30.09.08, 18:59
W niedzielę po mszy mieliśmy konferencję przygotowującą do 1
komunii. My z mężem spotkanie z księdzem, dzieci z panią katechetką.
To było pierwsze spotkanie, wiec siłą rzeczy dotyczyło spraw
bardziej formalnych niż duchowych. Za miesiąc spotkanie wyjazdowe (
ok 5-6 h ). I tak co miesiąc. U nas nie tylko dzieci bedą sie
przygotowywały do przeżycie pierwszej komunii. My rodzice też.
Dla mnie to bardzo ważne, bo pozwoli nam ten czas przeżyć wspólnie.

I naszła mnie refleksja. Przed ślubem, narzeczeni też się
przygotowują do sakramentu. Dlaczego więc nie ma takich przygotowań
dla chrzestnych. Moze gdyby były, to część osób nie zdecydowałaby
się przyjąć na siebie takiego obowiązku? W tej chwili, właściwie
każdy, kto ma bierzmowanie, może zostać chrzestnym. A przeciez wiele
osób się do tego po prostu nie nadaje.
Może ktos z was wie, dlaczego nie ma takich przygotowań? Bo dla mnie
to troszkę nielogiczne. Przecież właściwie chrzest jest ( tak mi sie
wydaje ) najważniejszym sakramentem. Bez niego, nie ma innych. Może
również rodzice, wiedząc, ze trzeba sie przygotować do tego
sakramentu, lepiej by wybierali chrzestnych dla dzieci? Może
wreszcie odeszłoby się od "klucza" rodzinnego.

Ja wiem, że to gdybanie, ale ponieważ dla mnie temat chrzestnych i
komunii jest na czasie, to chodzą mi po głowie takie właśnie pomysły
i przemyslenia.
Obserwuj wątek
    • mader1 Re: Refleksja 30.09.08, 19:35
      Masz rację Arweno. A że masz rację, niech świadczy ten dokument
      www.kkbids.episkopat.pl/dokumentydlep/chrzest.htm
      Dotyczy on chrztu dzieci. Jest tam wiele ciekawych informacji, między innymi taka

      6. Duszpasterskie przygotowanie rodziców dziecka i chrzestnych

      "Ze szczególną troską zgodnie z zaleceniem Rytuału (Chrzest nr 5; 7 i 8),
      odniosą się duszpasterze do przygotowania rodziców dziecka i chrzestnych.
      W celu udzielenia odpowiednich pouczeń o misterium chrztu, wychowaniu w wierze,
      o roli apostolskiego przykładu rodziców chrzestnych i o liturgii tego sakramentu
      należy przeprowadzić bezpośrednie katechezy przygotowawcze. Udział w tych
      katechezach powinni wziąć tak rodzice dziecka jak i chrzestni. W parafiach
      większych (powyżej 5 tys.) katechezy przygotowujące do chrztu powinny być
      prowadzone systematycznie co tydzień w ustalony dzień i o stałej godzinie. W
      parafiach mniejszych katechezy przygotowawcze należy prowadzić stosownie do
      potrzeb, a zwłaszcza przed Świętami Wielkanocnymi i Bożego Narodzenia.
      Do pogłębienia przeżyć rodziców i chrzestnych wiele może się przyczynić homilia,
      którą szafarz sakramentu wygłasza w czasie liturgii chrztu (Chrzest, nr 45), a
      także słowa powitania (Chrzest nr 36)."

      Przed chrztem naszego pierwszego dziecka nie mieliśmy żadnego dodatkowego
      spotkania - proboszcz męża rodzinnej parafii zobaczył nas i tak bardzo się
      ucieszył. Porozmawiał z nami o chrzcie i nie chciał widzieć chrzestnych ani tzw
      " zaświadczeń".
      Drugiego chrztu udzielał zaprzyjaźniony ksiądz - uczył w szkole starszej, poza
      tym chyba niewiele osób chodzi regularnie do kościoła ( ? - no nie wiem, ale
      wychodzi, że tak), bo świetnie nas pamietał. Chrzestni j. w.
      Trzeciego chrztu udzielał Stary, Mądry Ksiądz, który zna nas lepiej niż my
      siebie - bo często gada z naszymi dziećmi, a one zapewne " sprzedają " Mu liczne
      rewelacje o rodzinie. Zaprosił nas i chrzestnych, zapaliliśmy świecę.
      Rozmawialiśmy o sakramencie, o sakramentach bardzo długo smile
      Potem umówiliśmy się jeszcze raz smile
      Chrzestny w związku z tym, gdy jego żona zaproponowała, że kupi... już nie
      pamiętam co, ale chyba jakiś super gadżet dla dziecka w związku z chrztem,
      powiedział " Nie. To się nie będzie nadawało. Wiesz, to chrzest jest" smile)))))))
    • otryt Re: Refleksja 30.09.08, 19:42
      My z żoną chcieliśmy, aby z chrzestnymi naszych dzieci łączył nas
      bliski i przyjacielski stosunek. To określenie może dotyczyć osób
      zarówno z rodziny, jak i spoza rodziny. Drugim warunkiem było to,
      aby chrzestni byli naprawdę dobrymi katolikami, nie wchodzili w grę
      letni katolicy. Przyznam, że przy tak wygórowanych wymaganiach nie
      było to łatwe. Na szóstkę chrzestnych naszej trójki dzieci 2 osoby
      są z rodziny, a 4 spoza rodziny Czy więc chrzest, komunia,
      bierzmowanie są uroczystościami rodzinnymi czy niekoniecznie? Może
      raczej wspólnotowymi?
      • sulla Re: Refleksja 30.09.08, 20:44
        chrzestni mojej córki mieli przed chrztem spotkanie z pastorem, i rozmawiali o
        tym, jaką rolę w życiu dziecka powinni pełnić.

        nam też bardzo zależało na tym, żeby rodzice chrzestni byli naprawdę wierzący,
        dlatego nasz chrzest był bardzo ekumeniczny: chrzciłyśmy się w Kościele
        Ewangelicko-Augsburskim, matka chrzestna naszej córki jest katoliczką, a ojciec
        chrzestny jest prawosławny smile świadkiem mojego chrztu był mój mąż - katolik.
        • sulla Re: Refleksja 30.09.08, 20:46
          i dodam, że chrzestni córki nie są w ogóle z rodziny, bo moja rodzina
          ateistyczna, a rodzina męża nieliczna; a chrzestni to nasi bardzo bliscy
          przyjaciele.
          • arwena_11 Re: Refleksja 30.09.08, 21:06
            No właśnie. U nas niestety nie było żadnych spotkań, no poza jednym,
            ale takim czysto formalnym, czyli jak wygląda sam chrzest i co
            trzeba robić. Nie było żadnych spotkań, rozmów itd. A na pewno by
            się przydali.
            U nas jedynym "chrzestnym" z rodziny jest brat męża. I to właśnie
            nazywam "kluczem" rodzinnym. Mnie zakrzyczano, że nie chcę jedynego
            brata męża na chrzestnego. Walczyłam prawie rok o to aby chrzestnym
            był ktoś inny, bo szwagier od początku nie miał na to zadatków.
            Dopiero bliska śmierć mojej babci sprawiła, że uległam. Ona po
            prostu marzyła, aby dożyć chrztu ukochanego prawnuka. A jakbym nie
            uległa, to nie wiem kiedy by sie sprawa zakończyła.
            Jaka byłam szczęśliwa, że mąż ma tylko jednego brata i przy chrzcie
            córki nie było już takich atrakcji. Jej chrzestnymi jest małżeństwo
            ( moja przyjaciółka i jej mąż ).

            Bardzo żałuję, że nie było takich spotkań przed chrztem syna. Mam
            bowiem 100% pewności, że szwagier by na nich nie był, bo miał
            ciekawsze sprawy. Wtedy nie mógłby być chrzestnym , a tak mam teraz
            problem.
            • sulla Re: Refleksja 30.09.08, 21:42
              ale widzisz, Arwena, nie jest tak "idealnie".
              Nasz matka chrzestna mieszkała z mężem przed ślubem, co mogłoby być przecież
              powodem zgorszenia. A nasz ojciec chrzestny jest na krętej drodze i do tej pory
              ślubu nie ma. Więc teoretycznie nie powinnam ich prosić na chrzestnych. A jednak
              są to dwie najbardziej wierzące osoby, jakie znam - takie, które czytają Biblię
              w domu, modlą się i otwarcie mówią o Bogu, nawet, jeśli jedno z nich stoi na
              bakier z jednym przykazaniem.
              Mam i takich znajomych, którzy zamieszkiwali ze sobą dopiero po ślubie i chodzą
              co niedzielę do kościoła, a wszystko tylko dlatego, że tak wypada. I ja wolę,
              żeby ojcem chrzestnym był przyjaciel żyjący bez ślubu, który powie mojej córce
              "pomódl się, On jest najlepszym doradcą", niż ktoś, kto nic nie powie.
    • mmk9 a co z wieśniakami ? 01.10.08, 09:11
      Hmmm. Gdyby chrzestni moich dzieci musieli najpierw przyjąć nauki,
      rozumiem, ze w parafii chrześniaka bezpośrednio przed chrztem , to
      niestety musialabym na chrzestnych poprosić wyłacznie wspólparafian,
      a nie wedlug jakiegos tam, lepszego czy gorszego klucza wybranych
      członków rodziny. Cóż, nie wyobrazam sobie. A tak może sie zdarzyć
      każdemu, kto ma rodzinę i przyjaciól nie tylko "u nas, w
      Warszawie" . Moze wiec wystarczyłoby po prostu przy zglaszaniu
      chrztu w parafii pouczyć krotko rodzicow, po co są chrzestni i kto
      może pelnić tę funkcję. Ulotka ? Zresztą, kto chce, ten wie, a kto
      chce zastosować "obejścia" i tak je zastosuje.
      • mader1 ... z wieśniakami i miastowymi... 01.10.08, 09:33
        chyba nie ma przeszkód, żeby wieśniacy chodzili czy poszli na taką rozmowę w
        swojej parafii ? Nie muszą jeździć kilkaset kilometrów ze wsi do Warszawy,a Ci
        pracujący w Warszawie też przecież nie musieliby jeździć do wsi czy miasteczka,
        bo tam zostali poproszeni o bycie chrzestnymi ( bo i to się zdarza !smile)))
        Mogliby pogadać przy okazji brania stosownych świstków smile)))
        Chrzczą wszędzie
      • isma Re: a co z wieśniakami ? 01.10.08, 10:11
        Bylismy rodzicami chrzestnymi doroslej. Chodzilismy z nia -
        nieobowiazkowo - na Msze sw. w osrodku katechumenalnym co niedziele
        przez dobre pol roku, a obowiazkowo na cztery czy piec Mszy sw. w
        ostatnim okresie przygotowania, plus dosyc wyczerpujaca rozmowa z
        szefem osrodka.

        A rzecz dotyczyla przeciez osoby doroslej, wiec teoretycznie
        samodzielnie odpowiedzialnej za swoje "wychowanie w wierze".

        NAM sie to baaaaaaardzo przydalo, NAM...
      • nati1011 Re: 01.10.08, 10:56
        mmk9 napisała:
        a co z wieśniakami ?

        Pragnę poinformować, ze poza Warszawą jest w Polsce parę większych
        miast, o tych na świecie już nie wspominając. My na krańcu Polski
        mamy nawet swoją katedrę archidiecezjalną o kilkudziesięcu
        kościoąłch nie wspominając. Ach w pobliskich wioskach terż zdarzają
        się miejsca świątynne. Naprawdę, już parę wieków temu przestaliśmy
        modlić się do słońca. Jeżeli koleżanka nie wierzy, to zapraszam
        kiedyś na prowincję.

        mieszkanka wioski z tramwajami :-0
        • mmk9 Re: 01.10.08, 11:39
          Oj, Nati, na pewno co innego chcialam powiedziec niż , jak widzę,
          przekazałam Tobie. Dlatego nie mogę pisać smile) To wlaśnie ja jestem
          wieśniakiem, tfu, wieśniaczką, do ktorej dzieci chrzestni
          przyjeżdżali przeważnie w ostatniej chwili i mało kto z nich mógłby
          przyjśc na konferencję do naszego kosciola /prowincjonalnego/, zeby
          przygotować sie należycie do pelnienia swojej roli. W ogole mam na
          myśli sytuację, kiedy chrzestni są dojeżdżający z daleka.Nie mowie,
          ze źle brzmi to co proponuje Arwena, a widzę to tak, że wlaśnie
          dzień-dwa przed chrztem chrzestni spotykają sie na wspólnej
          modlitwie i nauce. W duzym ośrodku to moze być spora grupa, jeśli
          chrzest w Wielką Sobotę no to może nie dzien-dwa, tylko hihi
          wcześniej /wolę doprecyzowac, bo i tak na głupka wyjdę smile/ No i to
          wygląda ladnie, ale moze byc odstraszającym utrudnieniem. Bo co ?
          Jeśli nie przyjadą wcześniej, to kazde ma iść na naukę do swojego
          proboszcza ? Czy trzeba by robić nauki dla chrzestnych "na zaś", jak
          przedślubne ? I nie mówcie mi, że co za pozytek z chrzestnego z
          Koszalina dla chrześniaka w Przemyślu, bo to już temat na
          wątek "chrzestni trafieni lub nie". I jeszcze tak w związku z
          pierwszym wątkiem Arweny : wśrod chrzestnych moich dzieci było dwoje
          16-latkow i to oni właśnie po kilkunastu latach wyglądają na
          najlepiej dobranych, pod względem moralnym i religijnym naturalnie.
          Tak wyszlo, mogło rozmaicie, oczywiscie.
          • nati1011 Re: 01.10.08, 13:07
            smile))

            Niestety ja do tej pory spotkałam się z kilkoma (zaznaczam, ze nie
            wszystkimi) osobami pochodzacymi z Warszawy (ciekawe, ze nie spotyka
            się tego w innych miastach) siejącymi wokół przekonanie, że poza
            opłotkami Warszawy to już ugór i ciemne średniowiecze. Przyznam, ze
            zawsze mnie to szalenie irytuje. Ja też kocham swoje miasto, choć
            niedoskonałe, ale ciekawe ilu ludzi jest w stanie znieść powtarzane
            w co drugim zdaniu: bo u nas w Warszawie wink

            A zupełnie na marginesie, ja od wielu lat marzę by wynieść sie do
            małego miasteczka lub wiekszej wioski (no ta minimalna tęskonota za
            udogodnieniami miastw w postaci choćby szkoły czy felczera w
            promieniu 10 km gdzieś zostaje) wink))
            • mmk9 Re: u nas w Warszawie... 01.10.08, 15:58
              Teraz wszystko rozumiem, na TO reagujesz alergicznie. A my z tej
              frazy zrobiliśmy sobie przedmiot żartow z ulubioną parą
              warszawiakow. Kiedy jedno z nich coś opowiada i niechcący dojdzie do
              słów "u nas" , drugie dopowiada dalszy ciąg. Może dlatego ich
              lubimy ?
    • a_weasley Re: Refleksja 01.10.08, 16:20
      arwena_11 napisała:

      > Może ktos z was wie, dlaczego nie ma takich
      > przygotowań?

      Dobre pytanie.
      Pomysł jest dobry, tylko nie bardzo wiem, jak by to można wprowadzić w życie.
      Już i katecheza przedmałżeńska budzi dość powszechny opór. Boję się, że byłby
      czasem problem ze znalezieniem chrzestnych.
      • arwena_11 Re: Refleksja 01.10.08, 18:05
        no właśnie, bo nie każdy sie nadaje na chrzestnego, oczywiście
        wszyscy myślą, ze bedą super chrzestnymi. Pewnie gdyby wcześniej
        wiedzieli czego sie od nich oczekuje i musieli ponieść pewien trud
        PRZED chrztem, to by sie dwa razy zastanowili czy podołają.
        Obawiam sie, ze wtedy może się okazać, ze jest deficyt kandydatów.
        Już sama nie wiem co lepsze. Ja sie oparłam swojej rodzinie (
        babci ), która nalegała, żeby chrzestną zostaa moja cioteczna
        siostra. A dlaczego taki wybór? Bo dobrze ustawiona, ma kasę, wiec i
        prezenty bedą duże. Musiałam długo tłumaczyć, ze chrzestny nie ma
        utrzymywać mojego dziecka. Że liczy się coś zupełnie innego
        niż "kasa". Chciałam, żeby chociaż chrzestna, dawała jakieś
        świadectwo synowi, bo na chrzestnego nie było co liczyć. I sie
        udało. Co prawda obecnie żadko sie widzimy, bo dziewczyna pracuje na
        dwa etaty aby utrzymać dom i spłacić kredyty, ale wiem, że zawsze
        mogę na nią liczyć. Nie raz zdarzało się iż potrzebowałam pomocy,
        zawsze była gotowa. Naszczście o rozwój duchowy dziecka staram się
        dbać sama ( mam ogromną pomoc w szkole ), nie liczę na innych.
        • ekan13 Re: Refleksja 04.10.08, 10:19
          U nas na Śląsku w większości kościołów są przed Chrztem nauki dla rodziców i chrzestnych. Chodziłam na takowe i jako rodzic i jako chrzestna.
          Nie mniej uważam, że to na rodzicach spoczywa obowiązek wybrania włąsciwych chrzestnych, a nie na księdzu, który ma takim potencjalnym chrzestnym wybić to z głowy.
          Zwłaszcza u nas, gdzie pokotuje teoria, że dziecku się nie odmawia.
          • arwena_11 Re: Refleksja 04.10.08, 12:32
            No tak, ale powiedz mi jak walczyć z "kluczem" rodzinnym? Szwagier
            jest jedynym bratem mojego męża, no i dla wszystkich ( z rodziny
            męża ),było oczywiste, że on będzie chrzestnym naszego syna. Moje
            zdanie się nie liczyło. No oczywiście mogłam walczyć dalej, ale z
            różnych przyczyn ( pisałam gdzie indziej ) musiałam się zgodzić. Ja
            wolałam, żeby chrzestnymi zostali ludzie, z którymi wiąże nas nie
            pokrewieństwo, tylko jakaś "wspólnota". Na których mogę liczyć. To
            wymogłam już przy chrzcie córki. No bo teściowa nawet coś gadała
            żeby chrzestną została siostra cioteczna męża, bo "tak wypada" ( mąż
            jest chrzestnym któregos z jej synów ). Nie zgodziłam się, bo nawet
            tej dziewczyny nie widziałam w życiu na oczy. Mąż musiał tym razem
            zgodzić się na mój wybór. I nie żałujemy.
    • mamalgosia Re: Refleksja 04.10.08, 12:43
      U nas w parafii jest kilka spotkań dla rodziców i chrzestnych. Nikt
      na ot nie chce chodzić
      • ekan13 Re: Refleksja 04.10.08, 15:04
        Arweno, właściwie w dzisiejszych czasach chrzestni stanowią w większośći urzędową formalność. Jesteś osobą wierzącą, praktykującą i sama, bez pomocy chrzestnego możesz wychowywać dziecko w wierze.
        Dawniejszymi czasy chrzestni byli alternatywą w razie śmierci rodziców, dziś ta funkcja z reguły jest nieaktualna, dano więc funkcję pomocy w wychowywaniu chrześcijańskim, ale i ta funkcja raczej jest z rzadka praktykowana. Teraz to raczej taka funkcja reprezentacyjna przy różnych okazjach urodzinowo-świąteczno- uroczystościowychsmile
        Takie nauki raczej nie spełniały by funkcji, której oczekujesz, bo zaden prowadzący nie wtrąci się w zmianę klucza doboru danej rodziny, a sam nie wybada na kilku spotkaniach czy dana osoba to dakiej funkcji się nadaje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka
Wersja mobilna