kann2
24.01.09, 15:36
...to trochę smutne jest. Myślę o Marcinkiewiczu i dzisiejszych
wiadomościach. Pewnie, nie można nikogo potępiać, bo nie wiemy, co
pod tym się kryje, ale gdy człowiek stojący na świeczniku, pełniący
ważny urząd publiczny powołuje się na katolicyzm i jawnie go
manifestuje, a potem w świetle jupiterów (bo jakże inaczej, gdy jest
i nie przestaje być publiczną osobą) postępuje w sposób otwarty
sprzecznie wobec tego, co wyznawał, to przykre.
Potwierdza się jednak opinia, że Kościół nie powinien nadmiernie
wiązać się z politykami.
Wolę trochę więcej... chłodu... w tych relacjach.
Jeden ze znanych (niegdyś) polskich polityków z partii deklarującej
przywiązanie do chrześcijańskich wartości, po rozwodzie miał na tyle
poczucia uczciwości, że wycofał się z politycznej działalności, gdyz
uznał, że sprzeniewierzył się wartościom, które głosił on i jego
partia. Czy hołubiony swego czasu przez Kościół pan Marcinkiewicz
uczyni podobnie?