Dodaj do ulubionych

czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe"

21.07.07, 10:32
i na czym to zło polega?
Powód, dla którego pytam jest następujący. (Przepraszam, będzie trochę
długie). Mój synek miał zdiagnozowaną alergię 3,5 roku temu. Leczenie u nawet
renomowanych lekarzy w mieście stołecznym w końcu W-wa nie pomagało, trafilam
w końcu na lekarza leczącego lekami homeopatycznymi (nic nie wiedząc, że
zdaniem Kościoła (całego?) nie należy ich stosować), który notabene ma krzyż
na ścianie w gabinecie, a poczekalni tylko "Nasz Dziennik" i "Idziemy" (wiem,
to o niczym jeszcze nie świadczy - a może jednak świadczy?). Lekarz ten nawet
w końcu synowi pomógł swoimi lekami i teraz może jeść wreszcie takie rzeczy
jak mleko, jajka itp. Nie muszę nikomu tłumaczyć jaka to ulga dla nas i w
końcu też są to rzeczy, których rosnący organizm potrzebuje i których nie da
się zastąpić czymś innym. Teraz, po długim okresie, kiedy było dobrze, syn
dostał wysypki. Zyrtec nie pomaga, wapno nie pomaga, wiem, że lekarz zaleci
przejście na dietę na zasadzie, że tylko woda, chleb i cukier są pewne, a
reszta zawsze może uczulać, natomiast wiem, że są leki homeopatyczne, które
pomogą mu na pewno.
I teraz też zastanawiam się, na ile się przejmować opiniami wyrażanymi przez
niektórych (bo chyba nie wszystkich) księży. W końcu leki homeopatyczne nie
są robione przez inwokację do sił nieczystych, tylko osoby z Kościoła nie są
pewne, czy te procesy rytmiczne za pomocą których są one robione nie mają
czegoś wspólnego z szukaniem oparcia w siłach nie wiadomo jakich, tak?. A
może są to po prostu siły przyrody i co w tym złego? Ludzkość od zarania
dziejów wykorzystuje dla siebie siły przyrody, z inwokacją do Boga, lub też
bez takiej inwokacji (np. produkcji penicyliny nie towarzyszy modlitwa i jest
to jakoś akceptowalne). Piszę ten post, bo faktycznie nie chciałabym
posługiwać się czymś co jest złe, aczkolwiek z drugiej strony tak głośno
rozważając tę kwestię, zastanawiam się, na ile te środowiska kościelne mogą
się mylić w tej sprawie. Na przykład zdziwiła mnie wypowiedź (przeczytana w
zwykłej gazecie) jednego egzorcysty, który twierdził, że zło kryje się w
radiestezji. Zastanwawiam się tylko, w jaki sposób szukać miejsca na
wywiercenie studni, albo wykrywać żyły wodne, które podobno szkodzą bardzo,
jeżeli mielibyśmy się odżegnać od radiestezji. W sprawie Galileusza i
Giordana Bruna Kościół przyznał się do pomyłki po kilkuset latach. W kwestii
NPR absolutnie nie mogę podzielić zdania Kościoła, że jest to jedynie słuszna
metoda (i jak przypuszczam, nie ja jedna na tym forum). Dochodzę do smutnego
wniosku, że Kościół nie zawsze ma rację. I w końcu dlaczego mam nie dać
dziecku tych leków homeopatycznych, skoro mu pomogą. Naprawdę ani mi nie
przyświecają złe intencje, a czy ich producentowi przyświecały jest kwestią
do końca nie zbadaną, tak?
Czekam na opinie w tej sprawie.
Pozdrawiam,
Obserwuj wątek
    • a_weasley Było niemal przed chwilą 21.07.07, 13:14
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=57582780&a=57582780
      • jogo2 Re: Było niemal przed chwilą 21.07.07, 19:55
        Dzięki.
    • anton1 Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 21.07.07, 16:50
      Witaj,

      czesto przy tego typu kwestiach siegam do zrodla. Szukam tego, kto byl glownym
      reprezentantem tej czy innej nauki czy teorii, lub tez kto w ogole na te rzecz
      wpadl. Zycie p. Hahnemann'a z punktu widzenia chrzescijan oraz jego teoria i
      sposob przyzadzania "lekow" jest dosc kontrowersyjna sprawa. Niektorzy mowia
      nawet o "spirytyzmie". Innym problem jest to, co rzeczywiscie jest nam podawane
      jako "lek". Przez sposob przyrzadzenia moze sie wiec zdarzyc, ze w kupionej
      butelce nie znajduje sie ani jedna mala czesc ziola, ktore zostalo przygowowane
      a nastepnie wielokrotnie rozcienczone. Majac pecha, pije sie wiec tylko np.
      wode. Co wiec leczy? To, ze ludzie leczeni sa sposobami i metodami homeopatii
      nie ulega watpliwasci. Ale co kryje sie za tym?
      Czy magowie faraona nie mogli dokonywac tych samych cudow, ktore dokonywal
      Mojszez w imieniu Boga?
      Zdaje sobie jednak sprawe z tego, ze uplynal juz jakis czas od
      tego "wynalazku". Obecna homeopatia jest podzielona sama w sobie i stusuje sie
      w niej nie tylko konserwatywnych metod ale i bardziej liberalnych, czyli ala
      ziololecznictwa. Jedno od drugiego sie rozni, ale czesto stosowane jest
      zamiennie.

      Pozdrawiam
      • ese1 Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 22.07.07, 11:40
        coz, podchodzac do sprawy filozoficznie... nie znam sie. Ale znam osobiscie
        osoby duchowne, ktore lecza sie homeopatia wg zalecen lekarza i traktuja to jako
        lek, wiec nie sadze, zeby to stanowisko Kosciola bylo takie oficjalne.
        A podchodzac do sprawy naukowo da sie to zjawisko zrozumiec. Lek homeopatyczny
        to przplukana po wielokroc normalna dawka leku, w ktorej teraz najwiecej jest
        cukru i wody, a wlasciwego leku sladowe ilosci (wytracone, przeplukane, jak tam
        go zwal). Leki homeopatyczne zazwyczaj trzeba przyjmowac w dawkach co np
        godzine. Organizm na tej zasadzie nie przyjmuje jako tako leku, ale ta mini
        dawka potrzebna jest po to, aby stymulowac, mobilizowac obronne systemy
        organizmu do pracy. Dlatego lek homeopatyczny nalezy przyjmowac nawet co
        godzine, zeby ciagle przypominac, zmuszac organizm aby sam zaczal walczyc z
        ogniskiem choroby. Dla mnie to logiczne i nie widze jakos potrzeby doszukiwania
        sie w tym sil nieczystych.
      • a_weasley Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 31.07.07, 19:59
        anton1 napisał:

        > Witaj,
        >
        > Zycie p. Hahnemann'a z punktu widzenia chrzescijan oraz jego teoria i
        > sposob przyzadzania "lekow" jest dosc kontrowersyjna sprawa. Niektorzy mowia
        > nawet o "spirytyzmie".

        Tesla też był spirytystą, czy w związku z tym mam nie słuchać radia? Czasy,
        kiedy nauka dzieliła się na słuszną i burżuazyjną, szczęśliwie minęły i nie
        tęsknię to ich powrotu.
    • magdalaena1977 Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 22.07.07, 12:10
      jogo2 napisała:
      > Mój synek miał zdiagnozowaną alergię 3,5 roku temu. Leczenie u nawet
      > renomowanych lekarzy w mieście stołecznym w końcu W-wa nie pomagało (...)
      > Lekarz ten nawet w końcu synowi pomógł swoimi lekami i teraz może jeść
      > wreszcie takie rzeczy jak mleko, jajka itp.
      > Nie muszę nikomu tłumaczyć jaka to ulga dla nas i w końcu też są to rzeczy,
      > których rosnący organizm potrzebuje i których nie da
      > się zastąpić czymś innym. Teraz, po długim okresie, kiedy było dobrze, syn
      > dostał wysypki. Zyrtec nie pomaga, wapno nie pomaga, wiem, że lekarz zaleci
      > przejście na dietę na zasadzie, że tylko woda, chleb i cukier są pewne
      Chleb jest produktem wyjątkowo alergennym (gluten). Znani mi alergicy twierdzą,
      że absolutnie bezpieczna jest tylko woda destylowana.

      Nie jestem alergikiem, ale jestem chora na celiakię i jestem na diecie
      bezglutenowej. I jedną z podstawowych zasad w leczeniu tej choroby jest unikanie
      za wszelką cenę glutenu. Tak samo byłabym bardzo ostrożna we wprowadzaniu
      alergenów do diety dziecka, w sytuacji kiedy tylko objawy ustąpiły. IMHO musisz
      jeszcze raz porządnie zdiagnozować synka, przycisnąć lekarzy itp. To, że już się
      starałaś to zrobić wszelkimi siłami IMHO nie jest powodem, żeby nagle przestać.

      > czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe" i na czym to zło polega?
      Taki temat już był.
      Dla mnie podstawowym argumentem jest brak udowodnionej skuteczności tych leków
      (w porównaniu do placebo).

      Jeszcze raz Ci radzę, szukaj dobrego alergologa i bezwzględnie przestrzegaj jego
      zaleceń.
      • isma Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 22.07.07, 12:29
        Ze juz nie wspomne o tym, ze do wiekszosci pieczywa "przemyslowego" dodaje sie
        mleko w proszku ;-(((. Mleko zas po okresie noworodkowym absolutnie nie jest
        istocie ludzkiej do rozwoju niezbedne, bialko jaja zreszta tez.
        Co zas do cukru, to jezeli zmiany sa nadkazone np. grzybiczo, to cukier
        wydatnie pomaga grzyba hodowac ;-(((.

        Jesli nie pomaga Zyrtec (czyli cetyryzyna, obojetne pod jaka handlowa nazwa),
        standardowo powinno sie sprobowac loratadyny (Aleric, Loratine). Czasem trzeba
        wprowadzic leki starszej generacji, typu Clemastin. Ale tu powinien decydowac
        lekarz.

        Aha - poniewaz nasilenie objawow alergii ma ogromny zwiazek ze stanem
        psychicznym dziecka (a takze opiekuna wink)), mozliwe jest, ze wiara w homeo
        czyni cuda. Krotkotrwale i za za duza cene, niestety.
        • ula27121 Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 23.07.07, 09:07
          Z tego co wiem nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska Kościoła co do leków
          homeopatycznych. Jestem ostrożna w stosowaniu ich, tym bardziej ze u nas nie
          przynosiły żadnych efektów. Ale póki żaden oficjalny dokument sie nie ukaże
          ......jeśli Twojemu synowi pomaga.
        • jogo2 Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 23.07.07, 15:00
          Droga Ismo,
          Tak, tak, mleko nie jest niezbędne człowiekowi, jaja nie są niezbędne
          człowiekowi. Tak, oczywiście. Jednak dziwnym trafem dzieci i ludzie od tysięcy
          lat hodują krowy, po to, aby właśnie pić to mleko, robić z niego sery i hodują
          kury również nie tylko po to, żeby zabijać je na rosół. Dopiero od kiedy w
          społeczeństwach cywilizowanych zaczęła szerzyć się alergia, to nagle bum!!!
          Okazuje się, że powinniśmy odżywiać się jak Papuasi - najlepiej korzonkami i
          trawą.
          Natomiast leki homeopatyczne leczą na zasadzie wiary w nie. Amen. Tak
          powiedziała Isma.
          Pozd.,
          • isma Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 23.07.07, 15:22
            Ale chodzi Ci o cos konkretnego, czy o wzajemne prawienie sobie zlosliwosci?

            Nie ja wymyslilam to, co napisalam. Eliminacja alergenu jako - w wielu
            przypadkach jedyna - metoda terapeutyczna jest uznawana w alergologii
            procedura, poparta badaniami, prowadzonymi na duzych grupach chorych, pod
            ustandardyzowana kontrola, o ktorych mozna sobie poczytac nie w internecie, czy
            uslyszec na zasadzie "jedna pani drugiej pani", tylko w uznawanych periodykach
            medycznych.
            W przypadku lekow homeo takich badan nie ma.
            A dopoki ich nie ma, to moj poglad, ze leczy wiara, jest tak samo uprawniony
            jak Twoj, ze leczy wielokrotnie potrzasany roztwor.

            Chcesz uzywac homeo - uzywaj na zdrowie, tak fizyczne, jak i duchowe. Dziwi
            mnie tylko, iz tak bardzo Ci na tym watpliwym duchowo (skoro zadajesz pytanie,
            to widocznie masz jakies watpliwosci - no, chyba ze chodzi o wywolanie klotni)
            homeo zalezy, ze chcesz uzyskac potwierdzenie slusznosci swojej decyzji, nie
            wykorzystujac wprzody nawet czesci mozliwosci, jakie daje medyzyna
            konwencjonalna.

            Nie znam alergika - a moja corka jest trzecim pokoleniem alergikow w mojej
            rodzinie, ktoremu nie pomoglaby (objawowo, nie przyczynowo, rzecz jasna)
            terapia konwencjonalna. Ale moze my przez te 60 lat choroby mojego ojca, moje i
            meza blisko 40, malo jeszcze na tym swiecie widzielismy.

            Amen.
            • jogo2 Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 28.07.07, 00:42
              Owszem Ismo,
              Mało jeszcze widzieliście i co najważniejsze, wcale nie chcecie nic widzieć
              tylko się sama epatujesz tymi trzema pokoleniami alergików. Zjawisko takie
              zresztą sama zauważyłam w gronie najbliższych znajomych. Jeżeli ja
              byłam "złośliwa", to Ty za to z tym Amen wcale, prawda? Jakie to
              chrześcijańskie. Nie wydaje mi się, żebym Ci naubliżała. Po prostu napisałam,
              co myślę o Twoim arbitralnym sposobie wyrażania się na temat, na który jak
              widać pojęcie masz niewielkie. Zresztą tematem mojego postu nie była prośba o
              dobre rady w sprawie jak postępować z alergią, bo z tego co widzę, lepiej sobie
              z tym radzę, niż niejedna z osób uczestniczących na tym forum, tylko co
              sądzicie o argumentach za lub przeciw stosowaniu homeopatii powstałych w
              kręgach Kościoła. To wszystko, czego chciałam się na ten temat dowiedzieć na
              forum pt. "Wychowanie w wierze", chcąc przy tym skonfrontować jakieś swoje
              przemyślenia na ten temat. Zdaje się, że fakt ten umknął Twojej skądinąd
              bystrej uwadze, uwadze magdaleny zresztą też. Ja dobrych rad w stylu, czy mleko
              jest naprawdę potrzebne człowiekowi do szczęścia, albo "dobrze Tobie radzę,
              znajdź dobrego alergologa", jak pozwoliła sobie poradzić mi Magdalena, zupełnie
              nie potrzebuję, a jakbym je potrzebowała, to napisałabym posta na forum
              pt. "Alergie", które też na tym portalu istnieje.

              Pozdrawiam,
              • isma Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 28.07.07, 08:27
                Alez moje "Amen" bylo tylko cytatem. Jesli wiec bylo zlosliwe, to win tego, kto
                go tu pierwszy uzyl wink)).

                Sprawa jest banalnie prosta - laska buduje na naturze. Pan Bog nie dziala w
                jakiejs duchowej prozni, a "stanowiska Kosciola" nie powstaja w zaciszu
                kurialnych gabinetow.
                Z piatego przykazania wynika, ze nie powinnismy niczyjemy zyciu i zdrowiu
                szkodzic. Jesli, Twoim zdaniem, nie szkodzisz, i czujesz sie bardziej
                kompetentna do oceny tego ryzyka niz - nie, nie Isma, tylko pare dziesiatkow
                lat doswiadczen medycyny (zakladam, ze Pan Bog mial conieco do powiedzenia tym
                lekarzom...) - to OK, w porzadku, utwierdzilas sie w swojej decyzji, temat
                mozna zamknac.

                Z przyjemnoscia usune zbedne, Twoim zdaniem, dywagacje na tematy Cie
                nieinteresujace.
              • magdalaena1977 Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 29.07.07, 22:06
                jogo2 napisała:
                > Zdaje się, że fakt ten umknął Twojej skądinąd
                > bystrej uwadze, uwadze magdaleny zresztą też. Ja dobrych rad w stylu, czy mleko
                >
                > jest naprawdę potrzebne człowiekowi do szczęścia, albo "dobrze Tobie radzę,
                > znajdź dobrego alergologa", jak pozwoliła sobie poradzić mi Magdalena, zupełnie
                > nie potrzebuję, a jakbym je potrzebowała, to napisałabym posta na forum
                > pt. "Alergie", które też na tym portalu istnieje.
                Ale z Twojej wypowiedzi wynikało, że jednak potrzebujesz.
                Jako przykład diety hipoalergicznej podawałaś chleb, co jest dziwne w ustach
                osoby, która wie cokolwiek o alergiach.
                A z opisu choroby Twojego dziecka odniosłam wrażenie, że wbrew zaleceniom
                lekarza alergologa po ustąpieniu objawów, zaczęłaś podawać dziecku produkty, na
                które był uczulony, a teraz nie chcesz wrócić do tego specjalisty ze względu na
                uciążliwość diety.
                Moja opinia na temat takiej postawy jest jednoznacznie negatywna, ale jeśli źle
                Cię zrozumiałam, to przepraszam.

                Jogo2 - zanim opiszesz jakiś większy problem na forum i poprosisz o radę, napisz
                post w edytorze tekstowym i kilka razy go przeczytaj (ja tak robię). Zastanów
                się, czy uwzględniłaś wszystkie istotne szczegóły, czy czegoś nie pominęłaś. Bo
                pamiętam, Twój wątek o negatywnych wróżbach i tam też były problemy ze
                zrozumieniem Twojego stanowiska przez innych forumowiczów.
      • jogo2 Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 23.07.07, 14:51
        Droga Magdaleno,
        Bardzo Ci dziękuję za dobre rady.
        Pozdrawiam,
        • alinaw1 Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 24.07.07, 14:07
          Jakieś dwa lata temu9chyba...) była tu mądra dyskusja o tym samym. O ile wiem,
          Kośció nie zabrania korzystać z homeopatii. Są bardziej 'diabelskie" metody
          (magia, tarot, kosmiczne światło, różdżkarstwo, wróżbiarstwo itp). Chodzi
          pewnie o podejście chorego, czy jego rodziny. Równie dobrze w idolatrię można
          popaść lecząc się u lekarza konwencjonalnego, akademickiego, czy jakkolwiek by
          go zwał. Jest sporo ludzi, którzy jedyną nadzieję widzą w lekach, to oni
          nabijają kasę firmom farmaceutycznym, to dla nich "świątynią" jest apteka,
          popadają w lekomanię. osobiście do homeopatii mam stosunek nijaki. Korzystałam
          z tego typu leczenia ale nie traktowałam jej jak jedynej i ostatecznej
          wyroczni. Zawdzięczam homeopatii choćby to, że nauczyłam się patrzeć na
          organizm całościowo. W maju byłam na Sri Lance. Tam bardzo powszechną metodą
          leczenia, kosmetyki, odżywiania się itd. jest srtarohinduska ayurweda, która ma
          także związek z filozofią i religią. Codziennie moje kręgi szyjne były
          masowane , używano do tego olejków i wyciągów z tamtejszych roślin, masażystami
          byli buddyści, raz hinduista, a raz nawet chrześcijanin. Nikt tam nie odprawia
          żadnych rytualnych gestów, modlitw, zaklęć. Czerpie się z natury, tradycji i
          mądrości pokoleń. Przy okazji poczytałam sporo cytatów zaczerpniętych z
          hinduskich ksiąg religijnych i słynnych joginów. Czy stosując ayurvedyjskie
          masaże stałam się przez to mniej chrześcijańska, czy odeszłam od nauki mojego
          Kościoła? Podobnie można by zapytać o homeopatię, choć szczerze przyznaję- jej
          założyciel i twórca to postać kontrowersyjna. Nie bronię i nie ganię. To chyba
          indywidualna sprawa. Zależy jak bardzo pokładamy nadzieję, czy wierzymy
          bardziej w moc homeopaty, czy Chrystusa.
          A, i jeszcze jedno. Mój synek zachorował 1 lipca- mamy szpitalne wakacje,
          ciągłe badania, różne diagnozy, wenflony, krew, tomografie i tak w kółko.
          Najcenniejszej rady w sprawie leczenia synka udzieliła mi właśnie homeopatka-
          podpowiedziała np. że w jego stanie absolutnie nie można robić biopsji,
          skierowała nas do dobrego onkologa itd. O tę biopsję był prawdziwy bój,
          wreszcie poprosiłam o opinię warszawskie centrum onkologii, które kategorycznie
          odradziło ten zabieg. Teraz staś jest w dobrych rękach Centrum Zdrowia
          Dziecka.
    • maadzik3 Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 24.07.07, 18:52
      No coz, moim zdaniem sa to leki nieskuteczne i dzialaja li tylko jako efekt
      placebo (nikt nigdy zadnej "pamieci" wody nie wykazal), ale poza
      nieskutecznoscia nic w nich zlego nie widze. Z tym, ze naprawde nie potrafie
      powiedziec co (jesli w ogole cos) mowi o nich kosciol katolicki - tu juz musza
      Cie poratowac inne forumkismile))
    • isault Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 26.07.07, 22:44
      mogę opowiedzieć tylko z własnego doswiadczenia. Przyznam że dawno temu o
      kursie leczenia mojego podjęli decyzję rodzice, kiedy miałam lat 7 zaczeli
      mnie, mojego brata i siebie leczyć u akupresurzysty - i tak przetrwałąm do
      dziś, z wyjątkiem koniecznych wizyt u specjalistów: ginekolog, okulista,
      endokrynolog. Moja siostra cioteczna jest lekarzem homeopatą - przy okazji
      doktorem medycyny ze specjalnością kardiolog i u niej też wielokrotnie leczyłąm
      siebie i teraz moje dzieci. Zawsze działało. Co do placebo - homeopatią leczy
      sie zwierzęta i niemowlaki na które placebo nie ma prawa działać. Nie wiem czy
      wiecie, ale weterynarze szeroko uzywają leku przeciwbólowego homeopatycznego,
      który musi działać, bo inaczej zwierzę pokazałoby że dalej je boli. Przyjąć
      tylko trzeba że przy leczeniu ludzi obowiązuję pewne zasady: leki tzw.
      homeopatyczne kupowane w aptece to kit i nie ma prawa działać; trzeba znaleźć
      naprawdę dobrego lekarza; mieć mocne nerwy bo czasem bezposrednio po podaniu
      leku objawy moga ulec nasileniu, lub też pojawią sie absurdalne objawy np.
      osoba leczona na ból gardła dostanie nagle wysypki, która po dwóch dniach
      minie. Co do badań laboratoryjnych - nie da się poprawnie skonstruować
      eksperymentu który ma badać skuteczność homeo opierając się na zasadach wg
      których przeprowadza się eksperymenty w medycynie konwencjonalnej. W homeopatii
      lek daje się na całego człowieka, a w med konw na chorobę - dlatego rózni
      ludzie z tą sama dolegliwoscia moga byc leczeni rozmaitymi lekami i dodatkowo
      różnie na nie reagować - mając tyle zmiennych zaleznych zadna prawidłowość
      korelcyjna nie ma prawa wyjść. Trzeba by skonstruować zupełnie inna metodę, ale
      to zadanie na razie przekracza nasze mozliwosci. Co do Hennemanna - mi nie
      przeszkadza w uznaniu działania praw grawitacji to, że Izaak Newton przede
      wszystkim zajmował się okultyzmem a prawami fizyki tylko przy okazji smile
      Dodatkowo uważam za bluźnierstwo jeżeli ktoś uważa, że jesli czegoś nie
      obejmuje w tym momencie rozumem i badaniami to Bóg tego nie stworzył - Jego
      szczodrość jest niewyobrażalna i na pewno nie odkryliśmy jeszcze wszystkiego
      czym nas na tym świecie obdarował.
      • mamalgosia Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 27.07.07, 09:54
        Moja nieufność do homeopatów opiera się tylko na osobistym doświadczeniu - po
        prostu na cokolwiek stosowałam, to nie zadziałały. Ale kiedyś ukazał się
        artykuł w "Gościu Niedzielnym" mocno potępiający homeopatię. Trochę mi to
        zamąciło w głowie
    • mamalgosia Re: czy leki homeopatyczne naprawdę są takie "złe 30.07.07, 06:34
      jogo, widzę, że tu się zrobiła ciekawa dyskusjasmile
      Przeczytałam więc jeszcze raz Twój post założycielski i moim zdaniem ważne są
      tu dwie rzeczy:
      pytasz, co robić, jeśli homeopatia pomaga, a słyszałaś, że Kościół jest jej
      przeciwny.
      I moim zdaniem to bardzo dobre pytanie. Neeistotne jest tutaj akurat to, że
      chodzi to u o alergię, mogłoby to być jakiekolwiek inne schorzenie. Jak
      napisałam powyżej - mnie nigdy homeopatia nie pomogła (przy czym stosowałam
      tylko "kulki" z apteki), ponadto - jako chemika - ta ilość rozcieńczeń sprawia,
      ze po prostu mój mózg mocno się buntuje przeciwko wierze w ich skuteczność. Mam
      koleżankę w pracy, która swoich dwoje dzieci leczy tylko w ten sposób (mam na
      myśli wszelkie schorzenia dróg oddechowych), i jest bardzo zadowolona ze
      skutków. Ciekawe - u jednych skutkuje, u innych nie. Nawet jeśli byłby to efekt
      placebo (który - jak ktoś słusznie zauważył - u zwierząt i niemowląt nie ma
      sensu), to stan końcowy jest taki, że pomagają.
      No i pytanie: czy pomagając mojemu ciału szkodzą jednocześnie mojej duszy?
      I na to pytanie chciałabym poznać odpowiedź.
      Niestety nie wiem, kiedy był ten artykuł w GN, w którym pisali o wytrząsaniu ze
      wzywaniem imienia szatana.
      Nie wiem również, jakie jest oficjalne stanowisko Kościoła.
      I muszę pogrzebać w tym temacie, bo jest on bardzo aktualny.
      Natomiast Twój dodatek o NPRze odbieram jako taki, który ma pozwolić z góry
      przyjąć założenie, że Kościół się myli, bo wiele osób (nawet na tym foum) nie
      zgadza się z tą działką nauczania Kościoła. Przyznam, że i ja w jakimś sensie
      do nich należę. Nie powiem, że się "nie zgadzam", ale powiem, że "nie rozumiem"
      i są argumenty, które uważam, że argumentami w ogóle nie są. Ale jaka jest moja
      wiedza ogólna/wiedza teologiczna, bym podskakiwała? Tak więc gadać sobie mogę z
      koleżankami, księżmi, drążyć, próbować kombinować... Ale póki jest to oficjalne
      nauczanie Kościoła, to ono mnie obowiązuje. I tak szczerze mówiąc, to nawet w
      mojej głębkiej pysze nie powiedziałabym autorytatywnie: Kościół się myli.

      Myślę, że dobrze byłoby znaleźć właśnie coś oficjalnego (jeśli jest). "Gościa
      Niedzielnego" uważam za dość rzetelne czasopismo i artykuł, który wspominam,
      jest mi jakąś zadrą. Bo zanim go przeczytałam, uważałam, że homeopatia jest jak
      np. zielarstwo - słabsza metoda od medycyny nowoczesnej, ale jak ktoś chce i
      się nią wspomaga, to proszę bardzo - szczególnie gdy odnosi pozytywne efekty.
      Na razie mam mętlik w tej kwestii
      • mamalgosia wypowiedzi 30.07.07, 08:37
        "Ojciec święty na temat homeopatii się nie wypowiadał. W ogóle nie istnieje
        jakieś oficjalne stanowisko Kościoła na ten temat. Kościół przeciwstawia się
        magii. Ale rzeczywiście trudno przypuszczać, by firmy farmaceutyczne
        zatrudniały "czarowników". Ale Kościół jest przeciwny także oszustwu, jakim
        jest leczenie środkami, które nijak - w świetle dzisiejszej nauki - nie powinny
        pomagać. Tyle że motywy sięgania o środki homeopatyczne mogą być zupełnie
        uczciwe. Np. lekarz przypuszcza, że choroba pacjenta to w dużej mierze efekt
        jego wyobraźni. Wtedy zapisanie leku homeopatycznego, by przypadkiem terapią
        nie zaszkodzić, byłoby wręcz wskazane..."

        "Historia tego artykułu zaczęła się podczas wykładu na kursie homeo-patii,
        zorganizowanym przez znaną firmę z tej branży. Jeden z młodych słuchaczy
        zapytał, jaki jest właściwie mechanizm działania leków homeopatycznych, skoro
        stężenia zawartych w nich substancji leczniczych są tak małe, że praktycznie
        nie zawierają nawet jednej ich cząsteczki. Zamiast rzeczowej odpowiedzi
        usłyszał, że dla przyszłych homeopatów nie jest to ważne; powinni natomiast
        wiedzieć, który lek na co zaordynować, i to wszystko. Młody człowiek był jednak
        uparty i ciągnął dalej: Chemicy twierdzą, że mówienie o tak niskich stężeniach
        nie ma zupełnie sensu... Z chemikami nie należy o tym rozmawiać. To nie ich
        dziedzina! A poza tym, jeśli się nie chcą w ten sposób leczyć, to niech się nie
        leczą Đ usłyszał od zniecierpliwionej prelegentki. Wydarzenie to zaintrygowało
        nas na tyle, że postanowiliśmy dowiedzieć się, jak nauka odpowiada na zadane
        przez kursanta pytanie. Twórcą homeopatii jest Samuel Friedrich Christian
        Hahnemann (1755Đ1843), niemiecki lekarz i chemik. Był on wybitnym badaczem
        posiadającym gruntowną wiedzę z chemii, farmakologii i dietetyki. Niektóre
        epizody z jego życia do dziś wpływają na stosunek wielu ludzi do homeopatii.
        Choćby przyjaźń z Franzem A. Mesmerem i fascynacja jego nauką o magnetyzmie
        zwierzęcym. Samo nazwisko Mesmera kojarzone jest często z praktykami
        spirytystycznymi, a nawet satanizmem. Hahnemannowi przypisuje się też
        przynależność do loży masońskiej. Nie dziwi więc, że pojawiają się takie
        opinie: Korzenie homeopatii tkwią w okultyzmie i jest ona na wskroś magiczna...
        lub Homeopatię praktykują niestety nawet chrześcijanie, otwierając się w ten
        sposób na działanie złych mocy, sił ciemności. A powinni być świadomi, że
        opiera się ona na fałszywych i niebiblijnych zasadach i zawodzi swych
        zwolenników.... Pozostawmy jednak na boku dyskusje o okultyzmie i o tym, czy
        metoda leczenia homeopatycznego jest w sprzeczności z chrześcijaństwem, choć i
        z takim jak widać podejściem można się spotkać. Zajmijmy się natomiast
        racjonalną stroną tej problematyki. Chinina leczy i truje Medycyna w czasach
        Hahnemanna mogła zaoferować choremu niewiele Đ oprócz kilku specyfików, głównie
        lewatywę i upuszczanie krwi. Pojawienie się nowej, obiecującej metody leczenia
        dawało wielką szansę na jej powszechne zastosowanie. Na takim właśnie gruncie
        wyrosła homeopatia. Wszystko zaczęło się od spostrzeżenia, jakiego Hahnemann
        dokonał, porównując objawy zatrucia chininą u robotników pracujących przy jej
        produkcji z objawami malarii. Wniosek był prosty: chinina, którą stosuje się
        jako lek przeciw malarii, u zdrowego człowieka, może wywołać objawy podobne do
        symptomów tej choroby. Na tej podstawie powstała właśnie zasada podobieństwa,
        czyli similia similibus curantur Đ podobne leczy się podobnym. Stąd też wzięła
        się nazwa homeopatia (z greckiego homoios Đ podobny i pathos Đ choroba).
        Hahnemann rozpoczął doświadczenia mające potwierdzić powyższą zasadę.
        Wypróbował toksyczne działanie chininy na sobie, później badania powtórzył na
        swych współpracownikach, rozszerzając je na wiele innych substancji, m.in.
        rtęć, wilczą jagodę, naparstnicę. Szukał chorób, których objawy były takie, jak
        te spowodowane zatruciem daną substancją, a następnie próbował je leczyć tymi
        właśnie substancjami. Podawał chorym coraz bardziej rozcieńczone roztwory leku,
        wierząc, że zmniejsza w ten sposób jego toksyczność, pozostawiając jednak, a
        nawet zwiększając właściwości lecznicze. Po wielu badaniach uznał, że
        najbardziej skuteczne są dawki praktycznie nieskończenie rozcieńczone. Tak
        doszliśmy do drugiej zasady homeo-patii Đ zasady wysokich rozcieńczeń. W 1796
        roku Hahnemann ogłosił wyniki swoich badań i sformułował główne tezy
        homeopatii. Czternaście lat później wydał fundamentalne dzieło Organon
        racjonalnej sztuki lekarskiej zawierające zarówno teoretyczne, jak i praktyczne
        podstawy techniki leczenia homeopatycznego. Od tej pory do dnia dzisiejszego na
        świecie napisano ogromną liczbę książek i publikacji o homeopatii, ale
        podstawowe założenia tej metody leczenia nie zmieniły się od 200 lat! Coś,
        czego nie ma Aby nie było nieporozumień, należy od razu podkreślić, że
        homeopatia nie ma nic wspólnego z ziołolecznictwem, choć bardzo często surowce
        czerpie ze świata roślin. Wykorzystuje także substancje pochodzenia zwierzęcego
        i mineralnego. Analizując mechanizm działania leków homeopatycznych, należy
        wyróżnić wśród nich dwie grupy, czego na ogół homeopaci nie robią, prowadząc w
        ten sposób, być może umyślnie, do nieporozumień. Pierwsza grupa to preparaty,
        które zawierają w dawce niewielką, ale mierzalną ilość substancji czynnej,
        choćby takie jak witamina B12 [patrz: Witaminomania, WiŻ nr 1/2000],
        wystarczającej do tego, aby nasz organizm działał poprawnie. Jeśli więc nawet
        zostanie udowodnione, że lek homeopatyczny (należący do grupy o niewielkim
        stopniu rozcieńczenia) wykazuje działanie farmakologiczne, nie powinno w tym
        być nic nadzwyczajnego. Mieści się to w granicach naszego poznania. Znacznie
        większe emocje budzi natomiast druga grupa leków, w których stężenia czynnej
        substancji nie dają szansy na znalezienie w nich choćby jednej jej cząsteczki.
        Jakim cudem pełnią one rolę lekarstwa? Pamięć wody Trzeba przyznać, że teoria
        pamięci wody, ogłoszona w 1988 roku, wzbudziła ogromne zainteresowanie i
        wywołała szeroką dyskusję. Gdyby okazała się prawdziwa, nie tylko homeopatia
        uzyskałaby solidne podstawy naukowe, ale zmianie musia-łyby ulec podstawy
        naszej wiedzy przyrodniczej. Jej twórcą był Jacques Benveniste Đ jeden z
        czołowych immunologów francuskich. Udowadniał on, że woda potrafi zapamiętać, z
        jaką substancją była w kontakcie, i zachować jej właściwości nawet wtedy, gdy
        substancja ta jest już nieobecna. Warunkiem zapamiętania jest silne wstrząsanie
        każdego z roztworów podczas kolejnych rozcieńczeń, a tak właśnie produkowane są
        leki homeopatyczne. Trzeba przyznać, że była to zdumiewająca koncepcja, bo nie
        znajdowała żadnych podstaw w naszej wiedzy fizykochemicznej. Musimy jednak
        pamiętać, iż poznanie natury bierze się przecież z eksperymentu, a ten został
        wykonany. Tyle tylko... że żadne inne liczące się laboratorium na świecie do
        dziś nie potwierdziło wyników Benvenistea. Doświadczeń wykonano wiele,
        wszystkie jednak zakończyły się niepowodzeniem. Szeroka dyskusja na ten temat
        doprowadziła nawet do przyznania profesorowi Benveniste w 1991 roku nagrody Ig-
        Nobel, czyli anty-Nobla. Wręcza się ją uroczyście co roku Đ na Uniwersytecie
        Harvarda Đ autorom badań, których wyników nie udało się w żaden sposób
        powtórzyć lub nie warto ich w ogóle powtarzać. Dwukrotny laureat Prof.
        Benveniste nie dał jednak za wygraną. Rozwija teorię pamięci wody i co jakiś
        czas publikuje nowe, zaskakujące wyniki. Według jego najnowszej koncepcji
        cząsteczki związków chemicznych wysyłają stale specyficzne promieniowanie
        elektromagnetyczne, coś w rodzaju zakodowanej informacji o sobie.
        Promieniowanie to absorbowane jest przez cząsteczki wody i w ten sposób
        zapisana w nich zostaje informacja o danym związku. Po usunięciu tego związku w
        wodzie pozostaje informacja o jego właściwościach. Jeśli tak jest, można by
        sprób
        • alinaw1 Re: wypowiedzi 30.07.07, 16:03
          Dziękuję za przytoczony tekst. Chyba nie jest cały? Kończy się na "pamięci
          wody". Chętnie poznałabym stanowisko Kościoła (a właściwie Kościołów) na temat
          innych niekonwencjonalnych metod leczenia. Co do ziół nie ma wątpliwości
          (wszak przodują tu mnisi- ostatnio w supermarkecie widziałam cały dział
          syropów, nalewek i ziół któregoś z zakonów) ale np. taka bioenergoterapia?...
          • mamalgosia Re: wypowiedzi 30.07.07, 19:23
            Może i nie skończonysmile Osioł ze mnie.
          • mamalgosia Re: wypowiedzi 30.07.07, 19:25
            Ale mnie zażyli:
            1Przeczytałam już bardzo dużo artykułów i wypowiedzi na temat bioenergoterapi i
            z wszystkich wynika jednoznacznie ze BIOENERGOTERAPIA JEST ZŁEM. Ja zgadzam się
            z tym w 100%. Ale nie rozumiem jednego, jeżeli koscioł jest negatywnie
            nastawiony na bioenergoterapię to dlaczego są księża którzy się tym zajmują.
            Kto jak kto, ale ksiadz powinien wiedzieć ze mu tego robić nie wolno. Sytuacja
            mnie dotyczy ponieważ moja corka chodzi do takiego ksiedza ze swoją chora
            coreczką. prosiłam ja żeby przestala tam chodzić ale ona mi tłumaczy ze tam
            bardzo dużo ludzi chodzi [podobno z całej Polski] i nic sie złego nie dzieje.
            Proszę mi podpowiedziedż jakich argumentów mam użyć żeby ja przekonać ze robi
            żle. A skutek tego leczenia jest taki ze wnuczka moja jest dalej chora a
            dodatkowo rozchorowala sie jeszcze moja córka. proszę o odpowiedż BÓG ZAPŁAĆ



            Odpowiedź:
            Coż powiedzieć... Widać do owego księdza nie dotarło jeszcze, jak wielkie zło
            może spowodować. Chyba ktoś powinien mu to powiedzieć...

            J.
            • isault hmm 30.07.07, 22:26
              Ciekawy wątek poruszyłąś mamalgosiu.. OGÓLNIE moim zdaniem Kościół postepuje
              słusznie ostrzegajac ludzi przed bioenergoterapią, ponieważ MOŻE ona byc
              niebezpieczna. Dzieje się to kiedy ktoś uprawia ja tylko dla pieniędzy, kiedy
              popada w pychę, kiedy nie widzi ze WSZELKIE nasze zdolności jeżeli takie mamy
              pochodzą od Boga i tylko we współpracy z Nim mozemy je wykorzystywać. Niesety
              wiele bioenergoterputów angazuje się silnie w ruchy New Age, buddyzm, gnozę,
              noepogaństwo itd, co otwiera ich na działąnie Złego. Ale ja sama chodzę do
              bioenergterpeutki któa jednoczesnie jest głęboko wierzącą osobą. Nie uważa
              wcale ze może mnie z czegoś uzdrowić - raczej funduje mi miły releksacyjny
              masaż i przy okazji stymuluje pracę poszczególnych narządów, co ja rzeczywiście
              odczuwam w postacie ciepła i maiłego mrowienia. Znam też dobrze doktora hab
              fizyki który jest jasnowidzem ale byłym - tzn ma takie zdolności ale z nich nie
              korzysta - równiez jest głeboko wierzącym człowiekiem tzn praktykującym
              katolikiem - ponieważ uznał je za zbyt niebezpieczne i w gruncie rzeczy zbędne.
              Naprawdę wszystko zalezy od tego KTO i JAK praktykuje bioenergoterapię, ale
              zgadzam się ze stanowiskiem Kościoła o tyle, że nigdy nie poszłabym do kogoś "Z
              ulicy" nic o nim nie wiedząc - bo to rzeczywiscie jest niebezpieczne.
              • mamalgosia Re: hmm 31.07.07, 06:39
                isault napisała:

                > Ciekawy wątek poruszyłąś mamalgosiu..
                To nie ja, to tylko na prośbę Przedmówczyni.
                Kiedyś co prawda próbowałam poruszyć właśnie temat bioenergoterapii, ale
                okazało się, że temat już był i w sumie ucichło. A ja w głowie mam mętlik. Bo
                gdyby zdarzyła się sytuacja podbramkowa, a taki bioenergo byłby w moim mieście
                i chwalono by go, sukcesy byłyby namacalne... To przecież chwyciłabym się chyba
                tej brzytwy...


                . Ale ja sama chodzę do
                > bioenergterpeutki któa jednoczesnie jest głęboko wierzącą osobą.
                Kiedyś jeden z wykładowców powiedział nam, że wykładnikiem jest to, czy ta
                osoba robi to dla pieniędzy. Właśnie istotne czy "dla". Bo "za pieniądze " może
                być - wszak lekarz równeiż pobiera opłatę. A za wykonaną pracę należy się
                godziwa zapłata i nie ma w tym nic złego, tylko wypełnienie prostej zasady
                spraweidliwości. Ale "dla pieniędzy" rozumiem tak, że jest to główny - o ile
                nie jedyny - cel. Czyli w sumie jest tej osobie obojętne, czy wyzdrowiejesz czy
                nie, bylebyś do niej przyszla i odpowiednio zapłaciła


                > odczuwam w postacie ciepła i maiłego mrowienia. Znam też dobrze doktora hab
                > fizyki który jest jasnowidzem ale byłym - tzn ma takie zdolności ale z nich
                nie
                >
                > korzysta - równiez jest głeboko wierzącym człowiekiem tzn praktykującym
                > katolikiem - ponieważ uznał je za zbyt niebezpieczne i w gruncie rzeczy
                zbędne.
                >
                Pewnie tak. Myślę, że Jezus z Nazaretu był Bioenergoterapeutą, jasnowidzem, a
                kto wie, czy gdy uzdrawiał ślepego śliną, to nie ukazał się jako homeopatasmile
                • isma Re: hmm 31.07.07, 07:30
                  Pozwole sobie wyrazic watpliwosc, wobec pani magister s-tej teologii, albowiem
                  wydawa mi sie, iz przy sadzawce Siloe to nie slina byla, a bloto z powyzsza
                  zmieszane. A to juz postac rzeczy zmienia, albowiem balneologia jest
                  pelnoprawna dziedzina klasycznej medycyny, co zawdzieczamy drowi Jozefowi
                  Dietlowi, pierwszemu prezydentowi stolecznego krolewskieog miasta Krakowa, na
                  ktorego potezna postac na cokole wlasnie sobie z okien magistratu pozieram.
                  • alinaw1 Re: hmm 31.07.07, 09:12
                    No właśnie i wpadamy w jakieś błędne koło. Tylko rozsądek może nas uratować.
                    Równie dobrze byłoby mówić, że Kościół potępia bogactwa, co przecież nie jest
                    prawdą albo potępia seks. Może też tak jest z bioenergoterapeutami? Pewnie są
                    ludzie nieprzeciętni, pewnie mają zdolności, którym maluczkim brakuje (albo w
                    pędzie cywilizacyjnym zagubili je)? Choć inni z lkolei twierdzą, że każdy za
                    pomocą rąk może uzdrowić siebie i innych (kontrowersyjna metoda BSM). Też znam
                    bioenergoterapeutkę- choć z jej usług nie korzystałam- znana, publiczna osoba
                    (można ją zobaczyć w tv przy okazji dyskusji o wywózkach na Syberię). To
                    kobieta wierząca, ciepła, serdeczna, bohaterka, lekarz, żona dyplomaty
                    (poznałam ją za granicą). Kształciła się w Szwajcarii. Teraz jest emerytką,
                    pomaga ludziom z problemami okulistycznymi. Ostatnio rozmawiałam z nią przez
                    telefon. Wg niej rozgraniczeniem między medycyną (niekonnwencjonalną), a
                    szarlatanerią jest wykształcenie medyczne osoby uzdrawiającej (w tym przypadku
                    bioenergoterapeuta) lub DOWODY (czyli po prostu zdrowie pacjenta). A najlepiej
                    jedno i drugie.A ztym księdzem... Sama nie wiem. Może on jakiś "nawiedzony"?,
                    sprawuje posługę kapłańską? Przecież by robić coś takiego musi mieć zezwolenie
                    swych przełożonych (zakonu lub kurii)!
                    • kudyn Re: hmm 31.07.07, 11:12
                      Ja rozróżniam 2 sposoby leczenia (w pewnym uproszczeniu):
                      1. naturalny: za pomocą pewnych środków np. chemicznych, wpływam na pewne części
                      organizmu w celu wywołania jakiegoś skutku – metoda neutralna
                      2. nadnaturalny: odwołujący się do sił wyższych, znanych lub nieznanych.
                      Jeśli jest to Bóg (np. przez sakramenty, przez modlitwę) – jest OK.
                      Jeśli nie jest to Bóg to uznaję to za sprzeczne z 1 przykazaniem (obojętnie czy
                      to ksiądz czy świecki, czy jest SKUTECZNY czy nie – zdrowie nie jest dobrym
                      najwyższym pomimo że jesteśmy na nie bardzo wrażliwi).

                      Mam bardzo bliski kontakt z księdzem który jest egzorcystą, i z praktyki wiem że
                      duży procent osób które przychodzą do modlitwy o uwolnienie miało związek z
                      różnymi formami medycyny niekonwencjonalnej.
                      A praktyki udostępniania pomieszczeń kościelnych takim osobą jest niestety
                      zwykłą naiwnością.

                      • nordynka1 Re: hmm 31.07.07, 13:07
                        otóż to - świadectwa

                        świadectwa osób mających doświadczenia z medycyną niekonwencjonalną sa dla mnie
                        wystarczającym dowodem na to, że należy jej unikać. W sieci łatwo je znaleźć.

                        "Unikajcie wszystkiego co ma choćby pozór zła" - jak byk stoi napisane. No jak
                        byk.


                        Jeszcze link:
                        www.marana-tha.pl/wyklady/w6.html
                        Autor jest egzorcystą mojej diecezji. W innych wykładach mówi m.in o objawach i
                        przyczynach zniewoleń duchowych i o powiązaniach między bioebergoterapią
                        radiestezją itp a okultyzmem.
                        • alinaw1 Re: hmm 31.07.07, 15:38
                          Jakoś nie mogę uwierzyć aby współczesne laboratoria, wytwórnie farmaceutyczne
                          pałały się astrologią, magią... To ośmieszałoby np. instytucje dopuszczające
                          leki do obrotu, nie stałyby w aptekach obok szacownych medykamentów
                          chemicznych... Ej, z tego stresu napiję się herbatki z lipy, a szyję posmaruję
                          maścią nagietkową!
                          • mamalgosia Re: hmm 01.08.07, 13:52
                            No więc ja też.
                            W tym artykule z Gościa Niedizelnego było coś o wytrząsaniu w imię szatana...
                            tez mi sie nie chce wierzyć, żeby te kulki, które stoją na półkach w aptece
                            były wytwarzane w ten sposób
                        • kulinka3 Re: hmm 03.08.07, 18:33
                          A propos świadectw.
                          ekai.pl/serwis/?MID=13097
                  • mamalgosia isma mnie zdenerwowała 01.08.07, 08:05
                    Toż ona nawet wie, co Pan Jezus miał w ślinie. Na pewno miał jakiś specyfik na
                    oczy, ale w takim wielkim rozcieńczeniu, że prawnik nie jest w stanie tego
                    dostrzec, a chemik owszem
                    • mamalgosia bardzo mnie zdenerwowała! 01.08.07, 08:11
                      (23) On ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś. Zwilżył mu oczy
                      śliną, położył na niego ręce i zapytał: Czy widzisz co?

                      (Ew. Marka 8:23, Biblia Tysiąclecia)

                      Ew. Jana

                      (6) To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na
                      oczy niewidomego,
                      • isma Re: bardzo mnie zdenerwowała! 01.08.07, 08:17
                        No nie denerwuj sie, nie denerwuj. Melise sobie naparz.

                        Ze Isma jest Pszemondzala, to wiadomo, ale po jakims czasie koegzystencji z
                        Isma da sie do tego przyzwyczaic, naprawde. Maz Ismy w takich sytuacjach wrecza
                        jej scierke, i kieruja ja jak somnambuliczke do zlewozmywaka. A Isma naprawde
                        lubi zmywac wink)). I w ten sposob wszyscy sa zadowoleni.
                        • mamalgosia Re: bardzo mnie zdenerwowała! 01.08.07, 13:19
                          Melisa, cha cha cha, to może 20 lat temu by mnie ruszyłasmile
                      • minerwamcg To raczej Szef jest denerwujący :))) 01.08.07, 11:31
                        Robi takie niehigieniczne rzeczy, pluje i paćka komuś oczy błotem, a to, jak na złość, pomaga! Zwolennicy higieny powinni się domagać ocenzurowania tego fragmentu. Albo przynajmniej wydać oświadczenie zakończone słowami "ale my Mu tego nie pochwalamy" (jak w kaznodziejskim zapędzie powiedział duszpasterz trzeźwości komentując cud w Kanie).
                        • mamalgosia Re: To raczej Szef jest denerwujący :))) 01.08.07, 13:20
                          A swoją drogą: ciekawe, po co ta ślina, prawda? Przecież mógł słowem, a nawet i
                          bez słowa
                          • a_weasley Re: To raczej Szef jest denerwujący :))) 02.08.07, 14:13
                            mamalgosia napisała:

                            > A swoją drogą: ciekawe, po co ta ślina, prawda? Przecież mógł słowem,
                            > a nawet i bez słowa

                            Może właśnie ze względu na to, o czym pisała Minerwa: dla podkreślenia, że
                            mądrość tego świata jest głupstwem u Boga?
                          • katriel Re: To raczej Szef jest denerwujący :))) 02.08.07, 22:05
                            mamalgosia napisała:
                            > A swoją drogą: ciekawe, po co ta ślina, prawda? Przecież mógł słowem, a nawet i
                            > bez słowa

                            Któryś z Ojców Kościoła (chyba Ireneusz, ale głowy nie dam) pisał, że błoto w
                            scenie uzdrowienia niewidomego jest nawiązaniem do starotestamentalnego opisu
                            stworzenia człowieka przez ulepienie go z prochu ziemi. Jezus działa tu jako Syn
                            Boży, podejmując dzieło Swego Ojca (zakłócone przez grzech Adama); nic dziwnego,
                            że używa tych samych metod. Tym samym dzieło zbawienia okazuje się przedłużeniem
                            czy dopełnieniem dzieła stworzenia.
                            • alinaw1 stan religijnej żarliwości 05.08.07, 17:40
                              Ktoś tu napisał, że rozróżnia dwa sposoby leczenia:
                              1) naturalny (za pomocą chemii)- może sformułowanie trochę dziwne ale niech tam!
                              2) nadnaturalny. Jeśli to Bóg (sakrament, modlitwa)- Ok.
                              W tym kontekście jak ocenić słynnych uzdrawiaczy z Filipin?Taki np. pan Rufino
                              podkreśla wszem i wobec, że moc uzdrawiania ma od Boga, dzięki modlitwie i
                              religijnej żarliwości leczy każdą chorobę. Teraz ma ponoć misję od Chrystusa by
                              przebywać w Polsce. Zadzwoniłam do miejsca, w którym przyjmuje. Dzięki tej
                              rozmowie (nie znim- a szkoda) z jego asystentką- przekonana jestem, że to jakiś
                              folklor, coś w rodzaje iluzji, jakiś cech rzemiosł filipińskich (p[rzecież
                              prawie każdy Filipińczyk w Polsce to cudotwórca i uzdrowiciel). Z chęcią
                              zobaczyłabym jak on to robi (ponoć dotyka ręką chore miejsce, modli się i każe
                              modlić się pacjentowi). W każdym razie facet przekonany jest, że robi to w
                              imieniu Chrystusa. A może jestem zbyt sceptyczna?
                              • alinaw1 Re: stan religijnej żarliwości 08.08.07, 13:28
                                Nie dają mi spokoju ci filipińscy uzdrowiciele. Oni wszyscy
                                (przynajmniej ci w Polsce) podkreślają, że to dar od Boga, że
                                bezkrwawe operacje to nic innego jak suma ogromnej charyzmy,
                                intensywnej koncentracji, medytacji, modlitwy i stanu religijnej
                                żarliwości... Co o tym sądzicie?
                                • kudyn Re: stan religijnej żarliwości 08.08.07, 15:32
                                  tu coś o tym pisze
                                  www.psychomanipulacja.pl/baza/bezkrwawe-operacje/filipinscy-uzdrowiciele-kontra-lasery.htm
                                  Z własnych refleksji dodam:
                                  1. skoro to dar więc, więc go przekazuję dalej a nie zarabiam na nim
                                  2. dar, charyzmat nie opiera się na metodzie, technice itp.; to nie ja
                                  uzdrawiam, tylko Bóg
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka