ewa_anna2 06.05.09, 09:09 Maj i czerwiec to miesiąc komunii. Temat ten jest wszędzie wałkowany. I doszperam się do tego. tego artykuliku Link długi, ale mam nadzieję, że się otworzy Smutne, gorsze, niż linkowany wcześniej artykuł z Wyborczej. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
nati1011 Re: Nibykomunia 06.05.09, 10:34 jeszcze jeden dowód na to, ze usunięcie Boga ze swojego życia pozostawia pustkę i brak, które wszelkimi sposobami próbuje się potem załatac. Smutne, tak jak kiedyś niereligijne "chrzty". Odpowiedz Link
sulla Re: Nibykomunia 06.05.09, 10:49 Wiecie, ja w tym widzę jeszcze jeden syndrom współczesnej choroby pt. "Zjeść ciastko i mieć ciastko". Współczesność żyje w przekonaniu, że 1. należą nam się wszelkie przyjemności 2. nie podlegamy żadnym obowiązkom z tego tytułu. "Sukienka i prezenty się należą, ale nie musimy wypełniać żadnych obowiązków religijnych". Tym samym jest dla mnie np. żądanie aborcji na życzenie. "Seks mi się należy, ale nie mam zamiaru ponosić konsekwencji". I co najciekawsze, wyznawcy tej "nowej ciastkowej religii" w ogóle nie widzą absurdu tego podejścia. Są naprawdę święcie przekonani, że żyjemy po to, aby nam było miło i przyjemnie, że szczęście jest konstytucyjnym prawem i takim prawem jest też eliminowanie wszelkich czynników to szczęście zakłócających. Odpowiedz Link
nati1011 Re: Nibykomunia 06.05.09, 11:00 raj na ziemi, zbudowany samodzielnie przez człowieka, wieczna utopia... czyż nie o to chodziło z grzechem pierworodnym? Adam i Ewa zjedli jabłko, bo SAMI chcieli decydowac co jest dobre, a co złe. Mijają tysiąclecia i wciaż na nowo wydaje nam się, ze wiemy lepiej. Efekt widać na całym świecie. Odpowiedz Link
sulla Re: Nibykomunia 06.05.09, 11:03 No właśnie, jabłko zjedzone, a wcale mądrzejsi się nie staliśmy. Bo to po prostu nie jest w naszej mocy - wiedzieć na pewno, wiedzieć wszystko, wydać sprawiedliwy osąd. Odpowiedz Link
nikaa818 Re: Nibykomunia 06.05.09, 11:12 "Mala chce wygladac jak krolewna i bylo jej przykro ze nie bedzie mogla, kiedysmy na temat komunii swietej w tamtym roku dyskutowali." No tak! Mała chce wyglądać jak królewna! ygghhhh Nibykomunia - no koszmar jakiś! Co za pustka z tego wyziera! brrrrrrrrrrr Odpowiedz Link
a_weasley Ale z drugiej strony... 06.05.09, 11:27 Widziałem tylko pierwszą podstronę, niemniej widzę, że pomysł spowodował reakcje od zdziwienia do niesmaku. A jest to forum "Wege-dzieciak", czyli zaludnione przez grupę zwiększonego ryzyka, jeśli chodzi o bigos w głowie. Wegetariański oczywiście. Odpowiedz Link
sulla Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 11:41 Zawsze mnie zastanawiało,skąd się biorą poglądy, że ludzie niejedzący mięsa są bardziej narażeni na "bigos w głowie"? Nie pierwszy raz się spotykam z takim podejściem, często nawet przeciwstawia się wegetarianizm chrześcijaństwo, jakby to było sprzeczne. Jakby mięso było jakimś cudownym moralnym składnikiem. Co ma piernik do wiatraka? Odpowiedz Link
szczur.w.sosie Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 11:49 Wiesz, ja też nie wiem "co ma piernik do wiatraka" - dużo na tym forum jest cennych informacji, z których korzystałam, ale często spotykałam się z tezą "bo my jesteśmy niewierzący". A bądźcie sobie, ja chcę skorzystać z przepisów, porad zdrowotnych itp. To takie dorabianie ideologii. Może faktycznie komuś czegoś duchowego brakuje w życiu i z wegetarianizmu czyni religię... Odpowiedz Link
sulla Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:05 A tak się niewątpliwie może zdarzyć. Nie tylko wśród wegetarian, w każdej grupie. Można nawet być chrześcijaninem, a nieświadomie uczynić sobie religię np. z bycia Polakiem i Polskości. To nie jest tendencja wegetariańska tylko ogólnoludzka. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:15 sulla napisała: > Zawsze mnie zastanawiało,skąd się biorą poglądy, że ludzie niejedzący mięsa są > bardziej narażeni na "bigos w głowie"? To raczej odwrotnie - wegetarianizm często jest nie prostym wyborem kulinarnym tylko wypływa z ideologii. Te ideologie (piszę bez jakiegoś negatywnego wartościowania) to nie tylko "uznane" religie niechrześcijańskie , ale też dziwne zlepki new-age, ekologii itp. > Nie pierwszy raz się spotykam z takim podejściem, często nawet > przeciwstawia się wegetarianizm chrześcijaństwo, jakby > to było sprzeczne. Na pewno nie ma żadnego związku między chrześcijaństwem (katolicyzmem) a wegetarianizmem. Post wymaga rezygnacji z mięsa ale nie z ryb. Chrześcijańska wizja świata zakłada, że zwierzęta zostały stworzone, żeby służyć człowiekowi i nie ma nic złego w ich zabijaniu na mięso. Można oczywiście być chrześcijaninem i wegetarianinem, ale nie ma to związku. Odpowiedz Link
sulla Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:27 Bycie chrześcijaninem nie wymaga, ale też nie wyklucza bycia wegetarianinem. Ani ekologiem. Pismo Święte mówi, że Bóg stworzył ziemię i dał ją we władanie człowiekowi - ale wcale nie pozwolił mu jej dewastować. Ba, to chyba jest oczywiste, że tak jak Bóg panuje nad nami z miłością i troską, tak my powinniśmy z miłością i troską odnosić się do tego, co dał nam we władanie. Przyznam ,że razi mnie traktowanie ekologii i wegetarianizmu jako pogaństwa. Ja sama nie widzę nic złego w jedzeniu mięsa, ale w dręczeniu zwierząt - jak najbardziej. One są takim samymi stworzeniami Boskimi jak my. Odpowiedz Link
szczur.w.sosie Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:33 sulla napisała: > Bycie chrześcijaninem nie wymaga, ale też nie wyklucza bycia wegetarianinem. An > i > ekologiem. Pismo Święte mówi, że Bóg stworzył ziemię i dał ją we władanie > człowiekowi - ale wcale nie pozwolił mu jej dewastować. Ba, to chyba jest > oczywiste, że tak jak Bóg panuje nad nami z miłością i troską, tak my powinniśm > y > z miłością i troską odnosić się do tego, co dał nam we władanie. > Przyznam ,że razi mnie traktowanie ekologii i wegetarianizmu jako pogaństwa. Ja > sama nie widzę nic złego w jedzeniu mięsa, ale w dręczeniu zwierząt - jak > najbardziej. One są takim samymi stworzeniami Boskimi jak my. > > No, zgodzę się. Sama zbieram troszkę za to, że robię pewne rzeczy inaczej niż "ogół" - ale to akurat nie przeszkadza być chrześcijaninem ani ateistą Ideologii w tym nie ma. A to że pewna grupa ludzi robi tak, bo im to wynika z ich "filozofii"? Mi wynika z czegoś innego, np troski o zdrowie. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:05 sulla napisała: > Bycie chrześcijaninem nie wymaga, ale też nie wyklucza bycia wegetarianinem. No właśnie. > Przyznam ,że razi mnie traktowanie ekologii i wegetarianizmu jako pogaństwa. Bo w praktyce one często występują w tym zestawie. Niedawno w TP był duży zestaw artykułów na temat chrześcijańskiej ekologii. > Ja sama nie widzę nic złego w jedzeniu mięsa, > ale w dręczeniu zwierząt - jak najbardziej. A dla mnie ma znaczenie przyczyna dręczenia. Np. akceptuję badania naukowe na zwierzętach. > One są takim samymi stworzeniami Boskimi jak my. Z tym się nie zgodzę (i właśnie taka postawa jest dla mnie pogańska). Człowiek jest wyższą istotą od zwierząt, został stworzony na podobieństwo Boskie, ma duszę ... Odpowiedz Link
sulla Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:10 > > One są takim samymi stworzeniami Boskimi jak my. > Z tym się nie zgodzę (i właśnie taka postawa jest dla mnie pogańska).Człowiek jest wyższą istotą od zwierząt, został stworzony na podobieństwo Boskie, ma duszę ... Jednakże stworzył je Bóg, tak jak i nas. I nie powiedział "dręczcie, bo można dręczyć niższych od siebie". Nie widzę niczego pogańskiego w szacunku dla wszelkiego Bożego dzieła. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:18 sulla napisała: > > > One są takim samymi stworzeniami Boskimi jak my. magdalaena1977: > > Z tym się nie zgodzę (i właśnie taka postawa jest dla mnie pogańska). > > Człowiek jest wyższą istotą od zwierząt, został stworzony > > na podobieństwo Boskie, ma duszę ... > > Jednakże stworzył je Bóg, tak jak i nas. I nie powiedział "dręczcie, bo można > dręczyć niższych od siebie". > Nie widzę niczego pogańskiego w szacunku dla wszelkiego Bożego dzieła. Szacunek tak, ale stawianie na jednym poziomie - zdecydowanie nie. Odpowiedz Link
sulla Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:23 Myślę,że nie trzeba stawiać na jednym poziomie, żeby nie być okrutnym. A właśnie to budzi mój sprzeciw - okrucieństwo. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:26 sulla napisała: > Myślę,że nie trzeba stawiać na jednym poziomie, żeby nie być okrutnym. > A właśnie to budzi mój sprzeciw - okrucieństwo. Ale co do okrucieństwa to generalnie się zgadzamy. Ale źródło takiego stanowiska może być różne. Oczywiście szacunek dla innych stworzeń jest jak najbardziej chrześcijański, ale przekonanie , że zwierzęta są takie same jak ludzie (należą im się takie sama prawa) już nie. A Ty właśnie napisałaś: > One są takim samymi stworzeniami Boskimi jak my. Odpowiedz Link
sulla Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 14:17 Tak napisałam, bo tak stoi w Biblii - i człowieka i zwierzęta stworzył Bóg, logiczny jest zatem wniosek, że zwierzę jest tak samo jak człowiek stworzeniem Boskim. Nie identycznym co do istoty - tego nie nie pisałam nigdzie. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 16:20 sulla napisała: > Tak napisałam, bo tak stoi w Biblii - i człowieka i > zwierzęta stworzył Bóg,logiczny jest zatem wniosek, > że zwierzę jest tak samo jak człowiek stworzeniem > Boskim. W zasadzie tak, ale stworzeniem Bożym jest takoż roślina, więc nie do końca wiem, co nam to prawdziwe skądinąd spostrzeżenie daje. Odpowiedz Link
sulla Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 20:14 Rośliny też darzę szacunkiem jako dzieło Boże. To nam/mi daje to stwierdzenie, że człowiek powinien nad przyrodą właśnie (mądrze) panować, a nie się panoszyć. Bo jest to dar Boży dla nas. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:10 Magdalaena1977 napisała: > zwierzęta zostały stworzone, żeby służyć człowiekowi i nie ma nic > złego w ich zabijaniu na mięso. Po prostu chrześcijanin-wegetarianin stawia sobie z przyczyn humanitarnych jakieś dodatkowe ograniczenie. Czego robić nie musi. Stawia, bo chce. Jakby chciał, to sobie postawi jeszcze wyższe i nabiał oraz buty ze skóry też sobie odpuści. Ja na przykład nie chcę i wystarczy mi uratowanie tych zwierząt, których nie zjem, a tę jedną krowę mleczną na 10 lat jestem w stanie odżałować. Pamiętam, że kiedyś - kiedy jeszcze się nie wycofałem z harcerstwa, a już nie jadłem mięsa - zastanawiałem się, jak bym funkcjonował przeniesiony w realia, dajmy na to, średniowieczne czy fantasy. Doszedłem do wniosku, że najzręczniej byłoby twierdzić, żem uczynił jakiś pobożny ślub. Nikt by się nie zdziwił, jeszcze patrzono by na mnie z większym szacunkiem. Odpowiedz Link
ewa_anna2 Sullo 06.05.09, 12:16 sulla napisała: > Zawsze mnie zastanawiało,skąd się biorą poglądy, że ludzie niejedzący mięsa są > bardziej narażeni na "bigos w głowie"? Nie pierwszy raz się spotykam z takim > podejściem, często nawet przeciwstawia się wegetarianizm chrześcijaństwo, jakby > to było sprzeczne. Jakby mięso było jakimś cudownym moralnym składnikiem. > Co ma piernik do wiatraka? Nie mam nic przeciw wegetarianizmowi. Ale widzę paradoks. Według niektórych wegetarian jedzenie mięsa jest złe, a już zabicie nienarodzonego dziecka nie. Jest wręcz prawem kobiety. Brak seksu i jedzenie mięsa jest przyczyną wszelkiego zła na ziemi - jak piszą Onetowi Sławni Wegetarianie. Oczywiście wierzę, że nie każdy wegetarianin myśli tak. I jestem przeciwna męczeniu i dręczeniu zwierząt, sama im pomagam. Zresztą sama - może nie jestem wegetarianką, ale rzadko jem mięso. Jakoś nie przepadam za nim. Odpowiedz Link
sulla Re: Sullo 06.05.09, 12:31 ewa_anna2 napisała: Według niektórych > wegetarian jedzenie mięsa jest złe, a już zabicie nienarodzonego dziecka nie. > Jest wręcz prawem kobiety. Brak seksu i jedzenie mięsa jest przyczyną wszelkiego zła na ziemi - jak piszą Onetowi Sławni Wegetarianie. No głupich nie sieją. Ani nie produkują w specjalnych wegetariańskich laboratoriach. Wschodzą sami. Jeśli ktoś serio uważa, ze nie można zabić krowy, a można człowieka, to mnie się niechrześcijańskie słowa na usta cisną,więc zamilknę lepiej. Jednak nie jest to jak sadzę specyficzne dla wegetarianizmu podejście. Nie spotkałam się z takim wśród znanych mi wegetarian. Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:36 sulla napisała: > Zawsze mnie zastanawiało,skąd się biorą poglądy, że ludzie niejedzący mięsa są > bardziej narażeni na "bigos w głowie"? Hm... Pytanie, dlaczego nie jedzą mięsa. Dla wielu to moda. Stąd i ten bigos w głowie... Przykłady: wegetarianin nie jada mięsa, aby nie "zabijać zwierzaków". Ale buty skórzane nosi, z tych zamordowanych braci mniejszych. Problemu logicznego nie widzi, bo ma bigos w głowie. Nie je mięsa, bo zwierzątka cierpią, ale je jaja i pije mleko i żre sery. Krowy jak widać nie cierpią ani kury w klatkach. Bigos w głowie. A pewna dziewczyna, w momencie, gdy przestawała być osoba zaprzyjaźnioną, w trakcie namawiania mnie (MNIE) na wegetarianizm, użyła argumentu "własną matkę też byś zjadł"? Bigos w głowie... Odpowiedz Link
madziaq Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:40 Temat jajek i sera był już kiedyś wałkowany. Można kupic jajka od kur nie hodowanych w klatkach. Naprawdę można - wiem, bo sama kupuję takie z hodowli ekologicznych, w ostateczności z chowu ściółkowego. Podobnie można kupić mleko i jego przetwory z rolnictwa ekologicznego. Są trochę droższe, ale bez problemu dostępne, pewnie zdrowsze no i w ten sposób rzeczywiście nie przykłada się ręki do cierpienia zwierząt. Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:44 Wiem, ze można... Ale to mało co zmienia. Kura po okresie nośności - idzie pod nóż. Kogut - idzie pod nóż. Narodzone cielę płci męskiej - idzie pod nóż. Stara krowa po okresie produkcji mleka - idzie pod nóż. Co złego zatem jest w jedzeniu mięsa, skoro je się jaja i mleko? Ale łatwiej iść modnym nurtem i nie myśleć. A owa moda to obecnie zlepek: wegetarianizm, tak dla aborcji, prawa gejów i krytyka katolików. Odpowiedz Link
nati1011 OT niedobór witamin 06.05.09, 12:45 A ja ostatnio szukając sposobów na swoją anemię znalazłam kilka ciekawych artykółów nt niedoboru wit B12 w wegetarian, a zwłasza wegan. Produkty roślinne zawierają jej po prostu za mało w stosunku do naszych genetycznych potrzeb. Bo trzeba uwzglednić, ze nasi przodkowie od pokoleń stosowali określoną dietę i jej nagła zmiana moze prowadzić do kłopotów zdrowotnych. Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: OT niedobór witamin 06.05.09, 12:48 Generalnie o tym uczono w szkole (przynajmniej mojej). Wielu wegan przyjmuje tabletki z B12, potwierdzając tym samym... głupotę zdrowotną całkowitego weganizmu. A organizm człowieka, jak wskazuje jego budowa... jest przystosowany do wszystkożerności, jak - bez obrazy - świnia. Chyba trochę off-top... Odpowiedz Link
nati1011 Re: OT niedobór witamin 06.05.09, 12:51 dominikjandomin napisał: > Generalnie o tym uczono w szkole (przynajmniej mojej). Wielu wegan przyjmuje > tabletki z B12, potwierdzając tym samym... głupotę zdrowotną całkowitego wegani > zmu. > > A organizm człowieka, jak wskazuje jego budowa... jest przystosowany do > wszystkożerności, jak - bez obrazy - świnia. > > Chyba trochę off-top... Co nie zmienia faktu, ze dla naszego zdrowia warto dietę zubożyć (trochę) o miesiwa a wzbogacić o warzywa, owoce, a zwłąszcza - niedoceniane u nas wcale - kasze i rośliny strączkowe ) Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: OT niedobór witamin 06.05.09, 12:54 nati1011 napisała: > Co nie zmienia faktu, ze dla naszego zdrowia warto dietę zubożyć > (trochę) o miesiwa a wzbogacić o warzywa, owoce, a zwłąszcza - > niedoceniane u nas wcale - kasze i rośliny strączkowe ) Wszystkożerność w moim rozumieniu to wszystkożerność, a nie wyłącznie mięsożerność. Ścisłymi drapieżnikami nie jesteśmy... Odpowiedz Link
a_weasley Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:04 Komentarze DJD pomijam, bo powtarza to, na co już kiedyś odpowiedź otrzymał. Mogę najwyżej dodać, że u mojego szwagra nioski generalnie umierają śmiercią naturalną. Madziaq napisała: > wiem, bo sama kupuję takie z hodowli > ekologicznych, w ostateczności z chowu ściółkowego Znam mięsożerców, którzy robią to samo. Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:40 a_weasley napisał: > Mogę najwyżej dodać, że u mojego szwagra nioski generalnie > umierają śmiercią naturalną. A możesz dodać, ilu (w % produkcji jaj) postępuje jak twój szwagier? A ponadto... co robi z trupem nioski, która padła w sposób naturalny? Jako ekolog nie lubię, jak się marnuje... (kto wie, czy nie lepszy jest ubój i kura w garnku), no chyba, ze psa karmi... Odpowiedz Link
nati1011 chrześijanin powinien być ekologiem :) 06.05.09, 13:51 Szanuję i dbam o otaczajcą mnie przyrodę. nie marnuję wody i staram się zużywać jej tylko tyle ile naprawde potrzebuję, oszczedzam energię i staram się nie kupować zbednych rzeczy staram się nie marnować jedzenia, i rezygnuje z produktów, jeżeli wiem, że jest on okupiony zbyt wysoka ceną - np nie jadam tuńczyków,ale łososie owszem oszczędzam papier i staram się zużywac jak najmniej plastiku. Ale buty kupuję skórzane, bo zdrowsze dla stopy i bardziej ekologiczne w produkcji, o trwałosci nie wspominając, choinke tez mamy żywą, a nie plastikową. I uważam, ze dokarmianie kotów w mieście - puszkami z kitykat - nie ma nic wspólnego z rozsądkiem i miłością do zwierzat Odpowiedz Link
a_weasley Nie mieszajmy pojęć 06.05.09, 16:24 Nati1011 napisała: > chrześcijanin powinien być ekologiem A dlaczegóż nie filologiem klasycznym albo technikiem obróbki skrawaniem? Ekolog to jest naukowiec uprawiający dyscyplinę nauki zwaną ekologią. Dział biologii to jest, o ile mnie pamięć nie myli. To, o czym dalej piszesz, ma z ekologią tyle wspólnego co pobożność z teologią. I tak jak pobożność w dewocję, tak świadomość ekologiczna wyradza się niekiedy w zielonizm (JKM mawia, że "zielony to niedojrzały czerwony"). Byli tacy, co się z pobożności kastrowali dla uniknięcia pokus, a teraz są tacy, którzy uważają człowieka za pasożyta i szkodliwą narośl na ciele Matki Ziemi. Albo uważają, że zwierzętom należą się takie prawa jak człowiekowi. A to już jest pogodzenia z chrześcijaństwem. Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: Nie mieszajmy pojęć 06.05.09, 17:31 a_weasley napisał: > Ekolog to jest naukowiec uprawiający dyscyplinę nauki zwaną > ekologią. Dział biologii to jest, o ile mnie pamięć nie myli. Nie myli. Ekologiem jestem ja. A ci, co w mediach nazywani sa ekologami, to sa przewaznie ekofile. Ludzie kochający się w słówkach na "eko". Odpowiedz Link
a_weasley Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 16:12 Dominikjandomin napisał: > A możesz dodać, ilu (w % produkcji jaj) postępuje jak twój > szwagier? Nie mam bladego pojęcia, prawdopodobnie ułamek promila (zwłaszcza przeliczając na jaja, a nie na gospodarzy), podaję to jako osobliwość przyrodniczą. > A ponadto... co robi z trupem nioski, która padła w sposób > naturalny? A nie wiem. Jutro ma tu być, to spytam. > jako ekolog nie lubię, jak się marnuje... Jako ekolog wiesz, że w sumie niewiele się w przyrodzie marnuje, bo jakby zakopał, to kura się rozłoży, wyrosną na niej jakieś rośliny, które zeżre kolejna kura i interes się będzie kręcił dalej. > no chyba, ze psa karmi... To całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że psu plątał się po życiorysie jakiś bernardyn. Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 17:37 a_weasley napisał: > > jako ekolog nie lubię, jak się marnuje... > > Jako ekolog wiesz, że w sumie niewiele się w przyrodzie marnuje, bo > jakby zakopał, to kura się rozłoży, wyrosną na niej jakieś rośliny, > które zeżre kolejna kura i interes się będzie kręcił dalej. Owszem. Tylko... chodiz mi o bardziej otwarte i zamknięte sieci obiegu. otwarty: zdechła kura idzie na smietnik, pies je puszki z kupnym żarciem, psi kupa idzie do kanalizacji Zamknięty: zdechłą kurę zjada pies, psia kupa idzie na użyźnienie pola. Świat współczesny preferuje systemy otwarte, bo więcej kasy - nakręca się konsumpcja. Ja wole systemy zamknięte. Co prawda, nie wiem jaki związek to ma z wątkiem... chociaż tą nadmierna konsumpcję będę się podpierać, ze związek jest! Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 21:17 > otwarty: zdechła kura idzie na smietnik, pies je puszki z kupnym żarciem, psi > kupa idzie do kanalizacji Jak powiem Borysowi, że go podejrzewasz o spożywanie żarcia z puszki, zawyje ze zgrozy Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: Ale z drugiej strony... 07.05.09, 14:42 minerwamcg napisała: > Jak powiem Borysowi, że go podejrzewasz o spożywanie żarcia z > puszki, zawyje ze zgrozy Pies mądrzejszy od wielu ludzi. Zresztą mój Kot mięsa z puszek tez nie ruszał. Odpowiedz Link
sulla Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:41 Z tym się zgodzę. Może tylko nie z tym mlekiem i serem - jak już się udomowiło krowę te parę tysięcy lat temu, to doić ją trzeba. Bo niestety niewydojenie to jest męczarnia dla krowy. Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:45 Ale po co krowa? A co z bykami... I co potem z mięsem? Wyrzucić na śmietnik? Odpowiedz Link
sulla Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:49 dominikjandomin napisał: > Ale po co krowa? Czy pytasz się o to, po co udomowiono krowę? Mnie nie pytaj, nie ja udomowiłam ;p Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:52 Po co udomowiono krowę, to ja wiem... Korzyści z krowy też mi są znane. Raczej występuje przeciw ogłupianiu ludzi nakazami niejedzenia mięsa pod płaszczykiem praw zwierzątek. Odpowiedz Link
sulla Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:55 Z niejedzeniem się zgodzę. Ale zdecydowanie jestem przeciw dręczeniu. Czy naprawdę trzeba jeździć po żywym koniu i łamać mu nogi, zanim się go zabije na mięso? No chyba nie. Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:57 sulla napisała: > Z niejedzeniem się zgodzę. Ale zdecydowanie jestem przeciw dręczeniu. Ja też. > Czy naprawdę trzeba jeździć po żywym koniu i łamać mu nogi, zanim się go zabije > na mięso? > No chyba nie. Koń służy do jeżdżenia Ale łamanie nóg faktycznie nie. I eksport do Włoch, a potem u nas koniny kupić nie można Odpowiedz Link
nati1011 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:00 sulla napisała: > Z niejedzeniem się zgodzę. Ale zdecydowanie jestem przeciw dręczeniu. > Czy naprawdę trzeba jeździć po żywym koniu i łamać mu nogi, zanim się go zabije > na mięso? > No chyba nie. Pewnie, ze nie. Ale mnie osobiście irytuje szum wokół cierpienia zwierząt, a całkowita cisza wobec bestialstwa aborcji w końcowej fazie ciaży. Skoro już dostrzegamy fakt, ze nawet zwierzęta zasługują (oczywiście) na bezbolesną śmierć, to jak - równocześnie - mozemy znosić palenie 8 miesięcznych płodów żywcem w roztworze soli??? Odpowiedz Link
szczur.w.sosie Re: dominikjandomin 06.05.09, 13:04 Czy dobrze rozumiem Twoje sugestie, że niejedzenie mięsa i inne praktyki uchodzące za "ekologiczne" są "niebezpieczne, bo "pachną ideologią? Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: dominikjandomin 06.05.09, 13:37 szczur.w.sosie napisała: > Czy dobrze rozumiem Twoje sugestie, że niejedzenie mięsa i inne praktyki > uchodzące za "ekologiczne" są "niebezpieczne, bo "pachną ideologią? Nie. Sam jestem ekologiem (w sensie nauki, nie działacza organizacji). Nie lubię nad-wydumanych ideologii i kłamaniu w ich imieniu. Nie przeszkadza mi jedzenie czy niejedzenie mięsa. Przeszkadza mi, czasem spotykane, wynoszenie się nad innych z takich powodów. Albo dorabianie do tego jakiejś skomplikowanej ideologii, która nie ma podstaw. Zobacz Artura: jest wyważony. Nie je mięsa - z okreslonych przyczyn, ale ma świadomość, że krowa mleczna tez pójdzie pod nóż i się z tym zgadza. Takie stanowisko rozumiem i cenię. Ja zaś jestem przeciwko takim podejściom, które skupiają sie na zaprzeczaniu temu, ze ta krowa pójdzie pod nóż - albo ignorowaniu. Albo wręcz narzucaniu wszystkim zakazu spożywania. Albo przeciw pokazywaniu torturowanych zwierzatek futerkowych, żyjących w tragicznych warunkach i domaganiu się usunięcia futer naturalnych ze sprzedaży... gdy wiadomo, ze tylko zdrowe, żyjące w dobrych warunkach zwierzątko ma futro wyśmienitej jakości... Odpowiedz Link
szczur.w.sosie Re: dominikjandomin 06.05.09, 13:39 OK, widocznie coś tam wyczytałam między wierszami, czego nie było Odpowiedz Link
sulla Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:06 nati1011 napisała: Skoro już dostrzegamy fakt, ze nawet zwierzęta zasługują (oczywiście) na bezbolesną śmierć, to jak - równocześnie - mozemy znosić palenie 8 miesięcznych płodów żywcem w roztworze soli??? Na Jowisza, a gdzie to się robi??? To jakiś koszmar! Odpowiedz Link
nati1011 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:16 sulla napisała: > Na Jowisza, a gdzie to się robi??? > To jakiś koszmar! > > Poczytaj o metodach aborcji powyżej 12-15 tc. Aborcji prawnie dozwolonej w wielu "cywilizowanych" karajach. Ze szczególnym uwzglednieniem najwieszego propagatora demokracji: USA Odpowiedz Link
nati1011 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:24 www.goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1240759816&dzi=1207812935 W akcie urodzenia Gianny Jessen napisane jest: „urodzona w trakcie aborcji”. A pod aktem podpisany jest lekarz, który usiłował dokonać tej aborcji. Południowa Kalifornia, 6 kwietnia 1977 roku. Wcześnie rano 17-letnia Tina przyszła do kliniki aborcyjnej, prowadzonej przez Planned Parenthood – organizację, która przeprowadza najwięcej aborcji na świecie. Tina była w ósmym miesiącu ciąży. Ojciec dziecka też miał 17 lat. Tina dostała do macicy zastrzyk z roztworem, zawierającym sól i substancje powodujące skurcze. Działanie takiej mieszanki jest potworne. Sól wyżera płuca nienarodzonego dziecka i jego skórę, a kurcząca się macica w ciągu 24 godzin wyrzuca z siebie martwe ciałko. Tkanki płodu – jak mówią aborcjoniści. Tego dnia w klinice, do której przyszła Tina, zostało w taki sposób uśmierconych 30 dzieci. W jakim szoku musieli być tamtejsi aborcjoniści, gdy o szóstej rano następnego dnia powietrze rozdarł płacz dziecka, które najwyraźniej okazało się silniejsze od śmiertelnego zastrzyku. Horror abortera – Kiedy mnie zobaczyli, doświadczyli horroru morderstwa – mówi po latach Gianna, bo to ona była tym niemowlęciem. – Powinnam być ślepa i poparzona, powinnam być martwa, ale urodziłam się żywa. Ha! Nie wygrali! W akcie urodzenia mam napisane: „urodzona w trakcie aborcji”, a poniżej jest podpis lekarza, który tę aborcję przeprowadzał. Więc wiem, kto to był – dodaje. Pielęgniarka wezwała karetkę i ważąca około kilograma dziewczynka została przewieziona do szpitala. Gianna mówi, że nie było to takie oczywiste, bo praktyka w klinikach aborcyjnych była wówczas taka, że dzieci, które mimo wszystko urodziły się żywe, pozostawiano bez pomocy, żeby umarły. Lekarze w szpitalu stwierdzili, że na skutek niedotlenienia w trakcie porodu u dziewczynki nastąpiło mózgowe porażenie dziecięce. -------------------------------------------- te i inne metody stosuje się do dziś. Oczywiście niekt nie myśli o znieczulaniu dziecka. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:28 nati1011 napisała: > www.goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1240759816&dzi=1207812935 > a nie masz jakichś bardziej wiarygodnych źródeł ? Odpowiedz Link
nati1011 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 13:30 rozumiem, ze osoba, która osobiście cos takiego przeżyła nie jest wystarczająco wiarygodna? Odpowiedz Link
a_weasley Znowu Mat. 23:23 06.05.09, 21:27 Nati1011 napisała: > Pewnie, ze nie. Ale mnie osobiście irytuje szum wokół cierpienia > zwierząt, a całkowita cisza wobec bestialstwa aborcji w końcowej > fazie ciaży A wszak należy i o tych rzeczach krzyczeć, i tamtych nie bagatelizować. Odpowiedz Link
nati1011 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:37 sulla napisała: > Zawsze mnie zastanawiało,skąd się biorą poglądy, że ludzie niejedzący mięsa są > bardziej narażeni na "bigos w głowie"? Nie pierwszy raz się spotykam z takim > podejściem, często nawet przeciwstawia się wegetarianizm chrześcijaństwo, jakby > to było sprzeczne. Jakby mięso było jakimś cudownym moralnym składnikiem. > Co ma piernik do wiatraka? > No wystarczy posłuchac jednego czy drugiego "ekologa" ) Większośc organizacji określająych sie jako "ekologiczne" ma w swoim programie elementy mocno sprzeczne z chrześijaństwem jak choćby walka o prawo do aborcji (naprawdę bardzo ekologiczne(sic!)) maximum praw dla gejów itp. To dlatego uważa sie - czasem - ze wegetarianizm - ale jako ideologia - jest sprzeczny z chrześijaństwem. I nie oszukujmy się, wiekszość ludzi zgrupowanych wokół tego hasła ma naprawdę niewiele wspólnego z chrześijaństwem. Ale oczywiście nie wyklucza to prawa chrześijan do rezygnacji z jedzenia mięsa. Oby tylko nie wmawiali sąsiadom, ze zjedzenie schabowego to grzech Odpowiedz Link
sulla Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:44 nati1011 napisała: > No wystarczy posłuchac jednego czy drugiego "ekologa" ) Większośc > organizacji określająych sie jako "ekologiczne" ma w swoim programie > elementy mocno sprzeczne z chrześijaństwem jak choćby walka o prawo > do aborcji (naprawdę bardzo ekologiczne(sic!)) maximum praw dla > gejów itp. To dlatego uważa sie - czasem - ze wegetarianizm - ale > jako ideologia - jest sprzeczny z chrześijaństwem. I nie oszukujmy > się, wiekszość ludzi zgrupowanych wokół tego hasła ma naprawdę > niewiele wspólnego z chrześijaństwem. Fakt, ale to świadczy raczej o pomieszaniu pojęć niż o szkodliwości niejedzenia mięsa Odpowiedz Link
nati1011 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:47 sulla napisała: > Fakt, ale to świadczy raczej o pomieszaniu pojęć niż o szkodliwości niejedzenia > mięsa > Oczywiście - ja tylko wyjaśniałam dlaczego funkcjonuje taka opinia o wegetarianach. I dlatego na końcu pisze, ze chrześijani nie MUSI jadać miesa. Ba moze nawet latami post prowadzić ) Odpowiedz Link
a_weasley Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 22:01 Nati1011 napisała: > chrześijaństwem jak choćby walka o prawo > do aborcji (naprawdę bardzo ekologiczne(sic No pewnie. Im mniej ludzi, tym lepiej dla środowiska naturalnego... Odpowiedz Link
szczur.w.sosie Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 11:46 To trochę śmieszne moim zdaniem, bo właśnie często dzieci idące do komunii, ubierają się w alby, albo inny skromny strój. Oczywiście, że ja np strojem chcę podkreślić wagę uroczystości, ale również faktem, że moje dziecko nie pójdzie w garniturze jak pan młody do ślubu. Skromnie, elegancko, wygodnie, by dziecko nie musiało koncentrować się np na tym, że go krawat dusi Mi osobiście by nie przeszkadzało gdyby dzieci "niekomunijne" ubrały się "komunijnie" i tak paradowały po ulicy. Tylko pytanie: po co? Żeby nie różnić się od tych "komunijnych"? Będą się różnić, jeśli "komunijne" ubiorą się skromniej. Mój syn nawet nie wie, że jest coś takiego jak prezenty, impreza z okazji komunii... Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:16 szczur.w.sosie napisała: > Oczywiście, że ja np strojem chcę podkreślić wagę uroczystości, ale również > faktem, że moje dziecko nie pójdzie w garniturze jak pan młody do ślubu. A dlaczego nie chcesz cieszyć się razem z rodziną i przyjaciółmi ? Odpowiedz Link
szczur.w.sosie Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:28 magdalaena1977 napisała: > szczur.w.sosie napisała: > > > Oczywiście, że ja np strojem chcę podkreślić wagę uroczystości, ale równi > eż > > faktem, że moje dziecko nie pójdzie w garniturze jak pan młody do ślubu. > A dlaczego nie chcesz cieszyć się razem z rodziną i przyjaciółmi ? Mieszkamy tak daleko, że nikt nie ma odwagi do nas przyjechać. Zapraszałam teściów, rodziców - przeraża ich wizja podróży. Wielu osobom nie bylibyśmy w stanie sfinansować podróży. Gdybyśmy mieszkali w Pl to bałabym się, że rodzina skupi się na prezentach, imprezie itp. No i ta masówka podczas samej uroczystości... Ale w Pl nie mieszkamy i trudno tak gdybać więc musimy poradzić sobie tutaj. A tak to sami przygotowujemy syna do komunii, bo na katechetów nie ma co liczyć - sami niewiele wiedzą. Babcie chcą przysłać jakiś symboliczny upominek, aczkolwiek sądzę, że najlepszym prezentem dla syna byłyby ich odwiedziny. Odpowiedz Link
nati1011 Re: Ale z drugiej strony... 06.05.09, 12:30 magdalaena1977 napisała: > A dlaczego nie chcesz cieszyć się razem z rodziną i przyjaciółmi ? No właśnie? Ja na chrzciny synka, a potem komunię Córeczki zapraszałam tyle ile dało mi się wcisnąć (dosłownie) w salon (niecałe 30 m2). Czyli prawie 40 osób. Bo chciałam, by wszyscy uczestniczyli w świecie i radości. Dzieic dostały prezenty - co do chcrztu to raczej nie miały żadnej świadomosci, natomiast na komunię jedynym znaczącym prezentem był rower od chrzestnych (zapalonych rowerzystów). Pozostałe prezenty nie przekraczały raczej 100 zł. I łączna uzbierna gotówka to było coś ok 200 zł. Wiec jak słyszę wypowiedzi, ze na komunię trzeba dac przynajmniej 300-500 zł w prezencie to się pytam co to za zwyczaje? I skąd? Moze tylko na potrzeby mediów? Odpowiedz Link
madziaq Re: Nibykomunia 06.05.09, 12:26 To ja się wyłamię, jak mi się często zdarza w tematach świeckiego świętowania, bo jako żywo nic złego w tym nie widzę. Moim zdaniem byłoby bardzo nie fair, gdyby rodzice jakoś "załatwili" żeby dziecko poszło do komunii z rówieśnikami, pomimo, że sami są niewierzący i nie wychowują dziecka w wierze katolickiej. To by było świętokradztwo. Ale urządzenie przyjęcia i kupienie dziecku prezentu świętokradztwem nie jest, nawet jeśli nieprzypadkowo zbiega się w czasie z komunią rówieśników. Dzieci w tym wieku podobno (podobno, bo własnych nie mam ) mają bardzo silną potrzebę nieróżnienia się od innych ze swojej grupy rówieśniczej. Z resztą dzieciom w każdym wieku i - nie oszukujmy się - nawet dorosłym jest smutno, gdy wszyscy naokoło oprócz nich dostają prezenty i miło spędzają czas, a oni są z tego wykluczeni. Nie widze nic złego w obchodzeniu Bożego Narodzenia (czy raczej Gwiazdki, czy jak tam to zwać) przez niewierzących, w tym, że akurat 1. listopada wraz z katolikami odwiedzają groby bliskich i palą tam znicze, również w tym, że ogranizują dla swoich dzieci przyjęcia gdy ich rówieśnicy mają swoje przyjęcia z powodu komunii. Nie zapominajmy, że wiele zwyczajów, bez których obecnie nie wyobrażamy sobie różnych świąt, skopiowaliśmy z religii przedchrześcijańskich i dorobiliśmy do nich chrześcijańską symbolikę. Nie ma co ściemniać, że tak nie było. Dlaczego więc taki sprzeciw budzi kopiowanie zwyczajów chrześcijańskich przez niewierzących? Odpowiedz Link
a_weasley Re: Madziaq 06.05.09, 12:38 Niech sobie obchodzą Gwiazdkę, oczywiście pod warunkiem, że nam nie zabraniają nazywania takowej Bożym Narodzeniem i że nie odmawiają Bożemu Narodzeniu miejsca w przestrzeni publicznej. Tu jednak chodzi o naśladownictwo, lecz o strojenie się w cudze piórka. O stworzenie wrażenia, że dzieciątko było u I Komunii, a teraz ma Biały Tydzień. Przy czym ob. Reb Tewje najwyraźniej jest tak oderwany od otaczającej go rzeczywistości, że nie wie, że to by się wysypało natychmiast i uczyniło dziecko pośmiewiskiem klasy do końca podstawówki. > Dzieci w tym wieku podobno (podobno, bo własnych nie mam > ) mają bardzo silną potrzebę nieróżnienia się od innych > ze swojej grupy rówieśniczej I główną troską mądrych rodziców jest walka z tą tendencją. Żeby dziecko np. nie dokuczało koledze z motywacji "cała klasa". Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: Madziaq 06.05.09, 22:23 > Tu jednak chodzi o naśladownictwo, lecz o strojenie się w cudze > piórka. O stworzenie wrażenia, że dzieciątko było u I Komunii, a > teraz ma Biały Tydzień. > Przy czym ob. Reb Tewje najwyraźniej jest tak oderwany od > otaczającej go rzeczywistości, że nie wie, że to by się wysypało > natychmiast i uczyniło dziecko pośmiewiskiem klasy do końca > podstawówki. Może niekoniecznie. Ja mam wrażenie, że dżentelmen ów w ogóle nie kojarzy owego 'paradowania' w strojach komunijnych z Białym Tygodniem (czyli z udawaniem się do kościoła w calu oddania się praktykom religijnym), a zdaje mu się, że dzieci robią to ot tak, żeby zaszpanować. I w związku z tym nie tyle chce oszukiwać, co spełnić zachciankę dziecka, by mogło robić to samo. Co i tak jest niewychowawcze, ale jakoś trudno mi się tym zgorszyć. (To coś jak te japońskie nibychrześcijańskie śluby - naśladowanie, ale bez złych intencji.) Głupsze rzeczy ludzie robią. Przynajmniej nie chce dziecka w ekspresowym tempie chrzcić, żeby mogła sobie w komunijnej sukience pochodzić... Odpowiedz Link
a_weasley Re: Madziaq 07.05.09, 09:48 Paszczakówna napisała zdanie prawdziwe dla każdego x: > Głupsze rzeczy ludzie robią. To można powiedzieć praktycznie o wszystkim Odpowiedz Link
ewa_anna2 Lepsza jest chyba konsekwencja w wychowaniu 06.05.09, 14:27 Mieszkałam w czasie studiów przez rok z koleżanką, która była świadkiem Jehowy. Jej rodzice też byli, ona od dzieciństwa wyrosła w tej wierze. Rzadko poruszaliśmy tematy wiary, ale czasem poruszaliśmy. No i... 1) Rodzice jej nie ochrzcili. Ania chrzest przyjęła jako osoba prawie dorosła. chrzest jehowicki. 2) Z ciekawości raz jej zapytałam, czy nie było jej przykro, jak wszystkie dzieci szły do komunii, a ona nie. Powiedziała, że na początku może trochę, ale rodzice jej wytłumaczyli, dlaczego nie może iść do komunii. Jej rodzice nie robili niczego na pokaz, bo wszyscy tak robią... Każdy człowiek tak powinien. Ważna jest konsekwencja w wychowaniu i rozmowy z dzieckiem, dlaczego decydujemy postąpić tak, a nie inaczej. Mądre dziecko zrozumie. Odpowiedz Link
nati1011 Re: Lepsza jest chyba konsekwencja w wychowaniu 06.05.09, 14:38 > Jej rodzice nie robili niczego na pokaz, bo wszyscy tak robią... > Każdy człowiek tak powinien. > Ważna jest konsekwencja w wychowaniu i rozmowy z dzieckiem, dlaczego decydujemy > postąpić tak, a nie inaczej. Mądre dziecko zrozumie. Ale do tego trzeba jednak ... wiary. W coś wiecej niz tylko siebie. Odpowiedz Link
a_weasley Wegetarianie i bigos 06.05.09, 12:46 Uwadze osób bywających tu od niedawna mógł umknąć fakt, że sam jestem wegetarianinem. Dwa lata temu Minerwa napisała: "Ludzie niestety mają przykrą skłonność do myślenia pakietami. Wegetarianin - od razu otwiera się klapka, pod którą siedzi: maniak zdrowej żywności, wróg samochodów, pacyfista, lewicowiec, w głowie jakiś panteistyczny bigos na okrawkach filozofii Wschodu. A teraz spójrzcie na Weasleya i nie pęknijcie ze śmiechu ))" Ten schemat jednak nie wziął się znikąd. Wegetarianizm rzeczywiście często występuje w takim zestawie i jest to jeden z powodów, dla których nie bywam na forach wegetariańskich. Oczywiście, że można być wegetarianinem i posypywać truskawki cukrem, sam znam kilka takich osób, bo w ogóle krąg moich przyjaciół i bliskich znajomych to głównie sacharyści. Odpowiedz Link
sulla Re: Wegetarianie i bigos 06.05.09, 12:53 No właśnie się OT zrobił objaśniający skąd te łatki Ja przyznam, ze w dziedzinie stereotypów jestem w tyle, bo wychowałam się w paskudnie liberalnej rodzinie, gdzie się z żadnymi stereotypami nie spotkałam. Nigdy nie słyszałam,ze Żydzi, Niemcy, katolicy, wegetarianie, Afrykanie, geje czy kto tam są gorszymi ludźmi. Spotkałam się z tym dopiero w dorosłości. Toteż czuję nieco niczym Tarzan czasem Odpowiedz Link
nati1011 Re: Wegetarianie i bigos 06.05.09, 12:56 sulla napisała: > No właśnie się OT zrobił objaśniający skąd te łatki > Ja przyznam, ze w dziedzinie stereotypów jestem w tyle, bo wychowałam się w > paskudnie liberalnej rodzinie, gdzie się z żadnymi stereotypami nie spotkałam. > Nigdy nie słyszałam,ze Żydzi, Niemcy, katolicy, wegetarianie, Afrykanie, geje > czy kto tam są gorszymi ludźmi. > Spotkałam się z tym dopiero w dorosłości. Toteż czuję nieco niczym Tarzan czase > m > > > Ej, pomału. Nikt tu nie pisze, ze ktokolwiek jest gorszym rodzajem człowieka! Odpowiedz Link
sulla Re: Wegetarianie i bigos 06.05.09, 12:58 Toteż przecież ja nigdzie nie piszę, że ktoś tak pisze. Ja piszę, jak mnie wychowano, czyli że nie zetknęłam się w domu ze stenotypami, z którymi się teraz w dorosłym życiu spotykam. Nie na tym forum, choć fakt, zajmuje mi ono ostatnio dużą część życia. Odpowiedz Link
a_weasley Lepsi i gorsi 06.05.09, 13:25 Sulla napisała: > Nigdy nie słyszałam,ze Żydzi, Niemcy, katolicy, > wegetarianie, Afrykanie, geje > czy kto tam są gorszymi ludźmi. Geje nie są gorsi. Oni źle postępują. Praktykujący geje postępują źle. Wszyscy. Natomiast co do wielkich grup społecznych o członkostwie automatycznym (np. ras (których oczywiście nie ma) czy narodów), sprawa jest bardziej złożona. Jeśli mówimy, że Niemcy są systematyczni, Żydzi inteligentni, Japończycy pracowici, Gruzini gościnni, Wietnamczycy uprzejmi, Anglicy powściągliwi i dobrze wychowani (nie wiem, czy w Krakowie ktoś jeszcze w to wierzy), Grecy pogodni, a Rosjanie mają mocne głowy, to nie znaczy to, że są oni ogólnie lepsi od <wpisać narody, którym się przypisuje cechy przeciwstawne, mogą być z tej samej puli>. Nie znaczy to też, że te przymioty (lub wady) cechują WSZYSTKICH członków danej społeczności. Ale skądś się to bierze... Odpowiedz Link
sulla Re: Lepsi i gorsi 06.05.09, 14:57 a_weasley napisał: Natomiast co do wielkich grup społecznych o członkostwie > automatycznym no tu własnie jest ta kwestia gejów, czyli nierozwiązany spór o to, czy należą do tej grupy. Ale nie miejsce tu na toczenie po raz kolejny tej samej dyskusji. > Jeśli mówimy, że Niemcy są systematyczni, Żydzi inteligentni, > Japończycy pracowici, Gruzini gościnni, Wietnamczycy uprzejmi, > Anglicy powściągliwi i dobrze wychowani (nie wiem, czy w Krakowie > ktoś jeszcze w to wierzy), Grecy pogodni, a Rosjanie mają mocne > głowy, to nie znaczy to, że są oni ogólnie lepsi od <wpisać narody, > którym się przypisuje cechy przeciwstawne, mogą być z tej samej > puli>. Nie znaczy to też, że te przymioty (lub wady) cechują > WSZYSTKICH członków danej społeczności. Ale skądś się to bierze No jasne, że tak. Ja jednak nie słyszałam nigdy takich rzeczy w domu - ani,ze Niemcy to zbrodniczy naród, ani, ze są pracowici. Ja się nauczyłam w domu, ze o człowieku świadczą jego słowa i czyny, a nie to, kim się urodził albo co je, gdzie mieszka etc. Z takimi klasyfikacjami spotkałam się dopiero w dorosłym życiu. I np. nie znałam stereotypów na temat wegetarian. Stąd moje pytanie Odpowiedz Link
a_weasley Re: Lepsi i gorsi 06.05.09, 16:18 Sulla napisała: > Ja się nauczyłam w domu, ze o człowieku świadczą jego > słowa i czyny, a nie to, kim się urodził O pojedynczym człowieku oczywiście. O grupach ludzi niekoniecznie. Nawet w obrębie kraju widać różnice, jeśli się takie same sprawy załatwia z góralami podhalańskimi albo z ich odpowiednikami z Sudetów, z mechanikiem spod Poznania albo zza Białegostoku... w niczym nie obrażając krajanów tego ostatniego... Odpowiedz Link
sulla Re: Lepsi i gorsi 06.05.09, 20:06 Jeśli masz na myśli to, że przynależność do jakiejś grupy wpływa na "styl i świadomość", to zdecydowanie zgadzam się z Tobą. Odpowiedz Link
mader1 Re: Nibykomunia 06.05.09, 14:56 a niech sobie ubiera... tylko żeby nie mówił, że " to to samo". Jeżeli motywacja jest taka, że w tę niedzielę małej ma nie być smutno, a nie że ma mieć tak samo, dobra. Tylko z ta sukienką będzie kłopot. Dziewczynki mają stroje liturgiczne, które nie są aż tak strojne.O - moje miały coś takiego www.bamax.pl/1.htm z przodu jest emblemat religijny, który jest jedyną poważną ozdobą - a on nie wchodzi w grę. Sukienka sama w sobie jest... no taka średnio urodziwa - ładniejsze są przebrania księżniczek na bale karnawałowe ))) Inne bez religijnych akcentów wyglądają tak www.bamax.pl/11.htm www.bamax.pl/12.htm W dodatku zakładane są tylko w drodze do kościoła i z powrotem. Ta mała nie będzie przecież chodziła pod kościół. Może się nie udać. No chyba, że rodzice chcą, żeby miała " ładniejszą" sukienkę niż jej koleżanki i " jeszcze lepsze" prezenty. To dobrze na przyszłość nie wróży i pachnie konfliktem z rówieśnikami, zwłaszcza jeżeli na przechwałki zareagują " a po co ci ?" ( no bo taka biała alba trochę niepraktyczna jest) Myśle, ze możnaby to mądrzej rozwiązać. Odpowiedz Link
madziaq Re: Nibykomunia 06.05.09, 15:07 No tak, z białą sukienka faktycznie jest może nie tyle problem, co marnowanie pieniędzy moim zdaniem. No ale można się umówić z dzieckiem, że np na takie przyjęcie rodzice kupią jej piękne nowe ubranko, które sobie sama wybierze, ale jednak takie, żeby się jeszcze do czegoś dało użyć, choćby na jakąs inną rodzinną imprezę założyć Odpowiedz Link
mader1 Re: Nibykomunia 06.05.09, 16:31 więc dla mnie to jest pomysł o tyle nierozsądny, że nic dziecku nie wyjaśnia - o co chodzi z tymi komuniami, uniesieniami, dlaczego kolor szat taki a nie inny itd - a może narazić na problemy. Bo te sukienki średnio piękne czy eleganckie - jak musi być taka sama - nabierają dopiero znaczenia w kontekście tego, do czego służą i w grupie. Nie chadza się w nich nigdzie - chyba żeby w procesjach, a to też odpada. No zresztą wiecie. Jeżeli ktoś chce zaspokajać kaprysy dziecka, które są nierozsądne - może przecież. Ale można to rozegrać lepiej. bo i tak nie bedzie to to samo. I okaże się, że rodzi następne problemy. ( " a ja też chcę sypać suszone kwiatki w tej sukience i żeby wszyscy na mnie patrzyli !" W związku z poprzednim artykułem czytałam, że jakiś niewierzący rodzic zabrał dziecko na wycieczkę tygodniową. Miało co opowiadać po powrocie, a cały szał je ominął i był czas na pogadanie o tym spokojnie. To chyba rozsądniejsze. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: Nibykomunia 06.05.09, 17:05 Zerknęłam i załamałam się. Smutne, ale i... po prostu głupie. Smuci mnie takie postępowanie, ale nie potrafię nic na to poradzić, że osobę, która założyła ten wątek i tak postępuje uważam za głupią. Nie powinno się oceniać innych, ale niestety - tak ją właśnie odbieram. Przyszła mi do głowy i inna refleksja. U nas do I Komunii w niedzielę przystąpiło 52 dzieci. W poniedziałek "białego tygodnia" było 34. Wczoraj 35. Na pewno często są przyczyny obiektywne (bo nie jest łatwo codziennie być na Mszy św przy wielu obowiązkach, na pewno). Ale np matka jednego z chłopców powiedziała, że koniecznie musi mieć film z tej Komunii, bo na Mszy Komunijnej się śpiewa "Baranku Boży", a ona lubi tę piosenkę. I myślę, jak lepiej: zrobić szopkę z Komunii, czy po prostu zrobić samą szopkę? Odpowiedz Link
isma Re: Nibykomunia 06.05.09, 18:23 No, ale to tak w narodzie jest, i czasem nawet, ekhm, pasterze sie przyczyniaja do utwierdzania w narodzie myslenia, ze Msza sw. to taka znowu wazna nie jest. Nie dalej jak ubieglej jesieni slubny zabil wzrokiem koloratkowego, ktory usilowal dociec przyczyn naszego w miare regularnego rodzinnego bywania na Mszy sw. w dzien powszedni: "No ale to moze byscie lepiej codziennie teraz w pazdzierniku na rozaniec chodzili? Dziecko by moglo naklejki zbierac!". Aaa. [zupelnie niezasluzenie koloratkowy po owej gwaltownej smierci zmartwychwstal] Odpowiedz Link
mader1 Re: Nibykomunia 06.05.09, 19:30 "No ale to moze byscie lepiej codziennie teraz w > pazdzierniku na rozaniec chodzili? Dziecko by moglo naklejki zbierac!". Właśnie, dewocja... też o tym był wątek ))) Pozwoliliby te naklejeczki dzieciakowi pozbierać, a nie na msze go będą ciągać .... Odpowiedz Link
ewa_anna2 Re: Nibykomunia 06.05.09, 19:46 Tak mi się przypomniało opowiadanie B. Ferrero: " Piorun W czasie niedzielnej Mszy św. nagle rozpętała się gwałtowna burza. Piorun uderzył w dzwonnicę i wstrząsnął murami kościoła, w którym było pełno ludzi. Celebrans widocznie przerażony, zwrócił się do wiernych: - "Przerwijmy na chwilę Mszę św. i pomódlmy się... Przyzwyczajenie pokrywa kurzem, skorupą, potrafi przyćmić nawet sprawy najpiękniejsze i największe. W rezultacie więc sprawy te dzieją się jakby "na niby". Odpowiedz Link
isma Re: Nibykomunia 06.05.09, 23:40 A, tak. W ostatnia niedziele tez zesmy przerwali Msze sw. azeby sluby jasnogorskie odnowic. Znaczy zamiast kazania celebrans padl na klecznik przed stosownym obrazem i sie uroczysciesmy zobowiazywali... Odpowiedz Link
a_weasley Śluby na mszy 07.05.09, 09:46 isma napisała: > A, tak. W ostatnia niedziele tez zesmy przerwali Msze sw. > azeby sluby jasnogorskie odnowic. Mało się znam na liturgii, ale czy to nie może być potraktowane jak fragment nabożeństwa? > Znaczy zamiast kazania celebrans padl na klecznik przed > stosownym obrazem i sie uroczysciesmy zobowiazywali... Jakby zrobił to po mszy, toby mu połowa wyszła. Odpowiedz Link
sion2 Re: Nibykomunia 06.05.09, 20:01 O to, to to Ismo. Z tego wzgledu uwazam że wszelkie rozance/koronki/litanie majowe i czerwcowe powinny byc odprawiane PO mszy wieczornej a nie przed nia. Gdy z chwila zakonczenia nabozenstwa polowa albo i 3/4 narodu z kosciola wybywa choc za chwile rozpoczyna sie msza sw. Nigdy tego nie moglam pojac, jak mozna porownywac nabozenstwo do mszy sw? I w tym roku w mej rodzinnej miejscowosci mamy pierwszy raz od kilkudziesieciu lat nabozenstwa po mszy a nie przed nia aczklowiek proboszcz to uzasadnił tym żeby cale rodziny mogly uczestniczyc, ze niby pozniej to rodzice dotra z pracy itd. ale niewaznie, wazne ze wiecej narodu na msze przyjdzie przez to. Odpowiedz Link
sulla w kwestii zachcianek 06.05.09, 20:11 Tak mi się przypomniał fragment "Facetów w rajtuzach" Brooksa z panem robiącym obrzezanie. Kompan Robin Hooda: "Obrzezanie?" Pan "Kobiety bardzo to lubią!" Kompan "To ja poproszę dwa!" Odpowiedz Link
mader1 Re: w kwestii zachcianek 06.05.09, 20:31 i dwie sukienki komunijne )))) najlepszy komentarz do tej całej historii )) Odpowiedz Link
mamalgosia Re: w kwestii zachcianek 07.05.09, 08:41 to mnie się teraz z kolei przypomniał kawal o facecie, który pomylił obrzezanie z kastrowaniem:0 No, ale to już zupełnie nie na temat... Odpowiedz Link
nati1011 Re: w kwestii zachcianek 07.05.09, 09:01 A może właśnie bardzo na temat. Komuś się wydaje, ze wystarczy mały znak, by zyskac przychylne spojrzenie Boga, a wychodzi mu z tego amputacja. Choć to akurat bardziej dotyczy tych co robią coś dla samych pozorów. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: w kwestii zachcianek 07.05.09, 09:15 nie nie nie, nie patrzyłam tak głęboko. Skojarzenie było płytkie i prostackie Odpowiedz Link