13.08.07, 11:36
Moje dzieci są niejadkami, ale nie założyłam wątku, by zapytać ,
jak je nakłonić do jedzenia wink
Czy najpierw pojawił się zwyczaj jedzenia w kinach ? Chyba tak.
Razem z biletem dostajemy kupon rabatowy na pop-corn i jeszcze
jakieś inne świństwa. Kolejka po te wszystkie dobra dłuższa niż po
bilety do kina...
A to przecież zaledwie 1,5 godziny i mnóstwo kawiarenek, sklepików
wokół.
Mam wrażenie, ze z kin przenosi się także w inne miejsca.
W jednym z teatrów dziecięcych w Warszawie pani przypomina przed
spektaklem, że w czasie przedstawienia się nie je. To przedstawienie
jest dla grup zorganizowanych.
Szkoda, że w innym, w niedzielę tego nie mówi. Mamy i babcie
przyszły z zapasami żywności wystarczającymi na długi piknik.
Kanapki, picie w butelkach, owoce i do tego lizaki i cukierki ze
sklepiku... Miałam wrażenie, że to ma być jedyny posiłek ich dzieci
w ciągu dnia.
Widziałam dziecko karmione w czasie koncertu dla dzieci w
Filharmonii.
Wreszcie... doczekałam się smile)) Pisałam, że do tej pory na mszy nie
zdarzyło mi się widzieć takiego zachowania dzieci, o jakim niektórzy
donosili... To i ja mam to za sobą smile)))) Dwóch pięknie ubranych
dżentelmenów około lat 4 wykonywało wszystkie akrobacje, krzyki,
biegi , jakie były możliwe ( niemożliwe !)smile)) W tym czasie byli
czule głaskani przez mamę i karmieni - tik- takami (dobre, bo
grzechocze) i lizakami.Oburzonym donoszę,że mama wyszła z nimi
upomniana łagodnie przez sąsiadkę smile
Tak sobie teraz myślę... Może te moje dzieci takie chude, bo ja ich
w tych wszystkich miejscach nie dokarmiam ? smile))
Może im radość z jedzenia odbieram ?
Obserwuj wątek
    • minerwamcg Re: Jedzenie 13.08.07, 11:49
      Popcorn jeszcze pół biedy, zawsze to kukurydza. Ale batoniki,
      gazowane napoje o smaku identycznym z naturalnym zawierające połowę
      tablicy Mendelejewa, lizaki... dentyści zacierają ręce.
    • anndelumester Re: Jedzenie 13.08.07, 12:20
      Po tym, co widzialam na wakacjach bardzo się cieszę, że moje dziecko
      jest szczupłym wybredniakiem.
      Hordy grubasow w kazdym wieku; przekarmione niemowlęta,
      przedszkolaki, matki, ojcowie, ciocie, babcie, etc. napychający sie
      czym popadnie, caly czas zajadajacy się smieciowym
      jedzeniem...szok.
      Kompletny brak zasad jedzeniowych i kultury spożywania,
      lekarze bedą mieli raj za parę , parenascie lat - kłopoty z
      krazeniem, kłopoty gastryczne, kłopoty z hormonami, same kłopoty.
      • mader1 Re: Jedzenie 13.08.07, 13:08
        > Po tym, co widzialam na wakacjach bardzo się cieszę, że moje
        dziecko
        > jest szczupłym wybredniakiem.

        ja rzadko się z tego cieszę smile, ale te momenty, gdy mi nie
        chrupie,nie mlaska, nie szeleści przy uchu w czasie , gdy coś
        oglądam, są nagrodą smile))))
        Jeżeli nie ciaga mnie od budki do budki z jedzeniem ( a jeszcze są
        budki z pamiątkami, pamiętajmy smile czuję ogromną ulgę.
    • kulinka3 Re: Jedzenie 13.08.07, 12:34
      My publicznie staramy się nie jeść, no może poza lodami lub drożdżówką po
      szkolewink)),a już w kościele nigdy!
      Za to rzeczywiście przeraziła mnie oferta kulinarna nadmorskich
      miejscowości.Budy, smród oleju i szybki zarobek to niestety nadmorski
      standard;-((( ( mam nadzieję,że nie wszędzie).Oczywiście nie jadamy.
      • mader1 Re: Jedzenie 13.08.07, 13:00
        > My publicznie staramy się nie jeść, no może poza lodami lub
        drożdżówką po
        > szkolewink))

        Oczywiście, nie dajmy się zwariować smile Jeść trzeba smile
        Ale dziwi mnie różnica między moim ( no dobrze, dawnym smile))
        dzieciństwem, a sytuacją która jest teraz.
        Narzekano kiedyś na te zastawione stoły, wielogodzinne wspólne
        siedzenie i biesiadowanie... No ale jednak taki dzieciak jak ja mógł
        się grzecznie ( ku zadowoleniu dorosłych) wymknąć, pograć, pobawić i
        wrócić do stołu głodny lub spragniony. A teraz... wszędzie dopadną
        go z łyżką, widelcem, torebką, cukierkiem. Wcisną do ust w czasie
        oglądania bajki,spaceru, w autobusie...
    • lucasa Re: Jedzenie 13.08.07, 13:06
      my zabieramy do kosciola rodzynki. takie w malutkich kartonowych
      pudeleczkach. Robert zanim otworzy ("sam, sam") minie kilka minut,
      zanim niezgrabnymi paluszkami powyciaga po jednym i podelektuje sie
      nimi minie nastepnych kilkanascie. potem musi podniesc z podlogi,
      te, ktore upadly i wlozyc z powrotem do pudeleczka (aby wyrzucic do
      kosza przed kosciolem), nastepnych kilka minut. a potem okazuje sie,
      ze to juz trzeba isc do komunii...

      ja dla mnie te pakowane rodzynki to wynalazek na rowni ze smoczkiem
      i papmersami! nie raz te rodzynki pozwolily nam spokojnie przezyc
      msze, czy zwiedzic muzeum, itd. gdybym szla do teatru z Karola i nie
      miala z kim zostawic Roberta to tez bym wziela te rodzynki tongue_out

      A
      • mader1 Re: Jedzenie 13.08.07, 13:11
        rodzynki - uspakajacz tongue_out a nie pobudzacz tongue_out ?
        • lucasa Re: Jedzenie 13.08.07, 13:20
          mader1 napisała:

          > rodzynki - uspakajacz tongue_out a nie pobudzacz tongue_out ?

          jako zajmowacz tongue_out

          A
          • mader1 Re: Jedzenie 13.08.07, 13:30
            a bo te dzieciaki z lizakami to jeszcze szybciej biegały tongue_outsmile)) Mąż
            mówił, że to dlatego, że cukru dostały wink))i je pobudził.
            Może dlatego, że lizaki dostały już rozwinięte, prosto do buzi ?tongue_out
            czyli koncepcja była nieprzemyślana ? wink)))
    • mader1 Zwyczaj 13.08.07, 13:26
      Zastanawiam się, czy ciągle odpowiada się dziecku na prośbę o
      lizaka - " Nie, w tym miejscu się nie jada" ? Czy nie ma takiego
      miejsca ?
      Nie mam na myśli tu malutkich dzieci, którym jeszcze wszystko
      wolno tongue_out
      Moja mama kiedyś nie wdawała się w dyskusje czy jestem głodna -
      czasem po prostu mówiła " Nie, wytrzymasz. Tu się nie jada." I
      już.Macie kilka takich miejsc, gdzie się " nie jada" ?
      • kulinka3 Re: Zwyczaj 13.08.07, 13:38
        My nie jadamy w kościele, teatrze, i w środkach komunikacji miejskiej ( choć w
        tych muszę gonić towarzystwo, bo mają takie zapędy z wczesnego dzieciństwa, nie
        wyplenione przeze mnie skutecznie do tej porywink)).
        • mader1 Re: Zwyczaj 13.08.07, 14:36
          a czemu akurat nachodzi je chętka w środkach komunikacji
          miejskiej ??? wink)))

          No właśnie, bo moja mama kiedyś mówiła, że w kinie też się nie
          je wink)) A teraz to dzieci by mnie śmiechem zabiły, gdybym się na Nią
          powołała smile)) Więc kino odpada.
          Mój mąż marzy jeszcze o wprowadzeniu zasady, że w samochodzie się
          nie je wink)) za każdym razem, gdy sprząta okruchy.
          • kulinka3 Re: Zwyczaj 13.08.07, 15:19
            Z głodu kochana, z głodusmile))
            Śniadanie w plecaku, obiad w szkole ledwie tknięty, więc po drodze do domu głód
            dopada.
            Z tym kinem, masz rację.Za moich czasów to było nie do pomyślenia. Teraz chyba
            nie da się już tego przewalczyć.
            Mój mąż ma takie samo marzenie samochodowe.W zasadzie jemy tylko na dłuższych
            wycieczkach lub w jakiś wyjątkowych sytuacjach, ale za to pijemy jak smokiwink)),
            więc te słomki i pudełeczka.....
          • mama_kasia Re: Zwyczaj 13.08.07, 16:11
            > Mój mąż marzy jeszcze o wprowadzeniu zasady, że w samochodzie się
            > nie je wink)) za każdym razem, gdy sprząta okruchy.

            To nasz samochód by go przeraził wink)) To już nawet nie okruchy,
            a kawałki gdzieś zagubione wink
    • mama_kasia Re: Jedzenie 13.08.07, 16:09
      Zdecydowanie nie ma jedzenia w teatrze i generalnie w kościele.
      Chociaż w kościele jadał syn, gdzieś do dwóch lat może
      (nie pamiętam dokładnie). Dostawał coś tam, aby był cicho,
      w krytycznych moemntach. Dobrze, czy nie - teraz nie wiem.
      Wtedy był to jakiś tam sposób. Innym byłoby wyjść z
      kościoła. Uważaliśmy, że ten jest lepszy.
      Obecnie zdarza się dziewczynkom coś po kryjomu przykąsić w czasie
      Wielkiej Nocy, gdy jesteśmy w kościele całą noc.
    • mamalgosia oczywiście w poprzek 14.08.07, 14:15
      Mam jedno dziecko chude, a jedno grube, więc nie będę się rozwodzić
      nad wpływem jedzenia w kościele na figurę.

      Natomiast.

      Nie widzę nic złego w jedzeniu w kościele. Sama nie jem na Mszy,
      Starszy już też nie. Ale Młodszy - owszem. I Starszy, gdy był
      mniejszy - też. Nie są to obiady dwudaniowe- ale to tylko dlatego,
      że mi nieporęcznie. Najczęściej są więc to paluszki, jakieś
      herbatniczki - coś, co można też dać innym dzieciom. Jedzenie odbywa
      się w pomieszczeniu dla matek z dziećmi, nie w głównej sali
      kościoła. Ale to tylko dlatego, żeby nie gorszyć innych, a nie
      dlatego, że ja sama uważam to za coś złego. A moim Chłopakom pomaga
      to przetrwać co trudniejsze chwile (homiliasmile ). Młodszy jest
      ogólnie łatwiejszy w użyciu i on je bardzo rzadko (choć zawsze coś
      zabieram na wszelki wypadek). Starszemu wszystko przychodzi trudniej
      i czasem był to jedyny ratunek.
      Czym jest Msza Święta? jest wspomnieniem i urzeczywistnieniem
      Ostatniej Wieczerzy. Uczty, posiłku. Apostołowie leżąc, rozmawiając
      i jedząc byli świadkami największej Tajemnicy Wiary. A wierzę, że
      uczta była wielka, bo nie było tak, że każdy przyniósł co miał, ale
      od dawna myślano o tej uczcie, przygotowywano ją. A więc nie
      paluszki i herbatniczki, ale obiad dwudaniowy. I Jezus wziął do rąk
      Chleb. A przecież wystarczyło, by rzekł słowo, prawda?
      Jak dziecku wytłumaczyć, że Msza św. jest ucztą? Tylko duchową? Że z
      kościoła robimy teatr, w którym patrzy się na występujących na
      prezbiterium aktorów?
      • mader1 Re: oczywiście w poprzek 14.08.07, 15:06
        ale młodszy to jeszcze mały jest. Nie zebym Go lekceważyła ( bo jest
        piękny i inteligentny, więc nie mogę wink, ale On i kupę w kościele
        robi...
        A... uważasz, że dzieci, które coś w kościele konsumują, wcześniej
        są w stanie zrozumieć sens mszy ?
        • mamalgosia Re: oczywiście w poprzek 14.08.07, 16:05
          mader1 napisała:

          > A... uważasz, że dzieci, które coś w kościele konsumują, wcześniej
          > są w stanie zrozumieć sens mszy ?

          Nie, mader. Ufam, że nie później
      • kulinka3 Re: oczywiście w poprzek 14.08.07, 21:59
        20 Tak więc, gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej9. 21
        Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia, i tak się zdarza,
        że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy. 22 Czyż nie macie domów, aby
        tam jeść i pić? ( 1 list do Koryntian)

        Otóż Mamlgosiu chodzi o spożywanie,ale Ciała i Krwi Pana , a nie własnego
        jedzeniawink)).I tak się właśnie dzieje.

        • mamalgosia Re: oczywiście w poprzek 15.08.07, 08:56
          Krwi Pana nie spożywamy.
          A dzieci (w wieku moich dzeci) Ciała także nie.

          Co do Koryntian, to ich problem był inny - rzeczywiście byli już
          najedzeni (i co gorsza: pijani) gdy przychodzili na Eucharystię.
          Niegodność przyjmowania przez nich Ciała i Krwi Pańskiej polegała
          również na tym (bądź: przede wszystkim), że przychodzili na
          Eucharystię skłóceni, niepojednani ze sobą nawzajem - obarczeni
          grzechami. Kulinko, trzeba kontekstu, a nie wyrwanego zdania.

          Wyobrażam sobie ucztę, która odbywałaby się w trakcie Eucharystii.
          Jakieś piękne owoce sezonowe, może pachnący chleb...
          Osoby przyjmujące Komunię są związane postem eucharystycznym (muszę
          doczytać, od jak dawna), ale po Komunii nie ma przeciwwskazań,
          prawda?

          Oczywiście kwestie techniczne nastręczałyby olbrzymie trudności
          (diabetycy i alergicy przy jednym stole, mlaskanie/chrupanie,
          okruchy i wylane napoje). Ale uważam, że od strony dogmatycznej nie
          ma żadnych oporów.

          Co do Wieczerzy, kiedy Chrystus ustanowił Najświętszy Sakrament, to
          była ucztą i nie stawiałabym Pawła (nawet jeśli świętego) nad
          Mistrza.
          Mt 26:26 BT "A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy
          błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: Bierzcie i jedzcie,
          to jest Ciało moje." - nie przeszkadzało Mu, że oni jedli
          Mk 14:22 BT "A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo,
          połamał i dał im mówiąc: Bierzcie, to jest Ciało moje."

          A tak o gólnie rzecz biorąc, to nie o to mi chodzi, żeby na Mszy
          jeść. Chciałam tylko pokazać, że czasem negatywna ocena jakiegoś
          zjawiska niekonieczni jest słuszna.

          A na koniec:
          1Kor 8:8 BT "A przecież pokarm nie przybliży nas do Boga. Ani
          nie będziemy ubożsi, gdy przestaniemy jeść, ani też jedząc nie
          wzrośniemy w znaczenie."
          • kulinka3 Re: oczywiście w poprzek 15.08.07, 10:36
            Mamalgosiu,
            ależ mój fragment tylko dlatego był tylko fragmentem w uznaniu dla Twej wiedzy.
            Eucharystię na początku łączono z braterskim posiłkiem, na wzór tego ,co czynił
            sam Chrystus.Jednak szybko nastąpiły nadużycia, o których dowiadujemy się od
            św.Pawła. Mi dlatego już pod koniec I wieku agapa stała się posiłkiem
            pozaliturgicznym.Już wtedy więc owo biesiadowanie nie bardzo się sprawdziło.
            Po mszy jednak chyba nie ma problemu ( poza technicznymi).
            Osobiście mnie również szamiące niemowlęta i dzieciaczki nie przeszkadzają, byle
            by jednak nie był to obiad dwudaniowywink))


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka