Pewnie już się przyzwyczailiście, że moje pytania są głupie, więc
pewnie i to pytanie Was nie zgorszy
Czy w Waszych kontaktach z Bogiem, rozróżniacie Pana Jezusa, Boga
Ojca, czy jest jakiś ogólny Bóg?
Powiedzmy: modlitwa. Do kogo się modlicie? (wyjąwszy te modlitwy,
które są zanoszone np za wstawiennictwem świętych). Moja modlitwa
jest bardzo kulawa, więc żadnym przykładem dla nikogo być nie może,
ale podzielę się: modlę się do Boga. Rzadko jest to modlitwa
koknretnie do Chrystusa (mówię tutaj o modlitwie osobistej, bo
oczywiście w kościele jak jest, to wiemy). Bóg jest jeden i zapewne
mam na myśli całą Trójcę Świętą - ale też nie do końca, bo przecież
Ducha Świętego wyraźnie odgraniczam od pozostałych Osób. Nie jest
tak, że nie odróżniam Boga Ojca od Syna - aż takiego mniemania o
mnie nie miejcie

, ale uświadamiam sobie, że moja modlitwa jest
mało chrześcijańska, bo Chrystus nie jest w niej proszony o
pośrednictwo. Jak jest u Was? A jak powinno być? Ta refleksja
zrodziła się we mnie przy zcytaniu do poduchy mistrza paradoksów, H
de Lubaca, który pisze tak: