mamalgosia
18.04.09, 09:24
Wstąpiłam do sklepu z odzieżą na wagę - pogoda się zmienia, Dzieci
jakoś podejrzanie szybko rosną, pora na zakupienie tysiąca koszulek
i tysiąca letnich spodenek. Były w tym sklepie dwie panie, w wieku
na oko pod 30tkę. Przymierzały powybierane przez siebie ciuchy,
zaśmiewając się przy tym do łez (przyznam, że i ja się uśmiałam). I
słyszę taki dialog:
- Co byśmy zrobiły bez tego lumpeksu? Gdzie byśmy przychodziły do
południa?
- No, gdzie my byśmy przychodziły pięć razy do południa? ha ha ha
- Po południu to jeszcze baby wyjdą na ławkę przed blok, to jest co
robić, ale do południa nuda
Po pierwsze zastanowiło mnie, jak to może być, że kobiety w tym
wieku się nudzą. Żadnej pracy? Obowiązków domowych? Dzieci? Hobby?
No, ale to ich sprawa. Moją sprawą jest to, jak JA wykorzystuję dany
i zadany mi CZAS. Ten, na który czekam z utęsknieniem; ten, który
sobie planuję; ten, który planują mi inni i nie mam na to wpływu. A
jak nie cierpię gdy ktoś mi marnuje czas! (a bywa i tak - np
konferencja o czymś co doskonale wiem, 3 godziny bite). Czas ten, w
którym zostałam postawiona. Jak go wykorzystuję?
No, nie do końca jestem zadowolona z efektów przemyśleń.
A jak Wy uważacie: czy wykorzystujecie dany Wam czas dobrze?
Moze ktoś zna myśl o Ojcu Czasie - który kładzie na swoich dzieciach
swe ręce - ciężkie dla tych, którzy wykorzystywali go źle? (może
Dickens, ale nie umiem sobie przypomnieć).
A właśnie: czy oprócz rozliczenia z czasu przed Najwyższym,
uważacie, że złe wykorzystywanie czasu mści się już na ziemi?