smutne przemyślenia ze szpitala

05.03.09, 11:09
Ostatnio miesiac bez wizyty w szpitalu to dla mnie miesiac stracony :
( Tak wiec znów pół nocy spędziłam na izbie przyjeć, choć tym razem
na szczesci skończyło sie na strachu.

ALe bardzo mi smutno po tej wizycie. 2 przypadki.

1. Pan w wieku 50-60 lat. wychudzony gorzej niz z Auschwitz. Jest
chory, a zona go głodzi. Po paru minutach zostawiła go w izbie
przyjć i poszła sobie z innym panem, zabierajac jedyne klucze do
domu. Mimo iz miała zawieśc go do domu. Szpital musia wezwac policje.

2. za chwile przywieli młodą dziewczyne. 10 tydzien ciazy. zadbana,
ładna.... z krwawieniem. Lekarz już w południe skierował ją do
szpitala, ale ta pojechała do domu. Kolejny krwotok i pogotowie
przywiozło ja na oddział. Podpita. Na pytanie pielegniarki dlaczego
nie przyszła wcześniej i dlaczego piła pada odpowiedż: bo ja nie
chce tego dziecka. Aż czasami trudno dziwić sie lekarzom, ze czasem
tak grubiańsko traktuja dziewczyny po poronieniu samoistnym. Tyle
razy spotykają dziewczyny, które same, różnymi sposobami "pomagają"
w poronieniu. A potem udają, że to tak samo sad((

    • verdana Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 11:18
      Nie Nati, nie.
      Traktowanie kobiet po poronieniu samoistnym grubiańsko jest
      okrucieństwem i skandalem. Nic tego nie usprawiedliwia - dla
      wiekszości kobiet jest to jedna z najwiekszych tragedii w zyciu.
      Tymczasem są potraktowane nie jako osoby w żałobie, tylko jak osoby
      czemus winne.
      To, że dziewczyna, ktora nie chce dziecka nie podtrzymuje ciąży -
      jest moralnie wątpliwe, ale też dyskusyjne.
      To trochę tak, jakby potraktować wszystkie matki, ktorym własnie
      zmarło dziecko, jak zabójczynie - bo zdarzaja się przeciez wypadki
      dzieciobójstwa.
      • nati1011 Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 11:24
        Wiem Verdana, ale ja przelezałąm na patoligii prawie pół ciaży i
        wiecej takich "przypadków" widziałam. Sama jestem po poronieniu i
        sama miałam problemy z podejściem lekarzy w trakcie ciaży.

        ALe też do dzisiaj pamietam jak podczas mojego pierwszego porodu
        przywieziono dziewczynę w 5 miesiącu ciaży - rano wypisała sie na
        własne życzenie, mimo iż lekarze kazali jej zostac. Wieczorem
        przywieźli ja w trakcie porodu w toku. dziecko nie miało szans. A
        wystarczyło juz dosłownie kilka tygodni. Widać było bezradna ropacz
        tych lekarzy, którzy niemal musieli patrzeć jak matka doprowadza do
        śmierci swojego dziecka.

        > To, że dziewczyna, ktora nie chce dziecka nie podtrzymuje ciąży -
        > jest moralnie wątpliwe, ale też dyskusyjne.
        Tu akurat wyglądało, ze nie chodzi o zwykłe "niepodtrzymywanie"
        ciaży.
        • verdana Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 11:32
          Tak czy inaczej - lekarz nie ma prawa oceniać nikogo na podstawie
          innych przypadków, ktore leczy. Problem z podtrzymywaniem ciąży tez
          jest bardzo skomplikowany - nie da się go jednoznacznie ocenić. Nie
          jest to bowiem zabójstwo dziecka, ale zdanie się na naturę. Znam
          wierzacą dziewczynę, ktora uznaje podtrzymywanie ciąży za
          niewłaściwe, gdy nie chodzi o coś czysto mechanicznego, jak
          rozwierająca się szyjka - ale o zagrazajace poronienie bez tak
          jasnych przyczyn. Ona z kolei tłumaczy mi, ze widocznie tak miało
          być i trudno - nie nalezy się temu sprzeciwiać.
          Akurat się z nia nie zgadzam, ale przyjmuję taki tok myslenia jako
          dopuszczalny.
          • nati1011 Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 11:39
            wiesz, nie chodzi mi o dyskutowanie nad poszczególnymi przypadkami.
            Tylko tak jakoś mi smutno zrobiło patrząc na tego wysuszonego do cna
            mężczyznę i obok niego ta ładna młoda kobieta. I w obu przypadkach
            całkowita bezradność lekarzy.
            • verdana Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 12:00
              To mi przypomina, co opowiadał mój syn, ktory lezał w zeszłym roku
              na onkologii.
              Tez mówił o bezradnosci lekarzy wobec pacjentów, ktorzy nie
              odbieraja wynikow badań. Sam był swiadkiem, jak autentycznie
              zmartwiony lekarz tlumaczył pacjentowi, ze gdyby zgłosił się po
              wyniki dwa miesiace wczesniej, to sprawa bylaby wygrana - a teraz
              szanse sa nikłe...
              • nati1011 Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 13:35
                verdana napisała:

                > To mi przypomina, co opowiadał mój syn, ktory lezał w zeszłym roku
                > na onkologii.
                > Tez mówił o bezradnosci lekarzy wobec pacjentów, ktorzy nie
                > odbieraja wynikow badań. Sam był swiadkiem, jak autentycznie
                > zmartwiony lekarz tlumaczył pacjentowi, ze gdyby zgłosił się po
                > wyniki dwa miesiace wczesniej, to sprawa bylaby wygrana - a teraz
                > szanse sa nikłe...

                O nie. Lekarz nie moze codziennie karmić pacjenta w domu - choć moze
                ten przypadek zgłoscić np do opieki społęcznej. Ale jeżlei lekarz ma
                przed soba wyniki wskazujace na poważna chorobę (gdzie liczy sie
                czas), a pacjent sie nie zgłasza, to ma obowiazek moralny go o nich
                powiadomić - choćby listownie.
      • minerwamcg Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 12:49
        No cóż, nie pierwszy raz mamy rozbieżność zdań wynikającą ze
        światopoglądu.
        Jeżeli ma się chore dziecko, należy je leczyć. To dotyczy zarówno
        dziecka urodzonego jak nie - i argument, że się go "nie chce" brzmi
        w przykry sposób znajomo. Eufemistyczne "pozwalanie działać naturze"
        jest ładnym określeniem pozwalania na śmierć. Czasem ludzkie życie
        (bo ciąża dziesięć tygodni to jest ludzkie życie czy się to komuś
        podoba czy nie) może uratować w porę zażyte kilka pudełek duphastonu
        czy luteiny.
        Dla mnie to się niczym nie różni od niepójścia do szpitala z
        dzieckiem chorym na zapalenie płuc.

        W całej natomiast rozciągłości zgadzam się z Verdaną, że nic nie
        usprawiedliwia grubiańskiego traktowania pacjentki. Zwłaszcza
        dotkniętej nieszczęściem; to już nie grubiaństwo, to okrucieństwo.
        • sulla Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 14:58
          Zgadzam się z Minerwą. To zawsze jest kwestia empatii, stosunku do innych ludzi
          - spotykałam już lekarzy (i pielęgniarki) , którzy byli bardzo uprzejmi i
          naprawdę interesowali się pacjentami, oraz takich, dla których pacjent to
          jeszcze jeden przypadek. Przypadek pytający, płaczący, potrzebujący pomocy, w
          trudnej sytuacji - to po prostu przypadek upierdliwy, który należy olać.
          Sama tego doświadczyłam - właśnie w szpitalu, gdy przyjechałam z poronieniem
          samoistnym. Widziałam też neurologa, który rozmawiał przy mnie przez telefon o
          pacjencie, który nie ma prawie żadnych szans na przeżycie - na każde pytanie
          osoby dzwoniącej wzdychał i wywracał oczami, rzucał teksty "No skąd mam
          wiedzieć, czy się wybudzi, no pewnie się nie wybudzi, to chyba oczywiste?"

          Wszystko zależy od człowieka.

          Ale tych "nieludzkich" staram się nie osądzać, kto wie, czemu tacy się stali?
          • mamalgosia Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 18:56
            A ja słyszałam, jak lekarka ratując wcześniaczka
            powiedziała: "kolejny zdechlak".

            A gdy leżałam po porodzie, a przed transfuzją krwi i wezwałam
            pielęgniarkę (położną), to mi powiedziała, że jak nie jestem po cc,
            to mam sobie jakoś poradzić.

            A o wszechobecnym "przecież się nie rozerwę" i "co wzywa jakby sie
            paliło" już mi się nie chce pisaćsad
            • nati1011 Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 19:00
              pierwsze dziekco rodziłam w szpitalu "przyjaznym dziecku" - czysty
              horror.

              Do drugiego porodu wybrałam mały szpital wojskowy. Warunki lokalowe
              były siermieżne, za to personel fantastyczny smile
              • mamalgosia Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 19:08
                a, tak, tak, ten szpital, który opisuję (bo wszystkie moje/nasze
                pobyty dotyczą tego samego szpitala) jest też przyjazny matce i
                dziecku. To chyba oczywiste
                • nati1011 Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 19:10
                  no tak - o taki tytuł to rzeba sie "specjalnie" postarac.

                  Poród był koszmarem, a w zasadzie pobyt po, ale jak po pół roku
                  trafiliśmy na oddział niemowlęcy to już był kryminał sad
    • mamalgosia Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 18:51
      Moje przemyślenia ze szpitala również są smutne. Ale dotyczą
      personelu
      • nati1011 Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 18:56
        a ja akurat naprawde spotkałam sie z dużym zaangażowaniem lekarzy
        szpitalnych. Gorzej jest z tymi przychodniowymi sad
    • maadzik3 Re: smutne przemyślenia ze szpitala 05.03.09, 20:07
      Co do absolutnej niedopuszczalnosci chamskiego odnoszenia sie do pacjentow
      zgadzam sie w pelni z Verdana. Natomiast myslac (ze smutkiem) o pacjentach
      takich jak ten starszy czlowiek mysle ze problem lezy w zachowaniach spolecznych
      (ich braku?), bledach systemowych, a czasem strasznie skopanych relacjach
      miedzyludzkich, co zawsze sie zdarza.
      Lekarz nie moze osobiscie opiekowac sie takimi pacjentami (zwlaszcza w domu) ani
      porzadkowac ich relacji rodzinnych. Moze i powinien zawiadomic pielegniarke
      srodowiskowa lub opieke spoleczna o pacjentach wymagajacych opieki w domu i z
      roznych przyczyn jej nieotrzymujacych. Ale ten poziom opieki dziala w Polsce
      fatalnie (na ogol) i to mimo wielkiego zaangazowania poszczegolnych osob -
      system jest tu niesprawny i niewydolny jak w malo ktorej dziedzinie, a przeciez
      wlasciwie dzialajacy moglby wyeliminowac wiele niepotrzebnych a drogich
      hospitalizacji.
      Co do stosunku pani do pana - no, nie podoba mi sie naturalnie i bardzo, ale
      oceniac nie chce. Znam z pierwszej reki historie pana ktory rzucil zone z
      malenkim dzieckiem w bardzo trudnej sytuacji i odszedl z inna. 30 lat nie dawal
      znaku zycia. Potem wrocil (wykopany przez partnerke) z zaawansowanym rakiem,
      prawie niewidomy i wymagajacy stalej opieki do swej zony (niewidzianej od 30
      lat) po... opieke i wsparcie. Otrzymal je, ale nie ma tam ciepla i czulosci. Sam
      fakt ze go przyjela i zajmuje sie nim dla mnie jest w tych okolicznosciach
      bohaterstwem. Roznie w zyciu bywa.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja