Moje dzieci są niejadkami, ale nie założyłam wątku, by zapytać ,
jak je nakłonić do jedzenia

Czy najpierw pojawił się zwyczaj jedzenia w kinach ? Chyba tak.
Razem z biletem dostajemy kupon rabatowy na pop-corn i jeszcze
jakieś inne świństwa. Kolejka po te wszystkie dobra dłuższa niż po
bilety do kina...
A to przecież zaledwie 1,5 godziny i mnóstwo kawiarenek, sklepików
wokół.
Mam wrażenie, ze z kin przenosi się także w inne miejsca.
W jednym z teatrów dziecięcych w Warszawie pani przypomina przed
spektaklem, że w czasie przedstawienia się nie je. To przedstawienie
jest dla grup zorganizowanych.
Szkoda, że w innym, w niedzielę tego nie mówi. Mamy i babcie
przyszły z zapasami żywności wystarczającymi na długi piknik.
Kanapki, picie w butelkach, owoce i do tego lizaki i cukierki ze
sklepiku... Miałam wrażenie, że to ma być jedyny posiłek ich dzieci
w ciągu dnia.
Widziałam dziecko karmione w czasie koncertu dla dzieci w
Filharmonii.
Wreszcie... doczekałam się

)) Pisałam, że do tej pory na mszy nie
zdarzyło mi się widzieć takiego zachowania dzieci, o jakim niektórzy
donosili... To i ja mam to za sobą

)))) Dwóch pięknie ubranych
dżentelmenów około lat 4 wykonywało wszystkie akrobacje, krzyki,
biegi , jakie były możliwe ( niemożliwe !)

)) W tym czasie byli
czule głaskani przez mamę i karmieni - tik- takami (dobre, bo
grzechocze) i lizakami.Oburzonym donoszę,że mama wyszła z nimi
upomniana łagodnie przez sąsiadkę

Tak sobie teraz myślę... Może te moje dzieci takie chude, bo ja ich
w tych wszystkich miejscach nie dokarmiam ?

))
Może im radość z jedzenia odbieram ?