Dodaj do ulubionych

Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-)))

11.08.09, 22:42
W innym watku pojawila sie taka wypowiedz oto (upraszczam troche, ale, mysle,
nie znieksztalcajac zbytnio istoty) ze nie warto sie wypowiadac, bo zazwyczaj
nie jest sie rozumianym. Znaczy, na forum nie warto sie wypowiadac.
No i tak sobie nad tym mysle, i probuje to poskladac w jakas calosc z tym, co
sobie w ogole o komunikowaniu sie miedzyludzkim mysle. I, raz kozie smierc,
napisze, chociaz, oczywiscie, moge zostac opacznie zrozumiana wink)).
Wiec, po pierwsze, mysle sobie, ze ludzkie mowienie ze swej istoty jest
ulomne. Kiedy teraz poruszam palcami po klawiaturze, to odczuwam te czynnosc
taką, jaką ona jest w istocie. Ale kiedy ją opisuję - to z koniecznosci czynie
to w sposob niepelny. Z natury umysl skupia sie na tych aspektach, ktore nam
subiektywnie sie wydaja istotne ("znaczace"), a pomija te, ktore uwazamy za
mniej wartosciowe. W jakims sensie zreszta tylko dzieki tego rodzaju
analitycznemu podejsciu do rzeczywistosci jestesmy w stanie istniec
"praktycznie" - gromadzic wiedze, ktorej potem uzywamy stosownie do potrzeb.

Schody sie zaczynaja, kiedy sie pojawia drugi czlowiek, i to czlowiek, z
ktorym nawiazujemy jakas osobowa wiez. Bo tu sie nie da - albo: nie powinno
sie - traktowac tej relacji utylitarnie, pod katem potrzeb. Chcielibysmy byc
rozumiani w calosci, jako osoby (choc jednoczesnie nierzadko sami nie umiemy
porzucic spojrzenia na drugiego pod kątem jakichs jego wyabstrahowanych cech i
wlasciwosci...!) - a jednoczesnie jestesmy ograniczeni przez jezyk, przez
system pojec i skojarzen. Probujemy wyrazic nim cos, do czego wyrazania on
zasadniczo nie sluzy. I latwo sie zniechecic, to prawda.

A jednak - probujemy mowic o Bogu, majac przeciez swiadomosc, pewnosc - ze
jest On niewyrazalny.
I podobnie, chyba, z ludzmi jest. Sa takie rzadkie momenty (ja wiem?
przeblyski empatii?) kiedy sie wydaje, ze pewien rodzaj wczucia sie w drugiego
czlowieka jest mozliwy. Ze istnieje jakis rodzaj wyjatkowej bliskosci w
komunikacji, choc dziejacy sie za pomoca slow, ale unoszacy ponad nie (czesto
to jest metafora, zart) - ktory jest naprawde darem.

Mnie sie tak czasem zdarza wink)). Takze na forum wink)).
Obserwuj wątek
    • mmb Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 09:17
      Jak się cieszę z tego wątku smile
      Sama myślałam o założeniu czegoś podobnego pod wpływem dyskusji w wątku o
      chrzcie bez zgody rodzica. Dzięki Isma!

      Dwa problemy dla mnie bardzo istotne:
      1. Jak mówić o Nieskończonym Bycie, Bogu posługując się ludzkimi pojęciami?
      Gdzie kończy się kontemplacja tajemnicy a zaczyna się tworzenie sobie obrazu
      Boga na swój obraz i podobieństwo.

      2. Jak mówić o swoich przekonaniach tak by z jednej strony nie tworzyć sobie
      samemu knebla (ekstremum to zachodnioeuropejska poprawność polityczna), a z
      drugiej strony nie ranić innych (ekstremum to dla mnie nadużywanie słowa sekta,
      lub kłótnie o "biblijność/nie biblijność" kościoła)?
    • twoj_aniol_stroz Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 09:21
      Nie taka była moja intencja w kwestii wypowiedzi. Nie chodziło mi o
      ogólne stwierdzenie, że nie waro sie wypowiadać, bo zazwyczaj
      zostanę źle zrozumiana. Chodziło mi o to, że to forum skupia ludzi o
      bardzo podobnym systemie wartości, zasadach życia, a jednak często
      jest tak, że mówiąc o tym samym zupełnie opacznie wypowiedzi są
      rozumiane. Z czego to wynika? Nie wiem. Być może jest to szukanie
      dziury w całym, być może niewyrobienie erudycyjne niektórych
      uczestników lub zbytnie wyczulenie innych - a może wsszystko razem
      po trochu.
      Z wykładów o komunikacji międzyludzkiej wynika, że nasz sposób
      porozumiewania się jest naprawdę bardzo skomplikowany:
      1. jest nadawca ze swoimi emocjami, przeżyciami, kompleksami,
      optymizmem życiowym lub pesymizmem
      2. ten nadawca chce coś wyrazić, więc najpierw pojawia się u niego
      myśl, a potem on tę myśl koduje, czyli wstawia ją w konkretne słowa.
      I znów pojawia się problem doboru słownictwa, doboru konkretnych
      słów, które mogą znaczyć dla różnych ludzi kompletnie różne rzeczy.
      3. potem pojawia się kanał przesyłowy, czyli miejsce, czas,
      okoliczności kiedy te wypowiedziane słowa trafiają do odbiorcy.
      4. odbiór słów przez tego do kogo były mówione. I znów najpierw
      pojawiają się konkretne znaczenia wypowiedzianych słów, ale już nie
      tego kto wypowiedział, ale tego, kto odebrał i wcale nie są to
      znaczenia tożsame.
      5. odbiorca ze swoimi zranieniami, kompleksami,
      optymizmem/pesymizmem itd rozkodowuje informację i dopiero wtedy ma
      konkretny odbiór tego co zostało powiedziane.
      No i teraz mamy obraz naszej wypowiedzi, czyli całą masę przeróżnych
      momentów, gdzie wypowiedź jednej strony może zostać opacznie
      zrozumiana przez odbiorcę. Jeśli nie ma w nas dobrej woli, jeśli na
      dzień dobry zakładamy, że ktoś ma złe intencje, jesli jesteśmy
      nastawieni na krytykę drugiej strony, to nie ma siły, awantura
      murowana. Wtedy wypowiedź: "jest dziś piękna pogoda" - jest w stanie
      wyowłać awanturę.
      Tak sobie myslę, co możnaby zrobić, żeby właśnie tę komunikację na
      forum poprawić. Właśnie po to, żeby uniknąć sytuacji kiedy ktoś chce
      coś powiedzieć dla śmiechu, a wychodzi awantura.
      Może warto byłoby temat przedyskutować? A może nie warto, może
      dobrze jest tak jak jest?
      • sulla Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 10:31
        Moje małżeństwo skupia dwoje ludzi, którzy się kochają, myślą podobnie o wielu
        sprawach, a jednak porozumieć się czasami jest niezwykle trudno, a monetami
        nawet nie sposób. "Awantury" na forum to jest herbatka u królowej angielskiej w
        porównaniu z awanturami, jakie nam się przytrafiają Tym mniej dziwi mnie, że
        ciężko jest się porozumieć na forum.

        Pewnie, że warto cały czas pracować nad polepszeniem komunikacji. Ale
        pamiętajmy, że jesteśmy tylko ludźmi. Dokładnie tak jak napisałaś - nie
        zakładajmy, że rozmówcy mają złe intencje, ze są niemili i czepliwi. Rozmawiajmy
        ze sobą, ale w duchu porozumienia, a nie oskarżania się nawzajem.
        • twoj_aniol_stroz Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 10:43
          I właśnie te oskarżenia mi przeszkadzają.
          Tak sobie jeszcze myślę, że warto przed wysłaniem postu zrobić
          podgląd i go przeczytać a potem w nawiasach podokładać nawet rzeczy
          oczywiste dla mnie.
          Przypomina mi się kiedyś rozmowa z Mader o mojej bardzo ciężkiej
          spowiedzi, gdzie zostałam bardzo źle potraktowana przez spowiednika.
          Mader odpisała, że zły grzesznik mając na myśli księdza, a ja to
          odebrałam jako słowa o mnie. Jakieś pięć wypowiedzi nam zajęło zanim
          dogadałysmy się o co chodzi smile A w sumie to ja mogłam zadać pytanie
          o kogo jej chodzi, a ona mogła w tej pierwszej wypowiedzi dopisać,
          że ma na myśli tego księdza. I właśnie o te dopytywania i o te
          dopowiedzenia w nawiasach mi chodzi. Wiem, że początkowo człowiek
          czuje, że mówi jak do debila, ale to tylko na dobre wychodzi na zaś.
    • mader1 Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 10:24
      > I podobnie, chyba, z ludzmi jest. Sa takie rzadkie momenty (ja wiem?
      > przeblyski empatii?) kiedy sie wydaje, ze pewien rodzaj wczucia sie w drugiego
      > czlowieka jest mozliwy. Ze istnieje jakis rodzaj wyjatkowej bliskosci w
      > komunikacji, choc dziejacy sie za pomoca slow, ale unoszacy ponad nie (czesto
      > to jest metafora, zart) - ktory jest naprawde darem.
      >

      Cóż. Wydaje mi się ( to bezpieczne słowo, nieprawdaż ?), że właśnie ta bliskość
      , o której piszesz jest raczej darem wyjątkowym niż codziennymi bułeczkami na
      śniadanie. Także na tym forum. Ja za każdym razem dziwie się i mam świadomość
      wielkiej wyjątkowości, gdy osiągam głębokie porozumienie z drugm człowiekiem.

      I jeszcze jedno pytanie - czy ważna jest Prawda ( ale uwzględniająca Miłość, ale
      miłość troszczącą się i odpowiedzialną), w tym prawda o nas czy to, żeby kogoś
      nie urazić ?
      • twoj_aniol_stroz Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 10:36
        > I jeszcze jedno pytanie - czy ważna jest Prawda ( ale
        uwzględniająca Miłość, al
        > e
        > miłość troszczącą się i odpowiedzialną), w tym prawda o nas czy
        to, żeby kogoś
        > nie urazić ?
        To temat mojej ostatniej rozmowy z księdzem i wiesz co usłyszałam?
        Jeśli prawda zostanie powiedziana z miłością i bez walki o wlasną
        rację to nie zaboli.
        I w sumie tak jest. Ten ksiądz bardzo często mówi rzeczy dla mnie
        niewygodne, bardzo często zwraca mi uwagę na coś, co ja rozumiałam
        kompletnie opacznie. On krytykuje moje postępowanie, mój sposób
        myslenia, ale ta krytyka nie boli, bo on to mówi w taki sposób, że
        ja wiem, czuję wręcz, że przy akceptacji mnie jako człowieka on nie
        akceptyje jakiegoś zachowania. I co ważne zawsze w parze z krytyką
        idzie wytłumaczenie skąd takie zachowanie się wzięło, co było jego
        powodem. A te powody są gdzieś głęboko we mnie, w moim dzieciństwie,
        w moim niezrozumieniu czegoś... Wcale nie mówię, że to są łatwe
        rozmowy, ale choć pokazują prawdę to nie ranią, bo nie oceniają mnie
        jako człowieka.
      • maryanne22 Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 10:42
        Bardzo podoba mi się to co piszecie w tym wątku. Jestem nowa na tym
        forum i szczerze przyznam, że czasami boję się pisać. Nie wynika to
        ze strachu, że zostanę w jakis sposób potępiona za moje wypowiedzi
        (chyba nie było tu takich sytuacji) a raczej ze strachu, że zostanę
        źle zrozumiana, że nie mam nic "mądrego" do powiedzenia, bo co tu
        dużo mówić jestem osoba afektywną i szukam akceptacji u innych
        ludzi. Ale to forum pozwala mi zdjąć wszystkie maski i być taką jaka
        jestem. No i oczywiście pisać.
        Pozdrawiam
        • sulla Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 11:04
          Maryanne, też jestem osobą afektywną smile Witaj w klubie smile
    • 11.jula Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 11:47
      To może i ja coś dopiszę, tym bardziej, że sama stwierdziłam, że
      mało tu piszę, z tych własnie powodów. Piszę wyłącznie o swoich
      odczuciach, nie oceniając nikogo.
      Wiadomo jest, że inaczej ludzie rozmawiają na żywo, a inaczej pisząc
      w internecie. Ja, jesli prowadze rozmowę na dany temat z kimś, kto
      jest mi bliski poglądowo, nie wyjaśniam dokałdnie po literce o co mi
      chodzi, bo wiem, że nawet uzywając skrótów myślowych zrozumiemy się,
      bo nawet mając inne zdanie w szczegółach, ogólnie myslimy podobnie.
      Zapisując sie do tego forum ucieszyłam się, że znalazłam ludzi z
      którymi bedzie mozna pogadać o sprawach, o których nie wszyscy moi
      znajomi chca rozmawiać. No i załozyłam, że podobnie jak ze
      znajomymi, bedziemy się rozumieć bez słów. Okazało się inaczej i
      przyznam, ze początkowo byłam rozczarowana i nie zaglądałam tu
      prawie wcale. Przykro mi było, że niejednokrotnie z niewinnych słów
      robiła się nieprzyjemna wymiana zdań, miałam wrażenie, że ciągle
      każdy czepia się o najmniejsze słowo i bardzo męczyło mnie to, że
      wszystko trzeba było wyjaśniać do ostatniej kropki, a i tak nieraz
      było to za mało. Sama, w poście o chrzcie w tajemnicy, w ostatnim
      momencie napisałam w nawiasie dlaczego uzyłam cudzysłowu, a i tak
      okazało sie, ze to było za mało.
      Wiem jednak, że moi koledzy mnie znaja od lat, wiedzą jaka jestem,
      jakie mam poglady i nie muszę im niczego wyjaśniać. Tu jesteśmy
      osobami anonimowymi i byc może dlatego trzeba więcej słów żeby byc
      zrozumianym. Powoli przyzwyczajam sie do tego.
      Ciesze się Isma, że założyłas ten wątek, ja należę do tych osób, co
      jeśli mają cos na sercu, to muszą to powiedzieć żeby oczyścić
      atmosferę i dalej rozmawiać, nie dusząc nic w środku. Nie bardzo
      chciałam sama z tym wychodzić, żeby nie byc znowu źle zrozumianą.
      • sulla Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 12:04
        "Sama, w poście o chrzcie w tajemnicy, w ostatnim
        > momencie napisałam w nawiasie dlaczego uzyłam cudzysłowu, a i tak
        > okazało sie, ze to było za mało."

        To ja może tylko wyjaśnię w tej kwestii, bo i ja wtedy byłam "czepliwa", że
        napisałaś wtedy o innych wyznaniach, a inne wyznania to są właśnie protestanci
        czy prawosławni, a nie islam. Islam to inna religia. Więc takie zestawienie
        "inne wyznania czy sekty" zabrzmiało dość niefortunnie w moich uszach i dlatego
        zwróciłam na to uwagę. Nie dlatego, ze posądzam Cię o niechęć do innych wyznań,
        tylko dlatego, że doprecyzować.


        "Tu jesteśmy
        > osobami anonimowymi i byc może dlatego trzeba więcej słów żeby byc
        > zrozumianym. Powoli przyzwyczajam sie do tego."

        Ano właśnie, i tu jest może pies pogrzebany.Ale przyznam, ze mi np. często
        łatwiej zachować spokój i dystans w takiej "anonimowej" rozmowie, niz z kimś
        bardzo bliskim sad
      • mmb Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 14:17
        Ja się Ciebie czepiałam właśnie o te cudzysłowy i o używanie słowa sekta.
        Muszę przyznać, że jestem uczulona na słowo sekta i już ono samo powoduje, że
        zaczynam podejrzewać autora o niecne intencje wink

        Później w trakcie dyskusji o chrzcie oczywiście okazało się że się niepotrzebnie
        zacietrzewiłam - przepraszam.
      • mader1 nie tylko do Juli :) 12.08.09, 14:23
        , ja należę do tych osób, co
        > jeśli mają cos na sercu, to muszą to powiedzieć żeby oczyścić
        > atmosferę i dalej rozmawiać, nie dusząc nic w środku.

        Bardzo lubię te cechę. Bo dla mnie ważna jest też prawda o człowieku, a nie
        tylko to, żeby był taki, jak sobie go życzę widzieć.

        Przede wszystkim pamiętaj, że nawet jak ktoś coś " doustala", to najczęściej
        wcale nie dlatego, że Cię nie lubi smile czy uważa, że coś źle napisałaś. Raczej
        chce sam sobie w głowie poukładać i zrozumieć czy dobrze rozumie smile))

        Kiedyś miałam " takie zajęcia " z komunikacji. Pamiętam, że prowadzący je
        sugerował, by w przypadkach, które są dla nas ważne, dopytywać i dopytywać do
        bólu " czy dobrze zrozumiałam, że powiedziałeś, że....." bo okazuje się, że
        pewne wypowiedzi zupełnie inaczej wyglądają dla dwóch różnych osób i dla każdej
        z nich są oczywiste wink)))

        U nas na forum dochodzi jeszcze jeden aspekt. W prywatnych rozmowach możemy
        sobie czasem odpuścić szczegóły czy powiedzieć coś czego nie jesteśmy pewni,
        można tez o tym, co się działo wywnioskować z naszej ogólnej postawy czy
        okoliczności. Tu nie dość, że my siebie czytamy,a nie do końca znamy, musimy
        pamiętać, ze czytają nas inni. Dobrze byłoby, żebyśmy się zwracali do siebie
        anielskimi głosami, bo być może dokonałoby się gwałtowne nawrócenie w kraju
        wink))) ale ważne jest też to, żeby pisać prawdę i żeby ustalać szczegóły, bo ktoś
        to tylko czyta i nie dopyta już nigdzie.
        Stąd czasem pytamy o źródło jakiś rewelacji czy prostujemy czy podajemy cytaty.
        Bo wyobraźcie sobie, że niezależnie od tego jakie mamy nicki, jak długo tu
        jesteśmy, przez osoby z zewnątrz jesteśmy odbierani jako osoby z Kościoła ,
        znające się na wierze, księżach, życiu swoich wspólnot bardziej niż inni sad(((
        To bardzo trudne , bo jak w nagłówku napisane, wcale nie czujemy się mądrzejsi
        czy lepsi.
        Ale odpowiedzialna Isma na przykład, choć " wydaje jej się", że jest tak a tak,
        cenne godziny szpera po internecie, żeby NIE WPROWADZIĆ W BŁĄD. Bo mamy takie
        informacje, ze niektóre nasze gdybania czy rewelacje z parafii czytający
        odbierają jako pewniki sad " bo nawet na www tak pisali, a oni się znają".
        To nie jest czepianie, ona naprawdę z dużą sympatią traktuje użytkowników, czuje
        się jedynie w obowiązku sprawdzić, żeby nie zaszkodzić.
        Skoro jest to taki " wyjaśniający" wątek, to też czułam się w obowiązku to
        napisać, bo mam wrażenie, że dawno nikt o tym nie pisał, jak dużo pracy kosztuje
        poznajdowanie tych tekstów i dokumentów, o których rozmawiamy. I wychodzenie "
        na jędzę"

        I jeszcze jedna rzecz. Prawda o nas. Wierzących. Jest taka, żeśmy grzeszni i
        upadamy. I to nie jest tylko kokieteria nagłówkowa. Staramy się , by użytkownicy
        byli do siebie nastawieni pozytywnie. Ale prawda o wiernych jest taka- i widać
        to w kościele- że na przykład jednym odpowiadają dzieci w kościele , innym
        przeszkadza nawet kichniecie dorosłego sąsiada. I to na forum, na którym nie ma
        " ręcznego sterowania" będzie widać. Nie jest dobrze, ja przynajmniej tak
        uważam, jeżeli ktoś się nie wypowie. Dobrze jest, jak napisze co myśli i
        POSŁUCHA rację innej strony. Wcale nie musi jej od razu przyjąć. Ale prawda w
        człowieku pracuje.
        • nowako-wa Re: nie tylko do Juli :) 12.08.09, 17:20
          to ja się te wtrącę...zdarzało mi się na innych forach oberwać i to zdrowo za
          religijne poglądy i z początku ni w ząb nie rozumiałam o co chodzi... Dziś wiem
          ,że jeśli osoba po drugiej stronie klawiatury ma gorszy dzień i chce na kimś się
          wyżyć to cheja...albo taki ma styl traktowania blizniego...
          Pamiętam dyskusję na forum :chrześcijaństwo z pewnym panem na temat różańca-
          totalny oporcjonista- ja zwolenniczka, ale było bardzo miło i kulturalnie ...da
          się ?Da! Forum do dyskusja a nie walka kto ma rację , bo racja przeważnie jest
          pomiędzy...A kłótnie dotyczące aspektów wiary , których udowodnić nie można już
          są całkiem bez sensu...Dla mnie wiara , która nie przekłada się na codzienność,
          kulturę bycia, szacunek do bliżniego nijak ma się do wyznania ...
          A za każdą wypowiedzią stoi INTENCJA, ZAMIAR- to ona potem jest górą i bardzo
          sobie cenię uwagi, bo sami ciężko mamy dostrzec nasze ułomności. Korona z głowy
          przez tyle lat mi nie spadła to może jeszcze nie spadnie...
          • 11.jula do nowako-wa 12.08.09, 19:23
            Cześć Renata, bardzo sie cieszę że i tu sie spotykamy smile
            • nowako-wa Re: do nowako-wa 12.08.09, 21:38
              Idę za wami jak po zapachu...tak mało miejsc gdzie można sie czuć "swojsko"...
        • twoj_aniol_stroz Propozycja 13.08.09, 16:39
          No to Twój post wiele wyjaśnił, choćby rolę Ismy - niewdzięczną
          rolę, która dla postronnego obserwatora czyni z Ismy "czepliwego
          prawnika, dla którego tylko litera prawa i nic więcej".
          Mam więc taką propozycję, aby stworzyć coś w rodzaju "lektury
          obowiązkowej" dla nowoprzybyłych. Może warto byłoby sie pokusić o
          takie coś (choćby wątek), gdzie właśnie zostaną zawarte informacje o
          koniecznosci sprawdzania zgodnosci naszych wypocin z literą prawa ku
          pożytkowi "czytaczy", gdzie wyjaśnione zostaną szerzej zasady
          funkcjonowania na forum. Wiem, że istnieje netykieta, ale wiem
          także, że niekoniecznie jest stosowana w praktyce i czasem trzeba
          niektórym przypomnieć, że nie nalezy obrzucać się epitetami. Może
          taki wątek lub wręcz drzewko z podrozdziałami byłoby wskazane jako
          początek "kariery" forumowicza.
    • okri2 Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 18:53
      puk.. puk.. Czy to ten wątek na którym mieliśmy sobie pomilczeć? smile)

      Chciałam tylko napisać, że jestem i sobie czytam i sobie milczę, bo Wy wszystkie
      moje myśli w tym wątku spisałyście. Dziękuję!
      Taki wąteczek czyścioszek, fajny smile
      jula, maryanne, aniele_stróżu to co piszemy dalej? hihi
      toniki coś brak..

      Pozdrawiam
      • 11.jula Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 19:24
        okri2 napisała:

        > jula, maryanne, aniele_stróżu to co piszemy dalej? hihi
        > toniki coś brak..

        jasne że piszemy, Tonika mam nadzieję wyjechała na wczasy, innych
        powodów nie dopuszczam smile
        • mader1 Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 19:33
          bardzo się cieszę smile))) Ja trochę pomilczę w najbliższym czasie, obiecuję smile))))
          Tonika chyba już się szykuje do Projektu Mozart smile Ciekawe czy pozna, która to
          moja córka będzie wink))) ? To dzięki linkowi Toniki usłyszała o tym Projekcie i
          może dołączyć smile)))
          • okri2 Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 22:51
            mader1 napisała:

            > bardzo się cieszę smile))) Ja trochę pomilczę w najbliższym czasie, obiecuję smile)))
            > )
            > Tonika chyba już się szykuje do Projektu Mozart smile Ciekawe czy pozna, która to
            > moja córka będzie wink))) ? To dzięki linkowi Toniki usłyszała o tym Projekcie i
            > może dołączyć smile)))

            17 sierpnia rozpoczynają próby smile
      • twoj_aniol_stroz Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 12.08.09, 20:19
        smile))
        Też mam nadzieję, że Tonika tylko chwilowo nieobecna smile
    • isma Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 13.08.09, 16:15
      Bardzo się ciesze, ze ten watek się okazal potrzebny. A ja się nie odzywalam,
      zalozywszy go, bo, po pierwsze, wczorajszy dzien mi uplynal na bardzo, bardzo
      dobrym byciu twarza w twarz, a po drugie, kanal komunikacji (swobodny dostep do
      internetu znaczy) mi się stracil ;-(((.
      Sprobuje odrobic zaleglosci, ale wybaczcie, jeśli to będzie musialo być na raty.

      Aniele – widzisz, mysle, ze ja nie przeklamalam Twojej mysli, tylko probowalam
      umiescic ja w dla mnie oczywistym kontekscie. A Ty go chyba nie do-rozumialas
      wink)).Otoz, jak napisalam – stwierdzilas, ze na forum bywa się zle rozumianym (i
      w zwiazku z tym czasem się gadac odechciewa). I ja te obserwacje z grubsza
      podzielam, tylko ze uwazam, iz taka jest natura ludzkich relacji w ogole:
      autentyczne porozumienie się jest trudne, a wlasciwie – oczywiście, jesli mowimy
      o takim najglebszym poziomie, nie o tym doraznie uzytecznym – niemozliwe. Albo
      inaczej – możliwe przede wszystkim w pewnych szczegolnych sytuacjach, do czego
      jeszcze wroce. I tu bardzo mi bliskie jest to, co napisala Sulla o swoim
      malzenstwie.

      Na codzien zazwyczaj dosyc latwo porozumiewamy się w sprawach praktycznych
      (zaliczam do nich zreszta tez tzw. dyskusje, również na tematy religijne – jeśli
      chodzi w nich nie tyle o bycie ludzi ze soba, co o przekazanie „pogladow”wink. Jest
      jakis wspolny cel, sprawa do zalatwienia, informacja do przekazania. Jest
      konkretny adresat, do którego potrafimy dostosowac swoja wypowiedz. Tu dziala
      to, co pisalam na poczatku – z natury komunikacji jezykowej wynika, ze bardziej
      lub mniej swiadomie dokonujemy eliminacji pewnych tresci pod kątem odbiorcy, tak
      naprawde wyrazajac nie tyle to, co chcemy powiedziec, co to, co chcemy, aby było
      uslyszane. Wtedy niby latwo o „porozumienie”, ale czy ono rzeczywiscie zawsze
      jest wartosciowe (Mmb pisala o politycznej poprawnosci, która pozwala się
      wszystkim ze wszystkimi zgadzac, byle nie wchodzic zbyt gleboko w istote rzeczy
      – i cos z tego czasem zlego irenizmu jest także nawet w zwyklych naszych
      miedzyludzkich wieziach)? Mader bardzo celnie podsumowala – czasem wobec osob
      dobrze sobie znanych umiemy bywac – bywamy - takimi, jakmi one chca nas
      widziec! I to nie zawsze jest dobre. Pamietacie z Ewangelii: „nie mogl w
      Nazarecie uczynic ani jednego cudu”? – bo tam o Nim „wiedzieli”: ze jest synem
      ciesli, ze Jego matka na na imie Maria, ze jego bracia i siostry zyja wsrod
      nich... A to przeciez nie o to szlo. Szlo o calkiem pierwotne, nieograniczone
      jakimkolwiek dostepnym wczesniej doswiadczeniem otwarcie się na cos zupelnie
      nieznanego, niezrozumialego, budzacego opor!

      Wiec, na forum tego grona dobrze nas znajacych nie ma. Nie wiadomo, kto odpowie
      na post. Owszem, jest tak, jak napisala Jula, ze jest to grupa osob, które laczy
      chrzescijanskie spojrzenie na swiat, ale wedlug mnie akurat wlasnie tej wspolnej
      cechy nie można traktowac jako takiego praktycznego „ulatwiacza zalatwiania”.
      Ona dla mnie oznacza tylko tyle – az tyle! – ze NIKT Z NAS NIE CHCE SWIADOMIE
      ZROBIC BLIZNIEMU KRZYWDY. To jest wazne, i dyskutujac tutaj trzeba to mieć w
      pamieci. Nikt tu nie chce nikogo ponizyc czy upokorzyc (i dla osob kierujacych
      się taka intencja na forum miejsca nie ma). Co jednak nie znaczy, ze czasem sie
      nie zdarzy kogos skrytykowac, czasem nawet dosyc powaznie.

      Ten forumowy brak „kolegi, którego się zna od lat” utrudnia, ale zarazem… może
      bardzo otwierac. Ulatwiac stawanie w prawdzie. Ponieważ nie mam do dyspozycji
      kogos, komu chce cos sprawnie przekazac, na kogo chce wywrzec skuteczny wplyw -
      mogę tylko… wyrazac siebie. Stawac w prawdzie. Prawdzie o sobie, bo tylko ta
      jest czlowiekowi dostepna… Narazajac się na niezrozumienie, na krytyke, na
      smiesznosc.

      Kiedys mialam taka na pozor blaha rozmowe o jezdzie na rolkach. Polzartem
      namawiajac kogos doroslego i powaznego na nauke, tlumaczylam najpierw
      racjonalnie – ze zdarzylo się nam ze slubnym pare lat temu nauczyc jezdzic
      mojego znajomego, w wieku wiecej niż srednim (fakt, zawodowego tancerza baletu
      kiedys, który wszakze, po zakonczeniu kariery zawodowej nieco był przytyl wink)),
      i ze oczywiście, na poczatku się glupio się czlowiek czuje ladujac co chwila na
      siedzeniu albo na czworakach jak kilkunastomiesieczniak, ale to mija wink)). A
      potem się zgadalo, ze wlasciwie to jest jeden z najbardziej autentycznych
      dowodow bliskosci – ze czlowiek się nie cofa przed wystawieniem na smiesznosc w
      oczach drugiego.

      Wracajac do forum. I otoz ja sobie np. bardzo cenie zwlaszcza tych z Was –
      celowo pisze o osobach, a nie o wypowiedziach – którzy mimo obaw, mimo popadania
      w spory, jednak pisza (z dystansem natomiast czytuje uwagi „z tylnego siedzenia”
      – ktos malo czy wcale nie pisuje o sobie, ale ochoczo krytykuje wypowiedzi
      innych, często zreszta dosc przypadkowo przyuwazone). I mam ogromny szacunek dla
      tych z Was, którzy się zdecydowali pozytywnie odpowiedziec na moja prosbe o
      pisanie rozwazan – bo to jest jeden z takich ekstremalnych przypadkow
      koniecznosci „mowienia soba”. Mowienia o czyms bardzo osobistym.

      I wlasnie dlatego na koniec tej dzisiejszej czesci zaleglosci, chcialam o tym, o
      czym pisze Mmb: o niewyrazalnosci Boga. Paradoks, prawda – ze mowiac „Bog jest
      niewyrazalny” probujemy przeciez nawet i tym wlasnie zdaniem w jakis sposób Go
      wyrazic, opisac jezykowo? To zauwazyl już sw. Augustyn w „De doctrina
      Christiana”. A jednak jest w czlowieku cos poza analizujacym cechy jezykiem -
      cos odwolujacego się do samej jego istoty, co pozwala nie tyle WYRAZIC
      nie-ludzkie, nie-skonczone (w odniesieniu do drugiego czlowieka
      powiedzielibysmy: nie-moje), co tego nie-ludzkiego, nie-skonczonego, nie-mojego
      doswiadczyc, DOTKNAC. Bergson nazywal to intuicja (do ktorej odwoluja się
      nalezaca po trosze jeszcze do sfery jezyka metafora, aluzja, zart). Sw. Edyta
      Stein mowila o „wczuciu”.

      Zawsze jak mysle o doktrynie sola scriptura (o, i teraz wlasciwie nie powinnam
      tego pisac, jeslibym się nie chciala braciom protestantom narazic!, ale napisze,
      no bo tak mysle wink)), to się zastanawiam, na ile wlasnie ona nie jest taka -
      skazana na naturalne niepowodzenie - proba zamkniecia Boga w slowach. Dla mnie
      Bog istnieje także w zdarzeniach, a przede wszystkim – w zdarzeniach z porzadku
      sakramentalnego. To jest wlasnie ten moment, w którym ja mam poczucie
      wychodzenia poza uboga sfere (falszujacych czasem rzeczywistosc – nawet i te
      nasza codzienna przeciez) pojec, i doswiadczania czegos odmiennie autentycznego.
      W calym bogactwie znaczen tego slowa w tym kontekscie – doswiadczania czegos
      cielesnego. Ciala obok Slowa. Osoby obok tekstu. Pelni Obecnosci.

      W malzenstwie tak bywa, na przykład. Ze DOGADAC się co i rusz nie da, a jednak
      można na bardzo autentyczny, gleboki sposób BYĆ wzajemnie ze soba (ale o tym to
      już nastepnym razem…wink.
      • twoj_aniol_stroz Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 13.08.09, 16:27
        > Aniele – widzisz, mysle, ze ja nie przeklamalam Twojej mysli,
        tylko probo
        > walam
        > umiescic ja w dla mnie oczywistym kontekscie. A Ty go chyba nie do-
        rozumialas
        > wink)).Otoz, jak napisalam – stwierdzilas, ze na forum bywa się zle
        rozumi
        > anym (i
        > w zwiazku z tym czasem się gadac odechciewa).
        Tak, to jest z grubsza ten kontekst, o który mi chodziło smile
        • isma Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 13.08.09, 16:38
          Hehe. No i wlasnie tak sie nie bardzo da rozmawiac. Bo ja doskonale wiem, co Ty
          chcialas powiedziec (czyli, jaki wyglosilas tekst), tyle ze Ty nie bardzo chcesz
          uslyszec (ciachajac ZNOWU cytat z mojej wypowiedzi w polowie wink)) co ja W
          ZWIAZKU Z NIM mysle, czyli co uwazam za wazny dla niego kontekst. Co mogloby z
          kolei nam, mysle, umozliwic calkiem obiecujaca dalsza rozmowe wink)).

          No ale z tej konsekwentnej postawy rozumiem, ze uwazasz, iz problem z
          komunikowaniem sie istnieje tylko na tym forum, a nie miedzy ludzmi w ogole. No
          coz, bedziemy - jak to zreszta nie od dzis sie dzieje - nad tym pracowac...
          • twoj_aniol_stroz Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 13.08.09, 16:50
            To nie tak. Ja jestem z natury zero-jedynkowa i dłuższa moja
            wypowiedź niż 3 zdania to już w moim przypadku "słowotok" - co nie
            oznacza, że nie lubię czytać długich wypowiedzi, ja ich raczej nie
            umiem pisać.
            To co napisałam oznaczało tylko tyle, że Twoje doprecyzowanie
            odbioru mojej wypowiedzi było słuszne. A reszta wypowiedzi - z nią
            się zgadzam smile Tyle, że ja przyznam się jeszcze do jednej rzeczy:
            nie przepadam za sytuacjami kiedy widzę, że ktoś odpisał coś na moje
            wypociny, zaglądam a tam tylko: 'tak, masz rację" albo "zgadzam się
            z tobą" - to moja jakaś tam cecha i skoro ja za tym nie przepadam,
            to siłą rzeczy czegoś takiego sama staram się unikać smile I tylko
            dlatego nie odniosłam się do reszty Twojej wypowiedzi smile
            • okri2 Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 13.08.09, 19:39
              A ja zaczynam nie rozumieć o czym rozmawiają isma z twój_anioł_ smile)

              To ja już tylko pozdrawiam Was i zmykam do pakowania się. Dziś przede mną 450km.
              a jutro i pojutrze koncerty, nareszcie smile

              Do poniedziałku.
    • otryt Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 17.08.09, 12:51
      Ciekawy temat. Kiedyś interesowałem się barierami w komunikacji. Jak
      ich jest dużo! Nawet, gdy tylko próbujemy opisać świat, który
      widzimy. Każde oczy widzą inaczej. To cud, gdy z drugim człowiekiem
      widzimy podobnie, szczególnie wtedy, gdy wejdziemy głębiej w las, a
      nie poruszamy się jedynie po jego skraju. To piękne uczucie, takie
      głębokie zrozumienie wzajemne. Właśnie czytam książkę Wandy
      Półtawskiej, tam sporo o takim zrozumieniu. Każdy zgrzyt na forum,
      szczególnie ten z moim udziałem, zmusza mnie do myślenia. Gdzie leży
      przyczyna? Czy po mojej stronie, czy tej drugiej, a może jeszcze coś
      innego? Myślę, że przez te lata na forum sporo się nauczyłem.
      Łatwiej mi się rozmawia w realu, korzystam ze zdobytych tu
      doświadczeń, łatwiej precyzować mi myśli. Kiedyś przed laty, na
      jakiejś konferencji dostałem nagrodę dla uczestnika, który ani razu
      się nie wypowiedział. Taki byłem. Dostrzegam, że ludzie mogą być
      bardzo różni, staram się wniknąć w ich tok myślenia, rozumowania,
      odczuwania, system wartości, rodzaj dowcipu, który preferują. Staram
      się zrozumieć ich inność i wcale nie na tej zasadzie, że inny to
      gorszy, lecz na zasadzie, że od innego mogę się czegoś nauczyć.
      Dawniej innych postrzegałem tak jak siebie, a to podstawowy błąd,
      który powodował zgrzyt za zgrzytem. Czasem, gdy mam świadomość, że
      jestem niedysponowany a mój nastrój jest pod kreską, to wiem, że sam
      ten fakt wystarcza by nadawać z błędami i odbierać z błędami czyjeś
      słowa. Wtedy nawet nie próbuję pisać, albo piszę do szuflady. Do
      szuflady trafił kiedyś tekst pasujący do Alei Zasłużonych, w którym
      pisałem, czego konkretnie od kogo z naszego forum się nauczyłem i co
      komu zawdzięczam. Nie wymieniałem jednak ników, by nikomu
      pominiętemu nie było przykro. Nie wiem, czy dałoby się domyślić, o
      kim pisałem? Jedna z osób np. wyznacza jakoś listę moich lektur,
      książek po które sięgam. Lubię tych samych autorów. Ktoś inny
      zachwyca mnie poziomem zrozumienia tego, co piszę. Nawet wtedy gdy
      piszę skrótowo, potrafi się domyślić tego, co nienapisane. Itd., itd.
      • mader1 Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 17.08.09, 15:15
        Dużo na tej konferencji stracili, Otrycie. Masz wiele do powiedzenia.
        Jak wiecie, część roku spędzam na wsi. Takiej typowej starej wsi, a nie w żadnej
        modnej miejscowości letniskowej. Kiedy przyjechałam tu pierwszy raz, wiele lat
        temu, nie zachwyciła mnie. Typowa, dość ciasno zabudowana, ulicówka.Wujek mojego
        męża, który przyjechał tu wtedy pomóc, rozmawiając ze mną, przeprowadził mnie
        przez podwórko, aż za stodołę, gdzie odbywały się żniwa na małym poletku zboża.
        Stanęłam tam, gdzie mnie zostawił, by odejść z kosą i tchu mi zabrakło. Przede
        mną rozpościerały się piękne, kołysane wiatrem pola, daleko dopiero delikatnie
        ograniczone lasem. Gdy kika lat później miałam pokazać, gdzie chcę , by stanął
        nasz dom, bez wahania wskazałam to właśnie miejsce... Potem okazywało się, ze ta
        sama wieś z różnych stron, tak różnie wygląda... Wchodzimy na górkę i stamtąd
        delikatnie chroni się w dolince...
        Tak czuję się w czasie rozmów. Często mam wrażenie, ze być może jakiś widok
        nigdy nie stałby się moim udziałem.

        Do
        > szuflady trafił kiedyś tekst pasujący do Alei Zasłużonych, w którym
        > pisałem, czego konkretnie od kogo z naszego forum się nauczyłem i co
        > komu zawdzięczam. Nie wymieniałem jednak ników, by nikomu
        > pominiętemu nie było przykro. Nie wiem, czy dałoby się domyślić, o
        > kim pisałem?

        Pamiętam jak kiedyś wymyśliłeś na tym forum dzień dziękczynienia i stał się
        faktem. Potem piszesz tekst do dużo później wymyślonego przez Ismę wątku...
        Przyznaj się, co jeszcze masz w zanadrzu wink)))))))
        Napisz ten tekst, może rzeczywiscie bez nicków lepiej.
        Też głupio było mi te wszystkie nicki wymieniać, ale te osoby TAK DUŻO zrobiły,
        że ucieszyłam się z takiego wątku smile Musiałam smile
        • otryt Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 18.08.09, 01:17
          mader1 napisała:

          >Tak czuję się w czasie rozmów. Często mam wrażenie, ze być może >jakiś widok
          nigdy nie stałby się moim udziałem.

          Jakże trafna i piękna analogia.

          >Napisz ten tekst, może rzeczywiscie bez nicków lepiej.

          Ten tekst był o tym, jak każda relacja na forum jest inna. Może to dość banalne
          słowa, dla mnie jednak odkrywcze. Każda z opisywanych osób obdarza mnie czymś
          innym: ktoś dzieli się wiedzą, pokazuje swoją wrażliwość, jak można widzieć
          różne sprawy, daje świadectwo życia i dzielności, pokazuje precyzje i logikę
          myślenia, inspiruje, pokazuje całkiem inny nieznany mi świat i środowisko,
          pozwala uzmysłowić mi, jak myślą i czują ludzie z innego pokolenia, jak rzecz
          wygląda z męskiego a jak z kobiecego punktu widzenia.Są ludzie, którzy mnie
          bardzo wzruszają, tym co piszą, swoją szczerością i prawdziwością. Możnaby długo
          wymieniać.

          Z tej szuflady zazwyczaj nic nie wyciągam, z tego prostego powodu, że ciężko coś
          znaleźć w tym gąszczu. Poza tym zdałem sobie kiedyś sprawę, że słowa raz
          napisane lub głośno wypowiedziane spełniły już swoją rolę. Pozwoliły wydobyć
          pewne rzeczy na światło dzienne, mnie samemu uświadomić pewne sprawy i dość
          precyzyjnie je sformułować. Kiedyś było mi to niedostępne, ludzie mnie słabo
          rozumieli, trudno mi było myśl przekuć w słowo. Były tylko niejasne przeczucia i
          intuicje, a z tym ciężko wychodzić do ludzi, szczególnie na konferencjach.smile

          Dobranocsmile
    • mamalgosia Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 18.08.09, 12:58
      Nie raz doświadczyłam tego, że moje słowa (nie tylko na piśmie)
      zostały źle zrozumiane.
      Nie raz doświadczyłam tego, że źle zrozumiałam czyjeś słowa.
      Ale mimo wszystko kocham słowa. I w moim zyciu zdecydowanie więcej
      szkód narobiło milczenie, przemilczanie i cisza niż słowa
    • mama_kasia Re: Mowa jest zrodlem nieporozumien ;-))) 19.08.09, 22:26
      Czytam sobie ten wątek od kilku dni i tak sobie myślę o sobie.
      Wiecie, coś dzieje się niedobrego, bo ...chyba dochodzę
      do wniosku, że mam coraz mniejszą ochotę rozmawiać z ludźmi,
      którzy są wokół mnie (z wyjątkiem męża i dzieci).
      ...Nie, to nawet nie do końca tak - nie mam ochotę dzielić
      się z nimi sobą. Nie mam ochoty mówić o swoich odczuciach,
      przeżyciach, nawet tych radosnych.
      Na razie szukam przyczyny takiego stanu, ...ale wiem, że mi się
      to nie podoba.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka