Kolęda

26.01.09, 15:01
a_weasley napisał:

> Moje Szczęście napisało:

> > Przyjmowanie księdza po kolędzie?
> > Jakoś głupio z tego robić świadectwo wiary.
>
> Natomiast nieprzyjmowanie dobitnie świadczy, że się delikwent nie poczuwa.

No właśnie: Jakie jest znaczenie kolędy? Co to oznacza? Jaki jest cel?

Po co ksiądz ma przyjść mi do domu na 10 minut, zmęczony i śpieszący się
dalej, z dwoma fałszującymi ministrantami?

I co oznacza, gdy ktoś nie przyjmuje?

A gdy tym "kimś", kto nie przyjmuje księdza po kolędzie jest człowiek, który
regularnie w niedziele i często w tygodniu bywa w kościele na Mszy, to co?
    • madziaq Re: Kolęda 26.01.09, 15:05
      To dlaczego go nie przyjmuje? Rozumiem, że czasem może coś "wypaść" - choroba,
      nagłe wyjście, bo ja wiem... nawet dramatyczne zmęczenie po pracy, że akurat
      danego wieczoru człowiek nie ma siły palcem ruszyć. Ale czemu praktykujący
      katolik miałby nie przyjąć ksiądza, w domyśle, bo nie odczuwa takiej potrzeby
      czy wręcz odczuwa niechęć? Ogólnie niektóre praktyki religijne trudno do
      przyjemności zaliczyć, a jednak się praktykuje...
      • dominikjandomin Re: Kolęda 26.01.09, 15:13
        A jak nie odczuwa potrzeby, to co?

        A może jest inny powód?
        • madziaq Re: Kolęda 26.01.09, 15:22
          Może jest, dlatego pytałam o powód smile

          A jak nie odczuwa potrzeby... Ja tam nie napisze, że to źle, bo jestem ostatnią
          osobą, która ma prawo krytykowac kogoś za nieodczuwanie potrzeby praktyk
          religijnych. Ale wydaje mi się, że wizyta kapłana, wspólna modlitwa i
          pobłogosławienie w pewnien uroczysty sposób domu i domowników jest ogólnie
          rzeczą pozytywną, przy tym nie kosztuje wiele (ok 10 minut Twojego czasu) więc
          moim skromnym zdaniem bez problemu można się - nomen omen - poświęcić.

          Chociaż... coś jest chyba nie w porządku, jeśli ktoś odczuwa niechęć (bo jest
          róznica pomiędzy "nie bardzo chcę" a "bardzo nie chcę") przed taką wizytą. I to
          niekoniecznie z tym kimś, być może z kolędą w sensie organizacyjnym, może ksiądz
          nie ma podejścia do ludzi i zamiast porozmawiać życzliwie, od razu na wejściu
          robi wymówki no i jak parę lat z rzędu tak się złożyło, to nie ma się co dziwić,
          że delikwent nie czeka z utęsknieniem na kolejny raz...
    • minerwamcg Re: Kolęda 26.01.09, 15:41
      Żebym odczuwała wielką potrzebę kolędy - powiedzieć nie mogę. Że ma
      ona jednak mimo wszystko swoje znaczenie - przyznać muszę.
      Dziś zapowiedział mi się przewielebny akurat w porze, kiedy mam
      (przekładane już raz!) USG. I co, nie pójdę? Pójdę, a Arthur mnie
      zawiezie. Z księdzem umówimy się na inny dzień.
      Nie podoba mi się, że informacja o tym, że kolęda jest dzisiaj,
      znalazła się na klatce schodowej zaledwie wczoraj. Choćbym chciała,
      niczego sobie nie poprzesuwam, nie pozmieniam.
      • a_weasley Re: Kolęda 26.01.09, 19:46
        Promień światła rozświetlający ponure mroki mej nędznej egzystencji napisał
        słowa te:

        > Z księdzem umówimy się na inny dzień.

        Wróciliśmy wcześniej, więc zdążył. Niestety.
        A niestety dlatego, że miał mało czasu (choć już kończył), spięty był strasznie
        i jeszcze domagał się wywalenia kota, zupełnie jakbyśmy mieli dokąd. Gdyby miał
        więcej czasu, toby trochę stopniał, bo już zaczynał, odkrywszy, że trochę znam
        jego ojczysty język i nawet na stole leży Biblia w tym języku.
        Stanowczo w przyszłości będziemy się umawiali na kolędę indywidualnie, chociażby
        nie było takiej konieczności technicznej.
      • minerwamcg A jednak zdążyliśmy... 26.01.09, 19:52
        ...wrócić z USG i ksiądz jeszcze był w bloku. No więc przyszedł. Nie
        wiem, czy to dobrze, czy źle, bo na widok naszego kota zareagował,
        jakby w poprzednim wcieleniu był myszą i zasugerował, żeby
        zwierzątko gdzieś "usunąć", bo będzie przeszkadząło. Biorąc pod
        uwagę, że Norka składa się z obszernego kuchniopokoju, a łazienkę
        dzielą harmonijkowe drzwi, pytanie "gdzie?" nasuwało się natrętnie.
        Następnym pytaniem było w czym mianowicie George miałby
        przeszkadzać, jeżeli ksiądz nawet nie usiadł. Zamienił z Arthurem
        kilka słów o języku hiszpańskim, bo z pięknej Kastylii pochodzi, dał
        obrazki ze świętym Pawłem i znikł jakby goniło go stado... kotów smile
        A nie jest alergikiem. Wiem, bo powiedział.
        • isma Re: A jednak zdążyliśmy... 26.01.09, 19:54
          Kota, Minerwa, wsadza sie do worka, nie wiedzialas? A worek wywieszasz za okno,
          i po sprawie wink)).
          • minerwamcg Re: A jednak zdążyliśmy... 26.01.09, 20:23
            Sam niech się wywiesi tongue_out Jak będziemy niebawem zmieniac Norkę na
            większe, specjalnie poszukam mieszkania, które będzie na terenie
            parafii prowadzonej przez franciszkanów!!! smile
          • a_weasley Re: A jednak zdążyliśmy... 26.01.09, 20:30
            Kto mi powie, dlaczego kliknięcie "odpowiedz cytując" zamiast otwarcia nowego
            okna powoduje powrót na początek wątku?

            isma napisała:

            > Kota, Minerwa, wsadza sie do worka,
            > nie wiedzialas? A worek wywieszasz
            > za okno, i po sprawie wink)).

            Prof. Bączyński wychodząc z domu kota wpychał do szuflady. Ale my mamy bardzo
            akustyczne szuflady.

            Tak w ogóle a propos kolędy jako takiej mogę powtórzyć to, co napisałem rok temu
            w →dyskusjina zupełnie innym forum:

            "Z innej zaś strony - czytając →zlinkowanyartykuł, a też nieraz wcześniej, zastanawiałem się, przez ile takich rozmów
            księdzu się chce czegokolwiek poza powrotem na plebanię.
            Już nie mówię o zatrzaskiwanych drzwiach. Niech to będą wszystko takie
            spotkania, jakie na ogół pamiętam - to znaczy ani takie horrorki, jak czasem
            słyszę (ciekawe, jak to jest, że ja takich wspomnień nie mam? W dodatku
            przypominam, jestem innego wyznania i wcale tego przed księżmi nie kryję... Mam
            szczęście do księży na poziomie, czy po prostu nie jeżę się na widok człowieka w
            sutannie?), ani takie zajmujące pogawędki jak mi się parę razy zdarzyło (np.
            tego roku trafił do nas xiądz dyrektor Radia Józef, w dodatku umawialiśmy się
            specjalnie, już po zakończeniu ogólnej kolędy, więc mogliśmy go spokojnie gościć
            przez godzinę, z nami pogadał, z kotami pogadał, i zasadniczo moglibyśmy go
            gościć i dłużej, ale się jeszcze gdzieś wybierał). Takie sobie zwyczajne
            spotkania ze zwyczajnymi ludźmi, tyle że macie takich spotkań na przykład
            pięćdziesiąt. Chodzicie od piątej do dziesiątej od domu do domu i macie
            odwiedzić pięćdziesiąt lokali. Widzicie, że tu jest właśnie okazja, żeby
            pomówić, bo jak raz dotknęliście problemu, ale tu już dziewiąta dochodzi, a wy
            jesteście w niedoczasie...
            Ciekawe, po ilu wizytach mielibyście tych swoich umiłowanych owieczek serdecznie
            dosyć, a na widok tygodnika NIE niezręcznie wsuniętego na regał toczylibyście
            pianę (doskonale zdając sobie sprawę, że rozsądek nakazuje zignorować). Aha,
            zapomniałem, wczoraj też tak chodziliście i jutro też będziecie musieli.
            Oczywiście jako osoby refleksyjne i z głową pośrodku szyi doskonale wiecie, że
            to bez sensu, że jakby miało mieć sens, to tych lokali powinno być góra
            piętnaście..."
      • dominikjandomin Re: Kolęda 26.01.09, 21:24
        minerwamcg napisała:

        >
        > Nie podoba mi się, że informacja o tym, że kolęda jest dzisiaj,
        > znalazła się na klatce schodowej zaledwie wczoraj.

        O!

        U nas jest plan w necie, na tablicy ogłoszeń i do znudzenia dyktowany na
        ogłoszeniach. Ale w klatce nic...
    • maadzik3 Re: Kolęda 26.01.09, 15:58
      Moje doswiadczenia z koleda (a zawsze dzwonili do drzwi):
      1. Ministranci na haslo "jestesmy protestantami, ale prosze, chlopcy, wejdzcie"
      jakali sie "eee, my tylko do katolikow" i biegli pietro wyzej
      2. Zamykalam wiec ponownie drzwi do ktorych po chwili dzwonil ksiadz
      3. Na ten sam tekst jak w pkt. 1 (oczywiscie forma zaproszenia dostosowanasmile)
      przez 2 lata ksiadz wchodzil pogadac przez chwile przez nastepne lata zmykal
      mowiac ze sie spieszy (inny ksiadz).
      Tak wiec sobie do wyjazdu z Polski prowadzilam te obserwacje socjologiczne,
      najzabawniejsi byli zmykajacy ministranci, prawie sie na schodach kurzylo...
    • pawlinka Re: Kolęda 26.01.09, 16:06
      Dla mnie otworzenie drzwi księdzu chodzacemu po kolędzie jest
      przyznaniem się do przynależnosci do wspólnoty, do Kościoła. Nawet
      jeśli ministranci fałszują, ksiądz mówi o sobie, a wszystko wygląda
      nie tak, jak sobie wymyśliłam, ale to mój Kościół, taki właśnie
      niedoskonały, jak ja.
      Akurat kolędy w moim domu (rodzinnym i własnym) były miłe, księża
      się dobrze czują, my się nie stresujemy. Tak, to zwyczaj, ale
      oswojony. Jest trochę mało czasu na rozmowę, ale coś mówimy, coś
      wysłuchamy, pomodlimy się razem.
      • sylwia0405 Re: Kolęda 26.01.09, 20:05
        dokładnie, nic dodać nic ująć smile
      • dominikjandomin Re: Kolęda 26.01.09, 21:39
        pawlinka napisała:

        > Dla mnie otworzenie drzwi księdzu chodzacemu po kolędzie jest
        > przyznaniem się do przynależnosci do wspólnoty, do Kościoła.

        No ale - to obowiązek jest się tak przyznawać? Gdy ktoś się przyznaje na inne
        sposoby? A jeśli nie przyjmie, to przestaje się przyznawać? Nawet, gdy widać go
        w kościele?
        • nati1011 Re: Kolęda 27.01.09, 09:50
          nie ma obowiazku. I jest wiele sytuacji, gdy ktoś moze odmówić.
          Np ktoś z domowników jest agresywnym przeciwnikiem koscioła - zdarza
          sie i w najlepszych rodzinach
          Czy to jednak umniejsza jego przywiazanie do wspólnoty?

          Choć ja osobiście zainteresowałabym się taką osobą - może
          potrzebować pomocy. Szkoda tylko, że nie takie są owoce kolendy.
          • dominikjandomin Re: Kolęda 27.01.09, 13:46
            nati1011 napisała:


            > Choć ja osobiście zainteresowałabym się taką osobą - może
            > potrzebować pomocy. Szkoda tylko, że nie takie są owoce kolendy.

            Zobaczymy. Może i takie będą owoce tej kolędy.
        • pawlinka Re: Kolęda 29.01.09, 10:59
          Według mnie, obowiązkiem to z pewnością nie jest. Bardziej nazywam
          to powinnością, bo Kościół to współnota, do której należę, z którą
          sie identyfikuję.
          Moja postawa moze też mieć wpływ na innych, może niepotrzebie
          prowokować, ktoś może się zgorszyć, że wierzący nie przyjmuje
          księdza po kolędzie. Czyli potencjalnie "coś tam się musi w tym
          Kościele niedobrego dziać". To są moje myśli.
    • godiva1 Re: Kolęda 26.01.09, 16:08
      Wiecie co, mi zawsze bylo szkoda ksiezy i mysle, ze to jest okropnie
      niewdzieczna czesc ich pracy, to chodzenie po koledzie. Sa
      mieszkania, gdzie ich zbluzgaja, sa mieszkania gdzie pijany ojciec
      chce sie z ksiedzem napic, albo takie gdzie nedza piszczy i az
      glupio ksiedzu te koperta z pieniedzmi dac, gdzie dzieci placza,
      gdzie jest brudno, gdzie gospodyni sie obrazi jak ksiedz nie zje
      kawalka sernika, gdzie ludzie manifestuja swoj antyklerykalizm,
      gdzie opowiadaja glupie dowcipy... A ksiadz musi takich mieszkan
      zaliczyc kilkadziesiat dziennie, rany jak ja im nie zazdroszcze.
    • mamalgosia Re: Kolęda 26.01.09, 17:41
      A ja nie wiem po co.

      Dlaczego ja przyjmuje - to wiem. Jak pawlinka - bo jest to
      przyznanie się do wspólnoty.
      Dlatego również, że wiąże się ona z błogosławieństwem domu.
      To z punktu widzenia "biorcy".
      A punktu widzenia "dawcy" nie rozumiem. Poznać rodziny? (przez 10
      minut), czy koronny argument przeciwników: datki pozbierać?
      Czy własnie, żeby domy pobłogosławić?
      Nie wiem
    • mamalgosia gadu gadu gadu... 26.01.09, 17:49
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=54795193&a=54795193
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=34500568&a=34500568
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=88226463&a=88226463
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=19333206&a=19333206
    • 1jula Re: Kolęda 26.01.09, 19:03
      ja mam trochę inną sytuację. Ponieważ mój mąż jest organistą, to z
      większością księży jesteśmy na "ty" i bardzo często się spotykamy.
      Ba, nawet brat cioteczny męża jest kapłanem. Takie kolędy więc
      wyglądają różnie, bo albo sobie zostawiają nas na koniec i wtedy
      ministranci idą już do domu, a my przy kolacji siedzimy i gadamy,
      albo wejdą, zamiotą kropidłem i idą, na zasadzie "to widzimy sie
      tradycyjnie w sobotę"
      Wśród samych księży zdania co do kolędy są podzielone, większość
      moich też jest przeciw, najczęściej czuja się jak piate koło u wozu,
      ich również męczy sztuczna atmosfera i "naciagane" tematy do
      rozmowy, ale to nie jest reguła.
      Szeroki jak rzeka wątek kopert, mam znajomych którzy twierdzą (i ja
      również do tego tak podchode)że jest to wizyta, a nie przyjście po
      haracz i po prostu koperty nie szykują.
      Sama nie wiem co o tej wizycie mysleć, trudno porozmawiać na jakis
      temat pod presją czasu
    • nati1011 Re: Kolęda 26.01.09, 20:30
      NIE lubię kolendy. Byle jak, szybko, bez pomysłu, bez serca...

      Coraz mniejszy widze sens. I nie mówicie, że tak musi być. Parafia
      coraz niejsza, ludzi ubywa - takze tych co przyjmują, wiec spokojnie
      można by było wolniej z tą kolędą chodzić.

      no i bardzo mnie irytuje pytanie, jak ktos nie chce usłyszęc
      odpowiedzi.

      Ale przyjmuję. Bo raz na parę lat trafia się fajna wink
    • nati1011 KOPERTY - kolędowe i inne 27.01.09, 10:02
      Nie daruje sobie. 2 zdania o "wymuszaniu" datków przez kapłąnów.

      Ja "swoim" księżom dużo mogę zarzucić. Ale NIGDY nie spotkałam się z
      wymuszaniem pieniedzy. Czy koleda, czy ślub, czy chrziny lub
      pogrzeb - zawsze ofiara była dobrowolna i niewysoka. Mało tego
      przeważnie pobierana w taki sposób, ze nawet trudno sie zorientować
      kto ile dał - najcześciej wrzucana w kopercie (niepodpisanej) do
      skarbonki.

      I wielokrotnie ksiadz odmawiał wzięcia ofiary lub wrecz zostawiał
      kopertę w mieszkaniu. Tak było, gdy moja mam opiekowała się ciezko
      chorą babcią, lub u biednej sąsiadki.
      • dominikjandomin Re: KOPERTY - kolędowe i inne 27.01.09, 13:47
        nati1011 napisała:


        > I wielokrotnie ksiadz odmawiał wzięcia ofiary lub wrecz zostawiał
        > kopertę w mieszkaniu. Tak było, gdy moja mam opiekowała się ciezko
        > chorą babcią, lub u biednej sąsiadki.

        U nas też tak było. Nie wiem, od kogo "wymusza". Jak czytam, to okazuje się, że
        tylko od wojujących ateistów...
        • nati1011 Re: KOPERTY - kolędowe i inne 27.01.09, 16:00
          którzy w dodatku wcale tego slubu koscielnego nei mają, ale NA PEWNO
          ksiądz by zdarł z nich skórę wink)
        • ewa_anna2 Re: KOPERTY - kolędowe i inne 30.01.09, 23:54
          Są różni księża. Moja babcia niestety spotkała się z sytuacją, że
          ksiądz powiedział, że kwota X (chyba 10, czy 20 zł to było) jest za
          mała. Babcia jest sama, a rodziny z dziećmi dają więcej. Chcę
          wierzyć, że to niechlubny wyjątek.
      • mamalgosia Re: KOPERTY - kolędowe i inne 27.01.09, 17:38
        U nas nawet jest tak, że zadnej koperty dac nie trzeba. Nawet na
        ślub to my uganialiśmy sie za księdzem, żeby dać
    • atama Co zrobić? 27.01.09, 14:41
      Jak wyobrażamy sobie idealną kolędę, to chyba wiadomo. Ale CO można
      zrobić, żeby było przyjemniej?? Macie jakieś pomysły, obserwacje? Co
      robicie ze swojej strony, żeby taka wizyta była sensowniejsza? Może
      jakiemuś księdzu udaje się pokonać znużenie i wszystkie inne
      trudności związane z kolędą i jakoś tak miło się z nim spotyka co
      roku w domu przy tej okazji??? Nie teoretyzuję. Jestem naprawdę żywo
      zainteresowana wszelkimi ciekawymi rozwiązaniami, którymi
      moglibyście się tu podzielić.
    • magdalaena1977 Re: Kolęda 27.01.09, 15:20
      Ja zaliczyłam kolędę w piątek i mam sporo zastrzeżeń takich technicznych

      1. czy naprawdę nie można na początku adwentu opublikować grafiku kolędy dla
      całej parafii ? Strasznie mi przeszkadza to pilnowanie się na siłę własnego
      kościoła (zimą !) i dreszczyk emocji przy czytaniu ogłoszeń.
      Można wtedy np. ustawić sobie wolny wieczór z miesięcznym wyprzedzeniem, a nie
      np. rezerwować bilety do teatru.

      2. czy kolęda musi obejmować cały wieczór ? U nas ksiądz chodził od 18:00 i
      czekałam na niego cztery i pół godziny do 22:30. Woda święcona mi wyschła wink

      Ja naprawdę wolałabym, żeby ksiądz chodził przez cały rok, ale miał dłuższą
      chwilę, bo o tej 22:30 i ja i ksiądz marzyliśmy o tym, żeby jak najszybciej
      sobie poszedł.
      W dodatku trochę głupio mi było jak ksiądz modlił się taśmowo za "wszystkich,
      którzy tu mieszkają ", "rodzinę" itp. Mieszkam sama, sama przyjmowałam księdza i
      parafia ma to zapisane w poprzednich informacjach z kolędy.
      • mamalgosia Re: Kolęda 27.01.09, 17:37
        magdalaena1977 napisała:


        > 1. czy naprawdę nie można na początku adwentu opublikować grafiku
        kolędy dla
        > całej parafii ?
        To jakaś zawalata parafia, u nas wiadomo z góry cały plan - w
        listopadzie wiedziałam, że mam w styczniu. Zgłoś jako pomysł
        racjonalizatorski








        > W dodatku trochę głupio mi było jak ksiądz modlił się taśmowo
        za "wszystkich,
        > którzy tu mieszkają ", "rodzinę" itp. Mieszkam sama, sama
        przyjmowałam księdza
        > i
        > parafia ma to zapisane w poprzednich informacjach z kolędy.
        Wiesz, ale mogłaś w tzw międzyczasie zamieszkać z konkubentem, który
        się wstydził pokazać przy księdzu. W rok mogło się Wam już urodzić
        dziecko (które oddałaś na ten wieczór do babci).
        To akurat ma senssmile
        • magdalaena1977 Re: Kolęda 27.01.09, 21:06
          mamalgosia napisała:

          > magdalaena1977 napisała:
          > > W dodatku trochę głupio mi było jak ksiądz modlił się taśmowo
          > > za "wszystkich, którzy tu mieszkają ", "rodzinę" itp.
          > > Mieszkam sama, sama przyjmowałam księdza i
          > > parafia ma to zapisane w poprzednich informacjach z kolędy.
          > Wiesz, ale mogłaś w tzw międzyczasie zamieszkać z konkubentem, który
          > się wstydził pokazać przy księdzu. W rok mogło się Wam już urodzić
          > dziecko (które oddałaś na ten wieczór do babci).
          > To akurat ma senssmile
          IMHO dość sensowne jest założenie, że jeśli ilość widocznych domowników jest
          taka sama jak zeznaniu z zeszłego roku, to znaczy, że nic się nie zmieniło.
          Ewentualnie można zapytać.
          A ja odebrałam ten sposób wyrażania się jako brak dostosowania do sytuacji
          konkretnego wiernego. Nie wstydzę się tego, że mieszkam sama, ale czasami
          denerwują mnie osoby, które automatycznie zakładają, że MUSZĘ mieć faceta.
          Mechanicy czy hydraulicy, którzy przekonują mnie, że "mąż sobie z tym świetnie
          poradzi" są zabawni, ale od księdza oczekiwałabym czegoś więcej, zwłaszcza, że
          przecież dla katolika normą jest albo małżeństwo albo samotność. I podejrzewanie
          konkubinatu jest tu wyjątkowo niesympatyczne.
          Wiem, że strasznie się rozpisuję na temat tego, co mogło być efektem zmęczenia
          księdza i taśmowości kolędy, a nie złej woli, ale chciałam pokazać jakie
          znaczenie mają drobne szczegóły przy takiej krótkiej wizycie.
          • atama Re: Kolęda 28.01.09, 07:29
            A dlaczego kolędę mamy tylko w okolicach Bożego Narodzenia? Czy ktoś
            wie?

            > IMHO dość sensowne jest założenie, że jeśli ilość widocznych
            domowników jest
            > taka sama jak zeznaniu z zeszłego roku, to znaczy, że nic się nie
            zmieniło.
            > Ewentualnie można zapytać.

            A z tym pytaniem to już delikatna sprawa. Są tacy, którzy za takie
            pytanka na wejściu by się obrazili.
            I bądź tu człowieku mądry. Niełatwe zadanie przed księdzem, żeby
            trafiać ze słowami i nie zadrażniać tak różnych przecież u każdego
            delikatnych odczuć...
          • nati1011 Re: Kolęda 28.01.09, 08:46
            magdalaena1977 napisała:

            ale od księdza oczekiwałabym czegoś więcej, zwłaszcza, że
            > przecież dla katolika normą jest albo małżeństwo albo samotność. I
            podejrzewani
            > e
            > konkubinatu jest tu wyjątkowo niesympatyczne.

            Ja cie świetnie rozumiem. Przypomniało mi się, jak w w pierwszej
            ciaży chodziłam do lekarza razem z meżem, i zewsząd słyszałam: niech
            maz zrobi czy przytrzyma... Z drugim dzieckiem już było inaczej - na
            czasie politycznej poprawnosci nikt nie ośmielał się użyć
            słowa "mąż". Mowiono: partner, pan itp. Irytowało mnie to srasznie.
            Tak jakby patologia nagle stała się jakąś ważniejsza norma niż
            normalne małżeństwo oczekujace dziecka.
      • dominikjandomin Re: Kolęda 28.01.09, 16:42
        magdalaena1977 napisała:


        > 1. czy naprawdę nie można na początku adwentu opublikować grafiku kolędy dla
        > całej parafii ? Strasznie mi przeszkadza to pilnowanie się na siłę własnego
        > kościoła (zimą !) i dreszczyk emocji przy czytaniu ogłoszeń.

        U nas wisi, acz nie od początku adwentu. Nawet wisi na www...


        > 2. czy kolęda musi obejmować cały wieczór ? U nas ksiądz chodził od 18:00 i
        > czekałam na niego cztery i pół godziny do 22:30. Woda święcona mi wyschła wink

        U nas dni powszednie od 16.00 Do której, to zależy...

        A i tak dobrze, koleżanka miała w dzień powszedni od 10.00 - bo to wieś, i do
        księdza jeszcze nie dotarło, ze to nowe osiedle domków jednorodzinnych, to nie
        rolnicy...
        • nati1011 Re: Kolęda 29.01.09, 11:19
          dominikjandomin napisał:

          > A i tak dobrze, koleżanka miała w dzień powszedni od 10.00 - bo to
          wieś, i do
          > księdza jeszcze nie dotarło, ze to nowe osiedle domków
          jednorodzinnych, to nie
          > rolnicy...


          smile)))
          • verdana Re: Kolęda 30.01.09, 21:11
            U nas w parafii (nas - to znaczy w męża i dzieci parafiismile))
            koperte się księdzu wmusza, a nie ksiądz wymusza.
            Niestety, w tym roku jestem zla. Ogloszenie wisialo wprawdzie na
            klatce przez pare dni, ale w zaden sposob nie dalo sie przesunąć
            korepetycji syna - a odwolać nie można bylo. Książdz zapukał, mąż
            grzecznie poprosił, zeby do nas przyszedł w ostatniej kolejności, bo
            matematyk musi wyjść.
            Ksiądz w ogóle nie przyszedł.
            • nati1011 Re: Kolęda 30.01.09, 22:32
              może zapomniał?

              No ale to i tak nieładnie sad
              • verdana Re: Kolęda 30.01.09, 22:50
                Nie, raczej się obraził...
                • matizka Re: Kolęda 03.02.09, 23:54
                  U nas działy się w tym roku cuda z kolędą, bo ksiedza trzeba
                  wywalczyć. Mieszkam pod Warszawą na początku ślepej ulicy i zawsze
                  koledę zaczynano od nas. Punt 15-ta podjechało pod nasząś bramę
                  wielkie auto i zawróciło i odjechało. Ponieważ zdarza sie, że ktoś
                  wjedzie przypadkiem w ślepą ulicę i tu zwraca mysleliśmy, że to taki
                  przypadek, ale ksiedza nie ma i nie ma. Mąż wyszedl na ulicę
                  popatrzeć, przy bramkach starsze sąsiadki, albo bramki pootwierane.
                  To audi stoi zaparkowane. Mąż przyszedł z wieścią, że widać ksiądz
                  nie wchodzi jak furtka nie otwarta. No nie - mamy dzwonek, inni
                  umieli użyć. Kazałam iść po księdza. Mąż spotkał go na środku ulicy,
                  powiedział, że zaraz przyjdzie. Nie ma znowu - mama ruszyła na
                  zwiady - ksiądz maszeruje do nas z połowy ulicy. jakieś 2 godziny ta
                  go szukaliśmy, inni sąsiedzi też tak latali.

                  Ksiądz jest nowy i w sumie to szkoda, że jacys ministranci nie
                  chodzili z nim i nie dzwonili wcześniej i jakoś nie prowadzili go po
                  tej naszej uliczce ( u nas jest taka dziwna zabudowa, więc może się
                  poplątać). Ale na to, że nie zadzwonił do bramki, nawet nie wysiadł
                  z auta tylko ojechał to byłam zła.

                  A propos wymuszania kasy jeszcze - nie jestem ateistką, ale mam
                  takie doświadczenia. Raz - umawialiśmy crzest naszego syna z
                  zaprzyjaźnionym księdzem. Ustalilismy, ze będzie nietypowo na mszy
                  dla dzieci przez niego odprawianej. W sprawie formalności wysłał nas
                  do kancelarii, a tam pani powiedziała do męża "Ale wie Pan, że
                  chcrzest kosztuje 200 złotych"

                  A druga historia to zaswiadczenie o bierzmowaniu do ślubu. Taka
                  adnotacja powinna byc w parafii gdzi nas ochrzczono. Po prostu
                  parafia gdzie mnie bierzmowano wysyła list (czy w tamtych czasach
                  powinna była wysłać) o moim bierzmowaniu. Podobno moja parafia
                  uważała, że to za duży koszt i tych listów nie wysyłała. Moja mama
                  poszła zamiast mnie po takie poświadczenie, a tam siostra mówi, ale
                  za to będzie opłata . Mama - starsza pani - powiedziała, że nie ma
                  przy sobie pieniędzy. Siostra powiedziała, że to proszę donieść
                  innym razem. Mama zła nie doniosła nigdy, ale mówi, że zawsze ma
                  wrażenie, ze ta siostra na nią patrzy z wyrzutemsmile
Pełna wersja