Dodaj do ulubionych

Gdy znikają z oczu... ;)

20.03.07, 08:07
Na imprezy, szkoły zielone, nocowanka. Mąż wyjeżdża na dłużej...
Czy obawy, zdenerwowanie, które temu towarzyszą, wynikają z tęsknoty ?
Prawdopodobieństwo różnych nieszczęśliwych zdarzeń przecież wcale nie wzrasta
wraz ze wzrostem odległości od matek, ojców , żon wink
A czy mężowie też się niepokoją tak bardzo ?
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: Gdy znikają z oczu... ;) 20.03.07, 09:37
      Moje dzieci jeszcze na razie mi nie znikają z oczu, więc rzecz dotyczy tylko
      Męża. Prawdopodobieństwo nieszczęścia jest moim zdaniem o wiele większe gdy nie
      jesteśmy razem, to w ogóle jest bezdyskusyjne. A czy on również sie tak
      denerwuje... Trochę tak, ale myslę, że to jakieś 10% tego, co ja odstawiam. W
      naszym małżeństwie wynika to z faktu, że mój Mąż jest normalny i zdrowy
      psychicznie, a ja nie.
      O, nawet znalazłam opracie dla mojej teorii - gdy jesteśmy razem, pilnuje nas
      więcej Aniołów Stróżówsmile
      • mama_kasia Re: Gdy znikają z oczu... ;) 20.03.07, 10:38
        W
        > naszym małżeństwie wynika to z faktu, że mój Mąż jest normalny i zdrowy
        > psychicznie, a ja nie.

        Myślę, że nie tylko dlatego. Nie mam (na razie) stwierdzonej choroby,
        a jednak denerwuję się bardzo. Chyba dlatego, że brak mi tak do końca
        zgody na wolę Boga. Boję się oddać to, co mam. Co ciekawe Bóg być
        może tego ode mnie w sensie fizycznym nie wymaga, ale myślę, że
        chodzi o takie oddanie duchowe, o gotowość oddania. Boję się...
        • alex05012000 Re: Gdy znikają z oczu... ;) 20.03.07, 11:25
          córka jeśli znika to na krótko i na blisko, z wyjątkiem wakacji - jest miesiąc
          z babacią nad morzem, ale są przecież telefony komórkowe... generalnie wolę jak
          jest ze mną, w pobliżu, ale nie mam napadów paranoi ...
          mąż mój akurat jest "przyspawany" do mieszkania i pracowni, która jest drzwi
          obok... w ogole nie lubi wychodzić z domu....
          najwięcej fruwam ja - sama lub z Olką ... czy mąż sie o mnie/nas martwi...
          hmmmm chyba nie-on powie, ze wie, że mi sie nic nie stanie....w każdym razie
          nie wydzwaniamy do siebie co 15 minut....
          • zuzanna56 Re: Gdy znikają z oczu... ;) 20.03.07, 16:41
            Ostatnio to ja wyjeżdżam dość często....

            Staram się nie panikować gdy mąż gdzieś wyjeżdża ale nie zawsze mi to wychodzi.
            Taki mam charakter.

            Gdy jadę ja, nie przeżywam tego aż tak bardzo tzn. tęsknię ale nie boję się że
            mi się coś stanie.
            • mader1 No właśnie ! 20.03.07, 16:57
              Zuzanna napisała coś istotnego. A jak my wyjeżdżamy to też połowę mniej tych
              Aniołów Stróżów jest z nami i z nim sad
              A strach... U mnie nie ma. Tylko tęsknota.
          • mader1 Re: Gdy znikają z oczu... ;) 20.03.07, 16:58
            > nie wydzwaniamy do siebie co 15 minut....

            taaa... tylko co godzinę ? smile
            • alex05012000 Re: Gdy znikają z oczu... ;) 21.03.07, 09:49
              > nie wydzwaniamy do siebie co 15 minut....
              > > taaa... tylko co godzinę ? smile
              NIE!!! raz na dzień conajwyzej...
              ostatnio byłam z dzieckiem u kuzynki niedziela + poniedziałek... zadzwoniłam
              jak dojechałyśmy na miejsce (50 km od wwy), i na drugi dzień, zę właśnie
              wracamy...
              • mader1 Re: Gdy znikają z oczu... ;) 21.03.07, 09:58
                no to tak, jak my . Jak jesteśmy osobno, staramy się zadzwonić, gdy
                dojedziemy , potem raz na dzień, a potem, jak wyjeżdżamy. Wydaje nam się, ze
                tak jest rozsadnie. Z tym, że mój mąż chyba nie czuje potrzeby częstszego
                kontaktu, mnie by korciło, ale staram się być rozsądna.
          • mamalgosia wydzwanianie 20.03.07, 21:37
            A miałyście coś takiego, że on nie odbiera telefonu? Alb jest poza zasięgiem?
            Kiedyś umówiliśmy sie z Mężem, że jak gdzieś tam dojedzie, to zadzwoni. No i
            czas przeznaczony na dojazd minął, a tu milczenie. Wysłałam smsa, nic. Dzwonię -
            poza zasięgiem. Tłumaczyłam sobie to jakoś racjonalnie (że np. jest na jakims
            spotkaniu, że zapomniał), ale było to obrzydliwe
            • franula Re: wydzwanianie 21.03.07, 09:41
              to chyba jestem lekkomyslna bo się nie denerwuję
              mąż dużo jeździ służbowo gdybym miala się za każdym razem denrwowac
              wykonczyłabym się psychicznie
              dziecko zostawiam tylko osobom do których mam 1--% zaufania więc tez sie nie
              denrwuję
              tęsknię tak -oczywiście
              i tak sobie myślę że gdyby mój mąż się denerwował o mnie gdy mnie nie ma to
              byłoby to bardzo męczące

              oczywiście gdy sie spóźnia, nie odbiera telefonu to się denrwuję że cos się
              stało
              • franula Re: wydzwanianie 21.03.07, 09:42
                100% of korssmile
                • alex05012000 Re: wydzwanianie 21.03.07, 09:55
                  przede wszystkim mój mąż nie ma i nie chce mieć komórki!!!! wiec jak gdzieś
                  wychodzi czy jedzie trzeba cierpliwie czekać aż wróci...
                  z kolei moja mama ma komórkę, ale często zapomni włączyć albo jej nie słyszy a
                  smsów nie umie czytać ani wysyłać wcale...
                  zreszta ja nie z tych co od razu jawi im sie w wyobraźni wypadek, porwanie i
                  inne nieszczęścia ....
            • mama_kasia Re: wydzwanianie 21.03.07, 09:50
              Tak, znamy. Tłumaczę sobie racjonalnie, ale...
              wizje też mam. I zawsze przychodzi mi na myśl, że to COŚ,
              czego się boję może przyjść zupełnie spokojnie i właściwie,
              dlaczego nie teraz...

              Staram się bardzo w takich sytuacjach modlić, ale nie tyle o
              bezpieczny powrót męża do domu (to też). W tych jednak momentach
              modlę się za siebie, bo czuję, że ten strach nie jest dziełem Boga.
              A ja jako chrześcijanka - dziecko nadziei - nie powinnam się mu poddawać.
      • mader1 Mamalgosiu :) 20.03.07, 16:54
        Prawdopodobieństwo nieszczęścia jest moim zdaniem o wiele większe gdy nie
        jesteśmy razem, to w ogóle jest bezdyskusyjne.

        jesteś rewelacyjna smile Zwłaszcza, gdy piszesz o Aniołach Stróżach
        • mamalgosia Re: Mamalgosiu :) 20.03.07, 21:35
          Cieszę się, że to zrozumiałaś, w Twoim wieku powinnaś już takie rzeczy wiedzieć
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka