marzek2
18.01.08, 09:27
Zaczynam wierzyć, że Pan Bóg od poczęcia Samka otworzył nad nim jakiś
specjalny parasol ochronny. Najpierw powikłany początek ciąży, prawie ryzyko
utraty dziecka - utrzymał się, dotrwał do końca, żeby być z nami. Potem ciągłe
zastanawianie się co mu jest, szukanie po omacku - w końcu diagnoza. Parasol
polegał na tym, że dowiedzieliśmy się wtedy gdy był na to czas - zdążyłam już
pokochać Samka takim jakim jest, nie obciążyłam go swoimi obawami ani gdy był
w brzuchu ani gdy był bardzo malutki.
Teraz... dostaję czasem maile od mam dzieci z różnymi rodzajami dysplazji,
czytam o komplikacjach, bardzo wczesnych operacjach, o koniecznych częstych
konsultacjach, jednemu dziecku uratowano wręcz życie w Stanach, bo się polscy
lekarze nie zorientowali, jak poważna to sprawa.
I... patrzę na Samka. Jak biega, jak szaleje, jak się śmieje. Troszkę pobył w
szpitalach, ale jedynie na konsultacjach, a jakiekolwiek zabiegi znosił ze
skupieniem i zrozumieniem sytuacji. Choruje, wiadomo, ale nie wiecej niż jego
siostry.
Patrzę na 3 lata jego życia i za tyle rzeczy mogę dziękować!
Jak będzie - nie wiem, pewnie gorzej, pewnie trudniej... ale nie zmieni się
to, że Bóg będzie stał przy nas w każdej sytuacji. Chcę wierzyć, że każde
dobre doświadczenie, każdy radosny dzień buduje Samka, daje mu siłę na
przetrwanie tego, co może będzie trudniejsze.
Dziękuję Ci Boże za ten parasol.