mader1
23.04.08, 08:01
Prozanto, omawiając scenę z Łk 7,36-50 zatrzymuje się na chwilę nad
łzami kobiety wycierającej stopy Jezusa włosami.
"... płacząc "
dla niej też nastapiła komplikacja. Flakonik z olejkiem był
zaplanowany z góry. Natomiast łzy nie były przewidziane. Mimo to
włącza je do swojej liturgii zbudowanej ze wzruszeń. Dziś także w
chrześcijaństwie na łzy patrzy się podejrzliwie, jak gdyby się ich
wstydzono. Słabość. Wielu woli raczej popłakiwać niż płakac.. W
duchowym zburżuazyjnieniu, jakie cechuje wiele sektorów rodzimego
chrześcijaństwa, dochodzi się do tego, że ironizuje się dar łez."
To trudne płakać przy kimś...
Płakać z kimś...
Ja, często pogodna i dziarska, też czasem nie moge oprzeć się
wzruszeniu. Trochę mi jednak wtedy głupio...