Dodaj do ulubionych

wiecznie niezadowoleni ...

04.09.08, 12:41
Mirellka poruszyła pewną dosyć ważną dla mam, tatusiów i nauczycieli
sprawę. Nie uważam, żebysmy mogli o tym rozmawiać w wątku Nati, bo
nie mamy podtaw, by przypuszczać, że do takich rodziców należy.
Ale jak to jest ?
Są rodzice, którzy ciągle zgłaszają jakieś problemy... Pani Z. za
mało daje gramatyki, pan B. mógłby dawać jaśniejsze przykłady z
matmy, a poza tym proszę posłuchać, jak sformułował zadanie...
Pokoje na szkole zielonej były za małe, program zbyt ubogi...
Z jednej strony trzeba pilnować dobra swojego dziecka, jest się za
nie odpowiedzialnym... Teoretycznie powinno się współtworzyć szkołę,
powinno się dawać dziecku przkład postawy aktywnej.
Z drugiej strony nauczyciele to są ludzie... W czasie wielu lat,
muszą popełnić jakiś błąd... Mają swoje uczucia, szczególnie gdy
zwraca się im uwagę.
W dodatku to, co dla jednych jest " duperelem" niewartym wzmianki,
dla innych jest podstawą...
Jak sobie radzicie z rzeczywistością szkolną ?
I czy rzeczywiście obserwujecie, że są wiecznie niezadowoleni
rodzice, którzy zawsze znajdą dziurę w całym ?
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 13:30
      są. Ja byłam wychowana w czasach gdy nauczyciel to był autorytet. Z
      urzędu smile) Dziecko miało sie słuchać i basta, a nauczyciel miał
      zawsze rację. Jak była uwaga czy 2 (jedynek jeszcze nie znano) to
      nikt nie pytał czy przypadkiem nie wynika to z nieporozumien na lini
      uczeń i nauczycie, ale oznaczało to, że uczeń nabroił. Czy było
      idealnie? Pewnie nie. Ale w wielu wzgledach było normalniej.

      Byłam w szoku jak poszłamna pierwszą wywiadówkę do zerówki.
      Nauczycielka jeszcze nic nie zdazyłą powiedzieć a już zasypano ją
      gradem uwag, rzadań i pretensji. Trzeba przyznać że tylko część
      rodziców, ale reszta nie reagowała - ja tez nie, bo nawet nie
      wiedziałam jak się zachować. W klasach 1-3 było w miarę normalnie.
      Miałam kilka uwag dotyczących panujacych w szkole zasad, ale
      starałam sie je korygować w domu a nie na zebraniu.

      Dopiero nowa wychowawczyni zmusiła mnie do działania. Moze to był
      jej sposób na takich rozpretensjonowanych rodziców, ale tam rodzice
      w zasadzie nie mieli zupełnie nic do powiedzenia. Słowo wychowawcy
      było święte, a jedyna dopuszczalna odpowiedź na ptytanie to: tak,
      oczywiście ma Pani rację.

      Ja uważam, ze zareagowałam za późno. Ale to dotyczyło kwestii
      wychowawczych. Nie przyszło by mi na myśl, by wtracaś sie w metody
      nauczania. Nie znam sie na tym. Miarą nauczyciela jest dla mnie
      poziom jego uczniów. Skoro dobrze sobie radzą, to znaczy że metoda
      dobra smile

      A takna marginesie - do szału doprawadza mnie moda na integracje na
      zebraniach. Ja nie chcę sie bawić w wierszyki, malowanki,
      klaskanki... Idę do szkoły by dowiedzieć się o dziecko. Z niektórymi
      rodzicami sie przyjaźnie, innych nie lubię. Nie chcę by ktoś mnie
      zmuszał do czegoś na co nie mam najmniejszej ochoty. U was też tak
      jest? Zabawy, testy, gimnastyka na zebraniach?
      • mama_kasia Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 13:35
        U was też tak
        > jest? Zabawy, testy, gimnastyka na zebraniach?

        Nie ma.
      • mamalgosia integracja na zebraniach 04.09.08, 17:59
        czyli socjalizacja i pedagogizacja rodziców. Przepraszam za
        wyrażenie, ale rzygam tym. A tu odgórny nakaz, że w tym roku na
        wywiadówkach mam zrobić 5-odcinkowy cykl warsztatowy. Rodzice
        usadzeni w kółeczku, plakaty, burza mózgów... Już to widzęsad
        • nati1011 Re: integracja na zebraniach 04.09.08, 19:53
          cieszę się, zę nie tylko ja to tak widzę wink))

          Mnie już spedagogizowali w szkołąch, więcej nie chę smile))
          • mamalgosia Re: integracja na zebraniach 04.09.08, 21:25
            Tylko dlaczego trzeba to robić, jeśli nadawca nie chce i odbiorca
            nie chce?sad
            • twoj_aniol_stroz Re: integracja na zebraniach 05.09.08, 10:03
              Bo chce pomysłodawca smile)
    • mama_kasia Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 13:33
      U syna miałam takich rodziców.
      Natomiast u córki wręcz przeciwnie.
      Ale myślę, że na to, jacy objawiali się ci rodzice mieli
      wpływ nauczyciele, tzn. - wychowawczyni córki jest uwielbiana,
      tak przez dzieci jak i przez rodziców. Nawet jeśli jesteśmy
      z czegoś niezadowoleni (np. z innych nauczycieli czy z tego, że
      ciągle z angielskiego się zmieniają, czy z tego, że plan nie
      taki), to razem z wychowawczynią kiwamy głową - widocznie nic
      nie można z tym zrobić. Właśnie, mamy do niej zaufanie. Wydaje nam
      się, że skoro jej nie udało się nic zmienić, to już na pewno
      nikomu by się nie udało.
      Inaczej było u syna. Nie było tego zaufania.
      Jestem przekonana, że w obu przypadkach w klasie są rodzice,
      jak ich nazwałaś "wiecznie niezadowoleni", ale tylko u syna
      się ujawnili. ...Być może przy zmianie wychowawczyni w przyszłym
      roku, i u córki atmosfera wśród rodziców się zważy - oby nie smile
      • mamalgosia Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 18:01
        mama_kasia napisała:

        Nawet jeśli jesteśmy
        > z czegoś niezadowoleni (np. z innych nauczycieli czy z tego, że
        > ciągle z angielskiego się zmieniają, czy z tego, że plan nie
        > taki),
        Na plan lekcji narzekacie???
        • nati1011 Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 19:55
          mamalgosia napisała:

          > Na plan lekcji narzekacie???

          moja córka miała w 4 klasie we wtorek 9 godzin lekcyjnych. Uważasz,
          zę to normalne? Narzekałam. ALe nic nie zrobiono. Córka wracała
          padnieta, a następnego dnia powtarzałay sie 4 przedmioty i miała
          jeszcze stertę lekcji do odrobienia.
          • mamalgosia Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 21:26
            No nie, 9 lekcji to paskudnie
    • mader1 Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 14:05
      Są tacy. Wiem, że są. Są rodzce, którzy przenoszą dzieci ze szkoły
      do szkoły, popadają w konflikt z każdym.
      Właśnie - zaufanie.
      Ja mam wrażenie, że jeśli chodzi o moje dzieci, potrafię w bardzo
      prosty sposób zachować autorytet nauczyciela, jednocześnie nie
      zaprzeczając, że akurat źle postąpił. Pytam " ale generalnie ta pani
      to jest w porządku, prawda ? To pamietasz zrobiła, na lekcji na
      tamto.. itd Raz popełniła błąd. Kazdemu raz może się zdarzyć. Idź i
      porozmawiaj z nią o tym, ale na spokojnie"...
      Bo każdemu może się zdarzyć.
      Ale co jeśli jest nauczyciel języka, który nie uczy ? Wszyscy już
      pogodzili się z tym, że żeby umieć język, trzeba posyłać dziecko na
      lekcje prywatnie sad To po co taki przedmiot ? Pamietam, jak Alex
      nawet jakiś czas temu pisała o popołudniowym języku dla dziecka " bo
      takie są realia". Takie są realia, to znaczy " my w Polsce mamy
      zwyczaj, że oficjalnie mamy lekcje językowe w szkole państwowej, ale
      wszyscy rozumieją, że trzeba posłać dziecko na lekcje prywatne " czy
      tylko w nielicznych szkołach trzeba ? I wtedy na rodzica, który
      wstaje na zebraniu i pyta " co z tym językiem ? dlaczego nie robią
      nie mają ćwiczeń itd" patrzy się jak na pieniacza... Pani X. uczy w
      szkole już 12 lat, miała nawet olimpijczyka ( wrócił z rodzicami z
      Anglii, fajny chłopaksmile))) a ten nagle coś chce...
      Rozmawiałam jakiś czas z dziadkiem - sąsiadem. Dziadek postanowił
      spojrzeć na zeszyt i książkę do niemieckiego swojego wnuka
      gimnazjalisty... Wnuk nie miał kłopotów z niemieckim, czwórkę miał i
      to go satysfakcjonowało... Patrzy a tam nic nie wypełnione, nic nie
      napisane, po roku nauki. Stara się pogadać z wnukiem, on nic.
      Mówi o tym rodzicowm dziecka a oni " Tato, uspokój się, na to się
      nic nie poradzi. Nie będziemy się awanturować, świata nie
      zmienisz..."
      Dopiero za trzy lata jedna z klas się " poawanturowała", dostali
      prawie wszyscy jedynki i dwójki na semestr za karę ( na szczęście
      przedmiot dodatkowy) i opinię " trudnej klasy", nauczycielkę
      wymieniono...
      • nati1011 Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 14:35
        moja córka w starej szkole zralizowała z niemieckiego jakąś 1/3
        programu, pani poprosiła, by nie wyrzucali ksiażek, bo resztę
        nadrobią (takich słów użyłą) w nowym roku. Na to moja córa wstała i
        powiedziała, ze przez panią bedzie miała zaległosci w nowej szkole.

        No i szczerze mówiąc trudno było mi z tego wybrnąć. Młoda miała
        trochę racji, ale to wystąpienie nie bylo zbyt grzeczne. Z drugiej
        strony ja ciagle jej mówię o obowiazkach, a ona w tym momencie
        dostrzegła, zę i nauczyciele nie zawsze wywiązuja sie ze swoich.

        Trudna praca nauczyciela. Ale przecież można. Wiekszość wykonuje
        swoje obowiazki summienie i z poświeceniem. Ja do dziś z
        rozrzewieniem wspominam swoich z liceum. A byli bardzo surowi - w
        większości wink
      • mamalgosia Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 18:05
        mader1 napisała:


        > Ale co jeśli jest nauczyciel języka, który nie uczy ? Wszyscy już
        > pogodzili się z tym, że żeby umieć język, trzeba posyłać dziecko
        na
        > lekcje prywatnie sad
        To akurat dotyczy każdego nauczyciela. Przecież nie może nie uczyć!
        Ale też znam taką, która nie robiła nic. Długa historia. Latami to
        trwało, na wizytacjach/hospitacjach robiła rewelacyjne lekcje, a
        poza tym nic. Potrafiła 30 minut patrzeć w okno. Do dziś pozostaje
        dla mnie zagadką, dlaczego była nie do ruszenia
        • isma o jezykach 04.09.08, 23:13
          Mnie sie wydaje, ze w odniesieniu do jezykow jest ta ewentualna nauczycielska
          slabosc o tyle widoczna, ze faktycznie trzeba byc nie lada specem, zeby nauczyc
          jezyka obcego w warunkach szkolnych, przy 20-osobowych grupach, z takimi sobie
          podrecznikami, dwa razy na tydzien. Jezyk to jest rzecz, ktora sie uczy w
          praktyce. W teorii moze byc nauczany tylko przez nauczajacego o naprawde
          wysokich kwalifikacjach...

          Ja w miare biegle mowie po wlosku i po amerykansku (w obu jezykach - a
          amerykanski to zupelnie co innego, niz angielski wink)) - wiem, ze popelniam
          bledy - ale mowie swobodnie, a tlumaczac czy piszac wiem, w ktorych momentach
          musze sie upewnic, czy posluguje sie jezykiem poprawnie). Czasem mi sie zdarzy
          nawet wyczuc w tych jezykach niuans czy zart wink)). A zadnego z tych jezykow nie
          uczylam sie w szkole, a nawet wlasciwie takze nie na tzw. kursach. Po prostu
          siedzialam wsrod ludzi: miesiac, drugi, trzeci..., no i trzeba bylo sie jakos
          porozumiec. Cytujac pewna niemieckojezyczna adeptke polszczyzny, czasem "mowie
          jak idiot, ale mowie".

          W szkole sredniej - chyba najlepszym krakowskim liceum - uczono mnie
          niemieckiego. Znam tylko biernie, tj. czytam dosc swobodnie, ale nie jestem w
          stanie powiedziec najprostszego zdania. Tyle sie namysle i naspinam nad
          poprawnoscia wypowiedzi, ze dyskusja dawno juz zdazy zejsc na inne tory...
          Pytajacym po niemiecku o droge odpowiadam odruchowo po angielsku wink)).

          Ale z drugiej strony - swoj rosyjski, nieskromnie powiem, czasem poprawniejszy
          gramatycznie od ruszczyzny slubnego dla ktorego to niby jest jezyk ojczysty -
          zawdzieczam nauczaniu szkolnemu. Li i jedynie. Najpierw solidnej rusycystce w
          podstawowce (szkola byla pod wezwaniem Marszalka ZSRR Iwana Koniewa, inaczej byc
          nie moglo...), [otem autentycznie charyzmatycznej rusycystce w LO...

          Wiec - to roznie bywa. Jesli nauczyciel jezyka obcego potrafi zaszczepic
          przekonanie, ze nie wtlacza wiedzy, tylko wyposaza w zywa umiejetnosc (tak, jak
          to sie dzieje w sytuacji "wrzucenia" w obce srodowisko jezykowe)- to jest
          dobrze. Ale jesli nie - to klops ;-(((.
          • nati1011 Re: o jezykach 05.09.08, 07:55
            ja niemieckiego uczyłam się tylko w szkole (średniej) i na kursie w
            domu kultury (2 lata, po godzinie 2 x w tyg.). Jak pojechałam po
            maturze do niemiec nie miałam żadnych problemów. Mówiłam płynnie i
            nawet z akcentem. Problem mam z pisaniem, ale to chyba kwetia
            mojej "oporności" ortograficznej. smile)

            Za to na rosyjski byłam odporna. Nie znosiłam tego jezyka i do do
            dzisiaj pamietam tylko kilka słów. sad

            Może i w szkole nie da sie NAUCZYC języka, ale mozna dać solidne
            podstawy i zachęcic do jego nauki.
            • mamalgosia Re: o jezykach 05.09.08, 10:55
              Wszystkie języki, których się uczyłam, mam opanowane w sposób
              bierny. Czasem słabo, czasem lepiej, a czasem bardzo dobrze - ale
              zawsze tylko biernie. Mam jakąś blokadę i w języku obcym nie
              potrafię się porozumiewać. W Rzymie się przełamałam i mówiłam trochę
              po włosku, ale teraz na nowo bym się musiała przełamywać.
              Nie wiem, co to jest, bo nie chodzi o jakiś lęk przed ośmieszeniem
              się - z reguły obcokrajowcy pozytywnie reagują na próby mówienia ich
              językiem.
    • nati1011 Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 14:39
      Ja powiem inaczej - mnie ogromnie irytuje niesolidne wykonywanie
      swoich obowiazków (od siebie zaczynajac) i obojętnie czy to lekarz,
      nauczyciel czy urzędnik... I to jest dla mnie probklemem a nie
      drobne potyczki czy błedy kóry każdy przeciez popełnia,
    • minerwamcg Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 15:08
      Ojjj... Znam.
      Kiedyś bywaliśmy z Arthurem na wycieczkach klasowych organizowanych
      przez naszą znajomą nauczycielkę. Arthur prowadził gry harcerskie,
      ja zajęcia teatralne. I dobrze było.
      W klasie jedna z dziewczyn miała problemy z chodzeniem. Poruszała
      sie o kulach, czasem bez, potrafiła zresztą na tych kulach zasuwać
      jak mały pershing, w ogólności była to całkiem dzielna osoba.
      Za to jej mama... Wychowawczyni miała prawie codziennie raport - kto
      na Kasieńkę krzywo spojrzał, która pani oceniła ją za ostro, kto nie
      dość szybko podał jej to, co chciała, kto jej powiedział coś
      przykrego (niezwiązanego z jej kalectwem - ot, po prostu, ludzie w
      gimnazjum raczej nie prawią sobie duserów). Każde nie dość specjalne
      potraktowanie Kasi było zauważone i odczytane jako prześladowanie.
      Sama Kasia, mam wrażenie, nie marzyła o niczym innym, tylko żeby nie
      robiono wkoło niej szumu i traktowano ją jak wszystkich - była to
      dziewczyna nieśmiała i mało przebojowa. Niestety, mama nie dawała
      takiej szansy - ani jej, ani otoczeniu...
      • verdana Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 15:47
        O tak, taką matke znam - matka dziewczyny upośledzonej w stopniu
        lekkim, ktora tego nie przyjmowala do wiadomosci i terroryzowala
        nauczycieli. Jednak wiekszość rodzicow jest niezadowolona wybiorczo,
        choć czasem w sprawach absurdalnych.
        Natomiast nie wierzę w autorytet nauczycieli "za dawnych czasow".
        Owszem, wierze w domy, gdzie autorytet byl podtrzymywany za wszelką
        cene, a nauczyciel miał zawsze rację, kosztem dziecka. Na szczęście
        moi rodzice nie bali się zgadzać ze mna w srawie beznadziejnosci
        niektorych nauczycieli - inaczej sknczylabym w Tworkach.
        Co do nauczycielki niemieckiego - wybacz, ale sie nie zgodze.
        Nauczycielka ma prawo sobie rozplanowac program, nie licząć się z
        przenoszeniem dzieci. Czasem bywa tak, ze w slabej klasie czy z
        powodu pewnych okolicznosci nie da się przerobić wszystkiego, albo
        goni się, aby tylko"program bycl zrobiony", bez powtórzeń, bez
        zwracania uwagi na uczniow.
        Ja nie pochwalilabym corki za taką uwagę - tzn. gdyby coka zostawała
        w szkole i widziała, ze coś zlego się dzieje, zwrocila nauczycielowi
        uwagę - to co innego. Ale opieprzyć nauczyciela bez cienia ryzyka,
        sztuka dla sztuki? Raczej nie.
        • nati1011 Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 16:23
          Verdan, nie pochwaliłam córki za takie zachowanie. I nawet do głowy
          mi nie przyszło opieprzanie kogokolwiek smile)
          ALe chodziło o realizację umowy. Na poczatku roku na każdym
          przedmiocie dzieci dostały coś na kształt umowy. Były tam wymagania
          co do lekcji, klasówek i odpowiedzi, ale tez program na dany rok
          (zaplanowany przez nauczyciela) I z jednej strony nauczyciele
          wymagali, by dzieci się do tego stosowały, ale nie zawsze
          realizowali to co sami dali. A lekcje się nie odbywały często z
          błahych powodów. I tylko tu był mały problem. Czyli w zasadzie
          zasłużenia na autorytet - dotrzymywania ustaleń i szanowania
          uczniów. Córce wytłumaczyłam i obiecałam, ze jeżeli tylko chce to
          moze w wakacje przerobić ze mną resztę podręcznika. Ale jakoś nie
          zgłosiła checi wink
          • mamalgosia Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 18:17
            nati1011 napisała:

            A lekcje się nie odbywały często z
            > błahych powodów.
            A kto powodował te "błahe powody"? Bo jakoś nie chce mi się wierzyć,
            żeby pani zamiast prowadzic lekcję, poszłasobie do kosmetyczki.
            Mnie też nie raz (i nie dwa, i nawet nie pięćdziesiąt) denerwuje to
            co wymyśla nasz dyrektor. nie mwóię o masie zajęć pozalekcyjnych,
            które dotykają mnie najboleśniej. Ale żeby zadowolić młodzież, to
            nakazuje dużo imprez (kompletnie idiotycznych, nieważnych,
            wymyślanych na przymus, pod kuratorium - no bo co to za super
            szkoła, w której tyle się dzieje... tak, bardzo dużo się dzieje, a
            my coraz mniej uczymy), a ja KOMPLETNIE nie mam na to wpływu. W
            zeszłym roku pisałam sprawozdanie, że nei zrealizowałam podstawy
            programowej w III klasie (czyli ostatniej programowo!!!) - jedna
            godzina tygodniowo, czyli teoretycznie 4 na miesiąc (i to mało), z
            czego odbywały się 2, bo w czasie lekcji wychodziliśmy na
            przedstawienie antynarkotykowe, albo na sali gimnastycznej
            zapoznawaliśmy się z potrawami narodów Unii Europejskiej, a to pokaz
            kungfu... Wierz mi, ż emarzę o tym, żeby tylko uczyć. Marzę o tym,
            żebym mogła przeprowadzić wszystkie lekcje w planie - i nic więcej i
            nic mniej.
            Od dawna mówię, że w oświacie źle się dzieje. I to z roku na rok
            gorzej
            • nati1011 Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 19:57
              organizowano jakieś apele, przedstawienia, skecze itp. Próby
              odbywały sie na lekcjach, a lekcje przepadały. Moim zdaniem takie
              rzeczy powinny byc po lekcjach a nie zamiast - zwłaszcza jeżeli nie
              mozna pogodzić tego z realizacją programu.
              • mamalgosia Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 21:27
                A powiedziałaś to komuś? Zwróciłaś uwagę?
                • nati1011 Re: wiecznie niezadowoleni ... 05.09.08, 08:02
                  nie - ja juz tam dość zametu narobiłam. Już i tak wyjątkowo
                  nieszczęśliwa byłam, że musiałam w końcu zacząć interweniować w
                  sprawie córki. Zgłaszałam tylko na zebraniach ten plan lekcji (jako
                  jedyna!!) i oponowałam przeciwko drogim wycieczkom - w klasie było
                  sporo biednych dzieci, a pani wymyślała wycieczki z superatrakcjami
                  po supercenie. wink SPytałam czy nie można zoragnizowąć czegoś
                  skromniejszego na co pojedzie cała klasa.

                  No i zaoponowałam przeciwko nagrodom na koniec roku. Dzieci w
                  nagrodę za trud całorocznej pracy otrzymały słowniczki
                  ortograficzne.

                  Póżniej na rozmowie w sprawie córki z wychowawczynia i pedagogiem
                  szkolnym dowiedziałam się, ze te moje 3 uwagi na zebraniu zostały
                  odebranie jako rodzaj pieniactwa, bo dobrze wychowany rodzic nie
                  zgłasza zastrzeżeń do pomysłów wychowawcy i odzywanie się podczas
                  zebrania jest bardzo źle widziane. uncertain
            • pawlinka ńRe: wiecznie niezadowoleni ... 05.09.08, 08:42
              Też mam wrażenie, że w szkole nie ma czasu na zwykółe lekcje, bo
              (powodów jest mnóstwo) i to nie nauczyciel te powody wymyśla.
              • mamalgosia ńRe: wiecznie niezadowoleni ... 05.09.08, 10:57
                To, że u Was też jakoś mnie nie pociesza. Bo do czego to zmierza?
        • mamalgosia Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 18:10
          verdana napisała:

          > O tak, taką matke znam - matka dziewczyny upośledzonej w stopniu
          > lekkim, ktora tego nie przyjmowala do wiadomosci i terroryzowala
          > nauczycieli.
          No to my mamy właśnie temat na topie. Tyle, że nie chodzi o
          terroryzowanie nauczycieli, ale o krzywdę robioną dziecku. Własnemu.
          Wiem (tzn napiszę: domyślam się, bo na szczęscie nie wiem z
          autopsji), że bardzo trudno jest stanąć twarzą w twarz ze
          stwierdzeniem "moje dziecko jest upośledzone". Ale zaprzeczanie temu
          prowadzi do wielkiej krzywdy. Np kilkakrotne powtarzanie klasy,
          alienacja, brak rozwoju, brak widoków na przyszłość


          > Nauczycielka ma prawo sobie rozplanowac program, nie licząć się z
          > przenoszeniem dzieci. Czasem bywa tak, ze w slabej klasie czy z
          > powodu pewnych okolicznosci nie da się przerobić wszystkiego, albo
          > goni się, aby tylko"program bycl zrobiony", bez powtórzeń, bez
          > zwracania uwagi na uczniow.
          Nie wiemy, co oznacza "wykonanie 1/3". Czy chodzi o 1/3 np. ćwiczeń
          w książce, 1/3 programu, czy 1/3 podstawy programowej. Bo to
          różnica. Program może być z kosmosu, a podstawa programowa może
          stanowić tylko 1/10 jego część. I niezrealizowanie czegoś
          niekoniecznie jest złem
    • mamalgosia Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 17:55
      Pracuję 14 lat (z przerwami) i widzę, że roszczeniowość rodziców
      bardzo wzrasta. Często (nie zawsze, ale bardzo, bardzo często) ci
      najbardziej roszczeniowi jednocześnie prezentują
      postawę "Moje_dziecko_jest_Bez_Skazy". No naprawdę: co roku na
      wywiadówkach to samo. "Moja Alinka nie jest aniołkiem, wiem o tym",
      ale spróbuj powiedziec, że Alinka rzeczywiście aniołkiem nie jest,
      to przechlapane.
      Pani z angielskiego źle tłumaczy. Trzeba napisac petycję
      do dyrektora o zmianę nauczyciela. Wychowawczyni nei ineteresuje się
      młodzieżą/interesuje się za bardzo. Pani z matematyki robi za dużo
      zadań z tekstem, a ta druga w ogóle nie robi z tekstem.
      I to nie jest tylko zwrócenie uwagi, jakieś wyrażenie swojej opinii.
      To jest jednoczesne żądanie, żeby temu nauczycielowi udzielić
      nagany, wymienić na innego, a moż eprzenieść do innej szkoły.
      Nie mówię, że nie ma złych nauczycieli. Nie mówię, że wszyscy są
      idealni.
      I nigdy nie jest tak, że nauczyciel zawsze ma rację. Tak samo
      zresztą jak nie zawsze rodzic ma rację...

      Dlaczego pan z wfu nie prowadzi w sobotę zajęć? (oczywiście za
      darmo) DLaczego pani z chemii nie prowadzi kółka wyrównawczego? Co
      to za klasa z drugim jęz francuskim, MA BYĆ niemiecki...

      Myślałam nie raz o tym, czy patrzę obiektywnie na swoje dzieci. I
      nie jest to możliwe na pewno, ale staram się. I staram się
      przyjmować uwagi. Znam wielu rodziców, którzy na wszelkie uwagi są
      zamknięci. Nawet te wypowiedziane z autentyczną troską. I nie chodzi
      o to, że obalają ten czy inny argument - po prostu z góry zakładają,
      że to oszczerstwo

      miejsce na Ziemi,miejsce w sercu
      • mader1 bez skazy... 04.09.08, 19:53
        > najbardziej roszczeniowi jednocześnie prezentują
        > postawę "Moje_dziecko_jest_Bez_Skazy". No naprawdę: co roku na
        > wywiadówkach to samo. "Moja Alinka nie jest aniołkiem, wiem o
        tym",
        > ale spróbuj powiedziec, że Alinka rzeczywiście aniołkiem nie jest,
        > to przechlapane.

        W stosunkach między dziećmi też coraz wiecej takich rodziców sad
        Kiedyś to było jakoś tak, że jak była kwestia sporna, słuchało się "
        żalów " obydwu stron, dążyło do pogodzenia - ciągle tak robimy z
        najbliższymi koleżankami. Teraz jest jedna racja - mojego dziecka sad
        Niewielu dochodzi przyczyn, nie uczy rozumieć innych...
    • emiola71 Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 18:33
      Myślę że i ja czasami do takich rodziców należę, a sprawiło to samo
      życie. Wiele lat już temu mój syn jako moje pierwsze dziecko poszedł
      do szkoły. W domu był takim zwyczajnym dzieckiem, tzn. nie jakąś tam
      spokojną duszą, ale i nie rozrabiaką a w szkole uczył się w miarę
      dobrze ale zawsze miał jakieś obniżone sprawowanie i czasami
      wychowawczyni miała do mnie jakieś żale co do niego. Ja ją uważnie
      słuchałam i w domu nie myśląc nawet, że pani mogła mówić coś nie tak
      tłumaczyłam synkowi jak ma się zachowywać, czego nie robić itd. No i
      kiedy był w klasie 3-ciej wydarzyło się w klasie takie coś- otóż
      pani musiała wyjść z klasy w czasie lekcji i gdy przyszła zastała
      piszczące dziewczynki, które powiedziały że chłopcy rzucają w nie
      nieżyjącymi muchami- na pytanie kto to zrobił padła odpowiedź że
      kilku chłopców między innymi mój syn. Poszłam na rozmowę i po raz
      pierwszy zaczęłam bronić mojego syna, bo on panicznie bał się
      wszelkich zdechłych owadów i byłam pewna, że nie mógł tego zrobić,
      bo on takiej muchy w rękę by nie wziął.
      Później znowu było różnie ale gdzieś za 2 lata na półrocze dostał
      sprawowanie poprawne przy średniej ocen 4,65 i wtedy mówię do niego
      tak : popatrz takie dobre masz oceny a to sprawowanie takie słabe,
      czy ty naprawdę nie potrafisz w tej szkole powstrzymać się od tych
      złych wybryków, a on mi na to tak bez zastanowienia : mamuś, a po co
      ja mam się o cokolwiek starać jak cokolwiek ktoś by nie zrobił to i
      tak będzie na mnie?
      Co zrobiłybyście na moim miejscu?
      Bo ja od tej chwili jeżeli była jakaś skarga na niego najpierw
      pytałam go jak to było i jeżeli mówił,że to nie on stawałam w jego
      obronie.Myślę, że gdybym tego nie zrobiła straciłabym go, pewnie
      wybrałby kolegów i odwróciłby się ode mnie, a tak mam z nim bardzo
      dobry kontakt, jest dobrym synem i odkąd chodzi do technikum czyli
      poszedł do innej szkoły(bo podstawówka i gimnazjum jest u nas razem)
      wychowawczyni ani razu nie miała do niego żadnych zastrzeżeń, a
      rozpoczął tam już 3-cią klasę.Ma bardzo dobre frekfencje i w drugiej
      klasie był 5-tym uczniem co do sredniej.

      Ja kiedy chodziłam sama do szkoły nauczycieli szanowałam bardzo,
      zawsze zdarzał się ktos kogo lubiłam mniej ale ogólnie było ok.

      Teraz jednak, kiedy jestem rodzicem, a mieszkam tuż obok szkoły,
      najbardziej bulwersuje mnie to że niektórzy nauczyciele na uczniów
      krzyczą i ich wyzywają. Nie wiem czy jest tak i w innych szkołach,
      czy to nasza jest wyjątkiem, ale czasami nie dziwię się że niektórzy
      uczniowie nie wytrzymują i coś niegrzecznego powiedzą. Ja swoim
      dzieciom tłumaczę że nauczycieli szanować trzeba i sama tak uważam,
      ale jeżeli nauczyciel wyzywa ucznia za to że czegoś nie zrozumiał od
      tołmanów i baranów , i jeszcze inaczej, to ja wtedy wolę zamilknąć
      niż takiego nauczyciela bronić.
      Ostatnio córce zdenerwowanej po lekcji i mówiącej że następnym razem
      to nie wytrzyma i coś pani odburknie, powiedziałam że jeżeli da
      radę to niech nigdy nie mówi nauczycielom nic niegrzecznego bo to
      nie przykre słowa powiedziane sprawią jej radość, ale to że
      potrafiła te słowa przemilczeć (choć sama nie wiem co ja bym zrobiła
      na jej miejscu, bo na mnie nigdy żaden nauczyciel nie nakrzyczał).

      Tak więc podsumowując nie chodzę ciągle do szkoły z pretensjami i
      nie mam na każdym zebraniu jakichś pytań i problemów, ale są
      sytuacje że swoje dzieci bronię.

      Pozdrawiam i życzę wszystkim rodzicom samych dobrych dzieci i
      nauczycieli.
      • verdana Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 19:13
        W porownaniu z tym, ja na nas w liceum wrzeszczano i nas wyzywano, z
        opowieści mojego dziecka wnioskuje ze w skali porownawczej teraz
        mamy raj.
        Akurat za to bym raczej szkołę chwalila - widze spory postep nie
        tylko w stosunku do moich czasów licealnych (jedna z najlepszych
        warszawskich szkół, wrogowi nie zyczę), czasami szkolnymi
        najstarszego (tez sredno przyjemnymi, ale to już trochę na jego
        zyczenie), a tym, co jest teraz.
        Jak w reklamie "teraz jest lepiej".
        oczywiscie, zdarzaja sie wszedzie wyjątki, ale ja mówie o takiej
        sobie, przeciętnej.
        A programu nie da sie przerobić, bo to jest fizycznie niewykonalne.
        Wiem, bo sama pisałam programy i podrecznik pod "podstawe
        programową". Nie da się i tyle - podstawa jest za obszerna.
        • mamalgosia Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 21:34
          A w nas pani od biologii rzucałą szmatą do tablicysmile


          Co masz na myśli pisząc "programu nie da sie przerobić"??
          • verdana Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 22:34
            Że jest zbyt obszerny. Teoretycznie jest temat na każda lekcję +
            margines na wycieczki, swieta itd, ale to utopia. Oznacza, ze nigdy
            niczego nie trzeba powtorzyc, ze nie da sie poruszyć tematow
            bieżących, a na pytania dzieci nalezy odpowiadać "dzieci i ryby
            glosu nie maja". Nie ma tez czasu na wytlumaczenie, tylko na gnanie
            galopem.
            • pawlinka Re: wiecznie niezadowoleni ... 05.09.08, 08:51
              i pytanie, czy nauczyciel jest dobry, bo zrealizował program, czy
              jest dobry, bo nauczył uczniów myśleć, tworzyć, mimo że nie
              przerobili w I klasie jeszcze baroku i oświecenia?
              A casus pytania nr 16 na ostatnim egzaminie gimnazjalnym pokazuje
              doskonale ten problem.
      • mader1 Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 19:45
        krzyki. Pamiętam, że one były w szkole zawsze. Mnie trochę
        oszczędzano, właściwie nie wiem, dlaczego, może byłam lubiana ? a
        może "grzeczna" czyli jak najcichsza, żeby mnie nie dosięgło... No i
        byłam niegłupia wink Gorsze jeszcze było wykpiwanie i drwina.
        Dziewczyny mają szczęście. Przez okres podstawówki i gimnazjum nie
        spotkały się z tym. Czasem młodsza mówiła, że pani krzyknęła na
        klasę - ale jak dopytywałam, okazywało się, że ktoś tam gadał na
        głos, ktoś coś... a pani podniosła głos " cicho, proszę !" po
        uprzednim łagodnym uspokajaniu. No to ja... we frontowych warunkach
        wychowana, potwierdzałam, że owszem, klasa powinna być cicho na
        lekcji i to głupio, że pani musi aż podnosić głos...
        O wyzywaniu czy poniżaniu nie ma mowy...
        Jak Najstarsza poszła do ogolniaka, bałam się bardzo, że tam " dadzą
        jej popalić" a ona nieprzyzwyczajona. Ale mamy szczęście, jej zestaw
        pedagogiczny ma wysoką kulturę. Są naprawdę w porządku, starają się
        jak mogą, no... może oprócz jednej nauczycielki... Ale ja mam
        wrażenie, że ona ogólnie nieprzyjemna jest też dla swoich kolegów,
        notorycznie się spóźnia, ma humory, zakłada, że i tak się niczego
        nie nauczą... nie wiem, co ją w szkole trzyma.
      • mader1 Normalnie niezadowoleni :) 04.09.08, 19:57
        Między rodzicami, którzy prezentują " ciągłe fochy" a tymi, którzy
        mają postawę służalczą wobec każdego nauczyciela jest normalność. To
        chyba normalne, że się przedstawia swój punkt widzenia ( także
        nauczyciel) i dochodzi do... jakichś wspólnych wniosków ?
        Czasem najlepszy nauczyciel może coś źle zinterpretowac czy
        zrozumieć...
        • mamalgosia Re: Normalnie niezadowoleni :) 04.09.08, 21:35
          A wiesz, że tych normalnych to prawie nie ma na wywiadówkach?
          (oczywiście oprócz rodziców z tego forumsmile). Przychodzą na pierwszą
          wywiadówkę we wrześniu, a potem już nie. W większości
          • mader1 Re: Normalnie niezadowoleni :) 04.09.08, 22:17
            eee... nie potwierdzam. U Średniej większość rodziców przychodzi, bo
            jedna mama jest tak awanturna ( mimo iż na jej dziecko szkoła działa
            ewidentnie uzdrawiająco i ono tę szkołę lubi). że inni przychodzą,
            żeby ... poprawić wizerunek klasy i uratowac wychowawczynię przed "
            zejściem". Nie ma dla tej mamy sprawiedliwego smile))))
            U Najstarszej ... przychodzą wszyscy, a do niektórych dzici nawet
            sztuk dwa rodziców, wiec trudno się w łąwkach zmieścić smile))))
            Ale oni NIC nie zgłaszają. Boją się nawet w anonimowej ankiecie
            wpisać, że ich dzieci mają korepetycje, jak mają ...
            • mamalgosia Re: Normalnie niezadowoleni :) 05.09.08, 10:53
              no to ja się bardzo cieszę, że to nie reguła
      • mamalgosia Re: wiecznie niezadowoleni ... 04.09.08, 21:31
        Nie można powiedzieć: zawsze jest tak. Albo: nigdy tak nie ejst.
        Mogę napisać o dziecku X, a to już nie będzie miało zastosowania do
        dziecka Y.
        Twojego Syna nie znam.
        Ale "i tak będzie na mnie" znam - Pewien chłopiec z naszego
        gimnazjum. Np. odwraca się do tyłu i gada z kolegą, a potem pluje na
        niego. Upominam go, a on: "co znowu ja? Zawsze jest na mnie!".
        No, zawsze jest na niego, bo niestety są ku temu powody.

        Ale jest też coś takiego jak opinia. Wyrabia się ją prze jakiś zas i
        potem ona się utrzymuje - może bardziej podświadomie. Łatwiej
        posądzić osobę ze złą opinią niż taką z nieposzlakowaną. Nie tylko w
        szkole

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka