isma 03.12.08, 18:03 Mader wspomniala, ze watek, w kotrym rozwinela sie dyskusja o abstynencji, mial byc z zalozenia modlitewny. A poza tym, on dlugi juz jest. To mozna kontynuowac tutaj. Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
mader1 Re: Watek abstynencki 03.12.08, 18:28 tak, tak, napiszmy TUTAJ, co sądzimy o alkoholu, co wiemy o piciu w Polsce i za granicą. I coś o rodzajach wina A... i o abstynencji różnych rodzajów ))) Odpowiedz Link
mamalgosia Re: Watek abstynencki 03.12.08, 18:35 Ja w tym tygodniu 3 razy obliczałam zawartość czystego etanolu we wszelkich mozliwych ilosciach spirytusu, wódki, wina (przy okazji dowiedziałam się o wielu nazwach napojów alkoholowych, których w życiu nie słyszałam), zapalałam spirytus, ziałam ogniem, napełniałam balonik dwuchromianem potasu (prowizoryczny probierz trzeźwości)... Zdecydowanie jestem za zakazem nie tylko picia alkoholu, ale nawet mówienia o nim Ciekawe, że młodzież niezmiennie jest zdziwiona, gdy się dowiaduje, że gliceryna też jest alkoholem. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: Watek abstynencki 03.12.08, 18:39 Ale skoro abstynencja ma być wszelkiego rodzaju, to jak rozumiecie następujące słowa św. Pawła: "4 Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. 5 Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; " ? Odpowiedz Link
nati1011 Re: Watek abstynencki 03.12.08, 18:56 mamalgosia napisała: > Ale skoro abstynencja ma być wszelkiego rodzaju, to jak rozumiecie > następujące słowa św. Pawła: "4 Żona nie rozporządza własnym ciałem, > lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale > żona. 5 Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za > obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; " ? O właśnie. Tak łopatologicznie to np: zgodna decyzja małżonków o powstrzyamniu się od współżycia na okres Wielkiego Postu. Albo w pewnej intencji. To dobry cytat, bo mowi, ze nie wolno nikogo do niczego zmuszać. Można by powiedzieć, że nie można ślubować abstynencji (także alkoholowej) bez zgody współmałżonka Odpowiedz Link
mamalgosia Re: Watek abstynencki 03.12.08, 19:21 a jak to się ma do okresowej wstzremięźliwości w NPRze w celu niepoczynania dziecka? Odpowiedz Link
nati1011 Re: Watek abstynencki 03.12.08, 19:46 wg mnie nie ma związku. Może warto przypomnieć, ze przez wieki płodność uważano za najwieksze błogosławieństwo i łaskę, a bezdzietność wręcz jak odwrócenie Boga od małżeńśtwa. Dzieci były darem i kobiety rodziły je dość regularnie i w dużych ilościach. NPR to zupełnie nowy "wynalazek". Kiedyś chęć odłożenia macieżyństwa musiała skutkować postem stałym Odpowiedz Link
mamalgosia Re: Watek abstynencki 03.12.08, 21:30 No jak to: nie ma związku? Jesli decydujemy się na abstynencję w tej dziedzinie w innym celu niż modlitwa, to źle Odpowiedz Link
franula do Nati 04.12.08, 16:08 "Może warto przypomnieć, ze przez wieki płodność uważano za najwieksze błogosławieństwo i łaskę, a bezdzietność wręcz jak odwrócenie Boga od małżeńśtwa. Dzieci były darem i kobiety rodziły je dość regularnie i w dużych ilościach. " no a ja mam pewne watpliwosci. Tzn taka byla pewnie obowiazujaca na sztandarach ideologia ale co tam sobie kobiety myslały naprawde to sie ni dowiemy bo nikt ich raczej o zdanie nie pytał. Czy przy stanie medycyny, śmiertelności przy porodach i śmiertelnosci niemowlat tak sie ogromniec iesyzły z tego szóstego czy siódmego dziecka. Jescze przy domniemanie podobno średnim zadowoleniem z pozycia małżeńskiego (podobno). Do powiedzenia za wiele nie miały. No i alternatywy nie było. A spomysły na natykoncepcję tudzies spędzanie płodów jednak się lęgly i mężatki tez po nie sięgaly choć na pewno należaloby doprecyzować gdzie i kiedy (czy mowimy o 2000, 200 czy 20 lat temu) A końcu i dziś na ogół bezdzietność jednak za nieszczęście się uznaje takoż. Odpowiedz Link
kudyn Re: do Nati 04.12.08, 16:44 franula napisała: > A końcu i dziś na ogół bezdzietność jednak za nieszczęście się > uznaje takoż. Bezdzietność czy bezpłodność? Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Watek abstynencki 03.12.08, 20:31 O, o, coś mi to przypomniało. Było sobie małżeństwo, niesakramentalne, bo każde po rozwodzie z kimś innym, mąż miał z pierwszego małżeństwa czworo dzieci. Razem mieli jeszcze troje Żyli sobie w zgodzie, dzieci chowali po katolicku, aczkolwiek im - jej bardziej niż jemu - ciężko doskwierał brak Komunii. Wymogła zatem na mężu, że przyrzekną sobie żyć jak brat i siostra. Kochał ją, więc się zgodził... I tu się zaczęła tragedia, albowiem facet, przypomnę - ojciec siedmiorga dziatek, choć niemłody, potrzeby seksualne miał spore. Nie wytrzymał, zaspokoił owe potrzeby z osobą trzecią, żona oburzona i rozżalona okropnie, rozwód, dzieci mają rozbity dom - słowem, sodoma gomora. A przecież chwalebną rzeczą jest móc przystępować do Komunii, prawda? Odpowiedz Link
a_weasley Skoro się rzekło A, trzeba powiedzieć B, W, G... 03.12.08, 20:42 minerwamcg napisała: > A przecież chwalebną rzeczą jest móc > przystępować do Komunii, prawda? Bba. Było o tym pomyśleć, jak się zagospodarowywało faceta z odzysku. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Skoro się rzekło A, trzeba powiedzieć B, W, G 03.12.08, 20:47 Wiesz, to jest rada dla obojga i wszystkich powtórnych małżeństw: było pozostać wiernym pierwszemu małżonkowi. Jakie to proste! )) Odpowiedz Link
a_weasley Re: Skoro się rzekło A, trzeba powiedzieć B, W, G 03.12.08, 21:09 minerwamcg napisała: > było pozostać wiernym pierwszemu małżonkowi. > Jakie to proste! )) To co proste, nie zawsze jest łatwe. Wszystko jednak zależy od tego, co przyjmujemy za rzeczywistość daną. W chwili, w której Beata wpadła na pomysł bratosiostrzeństwa, była już od lat żoną pana Mariana, który poślubiając ją nie umawiał był się na białe małżeństwo. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Skoro się rzekło A, trzeba powiedzieć B, W, G 03.12.08, 21:23 Oczywiście, że się nie umawiał, i dlatego uważam, że w tej sprawie powinna mieć na niego większy wzgląd i nie myśleć, że skoro mąż już niemłody, to i potrzeb w tej materii nie posiada. No niestety, w takich wypadkach sama chęć praktykowania dobra to za mało. Odpowiedz Link
mamalgosia ludzie... 03.12.08, 21:33 no żesz pogadajcie sobie wsparci o poduchy, z kubkiem herbatki... a nie tak przez net Odpowiedz Link
a_weasley Re: ludzie... 03.12.08, 21:38 mamalgosia napisała: > no żesz pogadajcie sobie wsparci o poduchy, > z kubkiem herbatki... a nie tak przez net Czegoś nie rozumiem. Pomijam fakt, że równie dobrze moglibyśmy w tej chwili być Minerwa w domu, a ja we Wrocławiu w związku z pogrzebem babci (ma być pojutrze), całkiem mało brakowało. No dobrze, moglibyśmy tak jak piszesz. No i co? Jak się wypowiadają dwie inne osoby znające się z realu, też by mogły zadzwonić jedna do drugiej. My oczywiście sprawę znamy, ale może na przykład chcemy, by i inni, excusez le mot, pochylili się nad tą sprawą z troską, aby ona ich w szczególniejszy sposób ubogaciła? Odpowiedz Link
isma Re: ludzie... 03.12.08, 21:40 O, zgadzam sie z Arthurem ;-O. Chemia przez swiatlowody jest zupelnie inna! Nie to, zeby lepsza, ale... ubogaca )). Odpowiedz Link
minerwamcg Re: ludzie... 03.12.08, 21:48 A poza tym, jak obie strony znają sprawę, to jedna zawsze może dorzucić jakiś nowy aspekt do tego, co powiedziała druga Oczywiście, ku ubogaceniu czytających Prawda, że w pewnym momencie dyskusja zmieniła się w nasz dialog, ale tu nam akurat tych aspektów powyłaziło szczególnie dużo. Odpowiedz Link
mamalgosia ojej:( 04.12.08, 09:21 ja to lekko i żartobliwie, a Ty we mnie z armaty Oj, Artur, przez Ciebie muszę sobie zjeść czekoladę na poprawę humoru Odpowiedz Link
nati1011 Re: ojej:( 04.12.08, 09:42 mamalgosia napisała: > ja to lekko i żartobliwie, a Ty we mnie z armaty Oj, Artur, przez > Ciebie muszę sobie zjeść czekoladę na poprawę humoru Każdy pretekst jest dobry by zjeśc kawałek czekolady... mniam :-p Odpowiedz Link
a_weasley Re: Skoro się rzekło A, trzeba powiedzieć B, W, G 03.12.08, 21:47 minerwamcg napisała: > w takich wypadkach sama chęć praktykowania > dobra to za mało. Tym bardziej jeśli danego dobra z definicji nie da się praktykować tylko na własny koszt. To się ładnie nakłada na problem jałmużny kosztem współdomowników, postawiony przez Ismę w sąsiednim wątku. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Skoro się rzekło A, trzeba powiedzieć B, W, G 03.12.08, 21:52 No i znowu muszę Ci odpowiedzieć Bo trzeba sprostować. Nie przez Ismę, tylko przez Nati. Odpowiedz Link
mader1 Re: Skoro się rzekło A, trzeba powiedzieć B, W, G 03.12.08, 22:53 No i zobaczcie... " Ślicznie, pięknie, bardzo ładnie" jak powiada polonistka mojej Najstarszej. Niby o abstynencji miało być, a taki ładny wąteczek nam się zrobił )))) Odpowiedz Link
minerwamcg Są różne abstynencje 03.12.08, 23:20 No i w porządku, przecież abstynencja to nie tylko sprawa alkoholu. Mówi się o także o abstynencji seksualnej i właśnie Mamałgosia z Nati ten temat wywołały I bardzo dobrze, bo pojawił się wraz z nim problem "współabstynencji" (skoro mówi się o "współuzależnieniu") - abstynencję alkoholową można praktykować w pojedynkę, seksualna siłą rzeczy nasuwa pytania o odpowiedzialność za drugiego człowieka i jego decyzje. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: Są różne abstynencje 04.12.08, 09:23 Na pewno, choć jednak stopień może być różny: pić w pojedynkę można, a z seksem to trochę inaczej Odpowiedz Link
mamalgosia Re: Skoro się rzekło A, trzeba powiedzieć B, W, G 04.12.08, 09:24 mader1 napisała: > No i zobaczcie... " Ślicznie, pięknie, bardzo ładnie" jak powiada polonistka > mojej Najstarszej. To źle powiada. Powinno być: "Ślicznie, pięknie, dostatecznie" Odpowiedz Link
nati1011 Re: Skoro się rzekło A, trzeba powiedzieć B, W, G 04.12.08, 09:41 mamalgosia napisała: > mader1 napisała: > > > No i zobaczcie... " Ślicznie, pięknie, bardzo ładnie" jak powiada > polonistka > > mojej Najstarszej. > To źle powiada. Powinno być: "Ślicznie, pięknie, dostatecznie" Albo wersja licealna: - dobrze, pieknie, siadaj: dwa plus Odpowiedz Link
mader1 Re: Skoro się rzekło A, trzeba powiedzieć B, W, G 04.12.08, 10:38 ona jest szalenie miła )))) dużo z nimi wychodzi, bardzo dużo rozmawia - tez na przerwach- i jak ich widzi albo jak cokolwiek zrobią, to mówi to swoje " ślicznie, pięknie..." )))) no ale oni bez protestu robią sobie sami na mikołajki prezenty Odpowiedz Link
maika7 słowo dane niedotrzymane? 04.12.08, 07:56 > Kochał ją, więc się zgodził... To nie mógl jej potem powiedzieć, ze zgodził sie pochopnie? Moze cos by wspólnie uradzili... Najłatwiej to kolejny genotyp (szczególnie o pociągającym fenotypie) sobie przygłaskac... eh... faceci .... (że tak sobie uogolnie ) M. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: słowo dane niedotrzymane? 04.12.08, 09:26 eh, faceci, powiadasz? A ja Ci powiadam, że jakoś więcej krzywd, urazów czy przykrości doznałam od kobiet. Czy dlatego, że po facetach mniej się spodziewam, a co za tym idzie: mniej od nich wymagam? I czy masz w planach z wątku abstynenckiego uczynić watek szowinistyczny?)) Odpowiedz Link
maika7 Re: słowo dane niedotrzymane? 04.12.08, 09:46 > eh, faceci, powiadasz? A ja Ci powiadam, że jakoś więcej krzywd, > urazów czy przykrości doznałam od kobiet. Bo babeczki niewiniątkami nie są. I pewnie jak się gdzies tam przyjrzymy sobie, to jakieś blizny na cudzym ciele (i nie tylko) pozostawialismy (czy otrzymaliśmy) - niezaleznie od plci dawcy blizn > Czy dlatego, że po facetach mniej się spodziewam, a co za tym idzie: mniej od nich wymagam? ))) nie wiem. Ja mam wrażenie, ze własnie wymagam więcej, bo "prawdziwy facet powinien..." i tu długa lista życzeń. A krzywdzić sie nie daję - przynajmniej nie w dorosłości i jeśli tylko mam na to wpływ. > I czy masz w planach z wątku abstynenckiego uczynić watek > szowinistyczny?)) Zaraz, zaraz o abstynecje od "łoża" idzie - deklarowaną obustronnie, a realizowaną jednostronnie. Jaki szowinizm? Toć świadomy współmałzonek, znający swoje biologiczne potrzeby, złożyl deklaracje z ktorej się nie wywiązał. Nie po raz pierwszy zresztą, bo pierwszej żonie tez obiecywał co innego, niz dał - o ile dobrze interpretuje przedstawiona sytuacje. A pobrzmiewa mi, ze to druga żona winna bo i niepootrzenie do komunii chadzac chciala i do tego niepotrzebnie z zonatym się wiązała, to teraz ma )) To w ramach "solidarności jajników" za żoną (nieżoną?) sie nieco ujełam. przed zabraniem sie do pracy M. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: słowo dane niedotrzymane? 04.12.08, 09:51 A, nie, to ja nie zrozumiałam - myślałam, ze tak ogólnie sobie o mężczyznach chcesz pogadać, a nie że nawiązujesz do tej konkretnej sytuacji (chyba niedostatecznie wgapiłam się w drzewko). Odpowiedz Link
a_weasley Re: słowo dane niedotrzymane? 04.12.08, 10:02 maika7 napisała: Minerwa napisała: > Kochał ją, więc się zgodził... W sumie zresztą spróbowałby nie, dopieroż by miał, męski szowinista paskudny jeden... Maika7 napisała: > To nie mógl jej potem powiedzieć, ze zgodził sie pochopnie? > Moze cos by wspólnie uradzili... Znając główną bohaterkę tej historii, mocno wątpię. Szczerze mówiąc, wśród znanych sobie kobiet nie widzę wielu takich, po których bym się w tym przypadku spodziewał innej reakcji niż "słowo się rzekło, ropucha do garnka". Odpowiedz Link
maika7 Re: słowo dane niedotrzymane? 04.12.08, 16:30 > W sumie zresztą spróbowałby nie, dopieroż by miał, męski szowinista paskudny > jeden... no i wyszlo eee.. jaki facet taka zgoda... > Znając główną bohaterkę tej historii, mocno wątpię. > Szczerze mówiąc, wśród znanych sobie kobiet nie widzę wielu takich, po których > bym się w tym przypadku spodziewał innej reakcji niż "słowo się rzekło, ropucha > do garnka". Sam sie w jej ramiona pchał. Nie przetestował wczesniej na dogadywanie sie?? No babeczki masz w otoczeniu... zasadnicze Odpowiedz Link
a_weasley Re: słowo dane niedotrzymane? 04.12.08, 19:14 maika7 napisała: > No babeczki masz w otoczeniu... zasadnicze Akurat ta konkretna charakteryzuje się tym, że nie wie, czego chce, i bardzo stanowczo do tego dąży. I na tym, że akurat teraz dąży do tego, a nie do owego, nie zbudowałbym nie tylko żadnego obiektu sakralnego, ale nawet komórki na miotły. Odpowiedz Link
atama Re: słowo dane niedotrzymane? 05.12.08, 06:39 Jakoś z tego co piszecie trudno mi o współczucie dla tej pary. W końcu 'widziały gały co brały'... Żadne z nich nie jest święte. Jak dla mnie jego WCALE nie tłumaczy silny popęd, ani 'ciemna strona żony'. Odpowiedz Link
maika7 Re: słowo dane niedotrzymane? 05.12.08, 07:42 Przepraszam, ja tylko chciałam sobie zażartować wczoraj rano, korzystając z minutki czasu przy porannej kawie. Szukanie winnych w tej sytuacji chyba nie da nic konstruktywnego. Przyczyny rozpadu par są często niewidoczne dla obserwatorów. M. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: słowo dane niedotrzymane? 05.12.08, 09:32 Ja chciałąm zażartować parępięter wyżej i też mi sie dostało Taki urok. A jak dzisiaj poranna kawa? U mnie pachnie piątkiem, uwielbiam ten zapach. A z Ciebie takie "M" jak i ze mnie Odpowiedz Link
maika7 Re: słowo dane niedotrzymane? 05.12.08, 09:45 > Ja chciałąm zażartować parępięter wyżej i też mi sie dostało Taki > urok. A nie, nie, nie dostało - Artur chyba nie potraktował za poważnie tego, co pisałam, natomiast zaniepokoiłam sie, ze Atama moze zbyt serio bierze, to co ja wypisuję w tym watku ) > A jak dzisiaj poranna kawa? U mnie pachnie piątkiem, uwielbiam ten > zapach. Juz po porannej ( Piątek pospieszny, z pracą do wieczora bo w sobote wyprawa do wielkiego miasta, a w niedzielę na łono natury, a "na plecach" termin oddania pracy. Wiec nie ma mnie praktycznie )) > A z Ciebie takie "M" jak i ze mnie no netowe - ale przynajmniej płeć wirtualna i realna sie zgadza )) Odpowiedz Link
atama Re: słowo dane niedotrzymane? 05.12.08, 13:26 Mamaiko i Mamalgosiu! Nie myślałam, że za ostro piszę (ot ułomność słowa pisanego). W każdym razie nie do Was piłam )) Raczej wątek mnie nastroił do takiego wpisu. Podobnie nie widzę sensu dopatrywania się czyjejkolwiek winy w całej tej opisanej powyżej sytuacji. Może ciekawy 'case', w razie gdyby ktoś z nas wpadł na pomysł białego małżeństwa... Odpowiedz Link
maika7 Re: słowo dane niedotrzymane? 05.12.08, 14:25 > Nie myślałam, że za ostro piszę (ot ułomność > słowa pisanego). W każdym razie nie do Was piłam )) ) no masz, bez mowy ciała ani rusz ) Nie widziałam w twoim wpisie ostrości, tylko sie zaniepokoiłam, zę nie widać, ze żartuje, bo zapomnialam o emotikonkach, a wiadomo jak to z żartami - nie zawsze sa czytelne ) A powazniej - białe małżeństwo moze się każdemu z nas przytrafić - ot choćby z powodu choroby jednego z małżonków trwale wykluczającej go z "niebiałych dzialań". Warto pomysleć co wtedy. Abstynencja wymuszona sytuacją. Niechciana przez oboje. To tak w oderwaniu, od Twojego wpisu Atamo, tylko dryft zmeczonych mysli ) W przedobiadowej przerwie M. Odpowiedz Link
mader1 Re: słowo dane niedotrzymane? 05.12.08, 14:14 a_weasley napisał: > > Maika7 napisała: > > > To nie mógl jej potem powiedzieć, ze zgodził sie pochopnie? > > Moze cos by wspólnie uradzili... > > Znając główną bohaterkę tej historii, mocno wątpię. > Szczerze mówiąc, wśród znanych sobie kobiet nie widzę wielu takich, po których > bym się w tym przypadku spodziewał innej reakcji niż "słowo się rzekło, ropucha > do garnka". Mógł spróbować... Też trochę znam kobiety ))))))) Myślę, że jednak na argument " tak bardzo mnie pociagasz, że nie mogę dotrzymac obietnicy. Walczę ze soba, ale nie mogę" , mało która zareaguje tym powiedzeniem o ropusze ))) Zwłąszcza, że mogłoby się okazać, że samej jej tez ciężko. Jak pisze Maika, jednak coś tam się daje uradzić ))) wcześniej czy poźniej... No ale jeżeli facet sam się z problemem " gryzie", bo " z góry wie, że z nią rozmawiac się nie da" ... i przewiduje , co jego żona odpowie... a potem przychodzi i mówi, że zdradził, bo nie potrafił dac sobie rady z abstynencją... i w sumie wszystko jedno z jaką kobietą... Ale nie do nas należy orzekanie o winie. Takie luźne dyskusje o konieczności rozmów ( nie tylko seksu !) w małzeństwie )) Odpowiedz Link
anndelumester Re: Watek abstynencki 04.12.08, 10:14 Dla mnie kluczowa sprawa w kwestiach abstynenckich jest odróżnienie abstynenta z własnej woli (postawa mogę, ale nie chcę, bo mnie to nie kręci), abstynenta z przymusu (chciałbym, ale z jakiś powodów nie mam dostępu/dawkuje sobie dostęp do talerza, kieliszka, łoża, ekranu, kabelka etc.) i człowieka na odwyku (chciałbym, ale nie wolno). Zazwyczaj po braku albo porcji dorabianej ideologii i sposobach bicia piany widać kto, do której grupy przynależy. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Watek abstynencki 04.12.08, 12:27 anndelumester napisała: > abstynenta z przymusu (chciałbym, ale z jakiś powodów > nie mam dostępu/dawkuje sobie dostęp do talerza, kieliszka, łoża, > ekranu, kabelka etc.) i człowieka na odwyku (chciałbym, ale nie > wolno). Jakoś nie łąpię różnicy między dwoma ostatnimi typami. Może ma ona sens przy alkoholu (prowadzę, to nie piję - nie piję, bo jestem trzeźwym alkoholikiem), a w przypadku seksu, jedzenia itp. to jakoś nie pasuje. Odpowiedz Link
anndelumester Re: Watek abstynencki 04.12.08, 12:40 > Jakoś nie łąpię różnicy między dwoma ostatnimi typami. Może ma ona sens przy > alkoholu (prowadzę, to nie piję - nie piję, bo jestem trzeźwym alkoholikiem), > a > w przypadku seksu, jedzenia itp. to jakoś nie pasuje. > Dla mnie roznica jest widoczna i dotyczy wszystkich potencjalnych uzaleznień, seksu i jedzenia jak najbardziej też. Odpowiedz Link
ankapok Re: Watek abstynencki 05.12.08, 14:08 ja znam piekne owoce wyrzeczenia sie akloholu w swoim zyciu,rezygancji z takich prezentow,nawet np skaldania sie na alkohol dla kogos z pracy na prezent,dawanie takiego wyraznego swiadectwa,ze ja nie pije wcale akloholu i nie czestuje nim na wlasnych imprezach itd.np jedni ludzie taka obietnica abstynencji wyprosili u Boga laske uzdrowienia bardzo chorego dzieckaowoce sa dobre,wiec taka abstnencja jest mila Bogu Odpowiedz Link
mamalgosia Re: Watek abstynencki 05.12.08, 16:48 Jakos coś się we mnie wzdrygnęło na Twoje słowa "abstynencja jest miła Bogu". Bradziej wydaje mi się, że chodzi o jakieś wyrzeczenie, może o postawę postną, skruchy, odmówienia sobie dla jakiegoś celu... Ale tak stricte abstynencja? W moim przypadku np abstynencja nie byłaby żadnym wyrzeczeniem, ani żadną trudnością. Z drugiej strony: Kana Galilejska, prawda? Odpowiedz Link
thorper Re: Watek abstynencki 05.12.08, 23:39 Kana galilejska. Oczywiście, Jezus zamienił wodę w wino, ale nie powiedział, że abstynencja jest niepotrzebna. To tak, jakby przez swoją obecność na weselu w Kanie powiedział, że dziewictwo nie jest dobre... Ponadto śmiem zauważyć, że św. Piotr powiedział w swoim liście: "Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie!" Abstynencja od alkoholu ofiarowana w czyjejś intencji jest dobra, bo ten rodzaj złych duchów wyrzuca się modlitwą i postem. Picie nie jest złe, ale nie wszyscy pić mogą - mam tu na myśli nie tylko trzeźwiejących alkoholików, ale także lekarzy, kierowców, strażaków... Lista jest dość długa. Odpowiedz Link
nati1011 do Thorper 06.12.08, 08:31 Thorper - ja cię rozumiem i doceniam Waszą abstynencję. Nie podoba mi się tylko zbytnia polaryzacja: Dobry abstynent, zły pijący. Po raz kolejny odnosze wrażenie, ze mylnie postrzegasz rzeczywistość. Nikt nie przeczy, że w Polce (i nie tylko) jest problem alkoholizmu, ale nie mozna twierdzić, ze dotyczy zaraz wszystkich czy tez przeważającej części społeczęńśtwa. Można pić i pić. I o ile wszelki post ofiarowany modlitewnie jest godny pochwały o tyle osoba nieposzcząca nie jest od razu grzesznikiem. A w tej dyskusji zwolennicy abstynencji jakby pomijają wszystko co jest pośrodku. Sam piszesz: > Picie nie jest złe, ale nie wszyscy pić mogą - mam tu na myśli nie tylko > trzeźwiejących alkoholików, ale także lekarzy, kierowców, strażaków... Lista > jest dość długa. I tu od razu zgłąszam protest. WYmieniasz jednym tchem trzeźwiejącego alkoholika, który powinien już nigdy nie wziąć alkoholu do ust obok lekarza, kierowcy czy strażaka. Co ma pies do wiatraka? UPIJAĆ się nie powinien nikt, alhoholik powinien zachować ABSTYNENCJĘ całkowitą, ale cała reszta - właćznie z lekarzem czy strażakiem albo policiantem może PIĆ UMIARKOWANIE (i dla każdego bedzie to co innego). Lekarz też cżłowiek i naprawdę jak wzniesie toast na weselu czy wypije lampkę wina z żona to od tego nie przestanie być dobrym lekarzem. I nie jest to grzechem - nawet lekkim. Śmiem twierdzić, ze grzechem nie jest też incydentalne spożycie wiekszej ilości alkoholu o ile nie ma innych złych skutków (typu jazda po pijanemu). Odpowiedz Link
mamalgosia Re: do Thorper 06.12.08, 08:56 nati1011 napisała: > Thorper - ja cię rozumiem i doceniam Waszą abstynencję. Nie podoba > mi się tylko zbytnia polaryzacja: Dobry abstynent, zły pijący. nic nei dodam, nic nie ujmę Odpowiedz Link
thorper Re: do Thorper 07.12.08, 01:02 Przepraszam. Nie miałem oczywiście tego na myśli. Idzie mi tylko o to, że na abstynencję różni ludzie różnie patrzą. Nie wszyscy są powołani do abstynencji. Idzie mi o to, że część pijących umiarkowanie burzy się, gdy mają trafić na imprezę bezalkoholową, bo uważają to za nienormalne. Odpowiedz Link
nati1011 Re: do Thorper 07.12.08, 06:44 thorper napisał: > Przepraszam. Nie miałem oczywiście tego na myśli. Idzie mi tylko o to, że na > abstynencję różni ludzie różnie patrzą. Nie wszyscy są powołani do abstynencji. > Idzie mi o to, że część pijących umiarkowanie burzy się, gdy mają trafić na > imprezę bezalkoholową, bo uważają to za nienormalne. Zapewniam cię, ze na dużo rzeczy ludzie róznie patrzą. Młodzi jeszcze jesteście. Przyzwyczaicie sie Odpowiedz Link
mamalgosia Re: do Thorper 07.12.08, 10:04 OK, rozumiem, że nic złego nie masz na myśli (jak zresztą większość tu piszących - o ile nie wszycy). Ale "powołanie do abstynecji"? Co chwilę jakieś wielkie słowa... Odpowiedz Link
a_weasley O abstynentach i Abstynentach 06.12.08, 21:22 Onego czasu w zarchiwizowanej już dyskusji "Święta z alkoholem" napisała Minerwa tak: "Są abstynenci i abstynenci, podobnie jak wegetarianie i wegetarianie. Dla pierwszych jest to sprawą osobistą i wynikiem ich własnego postanowienia, a nierzadko ich problemem - dle drugich jest to światopogląd, sposób myślenia, religia - trudno powiedzieć co, ale apostołują temu z gorliwością talibów. Wegetarianin I na przyjęciu wsuwa koreczki z sera i popija bezrosołowym barszczem, na pytanie, czemu nie skosztuje bigosu odpowiada "a bo jestem trawożerny" i w spokoju ducha przegryza sałatką z selera, dyskretnie upewniwszy się, że nie ma w niej tuńczyka. Wegetarianin II na widok zastawionego stołu wzdycha żałośnie "nie ma tu nic dla mnie", a zapytany dlaczego, opowiada o niedoli zwierząt, ubarwiając opowieść anegdotami z rzeźni miejskiej. Abstynent I dziękuje za alkohol, toasty wznosi ochoczo, ale wiśniowym soczkiem, na pytanie, czemu nie pije, odpowiada, że podpisał Krucjatę albo - na Podhalu - że ślubował Matce Boskiej Ludźmierskiej. Abstynent II odwraca kieliszek do góry nogami, na wznoszących toasty patrzy jak na zbrodniarzy, a zapytany o przyczyny tego zachowania wygłasza kazanie o nieszczęsnym losie dzieci z pijackich rodzin. Przy Wegetarianinie II goście czują się jak mordercy, a w najlepszym razie ścierwojady. On sam ma z tego kupę frajdy, bo nie dość, że całe przyjęcie skupia się wokół niego, to jeszcze zrozumiała niechęć otoczenia, któremu zwarzył humor, czyni go Męczennikiem Za Sprawę. Przy Abstynencie II goście widzą siebie jako krzywdzicieli dzieci albo zgoła leżące pod płotem zarzygane szmaty. On sam ma frajdy jeszcze więcej niż Wegetarianin II, ponieważ religijne motywacje abstynencji czynią go Apostołem tudzież Męczennikiem Za Wiarę. Niestety, zarówno Wegetarianin II i Abstynent II są w towarzystwie dość rozpowszechnieni. Psują opinię zarówno swoim kolegom opatrzonym cyfrą I, jak i całej idei wegetarianizmu i abstynencji. Niestety, manifestacja, kazanie i mocne słowa zostają w pamięci dużo łatwiej, niż dyskretna odmowa. Odpowiedz Link
mmk9 Re: O abstynentach i Abstynentach 07.12.08, 08:50 Wszystko się zgadza, ale równie krzywdząca może być reakcja gospodarzy czy wspołgości na zetknięcie z abstynentami od mięsa lub alkoholu. Nachalne namawianie do picia alkoholu znamy, w tzw lepszym towarzystwie raczej rzadko się zdarza. Ale powiedzmy taka sytuacja : nastolatka, która zostala wegetarianką pod wpływem współczucia dla zwierząt siada cichutko przy zastawionym stole i pojada sobie a to chleb a to suche kartofle z sałatą. Gospodyni I nie zwraca uwagi, Gospodyni II : słonko, to ja ci może przyniosę ogóreczka albo jajko usmażę ? Gospodyni III : to jak to, ja sie tu starałam, ugotowalam obiad a ty fochy stroisz ? Toż brak kindersztuby. /do rodzica delikwentki : a własciwie , co na to katechizm KK ? Dziewczę łzy w oczach, rodzic /na codzień niespecjalnie zachwycony ale rozumiejacy motywacje panny/ przyrzeka sobie, że jego noga nigdy tu więcej... Odpowiedz Link
mamalgosia abstynencja ważniejsza niż post? 07.12.08, 10:03 mama_kasia napisała, że ona dla cioci zjada mięsne zrazy w piątek. A nasto latka dla Gospodyni III nie może? Odpowiedz Link
samboraga Re: abstynencja ważniejsza niż post? 07.12.08, 10:36 > mama_kasia napisała, że ona dla cioci zjada mięsne zrazy w piątek. A > nasto latka dla Gospodyni III nie może? No, nie, nie może, zwłaszcza jak już jakiś czas mięsa nie je. Jak ktoś przestaje dużo solić/słodzić itp. to potem zwyczajnie gorzej się czuje jak coś zje posolonego/posłodzonego normalnie (a i gospodarka wodna przy soli się zaburza). Z mięsem podobnie - rozstrój żołądka możliwy. Osoby wrażliwsze nawet na zupę na mięsie zareagują... Odpowiedz Link
nati1011 O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano! ;-) 07.12.08, 11:16 Piszecie, ze sie zmusza ludzi do picia - żebyście wiedzieli jak sie zmusza do jedzenia! I to nie tylko mięsa. I nawet zdrowie nie jest wymówką. Od wielu lat jestem na drakońskiej diecie z powodów zdrowotnych. Tylko to pozwala mi w miarę funkcjonować. A żołądek potrafi sie zbuntować nawet na nowy rodzaj chleba. Staram się unikać wizyt posiłkowych u dalszych znajomych (bliscy sa w temacie), ale jak kogoś odwiedzam to zwyczajowo stawia na stole ciast/ciastka/cukierki. Odmowa skosztowania jest traktowana wręcz jak policzek. I nie pomagają nawet dyskretne słowa o braku tolerancji dla cukru Chyba zacznę mówić, ze mam alergię, i minimalna ilość czegos tam przyprawi mnie o spuchliznę Dalekie od prawdy to nie bedzie )) A przecież plaga otyłości (i chorób związanych z odżywianiem) - choć może mniej widoczna niz alkoholizm - jest równie groźna, i wielka w naszym społeczeństwie. Z tego miejsca - i całkiem poważnie - apeluję o zmianę i tych zwyczajów gościnnych. Nie wpychajcie w gości na siłę cukru i pustych kalorii. Wielu jest zagrożonych cukrzycą, inni latami się odchudzają, a tu podajecie im pod nos pachnący tort czekoladowy. To jak szczucie trzeźwiego alkoholika kieliszkiem wódki. Ja mam swoją prywatną misję żywieniową. Z uwagi na zalew małozdrowej żywności i przekasek nigdy nie karmimy i nie dajemy w prezencie czipsów i tym podobnych "specjałów". Jeżeli słodycze to tylko w niewielkich ilościach i raczej dobra tabliczka czekolady jak paczka cukierków piankowych. Nasze dzieci są otyłe i za mało sie ruszają - choć mało kto jeszcze to dostrzega. A nawyki żywieniowe są chyba najtrudniejsze do zmiany Swoja drogą zaczęłam znowu się rozkoszować chlebem - którego nie mogłam jeść od wielu miesięcy, bo lekarz sugerował nietolerancję glutenu. Jakoś po wypieczonym z samej mąki nie mam żadnych sensacji. NIetolerancje to ja mam raczej na te wszystkie dodatki do żywności. Nie zastanawiacie sie czasem jak to jest, ze kupuje się pół kilo kurczaka, a w czasie pieczenia wypływa z niego szklanka wody ( Odpowiedz Link
mamalgosia Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 07.12.08, 12:47 O, nati, jak ja to znam!!! Nie lubię jeść. Oprócz paru ulubionych potraw (no i słodyczy, ale to inna sprawa) po prostu nie lubię. I nie tylko nie lubię - źle się czuję jak zjem więcej niż mało. Praktycznie to jem z rozsądku. I jeśli ktoś mnie częstuje jakimś wystawnym obiadem (np teściowa), to dla mnie to podwójna męka - bo nie dość że nie lubię, to jeszcze rozsądek mówi mi, że niedobrze będzie jak to zjem (bo niezdrowe i niestrawne). Osoby lubiące jeść mogą nawet nie przypuszczać, jak cieżko jest przetrwać imprezy osobom takim jak ja. Dziękuję Ci za Twój wpis nati. Raźniej mi, że nie jestem sama Odpowiedz Link
nati1011 Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 07.12.08, 14:31 mamalgosia napisała: I > jeśli ktoś mnie częstuje jakimś wystawnym obiadem (np teściowa), to > dla mnie to podwójna męka - bo nie dość że nie lubię, to jeszcze > rozsądek mówi mi, że niedobrze będzie jak to zjem (bo niezdrowe i > niestrawne). Osoby lubiące jeść mogą nawet nie przypuszczać, jak > cieżko jest przetrwać imprezy osobom takim jak ja. No teściowa to wogóle odrębna instytucja Biorąc męża z przybytkiem inwentarzu musiałam zaakceptowac kilkadziesiąt kilo nadwagi. No, z jedzenia sałaty u mamusi to mu sie to nie wzieło. Krótko mówiąc, my na ostatniej Komunii (było zaproszonych 35 osób) mniej mieliśmy przygotowanego jedzenia, niż teściowa gotuje na "zwykłe" Boże Narodzenie. Wystarcza potem do Nowego Roku A co do ilości jedzenia, to ja zawsze śmieję sie z normatywnego zapotrzebowania kalorycznego - policzyłam kiedyś, że jedząc to co jem, powinnam chudnąć kilka kg w miesiacu. A wagę mam stała od lat - bez wzgledu na ilośc jedzenia. Największy fenomen był w ciaży. Jedząć max 1000 kalorii dziennie, i połowę ciąży głównie na kroplówkach i tak przytyłam książkowe 12 kg Osoby lubiące jeść mogą nawet nie przypuszczać, jak > cieżko jest przetrwać imprezy osobom takim jak ja. > > Dziękuję Ci za Twój wpis nati. Raźniej mi, że nie jestem sama No nie jesteś sama Ja do tego jeszcze mocno chuda jestem, wiec przy okazji każdej wizyty rodzinnej musze wysłuchiwać użalań cioć i babć: dziecko, zacznij ty w końcu jeść... I do meża: czemu ty o nią nie dbasz?! )) Za mąż wyszłam relatywnie wcześnie, dziecko tez raczej szybko miałam, za to wśród wigilijnych życzeń nieustannie muszę wysłuchiwać: żebyś w końcu trochę przytyła.... Zawsze wtedy odpowiadam, ze mój mąż już nie chce kolejnego dziecka ;- ))) Odpowiedz Link
mamalgosia odpowiedź na apel 07.12.08, 12:49 nati1011 napisała: Z tego miejsca - i całkiem poważnie - apeluję > o zmianę i tych zwyczajów gościnnych. Rozumiem, że to w związku ze zbliżającą się Twoją wizytą u mnie. Nie ma sprawy: chleb i woda I bez alkoholu Odpowiedz Link
nati1011 Re: odpowiedź na apel 07.12.08, 14:32 No ja posunę się dalej. Jak mi zapał nie minie to jeszcze z własnym bochnem chleba przyjade ))) Odpowiedz Link
isma Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 07.12.08, 13:01 Znaczy tak. My tez mamy na sumieniu wmuszanie w znajomych. No, moze nie wmuszanie, ale, fakt, dajemy w prezencie jedzenie, nawet (ba, zwlaszcza!) tym, po ktorych widac, ze jesc lubia )). A powaznie - ja sie zazwyczaj staram wywiedziec, kto czego nie moze/nie lubi/nie chce. I jesli ktos mowi kategoryczne "nie", ktore nie jest kurtuazyjnym zapieraniem sie typu: "nie robcie sobie ze mna klopotu", to szanuje, i nie wciskam. To samo zreszta dotyczy alkoholu, no bo my jestesmy, o zgrozo, z tych, ktorzy nie tylko czestuja i daja w prezencie, ale i sami robia... Wiec jesli ktos sie deklaruje jako zdecydowany abstynent, to domowej nalewki kawowej albo malinowej nie dostaje, i tyle. Podobnie zreszta wybierajac sie do niepijacych mocnych alkoholi spedzamy ksztalcaca godzinke w jakims zaprzyjaznionym przybytku enologicznym. Ja zakladam, ze ludzie dorosli sami decyduja. Nie obrazam sie, jesli ktos nie zje tego, co przygotowalam, czy nie wypije tego, co na stole stoi, ale na przyszlosc wole sie upewnic, czego mam nie podawac. Jedyny przypadek, w ktorym dzialamy prewencyjnie, to pewien nasz znajomy, ktory w ciagu ostatnich kilkunastu miesiecy ewidentnie zaczal miec powazny problem z alkoholem (co objawilo sie przyjsciem w stanie kompletnego upojenia w miejsce, w ktorym nietrzezwy byc zdecydowanie nie powinien). I w zwiazku z tym tegoz znajomego przestalismy zapraszac na domowe posiady przy winie i jakiejs tam przegryzce, co wszakze nie wyklucza zapraszania na wspolne spacery albo obiady. Ale jednak generalnie uwazam, ze apostolowanie w tej mierze nie jest moim powolaniem )). Odpowiedz Link
a_weasley Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 07.12.08, 15:41 nati1011 napisała: > Odmowa skosztowania jest traktowana wręcz > jak policzek. Łk 10:8. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 07.12.08, 19:26 nati1011 napisała: > Piszecie, ze sie zmusza ludzi do picia - żebyście wiedzieli jak sie > zmusza do jedzenia! I to nie tylko mięsa. I nawet zdrowie nie jest > wymówką. Od wielu lat jestem na drakońskiej diecie z powodów > zdrowotnych. (...) Odmowa skosztowania jest traktowana wręcz > jak policzek. I nie pomagają nawet dyskretne słowa o braku > tolerancji dla cukru Dla mnie osoba, która siedzą przy stole bez wyraźnego powodu nic je, zachowuje się delikatnie mówiąc niepokojąco. I jako gospodyni chciałabym takiej osobie sprawi przyjemność - i chcę wiedzieć, czy nie jest głodna ? (zaproponować jedzenie ponownie po dwóch godzinach), czy szkodzi jej konkretna rzecz na stole ? (może mam w lodówce coś, co może jeść) się odchudza ? (zaproponować dobrą herbatę w interesującym smaku ). Jeśli nie je i nic nie mówi, to może nie smakuje jej moja kuchnia ? (smutno mi). > Jeżeli słodycze to tylko w niewielkich ilościach i raczej dobra > tabliczka czekolady jak paczka cukierków piankowych. Ale to dla Was tabliczka czekolady jest smaczniejsza. Ja nie ciepię gorzkiej czekolady i znacznie wolę cukierki. > Swoja drogą zaczęłam znowu się rozkoszować chlebem - którego nie > mogłam jeść od wielu miesięcy, bo lekarz sugerował nietolerancję > glutenu. Jakoś po wypieczonym z samej mąki nie mam żadnych sensacji. Jako stary bezglutenowiec wiem, że to nie jest takie proste. Te związki przyczynowe są bardziej wyrafinowane. Odpowiedz Link
nati1011 Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 07.12.08, 20:05 magdalaena1977 napisała: > Dla mnie osoba, która siedzą przy stole bez wyraźnego powodu nic je, zachowuje > się delikatnie mówiąc niepokojąco. I jako gospodyni chciałabym takiej osobie > sprawi przyjemność - i chcę wiedzieć, czy nie jest głodna ? (zaproponować > jedzenie ponownie po dwóch godzinach), czy szkodzi jej konkretna rzecz na stole > ? (może mam w lodówce coś, co może jeść) się odchudza ? (zaproponować dobrą > herbatę w interesującym smaku ). > Jeśli nie je i nic nie mówi, to może nie smakuje jej moja kuchnia ? (smutno mi) WIesz, znajomi wiedza o co chodzi, ale jak idę z mężem do jego znajomych z pracy to trochę głupio mi na pierwszej wizycie zdradzac wszystkie sekrety zdrowotne. A wahlarz rzeczy, które mogę zjeść bez obaw(z tych zwyczajowo u nas podawanych gościom) jest naprawdę niewielki. > Ale to dla Was tabliczka czekolady jest smaczniejsza. Ja nie ciepię gorzkiej > czekolady i znacznie wolę cukierki. > A kto ci powiedział, zę gorzka? Ja tam najbardziej lubię białą jest najsłodsza :p > Jako stary bezglutenowiec wiem, że to nie jest takie proste. Te związki > przyczynowe są bardziej wyrafinowane. > Pewnie masz rację, ale coś jeść muszę, a lista rzeczy, które mi szkodzą co trochę sie wydłuża. A lekarze nie są w stanie ani zdiagnozować przyczyny, ani zaproponować skutecznego leczenia. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 07.12.08, 22:46 Nie znam gospodarzy, ale wiem, że nieźle w takich razach działa prostota: "przepraszam was, kochani, ale mam paskudną alergię pokarmową i mogę jeść tylko..., więc nie gniewajcie się, że na tym poprzestanę. Wszystko na tym stole wygląda wspaniale i ogromnie żałuję, że tego nie spróbuję, ale nie mogę." Myślę, że hasło "alergia pokarmowa" jest powszechnie zrozumiałe, nie powoduje konieczności opowiadania o dolegliwościach gastrycznych, u ludzi kulturalnych najwyżej powoduje reakcję "ojej, to bardzo przykre. A czy jest coś jeszcze, co możesz jeść?" i ewentualnie wyprawę do kuchni po to coś. Uważam, że sto razy lepiej jest przeprosić z uśmiechem i wyjasnić jak jest, niż siedzieć (choćby i z przepraszającą miną) jak ta nasserowska mumia i nic nie jeść. Odpowiedz Link
isma Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 07.12.08, 23:02 Noooo. Roznie bywa. M. nie moze krowy w zadnej postaci. Ale wiekszosc osob, uwiadomiona, ze mleko i pochodne nie, proponuje zoltty ser. Albo maselko... Albo, indagowana przeze mnie z dociekliwoscia Miss Marple, przyznaje, ze w tych pierogach to "tylko" cebulka byla na masle podsmazona, ale one przeciez idealnie bezmleczne sa. W czasach, jak mielismy jeszcze dziecko bezglutenowe, to byl dramat na calej linii, i zasadniczo chodzilismy z pudelkiem suchego prowiantu dla niepelnosprawnej dietetycznie ;-(((. Pod dzis dzien zreszta na urodziny do kolegow ona chodzi z wlasna szarlotka. Odpowiedz Link
nati1011 Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 08.12.08, 08:38 isma napisała: > Noooo. Roznie bywa. M. nie moze krowy w zadnej postaci. Ale wiekszosc osob, > uwiadomiona, ze mleko i pochodne nie, proponuje zoltty ser. Albo maselko... > Albo, indagowana przeze mnie z dociekliwoscia Miss Marple, przyznaje, ze w tych > pierogach to "tylko" cebulka byla na masle podsmazona, ale one przeciez idealni > e > bezmleczne sa. > W czasach, jak mielismy jeszcze dziecko bezglutenowe, to byl dramat na calej > linii, i zasadniczo chodzilismy z pudelkiem suchego prowiantu dla > niepelnosprawnej dietetycznie ;-(((. Pod dzis dzien zreszta na urodziny do > kolegow ona chodzi z wlasna szarlotka. > > O właśnie. Taka informacja nie jest łątwą wymówką tylko poczatkiem dłuuuugiej dyskusji. A w przypadku osób starszych można sie jeszcze załapać na wykłąd o hiosteryczności młodego pokolenia, bo one 4 dzieci wychowały i te jadły wszystko, a o żadnych alergiach nie słyszano itp. itd. Mam to już przećwiczone na wylot i w stosunku do swojej osoby i do dzieci. I ja zgadzam sie powszechnie, ze to co jest na stole przewaznie jest super smaczne i nieszkodliwe, ale mni właśnie ta podsmażana cebulka w pierogach moze zaszkodzić, a nie wyobrażam sobie, by pytać kogoś po kolei co tez tam do kotletów mielonych dodawał. Z drugiej strony jest to zawsze kłopot. Jezeli powiem, że mogę jeśc np banany, a tych akurat na stole nie ma - to wielu ludzi jest gotowych w środku nocy do supermarketu lecieć, a to przeciez nie o to chodzi W zasadzie wiec praktykuję jak Isma - chodzę/jeżdzę w gości z własnym prowiantem. I to chyba obecnie najlepszy wypracowany sposób > Albo, indagowana przeze mnie z dociekliwoscia Miss Marple, przyznaje, ze w tych > pierogach to "tylko" cebulka byla na masle podsmazona, ale one przeciez idealni > e > bezmleczne sa. Bo przeciez to ruskie są )) Znam to, oj znam ) Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 08.12.08, 08:49 nati1011 napisała: > WIesz, znajomi wiedza o co chodzi, ale jak idę z mężem do jego > znajomych z pracy to trochę głupio mi na pierwszej wizycie zdradzac > wszystkie sekrety zdrowotne. A wahlarz rzeczy, które mogę zjeść bez > obaw(z tych zwyczajowo u nas podawanych gościom) jest naprawdę > niewielki. Ale IMHO lepiej powiedzieć, że to ze względów zdrowotnych, a nie siedzieć i ignorować jedzenie "bez powodu". I piszę to jako osoba na diecie bezglutenowej, która wie, co to znaczy mieć ograniczenia żywieniowe. Na przyjęcia z zasady chodzę najedzona, bo to okropne, kiedy burczy Ci w brzuchu, a nie możesz tego co na stole. Czasami zabieram swoje ciasto (dla wszystkich). Bliskim znajomym mówię, o co chodzi, a u dalszych jem to co mogę (pikle, wędlina, jakaś sałatka). Na szczęście mam nadwagę i nikt się nie dziwi , kiedy nie jem ciasta. Odpowiedz Link
nati1011 Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 08.12.08, 09:32 magdalaena1977 napisała: > Ale IMHO lepiej powiedzieć, że to ze względów zdrowotnych, a nie siedzieć i > ignorować jedzenie "bez powodu". Ależ oczywiście, ze coś ogólnego mówię w formie przeprosin, ale z reguły wywołuje to serię intymnych pytań: a czemu, a co się stało, a dlaczego.... tudzież opowieści o własnych chorobach... i z kawy przy cieście robi się przegląd medyczny A naprawdę nie bardzo mam ochote opowiadać - często obcym w sumie ludziom - o swoich dolegliwościach. Zwłaszcza gastrycznych. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 08.12.08, 11:29 nati1011 napisała: > A naprawdę nie bardzo mam > ochote opowiadać - często obcym w sumie ludziom - o swoich > dolegliwościach. Zwłaszcza gastrycznych. Może odpowiadaj bardziej asertywnie Ja też nie lubię dociekliwych pytań, zwłaszcza tych, co się stanie jeśli jednak zjem coś z glutenem (jakby oczekiwali, że dostanę ataku i będę świecić). Odpowiedz Link
minerwamcg Re: O, o szykanowaniu niejedzących nie wspomniano 08.12.08, 13:32 > Ja też nie lubię dociekliwych pytań, zwłaszcza tych, co się stanie > jeśli jednak zjem coś z glutenem (jakby oczekiwali, że dostanę > ataku i będę świecić). Przedwojenni starozakonni mowili w takich razach "Panie, ja się od tego zrobię stary wariat! Będę pod pierwsze piętro skakać i kopać się z nogami też!" Odpowiedz Link
a_weasley Na głupie pytanie udzielaj głupiej odpowiedzi 08.12.08, 13:34 > Ja też nie lubię dociekliwych pytań, zwłaszcza > tych, co się stanie jeśli jednak > zjem coś z glutenem (jakby oczekiwali, że > dostanę ataku i będę świecić). Powiedz, że dostaniesz piany na ustach, a potem nastąpią dalsze objawy, wskutek których obecni będą musieli poddać się serii bolesnych zastrzyków, i nic Cię za to nie spotka, możesz im tu na miejscu łby porozwalać i żaden sąd Ci złego słowa nie powie, bo Ty masz alergię glutenową typu C-330 i nie odpowiadasz za siebie... Odpowiedz Link
mamalgosia Re: abstynencja ważniejsza niż post? 07.12.08, 12:50 samboraga napisała: > > mama_kasia napisała, że ona dla cioci zjada mięsne zrazy w piątek. A > > nasto latka dla Gospodyni III nie może? > > No, nie, nie może, zwłaszcza jak już jakiś czas mięsa nie je. To tylko o aspekt zdrowotny chodzi? Odpowiedz Link
samboraga Re: abstynencja ważniejsza niż post? 07.12.08, 22:56 > To tylko o aspekt zdrowotny chodzi? Aspekt niezdrowotny jest oczywisty, więc o nim nie pisałam. Odpowiedz Link
mmk9 Re: abstynencja ważniejsza niż post? 07.12.08, 13:01 Ja też bym zjadła, ale nastolatka - idealistka nie złamie zasad. A moze faktycznie to tak, jak nati pisze ponizej, ryzykowne zdrowotnie Odpowiedz Link
a_weasley Re: abstynencja ważniejsza niż post? 07.12.08, 15:55 mamalgosia napisała: > mama_kasia napisała, że ona dla cioci zjada > mięsne zrazy w piątek. Bardzo źle robi. Rz 14:23. > A nastolatka dla Gospodyni III nie może? W sumie dlaczego daną nastolatkę ma do czegokolwiek zobowiązywać to, co robi albo nie robi Mama Kasia? Gospodyni III sama źle wychowana, a innych próbuje wychowywać. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: abstynencja ważniejsza niż post? 07.12.08, 16:44 a_weasley napisał: > mamalgosia napisała: > > > mama_kasia napisała, że ona dla cioci zjada > > mięsne zrazy w piątek. > > Bardzo źle robi. Rz 14:23. Rz 14,23 "Kto bowiem spożywa pokarmy, mając przy tym wątpliwości, ten potępia samego siebie, bo nie postępuje zgodnie z przekonaniem. Wszystko bowiem, co się czyni niezgodnie z przekonaniem, jest grzechem." Ależ ja nie miałam w tamtej koknretnej sytuacji wątpliwości. Tłumaczenie całej sytuacji w innym wątku. Odpowiedz Link
nati1011 sens abstynencji 06.12.08, 08:42 Patrząc z włąsnej perspektywy. Dla mnie picie jest neutralne. Mogę latami nie pić, mogę też czasem wypić piwo czy lampkę wina. Dla mnie rezygnacja z alkoholu to żaden wysiłek ani wyrzeczenie. Gdybym miała w rodzinie alkoholika to nie ślubowałabym abstynencji w jego intencji (bo marna to byłaby ofiara) ale np post czy modlitwę. Taki ślub abst.ma największa wartość, gdy składa go osoba lubiąca pić, albo będaca na początku problemu alkoholowego (uprzedam, nie uwazam wszystkich abstynentów za alkoholików, mówie co ma najwieksza wartość). Ktoś kto dotąd pił na każdej imprezie, nagle odmawia picia - to robi wrażenie. Jakbym ja złożyła śluibowanie, to nikt by nawet tego nie zauważył Wszyscy wiedzą, ze i tak nie piję. I jeszcze o prezentach alkoholowych. Trafia ich do nas sporo - barek mam jak w niezłym sklepie monopolowym. Ponieważ u nas pije się niewiele, to co dostaniemy wydajemy dalej. No bo co mozna z tym zrobić? Podtrzymujemy tym tradycję alkoholową, ale czy włąściwsze byłoby wylewanie markowego alkoholu do zlewu? Odpowiedz Link
mamalgosia prezenty 06.12.08, 08:59 Uczyłąm kiedyś w wieczorówce górniczej. 46 chłopa w sali lekcyjnej przygotowanej na 25 nastolatków. Siedzieli na blatach, na parapetach... Niektórzy po przepracowanej nocce przydrzemywali, niektórzy po 3 razy zaliczali ten sam sprawdzian, bo wizyta teściowej przeszkodziła im w nauce... Na zakończenie roku powiedzieli mi: "Pani nas tu najlepiej rozumiała, chcemy podziękować". No, zgadnijcie, jak może podziękować taka ekipa? Dali od serca to co najlepsze) Odpowiedz Link