Dodaj do ulubionych

Dawanie na mszę świętą

22.03.07, 09:11
Może narażę się niektórym z Was tym pytaniem. Nie wiem, nie rozumiem,
dlaczego daje się na mszę świętą? W czym jest lepsza msza w intencji zmarłego
od modlitwy za niego, w czym jest lepsza msza dziękczynna w rocznicę ślubu od
modlitwy dziękczynnej? Wiem, że wielu ludzi daje na mszę, nie chciałbym się
jednak w tym kierować wyłącznie naśladownictwem. Jakie konsekwencje
teologiczne wynikają z zamówienia i opłacenia mszy świętej np. za zmarłego? W
jaki sposób zmienia to jego sytuację duchową? Nie lubię wizyt w kancelarii
parafialnej, tych wszystkich opłat co łaska, cenników. Czuję, że po każdej
takiej wizycie moja religijność słabnie. Bardzo tego nie chcę, więc wolę w
ogóle nie odwiedzać takich miejsc. Czy można to traktować jako pozostałość po
zwyczaju sprzedawania odpustów w dawnych wiekach? A może jako rodzaj ofiary
składanej Bogu? Na każdą mszę przynosimy jednak jakąś ofiarę, łączymy ją z
ofiarą Chrystusa na krzyżu. Czy to nie wystarczy? Czy muszą być specjalne
intencje? Znam kościół w którym przez 5 minut wymienia się nazwiska zmarłych,
za których odprawiana jest dana msza. Na czym ma polegać ta specjalność w tym
wypadku? Czym to się różni od tego, gdy ktoś przyjdzie z cichą i prywatną
intencją ofiarowania tej mszy za bliskiego sobie zmarłego?
Obserwuj wątek
    • kim5 Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 09:49
      Myślę, że dawanie na mszę jest bardziej potrzebne rodzinom zmarłych niż samym
      zmarłym. Nie wiem, czy można komuś pomóc w zbawieniu, jeśli ten ktoś za życia
      się nie starał. Co mówi teologia? Czy można kogoś zbawić własnym staraniem?
    • mama_kasia Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 09:55
      Znalazłam takie coś:

      "Kościół za zmarłych składa eucharystyczną Ofiarę Paschy Chrystusa w tym celu, aby dzięki jedności wiążącej wszystkie członki Chrystusa jednym wypraszać duchową pomoc, a innym przynosić pociechę płynącą z nadziei."

      www.kkbids.episkopat.pl/wprowadzeniedoksiag/owmr/8.htm

      Myślę, że sedno tkwi w tej szczególnej jedności, która dzieje się
      w momencie sprawowania Eucharystii.
      • mama_kasia Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 09:58
        Jeszcze tekst z ostatniej adhortacji posynodalnej odnośnie
        Eucharystii (swoją drogą polecam bardzo smile

        "Uczta eucharystyczna, w której głosimy śmierć Pana, wyznajemy Jego zmartwychwstanie i oczekujemy Jego przyjścia, jest zadatkiem przyszłej chwały, w której również i nasze ciała będą uwielbione. Celebrując Pamiątkę naszego zbawienia wzmacnia się w nas nadzieja zmartwychwstania ciał oraz możliwości ponownego spotkania, twarzą w twarz z tymi, którzy przed nami odeszli ze znakiem wiary. W tej perspektywie, wraz z Ojcami synodalnymi chciałbym przypomnieć wszystkim wiernym znaczenie modlitwy w intencji zmarłych i w szczególności odprawiania za nich Mszy św., aby oczyszczeni mogli osiągnąć oglądanie Boga w chwale. Odkrywając eschatologiczny wymiar zawarty w Eucharystii, celebrowanej i adorowanej, otrzymujemy wsparcie w naszej drodze oraz jesteśmy pocieszeni nadzieją chwały (por. Rz 5, 2; Tt 2, 13)."
      • isma Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 10:40
        Zgadzam sie co do idei jednosci.
        Nie zgadzam sie natomiast z tym, jakoby Kosciol mial przyznawac "wieksze" prawo
        do jednosci tym czlonkom, ktorych czlonki (rodziny wink)) o to poprosza, a ze
        juz za to zaplaca, to w ogole ;-(((.
        • kim5 Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 10:46
          Chyba wraca temat podatku na kościół. Rozumiem, że kościoły muszą z czegoś żyć,
          bo odprawienie mszy po prostu kosztuje - oświetlenie, same mury kościelne,
          szaty itp. Więc z tego punktu widzenia rozumiem ofiary na mszę. Natomiast nie
          wiem - z teologicznego punktu widzenia, czy można pomóc komuś w zbawieniu dając
          na mszę za jego duszę.
          • barbie-torun Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 11:49
            można pomóc bo cały Kościół w tej właśnie chwili się modli za zmarłego
            a nie tylko np. ja za ś.p. wuja
            • isma Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 12:04
              No, dobra, dobra, ale Kosciol sie musi modlic za wuja osobno? Nie wystarczy, ze
              sie modli - rowniez w liturgii eucharystycznej - za zmarlych w ogolnosci?
              • mama_kasia Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 14:16
                No, dobra, dobra, ale dlaczego, jeśli członkowie tego Kościoła
                chcą swoich braci publicznie poprosić o wspólną modlitwę w czasie
                mszy, nie zrobić tego?
                Albo jeśli małżonkowie ciesząc się ze wspólnych lat życia, chcą
                podzielić się tą radosćią z innymi współbraćmi z Kościoła i razem z nimi
                dziękowac przed Bogiem, dlaczego by tego nie zrobić w czasie mszy? smile
                • isma Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 15:37
                  No, czemu nie. Ale jakos bardziej by mi pasowalo, zeby prosili (nawet
                  osobiscie!) w czasie modlitwy wiernych np., a niekoniecznie "zawlaszczali" (to
                  nie jest dobre slowo, wiem - ale ono jakos oddaje powszechny odbior tzw.
                  intencji - jesli Msza sw. ma byc odprawiana "za wuja", to domniemywac mozna, ze
                  za nikogo innego. A przeciez to jest ofiara za nas wszystkich) cala Msze sw.
                  dla wuja wink)).
                  • justyna.ada pojedynczość intencji? 22.03.07, 16:04
                    No właśnie, a na czym polega to, że dany ksiądz może na raz w jednej tylko
                    intencji odprawiać mszę? Jak jest akurat dwóch, no to mogą byc dwie.
                    I że np. w parafii już dawno nie ma intencji na wiele miesięcy w przód, bo
                    są "zajęte". Nie bardzo rozumiem.

                    Tym bardziej, że jak jest intencja za Kowalskiego i całą rodzinę, to jest wiele
                    osób. Albo są zbiorowe intencje i taka długa lista, że hej.

                    To jak jest z tą "pojedynczością"? Bo może znowu czegoś nie wiem, a tyle lat w
                    Kościele żyję... wink
                  • mama_kasia Re: Dawanie na mszę świętą 23.03.07, 08:51
                    U nas ludzie proszą też osobiście na głos w czasie modlitwy wiernych wink

                    Mnie "intencyjność" mszy nie razi. Natomiast warto byłoby mówić
                    ludziom, że jak najbardziej wszyscy modlą się również w tych intencjach,
                    które oni po cichu przynoszą. O tej jedności trzeba by więcej mówić.
                    • mader1 Re: Dawanie na mszę świętą 23.03.07, 09:44
                      U nas, tzn. w parafii w Warszawie, ksiądz już na poczatku mszy mówi o
                      intencjach wszystkich, tych " przynoszonych po cichu", opróocz tego msza jest
                      zwykle w paru intencjach wypowiadanych przez niego głośno. Nie ma takiej
                      zależności, że jeżeli jeden kapłan, jedna intencja w czaie jednej mszy.
                      Słyszałam od zaprzyjaźnionego księdza profesora, który często wyjeżdża do
                      Niemiec, że tam, gdzie bywa nie ludzie nie zamawiają mszy w intencjach.
                      Zauważył, że księża w związku z tym nie czują , by musieli w czasie odprawiania
                      mszy być przy ołtarzu. Jeden z nich odprawia mszę, inny przechodzi przez
                      kościól, czy robi coś w obrębie budynku w czasie mszy i wyciąga tylko ręce i
                      wraz z odprawiającym mszę wymawia po cichu formułę. Uważa, że to wystarczy.
                      Ów profesor, z którym rozmawiałam uważa, że zamawianie mszy przez wiernych
                      skłania księży do większej staranności, powoduje pewne zobowiązanie wcale nie
                      sciśle handlowe...

                      Niedawno moja mama wpadła do swojego parafialnego kościoła rano. Mąż tej młodej
                      sąsiadki leżał w śpiączce w szpitalu. Proboszcz akurat przebierał się do mszy.
                      Wysłuchał jej intencji,opowiedziała mu o wszystkim, rozpromienił się : " nawet
                      pani nie wie, jak mi się pięknie dzień zaczął... Nie, no nie dlatego, że on w
                      śpiączce leży... Że pani, że żona, że natychmiast pomyslałyście o Chrystusie".
                      Oni, ci księża też ludzie. Potrzebują naszej wiary...
                      • isma Re: Dawanie na mszę świętą 23.03.07, 10:41
                        mader1 napisała:

                        > Nie ma takiej
                        > zależności, że jeżeli jeden kapłan, jedna intencja w czaie jednej mszy.
                        >
                        Serio? Ja sie staram co roku zamawiac msze sw. u jezuitow na Dzien Dziecka
                        Utraconego - i w zeszlym mi sie nie udalo, bo wszystkie intencje byly "zajete"
                        i nie dalo sie znalezc na zadna godzine koncelebransa.
                      • isma Re: Dawanie na mszę świętą 10.04.07, 13:35
                        mader1 napisała:

                        > .
                        > Zauważył, że księża w związku z tym nie czują , by musieli w czasie
                        odprawiania
                        >
                        > mszy być przy ołtarzu. Jeden z nich odprawia mszę, inny przechodzi przez
                        > kościól, czy robi coś w obrębie budynku w czasie mszy i wyciąga tylko ręce i
                        > wraz z odprawiającym mszę wymawia po cichu formułę. Uważa, że to wystarczy.

                        Aaaaaa, pamietam stuk mej szczeki o podloge, gdym wyczytala w jakims serwisie
                        intenetowym wsrod FAQ, ze "nie zaleca sie, aby koncelebrans w trakcie
                        sprawowanej przez siebie Eucharystii schodzil do konfesjonalu, nawet jesli
                        zauwazy przy nim osobe oczekujaca" wink))
          • sion2 Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 11:51
            Dawanie pieniedzy za odprawienie Mszy sw jest pozostaloscia nie wykupywania
            odpustow ale tym, ze kiedys na wspolna uczte eucharystyczna wszyscy przynosili
            dary, na pewno w przeliczeniu na pieniadze bylo to to samo co dziesiejsze
            oplaty za msze sw, msza sw jest ofiarą w czasie ktorej wypadaloby abysmy tez
            cos z siebie dawali Bogu, nie tylko w myslach, nie zyczeniowo ale w duchu
            pokory pozbywali sie czesci majątku. Pieniadze dane na ofiare przyczynialaj sie
            do naszego zbawienia, wspolparcy z łaska Bożą a nie sluzą tym co są w czyśccu,
            im sluzy sama Msza sw., za nich odprawiana.

            Dlaczego Msza? bo to najwspanialsza modlitwa chrzescijanska, to szczyt zycia
            Kosciola, najdoskonalsza łącznosc z Chrystusem tu na ziemi, to najwieksze
            dziekcznienie jakie mozemy zlozyc Bogu

            wysokosc oplat? hm... no na przyklad pare tyg temu poprosilam w chwili proby
            wiary jednego ksiedza o oprawienie Mszy sw za mnie - odprawil za darmo

            u mnie w parafii jak ktos chce zamowic msze sw a ma malo pieniedzy nie ma
            problemu, moze byc mala ofiara a moze ktos doniesc kwote np. za tydzien
            • kim5 Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 11:57
              Czy ktoś może mnie teologicznie przekonać, że danie na mszę za kogoś, kto pił,
              bił itp. zmieni jego pozycję przed Bogiem? Nawet, jeśli zmarł bez pogodzenia
              się z Bogiem przed śmiercią? Nawet, jesli modli się za niego cały kościół?
              Jestem w takiej sytuacji życiowej (rozwódka w związku niesakramentalnym), że
              gdyby teraz przyszło mi odejść, umarłabym bez pogodzenia się z Bogie
              wg "standardów" Kościoła Katolickiego. Czy ktoś może mi pomóc naprawić po mojej
              śmierci, zmazać grzechy - dając na mszę?
              Nie przekonuje mnie to - my sami wspierani przez Boga pracujemy na nasze
              zbawienie - takie jest moje zdanie.
              • sion2 Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 12:41
                to nie jest "zmienianie pozycji przed Bogiem"
                chodzi o duchowoą pomoc osobie ktora przebywa w czyśccu (tym w piekle nic nie
                pomoze)
                kataolicka wiara jest taka że jak pomagamy sobie nawzajem tu na ziemi modlitwą
                tak samo trwamy w łącznoscu z tymi ktorzy sa w czyśccu i modlimy sie za nich a
                najdoskonalsza forma modlitwy jest eucharystia, najdoskonalszym przeblaganiem
                Ofiara Chrystusa

                jesli ktos jest czyccu a nie w piekle, jest caly zwrocony ku Bogu, żałuje za
                grzechy i podlega procesowi oczyszczen i dojrzewania do nieba - w tym mozemy
                pomoc naszym braciom i siostrom przechodzacym to doswiadczenie

                nie ma znaczenie ile ktos nagrzeszyl za zycia jesli w ostatniej sekundzie
                zwrocil sie do Boga - w tym znaczeniu ze Bog do ostatniego tchnienia czlowieka
                czeka na niego i przyjmuje go, tylko najwyzej podlegac ten czlowiek bedzie
                dluzszemu oczyszczeniu gdyz niezdolny jest przebywac z Bogiem ktory jest Święty

                w Pismie sw jest mnostwo fragmentow gdzie jest mowa o tym jak modlitwa
                sprawiedliwego ma wielka moc w nawracaniu braci, wychodzac z twojego zalozenia
                mozna by powiedziec ze po co modlic sie za tych co grzesza bardzo skoro to ich
                wybor i nic nie zmienimy
                • sion2 Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 12:43
                  a "standardy kosciola katolickiego" polegaja na tym ze nie osądzamy nikogo ze
                  on na pewno poszedl do piekla, jak kosciol istnieje nigdy nie wydal
                  takiego "orzeczenia", co najwyzej w procesie kanonizacji wypowiada sie ze ktos
                  na pewno jest w niebie

                  to przyklad dla nas aby nie osądzac, bo nie wiesz czy ktos w ostatniej chwili
                  nie nawrocil sie, nie poprosil Boga o ratunek choc nie zdazyl przyjac
                  sakramentow itd
    • mamalgosia Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 14:30
      W naszej parafii jest tak, że nie trzeba zapłacić za odprawienie Mszy świętej w
      jakiejś intencji. Ale oczywiście się płaci. Pieniądze te są dochodem
      odprawiającego tę Mszę
    • a_weasley Ile by dziś kosztowała synogarlica? 22.03.07, 16:11
      To jest na mój gust pozostałość, i owszem, ale zupełnie czego innego.
      Czasem mówią ludzie "Dam na mszę, że to się tylko tak skończyło". Albo "dam na
      mszę, żeby..."
      Z jednej strony jest w tym jakieś poczucie, że zawsze lepiej, jak z Szefem
      pogada ktoś z branży. Albo inaczej - że zawsze modlitwa fachowca to co innego.
      Jak mówił Maniuś Kitajec: "Daję na to szanownej pani oficerskie słowo honoru. Co
      prawda oficerem nigdy nie byłem, ale to jest podobnież słowo honoru w najlepszem
      gatonku".
      Z drugiej zaś widzę w tym pozostałość ofiary. Kiedyś składało się w ofierze -
      dziękczynnej, błagalnej, przebłagalnej - różne ptaki i ssaki (jeszcze wcześniej
      nawet rozumne formy życia). Dziś, skoro przeszliśmy od gospodarki naturalnej do
      towarowo-pieniężnej, składa się pieniądze. Bogu w osobach jego najlepszych
      synów, że się odwołam do starego kawału politycznego.
      Tak samo jak składa się ofiary, paląc np. w kościele Mariackim świeczki
      herbatniczki i wrzucając do puszki po złotówce czy dwie, chociaż każdy wie, że
      setka takich w Ikei kosztuje trzy dychy.
      Powinienem w tym widzieć nie tyle neo-, co postpogaństwo. Widzę. To, com pisał
      dzisiaj cytując Twaina - traktujemy Boga jak ważnego czynownika, któremu jak
      odpalimy parę sykli, to zwiększamy szansę na załatwienie sprawy.
      Powinienem to gwałtownie potępiać. Nie potępiam.
      Pewnie mam przeżytki katolicyzmu w świadomości wink
      A tak poważnie - co Wam przychodzi trudniej: odmówić litanię czy wyjąć z
      kieszeni te głupie 50 zł, nie stojące w żadnej proporcji do wartości tego, co
      chcecie załatwić?
      Zanim ktoś się oburzy, że tu protestant z katolików kpi, zaznaczę, żem sam
      Minerwie mówił, żeby dała na mszę w pewnej intencji. Nie, nie za czyjąś duszę.
      Aż tak daleko mój ekumenizm nie sięga.
      • brucha Re: Ile by dziś kosztowała synogarlica? 22.03.07, 17:45
        > Z jednej strony jest w tym jakieś poczucie, że zawsze lepiej, jak z Szefem
        > pogada ktoś z branży. Albo inaczej - że zawsze modlitwa fachowca to co innego.

        no ja czasami czuję się bezradna i mam jakąś taką słabą wiarę w moc mojej
        modlitwy i rzeczywiście mam wrażenie, że jak zrobią to inni (niekoniecznie
        księża i niekoniecznie w czasie mszy), to może efekt będzie lepszy. ale to
        bardziej na zasadzie 'za cienka jestem aby o coś takiego prosić, są inni,
        bardziej godni, może ich Bóg wysłucha'

        - traktujemy Boga jak ważnego czynownika, któremu jak
        > odpalimy parę sykli, to zwiększamy szansę na załatwienie sprawy.

        w zasadzie to ja to tez tak widzę, ale zdarzyło mi się raz 'dać na mszę' w
        intencji mojego dziecka bo czułam, że muszę, że jest to potrzebne MNIE. na ile
        pomogło to dziecku - jeden Bóg wie.

        poza tym samo określenie 'dać na mszę' jest głupie. przecież w tym wszystkim
        nie chodzi o to żeby 'dać', tylko, żeby sie modlić.




        - co Wam przychodzi trudniej: odmówić litanię czy wyjąć z
        > kieszeni te głupie 50 zł, nie stojące w żadnej proporcji do wartości tego, co
        > chcecie załatwić?

        wyjąć z kieszeni, i wcale nie chodzi o sumę tylko o jakieś takie wewnętrzne
        przekonanie.
      • minerwamcg Ehe... 22.03.07, 18:25
        Weasley napisał:
        > zaznaczę, żem sam Minerwie mówił, żeby dała na mszę w pewnej intencji. Nie,
        > nie za czyjąś duszę. Aż tak daleko mój ekumenizm nie sięga.

        A za własnego ś.p. teścia toś razem ze mną nie dał? smile))
        • a_weasley Re: Ehe... 22.03.07, 21:12
          minerwamcg napisała:

          > Weasley napisał:
          > > zaznaczę, żem sam Minerwie mówił, żeby dała na mszę w pewnej intencji.
          > > Nie, nie za czyjąś duszę. Aż tak daleko mój ekumenizm nie sięga.
          > > A za własnego ś.p. teścia toś razem ze mną nie dał? smile))

          Dać dałem, ale to nie ja Tobie mówiłem, żebyś dała, tylko Ty mi kazałaś dać,
          więc to też się nie liczyło.
          A poza tym człowiek, który wytrzymał naście lat z taką córką, za samo to
          kwalifikuje się co najmniej do beatyfikacji wink
      • isma Re: Ile by dziś kosztowała synogarlica? 23.03.07, 08:43
        a_weasley napisał:

        > To jest na mój gust pozostałość, i owszem, ale zupełnie czego innego.
        > Czasem mówią ludzie "Dam na mszę, że to się tylko tak skończyło". Albo "dam na
        > mszę, żeby..."
        > Z jednej strony jest w tym jakieś poczucie, że zawsze lepiej, jak z Szefem
        > pogada ktoś z branży. Albo inaczej - że zawsze modlitwa fachowca to co innego.

        Eeee, no, nie. Znaczy, w powszechnym odbiorze byc moze, ale teologicznie rzecz
        biorac, to my balwochwalcy wink)) jednak zakladamy zasadnicza roznice pomiedzy
        modlitwa a Eucharystia. I to absolutnie nie chodzi o fachowca za oltarzem,
        tylko o to, ze w zgromadzeniu jest obecny, realnie, w Swoim Ciele, na tym
        oltarzu, Chrystus. Jesli wierzymy, ze rzeczywistosc sakramentalna ma
        przymiot "ex opere operato", to to prowadzi do wnisoku, ze ofiara
        eucharystyczna jest zawsze skuteczna (znaczy, nie skuteczna w sensie
        zalatwienia naszej prosby, tylko w sensie Bozej obecnosci przy nas - i naszej
        przy Bogu). A z modlitwa to, tego... roznie bywa. Czasem modla sie tylko wargi,
        i Jezus jakos nijak nie jest w tym potrzebny ;-(((.

        >> Z drugiej zaś widzę w tym pozostałość ofiary. Kiedyś składało się w ofierze -
        > dziękczynnej, błagalnej, przebłagalnej - różne ptaki i ssaki (jeszcze
        wcześniej
        > nawet rozumne formy życia). Dziś, skoro przeszliśmy od gospodarki naturalnej
        do
        > towarowo-pieniężnej, składa się pieniądze. Bogu w osobach jego najlepszych
        > synów, że się odwołam do starego kawału politycznego.
        > Tak samo jak składa się ofiary, paląc np. w kościele Mariackim świeczki
        > herbatniczki i wrzucając do puszki po złotówce czy dwie, chociaż każdy wie, że
        > setka takich w Ikei kosztuje trzy dychy.
        >
        No fakt. Tez bym wolala, zeby ten aspekt oddzielic od sakramentow. Szczegolnie,
        ze to nasila falszywe rozumienie sprawy "fachowca", omowione powyzej.
        Ale nie neguje oczywistosci tego, ze ksieza (zwlaszcza ci, ktorzy nie prowadza
        katechezy), za cos musza sobie kupic paste do zebow. W zakonach to jest
        normalniej rozwiazane.

        Powinienem w tym widzieć nie tyle neo-, co postpogaństwo. Widzę. To, com pisał
        > dzisiaj cytując Twaina - traktujemy Boga jak ważnego czynownika, któremu jak
        > odpalimy parę sykli, to zwiększamy szansę na załatwienie sprawy.

        W kwestii placenia pelna zgoda. W kwestii zasadniczej - owszem, taka jest dosw
        podejrzana ortopraksja. Ale ortodoksja w tej kwestii jest, MSZ, sluszna i
        zbawienna wink)).

        > Powinienem to gwałtownie potępiać. Nie potępiam.
        > Pewnie mam przeżytki katolicyzmu w świadomości wink
        > A tak poważnie - co Wam przychodzi trudniej: odmówić litanię czy wyjąć z
        > kieszeni te głupie 50 zł, nie stojące w żadnej proporcji do wartości tego, co
        > chcecie załatwić?

        A to zalezy. Mozna odklepac litanie na wyscigi, i moze to byc znacznie
        latwiejsze, niz pojscie na zamowiona Msze sw. i przystapienie w okreslonej
        intencji do Eucharystii (moze i na sakrament pokuty z tej okazji by sie mozna
        zalapac?), przy czym nie chodzi oczywiscie wylacznie o aspekt techniczny (czas,
        odleglosc).

        > Zanim ktoś się oburzy, że tu protestant z katolików kpi, zaznaczę, żem sam
        > Minerwie mówił, żeby dała na mszę w pewnej intencji. Nie, nie za czyjąś duszę.
        > Aż tak daleko mój ekumenizm nie sięga.
        >
        No. Bo wiesz, ze Minerwa czai baze. I w jej przypadku zapewne ortopraksja jest
        scisle zespolona z ortodoksja wink)).
    • magdalaena1977 Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 16:19
      Kiedy kilka lat temu rozpoczynałam pracę na moim obecnym stanowisku, zamówiłam
      mszę w tej intencji tak z dnia na dzień. To była msza o 6:00, oprócz mnie i
      księdza tylko kilka osób, ale naprawdę czułam się umocnioną tą modlitwa w mojej
      intencji.
    • a_weasley Kontaminacja 22.03.07, 16:36
      Sens teologiczny zamawiania mszy jest zrozumiały. Psychologiczny też.
      Sens ekonomiczny dawania pieniędzy księdzu, żeby miał z czego żyć, takoż.
      Pytanie, czy połączenie jednego z drugim jest
      a) dobre
      b) złe
      c) teologicznie i moralnie obojętne
      i dlaczego.
    • minerwamcg Dialog ekumeniczny :))) 22.03.07, 18:40
      Przeklejam z małą redakcją rozmowę z Weasleyem na gg:

      Weasley:
      Ja, zauważ, widzę element handlowy, ale go nie potępiam.
      Minerwa:
      A ja element handlowy oddzielam, te dwie rzeczy powinny być oddzielone.
      Bo jak nie, to się robi ponura symonia. Handel odpustami i wszystkie te
      świństwa, które tak wkurzyły nieboszczyka Lutra.
      Weasley:
      Ale dopóki się płaci, dopóty element handlowy w tym jest. A ja nie jestem
      pewien, czy to jest jednoznacznie złe.
      Byłoby jednoznacznie złe, gdyby:
      1) gwarantowano efekt
      2) istniała sztywna taryfa, nie stać cię to spływaj.
      Minerwa:
      Dobra. Załóżmy, że jest za darmo, ofiara do puszki za drzwiami, żeby ksiądz nie
      widział ile.
      Weasley:
      I żeby ksiądz ogłaszał: W tym miesiącu zamówiono ... mszy, do puszki
      wrzucono ... zł, dla przeciętnego ofiarodawcy jego intencja była warta ... zł.
      Minerwa:
      No dobra, zostawmy to na razie i pozwól mi się wyteologicznić.
      Otóż uczono mnie, że wszystkie łaski wysłużone przez Szefa na krzyżu to taki
      jakby gigantyczny niewyczerpany skarbiec. Trochę z niego idzie na bieżące
      potrzeby, żeby świat nie pierdyknął nagle z wielkim hałasem - a reszta jest i
      można z niej brać. Ofiarowanie mszy za kogoś to takie wzięcie z tego skarbca i
      danie mu. Dajemy nie swoje - Szefowe. To samo jest z odpustami.
      Weasley:
      No git, ale jaki jest sens teologiczny tej kasy?
      Minerwa:
      A taki, że wszystko dawno zostało zapłacone, można brać i korzystać.
      Weasley:
      No dobrze, ale zatem jaki jest sens teologiczny płacenia za mszę? Oprócz tego,
      żeby ludzie nie zamawiali mszy ot tak sobie, bo czasu ołtarzowego nie starczy,
      ale to jest sens techniczny.
      Minerwa:
      Nie ma sensu teologicznego płacenia za mszę!
      Weasley:
      no i o to mi chodzi
      Minerwa:
      Jest sens teologiczny zamawiania mszy. Płacenie jest po to, żeby ksiądz miał z
      czego żyć Czasem lepiej, czasem gorzej.
      Weasley:
      Czyli to ma tylko sens ekonomiczny. W Twoim ujęciu powstaje ptyanie, czy sens
      teologiczny tego płacenia jest zerowy (co dałoby się przeżyć), czy ujemny.
      Płacenie księdzu tak w ogóle ma sens niewątpliwie, bo z czegoś żyć musi. Jak
      albowiem napisał Dmowski, istota ludzka - mówiąc trywialnie - potrzebuje jeść.
      Minerwa:
      Dlatego na początku swojego wywodu zrobiłam założenie, żeby oddzielić te dwie
      sprawy, bo z ich połaczenia nie wynika nic dobrego.
      Weasley:
      A tak swoją drogą zauważ, że pobożni, jako główni płatnicy stułowego,
      sponsorują praktykujących okazjonalnie.
      Minerwa:
      Ponadto praktykujący okazjonalnie najwięcej krzyczą, że za dużo, i na ogół
      najmniej dają...
      Weasley:
      A to jest jedno z praw okołoMurphowych: najbardziej awanturuje się ten klient,
      który ma najmniejszy rachunek do zapłacenia. I najwięcej mają do powiedzenia,
      że księża są nie tacy.
    • audita Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 23:04
      Monerwo, Weasleyu, kocham was smile)))))))))))))))))
      • mader1 Re: Dawanie na mszę świętą 22.03.07, 23:10
        audita napisała:

        > Monerwo, Weasleyu, kocham was smile)))))))))))))))))

        Mogłabym się pod tym podpisać, ale jaka to zasługa kochać przyjaciół ? Jakby
        jakiegoś nieprzyjaciela pokochać, to dopiero by było... smile)))))
        • mamakini Re: Dawanie na mszę świętą 23.03.07, 10:42
          „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im
          mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię
          moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,19-20)
      • babie_lato1 Re: Dawanie na mszę świętą 25.03.07, 21:45
        Rzeczywiście, są wspaniali, budzą mą niekłamaną sympatię smile Pozdrowienia!
    • otryt Pojedynczość intencji 03.04.07, 10:02
      Dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Zrozumiałem, że wspólna Eucharystia to
      najdoskonalsza modlitwa. Nie słyszałem jeszcze, aby gdzieś powiedzieli głośno,
      że msza odprawia się także w cichych prywatnych intencjach, z którymi przyszli
      wierni i że są one jednakowo warte jak te głośno wypowiedziane i opłacone. W
      jednych parafia intencje są pojedyncze, w innych nie. Może wiec warto poszukać
      kościoła, gdzie intencje są zbiorowe? Moje osobiste odczucia są takie, że
      wspólna modlitwa w wielu wspólnych intencjach jest więcej warta i łączy
      bardziej wspólnotę, ba każdy ma jakąś sprawę do Boga, jeden większą, drugi
      mniejszą. Poznajemy siebie, bardziej czujemy się wspólnotą. Takie pozytywne
      odczucia mam czytając nasz skarbiec intencji modlitewnych i przy wspólnych
      modlitwach we wspólnocie. Jedni drugich brzemiona noszą. Tam gdzie są
      pojedyncze intencje, wiele miesięcy naprzód trzeba o tym pamiętać, aby inni nas
      nie wyprzedzili. Odczuwam to jako zawłaszczanie, rozpychanie się łokciami do
      Boga, w kancelarii parafialnej są równi i równiejsi, znający osobiście księdza
      i anonimowi parafianie. Ci pierwsi mogą liczyć na zrozumienie, np. w kwestii
      finansowej, tym drugim trudniej. Trudno w tych warunkach o budowanie wspólnoty.
      Są pewne sceny w Ewangelii, które czytam z mieszanymi uczuciami. Gdy chorego
      przez dach spuszczają przed oblicze Chrystusa, albo gdy ktoś wdrapał się na
      drzewo, aby lepiej widzieć Chrystusa. W jednym i drugim wypadku został
      nagrodzony spryt.
      • mama_kasia jako uzupełnienie - Mszał Rzymski 03.04.07, 10:27
        Jeszcze uzupełniając. W Mszale Rzymskim jest napisane o modlitwie wiernych:

        W modlitwie powszechnej, czyli modlitwie wiernych, lud spełniając swoje
        wspólne kapłaństwo modli się za wszystkich ludzi. Wypada tę modlitwę
        odmawiać w każdej Mszy z udziałem ludu, by w ten sposób zanoszono prośby
        za Kościół święty, za tych, którzy nami rządzą, za tych, którzy znajdują
        się w trudnych sytuacjach życiowych, za wszystkich ludzi i o zbawienie
        całego świata.
        Zwykle należy zachować następującą kolejność intencji:
        w potrzebach Kościoła,
        w potrzebach społeczności świeckiej,
        za tych, którzy się znajdują w trudnościach życiowych,
        za wspólnotę miejscową
        Jednakże podczas niektórych obchodów o charakterze specjalnym, jak np.
        z okazji bierzmowania, zawarcia małżeństwa, pogrzebu, porządek intencji
        może w większym stopniu uwzględniać tę szczególną okazję.
        Kapłan wzywa wiernych do modlitwy i odmawia formułę końcową.
        Intencje modlitwy powszechnej podaje diakon, kantor, lektor lub ktoś
        inny uprzednio wyznaczony. ------Wierni wyrażają swoje prośby albo w formie
        wspólnej inwokacji po intencjach, albo modląc się w milczeniu.-----
      • isma Prywatyzacji cd. 03.04.07, 11:22
        A ja sie wczoraj malo z wrazenia nie wykopyrtnelam w mojej parafii wlasnie w
        zwiazku z intencjjami ;-(((.

        Otoz sie odprawiala "papieska" Eucharystia o 21.00, podczas ktorej, odmiennie,
        niz zazwyczaj na Mszy sw. w dzien powszedni, zebrano skladke. No i OK, oprawa
        Mszy sw. byla bardzo piekna, zapewne okreslonym kosztem.

        Alisci, wytrwawszy w stosownym milczeniu o 21.37, po Komunii sw., uslyszelismy
        komunikaty. Pierwszy o czuwaniu modlitewnym mlodziezy przy krzyzu ze swiatel na
        placu koscielnym, a drugi - o tym, ze skladka z owej Mszy sw. bedzie
        przeznaczona na zamowienie coniedzielnych (do pazdziernika) mszy "papieskich".
        I prywatnych intencji na tych Mszach sw, nie bedzie sobie mozna zamowic -
        zapowiedzial owieczkom ks. proboszcz...
      • direta Re: Pojedynczość intencji 09.04.07, 16:21
        otryt napisał:

        > Tam gdzie są
        > pojedyncze intencje, wiele miesięcy naprzód trzeba o tym pamiętać, aby inni nas
        >
        > nie wyprzedzili. Odczuwam to jako zawłaszczanie, rozpychanie się łokciami do
        > Boga, w kancelarii parafialnej są równi i równiejsi, znający osobiście księdza
        > i anonimowi parafianie. Ci pierwsi mogą liczyć na zrozumienie, np. w kwestii
        > finansowej, tym drugim trudniej. Trudno w tych warunkach o budowanie wspólnoty.

        W mojej parafii odprawia się jedna msza dziennie, "bo nie ma intencji". W soboty
        jest tylko msza niedzielna, porannej sobotniej nie ma.
        Czesto w ogłoszeniach ksiadz mowi np. :są jeszcze wolne intencje na wtorek,
        czwartek i piątek.

        Kiedy czasami postulujemy wprowadzenie jakiejś dodatkowej mszy św to od razu
        pojawia sie argument braku intencji - nie ma intencji, to znaczy nie ma
        zapotrzebowania. Wierni nie chcą by ta msza była.
        Owszem, ksiadz potrafi odprawic msze za darmo i wielokrotnie to robił, na
        przykład w kazdy pierwszy piatek jest dodatkowa msza dla grup duszpasterskich,
        czyli najpierw jest dla ludu (z intencją) a potem "nasza" gratis wink
        To znaczy czasem dołączamy tę czy inną intencję, bo księza muszą z czegos zyc,
        ale czesto kazdy przychodzi z własna intencją a zamowionej i opłaconej nie ma.

        Z tego co wiem, niezaleznie od tego ile mszy w danym dniu ksiadz odprawi, to ma
        prawo zatrzymac na swoje potrzeby ofiarę z tylko jednej mszy. Pozostałe o ile
        się nie mylę odprowadza do kurii.
        wiec z ekonomicznego punktu widzenia parafii, w ktorej jest mało księży, ksiedzu
        wszystko jedno czy odprawi jedną msze czy trzy, a nawet bardziej mus ie "opłaci"
        odprawić jedną, bo i tak dostanie tzw "stypendium" za jedną, a czas musi
        poświęcić na trzy.
        A jednak jesli jest potrzeba duszpasterska, to odprawi i trzy.

        Weasley nawiązał do synogarlic. To jest to - kiedys dawało się najpiękniejsze
        zwierzę ze stada. Dzis nie mamy stad, więc dajemy pieniądze.
        Moim zdaniem jest roznica w pójściu na mszę i cichej modlitwie w jakiejś
        intencji a pokonaniu swojego skąpstwa i wysupłaniu większej sumy niz dwuzłotówka
        na tacę, by Boga o coś prosić lub za coś podziękować.

        Moze chaotycznie piszę, ale jeszcze nie poukładałam mysli. Zadziwiły mnie
        przedstawione tu poglądy - musze się zastanowic. Moim zdaniem "danie na mszę"
        jest "większą" ofiarą niż po prostu przyjście i przedłożenie swojej intencji
        gratis i na doczepkę.

        >
        > Są pewne sceny w Ewangelii, które czytam z mieszanymi uczuciami. Gdy chorego
        > przez dach spuszczają przed oblicze Chrystusa, albo gdy ktoś wdrapał się na
        > drzewo, aby lepiej widzieć Chrystusa. W jednym i drugim wypadku został
        > nagrodzony spryt.

        Nie spryt tylko wiara połaczona z aktywnym wysiłkiem. Innym się nie chciało
        włazić na drzewo czy na dach. Ci mieli taką wiarę, ze byli gotowi na większy
        wysiłek niz bierne sterczenie w tłumie liczac, ze Pan Jezus bedzie tą stroną aktywną
        • isma Re: Pojedynczość intencji 10.04.07, 07:53
          Ania, ale synogarlice sie dawalo, eee, no, na prawach Starego Przymierza wink)).

          Zakladajac, ze ofiara Jezusa jest ofiara doskonala, dawanie przez czlowieka
          Nowego Przymierza czegokolwiek na tej zasadzie nie ma sensu wink)).
        • otryt Re: Pojedynczość intencji 10.04.07, 10:07
          Direto, myślę że precyzyjnie przedstawiłaś punkt widzenia księdza z Twojej
          parafii. Ja nie jestem księdzem, więc widzę to nieco inaczej.

          >Zadziwiły mnie przedstawione tu poglądy

          A czy możesz powiedzieć, które konkretnie?

          >W mojej parafii odprawia się jedna msza dziennie, "bo nie ma intencji"

          Nie wierzę w to, aby istniała taka społeczność parafialna, gdzie ludzie nie
          mieliby próśb do Boga, ani nie odczuwali wdzięczności do Niego za otrzymane
          dobro. Jeśli "brakuje intencji" może to oznaczać jedynie, że ludzie nie są
          wystarczająco zachęceni lub otwarci albo są skutecznie zniechęceni. Wszędzie
          ludzie umierają, chorują, pobierają się, mają kłopoty, są wdzięczni. Piękny
          przykład takiej zachęty podała Mader.

          >Czesto w ogłoszeniach ksiadz mowi np. :są jeszcze wolne intencje na wtorek,
          >czwartek i piątek.

          Przykre by było dla księdza, gdyby we wtorek, czwartek i piątek nic nie
          zarobił na swoje potrzeby. Czy nie lepiej by było jednak, gdyby ksiądz zachęcał
          ludzi w inny sposób? Aby opłacali np mszę nawet w tych drobniejszych
          intencjach, których każdy z nas ma całą garść. I częściej. A płacili
          rzeczywiście co łaska.

          >Owszem, ksiadz potrafi odprawic msze za darmo i wielokrotnie to robił, na
          >przykład w kazdy pierwszy piatek jest dodatkowa msza dla grup duszpasterskich,

          A więc potwierdzasz jedynie to, co napisałem w poprzednim poście, że "swoi"
          traktowani są inaczej niż anonimowi parafianie.

          >To znaczy czasem dołączamy tę czy inną intencję, bo księza muszą z czegos zyc,

          To sprawa umowna, jak dzielone są dochody Kościoła. Myślę, że lepiej by było
          gdyby przychody z tacy, intencji mszalnych, darowizn i kolędy trafiały do
          wspólnej kasy. I potem dopiero były rozsądnie dzielone na przeróżne potrzeby,
          także na utrzymanie księdza, budynku kościoła, kurii, zadań. Moim zdaniem każda
          ofiara pieniężna składana na rzecz Kościoła jest ofiarą składaną Bogu. Nie
          wiem, która się Bogu bardziej podoba? Czy ta przeznaczona na paliwo do
          księżowskiego mercedesa, czy raczej ta przeznaczona na hospicjum lub dożywianie
          albo stypendia dla biednych dzieci? Zasada, że ofiary z intencji mszalnych idą
          na utrzymanie księdza sprzyja raczej zaspokojeniu tych pierwszych potrzeb, niż
          tych drugich. Mnie osobiście nie jest obojętne, na co idą moje ofiary. Na jedne
          cele jestem skąpy, a na inne bardziej hojny.

          >a nawet bardziej mu sie "opłaci"odprawić jedną, bo i tak dostanie
          >tzw "stypendium" za jedną, a czas musi poświęcić na trzy.

          Sama więc potwierdzasz, że ten system nie jest zbyt dobry.

          >Nie spryt tylko wiara połaczona z aktywnym wysiłkiem.

          Wiem. Tak te sceny interpretuje Kościół. Dla mnie to rodzaj pedagogiki (być
          może trzeba to przefiltrować przez kontekst kulturowy), wyzwalania rywalizacji,
          granie na ambicji. Popatrz, brat twój potrafił, ty musisz być od niego lepszy.
          Zauważ jednak, że na drzewie lub na dachu nie ma miejsca dla wielu. Zmieści się
          najwyżej kilku. Ludzie walczą o deficytowe dobro, jakim jest zdrowie. Mówisz
          wiara i atywny wysiłek. A ja twierdzę, że silne łokcie i bezwzględność. W
          Królestwie Bożym jest mieszkań wiele, nie trzeba rywalizować z innymi. Do
          Kaszpirowskiego i Harrisa tak samo tłumnie się pchali i sprytem załatwiali
          bilety wstępu.




          • isma Re: Pojedynczość intencji 10.04.07, 10:28
            otryt napisał:
            Czy ta przeznaczona na paliwo do
            > księżowskiego mercedesa,

            Eee, Otrycie, nie dawaj sie ponosic furorowi poetyckiemu wink)).

            Jedyny ksiezowski mercedes, jakiegom w zyciu widziala (a jako przez pol zycia
            niewierzaca, a aktualnie ciagle jeszcze dosyc antyklerykalna, choc nie
            antyklerykalizmem "tramwajowym" - obserwuje to dosyc pilnie) byl widywanym
            przeze mnie we wczesnym dziecinstwie na wakacjach w podkarpackim kurorcie
            Rymanow Zdroj (gdzie diabel mowi dobranoc) mercedesem z rejestracja tarnowska.
            Ale byl to mercedes biskupi wink)). Owczesnego mianowicie ordynariusza diecezji
            tarnowskiej, bp. Jerzego Ablewicza.

            Ktory to swiety czlowiek notabene polozyl, moge smialo rzec - podczas dlugich
            wspolnych wakacyjnych spacerow - podwaliny pod moj dzisiejszy katolicki
            antyklerykalizm wink)).
            • otryt Re: Pojedynczość intencji 10.04.07, 11:18
              >Eee, Otrycie, nie dawaj sie ponosic furorowi poetyckiemu wink)).

              No i przyłapałaś mnie, Ismo.smile)) Chciałem pokazać na zasadzie kontrastu
              potrzeby i POTRZEBY. Słaby jestem w markach samochodów, nawet wahałem się jaką
              markę napisać, spodziewałem się, że mercedes wywoła protesty. Wiem, że
              większość jeździ innymi markami. Jednak w Gdańsku nie miałbym kłopotu z
              pokazaniem takiego księżowskiego mercedesa. Chciałem pokazać, że ta sama osoba
              może być jednocześnie skąpa (skoro już takie słowo padło, napisane przez
              Diretę) i hojna. Byłem kiedyś na prywatnym przyjęciu z udziałem znanego
              polityka i trzech prominentnych księży. Przyznam się, że byłem zgorszony, gdy
              podczas przyjęcia podziwiali nawzajem swoje pojazdy, gdy wyszli na chwilę na
              parking, aby na własne oczy zobaczyć to, o czym wcześniej rozmawiali przy
              stole. Te same osoby w mediach lub kościele pokazywały całkiem inną twarz,
              pełną troski o biednych. Oczywiście większość przykładów posługi księży jest
              pozytywna..

              Rymanów znam. Dzieci były w sanatorium, a my z żoną wynajęliśmy sobie pokój.
              Moich gospodarzy bawiło, że miałem alarm w swoim kiepskim samochodzie. Mówili,
              że w całym województwie przez rok ukradli tylko 4 samochody. Miejscowi mieli
              znacznie lepsze i żadnych alarmów nie używali. Podobało mi się tam, bo ich
              wiara miała wielkie przełożenie na praktykę życia. Pozdrawiamsmile
              • isma Re: Pojedynczość intencji 10.04.07, 11:41
                otryt napisał:

                > > Rymanów znam. Dzieci były w sanatorium, a my z żoną wynajęliśmy sobie
                pokój.
                >
                Podobało mi się tam, bo ich
                > wiara miała wielkie przełożenie na praktykę życia. Pozdrawiamsmile

                Prawda? A w ktorej czesci "kurortu" mieszkaliscie? Bo my tuz przy drodze przez
                las czerwonym szlakiem do Iwonicza. Zbiegalo sie z gorki, przecinalo ulice - i
                wbiegalo prosto do kosciola. W moich czasach byla tam cudnie spiewajaca
                zakonnica-organistka. I stary proboszcz, dojezdzajacy z plebanii w Posadzie na
                rowerze, zadowolony z dorocznej pomocy przy oltarzu w lipcu - dwoch "wikarych"
                zyskiwal (szczegolnie chetnie w konfesjonale ich sadzajac): ks. biskupa i jego
                bylego sekretarza, a potem biskupa pomocniczego ks. Wladzia wink)).
                • otryt Całkowicie off topic :-))) 10.04.07, 12:55
                  isma napisała:

                  >A w ktorej czesci "kurortu" mieszkaliscie?

                  To było osiedle domków na zboczu góry. Sanatoria były po drugiej stronie
                  rzeczki Tabor. Niedaleko szedł szlak do Iwonicza, którym kiedyś poszliśmy do
                  tego drugiego kurortu. Kościoła w Rymanowie Zdroju nie pamiętam. Zawsze
                  jeździliśmy do trochę większego Rymanowa. Przyjechaliśmy tam nic nie
                  załatwiając sobie wcześniej, chcieliśmy tylko dzieci zostawić w sanatorium. W
                  ciągu 15 minut znaleźliśmy pokój w domku po bardzo przystępnej cenie, wszyscy
                  tam żyją z turystów i wynajmowania. Bardzo zadowoleni byliśmy z wyżywienia w
                  prywatnej jadłodajni, jaką polecili nam gospodarze. Dużym minusem była opieka
                  nad dziećmi w sanatorium, jacyś wychowawcy przychodzili tylko na parę godzin po
                  obiedzie, czasem grali w jakąś piłkę, nie było żadnych wycieczek, dzieci się
                  nudziły i oglądały TV w oczekiwaniu na zabiegi lecznicze, łaziły samopas.
                  Dlatego ad hoc postanowiliśmy tam zostać dłużej, aby organizować im czas wolny,
                  gdy nie było zabiegów. Żona została cały miesiąc, ja dwa razy po tygodniu.
                  Złaziliśmy bliższą i dalszą okolicę. Teren Beskidu Niskiego jest bardzo
                  urokliwy, szczególnie jesienią, ciekawe są miasteczka i wsie, ciekawa historia
                  tych ziem. Bieszczady i Beskid Niski to zresztą teren moich uprawnień
                  przewodnickichsmile))
                  • isma Re: Całkowicie off topic :-))) 10.04.07, 13:24
                    Nie tak znowu calkowicie wink)). Ja to miejsce wspominam jako wlasnie kapitalne
                    doswiadczenie rozmow o Panu Bogu - nie w tonie cukierkowo-moralizatorskim, jak
                    sie zwykle przemawia do dzieci, ale glebokim, i zyciowym jednoczesnie.

                    Jak juz bylam niewierzaca, a pamiec intelektualnego i duchowego poziomu (a
                    takze, w kontekscie tego watku, milosci do dobr materialnych) kilku moich
                    bywszych katechetow oraz innych czlonkow stanu duchownego wywolywala u mnie
                    furie, to chyba wlasnie m.in. wspomnienie tamtej osmio-, dziesiecio-,
                    trzynastoletniej rezolutnej dziewczynki w rozowej przeciwdeszczowej pelerynie w
                    biedronki, do ktorej drobnych krokow dostosowywal swoj krok nader energiczny
                    biskup (tak doslownie, jak i w przenosni wink)), do ktorej mowil tak serio, jak
                    gdyby glosil rekolekcje w Watykanie, pozwolila mi po wielu latach te
                    dziewczynke odnalezc wink))

                    otryt napisał:

                    > To było osiedle domków na zboczu góry.

                    Dokladnie to wink)).

                    Sanatoria były po drugiej stronie
                    > rzeczki Tabor. Niedaleko szedł szlak do Iwonicza, którym kiedyś poszliśmy do
                    > tego drugiego kurortu.

                    Swietna trasa. Niby w linii prostej niedaleko, ale ciagle to w dol, to w gore,
                    uff.

                    Kościoła w Rymanowie Zdroju nie pamiętam. Zawsze
                    > jeździliśmy do trochę większego Rymanowa.

                    A, do Rymanowa to mysmy jezdzili do synagogi wink)) (a raczej do tego, co z niej
                    zostalo).

                    Bardzo zadowoleni byliśmy z wyżywienia w
                    > prywatnej jadłodajni, jaką polecili nam gospodarze.

                    ????? Nie mowisz chyba o restauracji "Tabor", po pobycie w ktorej istotnie
                    mozna bylo dostapic cudu przemienienia - czlowiek juz nie tylko namiotow dla
                    Mojzesza i Eliasza nie chcial stawiac, ale i zaden ziemski pokarm mu juz w
                    glowie nie byl wink))

                    Dużym minusem była opieka
                    > nad dziećmi w sanatorium, jacyś wychowawcy przychodzili tylko na parę godzin
                    po
                    >
                    > obiedzie, czasem grali w jakąś piłkę, nie było żadnych wycieczek, dzieci się
                    > nudziły i oglądały TV w oczekiwaniu na zabiegi lecznicze, łaziły samopas.

                    To sie zgadza. Mniej wiecej tak wspominam pobyt w sanatorium pod wdzieczna
                    nazwa "Janek Krasicki".

                    Teren Beskidu Niskiego jest bardzo
                    > urokliwy, szczególnie jesienią, ciekawe są miasteczka i wsie, ciekawa
                    historia
                    > tych ziem. Bieszczady i Beskid Niski to zresztą teren moich uprawnień
                    > przewodnickichsmile))

                    Sp. brat mojej Mamy byl ratownikiem GOPR grupy bieszczadzkiej.
                    Bardzo piekne to byly wedrowki...
                    • otryt Re: Całkowicie off topic :-))) 11.04.07, 11:21
                      >????? Nie mówisz chyba o restauracji "Tabor",

                      To był pensjonat "Zacisze".

                      >A, do Rymanowa to mysmy jezdzili do synagogi

                      Byliśmy tam w 1999 roku, wtedy ta synagoga była w ruinie. Teraz ją odbudowują
                      albo już odbudowali. Ta rzeczka Tabor strasznie śmierdziała. Wielu mieszkańców
                      nocami opróżniało swoje szamba do kanalizacji deszczowej. To raczej nie
                      świadczyło dobrze o ich uczciwości, którą wczoraj chwaliłem ani o zamiłowaniu
                      do ochrony środowiska. Ten zapach nie pasował do uzdrowiska.

                      >Sp. brat mojej Mamy byl ratownikiem GOPR grupy bieszczadzkiej.
                      >Bardzo piekne to byly wedrowki...

                      Oj, poszłoby się znowu smile)))

                      • wierzba_b Re: Całkowicie off topic :-))) 21.04.07, 04:23
                        Otrycie, Ismo, niechże Was uściskam wink Przez dziesięć bodaj lat jeździłyśmy
                        jako dzieci z rodzicami do Rymanowa Zdroju na wakacje, do dziś mam do tego
                        miejsca przeogromny sentyment. Pijalnia wód, w której przylegało się z
                        rozpłaszczonym nosem i dreszczem emocji do kulistej, przezroczystej osłony nad
                        studnią z "Tytusem" (a może "Celestynką"?...); wielka szachownica namalowana na
                        placu przed ową pijalnią i metalowe figury, w które jako dziecko trzyletnie bez
                        trudu się mieściłam; kotłownia w "Eskulapie", której drzwi były zawsze otwarte
                        (nie dziwię się, w lecie...) i można było podziwiać gardziel pieca i kłęby pary;
                        schody naprzeciwko owegoż "Eskulapa", po drugiej stronie rzeczki Tabor, którymi
                        podczas nawałnego deszczu waliły rwące, bure, spienione, olbrzymie potoki wody;
                        grzbiety gór okolicznych, dymiące po deszczu; połacie jeżynowisk na zboczach
                        Mogiły, za "Stomilem", pod koniec sierpnia uginające sie od urodzaju; Tabor, w
                        którym siedziało się całymi dniami - najchętniej naprzeciwko kościółka, tam
                        gdzie wpadał boczny dopływ, na którym świetnie się budowało tamy; droga na
                        Wołtuszową, przy której był staw z traszkami i olbrzymi zagajnik olbrzymich
                        skrzypów... Później, pod koniec podstawówki - sanatorium "Zimowit", pierwsze
                        moje wakacje bez rodziców, a za to z rówieśnikami; niezapomniany, uwielbiany
                        przez wszystkich wychowawca o ksywie Mefisto, jeden z punktów zwrotnych w moim
                        życiu; i pierwszy chłopak, z którym "chodziłam"...
                        Ech, rozmarzyłam się. Było, minęło, z wiatrem uleciało. Ale Beskid Niski wciąż
                        sercu bliski, tyle że nie Rymanów już, a Polany Surowiczne i schronisko Pana
                        Lorenca w Jaśliskach. Może się gdzieś spotkamy na szlaku?
                        Acha, w Rymanowie bywałam w latach 80. i wczesnych 90. i wtedy Tabor NIE
                        śmierdział. Przykro słyszeć, że się to zmieniło sad
                        • isma Re: Całkowicie off topic :-))) 21.04.07, 15:00
                          W pijalni byly: Tytus, Klaudia i Celestyna. Celestynka byla zborsuczona wersja
                          Celestyny, dostepna w butelkach. Tytusa mozna bylo dostac podgrzewanego.
                          Szachownica, oczywiscie. Gralam na pamiec, ew. proszac osoby trzecie o
                          przesuwanie figur, bo za ciezkie dla mnie byly.
                          Obiady jedlismy w Stomilu, gnajac skrotem przez las - byla tez druga droga,
                          okrezna, nad basenem, ale okropnie meczaca.
                          Do Eskulapa na zabiegi, w tym inhalacje zbiorowe, podczas ktorych spiewalo sie
                          stokrotke polna, ewentualnie starego niedzwiedzia, do upojenia. W Eskulapie z
                          kolei (cd moich klerykalnych znajomosci lat szczeniecych) mielismy dorocznie
                          zaprzyjazniona kuracjuszke-karmelitanke z Sosnowca, ktora raczyla nas
                          literatura drugoobiegowa wink)).
                        • otryt Re: Całkowicie off topic :-))) 03.06.07, 18:46
                          Droga Wierzbo! Dziękuję za niezwykle ciepły wpis. Bardzo ładnie piszesz o
                          Beskidzie Niskim. Szkoda, że nie jesteś na stałesmile Również Cię ściskam i
                          pozdrawiamsmile W "Zimowicie" były moje starsze dzieci, z młodszym mieszkaliśmy
                          na kwaterze. Polany Surowiczne uwielbiam, to jedno z piękniejszych miejsc,
                          jakie widziałemsmile)) Za pierwszym razem poszedłem tam z plecakiem, bo nazwa
                          tego miejsca mnie pociągnęła. Miło byłoby spotkać Cie na szlakusmile
          • mary_ann Re: Pojedynczość intencji 10.04.07, 11:16
            otryt napisał:


            > Zauważ jednak, że na drzewie lub na dachu nie ma miejsca dla wielu. Zmieści
            się
            >
            > najwyżej kilku. (...). W
            > Królestwie Bożym jest mieszkań wiele, nie trzeba rywalizować z innymi.
            >
            >

            Otrycie, pięknie to ująłeś. Dziękuję!
          • kudyn Re: Pojedynczość intencji 10.04.07, 13:43
            otryt napisał:

            >Tak te sceny interpretuje Kościół. Dla mnie to rodzaj pedagogiki (być
            > może trzeba to przefiltrować przez kontekst kulturowy), wyzwalania rywalizacji,
            >
            > granie na ambicji. Popatrz, brat twój potrafił, ty musisz być od niego lepszy.
            > Zauważ jednak, że na drzewie lub na dachu nie ma miejsca dla wielu. Zmieści się
            >
            > najwyżej kilku. Ludzie walczą o deficytowe dobro, jakim jest zdrowie. Mówisz
            > wiara i atywny wysiłek. A ja twierdzę, że silne łokcie i bezwzględność. W
            > Królestwie Bożym jest mieszkań wiele, nie trzeba rywalizować z innymi. Do
            > Kaszpirowskiego i Harrisa tak samo tłumnie się pchali i sprytem załatwiali
            > bilety wstępu.

            Ale te teksty nic nie wspominają o tym, że ktoś kogoś zrzucił z drzewa czy dachu
            żeby mieć lepsze miejsce. Mowa jest np. o tym, że spuszczają innego człowieka
            przez dach do Jezusa - gdzie tu rywalizacja,? Jezus nie uzdrawia sprytniejszych,
            mających lepsze miejsce, silne łokcie i bardziej bezwzględnych, lecz tych co
            wierzą. Nie widzę uprzywilejowania wśród tych osób.
            Inne fragmenty to pokazują wyraźniej:

            Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego
            uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i
            Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób.
            Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. A cały tłum
            starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.
            (Łk 6,17-19)

            A Jezus mówił im: Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu
            może być prorok tak lekceważony. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie
            na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. (Mk 6,4-6)
            • otryt Re: Pojedynczość intencji 10.04.07, 15:10
              kudyn napisał:

              >Nie widzę uprzywilejowania wśród tych osób.
              >Inne fragmenty to pokazują wyraźniej.

              Oczywiście jest wiele innych fragmentów, które pokazują, że nie ma takiego
              uprzywilejowania. Muszę jeszcze raz powrócić do tych fragmentów, gdy Chrystus
              uzdrawia. Ślepiec nie pchał się na pewno, kobieta dotknęła Jego szaty bardzo
              nieśmiało i bojaźliwie. Myślę, że w tamtej kulturze spryt jest czymś cenionym i
              powszechnym, tak jak np umiejętność targowania się. Ja nie targuję się nigdy, a
              bazarów unikam. Stąd może moje wykrzywione spojrzenie na tę sprawę.
      • isma Re: Pojedynczość intencji 10.04.07, 13:39
        otryt napisał:

        > albo gdy ktoś wdrapał się na
        > drzewo, aby lepiej widzieć Chrystusa. W jednym i drugim wypadku został
        > nagrodzony spryt.

        No, no, Mirku, bo sie pogniewam wink)).
        Nie ktos, tylko niejaki Zacheusz. ktorego Pan Bog nie obdarzyl wzrostem.
        Zaprawde, powiadam Ci, ludzie tacy jak on i ja, metr piecdziesiat majaca, musza
        sporo nadrabiac - moze nie tyle zyciowym sprytem, co egzystencjalna
        determinacja wink)).
        • otryt Re: Pojedynczość intencji 10.04.07, 15:00
          isma napisała:

          >ludzie tacy jak on i ja, metr piecdziesiat majaca, musza
          >sporo nadrabiac - moze nie tyle zyciowym sprytem, co egzystencjalna
          >determinacja wink)).

          Pomiędzy życiowym sprytem a egzystencjalną determinacją granica jest dosyć
          płynna. Pięknie przełożyłaś akcent. Egzystencjalna determinacja rzeczywiście mi
          bardziej odpowiada. Chyba jestem przeczulony na punkcie sprytnych ludzi. Za
          komuny nigdy nie udało mi się upolować szynki na święta, najwyżej jakieś
          serdelkismile I biednemu Zacheuszowi dostało się za mój uraz z dzieciństwasmile))

      • aka21 Re: Pojedynczość intencji 11.04.07, 13:56
        Otryciesmile Przepraszam, ale od wczoraj zastanawiam się czy pisać, czy nie o tych
        wspomnianych przez Ciebie scenach w Ewangelii.
        Piszesz, ze czytasz je z mieszanymi uczuciami, a ja je właśnie bardzo lubię.
        (Szczerze mówiąc nigdy nie patrzyłam na nie tak jak Ty, zastanowiło mnie takie
        podejście?)Dla mnie Zacheusz na drzewie, to przykład bardzo głębokiego
        pragnienia spotkania z Jezusem. Był on kimś znaczącym w swojej społeczności,
        nie zawsze lubianym i postanowił wyjść na drzewo, zeby zobaczyć Jezusa. Nie
        zastanawiał się, ze może ktoś go wyśmieje, nie chciał się narzucać, "załatwiać"
        sobie spotkanie, chciał tylko zobaczyć...
        Czasem zastanawiam się czy ja tak potrafię, czy potrafię narażać się na śmiech
        innych, niezrozumienie, by zbliżyć się do Jezusa. Chyba jednak częściej staram
        się wmieszać w tłum, brakuje mi odwagi, choć zrywy bywająwink

        A przyjaciele paralityka? Oni może narazili się na złość tłumu, może chodzenie
        po dachu było niebezpieczne, ale zrobili to bezinteresownie dla przyjaciela,
        człowieka, który nie miał szans sam przyjść do Jezusa. Oni o nic nie prosili
        dla siebie! (nie chce mi się wierzyć, żeby nie mieli potrzeb!)Zrobili to z
        miłości!
        I jeszcze jedno, mi się nasuwa: W obu przypadkach nikt niczego nie stracił! To
        nie tak jak "walka" o łóżko w szpitalu, czy szynkę w sklepie. Te przypadki
        pozwoliły by miłość Boga się objawiła! Zyskało wielu!

        Wiem, ze to co napisałam ma się nijak do tematu wątku. Przepraszam!
        • otryt Re: Pojedynczość intencji 11.04.07, 14:26
          Akosmile Bardzo ładnie napisałaś o tych dwóch scenach z Ewangelii. Ten tłum szedł
          za Chrystusem wyłącznie z powodu cudów, które czynił a nie dlatego, że był
          Bogiem. Liczyli na to, że wyzwoli ich z okupacji rzymskiej, a nie z niewoli
          grzechu. Każdy po cichu liczył, że załatwi jakąś ważną dla siebie sprawę. Kilka
          dni później ten sam tłum krzyczał: - "Na krzyż z nim!!!" Nie przypisywałbym
          poszczególnym członkom tego tłumu jakichś szlachetnych intencji. To taki sam
          tłum, jaki i dziś gromadzi się w różnych miejscach. Często byli to zwykli gapie
          kierowani ciekawością. To raczej Chrystus przemienił Zacheusza i dał mu nowe
          życie. Przemieniał po kolei każdego, którego spotykał. Może piszę tak dlatego,
          że nie lubię przebywać w żadnym tłumie. Ze wszystkich świąt kościelnych
          najmniej lubię Niedzielę Palmową, bo wiem co będzie już za pięć dni. Jak bardzo
          ułomny jest człowiek, niestały, podatny na manipulację, jak łatwo zdradza,
          zmienia zdanie, gdy wiatr inaczej zawieje. Dziś składa pokłony, a jutro
          ukrzyżuje. Dziś całuje i składa życzenia, a jutro obmówi.
          • isma Re: Pojedynczość intencji 11.04.07, 15:11
            Kiedy z tym Zacheuszem, to nie takie proste. Owszem, moze byc tak, ze kierowala
            nim jedynie chec "dowiedzenia sie". Bezbozna ciekawosc. Tak, silna, ze az
            narazajaca na smiesznosc.

            Ale przeciez sami mowimy, za Anzelmem z Canterbury, o tym, ze sa dwie
            rownolegle drogi: "fides quaerens intellectum" - lub intellects quaerens fidem".

            Moze jest zatem tak, ze u Zacheusza poznanie ma wyprzedzac wiare, do niej
            prowadzic?

            Wiekszosc mojej osobistej, pozal sie Boze, teologicznej erudycji pochodzi z
            czasow, kiedym byla niewierzaca, bo dokladnie chcialam wiedziec, w co NIE
            wierze. No i jakos, teraz, sie jednak efekty tej bezboznej ciekawosci,
            przydaja wink)).

            Porownuje sobie grzesznego Zacheusza-bogacza, z bogatym mlodziencem, ktory
            przeciez zachowywal wszystkie przykazania. Bo nie zdrowi potrzebuja lekarza,
            ale ci, co sie zle maja wink)). Wiec jeden, olsniony Chrystusem,
            wykrzykuje "jeslim kogos skrzywdzil, oddam poczwornie" - a drugi, zasmucony
            pespektywa wyrzeczenia sie dobr materialnych, od Niego odchodzi.

            No, wiem, wiem, mam do Z. stosunek podwojnie nieobiektywny wink)).
            • isma Zacheusz 11.04.07, 15:28
              A tu homilia JP II o Zacheuszu:

              ww2.tvp.pl/1043,2003101259005.strona
              Zupelnie przypadkiem konkluzja tej homilii jest dzisiejsze czytanie mszalne z
              dziejow Apostolskich, tez jedno z moich ulubionych: uzdrowienie chromego przy
              Pieknej Bramie - "Nie mam srebra ani złota, ale co mam, to ci daję: w imię
              Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!"
    • mama_kasia znalezione w internecie 03.04.07, 10:41
      Wrzuciłam hasło w wyszukiwarkę i jeszcze wyskoczyło mi parę
      sformułowań na różnych stronach (wybrałam tylko pozytywne smile

      "Ofiary - ile i za co?

      Dawniej dawano dziesiecinę z własnych dochodów, teraz dajemy "co łaska". Dajemy na tacę - w ten sposób utrzymujemy Kosciół - możemy dzięki tej ofiarności dbać o jego wygląd, stan materialny, czystość. Zimą włączyć ogrzewanie, oświetlić kiedy robi się ciemno. Taca jest też podstawowym źródłem utrzymania ojców i braci w klasztorze.

      Kiedy prosisz o odprawienie mszy św. dołączasz ofiarę. Nie jest to zapłata za modlitwę, msza św. jest za darmo - cenę zapłacił Chrystus. Dajesz ofiarę na utrzymanie kościoła i księdza. To rodzaj odpowiedzialności za kościół, a zapewne też wyraz troski i sposób dzielenienia się tym co mam. Ofiara jest symbolem Twojej pracy." www.freta.dominikanie.pl/?faq/6

      Schemat Mszy św.:
      a) Obrzędy wstępu - wprowadzenie w liturgię dnia;
      - Znak krzyża - nim rozpoczynamy każdą modlitwę;
      - Powitanie przez kapłana, podanie intencji Mszy św. (także i my możemy podać w sercu naszą intencję którą pragniemy Bogu ofiarować w czasie tej Mszy św.)" www.albertmakow.plock.opoka.org.pl/aktualnosci/Eucharystia.htm
      • otryt Re: znalezione w internecie 03.04.07, 11:07
        "Kiedy prosisz o odprawienie mszy św. dołączasz ofiarę. Nie jest to zapłata za
        modlitwę, msza św. jest za darmo - cenę zapłacił
        Chrystus. Dajesz ofiarę na utrzymanie kościoła i księdza. To rodzaj
        odpowiedzialności za kościół, a zapewne też wyraz troski i
        sposób dzielenienia się tym co mam. Ofiara jest symbolem Twojej pracy"


        Troska o Kościół, odpowiedzialność. OK. Rozumiem. O tym myślę przez cały rok
        wrzucając ofiarę na tacę. Trzeba kościół ogrzać, wyremontować a kapłana
        nakarmić i ubrać. Dlaczego jednak w chwilach szczególnie ważnych trzeba także
        dawać ofiarę, skoro myślę o tym przez całe lata? Dlaczego w sytuacji chrztu,
        ślubu , pogrzebu, mszy proponowana jest zapłata extra? Szczególnie pogrzeb
        albo chrzest, gdy wydatków jest sporo i tak? Sięgać po wdowi grosz?
        Wykorzystywać sytuację przymusową? Nie można więc tego traktować inaczej niż
        usługę duszpasterską. Gdyby wspólnota była wspólnotą wszyscy cieszyliby się z
        nowego chrześcijanina i zwolniliby od opłaty, gdyby wspólnota była wspólnotą to
        zwolniliby wdowę od opłaty, bo przez kilkadziesiąt lat zmarły regularnie dawał
        na tacę. Gdyby wspólnota była wspólnotą wszyscy modliliby się za sprawy
        wszystkich, nie byłoby intencji wyróżnionych.

        Dla mnie to tłumaczenie niczym nie różni się od tego, że lot do New York jest
        za 1 PLN, reszta to opłaty innego rodzaju, o których nie mówi się w reklamie.
        • mama_kasia Re: znalezione w internecie 03.04.07, 12:49
          Tak, to wszystko prawda o wspólnocie, ale też ...
          gdyby wspólnota była wspólnotą, wierni dawali by godziwe składki.
          Co nie zawsze ma miejsce.
          Choć przyznaję też wolałabym, aby "opłat" nie było, aby ksiądz powiedział
          na mszy - brakuje nam na ogrzewanie, chcielibyśmy, aby były piękne
          kwiaty w kościele, musimy kupić coś tam potrzebnego na plebanii, czy
          do kościoła. A wszyscy wierni, żeby dawali z serca. Wydaje mi się jednak,
          że to nie jest powszechne sad

          Nie podobają mi się też ofiary za mszę z tego względu, że zwalniaja tych,
          co potrzeb sakramentalnych (chrzest, małżeństwo, intencje) nie mają
          z odpowiedzialności (również finasowej) za parafię.
          • otryt Re: znalezione w internecie 03.04.07, 13:38
            >gdyby wspólnota była wspólnotą, wierni dawali by godziwe składki.

            Ponoć regularnie do kościoła chodzi około 30% polskich katolików. Te pozostałe
            70% chodzi dwa razy do roku albo wcale i czasem chce dziecko ochrzcić, wziąć
            ślub lub poprosić księdza na pogrzeb. Ci ludzie rzeczywiście nie poczuwają się
            do wspólnoty i nie wnoszą regularnych, cotygodniowych składek na tacę. Inna
            grupa to anonimowi parafianie, często niedawno zamieszkali, nie należący do
            żadnej wspólnoty, nie mający znajomości wśród księży lub aktywu parafialnego.
            Choć regularnie opłacają składki i uczestniczą w nabożeństwach są traktowani w
            kancelarii parafialnej, jak ci z pierwszej grupy. Wreszcie trzecia grupa,
            ludzie znani i aktywni w parafii. Ci traktowani są po ludzku i ze zrozumieniem
            jako pełnoprawni członkowie wspólnoty. Ja plasuję się gdzieś pomiędzy drugą a
            trzecią grupą. Najbardziej przykrym wspomnieniem były szkolenia dla rodziców
            dzieci pierwszokomunijnych, którzy traktowani byli przez siostrę katechetkę en
            block, jako ci z pierwszej grupy, którzy w swoich małżeństwach dopuszczają się
            masowo aborcji i innych świństw. Będąc w trzeciej grupie nie jest się narażonym
            na takie sytuacje, bo funkcjonuje się w parafii na specjalnych prawach, choćby
            prawie do elementarnego szacunku i zrozumienia.


            Myślę sobie, że jest ścisły związek pomiędzy ilością intencji a wysokością
            godziwej ofiary. Gdy intencja jest tylko jedna ofiara siłą rzeczy musi być
            wyższa i jest większa presja na zamawiających mszę. Tego rodzaju presja w tak
            delikatnej materii może bezpowrotnie zrazić wielu ludzi do wiary i do
            Kościoła. Gdy intencji może być dużo, np. u dominikanów to nawet bez
            specjalnej presji będzie można zebrać większą kwotę. W dłuższym okresie per
            saldo wszystkim się to bardziej opłaci. Ja mógłbym co miesiąc dawać mniejszą
            kwotę w jakiejś intencji, w ciągu paru lat wyjdzie tego dużo więcej niż
            jednorazowa znacznie wyższa kwota dawana dosyć rzadko. A Kościół w sumie
            zbierze więcej. Nie wiem, czym się kierowano wprowadzając tylko jedną intencję?
            Może miało to stanowić zaporę przeciwko nadmiernemu bogaceniu się księży? Gdy
            będziemy się modlić na mszy w wielu intencjach wszyscy poczują się bardziej
            wspólnotą, bo nie będą się modlić za tylko czyjegoś wuja, ale za wszystkie
            nasze sprawy i bliskich nam ludzi. Oczywiście dokumenty Kościoła mówią, że
            Ojcze Nasz oznacza modlitwę wspólnoty. Nie modlimy się Ojcze Mój. Jednak ilu
            ludzi ma tego świadomość?


            • mader1 Re: znalezione w internecie 03.04.07, 15:30
              > Myślę sobie, że jest ścisły związek pomiędzy ilością intencji a wysokością
              > godziwej ofiary. Gdy intencja jest tylko jedna ofiara siłą rzeczy musi być
              > wyższa i jest większa presja na zamawiających mszę. Tego rodzaju presja w tak
              > delikatnej materii może bezpowrotnie zrazić wielu ludzi do wiary i do
              > Kościoła. Gdy intencji może być dużo, np. u dominikanów to nawet bez
              > specjalnej presji będzie można zebrać większą kwotę. W dłuższym okresie per
              > saldo wszystkim się to bardziej opłaci. Ja mógłbym co miesiąc dawać mniejszą
              > kwotę w jakiejś intencji, w ciągu paru lat wyjdzie tego dużo więcej niż
              > jednorazowa znacznie wyższa kwota dawana dosyć rzadko. A Kościół w sumie
              > zbierze więcej. Nie wiem, czym się kierowano wprowadzając tylko jedną
              intencję?
              >
              > Może miało to stanowić zaporę przeciwko nadmiernemu bogaceniu się księży? Gdy
              > będziemy się modlić na mszy w wielu intencjach wszyscy poczują się bardziej
              > wspólnotą, bo nie będą się modlić za tylko czyjegoś wuja, ale za wszystkie
              > nasze sprawy i bliskich nam ludzi. Oczywiście dokumenty Kościoła mówią, że
              > Ojcze Nasz oznacza modlitwę wspólnoty. Nie modlimy się Ojcze Mój. Jednak ilu
              > ludzi ma tego świadomość?

              Właśnie dlatego spodobało mi się kilka intencji, w których msze są odprawiane w
              naszej parafii. Zauważyłam, że jak już na jednej mszy spróbowali kilka,
              częściej ludzie zaczęli prosić o mszę w swoich intencjach. W niektórych
              kościołach są kłopoty z intancjami, u nas jest ich zatrzęsienie. Ludzie coraz
              bardziej się otwierają, przychodzą ze swoimi prośbami.
              Z kolei proboszcz bardzo się o swoich wiernych troszczy. Ucieszyłam się, gdy
              po prostu w jedną niedzielę powiedział, że gdy był " po kolędzie" zorientował
              się, że jest u nas w parafii dużo młodych małżeństw, które nie mogą mieć dzieci
              z różnych powodó, choć chciałyby. W związku z tym postarał się o relikwie i co
              miesiąc - tu powiedział kiedy - będzie msza w intencji tych małżeństw i kobiet,
              które są w ciązy. Powiedział : " Kochani, oni się starają, ale i my musimy im z
              całego serca pomóc. Proszę o modlitwę, o uczestnictwo we mszy. Bierzemy się do
              roboty !"
              Innego razu poinformował nas , że w Sylwestra o północy bedzie msza, na którą
              serdecznie zaprasza. Powiedział, że rok wcześniej na takiej mszy było trochę
              osób. A potem dodał " A zresztą nawet jakby nikt z Was nie przyszedł, to do
              proboszcza należy jak najszybciej odprawić mszę św. w intencji swoich patafian.
              Bo kto to niby ma zrobić ?"
              Lubię Go za takie " występy" smile
              • otryt Re: znalezione w internecie 03.04.07, 21:31
                Piękny przykład podałaś, Mader. Mam nadzieję, ze to o czym piszesz będzie się
                rozszerzać także na inne parafie, miasta i wioskismile))
                • mader1 Ale, ale... 10.04.07, 13:23
                  W innej parafii, w której życiu uczestniczymy często, ale z konieczności jako
                  obserwatorzy, jest już zupełnie inaczej. Intencja jest jedna... ale za to jak
                  zamawiana smile))) Ksiądz w niedzielę pod koniec nabożeństwa wśród ogłoszeń musi
                  przeczytać kiedy, o ktrej godzinie za kogo zamawiana jest msza i kto zamawiał.
                  Próbował zaniechać tego zwyczaju , jak pojawił się parę lat temu w parafii, bo
                  przedłuża on msze w "nieskończoność", ale spotkał się z oburzeniem parafian.
                  Nie wiem, czy ma to służyć jawności finansów, zaspokojeniu pychy darczyńców.
                  Jawności dochodów służy na pewno to, że każdy datek - każde 50 zł na potrzeby
                  kościoła darowane w danym tygodniu jest wymieniane razem z nazwiskiem darczyńcy
                  i miejscowością (!). Czasem darczyńca nie życzy sobie być wymieniany - " Wtedy
                  ksiądz czyta beznamiętnym głosem 100 zł, bezimienna ofiara z Z." doprowadzając
                  moje córki do krztuszenia się ze śmiechu smile
                  • isma Re: Ale, ale... 10.04.07, 13:26
                    mader1 napisała:

                    > 100 zł, bezimienna ofiara z Z."

                    Oplulam monitor wink))))))))))))).
                  • dorotkak Re: Ale, ale... 10.04.07, 13:54
                    a to jakas mala miejscowosc??? bo ze w miescie to nie uwierze...
                    my przez lata jezdzilismy na wakacje do Jordanowa - male miasteczko na poludniu
                    POlski i no i na koniec byla istna "litania" kto kiedy zamowil msze i za kogo,
                    nastepnie ile kto wplacil na kosciol, a potem kto ma sprzatac w danym tygodniu -
                    numery i gospodarze z nazwiska!!!

                    ale rozmawialismy z miejscowymi i oni sobie tego zyczyli - bo niech ludzie
                    wiedzasmile jak zamowili dzwonnice - koszt podzielony byl na ilosc numerow i z
                    abony ksiadz mowil, ze kazdy gospodarz ma wplacic tyle i tyle, potem
                    remontowali lawki bo zaatakowaly je korniki historia byla taka sama i tak co
                    roku mieli jakas "akcje". Niezbyt mi sie to podobalo, ale z drugiej strony to u
                    nas w parafii od 20 lat budujemy kosciol i konca nie wiadac, bo sie nikt nie
                    poczuwa...
                    • mader1 Re: Ale, ale... 10.04.07, 16:37
                      tak, ta druga historia to parafia w małej miejscowości , ale z piękną , długą
                      historią. Ludzie zdecydowanie sobie tego życzą smile)) Co nie zmienia faktu, że
                      jest śmiesznie i strasznie smile)) z cztero;atkiem wiercącym się u boku smile))
                      • dorotkak Re: Ale, ale... 10.04.07, 18:25
                        wiem, wiemsmile
                        w zeszlym roku mojego ukochanego ksiedza a naszej parafii przeniesiona na
                        proboszcza do wioski tak malej, ze nie mam jej na mapie... Ksiadz - urodzony w
                        Krakowie, typowy intelektualista, zwiazany z srodowiskiem akademickim w Krakowie
                        - i teraz on biedaczek ma wyczytywac te bezimienne ofiary.................
              • mama_kasia Re: znalezione w internecie 04.04.07, 08:06
                smile
    • kann2 Tak dla chcących poczytać o ilości mszy... 10.04.07, 15:55
      ...i o tym, że ksiądz nie powinien odprawiać więcej, niż jedną dziennie.

      www.kkbids.episkopat.pl/anamnesis/19/11.htm
      • isma Binowanie i koncelebra 09.05.07, 12:26
        Kannie, a moge poprosic o komnetarz do tego jakze erudycyjnego tekstu, ktorego
        tezy, jak mniemam, znasz na wylot wink))?

        Skonmentuj, prosze, sytuacje, kiedy kaplan binuje jako koncelebrans. Intencja
        jest jedna. To jest: dopuszczalne ale niezalecane, niedopuszczalne,
        dopuszczalne w szczegolnych okolicznosciach? Co moze byc okolicznoscia
        usprawiedliwiajaca binacje? Bo nie pozytek wiernych, mniemam.
        • kann2 Re: Binowanie i koncelebra 09.05.07, 15:34
          204. Dla uwydatnienia symbolicznej wymowy obrzędu lub uroczystości można w
          następujących wypadkach celebrować lub koncelebrować kilkakrotnie w ciągu dnia:
          a) celebrujący lub koncelebrujący w Wielki Czwartek Mszę krzyżma może
          celebrować lub koncelebrować Mszę wieczorną;
          b) kto celebruje lub koncelebruje Mszę w noc paschalną, może celebrować lub
          koncelebrować Mszę w dniu Paschy;
          c) w Narodzenie Pańskie wszyscy kapłani mogą celebrować lub koncelebrować trzy
          Msze święte, jeżeli się je sprawuje we właściwej porze;
          d) w dniu Wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych wszyscy kapłani mogą
          celebroŹwać lub koncelebrować trzy Msze święte, byleby odbywały się one w
          różnych porach i by zachowano przepisy dotyczące aplikacji drugiej i trzeciej
          Mszy;
          e) kto na synodzie, podczas wizytacji pasterskiej lub na zjeździe kapłanów
          koncelebruje z biskupem lub jego delegatem, może powtórnie w tym dniu
          celebrować Mszę dla dobra wiernych. Odnosi się to również, z zachowaniem
          obowiązujących przepisów, do zebrań zakonników.

          www.kkbids.episkopat.pl/wprowadzeniedoksiag/owmrpopr/4.htm
    • kann2 Przepisy kościelne o ofiarach mszalnych 10.04.07, 15:58
      www.mateusz.pl/czytelnia/as-jalmuzna.htm
      • dorotkak a moze jakis ksiadz by sie wypowiedział??? 10.04.07, 19:14
        przeczytalam oby dwa linki, niestety raczej pobieznie z braku czasu i tak sobie
        myle, co w sytuacji jesli u nas w niedziele jest 7 mszy plus jedna w kaplicy u
        siostr a ksiezy do tego 5??? czyli ktoremus musi wypasc 2 razy, co wtedy???
        wierny zlozy ofiare, ksiadz moze zatrzymac tylko jedna, wiec na co reszta???
        • kann2 ksiadz Aleksander sie wypowiada 10.04.07, 20:11
          w linku wklejonym przeze mnie

          Kan. 951— § 1. Kapłan, odprawiający więcej razy w tym samym dniu, może
          poszczególne Msze św. aplikować w intencji, w której została złożona ofiara,
          przy zachowaniu jednak prawa, że oprócz dnia Bożego Narodzenia, wolno mu
          zatrzymać dla siebie jedną tylko ofiarę, pozostałe zaś winien przekazać na cele
          oznaczone przez ordynariusza, z dopuszczeniem jednak pewnego wynagrodzenia z
          tytułu zewnętrznego.

          Nadwyżkę ksiądz musi przekazać na cele wyznaczone przez ordynariusza, czyli np.
          na cele charytatywne. W każdym razie więcej pieniędzy, aniżeli za jedną mszę,
          zostawić sobie nie może.
      • otryt Re: Przepisy kościelne o ofiarach mszalnych 11.04.07, 10:08
        Dziękuję Ci, Kann za wklejone linki. Przeczytałem dosyć dokładnie artykuł
        księdza Aleksandra Sobczaka. Popraw, jeśli coś z niego źle zrozumiałem.

        Na samym wstępie napisane jest: "Kościół zawsze dbał o to, aby sprawy ofiar
        mszalnych nigdy nie miały nawet pozorów transakcji lub handlu. Przepis ten nie
        dotyczy jedynie kapłanów, lecz wszystkich wiernych.". Ta zasada wydaje mi się
        ze wszech miar słuszna, bo nie godzi się handlować Najświętszą Ofiarą
        Chrystusa. Jednak dalsze przepisy prawa moim zdaniem sankcjonują taki handel,
        oczywiście ubierając to w ładne słowa i zastrzeżenia, że tak nie jest. Bo
        czymże jest danie prawa odmowy kapłanowi sprawowania mszy w określonej
        intencji, jeśli nie zostanie złożona przez wiernego ofiara mszalna mniejsza niż
        ustalona dla danej diecezji stawka? Czymże są przepisy, które precyzują, jak
        należy się zachować, gdy pieniądze przeznaczone na ofiarę zaginą? Jeśli zaginą
        przed dotarciem do rąk księdza (np. z winy poczty), ksiądz ma prawo odmówić
        sprawowania intencji. Czymże jest możliwość rezerwowania mszy w określonej
        intencji, a więc formalne przyjęcie intencji przez kapłana, z zaznaczeniem
        konieczności wniesienia ofiary, gdy msza będzie już blisko. Gdy taka ofiara nie
        wpłynie kapłan może odmówić sprawowania przyjętej już przecież intencji. Czymże
        jest ustalanie, ile mszy w intencji można odprawić za określoną kwotę, gdy ktoś
        zamawia większą ilość mszy w danej intencji jednorazowo? Czymże jest wreszcie
        ustalanie przez określone gremia kościelne zwyczajowej kwoty, jaka jest godziwa
        dla określonej diecezji i wielokrotne sugestie, aby wierni poznali jej
        wysokość? Jednak nie ma oficjalnego cennika, bo to mógłby ktoś uznać za handel,
        wszystko odbywa się pocztą pantoflową.

        Wiele jest przepisów, które mają w zamyśle chronić przed chciwością księży,
        znaną z historii. Temu m.in. służy przepis, aby jeden kapłan sprawował tylko
        jedną mszę w ciągu dnia, a jeśli wyjątkowo odprawia ich więcej, ofiary w ten
        sposób pozyskane nie są przeznaczone dla niego, lecz na cele wskazane przez
        biskupa. Innym przepisem, który ma chronić nas przed nadużyciami i chciwością
        są msze kolektywne z wieloma intencjami. Takie msze najbardziej by mi się
        podobały, jednak są one z zasady zakazane i odprawiane tylko w drodze wyjątku.
        Przepis zakazujący przyjmowania ofiar na msze z wyprzedzeniem ponad rocznym, bo
        np. kapłan nie mógłby się z różnych przyczyn z tego wywiązać. Istnieje jednak
        możliwość rezerwowania intencji mszalnych i zaklepania sobie mszy na okres
        dłuższy niż rok.

        Powie ktoś, że tak nie musi wcale być. Ksiądz może odprawić mszę za darmo.
        Prawo daje tutaj dużą dowolność traktowania wiernego przychodzącego z intencją.
        Ksiądz może odprawić mszę za darmo, ale może również odmówić jej odprawienia,
        gdy ofiara jest niższa niż kwota odgórnie ustalona. Ksiądz nie może żądać kwoty
        wyższej niż ta ustanowiona, lecz może przyjąć taką wyższą kwotę, jeśli wierny
        dobrowolnie ją ofiarowuje.

        Muszę przyznać, że ta lektura była dla mnie przygnębiająca, bo pokazuje pewną
        dwulicowość Kościoła. Wiem, ze prawo to jest spuścizną wieków i może bardziej
        pokazuje, jaki Kościół był kiedyś, niż jaki jest dzisiaj. W tekstach tych kilka
        razy zaznaczano, że prawie nic się w tym prawie nie zmieniło, że niewielkie
        zmiany wprowadzono w 1917 roku. Prawo to daje dosyć szerokie możliwości działań
        praktycznych i myślę, że praktyka jest w wielu miejscach lepsza, wspólnoty są
        żywe i w tym jest moja nadzieja.

        • kann2 Re: Przepisy kościelne o ofiarach mszalnych 11.04.07, 17:45
          Eh, nie do końca jest, jak piszesz. Nigdzie nie jest np. napisane, że kapłan
          może odmówić sprawowania mszy św., gdy ofiara jest zbyt niska. Wręcz
          przeciwnie, wyraźnie stoi w kan. 948 — Należy odprawić oddzielnie Msze św. w
          intencji tych, za których została złożona i przyjęta ofiara, nawet niewielka.
          Jest jeszcze inny przepis prawa kanonicznego: Kan. 945 - § 2. Usilnie zaleca
          się kapłanom, ażeby także nie otrzymawszy ofiary odprawiali Mszę św. w intencji
          wiernych, zwłaszcza ubogich.

          Gdy pieniądze na ofiarę zaginą, obowiązek odprawienia mszy św. pozostaje: Kan.
          949 - Kto ma obowiązek odprawienia i aplikowania Mszy św. w intencji tych,
          którzy złożyli ofiarę, pozostaje nim związany, chociażby bez jego winy
          przepadły przyjęte ofiary.

          Nie ma też ustalonej ilości mszy św., gdy ktos zamawia większą ilość mszy w
          danej intencji jednorazowo. Tylko wówczas, gdy składa ofiarę na kilka mszy św.
          i nie określa ilości mszy do odprawienia, należy określić to posługując się
          zwyczajem obowiązującym w miejscu zamieszkania ofiarodawcy.

          Masz rację, że przepisy są bardzo szczegółowe, a to kontrastuje z ogólną zasadą
          odsuwania pozorów handlu czy transakcji, ale zauważ, że wszystkie przepisy
          kościelne w tej materii zmierzają do wykluczenia nadużyć. Moim zdaniem
          zarzucanie dwulicowości w tej materii, tylko w oparciu o przepisy, jest
          bezpodstawne. Owszem, niektórzy księża dają niestety powody do rozmaitych
          zarzutów, ale nie jest to wina "systemu", tylko poszczególnych osób, które nie
          chcą się zastosować do norm.
          • otryt Re: Przepisy kościelne o ofiarach mszalnych 11.04.07, 22:35
            kann2 napisał:

            >Nigdzie nie jest np. napisane, że kapłan
            >może odmówić sprawowania mszy św., gdy ofiara jest zbyt niska.

            Ale napisane jest, że kapłan jest wolny w swoich decyzjach. Stosunek do ubogich
            jest raczej zaleceniem niż nakazem. To o czym piszę potwierdza choćby cytat:

            "Mogłaby pojawić się również inna sytuacja: wysokość ofiary na terenie
            ofiarodawcy jest niższa, niż na terenie przyjmującego tę ofiarę. Pomijając
            tutaj cały aspekt duszpasterski, należy stwierdzić, że kapłan zawsze ma tę
            możliwość nie przyjęcia ofiary a tym samym zobowiązania do celebrowania
            Eucharystii w określonej intencji."

            Bardzo ciekawie sytuacja wygląda w rzadkich sytuacjach zaginiecia ofiary. Kanon
            mówi o tym bardzo ogólnie. Jednak jego interpretacja dokonana przez księdza
            Aleksandra daje do myślenia.


            Cytat z artykułu ks.AS:

            "Kan. 949 — Kto ma obowiązek odprawienia i aplikowania Mszy św. w intencji
            tych, którzy złożyli ofiarę, pozostaje nim związany, chociażby bez jego winy
            przepadły przyjęte ofiary.

            Wraz z przekazaniem i przyjęciem ofiary mszalnej, rodzi się obowiązek prawny
            odprawienia Mszy Świętej w określonej intencji. Ofiary i zobowiązania mszalne
            nigdy nie podlegają przedawnieniu (kan. 199, 5o). Tak więc, gdyby się zdarzyło,
            że kapłan zagubi, czy też zostanie mu skradziona ofiara mszalna, to jednak
            zobowiązanie dalej pozostaje. Należy odprawić w danej intencji Mszę Świętą,
            nawet gdyby ofiara zaginęła bez najmniejszej winy kapłana. Norma ta była obecna
            także w Kodeksie z 1917 r. (kan. 829).

            W związku z tym przepisem, rodzi się pytanie: od którego momentu pojawia się
            obowiązek ciążący na kapłanie? Mogą bowiem tutaj pojawić się sytuacje
            graniczne. Wierny przekazał w jakiś sposób ofiarę, ta jednak nie dotarła do
            adresata.

            Obowiązek sprawowania Eucharystii w określonej intencji rodzi się w momencie
            rzeczywistego otrzymania ofiary przez kapłana. Tak więc, zaginięcie ofiary w
            drodze do celebransa jest stratą wiernego a nie kapłana. Logika takiego
            rozumowania jest prosta: kapłan nie ma obowiązku sprawowania Eucharystii w
            określonej intencji, gdyż nie doszło do zawarcia umowy pomiędzy nim a wiernym."

            Mój komentarz:

            Sam kanon 949 mówi to samo, co Ty napisałeś. Jednak interpretacja tego kanonu
            dokonana przez księdza Aleksandra kładzie nacisk na moment RZECZYWISTEGO
            otrzymania ofiary przez kapłana, a więc gdy pieniądze dotarły do jego rąk.
            Gdyby później ksiądz te pieniądze zgubił wtedy mszę odprawić jednak musi.
            Gdyby pieniądze nie dotarły do jego ręki obowiązku nie ma. Samo roztrząsanie
            tego problemu wydaje mi się dziwne, skoro ofiara jest nieobowiązkowa i ponoć
            nie ma związku pomiędzy jej złożeniem a obowiązkiem odprawienia mszy. Jest
            dokładnie tak jak w sklepie. Położyłeś pieniądze na ladzie, towar się należy.
            Ukradli ci ją w sklepie zanim położyłeś na ladzie- twoja strata, zgubił
            sprzedawca - strata sprzedawcy. Moim zdaniem ważne jest, że wierny dokonał
            jakiejś ofiary, jego intencja. Przypadki zaginięcia pieniędzy są chyba bardzo
            rzadkie, jaki jest problem z odprawieniem mszy w takim wypadku?

            Lektura tych przepisów przypomniała mi, jak wielu głęboko wierzących ludzi
            zostaje ateistami po przejściu edukacji na KUL-u, albo bliższycm poznaniu
            instytucji kościelnych. Znam wielu takich ludzi. Dlaczego nie ma podanego
            cennika obowiązującego w danej diecezji? A cała sprawa pełna jest sugestii i
            niedomówień? Choćby ten element świadczy o dwulicowości. Ja też czasem bywam
            dwulicowy. Ludzie są grzeszni, Kościół jest pełen grzesznych ludzi. A pomimo
            swoich wad i grzechów jest jednak święty.



    • isma Co bywa wybrukowane dobrymi intencjami ;-((( 11.04.07, 10:05
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,4049983.html?skad=rss
      • kann2 Re: Co bywa wybrukowane dobrymi intencjami ;-((( 11.04.07, 17:48
        O co chodzi? Przecież sam słyszałem, jak ksiądz zachęcał, żeby msze św.
        zamawiać w róznych intencjach, nie tylko za zmarłych? No i jest, proszę, w
        intencji listu żelaznego.
        • isma Re: Co bywa wybrukowane dobrymi intencjami ;-((( 12.04.07, 07:58
          Zartuje troszke wink)).
          Tym niemniej gdzies mi sie po lepetynie kolacze, ze nie mozna zamowic Mszy sw.
          w niegodziwej intencji. No i tak sie zastanawiam, na ile intencja o list
          zelazny jest godziwa wink)).
          • kann2 Re: Co bywa wybrukowane dobrymi intencjami ;-((( 12.04.07, 08:07
            W dzisiejszym "Dzienniku" jest rozmowa z ks. Franciszkiem Longchamps de Berier,
            który mówi, że on raczej sformułowałby tę intencję: "o Bożą opiekę i pomoc",
            ale w modlitwie o list żelazny nie dotrzega niczego kontrowersyjnego.

            A racją jest, że nie mozna zamawiać Mszy św. w niegodziwej intencji. Opowiadał
            mi znajomy ksiądz o swych kłopotach, gdy przyjmując Mszę św. "w pewnej
            intencji" chce dowiedzieć się, jaka to intencja, a ludzie nie chcą mówić. A
            przecież nie można zamówić Mszy św. "żeby tę sąsiadkę z drugiego piętra
            pokręciło"!
            • isma Re: Co bywa wybrukowane dobrymi intencjami ;-((( 12.04.07, 08:14
              O, widze ze jestes na posterunku wink)). Ladna pogode mamy dzisiaj, co? Jak sie
              maja Twe baaaaaaaaaaaaaaaardzo stare kosci?

              Ale do ad remu wink)). Czekaj, czekaj - wlasnie, z tymi "pewnymi" intencjami. Z
              pewnym zaciekawieniem ostatnio wysluchalam intencji "w sprawie Panu Bogu
              wiadomej" - co wytracilo mnie z zapewne nieuzasadnionego przekonania, ze "pewna
              intencja" jest tylko nieznana publicznie, ale celebransowi wiadoma. Czyli mozna
              (oczywiscie, mozna tez, na mocy zasady ogolnej, nie przyjac) przyjac intencje,
              co do ktorej godziwosci sie nie ma zadnej wiedzy?
              • kann2 Re: Co bywa wybrukowane dobrymi intencjami ;-((( 12.04.07, 14:03
                No niestety, reumatyzm nie pozwolił mi wcześniej napisać ani słowa. Poza tym u
                nas, tzn. u Helclów, nie zawsze jest dostęp do Internetu - ci staruszkowie
                tylko by grali i grali w te gry komputerowe. Dziś jeden przegrał protezę
                zębową...

                Co do pogody, to mnie już wszystko jedno.

                A co do intencji - to mówię, że ksiądz przed przyjęciem Mszy św. powinien
                wiedzieć, o co się mamy modlić, żeby w razie czego skorygować, a może nawet nie
                przyjąć. Tak mi się przynajmniej wydaje.
    • dorotkak los składanych ofiar:) 11.04.07, 19:35
      zastanawiam się na jeszcze jedną sprawa: mianowicie czy w Waszych parafiach jest
      zwyczaj dokladnego informowania na co ida składane ofiary
      z tego co rozważany w tym wątku rozumiem, że całość ofiary na mszę idzie dla
      tego kapłana, który odprawiana daną mszę swięta
      co z tym ofiarami na tace itd??? np u nas w I niedziele miesiąca taca
      przeznaczona jest na tzw. budowe kościoła a raczej na dokończenie prac we
      wnętrzu itd - rozumiem, że wtedy 100% idzie na ten cel
      dobra a co z pozostałymi niedzielami? taca domyślam się jest dzielona na
      potzreby parafii (swiatło, sprzątanie itd) oraz na częśc odprowadzana do Kurii,
      teraz pytania jaka to proporcja i czy stała dla całej POlski czy jak???

      dlaczego mnie to tak nurtuje??? już wyjaśniam - otóż zawsze byłam pewna, że
      ofiara, która dajemy księdzu przy okazji tzw. kolędy idzie dla niego - otóż nowy
      nasz ksiądz proboszcz wyjśnil nam w tym roku, że jest to dzielone na 3 cześci:
      na parafie, Kuria i dla księdza - dzieki temu zamiast 20zł, dałyśmy z mama 50zł
    • kwirynia msza w rocznicę chrztu 15.04.07, 09:56
      PRzez parę lat zamawialiśmy z mężem msze w rocznicę urodzin dzieci. Od niedawna
      zamawiamy msze w rocznice chrztu - właśnie dziś mamy taką mszę za syna.
      Dla mnie jest to ważne, jest to przeżywanie naszej radości razem z całą
      wspólnotą Kościoła.
      Do takiego pomysłu zainspirował mnie nasz Proboszcz podczas jednego z kazań.
      Ludzie tak rzadko zamawiają mszę w rocznicę chrztu, a dzięki temu moje dziecko
      zapamięta dokłatnie kiedy było chrzczone.
      Ania
      p.s. od samego początku zamawiamy też msze w rocznicę ślubu, nie wspominam już
      o mszach za zmarłych
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka