problemami itd ...
        Naprawdę tak miałaś ?
        Bo ja mam wrażenie, że właśnie większość rzeczy, które chciałabym robić, jest
        dla mnie niedostępna, bo jestem sama, a one są zaprojektowane na parę albo
        rodzinę (np. wakacje).
        A wszystkie obowiązki jednoosobowego gospodarstwa spadają na mnie.
        Nie chciałabym wrócić do rodziców, ale samotności jako stanu docelowego
        zdecydowanie nie polecam.
        • alex05012000 Re: sprostowanie 29.01.07, 16:34
          byłam samotna prawie do 30-tki i wspominam to z dreszczem ... - to o mnie,
          dreszcz = negatyw, zdecydowany negatyw...

          może jest łatwiej, przyjemniej żyć, w pewnym sensie,
          zwłaszcza jak sie ma 20-30 lat..., zero obowiązków, balujemy,
          robimy co chcemy i kiedy chcemy, nikt nas nie "obciąża" problemami itd ...-
          trochę ironiczmnie, tak a propos tego tekstu i niektórych innych wypowiedzi...
    • samboraga Re: Ja 30.01.07, 00:08
      Ja mam dwa spostrzeżenia.
      Z jednej strony, jako była samotna, w pewnym momenciu już przekonana, że
      samotność to będzie moja droga, podpisuję się obiema rekami pod tym co napisały
      byłe i obecne osoby samotne, że nie ma samotności z wyboru, że ona ciąży.
      Ale też prawdą jest to co pisze Ea, że czasami jest się autentycznei zaskoczonym
      swoją siłą i to pomaga budować swoje poczucie wartości, siły. I to jest ważne i
      wartościowe. Ale to nie oznacza stawania się bezkompromisowym. Siła nie jest
      tylko tam, gdzie zawsze muszę postawić na swoim.

      Ale z drugiej strony - znam i osobę samotną tak już zaskorupioną, że wątpliwe,
      by nawet po spotkaniu swojej połówki mogła się dostosować do życia we dwoje bez
      poczucia straty swego terytorium, znam i osobę, która założyła rodzinę bez
      potrzeby rodzinności, tylko dlatego, że 'tak się robi', dla lepszego
      zorganizowania sobie gospodarstwa domowego i tych spraw męsko-damskichwink
      Myślę, że istnieją osoby w jakiś sposób mniej dojrzałe emocjonalnie (ale nie są
      to oczywiście wszystkie osoby samotne!, oraz, oczywiście, ta 'wada' jest do
      nadrobienia!). Taka osoba nawet po założeniu rodziny i urodzeniu dziecka kładzie
      je do łózeczka w pokoju dziecięcym, ulokowanym daleko od sypialni, żeby nie
      przeszkadzało rodzicom i dziwi się, że płacze w nocy skoro ma sucho i nie jest
      głodne... - to taka anegdotyczna, acz smutna historyjka.
      W Polsce chyba trudniej się przyznać do takiej postawy. A pytanie czy są
      społeczeństwa, które jej sprzyjają, to raczej pytanie o więzy międzyludzkie w
      ogóle, samotni to tylko wycinek. Skłąniam się do tego, że w różnych krajach
      rodzinność, bliskość jest pojmowana różnie. U mojej dalszej, zagranicznej,
      rodziny dziadkowie odwiedzają wnuczkę co którąś niedzielę -piją kawę z
      rodzicami, biją brawo jak dziecko mówi wierszyk, wizyta trwa ok. godziny, i tyle.

      >życie we dwoje, gdzie druga osoba obciąża cię swoimi
      > problemami."

      bliźni, mój wróg?...
      • minerwamcg Re: Ja 30.01.07, 11:54
        Samborago, ja trochę popolemizuję. Też jestem "byłą samotną", też się już sama
        (że nie wspomnę o rodzinie) spisałam na straty. I myślę sobie tak.
        Małżeństwo jest powołaniem. To nie jest tak, że klasztor/seminarium, albo
        małżeństwo, tertium non datur. Są ludzie do małżeństwa nie mający powołania ni
        cholery - nawet nie z powodu jakichś dysfunkcji charakterologicznych (choć to do
        małżeństwa też może być poważną przeszkodą), tylko po prostu nie i już. Taka
        była moja ciotka, wiejska nauczycielka. Taka jest moja druga ciotka, emerytowany
        pracownik naukowy. Obie miały, jak to się wówczas mówiło "starających się" - a
        za mąż nie wyszły, bo nie chciały. Są tacy "świeccy zakonnicy", którym w
        samotności jest po prostu dobrze. Najczęściej są to ludzie oddani jakiejś pasji,
        pracujący z innymi, i nawet jeśli czasem niezbyt szczęśliwi, to nie wyobrażający
        sobie innego życia.
        Ja to co innego smile Do małżeństwa powołanie miałam, jeszcze jakie, tylko - znów
        mówiąc językiem cioć - "nikt się odpowiedni nie trafiał". Jako osoba samotna
        byłam silna i niezależna, ale bez przesady. Niewiele bardziej, niż teraz.
        Co do osób "zaskorupionych" w samotności mogę tylko z przykładu z najbliższej
        rodziny powiedzieć, że zdarzają się cuda. Ludzie uczą się od siebie, otwierają
        na siebie, zmieniają... Na rodzonego brata, znanego od zawsze, patrzę dzisiaj z
        otwartą gębą. To ten sam kolczasty, milczący, starokawalerski do szpiku kości
        facet?.. Eee. smile))
        • samboraga Re: Ja 31.01.07, 11:52
          > Małżeństwo jest powołaniem. To nie jest tak, że klasztor/seminarium, albo
          > małżeństwo, tertium non datur.

          do małżeństwa można nie mieć powołania, ale klasztor czy świeckie osoby
          konsekrowane to inny rodzaj związków z ludźmi i z Bogiem, ale jednak związków,
          tam nie powinno braknąć miłości (inna sprawa czy tak jest, czy wszyscy tak to
          przeżywają)
          nie wyobrażam sobie człowieka pozbawionego więzi międzyludzkich, któremu tych
          więzi nie brakuje, bo cały jego świat to komputery albo zdobywanie Himalajów...
          ale może ja też mam za duże powołąnie do małżeństwa?wink

          tak myślę, że np. kobietom faktycznie łatwiej jest spełaniać swoje pasje jeśli
          zostają samotne, to może wpływać na decyzje życiowe, podobnie jak ta korelacja
          wdów/wdówców, o któej piszecie wyżej (że kobiety zostają same, a mężczyżni
          częściej wiążą się powtórnie) - moja babcia została wdową przed 40-ką, jej
          strasze dziecko, mój ojciec, miało 15 lat, ale babcia miała opory, może
          religijne, może z tak, a nie inaczej pojętej troski o dzieci (?), a drugi
          dziadek chciał się żenić po 80-tce, choć babcia zmarła zaledwie 5 lat wcześniej…
          no i zgadzam się, że każdy się może odskorupić, ale u niektórych osób to ja to
          widzę raczej w kategoriach cudu właśniewink

          nie z powodu jakichś dysfunkcji charakterologicznych (choć to d
          > o małżeństwa też może być poważną przeszkodą)

          przeczytałam jeszcze raz mój post i dodam, że nie chodziło mi o jakieś
          zahamowania czy kompleksy, bo one przeszkadzają i w małżeństwie, ale taki
          właśnie, chyba nieświadomy, brak potrzeby bliskości z innymi, wynikający z braku
          poczucia, że w ogóle można mieć radochę z bycia z drugim człowiekiem, niestety,
          tacy ludzie, nie potrafiący czerpać bliskości z kontaktów z ludźmi i nie widzący
          w związku z tym ich potrzeby, chyba też są
    • mader1 Re: Ja 30.01.07, 18:39
      Tak naprawdę w tym tekscie przeraziło mnie coś, na co niektóre z Was już też
      zwróciły uwagę : " Dlaczego pod jednym dachem mam się zmagać z kimś, kto jest
      ode mnie słabszy "
      Im dłużej myślę o tym zdaniu i następnych, tym bardziej jestem nim załamana.
      Najpierw pomyślałam sobie, że jeżeli się tak zdarza, że spotkam kogoś, z kim
      potrafię się dogadać - nie mam na myśli tylko mojego męża, ale przyjaciół,
      bliskich znajomych, wszystkie " pokrewne dusze" - nigdy nie myślę, czy jest
      słabszy, silniejszy, gorszy, lepszy... Nie jest to kryterium. I jestem z tego
      powodu bardzo szczęśliwa - poznałam w życiu wiele osób, od których wiele się
      nauczyłam. Myślę, że one ode mnie też.
      Potem zastanowiłam się, jak bardzo trzeba być bezmyślnym, krótkowzrocznym,
      pełnym pychy, żeby tak lekceważąco określać ludzi wokół siebie a tak
      optymistycznie siebie.
      Przyznam, że nigdy nie spotkałam w życiu osoby, o której mogłabym powiedzieć, że
      jest tak znacząco silniejsza niz inni , tak lepsza niż inni, by było to
      odczuwalen i widoczne. Kazdy ma jakieś słabości - a poznałam sporo osób. Każdy
      ma jakieś wady, punkt w który można go uderzyć. Miejsce czułe.
      Chwilowe złudzenie siły...
      • ea-szarri Re: Ja 31.01.07, 02:34
        Mader, ale zauważ, że mówi to kobieta... I ja ją trochę rozumiem. Może dlatego,
        że byłam w związku z mężczyzną, który uznał, że to ja jestem silniejsza i
        chciał, żebym ja była tyczką, a on powojem. Niestety, byłam bardziej
        wyrozumiała niż autorka tych słów...i dobrze się to nie skończyło.
        Zwykle jest tak, że opieką otacza się najsłabszego. W relacji ja-partner
        zogniskowanie całej mojej troski na partnerze jest jeszcze możliwe. Ale kim się
        opiekować i o kogo troszczyć, jeżeli w związku pojawią się dzieci?

        Artykułu nie czytałam, więc możliwe, że to, co napisałam jest zupełnie nie na
        temat.
        • mader1 Re: Ja 31.01.07, 20:48
          mam wolny internet wink w czasie ferii , stąd powolny przebieg dyskusji wink
          Na temat smile
          Wydaje mi się, że inaczej to wygląda, gdy ktoś chce Cię wykorzystać. Wspinać
          się po Tobie, nie nawiązując relacji, nie dając nic w zamian. Bo każda
          prawdziwa relacja polega na wzajemnym obdarowywaniu się - choć te dary nie
          muszą być podobne, czy równoważne.
          Ja nie wiem, czy osoba wykorzystująca swoją " słabość", by brać , jest naprawdę
          słaba. Na pewno jest sprytna. I na pewno jest leniwa.
          Mam wrażenie, że w prawdziwych relacjach miłości, przyjaźni, gdy nikogo się nie
          wykorzystuje, nie traktuje przedmiotowo, partnerzy przechodzą okresy siły,
          słabości, podnoszą się nawzajem i wspierają. Oczywiście w praktyce nie wygląda
          to tak różowo, czasem jest ciężkie, nieświadome, trudne.
          Najbardziej silny też ma spadki formy.
Pełna wersja