18.01.08, 09:27
Zaczynam wierzyć, że Pan Bóg od poczęcia Samka otworzył nad nim jakiś
specjalny parasol ochronny. Najpierw powikłany początek ciąży, prawie ryzyko
utraty dziecka - utrzymał się, dotrwał do końca, żeby być z nami. Potem ciągłe
zastanawianie się co mu jest, szukanie po omacku - w końcu diagnoza. Parasol
polegał na tym, że dowiedzieliśmy się wtedy gdy był na to czas - zdążyłam już
pokochać Samka takim jakim jest, nie obciążyłam go swoimi obawami ani gdy był
w brzuchu ani gdy był bardzo malutki.
Teraz... dostaję czasem maile od mam dzieci z różnymi rodzajami dysplazji,
czytam o komplikacjach, bardzo wczesnych operacjach, o koniecznych częstych
konsultacjach, jednemu dziecku uratowano wręcz życie w Stanach, bo się polscy
lekarze nie zorientowali, jak poważna to sprawa.
I... patrzę na Samka. Jak biega, jak szaleje, jak się śmieje. Troszkę pobył w
szpitalach, ale jedynie na konsultacjach, a jakiekolwiek zabiegi znosił ze
skupieniem i zrozumieniem sytuacji. Choruje, wiadomo, ale nie wiecej niż jego
siostry.
Patrzę na 3 lata jego życia i za tyle rzeczy mogę dziękować!
Jak będzie - nie wiem, pewnie gorzej, pewnie trudniej... ale nie zmieni się
to, że Bóg będzie stał przy nas w każdej sytuacji. Chcę wierzyć, że każde
dobre doświadczenie, każdy radosny dzień buduje Samka, daje mu siłę na
przetrwanie tego, co może będzie trudniejsze.
Dziękuję Ci Boże za ten parasol.
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Parasol 18.01.08, 09:51
      Dziekuję, że napisałaś smile
    • kulinka3 Re: Parasol 18.01.08, 10:29
      Kiedy jest w nas zgoda na to, co daje nam Pan, szczególnie kiedy szuka nas -
      dotykając krzyżem, to otwierają się pokłady sił,wyostrza się dostrzeganie małych
      rzeczy, które potrafią ucieszyć,docenia się tyle różnych drobiazgów.....
      Cieszę się Marzek,że widzisz ten parasol, no i powodzenia!
    • mader1 Re: Parasol 18.01.08, 11:36
      śliczne to, co napisałaś. Ja także dziękuję za te wszystkie dni, gdy
      możemy chrorować otoczeni miłoscią i Miłością.
      • sion2 czy moge napisac o sobie? n/t 18.01.08, 12:21

        • mader1 Re: czy moge napisac o sobie? n/t 18.01.08, 12:28
          nie wiem, jak Marzek, ale mi się ten pomysł podoba smile
        • isma Re: czy moge napisac o sobie? n/t 18.01.08, 12:44
          No, ja mysle. Jeszcze tak na forum nie bylo, zeby byla cenzura
          prewencyjna wink)).

          Podpisano: Rekin
          • marzek2 Re: czy moge napisac o sobie? n/t 18.01.08, 13:49
            No ludzie, jeszcze tego brakuje, żebym JA pisała, kto ma się wypowiadać w moim
            wątku.
            Pisz Sionko pisz, zbudowania nigdy za wiele smile
          • sion2 Re: czy moge napisac o sobie? n/t 18.01.08, 13:52
            mam nadzieje ze Marzek sie nie pogniewa ale tak mnie naszlo na
            skutek wielu ostatnich wątkow w duchu jakis pretensji do Boga ze na
            swiecie jest zlo, cierpienie, ze jak ktos wierzy to i tak go
            nieszczescia spotykaja itd
            a w Pismie świetym nie ma mowy o tym że Pan usuwa cierpienie ale
            ze "podczas choroby poprawi poslanie" i "ocali w dniu nieszczescia"
            itd
            zawierzenie Bogu jak je pojmuję i jak doswiadczam oznacza zgode na
            to że On przeprowadzi mnie przez kazde doswiadczenie, że da siłę i
            odwagę, że będzie blisko tuż tuż przy mnie, czuwając nad każdym mym
            oddechem - tego doswiadczam choc cierpienie narasta

            dla nowych czytelnikow - jestem chora przewlekle od 5 lat,
            niepelnosprawna w st. umiarkowanym, dramat (po ludzku) polega na tym
            że trace zdrowie i sprawnosc mimo wszelkich wysilkow najlepszych
            lekarzy, 3 operacji i kilkudziesieciu tysiecy zł wydanych na
            leczenie (w sumie), jestem bez stalej pracy i renty bo zabraklo mi 6
            tyg okresu skladkowego zebym mogla rente otrzymywac

            w tym nieszczęsciu ktore pozbawilo mnie mozliwosci wykonywania
            ukochanej pracy z malymi dziecmi, ktore w tej chwili skazuje mnie na
            spedzanie w łózku połowy dnia i liczne nieprzespane noce z bólu,
            które ogranicza nawet moje siedzenie na krześle, w powracajacych
            buntach, frustracji, pytaniach "dlaczego?", ciaglym niepogodzeniu
            się z pogarszaniem sie, w moim obrazaniu sie na Boga - On ciagle
            przy mnie jest, nieustannie wybacza i podtrzymuje łaskami

            doswiadczam pomocy Jego zarowno duchowej jak i dotyczacej
            egzystencji doczesnej, duchowo: jestem we wspolnocie, otoczona
            modlitwą, korzystam z rozmow duchowych przez ktore przychodzi łaska,
            jestem wożona za darmo do spowiedzi i na Msze sw w tygodniu, nieraz
            sie zdarza ze mam totalnego doła, bunt i rozpacz i np. dzwoni
            kolezanka ze wspolnoty i mowi "widzialam ciebie wczoraj i choc nie
            rozmawialysmy jakos wyczulam ze jest zle, cale moje czuwanie
            modlitewne nocne za ciebie ofiarowalam i za ciebie przyjelam Komunie
            św", zawsze gdzie wyjade ze wspolnotą to otaczana jestem opieką,
            ciagle Bóg mi podsyla lektury ktore pomagają, ciagle mi przebacza
            bunty i czasem mam wrazenie jakby "nie widzial" jakim grzesznikiem
            jestem i tak mnie kocha...

            A w sprawach doczesnych: gdy okazuje sie ze potrzebuje pieniedzy na
            rehabilitacje, zawsze ktos pomoze, sami sie ludzie pytaja "nie
            potrzebujesz czegos?", jestem wozona 2 razy w tyg na rehabilitacje,
            udalo mi sie zalatwic sobie fundusze zza granicy na kosztowne
            badania i 3 mce dalszej rehabilitacji, nie starczylo na wizyty
            lekarskie? martwilam sie tydzien czasu i przyszla wyplata za
            napisane artykuly, ktora otrzymuje nieregularnie ale akurat w
            momencie gdy potrzebuje bardzo pieniedzy to sie pojawiaja... nie mam
            zabezpieczenia na przyszlosc ale czy TERAZ czegos mi brakuje? nie!
            Bóg sie troszczy...
            nie pomaga mi nic, ani rehabilitacja ani leczenie, czeka mnie
            sztuczny staw choc jestem mloda - tego nie rozumiem ale swoje
            doswiadczenie moge najtrafniej oddac slowami ze Pan poprawia mi
            poslanie w czasie mojej choroby tzn nie usuwa jej, nie uzdrawia
            fizycznie ale nieustannie pomaga w jej przyjmowaniu i mam wrazenie
            że daje mi tylko tyle cierpienia ile jest konieczne, resztę
            milosiernie zabiera!

            nie chcialam napisac jaka jestem biedna, prosze sie nie litowac nade
            mną, chcialam po prostu doslownie wyliczyc ile milosierdzia Bozego
            doswiadczam i ze w najwiekszym cierpieniu Bóg NIE OPUSZCZA, nawet
            gdy sie na Niego buntujemy, gdy wiary brakuje, gdy czlowiek marzy o
            innym zyciu...
            • mader1 Re: czy moge napisac o sobie? n/t 18.01.08, 19:55
              Kochana Kasiu... dziękuję za to, co napisałaś, to bardzo budujące.
              • 2razy_mama Re: zdanie wątpiącej... 18.01.08, 21:00
                To pewnie ja jestem tą wątpiącą w istnienie Boga, o której wspomniano... Ja też
                mam zdrowe i cudowne dzieci, przyzwoitego męża, mamy pracę, powodzi nam się
                nieźle. To też zasługa Boga?! Ale wg nauki Kościoła my występujemy przeciw temu
                Bogu codziennie! Mój mąż jest rozwodnikiem (zatem wg Kościoła - mężem innej
                kobiety), jestem z nim bez ślubu (mamy cywilny), do tego mam z nim dzieci!!!
                Jest mi w życiu dobrze, jak zatem to pogodzić z Waszą wiarą, że Bóg Wam pomaga
                bo w Niego wierzycie? Ja nawet nie wiem czy wierzę...mam tyle wątpliwości! Znam
                takich, którzy są ateistami od wielu wielu lat i mają jeszcze lepiej! A Wy
                piszecie, że zdrowie dzieci jest zasługą Boga... Nie zgadza mi się to sad Jak
                mam uwierzyć jak nie mam ŻADNYCH dowodów Jego istnienia?
                • isma Re: zdanie wątpiącej... 18.01.08, 22:02
                  No Pan Bog nie Donald Tusk, zeby mial jakimis obietnicami wyborcow
                  do siebie przekonywac. To nie na tym polega, ze jak sie jest
                  grzecznym, to sie dostanie balonik (teraz albo po natepnych
                  wyborach).
                  • 2razy_mama Re: zdanie wątpiącej... 18.01.08, 22:12
                    Wiem... ale chcę zrozumieć jak to się dzieje, że wierzycie... Jak mogę wierzyć w
                    coś lub kogoś bez dowodów. Skąd w Was ta wiara...na jakiej podstawie wiecie, że
                    czuwa nad Wami?! Bo piszecie, że dzieci zdrowe, to Jego zasługa, że coś się
                    udaje - to też dzięki Niemu... A niewierzący też to mają, i co Wam daje ta
                    wiara? Nie wiem... sad
                    • isma Re: zdanie wątpiącej... 18.01.08, 22:22
                      Ale jak chcesz, zeby Ci to wytlumaczyc? Potrafisz wytlumaczyc komus,
                      dlaczego jestes ze swoim mezem? A nawet jesli, to efektem tego gradu
                      niepodwazalnych argumentow ma byc to, ze ta osoba natychmiast mu sie
                      rzuci w ramiona, skoro taki ideal?
                      Tak sie nie da.

                      I na pewno nie wierzy sie dlatego, ze to mialoby "cos dawac".
                    • nordynka1 Re: zdanie wątpiącej... 18.01.08, 23:33
                      Bo Bóg jest jak słońce - równo świeci na wszystkich.
                      Jeśli piszę, że coś się udało i to dzieki Niemu albo że dzieci które
                      mam dostalam od Niego to dlatego że..[szukam właściwych słów] że
                      wierzę/mam przekonanie/widze że - jak mówi Biblia - Bóg jest
                      Sprawcą wszelkiego chcenia i działania (podajcie miłosiernie adres
                      bo nie pamiętam i nie znajdę teraz...)
                      Jeden żyje w promieniach słonecznych i nie zastanawia się, czy to co
                      rośnie mu w ogrodzie jest dzięki słońcu. Zawsze rosło to co się
                      zastanawiać. A drugi zauważy, że gdyby nie to słońce to nic by nie
                      urosło. Ale jak to się dzieje, że jeden to widzi a drugi nie, to Ci
                      nie powiem..
                • mader1 Re: zdanie wątpiącej... 19.01.08, 10:40

                  Kochana,
                  gdybyś się wczytała w to, co wyżej, nie wywnioskowałabys wcale, że
                  chwalimy się zdrowiem naszym lub dzieci. Zarówno Marzek jak i sion
                  piszą o chorobie, nie o zdrowiu... I wyobraź sobie - w tej chorobie
                  czują Boga, Jego obecność. No tak już jest, że jeżeli wiemy już, że
                  Bóg jest - wiemy, bo Go doświadczyliśmy - to jest On z nami
                  wszędziesmile i zawsze. Jego obecnośc, Jego pocieszenie jest kojące.
                  Ale , uprzedzaliśmy też uczciwie, że jest to forum dla osób
                  wierzących, jedno z niewielu, na których nie zamierzamy się ze
                  swojej wiary " tłumaczyć".


                  To też zasługa Boga?! Ale wg nauki Kościoła my występujemy przeciw
                  temu
                  > Bogu codziennie! Mój mąż jest rozwodnikiem (zatem wg Kościoła -
                  mężem innej
                  > kobiety), jestem z nim bez ślubu (mamy cywilny), do tego mam z nim
                  dzieci!!!

                  Nie jesteśmy o to zazdrośni smile I nie krzycz smile

                  > Jest mi w życiu dobrze, jak zatem to pogodzić z Waszą wiarą, że
                  Bóg Wam pomaga
                  > bo w Niego wierzycie? Ja nawet nie wiem czy wierzę...mam tyle
                  wątpliwości! Znam
                  > takich, którzy są ateistami od wielu wielu lat i mają jeszcze
                  lepiej!

                  My Ci możemy napisac o naszym doświadczaniu Boga każdego dnia smile
                  Ty możesz te nasze wypowiedzi albo przyjąć do wiadomości albo nie.
                  Możesz tego nie rozumieć, co piszemy - a nie piszemy o tym, że
                  wierzymy w Boga , bo daje nam więcej ( jak rozumiem - chodzi Ci
                  rzeczy
                  materialne, zdrowie, lepszych znajomych czy pracę ) niż Tobie czy
                  jakimś
                  ateistom. Wybacz, ale to bardzo naiwne by było...


                  Nie zgadza mi się to sad Jak
                  > mam uwierzyć jak nie mam ŻADNYCH dowodów Jego istnienia?

                  Możesz nie wierzyć. Ale nie możesz, a przynajmniej na tym forum,
                  mieć prestensji do nas, że wierzymy smile Zgoda ?
                  • skrzynka3 Re: zdanie wątpiącej... 19.01.08, 12:03
                    Nie wierze w Boga po to zeby bylo mi lepiej, zeby cos mi zalatwil,
                    zeby prosciej mi sie zylo.

                    Nie jestem z moim mezem po to zeby bylo mi latwiej zyc, zeby ktos
                    mial mi nosic ciezkie zakupy zeby bylo mi lepiej niz samotnym
                    kolezankom.

                    Nie mam dzieci po to zeby byly mi podpora na starosc, zeby mi
                    pomagaly.

                    Kluczem do wszystkiego jest Milosc.

                    Bog mnie kocha najwieksza MILOSCIA jaka tylko moze tylko byc. Staram
                    sie po swojemu, niedoskonale, jak umiem kochac Jego.Odpowiedziec na
                    ta Jego wrzechogarniajaca milosc.

                    Jestem z moim mezem bo go kocham.

                    Nasze dzieci sa owocem naszej milosci, jej widocznym znakiem.

                    Zeby nie bylo zadnych przeklaman -nie napisalam o mezu i dzieciach
                    zarzucajac komus ze ma meza albo dzieci tylko po cos. Podalam
                    przyklad zeby wytlumaczyc jak to jest. Ze to nie "po cos" i
                    nie "dlaczegos" a z milosci.

                    Z Bogiem jest dokladnie tak samo smile))
    • nordynka1 Re:Kasia, Marzek - dziękuję n/t 18.01.08, 23:34

      • 2razy_mama Re:Przepraszam... 19.01.08, 12:11
        Nie mam pretensji... raczej Wam zazdroszczę bo też bym tak chciała. Tak
        wiedzieć, wierzyć, ufać... Nie krzyczę. Chcę w ten sposób podkreślić, własną
        niewiedzę, traktuję to jako moje nieszczęście a Wasze szczęście. Próbuję
        dowiedzieć się jak to zrobić by znów uwierzyć...Kiedyś byłam wierzącą, chodzącą
        do Kościoła dziewczyną... Ale teraz... no cóż...
        P.S. Jeśli nie chcecie kogoś takiego jak ja na Waszym forum - zniknę. Nie będę
        mieć żalu. Ja też nie chciałabym mieć na forum o dzieciach osoby, która pisze,
        że dzieci nie cierpi. Napiszcie po prostu i już mnie nie ma!
        • kasia_ol1 Re:Przepraszam... 19.01.08, 12:30
          > P.S. Jeśli nie chcecie kogoś takiego jak ja na Waszym forum - zniknę. Nie będę
          > mieć żalu. Ja też nie chciałabym mieć na forum o dzieciach osoby, która pisze,
          > że dzieci nie cierpi. Napiszcie po prostu i już mnie nie ma!

          no nie wygaduj głupstw wink tu nikt nikogo nie wygania smile
          tak się tylko zastanawiam "na głos"; mogę nie mieć racji, ale mam wrażenie, ze Ty sama nie akceptujesz swojej sytuacji życiowej. kochasz męża, dzieci, ale pozostaje jakieś "ale". jak dla mnie to jest tak, jakbyś chciała spojrzeć w niebo, ale nie podnosisz głowy i wciąż widzisz trawę. czego się boisz? (nie odpowiadaj na forum, odpowiesz sobie w sercu).
          pozdrawiam smile
          K.
          • 2razy_mama Re:Przepraszam... 19.01.08, 12:43
            > mam wrażenie, ze Ty sama nie akceptujesz swojej sytuacji życiowej. kochasz
            męża, dzieci, ale pozostaje jakieś "ale". jak dla mnie to jest tak, jakbyś
            chciała spojrzeć w niebo, ale nie podnosisz głowy i wciąż widzisz trawę.

            To sedno sprawy! To "ale" to brak wiary, jakoś mi to ostatnio doskwiera...
            Chciałabym by ten aspekt mojego życia był jak dawniej - ale nie wiem jak wrócić
            do wiary... Szukam
            • mader1 Re:Przepraszam... 19.01.08, 12:50
              to bądź z nami...
              ale... i Ty traktuj nas poważnie... nie jak dzieci, które uwiarzyły,
              ze mają mamę , ojca tylko dlatego, że właśnie dostały odeń lizaka i
              lepszy samochód niż ten, na który zarobiła koleżanka smile))))
        • brucha Re: Parasol 19.01.08, 12:36
          mamo,
          juz kilka razy zbierałam się żeby ci odpisać, ale jakoś nie potrafię
          przelać uczuć na klawiaturę...
          masz wątpliwości. myślę, że większość wierzących je ma, a
          przynajmniej chwile zwątpienia, brak zaufania (teoretycznie wierzą,
          ale jak coś złego dopadnie, to strach zżera mózg i ten Bóg jakiś
          taki mało ralny się robi, itd).
          szukasz dowodów. nie byłaby to wiara gdybyś dowód mogła znaleźć w
          internecie. no niestety, jak się okazuje nawet w tej dyskusji, co
          dla jednych jest dowodem na istnienie Boga dla innych jest dowodem
          przeciw.

          chciałabym ci jakoś wytłumaczyc dlaczego wierzę, ale chyba nie
          umiem. pomimo rozlicznych zawahań i wątpliwości w różne aspekty
          religii jako takiej ja po prostu wiem, że Bóg jest. miałam w zyciu
          chwile, kiedy nie potrafiłam sie modlić, ale nie wiązało się to
          negacją Boga. nie mogę sobie wyobrazić mojej egzystencji na tym łez
          padole jeśli Boga by nie było (można oczywiście powiedzieć, że
          wierzę bo tak jest mi łatwiej żyć).

          wg mnie w tym wszystkim nie chodzi o to, że wierzącemu jest lepiaj
          (bo Bóg mu pomaga) albo gorzej (bo musi sie poumartwiać).
          dla mnie funkcjonowanie z Bogiem nie polega na tym, że problemów nie
          ma, ale polega na umiejętności radzenia sobie z nimi w określony
          sposób. na przebrnieciu przez 'tu i teraz' tak a nie inaczj. jeśli
          10 przkazań nie dał Bóg, tylko wymyślili je ludzie bo tak jest
          etyczniej, to ja dziękuję za te przykazania. przecież ogólnie
          wiadomo, że tym, którzy te je notorycznie łamią żyje się łatwiej ;o)

          od kilku miesięcy nałogowo czytam teksty krytykujące
          chrześcijaństwo, KK, wszelkie dowody na nieistnienie Boga. wiele z
          tych tekstów jest wyważonych i brzmi przekonująco. jak na razie nie
          na tyle przekonująco, aby mnie przekonać. może skoro nie ma
          dowodu 'za' to poszukaj dowodu na nieistnienie Boga?


          PS. mój 6-latek wygłosił mi ostatnio taki tekst 'wiesz, ze Jezus
          żył, potem umarł, a potem znowu żył? nie wydaje mi się to
          prawdopodobne'. no i co ja mam z nim zrobić ;o)
          • 2razy_mama Re: Parasol 19.01.08, 12:46
            Jesteś bardzo mądra... dziękuję, dokładnie odczytałaś moje wątpliwości...
        • mader1 Re:Przepraszam... 19.01.08, 13:16
          2razy_mama napisała:

          > P.S. Jeśli nie chcecie kogoś takiego jak ja na Waszym forum -
          zniknę. Nie będę
          > mieć żalu. Ja też nie chciałabym mieć na forum o dzieciach osoby,
          która pisze,
          > że dzieci nie cierpi. Napiszcie po prostu i już mnie nie ma!

          Na forum o dzieciach są osoby, które dzieci nie mają. Niedawno
          pisaliśmy sobie w innym wątku, że na naszym forum są osoby, które
          nie wierzą, leczz są tu gośćmi - i jest to możliwa sytuacja, bo
          świetnie się do tej pory sprawdza.

          Ja też nie chciałabym mieć na forum o dzieciach osoby, która pisze,
          > że dzieci nie cierpi.

          W mailu, który pisałaś z prośbą o przyjecie na forum, nie
          wspominałaś nic o tym, że wiary " nie cierpisz" czy nienawidzisz
          albo, że wierzących " nie cierpisz" bądź nienawidzisz.
          Mam nadzieję, ze te zdania tak Ci się " niechcący napisały", ale
          między brakiem dzieci a niecierpieniem dzieci jest ogromna różnica,
          między barkiem wiery czy powaznymi wątpliwościami dotyczącymi wiary
          a nienawiścią czy "niecierpieniem " w stosunku do wierzących także
          jest róznica. Istotnie, gdybyś napisała, że nienawidzisz wierzących,
          niecierpisz ich, nie byłabys przyjęta.
          • 2razy_mama Re:Przepraszam... 19.01.08, 16:52
            Nie, nie, nie... ja nie mam do wierzących żadnych wrogich uczuć! Raczej
            zazdroszczę... Tak mi się tylko o tych dzieciach napisało. Ze mną jest raczej
            jak z tymi, którzy chcą mieć dzieci a nie mogą - chcę mieć Boga w sercu, a nie
            wiem jak sobie pomóc...
            • mader1 Re:Przepraszam... 19.01.08, 17:05
              no widzisz, to co innego. z pewnością nie miałabys nic przeciwko
              temu, by obok Ciebie były na forum osoby, które chcą mieć dzieci a
              nie mogą.
              Ale choć mogłabyś z nimi pogadać, a mało tego, dowiedzieć się czegoś
              od nich, nie jest powiedziane,że mogłabyś im pomóc... Nawet wielce
              prawdopodobne jest, że nie mogłabyś...
              Dlatego to, co możemy Ci zaproponowac, to bądź z nami smile
              zyjemy w świecie i dotykają nas zarówno kłopoty jak i radości.
              Wielu z nas spotkało się z chorobami, biedą, patologią - albo we
              własnych rodzinach,w dzieciństwie albo w czasie udzielania pomocy
              innym.
              Samo życie smile
    • pawlinka Re: Parasol 19.01.08, 18:16
      Dziś byłam na pogrzebie ojca uczennicy z mojej klasy. Młody
      mężczyzna, czworo małych jeszcze dzieci (7-16 lat). Dla jego żony
      tłum życzliwych ludzi, współczujących i chcących pomóc, to był ten
      materialny parasol.
      Moje uczennice pytały zbunowane: dlaczego? jak to? gdzie
      sprawiedliwość? Tak bardzo chciały szybkiego, prostego wyjaśnienia,
      dlaczego ciężka choroba dotyka dobrych ludzi, dlaczego zabiera
      dzieciom ojca, dlaczego...
      Proszę Was o modlitwę za tą osierocną rodzinę (mam nadzieję, że
      wybaczycie, że tutaj to proszę).
      • kulinka3 Re: Parasol 20.01.08, 11:13
        Sama doświadczam teraz siły modlitwy innych.Będę pamiętać!
    • trolka72 Re: Parasol 20.01.08, 12:55
      Mnie sie dodatkowo zdaje, ze wiara daje fory w radzeniu sobie z
      życiowymi trudnosciami. Przede wszystkim wyposaża w poczucie sensu
      wszystkich doświadczeń (przynajmniej mnie), w poczucie , ze winy i
      kuchy po drodze są mi wybaczone.
      Tak, ze jednak mozna traktować wiarę troche podobnie, jak mówiła
      mama x2: warto wierzyc, bo...
      Stąd mądre powiedzenie, ze gdyby Boga nie było, należało by Go
      wymyslić.Wierzyć sie po prostu psychologicznie opłaca.
      Nie wiem, moze z mojego pragmatycznego spojrzenia na swiat, a moze
      (mam nadzieje,) z ufnosci wynika fakt, ze nigdy w Boga nie wątpiłam.
      Jednak widzę, ze zawdzieczam to wychowaniu- byłam wychowywana w
      rodzinie, w której wiara była oczywistoscia, i to mi zostało.
      Ale że wierzyc sie po prostu opłąca, to na pewno.(moim zdaniem
      oczywiscie).
      • kamilla14 Re: Parasol -czy wiara się "opłaca" 21.01.08, 00:32
        trolka72 napisała:

        > Mnie sie dodatkowo zdaje, ze wiara daje fory w radzeniu sobie z
        > życiowymi trudnosciami. Przede wszystkim wyposaża w poczucie sensu
        > wszystkich doświadczeń (przynajmniej mnie), w poczucie , ze winy i
        > kuchy po drodze są mi wybaczone.
        > Tak, ze jednak mozna traktować wiarę troche podobnie, jak mówiła
        > mama x2: warto wierzyc, bo...
        > Stąd mądre powiedzenie, ze gdyby Boga nie było, należało by Go
        > wymyslić.Wierzyć sie po prostu psychologicznie opłaca.
        >
        > Ale że wierzyc sie po prostu opłąca, to na pewno.(moim zdaniem
        > oczywiscie).

        Chodzi mi tylko o wyrażenie - jakoś inaczej brzmi "warto wierzyć", a
        inaczej "opłaca się' - to ostatnie znaczy niemal to samo, a jakoś
        kłóci się z chrześcijańskimi ideałami o bezinteresowności...
        Czy to normalne, że nasza wiara jest w jakimś stopniu "wyrachowana"?
        Bo pomaga na co dzień, a jeśli Bóg nie okaże się ściemą, to i po
        śmierci? czy to jest wpisane w naszą niedoskonałą naturę, że
        wierzymy czasem tylko "tak na wszelki wypadek"? Czy człowiek potrafi
        wierzyć bezinteresownie, czy też to "wyrachowanie" jest jak
        najbardziej ok?
        k
        • monibiel Re: Parasol -czy wiara się "opłaca" 21.01.08, 12:21
          Nie potrafię wytłumaczyć ludziom dlaczego wierzę. Nie potrafię też
          rozmawiać o wierzę w kategoriach "czy warto, czy mi się to opłaca".
          Przypomina mi się matura z religii, kiedy to ksiądz zapytał mnie i
          koleżankę ( chodziliśmy na rozmowy po 2 osoby ) co to jest wiara?
          Dałyśmy mu cały wyklad doktorski, zabrakło w nim tylko jednego
          zdania - w i a r a j e s t ł a s k ą. Krótkie, proste, głębokie.
          Tylko o tą jedną prawdę chodziło naszemu katechecie. Od tamtej pory
          przylgnęło do mnie to zdanie. Nie wiem dlaczego dostałam tę łaskę,
          może ktoś ją wymodlił dla mnie tak, jak ja dziś się modlę o nią dla
          mojego dziecka? I kiedy przychodzą chwile zwątpienia mówię: "Panie,
          nie pozwól, proszę, abym uwierzyła, że ktoś wymyślił Cię dla mnie,
          bo tak było wygodniej i tak się psychologicznie opłacało".
          Monibiel
        • trolka72 Re: Parasol -czy wiara się "opłaca" 21.01.08, 17:43
          A ja trochę celowo użyłam tego mniej lotnego wyrażenia. Bo mam
          wrażenie, że lepiej ono oddaje, że człowiek poszukuje w wierze
          włąsnej korzyści. Jestem przekonana, że robimy to nieświadomie i
          nigdy nie powiedziałabym, że dlatego wierzę. Ale nie wiem, bo ja
          myślę, że oglądem świadomym obdarzam 20 % moich motywacji.
          • trolka72 Re: Parasol -czy wiara się "opłaca" 21.01.08, 17:46
            Monibiel, nie uważam, że ktoś Boga wymyślił. Gdybym tak uważała, nie
            byłąbym wierząca- a jestem. Co więcej, uważm, ze wszystkie religie
            powstają by zaspokoić pustkę w duszy (mówiąc ogólnie), i zgadzam
            się, że wiara jest łaską. Uważam jednak, że nasze motywacje są
            bardziej złożóne niż wygląda to na 1 rzut oka i niż chcielibyśmy
            przyznać.
    • sion2 "ocalona aby mówic" 21.01.08, 11:39
      polecam te ksiazke wszystkim ktorzy przypisuja zlo ludzkie dzialaniu
      Boga lub braku reakcji Boga na zlo
      to swiadectwo dziewczyny ktora jako jedyna z rodziny przezyla
      ludobojstwo w Rwandzie, w piekle spotkala Boga, opisuje swoje
      przezycia i daje swiadectwo wiary i przebaczenia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka