Dodaj do ulubionych

Psalmy - rozważania Ojców

22.08.09, 15:34
"Słuchaj, synu, nauk mistrza i nakłoń ku nim ucho swego serca. Napomnienia
łaskawego ojca, przyjmij chętnie i wypełniaj skutecznie.. Do ciebie kieruję
moje słowa, kimkolwiek jesteś ty, co wyrzekasz się własnej woli, a chcąc
służyć Chrystusowi Panu, prawdziwemu Królowi, przywdziewasz potężna i świetną
zbroję posłuszeństwa".

Tak zaczyna się reguła św. Benedykta, reguła która stała się drogowskazem dla
tysięcy zakonników w ciągu półtora tysiąca lat jakie minęło od jej napisania.
Można więc powiedzieć że w pewien sposób jesteśmy wychowani przez autora tych
słów - patrona Europy.

Od lat jestem zafascynowany postaciami tych wielkich myślicieli, zakonników,
biskupów a także świeckich - ludzi którzy są określani jako Ojcowie Kościoła.
Żyli oni w epoce pełnej rozgardiaszu, w epoce która była okresem przejściowym
pomiędzy światem kultury grecko-rzymskiej a okresem ukształtowanego już
średniowiecza - w okresie wędrówek ludów, kiedy to tworzyły się zręby
dzisiejszej Europy.
Byli także , a może przede wszystkim, nauczycielami. Dla nich codziennością
było mówienie do ludzi i ich nauczanie.
Chciałbym przypominać fragmenty ich dzieł, może ktoś odnajdzie w nich coś dla
siebie a jednocześnie zainteresuje się tym minionym światem?
Tylko od czego zacząć? I tutaj pomocny stał się także św. Benedykt który na
pierwszym miejscu w modlitwie mnicha stawiał psalmy i tak pisze o porządku ich
odmawiania:
"..byleby tylko w każdym przypadku w ciągu tygodnia został odśpiewany cały
psałterz w pełnej liczbie 150 psalmów.."
W ciągu tygodnia to nie dam rady ale na ile będę potrafił to chciałbym właśnie
psalmom poświęcić te kilka słów a głównie rozważaniom św Augustyna właśnie
psalmom poświęconych.

W tekstach dzisiejszych czytań liturgicznych znajduje się psalm 113 i na
kanwie tego psalmu takie rozważania snuje św. Augustyn:

"Wiecie, bracia, i bardzo często słyszeliście, jak Pan w Ewangelii mówił:
"Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie. Do takich bowiem należy Królestwo
Niebieskie", jak również: "Jeśli kto nie przyjmie Królestwa Bożego, jak
dziecko, nie dostanie się do niego". Także i w wielu innych miejscach Pan
nasz, kiedy oskarżał pychę starego człowieka, jako wyjątkowy przykład dla
odnowy życia przedstawił pokorny wzór dzieci. Dlatego, najdrożsi, kiedy
słyszycie, że w psalmach śpiewa się: "Chwalcie, dzieci Pana", żebyście nie
sądzili iż ta zachęta nie odnosi się do was, gdy już przeszedłszy cieleśnie
okres dzieciństwa, czy to rozkwitacie młodzieńczą urodą, czy też otoczeni
jesteście czcią przynależną siwej starości, dlatego do was wszystkich zwraca
się Apostoł: "Nie bądżcie dziećmi w sposobie rozumowania, lecz co do
przewrotności bądżcie dziećmi, żebyście umysłem byli doskonali" /1Kor 14,20/.
A szczególnie jaka przewrotnością, jak nie pychą? To ona dufając w fałszywej
wielkości, nie powala człowiekowi iść wąską drogą, ani wejść przez ciasną
bramę. Tymczasem dziecko z łatwością przejdzie przez szparę. A zatem nikt, kto
nie jest dzieckiem, nie wejdzie do królestwa niebieskiego. A co gorszego niż
złośliwość pychy, która nie nosi nas sobą nikogo wyższego, nawet Boga?.
Albowiem napisane jest: "Początkiem pychy człowieka, odstępstwo od Boga". To
ją wznoszącą twardy kark przeciwko przykazaniom boskim i zrzucającą słodkie
jarzmo Pańskie obalajcie, kruszcie, łamcie i niszczcie, a "chwalcie dzieci
Pana, chwalcie imię Pańskie". Nie śpiewają tych słów ci, którzy uważają siebie
za wielkich. Nie wyśpiewują ich ci, którzy poznawszy Boga, nie oddawali mu
czci jako Bogu, i nie składali mu dziękczynienia. Oni siebie chwalą, nie Boga,
bo nie są dziećmi."

Tak zachęca Augustyn do okiełznania swojej pychy, do powrotu wiary radosnej
jak u dziecka i tak samo posłusznej takiej o jakiej pisze ks. Twardowski:
"Drzewa po kolei wszystkie niewierzące
ptaki się zupełnie nie uczą religii
pies bardzo rzadko chodzi do kościoła
naprawdę nic nie wiedzą
a takie posłuszne."
Obserwuj wątek
    • isma Re: Psalmy - rozważania Ojców 22.08.09, 18:31
      Posluchajcie:

      piesni-nabozne.tumnus.info/chwalcieodziatkindz.mp3
      • andrzej585858 Re: Psalmy - rozważania Ojców 23.08.09, 19:36
        W dzisiejszej liturgii jako psalm responsoryjny umieszczony jest psalm 34 -
        "Będę błogosławił Pana po wieczne czasy
        Jego chwała będzie zawsze na moich ustach"

        Tak najczęściej wygląda tekst modlitwy dziękczynnej, gdy chcemy podziękować za
        otrzymane łaski ale czy tylko w takich momentach winno błogosławić się Pana?
        Oto jak powyższy fragment komentuje Augustyn:

        "W każdym czasie będę błogosławił Pama; w ustach moich zawsze jego chwała".
        Powiedział Chrystus, niechaj powie i chrześcijanin, ponieważ i on jest w ciele
        Chrystusa. Dlatego też Chrystus stał się Człowiekiem, aby chrześcijanin mógł
        stać się aniołem. Rzekł: "Błogosławił będę Pana". Kiedy będę błogosławił Pana?
        Kiedy czyni ci dobrze? Kiedy masz obfitość rzeczy doczesnych? Kiedy bardzo
        obrodzi zboże, oliwa, wino, masz dużo złota, srebra, służby, bydła, zdrowie
        doczesne nienaruszone i nieutracone trwa? Kiedy to, co się urodzi rośnie,
        niczego nie porywa przedwczesna śmierć, szczęście przepełnia wszystko w domu i
        opływasz we wszystko, czy wtedy masz błogosławić Pana? Nie, wtedy nie, ale w"w
        każdym czasie". A więc także wtedy, kiedy w zależności od okoliczności i
        doświadczania cię przez Pana Boga naszego ulega to wszystko zamieszaniu, mniej
        się rodzi, już urodzone niszczy się, zostaje zabrane. Zdarza się tak, a
        następstwem tego jest niedostatek, bieda, trud, ból i pokusy. Lecz ty, który
        śpiewałeś: "W każdym czasie będę błogosławił Pana, w ustach moich zawsze jego
        chwała". zarówno wtedy, kiedy ci to daje, błogosław, i jak kiedy zabiera, błogosław.

        On bowiem daje i on odbiera; SIEBIE JEDNAK, SIEBIE NIE ZABIERA OD TEGO, KTO GO
        BŁOGOSŁAWI".

        To ostatnie zdanie z podkreśleniem to jest mój dodatek do oryginalnego tekstu,
        ale zdanie powyższe jest chyba kwintesencją tego komentarza. Łatwo jest chwalić
        gdy jest nam dobrze, ale w chwilach złych jakże łatwo cisną się nam na usta inne
        słowa - dlaczego mnie to spotyka?
        Może wtedy warto pamiętać że nie jesteśmy osamotnieni w swoim bólu bo nie
        zabiera siebie Ten którego błogosławimy także w chwilach złych?
        • mama_kasia Re: Psalmy - rozważania Ojców 23.08.09, 21:35
          Dodałabym do tego fragment z dzisiejszego czytania z Księgi Jozuego:

          Naród wówczas odrzekł tymi słowami: «Dalekie jest to od nas,
          abyśmy mieli opuścić Pana, a służyć obcym bóstwom. Czyż to nie
          Pan, Bóg nasz, wyprowadził nas i przodków naszych z ziemi
          egipskiej, z domu niewoli? Czyż nie On przed oczyma naszymi
          uczynił wielkie znaki i ochraniał nas przez całą drogę,
          którą szliśmy, i wśród wszystkich ludów, pomiędzy którymi przechodziliśmy? My również chcemy służyć Panu, bo On jest
          naszym Bogiem».

          W homilii franciszkanin z mojej parafii, mówiąc o tym Słowie,
          radził, aby w tych trudnych chwilach, o których piszesz,
          pamiętać właśnie o dobru, które z ręki Boga nas spotkało;
          przypomnieć sobie to dobro. Tak, jak to robili Izraelici.
          Bo tak na pierwszy rzut oka ciężko błogosławić Boga,
          gdy życie nam się wali.
          • otryt Re: Psalmy - rozważania Ojców 24.08.09, 08:49
            >pamiętać właśnie o dobru, które z ręki Boga
            >nas spotkało; przypomnieć sobie to dobro.

            Ta pamięć i postawa wdzięczności Bogu są ze sobą ściśle związane.
            Pamięć wydarzeń pielęgnuje wdzięczność. Postawa wdzięczności pomaga
            pamiętać. Wydaje mi się również, że wdzięczność może się narodzić
            tylko w wolności. Czytania z niedzieli bardzo podkreślają tę
            wolność. Jozue daje wybór, pyta swój lud. Chrystus również nie
            zmusza, mamy wolny wybór, czy pójść za Nim? Odpowiedzialność za
            swoją wiarę może się narodzić wyłącznie w duszy wolnego człowieka.

            Cytaty z czytań:

            "Gdyby jednak wam się nie podobało służyć Panu, rozstrzygnijcie
            dziś, komu służyć chcecie, czy bóstwom, którym służyli wasi
            przodkowie po drugiej stronie Rzeki, czy też bóstwom Amorytów, w
            których kraju zamieszkaliście. Ja sam i mój dom służyć chcemy Panu."

            "Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł
            więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu
            Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia
            wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga."
            • andrzej585858 Re: Psalmy - rozważania Ojców 24.08.09, 20:40
              Dzisiejszy psalm - 145 - jest psalmem pochwalnym , psalmem który mówi o dobroci
              Boga. A jak komentuje jeden z wersów biskup Hippony?

              "Pan jest blisko wszystkich wzywających Go". A gdzie są słowa: "Stanie się,
              wzywać mnie będą, a nie wysłucham ich? -/Prz 1,28/ Zatem posłuchaj dalszych
              słów: "wszystkich , którzy wzywają Go w prawdzie".
              Albowiem wielu Go wzywa nie w prawdzie. Proszą o coś innego od Niego, ale nie
              proszą o Niego.
              Czemu miłujesz Boga? Ponieważ użyczył mi zdrowia. Jest to rzeczą oczywistą. On
              sam użyczył. Wszak od nikogo innego nie pochodzi żadne zdrowie, jak nie od
              Niego. Ponieważ mnie, który niczego nie miałem, dał bogatą żonę i w dodatku
              usługującą mi. I tego On sam udzielił: prawdę mówisz. Powie, dał mi dzieci
              liczne i dobre, dał rodzinę, udzielił wszelkiego dobra. Dlatego Go miłujesz?
              Dlaczego o nic więcej nie prosisz? Badż zgłodniałym, nadal pukaj do drzwi ojca
              rodziny. On ma jeszcze co dać. Jesteś żebrakiem razem z tym wszystkim co
              otrzymałeś, a nie wiesz o tym. Jeszcze łachmany tego ciała nosisz. Czyż bowiem
              odebrałeś ową szatę nieśmiertelności, i niejako udając sytego już nie prosisz?
              "Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, ponieważ oni będą
              nasyceni". Otóż, jeżeli Bóg jest dobry, ponieważ tego ci użyczył, to o ileż
              będziesz szczęśliwszy, kiedy siebie samego ci udzieli?. Tyle od Niego pragnąłeś;
              błagam cię, zapragnij i Jego samego. Bo przecież ten rzeczy nie są prawdziwie
              miłe tak, jak On, albo też, jakoby pod jakimś względem można je było z Nim
              porównać. Otóż ten, kto samego Boga stawia wyzej od tych wszystkich rzeczy,
              które otrzymał, a otrzymał je od Niego, ten wzywa Boga w prawdzie."

              Często czytając te teksty sprzed półtora tysiąca lat, zastanawiam się jak bardzo
              aktualna jest ich treść. Przecież i dzisiaj gdybyśmy usłyszeli te słowa w
              trakcie kazania nie przyszłoby prawdopodobnie nikomu do głowy że zostały one
              wygłoszone tak dawno temu.
              Ciągle wierzga w nas brat osioł, jak określał nasze przywary Biedaczyna z Asyżu.
              • andrzej585858 Re: Psalmy - rozważania Ojców 25.08.09, 20:04
                Dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na pewien specyficzny gatunek literacki który
                związany jest z początkami monastycyzmu. Sa to tzw. apoftegmaty - czyli mowiąc
                inaczej sentencje, celne powiedzenia ktorych autorami są własnie mnisi.
                U podstaw stoi z jednej strony charyzmat starca polegajacy na darze slowa,
                ktorym dzieli sie z innymi. Ten dar slowa przychodził po latach spedzonych na
                modlitwie, na rozmyślaniu i w ciszy. Ojcowie znają wartość daru słowa. Nie
                zawsze więc odpowiadają od razu proszącemu o nie. Czasami musi on czekać na nie
                kilka dni. Nie dotyczy to tylko początkujących mnichów, ale nawet i wielkich
                mistrzów. Nie jest to li tylko próba pokory, ale również wypróbowanie
                pytającego, czy jest on gotów zapłacić upokorzeniem i długim czekaniem za ten
                dar słowa, innymi słowy: czy mu na nim naprawdę zależy.
                Pouczenia wypowiadane przez ojców cieszyły się wielkim szacunkiem - traktowano
                je niemal jak słowo Boże, gdyż były to słowa będące drogowskazem, wskazówką dla
                pragnących wieść życie doskonałe.

                Oto kilka przykładowych apoftegmatów, sentencji Ojców pustyni:

                Pewien brat szedł na rynek i pytał abba Pojmena: "Co mi każesz robić?" Starzec
                mu odrzekł: "Bądż przyjacielem tego, który cię chce skrzywdzić, a sprzedasz
                swoje towary spokojnie".

                Pewien myśliwy, polujący na pustyni na dzikie zwierzęta zobaczył, jak abba
                Antoni żartuje z braćmi, i bardzo się zgorszył. Starzec więc, pragnąc go
                przekonać, że z bracmi trzeba postępować lagodnie, powiedział mu : "Załóż
                strzałę i napnij łuk" - a ona tak zrobił. Starzec rzekł: "Napnij mocniej" - i on
                usłuchał. Starzec powtórzył: "Mocniej!" Myśliwy na to: "Jeśli napnę nad miarę,
                to mi łuk pęknie". I rzekł mu starzec: "Tak jest i z pracą wewnętrzną. Jeśli ją
                ponad miarę napniemy, bracia szybko się załamią. Trzeba więc z nimi postępować
                łagodnie". Myśliwy, gdy to usłyszał, skruszył się i odszedł bardzo zbudowany
                postawą starca, a bracia, umocnieni, rozeszli się do siebie.

                Jak widać ci wielcy mnisi żyjący w skrajnej nieraz ascezie doskonale znali
                mozliwości człowieka i pomimo iz nieraz byli nawet niepiśmienni potrafili dzięki
                ustawicznej pracy nad sobą oraz modlitwie porwać za sobą tłumy.
                Warto więc poznać ich myśli.
                • andrzej585858 Re: Poezja armeńska 26.08.09, 21:08
                  Dzisiaj chciałem zamiast komentarzy do tekstów biblijnych przekazać odrobinę poezji.
                  Są to dwa anonimowe utwory powstałe w odległej Armenii - powstałe prawdopodobnie
                  w okresie pomiędzy XIII a XVI wiekiem.
                  Dlaczego poezja? - pierwszy utwór to "Kołysanka" po prostu gdy czytałem te
                  teksty to pomyślałem o córce której nie ma teraz w domu, jest w szpitalu i
                  czekają ją poważne zabiegi i nie wiem kiedy znowu bedzie w domu:

                  Na podgłówku głowę złożę,
                  Strzeż Aniele, dusze Boże!

                  Strzeż, Aniele Stróżu mój,
                  W nocy strzeż i o północy,
                  I gdy kogut pieje,
                  I gdy w polu dnieje,
                  Ku pomocy przy mnie stój,
                  Tak jak ja przy Panu stoję,
                  Konam - zjawy senne roję,
                  Śpię - ze śmiercią się pasuję.

                  Przyjm ze śmiertelnego łoża
                  Duszę grzeszną, Matko Boża!

                  Drugi zaś utwór to przepiękna "Modlitwa"

                  "Ni widu wkrąg ni słychu,
                  Zgiń, przepadnij, zły duchu.
                  Chrystus Pan z aniołami
                  Stąpa po morzach-lądach,
                  Schodzi z niebios na ziemię,
                  Trzódki swojej dogląda.

                  - Gdzie idziesz, Chryste Panie?
                  - Skrzą się światła, żar płonie
                  W kadzielnicach niebiańskich,
                  Łańcuchy ich są z ognia.
                  Śpijcie w kołyskach, dziatki,
                  Idę na mszę, jak co dnia."

                  Dla mnie te wiersze są po prostu piękne, piękne w swojej żarliwej, prostej
                  wierze, wierze spływającej z gór. Jak bardzo te odległe w czasie teksty sa
                  podobne do wierszy ks. Twardowskiego.
                  Jak bardzo czasem chciałoby się poczuć tą prostą, dziecinną wiarę, dziecka dla
                  którego Anioł Stróż jest codziennością.
                  • otryt Re: Poezja armeńska 27.08.09, 09:52
                    >Na podgłówku głowę złożę,
                    >Strzeż Aniele, dusze Boże!

                    Czytam codziennie. Czytając uświadamiam sobie, że w jakiś sposób
                    ominęła mnie ta prosta, dziecinna wiara, o ktorej piszesz i którą ja
                    czasem zauważam u dzieci lub u ludzi prostych. Ale to se ne vrati.
              • mama_kasia Re: Psalmy - rozważania Ojców 27.08.09, 10:17
                > Albowiem wielu Go wzywa nie w prawdzie. Proszą o coś innego od Niego, ale nie
                > proszą o Niego.

                Otóż, jeżeli Bóg jest dobry, ponieważ tego ci użyczył, to o ileż
                > będziesz szczęśliwszy, kiedy siebie samego ci udzieli?

                Dziękuję za te myśli.
                • andrzej585858 Re: Wspomnienie św. Moniki 27.08.09, 21:06
                  Patronem dzisiejszego dnia jest św. Monika matka św. Augustyna jedna z
                  najwspanialszych postaci kobiecych,matka która swą cierpliwą modlitwą wymodliła
                  nawrócenie zarówno męża jak i syna.
                  On to napisał jedno z najpiękniejszych dzieł, które znalazło swoje miejsce nie
                  tylko jako przykład literatury religijnej ale weszło także do kanonu literatury
                  światowej.
                  Dzieło to które znamy jako "Wyznania" jest właściwie jedną wielka modlitwą w
                  intencji matki.
                  Oto jak pisze i modli się jednocześnie św. Augustyn w intencji matki - św. Moniki:
                  "Wyznania" księga IX rozdział 13:

                  "Przez chwilę więc, o chlubo moja i życie me, Boże mojego serca, odsunę na bok
                  jej dobre uczynki, za które z radością składam Tobie dziękczynienie, i oto
                  błagam Cię, abyś przebaczył grzechy mojej matki. Wysłuchaj mnie - przez Tego, w
                  którym jest uleczenie naszych ran - przez Tego, który zawisnął na krzyżu, a
                  siedząc po Twojej prawicy, wstawia się do Ciebie za nami. Wiem, że moja matka
                  postępowała miłosiernie i z całego serca odpuszczała winy tym, którzy wobec niej
                  zawinili, więc i Ty odpuść jej winy, jeżeli jakiekolwiek popełniła przez tyle
                  długich lat po sakramencie wody Zbawienia. Odpuść - blagam - odpuść jej, Panie!
                  Nie idż z nią na sąd. Niech nad sądem góruje miłosierdzie. Bo przecież słowa
                  Twoje są niezawodne, a miłosiernym miłosierdzie obiecałeś. Z Twojej łaski oni
                  są miłosierni; Ty zmiłujesz się nad tym, komu będziesz miłościw, miłosierdzie
                  okażesz temu, nad kim się ulitujesz. Wierzę, że to, o co Cię proszę, już
                  spełniłeś, ale ofiarę ust moich przyjmij, Panie, łaskawie.
                  .... "niech spoczywa ona w pokoju wraz ze swoim mężem - pierwszym mężem, po
                  którym nie poślubiła żadnego innego mężczyzny. Służyła mu, z cierpliwości
                  wywodząc plon dla Ciebie; bo także męża zdołała dla Ciebie pozyskać. Natchnij,
                  Panie Boże mój, sługi Twoje, moich braci, tych, którzy Twoimi są synami, a moimi
                  panami, bo służę im i głosem, i sercem, i tym pisaniem - natchnij ich, aby
                  wszyscy którzy to przeczytają, wspomnieli u Twego ołtarza służebnicę Twoją,
                  Monikę, a razem z nią Patrycjusza, jej męża zmarłego na długo przed nią, poprzez
                  których wprowadziłeś mnie do tego życia, w jaki sposób, nie wiem. Niech z
                  pobożnością wspomną tych, którzy byli moimi rodzicami w przemijającym świetle
                  tego życia, a zarazem są rodzeństwem moim - w Tobie mając ojca, a matkę w
                  Kościele katolickim - i takimi jak ja obywatelami wiecznego Jeruzalem, do
                  którego wzdycha Twój lud podczas całej wędrówki, od chwili wyruszenia ąz do
                  chwili powrotu. Oby jej ostatnia zwrócona do mnie prośba wypełniła się w
                  modlitwach wielu czytelników tych wyznań obficiej, niżby się mogła wypełnić w
                  moich tylko modlitwach."

                  Prośba wielkiego syna o modlitwę za matkę dobiega do nas nieprzerwanie od 387
                  roku, roku śmierci św Moniki - matki która wymodliła nawrócenie syna.
                  Wspomnijmy dzisiaj tych dwoje niezwykłych ludzi - św. Monikę i św. Augustyna.
                  • mama_kasia Re: Wspomnienie św. Moniki 27.08.09, 22:37
                    Myślałam dzisiaj o świętej Monice i prosiłam, aby
                    modliła się także za moje dzieci. Jej pragnienie
                    (i św.Rity, która też jest mi bliska) to, to, o czym pisałeś
                    też wcześniej - dobra modlitwa o Boga. O wiarę - tego chcę
                    przede wszystkim dla swoich dzieci.
                    • andrzej585858 Re: Wspomnienie św. Augustyna 28.08.09, 19:56
                      Wczoraj Kościół wspominał w swoich modlitwach św. Monikę. Dzisiaj natomiast
                      wspominamy jej wielkiego syna - św. Augustyna, Doktora Kościoła - postać tak
                      niezwykła, że wydawać się może iż to ktoś tak doskonały że aż nierealny.
                      Pozostawił po sobie jednak niezwykłe dzieło, dzieło o którym wczoraj wspominałem
                      a do którego dzisiaj także chciałbym wrócić.
                      "Wyznania" - świadectwo życia i nawrócenia. Świadectwo także posługi
                      duszpasterskiej najpierw kapłańskiej a potem biskupiej, a mimo tego tak bardzo
                      bliskiej zwykłemu człowiekowi.
                      Wrócę do komentarzy Psalmów, wygłaszanych jako kazania do wiernych, dzisiaj
                      natomiast chciałbym przytoczyć jeden z mniej znanych fragmentów "Wyznań" -
                      mianowicie modlitwę która jest jednocześnie zakończeniem "Wyznań"

                      "Wyznania" księga XIII rozdziały 35 - 38

                      35. Panie Boże, obdarz nas pokojem. Wszystko bowiem, co mamy, Twoim jest darem.
                      Obdarz nas pokojem uciszenia, pokojem szabatu, pokojem bez zmierzchu. Bo cały
                      ten ziemski ład tak piękny, wszystkie te rzeczy bardzo dobre - gdy dojdą do
                      kresu przeznaczonego dla nich istnienia - przeminą. Zaświtał niegdyś dla nich
                      poranek, zapadnie nad nimi zmierzch.

                      36. Ale dzień siódmy nie zna zmierzchu. Słońce nad tym dniem nie zachodzi.
                      Uświęciłeś ten dzień, aby wiecznie trwał. Chociaż Twoje działanie nie przerwało
                      Twego spoczynku, jednak kiedy dokonałeś wszystkich dzieł i ujrzałeś, że są one
                      bardzo dobre - siódmego dnia odpocząłeś. Odczytujemy to w Twojej Księdze jako
                      zapowiedż, że i my po naszych dziełach (przez to bardzo dobrych, że Ty nam dałeś
                      łaskę do ich wypełnienia) w szabacie życia wiecznego odpoczniemy w Tobie.

                      37. Wtedy tak odpoczniesz w nas, jak teraz w nas działasz. Spoczynek, jakiego
                      zaznamy, będzie od Ciebie, jak teraz wszystko, co robimy, to są Twoje czyny
                      poprzez nas. Ty, Panie, zawsze działasz i zawsze spoczywasz. Anie nie patrzysz w
                      czasie, ani nie poruszasz się w czasie, ani nie spoczywasz w czasie. A jednak
                      sprawiasz to, co widzimy w czasie, sprawiasz sam czas, jak i spoczynek, gdy
                      czasu już nie ma więcej.

                      38. Rzeczy, które uczyniłeś, widzimy, bo one istnieją. Istnieją zaś dlatego, że
                      Ty je widzisz. Zewnątrz widzimy, ze one istnieją, a w naszym wnętrzu widzimy, że
                      są dobre. Ty zaś, gdy zobaczyłeś, że słuszne jest, by je stworzyć, w tym samym
                      akcie ujrzałeś, że istnieją.
                      Dopiero po przeminięciu jakiegoś czasu nasze serca poderwały się do czynienia
                      dobra, dopiero wtedy, gdy je natchnął Twój Duch. Przedtem byliśmy skłonni do
                      czynienia zła, bo odeszliśmy od Ciebie. A Ty, Boże najwyższy, jedynie dobry,
                      nigdy nie przestałeś dobrze czynić. Dzięki darowi Twojej łaski niektóre nasze
                      dzieła są dobre. Lecz nie są wieczne. Ufamy, że po nich znajdziemy spoczynek,
                      jeżeli nas dopuścisz do wielkiej świętości obecności Twojej. A Ty jesteś samym
                      Dobrem, nie potrzebującym żadnego innego dobra, i trwasz zawsze spokojny, bo sam
                      jesteś swoim własnym spoczynkiem. Któryż człowiek może pomóc drugiemu
                      człowiekowi w zrozumieniu tej prawdy? Któryż anioł aniołowi? Któryż anioł
                      człowiekowi?
                      Ciebie trzeba o to prosić, w Tobie szukać, do Twoich wrót kołatać. Dopiero wtedy
                      otrzymamy, wtedy znajdziemy, wtedy wrota się przed nami otworzą."

                      W tym krótkim fragmencie mamy całą Biblię od stworzenia do kresu istnienia.
                      Jednocześnie jest to jakby prośba o wyspy szczęśliwe o których tak pięknie pisze
                      Gałczyński. Przenika nas dobro, bo wszystko wokół nas, całe stworzenie jest
                      dobrem i ono nas doprowadzi do pełni dobra. Jak zaś to dobro dostrzec i je
                      realizować? I na to takze w innym fragmencie odpowiada św. Augustyn.
                      Tym razem to chyba najbardziej znany fragment z "Wyznań", krótki a jednocześnie
                      zmuszający do zastanowienia się nad tym co najważniejsze.

                      "Wyznania" księga X rozdział 8

                      "oto ludzie wędrują, aby podziwiać szczyty gór, spiętrzone fale morza, szeroko
                      rozlane rzeki, Ocean otaczający ziemie, obroty gwiazd.

                      A SIEBIE SAMYCH OMIJAJĄ, SIEBIE NIE PODZIWIAJĄ."

                      Podkreśliłem to jedno zdanie aby właśnie na nie zwrócić uwagę - najważniejsze
                      nasze zadanie , być człowiekiem , widzieć człowieka - nie gonić za mirażami ale
                      właśnie zatrzymać się na chwilę i w momencie gdy będzie nawet słuszny gniew nas
                      ogarniał stwierdzić przecież to nasz bliżni i on też jest dobry i on też tak jak
                      ja może być zbawiony.
                      • otryt Re: Wspomnienie św. Augustyna 29.08.09, 00:25
                        > "oto ludzie wędrują, aby podziwiać szczyty gór,
                        > spiętrzone fale morza, szeroko rozlane rzeki,
                        > Ocean otaczający ziemie, obroty gwiazd.

                        > A SIEBIE SAMYCH OMIJAJĄ, SIEBIE NIE PODZIWIAJĄ."

                        Piękne spostrzeżenie. Ja spostrzegam również, że znam taką osobę, która podziwia
                        innych ludzi. Dobrze to zauważyć z pełną świadomością.
                        Może w sobie rozwijać jakoś tę cechę? Każda miłość rodzi się z zachwytu. Skoro
                        siebie nie podziwiają, czyżby nie kochali?
                      • mama_kasia Re: Wspomnienie św. Augustyna 29.08.09, 09:51
                        Nie czytałam Wyznań Augustyna, ale osaczają mnie coraz
                        ciaśniej wink Wczoraj na mszy też usłyszeliśmy fragment z nich,
                        o woli i jeszcze prośbę (a może bardziej nakaz - to była
                        msza wspólnotowa) ich przeczytania. ...Ciągnie mnie do tych myśli
                        coraz bardziej. Są takie prawdziwe.
                        • mamalgosia Re: Wspomnienie św. Augustyna 29.08.09, 14:25
                          Przeczytaj koniecznie, koniecznie. Niesamowita książka
                          • andrzej585858 Re: Wspomnienie św. Augustyna 29.08.09, 15:32
                            mamalgosia napisała:

                            > Przeczytaj koniecznie, koniecznie. Niesamowita książka

                            Także polecam i to jak najmocniej. Zawsze mnie zastanawiało kiedy Augustyn
                            potrafił znależć czas żeby stworzyć tyle dzieł? A pisał wszystko ręcznie, piórem
                            i nie miał Wordu do dyspozycji.
                            O ile nie pomyliłem się to doliczyłem się 97 tytułów dzieł jakie zachowały się
                            do naszych czasów.
                            Ale jakie to dzieła, jak niektóre mają około 2 000 stron drukiemsmile))
                            Spuścizna Sw. Augustyna jest olbrzymia. Mozna całe życie poświęcić na czytanie i
                            rozważanie tych dzieł.
                            A przecież oprócz pisania miał jeszcze obowiązki wynikające z bycia biskupem.
                            Nie wiem czy ktokolwiek ze współczesnych moze równać się z Augustynem z Hippony.
                            Warto czytać jego dzieła, a zwłaszcza "Wyznania".
                        • andrzej585858 Re: Psalm 71 - wstęp 29.08.09, 15:25
                          Pora wrócić do Psalmów, tym bardziej że komentarz do dzisiejszego psalmu
                          doskonale koresponduje z nadanym przez potomność tytułem sw. Augustyna - Doctor
                          gratiae - doktor łaski.

                          Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na Augustyna duszpasterza. Jego komentarze do
                          Psalmów to w zdecydowanej większości kazania wygłoszone w konkretnych dniach do
                          wspólnoty kościelnej. Jest tutaj przede wszystkim duszpasterzem powierzonej
                          sobie owczarni nie złożonej z ludzi wykształconych. Zdaje sobie doskonale
                          sprawę, że żyją oni własnymi ziemskimi sprawami. Zna ich jako ludzi słabych w
                          znaczeniu ich małości, codzienności i powszechności. Nie spotyka się u niego ani
                          napuszoności, ani nie słyszy frazesów pozbawionych treści. Sprawy największe i
                          najświętsze są podane po prostu jak codzienny chleb..
                          Podaje tutaj swoje przemyślenia na temat nie w formie dociekań
                          filozoficzno-teologicznych, ale w postaci praktycznych wniosków przemawiających
                          do każdego wierzącego. Nie jest to szczegółowa analiza teologiczna, ale też nie
                          podaje zagadnień nierozstrzygniętych i wątpliwych..
                          Zauważyć tu trzeba, że nie są to wypowiedzi mistyka opisującego niebotyczne
                          szczyty kontemplacji albo też stany wyjątkowych wzlotów duszy.
                          Przemawia biskup czujący brzemię odpowiedzialności za doskonałość powierzonych
                          sobie owiec. Pokazuje w jaki sposób życie najbardziej prozaiczne znajdzie swe
                          ukoronowanie i dopełnienie w zjednoczeniu z Bogiem w wieczności.
                          Kto szukałby ckliwej słodyczy, albo przeciwnie chciałby się uczyć ciskać gromy,
                          ten nie ma potrzeby zaglądać do tych kazań. Nie znajdzie się też słów pustych
                          wygłoszonych bezcelowo jak nie usłyszy się utyskiwania na ludzi za to, że są ludżmi.

                          Zapraszam więc do lektury pierwszego kazania poświęconego wstępowi do psalmu 71.

                          "W całym Piśmie Świętym łaska Boża, która nas wyzwala, powierza się nam, ażeby
                          nas posiadać jej powierzonych. O tym właśnie opiewa niniejszy psalm, o którym
                          postanowiliśmy mówić do was kochani. Niechaj z pomocą przyjdzie Pan, żebym
                          sercem pojął łaskę tak, jak ona jest tego godna i tak ją wam wyłożył, jak tego
                          potrzebujecie. Albowiem łaska i bojażń Boża wielce pobudza człowieka. Bojażń,
                          ponieważ Bóg jest sprawiedliwy, miłość, ponieważ jest miłosierny. "Któż bowiem
                          ośmieli mu się powiedzieć: Coś uczynił" /Mdr 12,12/, jeżeli potępi
                          niesprawiedliwego? Właśnie dlatego słuchaliśmy przed chwilą czytania z listu
                          Apostoła, który szczególnie zaleca tę właśnie łaskę. Zalecenie to sprawiło, że
                          Żydzi byli mu tak bardzo nieprzyjażni, jako że pokładali ufność w literze Prawa
                          i niejako umiłowali własną sprawiedliwość i z niej się chełpili. O nich to
                          właśnie powiedział: "Wystawiam im świadectwo, że kieruję się gorliwością Bożą,
                          ale nie zgodnie z wiedzą" /Rz 10,s/. I jakby mu powiedziano: Co to znaczy mieć
                          bojażń Boża niezgodnie z wiedzą? Zaraz dodaje: "Nie znając bowiem
                          sprawiedliwości Bożej, a chcąc własną ustanowić, nie są poddani Bozej
                          sprawiedliwości" /Rz 10,3/. Chlubiąc się, powiada, niejako z uczynków, nie
                          dopuszczają do siebie łaski. Fałszywie osądzając własne niejako zdrowie
                          odrzucają lekarstwo. Przeciwko takim bowiem Pan powiedział: "Nie przyszedłem
                          wzywać sprawiedliwych, ale grzeszników do pokuty. Zdrowi nie potrzebują lekarza,
                          ale żle się czujący" /Mt 9,13/. Oto jest cała owa wielka wiedza: poznać
                          człowieka, że człowiek sam z siebie jest niczym. A ponieważ wszystko czym jest,
                          ma od Boga i ze względu na Boga. Powiada: "Cóż bowiem masz, czego byś nie
                          otrzymał? A jeżeli otrzymał, czemu się chlubisz, jakobyś nie otrzymał?" /1Kor
                          4,7/ Tę łaskę właśnie zaleca Apostoł. Dlatego też zasłużył sobie na wrogość
                          Żydów, którzy chlubią się literą Prawa, oraz własną sprawiedliwością. Ją też
                          polecając w przeczytanej lekcji, powiada: "Bo ja jestem najmniejszy między
                          apostołami, który nie jestem godzien zwać się apostołem, ponieważ prześladowałem
                          Kościół Boży" /1Kor 15,9/. "Ale dlatego dostąpiłem miłosierdzia, powiada,
                          ponieważ uczyniłem to nieświadomie, w niedowiarstwie". Następnie nieco dalej:
                          "Prawdziwe są to słowa, i godne pełnego uznania, że Jezus Chrystus przyszedł na
                          świat zbawić grzeszników, z których pierwszy jestem ja". Czyżby przed nim nie
                          było grzeszników? Co to zatem znaczy: "pierwszy jestem ja"? Wyprzedzając
                          wszystkich nie co do czasu, ale co do złośliwości. "Ale dlatego, powiada,
                          miłosierdzia dostąpiłem, ażeby we mnie Jezus Chrystus okazał wszelką
                          wspaniałomyślność, celem uformowania tych, którzy uwierzą mu na żywot wieczny"
                          /1Tym 1,13.15.16/. To znaczy, żeby wszelki grzesznik i człowiek niegodziwy
                          zwątpiwszy już w siebie będąc już opanowany niejako nastrojem gladiatorów, i
                          niejako dlatego czyni wszystko, co chce, że z konieczności jest już potępiony,
                          wejrzał jednak na Apostoła Pawła, któremu tak wielkie okrucieństwo, tak ogromna
                          złośliwość została przez Boga wybaczona, żeby nie kierując się rozpaczą w
                          stosunku do siebie, nawrócił się do Boga. Otóż właśnie tę łaskę zaleca nam Bóg w
                          niniejszym psalmie. Wsłuchajmy się weń, i przekonajmy się, czy tak jest, czy też
                          może ja inaczej to zrozumiałem. Albowiem sądzę, że on posiada taki nastrój i że
                          to rozbrzmiewa w każdej jego sylabie. To znaczy, że zaleca nam łaskę Bożą, darmo
                          daną, która nas niegodnych wybawia; wybawia nie ze względu na nas, lecz ze
                          względu na siebie. Gdybym nawet tego nie powiedział, ani w taki sposób się nie
                          wyraził, pozna to każdy człowiek, który posiada serce niezepsute i uważnie
                          słucha słów tego psalmu. A może przez same te słowa zmieni się człowiek, jeżeli
                          w jego sercu było coś innego i stanie się tym, o czym mówią słowa psalmu. Co to
                          znaczy? Ażeby całą naszą nadzieję pokładać w Bogu, niczego nie oczekując od
                          siebie, niejako od własnych sił naszych, ażeby nie przypisując sobie tego, co
                          należy do niego, nie utracili tego, cośmy otrzymali".

                          Augustyn jak widać cały czas prowadzi dyskurs ze słuchaczami nie uzurpując sobie
                          prawa do jak najlepszego tłumaczenia słów Pisma, zachęca słuchaczy aby za nim
                          podążali i oczyścili swoje serca ufając w łaskę która jest nam dana. Dopiero
                          ufność, zawierzenie łasce a nie własnym zdolnościom może przynieść nam wiarę a
                          nie zwątpienie.















                          • andrzej585858 Re: Psalm 15 30.08.09, 18:37
                            Psalm który jest odmawiany w trakcie dzisiejszej liturgii porusza niezwykle
                            ważny temat, temat który i teraz jest niezwykle ważny. Oto co czytamy:

                            "Kto zamieszka na Twej górze świętej?
                            Ten, kto postępuje nienagannie, działa sprawiedliwie
                            ....
                            Kto dotrzyma przysięgi dla siebie niekorzystnej
                            kto nie daje swych pieniędzy na lichwę"

                            Lichwa, bogacenie się na biedzie innych. Proceder któremu św. Augustyn poświęca
                            wiele miejsca zarówno w komentarzach do psalmów jak i w innych swoich dziełach.
                            W okresie starożytności chrześcijańskiej Kościół niestrudzenie powtarza, że Bóg
                            obdarzył wszystkich, bogatych i biednych i stąd obowiązek dzielenia się z
                            bliżnimi. Oto jak pisze Augustyn.

                            "Umiesz gromadzić, przechowywać, wiesz, gdzie ulokować, komu pożyczyć, by nic
                            nie stracić z tego co posiadasz. Jesteś wierzący, chciałbyś, by Chrystus
                            ochronił cię przed stratami: wiara byłaby pewniejszą gwarancją, gdybyś umieścił
                            twe bogactwa tam, gdzie On ci doradza: w rękach ludzi biednych".

                            Kościół i biskupi reagowali bardzo ostro na wszelkie przypadki lichwy,
                            zarabiania na ludzkiej biedzie, zwłaszcza gdy czynili to duchowni.
                            Jako pierwszy oficjalnie zabrali głos w tej sprawie biskupi zgromadzeni na
                            synodzie w Elwirze ok r. 306 którzy w kanonie 20 tak piszą:

                            ""Jeśli okaże się, że któryś z duchownych przyjmuje procent od pożyczki, ma być
                            zdegradowany i usunięty. Jeśli świeckiemu udowodni się pobieranie procentów, a
                            upomniany obieca, że zaprzestanie, niech mu to zostanie wybaczone. Jeśli jednak
                            będzie trwał w tej niegodziwości, należy go usunąć z Kościoła".

                            Podobnie mówią także biskupi zgromadzeni na synodzie w Kartaginie w 397r.
                            Bezwzględny zakaz lichwy w Kościele istniał aż do XIV wieku.
                            Gdy lichwiarz ostro przeciwstawia się biskupowi, który krytykuje jego sposób
                            zarabiania na życie. Augustyn tak mu odpowiada:

                            "Nie mam z czego żyć. Tak powiedziałby mi i rozbójnik, złapany na gorącym
                            uczynku; tak powiedziałby i włamywacz, złapany pod czyimś domem; tak
                            powiedziałby i handlarz żywym towarem, kupując dziewczęta na rozpustę; tak też
                            powiedziałby i czarodziej, zamawiający nieszczęście i sprzedający nieprawość
                            swoją"..

                            Biskup Hippony odrzuca jałmużny pochodzące z lichwy i zdzierstwa oraz darowizny
                            z dóbr nieuczciwie zagarniętych. Co ciekawe hamuje też szczodrość kobiet
                            ofiarujących duże datki pod nieobecność mężów.
                            Pogoń za zyskiem zabija inne uczucia a w dodatku rodzi skąpstwo które w innym
                            miejscu tak wykpiwa:

                            "Odejmujesz sobie chleb od ust, żeby zaoszczędzić. Twoi spadkobiercy roztrwonią
                            go na hulanki i rozpustę. Jesteś bogaty na zewnątrz. Wewnątrz jesteś biedakiem".

                            W komentarz do dzisiejszego psalmu tak jeszcze biskup mówi:
                            "Kto przysięga bliżniemu swemu, a nie zawodzi, kto pieniędzy swych nie pożycza
                            na lichwę" Nie są to rzeczy wielkie. Ale kto i tego nie potrafi, tym bardziej
                            nie potrafi mówić prawdę w sercu swoim, ani uczynić zdrady swoim językiem, ale
                            mówi tak, jak czuje w sercu: "Tak, tak. Nie, nie" Ten też nie potrafi czynić zła
                            swemu bliżniemu. Jest to przywilejem doskonałych, w oczach których złoczyńcy są
                            za nic uważani. Również i te sprawy mniejszej wagi w taki sposób podsumował:
                            "Kto tak postępuje, ten na wieki się nie zachwieje" czyli osiągnie rzeczy
                            większej wagi, na których zasadza się wielka i nienaruszalna stałość".

                            Jak widać dla Augustyna nieuprawianie lichwy, umiejętność dotrzymywania słowa są
                            dla prawdziwego chrześcijanina jeżeli kroczy drogą wiodącą do doskonałości łatwe
                            do wykonania gdyż nie zachwieje się wtedy.
                            Chrześcijaństwo pierwszych wieków było bardzo radykalne, myśli i działania miały
                            być zgodne z wyznawanymi zasadami właśnie - Tak, tak. Nie, nie. Tego też uczy
                            nas Doktor Kościoła - tutaj nie ma miejsca na kazuistykę prawną.
                            Warto o tym pamiętać, o naszych żródłach. Zwłaszcza teraz gdy wokół słychać
                            zarzuty o bogactwie Kościoła.
                            • andrzej585858 Re: Psalm 96 31.08.09, 19:08
                              Dzisiejszy psalm jest niezwykle podniosły i radosny, głosi jednocześnie że
                              chwała Pana obejmie wszystkie stworzenia i całą ziemię i my w tej chwale też
                              będziemy uczestniczyć:

                              Śpiewajcie Panu pieśń nową
                              śpiewaj Panu, ziemio cała
                              Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów
                              rozgłaszajcie cuda pośród wszystkich ludów.

                              Tak zaczyna się ten psalm. A w jaki sposób mamy głosić chwałę Pana? oto jak
                              wyjaśnia to św. Augustyn:

                              " Skoro pieśń nową śpiewa cała ziemia, to śpiewając buduje; samo śpiewanie jest
                              budowaniem, ale pod warunkiem, że śpiewa się nie starą pieśń. Pożądliwość ciała
                              śpiewa starą pieśń, nową zaś miłość Boża. Cokolwiek zaśpiewałbyś kierowany
                              pożądliwością, śpiewasz po staremu. Chociaż brzmią słowa nowej pieśni, chwała w
                              ustach grzesznika nie jest przyjemna. Lepiej jest, żebyś milczał będąc nowym,
                              niż śpiewał jako stary. Bo będąc nowym i milcząc, nie jesteś słyszany przez uszy
                              ludzkie, ale serce twe nie zamilczy nowego kantyku. Dotrze do uszu Boga, który
                              stworzył cię jako człowieka nowego. Miłujesz a milczysz; sama miłość to głos do
                              Boga, i sama miłość jest nową pieśnią. Posłuchaj, że jest to nowa pieśń. Pan
                              powiedział: "Przykazanie nowe daję wam, żebyście się wzajemnie miłowali" /J
                              13,34/. Zatem cała ziemia śpiewa pieśń nową. Tam buduje się dom. Zatem cała
                              ziemia jest domem Bożym. Jeżeli cała ziemia jest domem Bożym, kto nie trzyma
                              całą ziemię jest ruiną, a nie domem. Jest to owa stara ruina, której cieniem
                              była owa świątynia stara. Tam bowiem zburzono starość, żeby zbudować nowość. A w
                              jaki sposób zburzono starość? "Zaprawdę, powiadam wam, nie zostanie tu kamień na
                              kamieniu, który nie będzie zburzony". Kamieniem jest Chrystus. Wszak powiada
                              Apostoł: "Wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście
                              Chrystusa" /Gal 3,27/. Skoro każdy, kto został ochrzczony w Chrystusie
                              przyoblekł Chrystusa, to kamień na kamieniu kładzie tylko ten, kto nakłada
                              chrzest na chrzest. Jednak nie lękajcie się : "nie zostanie żaden, który nie
                              zostalby zburzony". Albowiem na nową budowę, po powrocie z niewoli kamienie
                              zbiera się w ten sposób, i tak je silnie zespala w jedności miłość, że nie ma
                              kamienia na kamieniu, ale jeden kamień stworzony z wszystkich kamieni. Nie
                              dziwcie się: dokonuje tego pieśń nowa, czyli dokonała tego odnowiona miłość. W
                              taką strukturę spoił nas Apostoł, i w jedności tej jeszcze silniej utwierdza
                              słowami: "Znosząc siebie nawzajem w miłości, usiłujcie zachować jedność Ducha
                              dzięki więzi, jaką jest pokój" /Ef 4,2.3/. Tam, gdzie jest jedność Ducha, tam
                              jest jeden kamień, ale jeden powstały z wielu."

                              Ten fragment homilii biskupa Hippony który został wygłoszony w święto Bożego
                              Narodzenia 412 r. w Kartaginie jest doskonałym drogowskazem. Miłość winna
                              zespalać ludzi, ona to właśnie buduje nowy dom , nową świątynię która nie opiera
                              się tym razem na kamieniach zespolonych zaprawą. Opiera się na ludzkich sercach
                              zespolonych miłością.
                              Tą świątynię buduje się bardzo często w ciszy, nie w donośnym krzyku w którym
                              słychać zapewnienia o szacunku,miłości ale czynionej tylko słowami.
                              To musi być budowanie, wyciąganie pomocnej dłoni do bliżniego, czyny. To, czego
                              świat często nie widzi ale co pozwala na budowanie tego domu bez szczelin, bez
                              konieczności zalewania szczelin zaprawą - bo to będzie jeden kamień węgielny.

                              Piękny jest ten psalm i piękny komentarz biskupa który żył miłością .
                              • andrzej585858 Re: Psalm 27 01.09.09, 19:13
                                "Nie wydawaj mnie na łaskę moich nieprzyjaciół,
                                bo przeciw mnie powstali kłamliwi świadkowie
                                i ci, którzy dyszą gwałtem.
                                Wierzę, iż będę oglądał dobra Pańskie
                                w ziemi żyjących
                                Ufaj Panu, bądż mężny
                                niech się twe serce umocni, ufaj Panu!"

                                "Nie wydawaj mnie pragnieniu nieprzyjaciół moich", to znaczy, ażebym nie
                                przyzwolił tym, którzy mnie prześladują. Jeśli bowiem przyzwolisz prześladowcy w
                                umyśle własnym, to nie pożre twego ciała, ale przez złą wolę pożre twoją duszę.
                                "Nie wydawaj mnie pragnieniu nieprzyjaciół moich". Jeśli podoba się tobie, oddaj
                                mnie w ręce prześladowców. W taki sposób odezwali się do niego męczennicy, a on
                                wydał swoich w ręce prześladowców. Co jednak wydał? Ciało. Jak powiada księga
                                Hioba: "Ziemię dał w ręce grzeszników". Ciało zostało wydane prześladowcy. "Nie
                                wydawaj mnie", nie mego ciała, lecz mnie. Duszo, do ciebie mówię, umyśle, do
                                ciebie mówię, nie słowami : "nie wydawaj mego ciała w ręce nieprzyjaciół moich,
                                lecz : "Nie wydawaj mnie pragnieniu nieprzyjaciół moich". A w jaki sposób ludzie
                                są wydawani pragnieniu nieprzyjaciół swoich? "Ponieważ powstali przeciwko mnie
                                świadkowie bezbożni". Dlatego, że świadkowie są bezbożni, mówią wiele złego
                                przeciwko mnie, uwłaczając mi bardzo, jeżeli zostanę wydany ich pragnieniu, to i
                                ja będę kłamał, i będę ich towarzyszem, a nie uczestnikiem prawdy, ale
                                współuczestnikiem kłamstwa przeciwko tobie. "Powstali przeciwko mnie świadkowie
                                bezbożni, nieprawość nakłamała sobie". Sobie, nie mnie. Sobie zawsze nakłamie, a
                                mnie nie. Jeżeli wydasz mnie pragnieniu nieprzyjaciół moich, czyli, jeśli wyrażę
                                zgodę na ich pragnienia, nieprawość już nie sobie nakłamie, ale i mnie. Jeżeli
                                zaś będą się srożyć dowoli i starać się będą przeszkodzić mi w biegu, ty jednak
                                nie wydasz mnie ich pragnieniom. Nie wyrażając zgody na ich pragnienia, ja
                                pozostanę i wytrwam w twojej prawdzie, a nieprawość nakłamie nie mnie, ale sobie.
                                Powraca do tego jednego po przebyciu wszystkich niebezpieczeństw, trudności i
                                cierpień w rękach nieprzyjaciół i prześladowców, żarliwy, wzdychający,
                                utrudzony, silny i pewny skoro on uznał go za swego, wspomógł, prowadził,
                                rządził. Ale po odbyciu tej drogi i w zachwycie radości wychwalając, a jęcząc w
                                utrudzeniu westchnął wreszcie i wyznał: "Wierzę, iż dobra Pańskie oglądał będę w
                                ziemi żyjących". O dobra pańskie pełne słodyczy, nieśmiertelne, nie zrównane,
                                wieczne, nie odmienne! A kiedy was ujrzę, dobra pańskie? Wierzę, iż ujrzę, ale
                                nie w ziemi umarłych. "Wierzę, iż dobra Pańskie oglądał będę w ziemi żyjących".
                                Niechaj wyrwie mnie Pan z ziemi umarłych, który dla mnie raczył przyjąć ziemię
                                umarłych i umrzeć w rękach umierających. Niechaj mnie wyrwie Pan z ziemi
                                umarłych: "Wierzę, iż dobra pańskie oglądał będę w ziemi żyjących". Wyraził się
                                z westchnieniem, utrudzony, w niebezpieczeństwie pośród olbrzymiej zgrai pokus.
                                Ufa jednak całkowicie w miłosierdzie tego, do którego zwraca się słowami:
                                "Panie, ustanów mi prawo".

                                Jak wielka jest tęsknota Augustyna za "ziemią żyjących". Przechodniami jesteśmy
                                i bez współdziałania z łaską trudno przebyć nam tą drogę która jakże często jest
                                drogą kłamstwa.
                                Wiemy, przecież jak mamy zyć, bo sami chcieliśmy ustanowienia prawa. Dostaliśmy
                                Dekalog a mimo to jak łatwo schodzę z tej drogi a może nawet jeszcze na niej nie
                                jestem?
                                Dobrze jest posłuchać słów przewodnika, nauczyciela jakim jest św. Augustyn i
                                wraz z nim modlić się słowami dzisiejszego Psalmu :
                                "Wierzę iż będę oglądał dobra Pańskie
                                w ziemi żyjących".
                                • andrzej585858 Re: Maksym Wyznawca 02.09.09, 17:58
                                  Dzisiaj chciałbym na chwile odstąpić od komentarzy poswięconych psalmom i
                                  zwrócić uwagę na jednego z najwybitniejszych teologów bizantyjskich jakim był
                                  św. Maksym Wyznawca żyjący w latach 580-662. Pierwotnie sekretarz cesarza
                                  Herakliusza został jako człowiek już dojrzały mnichem i poświęcił się obronie
                                  prawd doktryny chrześcijańskiej zarówno jako teolog i mistyk ale też i fizycznie
                                  cierpiał w obronie tych prawd.
                                  Pozostawił po sobie obszerny wybór pism ascetycznych z których najbardziej znane
                                  są "Rozdziały o miłości" składające się z 400 krótkich pouczeń, ułożonych w
                                  cztery setki" znane jako centurie.
                                  Przedstawiają one życie duchowe, skupione wokół prymatu najważniejszej z cnót.
                                  "Czynna miłość" a więc spełnianie przykazań, w bizantyjskiej duchowości
                                  pozostanie zarówno warunkiem, jak i koniecznym aspektem życia mistycznego.
                                  Oto krótki wybór tych sentencji.

                                  " Kto miłuje Boga, ten ponad wszelkie Jego stworzenia stawia poznanie Jego
                                  samego. Swoim pragnieniem nieustannie dąży do obcowania z Nim.
                                  Kto miłuje Boga, ten całym sercem kocha także bliżniego. Taki człowiek nie może
                                  zachować dla siebie tego, co posiada, ale z prawdziwie Bożą hojnością dzieli się
                                  z potrzebującymi.
                                  Miłość wyraża się nie tylko w rozdawaniu mienia, ale jeszcze bardziej, w
                                  dzieleniu się Bożą nauką i w osobistej posłudze bliżniemu.
                                  Jeśli nie chcesz utracić Bożej miłości, nie dopuść, aby twój brat poszedł spać,
                                  zagniewany na ciebie. A i ty sam nie udawaj się na spoczynek, chowając urazę do
                                  niego. Pojednaj się z twoim bratem i z czystym sumieniem przyjdż i w żarliwej
                                  modlitwie złóż Chrystusowi dar miłości.
                                  Liczne uczynki ludzkie, dobre ze swej natury, stają się złe ze względu na ich
                                  intencje. Na przykład post, czuwanie, modlitwa i śpiew psalmów, jałmużna i
                                  gościnność, będące dobre z natury, przestają nimi być, jeśli zostały spełnione
                                  dla próżnej sławy.
                                  Tak jak wróbel uwiązany za nogę, jeśli chce wzlecieć, upada na ziemię, ponieważ
                                  zatrzymują go więzy, tak i umysł, który nie osiągnął jeszcze całkowitej kontroli
                                  zmysłów, jeśli chce wznieść się ku poznaniu rzeczy niebieskich, spada na ziemię,
                                  zatrzymywany przez namiętności.
                                  Nie trać łatwo duchowej miłości, albowiem nie pozostawiono ludziom innej drogi
                                  do zbawienia."

                                  Chyba najważniejszym pouczeniem jest następujące.:

                                  "Miłość i powściągliwość uwalniają duszę z namiętności, czytanie i rozważanie
                                  wyzwalają umysł z niewiedzy, wytrwała modlitwa zaś stawia go przy samym Bogu."

                                  Tak niewiele jak widać trzeba aby osiągnąć doskonałość. Wszystko jest zawarte w
                                  tym krótkim zdaniu - całe życie mamy na zrealizowanie tych postulatów.
                                  W literaturze monastycznej mozna znależć wiele tak celnych pouczeń - ci ludzie
                                  własnym życiem świadczą o słuszności takiego postępowania.
                                  Czasem jedno krótkie zdanie może odmienić całe nasze życie.
                                  Wystarczy tylko pamiętać o słowach św. Pawła, słowach które są drogowskazem nie
                                  tylko dla mnichów ale i dla nas wszystkich:

                                  "Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał..."


                                  • andrzej585858 Re: Psalm 100 05.09.09, 12:43
                                    Trochę wczoraj zaniedbałem się, tym bardziej że wczorajszy psalm który czytamy w
                                    trakcie liturgii jest psalmem dziękczynnym pełnym radości. Tak więc pozwolę
                                    sobie dzisiaj jeszcze nawiązać do jego tekstu:

                                    "Wykrzykujcie na cześć Pana, wszystkie ziemie;
                                    służcie Panu z weselem!
                                    Wśród okrzyków radości stawajcie przed Nim!
                                    Wiedzcie, że Pan jest Bogiem:
                                    On sam nas stworzył, my Jego własnością,
                                    Jesteśmy Jego ludem; owcami Jego pastwiska."

                                    A oto komentarz św. Augustyna do słów tego psalmu:

                                    "Zatem kiedy wykrzykujemy radośnie? Kiedy wychwalamy to, cego wypowiedzieć
                                    niepodobna. Wpatrujemy się bowiem w całość stworzenia, ziemię, morze i niebo
                                    oraz wszystko, co na nich się znajduje. Dostrzegamy, że poszczególne rzeczy mają
                                    swoje pochodzenie i swoje przyczyny. Podziwiamy moc ukrytą w nasionach, porządek
                                    rodzenia, trwały sposób, odchodzenie i przemijanie, bieg wieków bez
                                    najmniejszego zamieszania. Dostrzegamy, że gwiazdy w jakiś sposób przebiegają ze
                                    wschodu na zachód, że wytyczają bieg latom, poznajemy wymiary miesięcy,
                                    rozległość godzin. W tym wszystkim dostrzega sie coś nieznanego i
                                    niewidzialnego, co nazywa się duchem lub duszą, co zawarte jest we wszystkich
                                    istotach ożywionych, aby pożądać rozkoszy a unikać przykrości, celem zachowania
                                    własnej nienaruszalności jako ślad swoistej jedności. A także, iż w człowieku
                                    jest coś wspólnego z aniołami Bożymi, a nie ze zwierzętami tak, jak życie,
                                    słuch, wzrok i tym podobne, ale coś takiego, co rozumie Bog, co w sposób
                                    specyficzny odnosi się do umysłu, co jest dla oka barwy białe i czarne, tak
                                    rozróżnia się prawość od nieprawości. W czasie tego zastanawiania się nad
                                    stworzeniem, co zaledwie zdołaliśmy niezręcznie nazwać i wymienić, dusza stawia
                                    sobie pytanie: Kto to wszystko sprawił, Kto to stworzył? A pośród tego właśnie
                                    ciebie?Czym jest to co rozważasz? Kim jest ten który stworzył rzeczy do
                                    rozmyślania i rozmyślającego? Kim On jest?
                                    Nazwij Go; żebyś nazwał, pomyśl. Być może potrafisz coś pomyśleć, ale może nie
                                    potrafisz wyrazić; ale w żaden sposob nie potrafisz pomyśleć. Zatem myśl o nim,
                                    zanim go nazwiesz, żebyś o nim pomuyślał, zbliż się do niego. Wszak jeśli chcesz
                                    coś dobrze widzieć, żebyś wiedział, co powiedzieć, podchodzi się, żeby się
                                    przyjrzeć, żeby z daleka patrząc nie pomylić się. Ale tak jak oczami oglądamy
                                    rzeczy cielesne, tak jego umysłem się dostrzega, sercem zwraca uwagę, żeby
                                    widzieć. A gdzie jest serce, kiedy sie go dostrzega? "Błogosławieni czystego
                                    serca, albowiem oni Boga oglądać będą". Słyszę, wierzę, jak potrafię rozumiem ,
                                    że zobaczyć Boga można jedynie czystym sercem."

                                    W tym miejscu przerwę rozmyślania Biskupa Hippony, gdyż zarysował on nam drogę
                                    poznania Stwórcy i dał nam odpowiedż jak mamy postępować. Słuchać, wierzyć i
                                    rozumieć - w sumie dość łatwe zalecenia, ale żeby przy ich pomocy odnależć Pana
                                    trzeba mieć jeszcze czyste serce.
                                    Dopiero wtedy poznamy prawdziwą radość z poznawania dzieł stworzonych i wraz z
                                    całym stworzeniem będziemy śpiewać psalm dziękczynny.

                                    Czyste serce - oto droga.
                                    • andrzej585858 Re: Psalm 100 06.09.09, 12:56
                                      5 września 1997 zmarła w Kalkucie bł. M. Teresa z Kalkuty.
                                      Dzisiaj więc zamiast rozważań związanych z Psalmami chciałbym przekazać fragment
                                      z jej pism:

                                      "Najcięższą chorobą na Zachodzie nie jest grużlica, ani trąd lecz brak miłości,
                                      troski, poczucie że jesteśmy nikomu niepotrzebni.
                                      Fizyczne dolegliwości możemy leczyć różnymi medykamentami, ale osamotnienie,
                                      rozpacz i brak nadziei mozemy leczyć tylko miłością. Niemało ludzi umiera na
                                      świecie z braku kromki chleba, znacznie więcej jednak umiera z braku
                                      miłości.Ubóstwo na Zachodzie jest specyficznym rodzajem ubóstwa to nie tylko
                                      ubóstwo spowodowane samotnością, ale także brakiem duchowego życia.Głód miłości
                                      jest taki sam jak głód Boga.
                                      Nie sposób zaspokoić tej potrzeby bez wsparcia, jakim jest łaska Boża.
                                      Kiedy zdacie sobie sprawę z tego, jak bardzo kocha was Bóg, wtedy będziecie
                                      mogli żyć i promieniować tą miłością. Zawsze twierdzę, że miłość zaczyna się w
                                      domu; najpierw w rodzinie, potem w waszym miasteczku albo w wielkim mieście.
                                      Nietrudno kochać ludzi, którzy są od nas daleko,trudniej kochać tych, z którymi
                                      współżyjemy albo którzy w pobliżu nas przebywają. Nie akceptuję wielkich czynów
                                      na skalę ogólną trzeba zaczynać od miłości jednostki. Chcąc kogoś pokochać,
                                      trzeba nawiązać kontakt z tą osobą, zbliżyć się do niej. Każdy potrzebuje
                                      miłości. Każdy musi mieć świadomość, że jest potrzebny i że jest ważny dla Boga.
                                      Jezus powiedział: "Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem" a także:
                                      "Wszystko co uczyniliście jednemu z tych moich braci najmniejszych, Mnieście
                                      uczynili". Powiedział także: "Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem nagi a
                                      przyodzialiście Mnie".
                                      Zawsze przypominam siostrom i braciom, że nasz dzień składa się z 24 godzin,
                                      które spędzamy z Jezusem.
                                      Przed przystąpieniem do swojej pracy apostolskiej kazda misjonarka miłości czy
                                      misjonarz odmawiają następującą modlitwę, która odmawiana jest również przez
                                      personel lekarski w Shishu Bhavan, domu dla dzieci w Kalkucie:
                                      Drogi Boże, Wielki Uzdrowicielu, klękam przed Tobą,
                                      bo każdy doskonały dar pochodzi od Ciebie.
                                      Błagam Cię, obdarz moje palce zręcznością,
                                      mój umysł jasną wizją, a moje serce dobrocią i łagodnością,
                                      Pozwól mi wypełniać mój cel z całkowitym poświęceniem,
                                      użycz mi sił do dżwigania ciężaru cierpienia moich podopiecznych,
                                      do prawdziwego realizowania przywileju, który stał się moim udziałem.
                                      Spraw, aby moje serce nie znało próżności ani pokus świata,
                                      abym w prostocie dziecięcej ufności mógł na Tobie polegać. Amen.

                                      Czynna miłość drugiego człowieka jest sensem życia nie wielkie akcje o których
                                      tak nieraz głośno a które czasem tak niewiele dają . M. Teresa nie prowadziła
                                      ogólnoświatowych akcji, ona zła w konkretnym miejscu i wśród konkretnych ludzi i
                                      wobec nich realizowała to posłanie miłości.
                                      Warto czasem wspomnieć o życiu tej świętej która swoje doczesne życie poświęciła
                                      cierpiącym i bezdomnym.
                            • isma Re: Psalm 15 06.09.09, 13:09
                              A ja ten psalm bardzo lubie - tylko ze za inna fraze: "kto dotrzyma przysiegi
                              dla siebie niekorzystnej..."
                              To wazne jest - czlowiek ma wolnosc wyboru zobowiazania, ktore na siebie bierze.
                              Ale ta wolnosc implikuje pozniejsza wiernosc wyborowi.
                              • andrzej585858 Re: Pokuta 07.09.09, 20:19
                                Ponieważ poruszony został temat postu eucharystycznego i związanych z tym
                                zaleceń odnośnie jego przestrzegania chciałbym cofnąć się prawie 1500 lat wstecz
                                i przenieść się do klasztoru mnichów irlandzkich żyjących według reguły św.
                                Kolumbana - jednego z najsłynniejszych mnichów irlandzkich - wielkiego
                                misjonarza i zakonodawcy.

                                Oto jakie wymagania stawiał swoim mnichom i jakie kary ich spotykały.

                                "Prawdziwa pokuta winna być odprawiona nie przez samo tylko jej dopuszczeni, ale
                                przez przeżycie z żalem. Ponieważ jednak słabość wielu, by nie powiedzieć
                                wszystkich, ją narusza, trzeba dobrze znać wymiar pokuty. Święci ojcowie zatem
                                przekazali nam porządek dotyczący pokuty tak, by wedle wielkości winy
                                ustanawiany był czas trwania pokuty.

                                Jeśli ktoś dopuścił się kradzieży, niech przez rok czyni pokutę.

                                Jeśli ktoś dopuścił się krzywoprzysięstwa, niech przez siedem lat czyni pokutę.

                                Jeśli ktoś zranił swego brata aż do krwi podczas sprzeczki, niech pokutuje przez
                                trzy lata.

                                Jeśli ktoś świadomie złożył fałszywe świadectwo, niech przez dwa lata czyni
                                pokutę, wraz z utratą tej rzeczy lub przywróceniem do dawnego stanu.

                                Kto spotwarza albo chętnie słucha spotwarzającego, niech trzykrotnie czyni
                                pokutę jeśli dotyczy to przełożonego, niech pokutuje przez siedem dni."

                                Jeszcze surowiej traktował św. Kolumban swoich mnichów i tak:

                                "Jeśliby kto nie przyszedł na modlitwę przed posiłkiem i po posiłku, ma
                                odśpiewać 12 psalmów. Gdyby ktoś drzemał podczas modlitwy - jeśli często, 12
                                psalmów, jeśli tylko czasami, 6 psalmów. ...Kto by nie usłyszał sygnału na
                                modlitwę, 12 psalmów. Kto by przyszedł na mszę w nocnej szacie, 12 psalmów.
                                Gdyby kto spożył posiłek przed godziną dziewiątą w środę i w piątek, jeśli nie
                                jest chory niech żyje 2 dni o chlebie i wodzie. Gdyby kto skłamał nieświadomie,
                                50 uderzeń, gdyby zaś skłamał świadomie i zuchwale, 2 dni o chlebie i wodzie.
                                Gdyby potępiono jego kłamstwo, a on by się upierał, 7 dni o chlebie i wodzie...
                                Jeśli kto spóżni się na modlitwy, 50 psalmów, jeśli z hałasem, 50, jeśli
                                opieszale wypełni polecenie, 50, Jeśliby wszedł do domu z nakrytą głową, 50 ,
                                jeśli je bez odmówienia modlitwy, 50.

                                Gdyby kto zachował gniew, złość albo zazdrość wobec brata swego, ma pozostawać o
                                chlebie i wodzie tak długo, jak długo te uczucia żywił; jeśli zaś wyznałby to od
                                razu pierwszego dnia, ma odśpiewać 24 psalmy."

                                Czytając te zalecenia pokutne wydaje się że są one, można by nawet powiedzieć,
                                okrutne. Ale trzeba patrzeć na nie przez pryzmat i epoki i ducha tych mnichów.
                                Dla nich zaniedbanie było czymś trudnym do wyobrażenia, świadome zaniedbanie -
                                ten kto wkraczał na drogę mniszą musiał pozbyć się wszelkich słabości, uleganie
                                ich było sprzeniewierzeniem się ideałowi.
                                Ale to właśnie dzięki tym setkom anonimowych mnichów, Europa ocaliła swoją
                                tożsamość i powiedzenie że mnisi irlandzcy uratowali Europę wcale nie jest aż
                                takie odległe od prawdy.
                                Nam zaś czasem trudno zachować godzinny post - może warto wtedy zwrócić się o
                                pomoc do tych mnichów?
                                • andrzej585858 Re: psalm 145 09.09.09, 19:18
                                  "Chcę Cię wywyższać. Boże mój, Królu,
                                  i błogosławić imię Twe na zawsze i na wieki.
                                  Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
                                  i na wieki wysławiał Twe imię".

                                  Ostatnie dni przynoszą w liturgii psalmy dziękczynne, psalmy pochwalne, psalmy
                                  radosne. Takze i dzisiejszy psalm jest psalmem pochwalnym. A oto jak powyższe
                                  słowa komentuje św. Augustyn:

                                  "Ażeby zatem kto inaczej nie rozumiał słów: "Chwalić będę imię twoje na wiek" i
                                  zaczął szukać innego wieku, kiedy wychwalać będzie, dodaje: "Przez poszczególne
                                  dni błogosławić Cie będę". Zatem chwal i błogosław Pana Boga twego przez
                                  poszczególne dni. Kiedy zaś skończą się poszczególne dni, i nastanie dzień
                                  jeden bez końca, przejdziesz od pochwał do chwały, podobnie jak od cnót do
                                  cnoty. "Przez poszczególne dni błogosławić Cię będę": nie przeminie dzień w
                                  którym chwalić Cię nie będę. I nic dziwnego, jeżeli podczas wesołego twojego
                                  dnia wychwalasz swego Boga. A co, kiedy może zaświeci dzień smutny, jak to bywa
                                  wśród rzeczy ludzkich, kiedy to występuje nadmiar zgorszenia, kiedy przyjdą
                                  rozliczne doświadczenia? I cóż kiedy człowiekowi zdarzy się coś smutnego?
                                  Przestaniesz chwalić Boga? Przestaniesz błogosławić swojego Stwórcę? Jeżeli
                                  ustaniesz, to skłamałeś wypowiadając słowa: "Przez poszczególne dni błogosławić
                                  Cię będę, Panie". A jeżeli nie ustaniesz, chociaż wydawać się będzie tobie żle w
                                  dzień smutny, w twoim Bogu będzie ci dobrze. Nawet bowiem kiedy jest ci żle,
                                  istnieje coś, gdzie ci dobrze. Bo jeżeli podczas jakiegoś nieszczęścia jest ci
                                  żle, to bez wątpienia w jakimś dobru będzie ci dobrze. A cóż tak dobrego, jak
                                  Bóg twój, o którym powiedziano: "Nikt nie jest dobry, jeno sam Bóg". Na
                                  podstawie samego dobra zrozum, jak bezpieczne jest to chwalenie, i jak pewne
                                  jest to dobro. Bo skoro radujesz się z dobra, jakie ci się przytrafiło podczas
                                  dnia, to innego dnia może przeminie to dobro, jakim się cieszysz. Było mi
                                  dobrze, przeżyłem dobry dzień, bo może trafił się zysk, boś może został
                                  zaproszony, albo przez długi czas przebywałeś na uczcie. Jednakże niezależnie z
                                  jakiego tego rodzaju dobra się cieszysz, to oczywiście jest ono przemijające.
                                  Natomiast jeżeli radujesz się w Panu Bogu twoim, posłyszysz, jak ci powiada
                                  Pismo: "Rozkoszuj się w Panu". Tym silniej weselić się będziesz, im pewniejszym
                                  jest Ten, w którym się radujesz."

                                  Piękny jest psalm słowami którego chwalimy Pana za dobro jakie otrzymaliśmy.
                                  Słowa dziękczynienia łatwiej jest wypowiadać gdy minął nam dobry dzień. o ileż
                                  trudniej dziękować gdy dotyka nas ból. A przecież tym bardziej wtedy szukamy
                                  zrozumienia i wytchnienia i właśnie św. Augustyn pokazuje nam jedyne pewne dobro
                                  które nie przeminie następnego dnia - dobro które niesie nadzieję.
                                  • mama_kasia Re: psalm 145 11.09.09, 08:40
                                    A jeżeli nie ustaniesz, chociaż wydawać się będzie tobie żle
                                    > w
                                    > dzień smutny, w twoim Bogu będzie ci dobrze. Nawet bowiem kiedy jest ci żle,
                                    > istnieje coś, gdzie ci dobrze.

                                    Ależ to jest genialne smile
                                    Ta myśl, że w trudny dzień, jest zawsze miejsce, gdzie jest
                                    Dobro smile Zawsze je znajdę w Bogu, zawsze!
                                    • atama Re: psalm 145 11.09.09, 10:49
                                      Aż mnie ciarki przeszły...

                                      Trzeba tylko przekroczyć siebie.
                                      Tylko...
                                      • andrzej585858 Re: Psalmy św. Augustyna 11.09.09, 19:05
                                        Bardzo mnie cieszy że cytowane przeze mnie fragmenty komentarzy do Psalmów są
                                        jak widzę czytane i każdy może znależć w nich słowa które będą dla niego ważne.
                                        Głęboka religijność św. Augustyna najpełniejszy wyraz znalazła chyba właśnie w
                                        tych komentarzach.
                                        A czym były dla niego Psalmy? O tym niech nam sam opowie.

                                        Oto co pisze w IX księdze "Wyznań" :

                                        "Jakże do Ciebie wołałem, Boże mój, gdy czytałem psalmy Dawida, hymny wiary,
                                        pieśni pobożności, w których nie ma miejsca dla ducha pychy. Będą nowicjuszem w
                                        Twojej miłości prawdziwej, jako katechumen żyłem na razie bez zajęcia w
                                        wiejskiej posiadłości razem z Alipiuszem, również katechumenem, i stale nam
                                        towarzyszącą moją matką, mającą kobieco kruche ciało, ale wiarę godną męskiej
                                        siły, odznaczającą się spokojem poważnego wieku, miłością macierzyńską,
                                        chrześcijańskim poświęceniem. Jakże do Ciebie wołałem owymi psalmami i jak się
                                        od nich zapalałem miłością do Ciebie, jakże pragnąłem je na cały świat
                                        rozgłosić, aby wszelką pychę ludzką pokonały. A przecież one już we wszystkich
                                        krajach rozbrzmiewają i nikt się nie może osłonić przed Twoim żarem. /.../
                                        Drżałem z lęku, a jednocześnie rozpierała mnie radość nadziei, gdym rozważał
                                        Twoje miłosierdzie, Ojcze. To wszystko promieniało z moich oczu, dżwięczało w
                                        moim głosie, gdy czytałem, jak Duch Święty przemawia do nas: "Ludzie, pókiż
                                        będziecie trwać w uporze serca? Czemu miłujecie marność i szukacie kłamstwa?"
                                        To przecież ja niegdyś kochałem marność i szukałem kłamstwa, a Ty, Panie, juz
                                        przedtem wywyższyłeś Twego Świętego, wskrzesiwszy Go z martwych i posadziwszy po
                                        Twej prawicy, aby mógł z owej wyżyny zesłać Pocieszyciela, którego nam obiecał,
                                        Ducha Prawdy. I już Go przecież zesłał - a ja nie wiedziałem o tym!"

                                        Ile żaru w tych słowach! Ile tęsknoty za prawdą !
                                        Psalmy - słowa którymi od wieków modlił się naród wybrany, którymi modli się
                                        Kościół. Słowa w których ciągle można odnależć nową treść.Warto je czytać wraz z
                                        św. Augustynem i wędrować po tej spalonej słońcem Ziemi Obiecanej i znależć ją
                                        także we własnej duszy.
                                        • andrzej585858 Re: Uroczystość św. Jana Cryzostoma 13.09.09, 14:42
                                          Niedawno wspominaliśmy postać św. Augustyna dzisiaj natomiast patronem jest inny
                                          Doktor Kościoła - tym razem przedstawiciel nurtu greckiego - biskup
                                          Konstantynopola - św. Jan Złotousty czyli Chryzostom.
                                          Żył w IVw. i zasłynął głównie z kazań w których chwalił zasady
                                          wstrzemiężliwości, ubóstwa i jałmużny a jednocześnie potępiał nadużycia na
                                          dworze cesarskim.
                                          Za swoją nieustępliwość skazany został na wygnanie i zmarł z wycieńczenia w
                                          drodze na miejsce zesłania. Tuż przed śmiercią miał powiedzieć " Chwała Bogu za
                                          wszystko".
                                          Niezwykle wysoko cenił godność kapłańską, czemu dał wyraz w jednym z najbardziej
                                          popularnych dzieł, bardzo cenionym przez wieki, a mianowicie w dialogu "O
                                          kapłaństwie" będącym jakby zapisem rozmowy Jana z jego przyjacielem Bazylim.
                                          Oto co pisze ten wybitny kaznodzieja:

                                          "Zwyczajnie bowiem większość poddanych patrzy na obyczaje przełożonych jak na
                                          wzór i obraz i stara się do nich upodobnić. Jakże tedy uśmierzy kto ich
                                          namiętności, gdy sam będzie wzburzony? Któż z ludu zapragnie prędko stać się
                                          łagodnym, gdy zobaczy, że przełożony się złości?
                                          Niemożliwą jest rzeczą, żeby się błędy kapłana ukryły, lecz przeciwnie - choćby
                                          one były małe - szybko wyjdą na jaw. Dopóki atleta siedzi w domu i z nikim nie
                                          walczy, może się ukryć, choć był bardzo słaby; gdy zaś wystąpi do zawodów,
                                          natychmiast daje się poznać. Tak samo jest z ludżmi; dopóki żyją samotnie, za
                                          osłonę swych braków mają samotność, gdy zaś wystąpią publicznie, samotność jakby
                                          ubranie, muszą zdjąć, zewnętrznym zachowaniem zdradzając to, co siedzi w ich
                                          duszy. Jak więc przez swe cnoty wielu zachęcają do gorliwości, tak znów przez
                                          występki czynią drugich opieszałymi w pracy nad doskonałością, pociągając ich do
                                          lenistwa na żmudnej drodze uczciwego życia. Zewsząd więc winna lśnić piękność
                                          duszy kapłana, aby mogła rozweselić oraz oświecić wszystkich, którzy patrzą na
                                          niego.
                                          Grzechy ludzi przeciętnych, jakby w ciemności popełnione, szkodzą tylko
                                          grzeszącym - natomiast występki męża powszechnie znanego przynoszą szkodę
                                          wszystkim, gdyż obojętnych na trudy około cnót czynią jeszcze obojętniejszymi, a
                                          tych, którzy tylko na siebie chcą zwracać uwagę, pobudzają do pychy. /.../
                                          Dlatego powinien kapłan zabezpieczyć się ze wszech stron - jakby stalową bronią
                                          - wytężoną pracą, nieustanną strażą życia, zewsząd bacząc, żeby kto gdzie nie
                                          zadał śmiertelnej rany, znalazłszy bezbronne i zaniedbane miejsce."

                                          Kapłaństwo było darem niezwykle cennym, nawet najbardziej świątobliwi mnisi
                                          uciekali gdy lud lub przełożeni chcieli aby przyjęli święcenia kapłańskie,
                                          uważając się za niegodnych.
                                          Dla sw. Jana kapłan był nie tylko sprawującym Eucharystię, był także
                                          przewodnikiem, wzorem a więc osoba publiczną.
                                          Swoim życiem dał świadectwo temu jaki powinien być kapłan. To nie tylko
                                          rozważania teoretyczne, jego pisma - to relacja z jego życia.
                                          Dobrze że nie zaginęło świadectwo życia tego kapłana, gdyz i dzisiaj po upływie
                                          1600 lat ciągle jest tak aktualne jakby dopiero co było napisane.
                                          • andrzej585858 Re: Święto Podwyzszenia Krzyża 14.09.09, 20:22
                                            Dzisiaj obchodzimy święto którego historia siega pierwszych wieków
                                            chrześcijanstwa i jest związana z poświęceniem bazyliki Grobu Paskiego w dniu 13
                                            września 335 roku. Nastepnego dnia tj. 14 wystawiono do publicznej adoracji
                                            relikwie Krzyża św., ktore - jak wierzono - zostały znalezione przez św. Helenę
                                            14 września 320 roku.
                                            Od tej pory obchodzone jest właśnie święto upamiętniające znalezienie relikwii i
                                            podwyższenia Krzyża św.
                                            Jest to święto tajemnicy Krzyża tak jak pisze św. Jan Damasceński:

                                            "Choć wszystkie dzieła Chrystusa były wielkie, Boskie i godne podziwu na równi z
                                            Jego cudami, to jednak ponad wszystkie wznosi się Jego wspaniały krzyż. Bo tylko
                                            właśnie krzyż Pana naszego Jezusa Chrystusa, a nie cokolwiek innego, zwyciężył
                                            śmierć, zgładził grzech praojca, pokonał piekło, darował nam zmartwychwstanie,
                                            udzielił siły do wzniesienia się ponad doczesność i ponad samą śmierć, zgotował
                                            powrót do dawnej szczęśliwości, otworzył bramy raju, umieścił naturę naszą po
                                            prawicy Boga, uczynił nas jego dziećmi i dziedzicami. Bo przecież to wszystko
                                            dokonało się dzięki Krzyżowi."

                                            Niesie to wszystko oczywiście konsekwencje także dla nas o czym pisze patron
                                            wczorajszego dnia św. Jan Chryzostom w swoim komentarzu do Ewangelii św. Mateusza:

                                            "Niechaj więc nikt nie wstydzi się świętych znaków naszego zbawienia i tego
                                            najwyższego dobra, prze które żyjemy i przez które jesteśmy. Nośmy więc krzyż
                                            Chrystusa jak wieniec, bo wszystko, co się do nas odnosi, przez krzyż się
                                            wypełnia. Gdy trzeba się odrodzić przez chrzest, to przed krzyżem; gdy trzeba
                                            spożyć ów tajemniczy pokarm, zostać wyświęcony na kapłana lub uczynić coś
                                            innego, wszędzie staje obok nas ten znak zwycięstwa. Dlatego z wielka
                                            gorliwością znaczymy go na domach, na drzwiach, na oknach, na czole.
                                            Gdy się więc żegnasz, przypomnij sobie całą treść krzyża, uśmierz w sobie gniew
                                            i wszystkie inne namiętności. Gdy się żegnasz, ozdób wtedy czoło swoje wielką
                                            ufnością, uwolnij swą duszę. Wiecie zapewne, jakimi środkami osiąga się wolność.
                                            Dlatego też Paweł, wzywając nas do niej, to jest do odpowiadającej nam wolności,
                                            wzywa nas wspomnieniem o krzyżu i krwi Pańskiej, mówiąc: "Za wielką bowiem cenę
                                            zostaliśmy nabyci. Nie bądżcie więc niewolnikami ludzi".
                                            Bacz, powiada, na cenę za ciebie zapłaconą, a nie będziesz niewolnikiem żadnego
                                            człowieka - krzyż nazywa to zapłatą".

                                            Otrzymaliśmy chyba największe prawo - prawo do tajemnicy Krzyża, gdyz w nim
                                            zawarta jest nasza wolność. Prawo do tajemnicy której nigdy do końca nie pojmiemy.
                                            Nie mamy prawa do innej wolności niż do tej której istota zawarta jest właśnie w
                                            tajemnicy Krzyża.
                                            • andrzej585858 Re: Po co dano nam jest wolna wola? 17.09.09, 18:22
                                              Kiedyś dawno temu czytałem powieść historyczną "Sagę o jarlu Broniszu"dziś już
                                              raczej zapomniana powieść Władysława Grabskiego o początkach naszej
                                              państwowości. Dzisiaj prawdę mówiąc trochę z nudów sięgnąłem po ta książkę i
                                              znalazłem w niej fragment który dopiero teraz nabrał dla mnie znaczenia.
                                              Chrześcijaństwo jest jeszcze czymś bardzo nowym , ludzie którzy stykają się z
                                              nową wiarą mają ciągle różne dylematy, po co Pan Bóg stworzył świat, dlaczego
                                              obdarzył człowieka wolną wolą - oto literacka wizja tych rozważań:

                                              "Gdy pojmuj e, czym jest moja wola... Człowiek jest taki straszny. Bez wolnej
                                              woli byłby tyle lepszy, co pies... Pies by nie zdradził swojego pana, tak jak
                                              oszukał Stworzyciela pierwszy człowiek w raju. Wtedy Bóg ratował swą miłość w
                                              człowieku cierpieniem. A gdy cierpienie dojrzało w człowieku i przywiązało go
                                              lękiem przed śmiercią do życia, Bóg zstąpił między ludzi jako Syn Człowieczy.
                                              Oddał się im z niewysłowioną dobrocią, obdarzając łaską świętych nauk, zmazując
                                              winy, ratując ciała i dusze, utwierdzając niedowiarków cudami. I stała się rzecz
                                              potworna,, zbrodnia, na jaką by się szatan nawet nie odważył: stworzenie ludzkie
                                              zamordowało swego Stworzyciela za to, że je milował. Bóg uzyczył tym razem swej
                                              mocy człowiekowi do przeprowadzenia woli do ostatka. Chciał bowiem, aby
                                              stworzenie wydarło Stworzycielowi ofiarę najwyższą, przerastającą nieskończenie
                                              ogrom ludzkiej złości. Tak walczył Bóg z człowiekiem o swą miłość. Okupił ją
                                              miłosierdziem bezgranicznym... Na taką zbrodnię w świecie mógł zdobyć się tylko
                                              człowiek. Ale na taką miłość, jaka Chrystus okazał, tez mógł się zdobyć tylko
                                              Syn Człowieczy... Wolna wola jest przerażającą łaską. Gdyby Bóg nie powściągał
                                              jej w człowieku udziałem swej mocy, gdyby nie ograniczył ludzkiego życia -
                                              śmiercią... jeden człowiek mógłby zniszczyć świat, a zawsze by taki jeden
                                              znalazł się w świecie".

                                              Tak opisuje autor rozważania człowiek żyjącego na przełomie tysiącleci
                                              szukającego odpowiedzi na podstawowe pytania. Dzisiejszy Psalm 111 mówi tak
                                              "Bojażń Pana jest początkiem mądrości.
                                              Papież Benedykt XVI tak komentuje te słowa:

                                              "Na zakończenie naszych refleksji rozważymy w świetle tradycji kościelnej
                                              pierwszych wieków chrześcijaństwa końcowy wiersz, zawierający znane twierdzenie
                                              -"bojażń Pana jest początkiem mądrości".
                                              Chrześcijański pisarz Barsanafiusz z Gazy -VIw. tak je komentuje: "Cóż jest
                                              początkiem mądrości, jeśli nie wstrzymanie się od tego wszystkiego, co jest Bogu
                                              niemiłe? A w jaki sposób można się od tego wstrzymać, jeśli nie przez unikanie
                                              czynienia czegokolwiek bez zasięgnięcia rady, bądż niemówienie niczego
                                              niestosownego, a ponadto przez uważanie siebie za szaleńca, głupca, godnego
                                              pogardy i pozbawionego wartości?"
                                              Jednakże Jan Kasjan IV/Vw. sprecyzował, że "istnieje wielka różnica pomiędzy
                                              miłością, której nic nie brakuje i która stanowi skarbiec mądrości i wiedzy, a
                                              miłością niedoskonałą, nazywaną "początkiem mądrości" ta ostatnia, ze względu na
                                              to, że zawiera ideę kary, zostaje zastąpiona w sercach doskonałych przez pełnię
                                              miłości".

                                              I tak, na drodze naszego życia wiodącej do Chrystusa, miejsce początkowej
                                              bojażni poddańczej zajmuje miłość doskonała, którą jest miłość, dar Ducha Świętego".

                                              Ciągle , pomimo iz mijają tysiące lat stajemy przed tym własnie niepojętym darem
                                              miłości, bez którego być może sami siebie byśmy zniszczyli.
                                              • andrzej585858 Re: Ps 54 20.09.09, 14:22
                                                "Bo powstają przeciwko mnie pyszni,
                                                gwałtownicy czyhają na me życie,
                                                nie mają oni Boga
                                                przed swymi oczyma".

                                                "Kiedy chrześcijanin cierpi coś takiego, nie powinien łatwo pozwolić kierować
                                                się nienawiścią ku temu, z czyjej winy cierpi, jakby chciał przemóc wiatr, ale
                                                powinien zacząć się modlić, zeby nie utracił miłości. Nie należy też obawiać
                                                się, żeby nieprzyjaciel mu czegoś nie zrobił. Cóż bowiem może zrobić? Wiele
                                                złego powiesz, zacznie rzucać szyderstwami, złościć się na zgromadzeniach. Co
                                                tobie do tego? "Cieszcie się, powiada, i radujcie, ponieważ czeka was wielka
                                                nagroda w niebie". On na ziemi podnosi krzyk, ty w niebie zbierasz zysk. Ale
                                                sroży się coraz bardziej, może uczynić coś gorszego. Cóż dla ciebie pewniejszego
                                                niż słowa: "Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, duszy nie mogą zabić"?
                                                Czego masz się bać znosząc nieprzyjaciela? Niechaj miłość twoja nie trwoży się
                                                kochając nieprzyjaciela. Albowiem ten nieprzyjazny człowiek, ciało i krew,
                                                pożąda tego, co u ciebie widzi. Ale inny przyjaciel ukryty, rządca tych
                                                ciemności, którego ty cierpisz w ciele i krwi, pożąda twej innej niewidocznej
                                                części, usiłuje zagrabić i zniszczyć twoje skarby wewnętrzne. Miej zatem na oku
                                                obu tych nieprzyjaciół. Jednego otwartego, drugiego niewidocznego. Otwarty, to
                                                człowiek, Niewidoczny, to diabeł. Człowiek według ludzkiej natury jest tym, czym
                                                jesteś ty, zgodnie z wiarą i miłością nie jest jeszcze tym, czym ty jesteś, ale
                                                może nim zostać. Choć jest ich dwu, dostrzegaj jednego; jednego miłuj, drugiego
                                                się strzeż. Albowiem i ten nieprzyjaciel, którego widzisz, pragnie twego
                                                upokorzenia w tym, czym go przewyższasz. Na przykład, jeśli masz większe
                                                bogactwa, chciałby cię widzieć ubogim. Jeżeli przewyższasz go siłą, chciałby cie
                                                uczynić słabym. Usiłuje zatem w tobie pomniejszyć albo zniszczyć to, w czym go
                                                prześcigasz. Niewidzialny nieprzyjaciel również pragnie pozbawić cię tego, czym
                                                go zwyciężasz. Człowieka zwyciężasz ludzkim powodzeniem, a diabła miłością
                                                nieprzyjaciela. I jak człowiek usiłuje zniszczyć i obalić albo zabrać
                                                powodzenie, którym go przewyższasz, tak diabeł pragnie zwyciężyć człowieka
                                                zabierając mu to, co go zabija. Staraj się jednak w sercu zachować do
                                                nieprzyjaciela miłość, którą zwyciężasz diabła. Niech człowiek sroży sie, ile
                                                potrafi, zabiera, co chce. Dopóki miłuje się srożącego otwarcie, zwycięża się
                                                tego, który sroży się skrycie."

                                                Tak uczy nas dzisiaj św. Augustyn w komentarzu do psalmu - miłość nieprzyjaciela
                                                więcej przynosi nam zysków niż strat.
                                                Tylko jak trudne jest to czasem zadanie.
                                                • pysio8 Czy będą.. 24.09.09, 09:02
                                                  Czy będą kolejne odcinki? smile
                                                  • andrzej585858 Re: Czy będą.. 26.09.09, 18:52
                                                    Będą oczywiście. Przepraszam za zaniedbanie się - no ale trochę czasu na
                                                    internet ostatnio brakowało. Ale od jutra obiecuję poprawę.
    • mamalgosia btw Andrzeju 10.09.09, 10:21
      czy znasz/masz/czytałeś tę książkę?
      ksiegarnialebork.osdw.pl/ksiazka/Psalmy-Jan-Pawel-II-i-Benedykt-XVI-rozwazaja,41132900184KS
      polecam gorąco
      • andrzej585858 Re: btw Andrzeju 10.09.09, 19:38
        Piękne wydanie i na pewno bardzo interesująca pozycja. Przyznam się szczerze że
        jakoś lepiej czytają mi się teksty obecnego papieża - być moze moje ciągoty
        patrologiczne mają na to wpływ.
        Tylko ta cena sad(( Na razie muszę sobie odpuścić.
        Ale za to dzisiaj zamiast Psalmów i Ojców Kościoła proponuję krótki tekst o.
        Leona Knabita:

        "Rozpychaj się łokciami, zrugaj kogoś, zwymyślaj, postaw sprawę twardo, wtedy
        utrzymasz się na powierzchni, bo gdy będziesz łagodny, spokojny to zawsze
        przegrasz. Dziś bedzie o łagodności. O Panu Jezusie mowimy, że jest cichy i
        pokornego serca.
        Jeśli łagodność połączy się z mocą wewnętrzną, to wtedy "Je się to łyżką", jak
        to się mówi.
        Człowiek mocny a ordynarny, ostry, czasem łatwiej osiągnie to czy tamto, ale
        jeśli osiąga cele przy pomocy niszczenia czy ranienia wielu ludzi, to zwycięstwo
        osiągnięte za taką cenę każe się zastanowić czy warto aż tak walczyć. Tyle ludzi
        cierpi przez ostrego człowieka, który mówi: "Niech nie kochają, byle słuchali".
        Zdarza się taka postawa u dostojników świeckich, a czasem i duchownych, a św.
        Benedykt mówił, zeby opat raczej starał się, by go kochano, nizby się go miano
        bać. Naprawdę mocnego człowieka stać na to, żeby byc łagodnym. ... Obyśmy mieli
        taką moc wewnętrzną, jaką wierzący człowiek wypracowuje w swojej relacji z Panem
        Bogiem, aby stać się łagodnym. Ja nie muszę na chama wszystkiego przeprowadzić.
        Nie muszę koniecznie obrugać, potrafię czasem swoją stanowczą łagodnością
        poradzić sobie nawet z bardzo brutalnym człowiekiem. Gdy za stanowczą
        łagodnością stoi wyrażna moc, to daję radę nawet z najtrudniejszymi sytuacjami."

        Jest to cytat z przepięknie wydanej książki "Ojca Leona myśli na dzień dobry".
        Przy okazji to pochwale się - ta książka jest nagrodą za wygrany konkurs wiedzy
        o historii opactwa w Tyńcu. Podobno bylem jedyną osobą która na wszystkie
        pytania odpowiedziała.
        Pierwszy raz w zyciu jakiś konkurs wygrałemsmile) no i mam książkę z dedykacja autora.
        Próżność trochę przeze mnie przemówiła - ale konkurs był pobożny nagrody także
        więc trochę czuję się usprawiedliwiony.
        Ale książkę swoją drogą polecam - jest naprawdę pięknie wydana.
        • mamalgosia Re: btw Andrzeju 11.09.09, 10:40
          Szkoda, prawda? Więcej ludzi mogłoby się nią cieszyć, gdyby była
          tańsza. Mój Przyjaciel ksiądz co chwilę dostaje w prezencie książki,
          które często potem oddaje nam (przeczytane lub nie, coraz częściej
          twierdzi, że nie ma czasu czytać...). W ten sposób mam też Liturgię
          Godzin z JPII i BXVI.
          A może Ci pożyczyć?

          Co do Knabita, to cenię go coraz bardziej. Bo odkrywam, że pod jego
          poczuciem humoru jest głębia.

          A skąd Ty taką wiedzę o Tyńcu masz? I skąd wiedziałeś o konkursie?
          • andrzej585858 Re: btw Andrzeju 11.09.09, 16:35
            mamalgosia napisała:

            >
            > A skąd Ty taką wiedzę o Tyńcu masz? I skąd wiedziałeś o konkursie?

            Skąd mam? Historia monastycyzmu to moja wielka pasja - stąd moje zainteresowania
            - przy okazji polecam bardzo stronę internetową opactwa tynieckiego - naprawdę
            warto tam zaglądać.
            KIedyś miałem przyjemność korespondować z o. Leonem - niezwykły człowiek. MIałem
            także szczęście - co prawda też korespondencyjnie poznać innego niezwykłego
            mnicha o. Piotra Rostworowskiego.

            To jest niezwykły świat - swiat zakonów kontemplacyjnych.

            Dziękuję za propozycję pożyczenia książki - ale mam coraz większą chęć ją kupić
            smile)) Więc na razie będę się zastanwiał jeszcze.
            • mamalgosia Re: btw Andrzeju 11.09.09, 20:03
              masz maila
              • andrzej585858 Re: Psalm 19 27.09.09, 08:37
                "Nakazy Pana są radością serca

                Zważa na nie Twój sługa
                i nagrodę otrzyma za ich przestrzeganie.
                Kto jednak widzi swoje błędy?
                Oczyść mnie z błędów, które są dla mnie skryte".

                Jako komentarz do dzisiejszego psalmu wybrałem tym razem fragment z "Wyznań" św.
                Augustyna a więc nie jest to tekst bezpośrednio nawiązujący do tego psalmu ale
                podejmujący tematykę nagrody i szczęścia.

                "Nie jest więc pewne, że wszyscy ludzie dążą do szczęścia. Ci bowiem, którzy nie
                szukają radości w Tobie, będącej szczęściem jedynym, w istocie nie pragną
                szczęścia. Ale może jest tak, że wszyscy ludzie szczęścia pragną, lecz ponieważ
                ciało pożąsa przeciwko duchowi, a duch przeciw ciału, skutkiem czeo nie mogą
                czynić tego, czego chcą - ludzie osuwają się w to, co jest na ich miarę, i tym
                się zadowalają. Ich bowiem pragnienie dokonania tego, czego nie mogą dokonać,
                nie jest dostatecznie silne, aby mogli tego dokonać. Pytam wszystkich, czy
                woleliby się radować prawdą czy fałszem. Odpowiadają, że wolą się radować
                prawdą, z taką samą pewnością, z jaką mówią, że pragną być szczęśliwi. A
                szczęście przecież polega na radowaniu się prawdą, czyli na radowaniu się Tobą,
                który jesteś prawdą, Boże, Światłości moja, Boże mój, od którego wyglądam
                zbawienia. Tego szczęśliwego życia wszyscy pragną - tego życia, które jedynie
                jest szczęśliwe; wszyscy pragną prawdą się radować. Wielu spotkałem takich
                ludzi, którzy chcieliby oszukiwać, ale takiego, który by chciał być oszukiwany,
                nie spotkałem. Czyż więc ludzie nie zaczerpnęli wiedzy o szczęściu z tego samego
                żródła, z którego mają też wiedzę o tym, czym jest prawda? Kochają przecież i
                prawdę, skoro nie chcą, aby ich oszukiwano. Już to zresztą, że uwielbiają
                szczęście - będące niczym innym jak radowaniem się prawdą - wyrażnie świadczy o
                tym, że oni i prawdę kochają. A nie kochaliby jej, gdyby żadnej o niej wiedzy
                nie przechowywali w pamięci."

                Tak jak mówi Augustyn - wiemy co jest dla nas dobre gdyż wiedza rozróżniania
                dobra od zła jest nam dana. Problemem jest tylko odnalezienie w sobie samym tego
                co jest największym szczęściem oraz drogi do tego szczęścia prowadzącej.
                Drogą tą są właśnie słowa dzisiejszego psalmu - przestrzeganie nakazów.
                Jednak krętą nieraz drogą podążamy aby osiągnąć szczęście i bardzo często
                jedziemy nawet pod prąd ryzykując kolizję - dobrze jak ktoś w odpowiednim
                momencie zapali nam czerwone światło aby móc zobaczyć błędy do tej pory dla nas
                skryte.
                • andrzej585858 Re: Mnisi o miłości 28.09.09, 19:27
                  Dzisiaj zamiast refleksji związanych z psalmami pozwolę sobie na zacytowanie
                  powiedzeń Ojców pustyni poświęconych ich rozumieniu miłości.
                  Powiedzenia, sentencje znane jako apoftegmaty pierwszych mnichów przez wieki
                  były lekturą nie tylko w zakonników ale takze tych którzy chcieli odkryć
                  tajemnicę życia na pustyni.
                  Pomimo tego, że właściwie prawie wszyscy ci mnisi ktorych nazywamy dzisiaj
                  Ojcami Pustyni byli niewykształceni a bardzo często wręcz niepiśmienni, to ich
                  myśli spisane przez uczniów lub tez przekazywane drogą ustną potrafią do dzisiaj
                  zadziwiać trafnością osądów.
                  Pomimo że minęło 1500 lat przynajmniej od momentu gdy spisano te słowa warto
                  czasem nad nimi się pochylić i zadumać.

                  Abba Antoni rzekł: "Ja już nie lękam się Boga, lecz kocham Go, gdyż miłość usuwa
                  lęk".

                  Powiedział także: "Życie i śmierć zależą od bliżniego. Jeśli bowiem pozyskaliśmy
                  brata, pozyskaliśmy Boga. Jeśli natomiast zgorszyliśmy brata, zgrzeszyliśmy
                  wobec Chrystusa".

                  Abba Ammun z Nitrii przybył kiedyś do abba Antoniego i rzekł: "Widzę, że większe
                  trudy podejmuję niż ty, dlaczego więc ludzie ciebie bardziej sławią niż mnie?"
                  Abba Antoni odrzekł: "Gdyż ja bardziej kocham Boga niż ty".

                  Abba Agaton powiedział: "Jeżeli to zależało od mej woli, to nigdy nie zasnąłem,
                  przechowując w sercu urazę do kogoś, ani nie pozwoliłem by ktoś zasnął mając żal
                  do mnie".

                  Abba Jan wraz z innymi braćmi szedł kiedyś do Sketis. Przewodnik ich pomylił
                  drogę, gdyż była już noc. Bracia rzekli do abba Jana: "Co mamy robić, abba, gdyż
                  brat, który nas prowadzi, pobłądził. Możemy zginąć błąkając się". Starzec rzekł
                  im: "Jeśli mu coś powiemy, zasmuci się. Ja udam, że osłabłem i powiem, że nie
                  mogę już iść i spocznę tu do rana". Uczynili tak. Pozostali również powiedzieli:
                  "My też nie idziemy i usiądziemy z tobą". Posiedzieli tak do rana, by nie robić
                  wyrzutów owemu bratu.

                  Spytał brat pewnego starca: "Są dwaj bracia, z których jeden skupia się w swej
                  celi i przedłuża swe posty do sześciu dni i podejmuje liczne umartwienia, drugi
                  natomiast usługuje chorym. Którego z nich dzieło milsze jest Bogu?" Starzec
                  odrzekł: "Chociażby ów brat, który podejmuje sześciodniowe posty, powiesił się
                  za nozdrza, nie będzie mógł równać się z tym, który usługuje chorym".

                  Pewien brat rzekł do starca: "Jeśli zobaczę brata, o którym słyszałem coś złego,
                  nie mogę przełamać się, by zaprosić go do celi. Jeżeli zaś widzę dobrego brata,
                  chętnie go przyjmuję". Starzec odrzekł mu: "Jeśli trochę dobra okazujesz bratu,
                  który jest dobry, to on ma z tego niewiele. Temu drugiemu natomiast wyświadcz to
                  podwójnie: on bowiem jest właśnie tym, który niedomaga."

                  Czynna miłość bliżniego - to jest według Ojców najwyższe dobro i kwintesencja
                  miłości. Zawsze widzieć w drugim człowieku Chrystusa - to jest najlepsza droga
                  do doskonałości. Nie doskonalenie samego siebie lecz doskonalenie siebie poprzez
                  miłość brata nieraz bardzo ułomnego.
                  Jak bardzo aktualne są te proste słowa mnichów z egipskiej pustyni.
                  • atama Re: Mnisi o miłości 29.09.09, 13:50
                    Doskonałe. Dziękuję!
                    • andrzej585858 Re: Hymn o miłości 29.09.09, 21:08
                      Cieszę się że myśli Ojców Pustyni tak się spodobały. W takim bądż razie dzisiaj
                      pozwolę sobie na zamieszczenie fragmentu komentarza patrystycznego poświęconego
                      słynnemu Hymnowi o miłości czyli fragmentowi z 1 Listu do Koryntian św. Pawła.
                      Autorem komentarza jest biskup Teodoret z Cyru miasta leżącego na terenie
                      dzisiejszej Syrii - bardzo płodnego pisarza. Komentarz powstał ok 448 roku a
                      więc w przeddzień Soboru w Chalcedonie.
                      Tyle tytułem wstępu, tak więc oto jak komentowano Pawłowe słowa w starożytności:

                      "Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym jako
                      miedż brzęcząca albo cymbał brzmiący".
                      Przeprowadzając porównanie, na samym początku umieścił dar języków, ponieważ on
                      właśnie był uważany przez Koryntian za największy, a uważali go za największy
                      dlatego, że został udzielony apostołom przed innymi darami w dniu
                      Pięćdziesiątnicy, kiedy zstąpił Duch Święty. Powiada zatem Apostoł: Choćbym znał
                      wszystkie języki ludzi oraz języki niewidzialnych mocy, a nie miałbym miłości
                      bliżniego, niczym bym się nie różnił od martwych przedmiotów. Mówiąc zaś "o
                      językach aniołów" nie ma na myśli języków zmysłowych, lecz chodzi mu o swego
                      rodzaju mowę duchową, którą posługują się aniołowie wysławiając Boga
                      wszechrzeczy oraz rozmawiając między sobą. Wszak Izajasz i Ezechiel słyszeli,
                      jak wielbili oni Boga, a Daniel, Zachariasz i Miecheasz, jak poprzez słowa
                      wzajemnie się porozumiewali. Święty Apostoł posłużył się tutaj hiperbolą, chcąc
                      wskazać na wartość miłości.

                      "Choćbym miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice oraz posiadał wszelką
                      wiedzę i miał wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
                      byłbym niczym."
                      Znowu Apostoł porównuje tu z miłością największe w istocie dary: dar
                      prorokowania i wiarę, i ukazuje wyższość miłości. I znowu nie wyraził się
                      zwyczajnie, lecz posłużył się przesadą, o darze prorokowania powiedział:
                      "Choćbym... znal wszystkie tajemnice i posiadał wszelką wiedzę", i o wierze:
                      "Tak iżbym góry przenosił". W ten sposób wskazał, że wspanialsza od tamtych
                      darów jest miłość.

                      "I gdybym na jałmużnę rozdał cały swój majątek i ciało swe wydał na spalenie, a
                      miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał".
                      Tutaj zestawia miłość z najwyższymi przejawami cnoty - z lekceważeniem majątku i
                      z dobrowolnym ubóstwem, a także ze zmaganiami podejmowanymi w imię pobożności, i
                      znów ukazuje, że miłość jest od nich wyższa. Znowu wyraził się z przesadą; o
                      majątku powiedział: "Gdybym rozdał na jałmużnę swój majątek", to znaczy: Gdybym
                      w trosce o ubogich rozdał swój majątek i musiał się utrzymywać z pracy własnych
                      rąk. Na potwierdzenie swych słów nie powołał się na zwyczajną śmierć, lecz na
                      spalenie ciała, gdyż to cierpienie wydaje się cięższe od innych. Moze ktoś
                      zapytać, jak to możliwe, żeby nie miał miłości ten, kto uczynił to wszystko.
                      Trzeba więc wiedzieć, że sprawiedliwy sędzia ocenia nie tylko sprawiedliwy
                      uczynek, ale bierze pod uwagę również pobudki postępowania. jest bowiem wielu
                      takich, którzy cenią wiele ze względu na ludzką chwałę; może się więc zdarzyć,
                      że i ten, kto się wyrzeka majątku, czyni tak po to, by zyskać chwałę u ludzi,
                      albo też postępuje tak ze względu na Prawo Boże lub na królestwo niebieskie, a
                      nie dlatego, że troszczy się i dba o ubogich. Trzeba zaś wiedzieć, że święty
                      Apostoł często posługiwał się hiperbolą, aby potwierdzić wyłożoną naukę. I tak
                      na przykład mówi w Liście do Galatów: " Ale gdybym ja albo anioł z nieba głosił
                      wam Ewangelię różną od tej, którą otrzymaliście - niech będzie przeklęty". A
                      przecież wiedział, że nie jest możliwe, aby jakiś anioł głosił naukę sprzeczną z
                      nauką Bożą. Wyraził się jednak w ten sposób po to, aby pouczyć, że nie należy
                      wierzyć nikomu, kto głosi inną naukę, choćby nawet był bardzo wiarygodny."

                      Powyższy fragment nie jest już tylko komentarzem duchowym, refleksją pobożnego
                      człowieka, mamy tutaj już do czynienia z pierwszą proba egzegezy tekstu biblijnego.
                      Jednak co uderza najbardziej? Naczelne miejsce miłości w życiu człowieka, bez
                      niej wszelkie nasze poczynania tracą jakikolwiek sens.Chyba nawet nie potrafimy
                      sobie wyobrazić jak brzmiały te słowa w uszach ludzi 2 tysiące lat temu. Oto
                      droga która wiedzie poprzez miłość.
                      Mija jednak już tyle wieków i ciągle jakże trudne jest to przykazanie miłości
                      drugiego człowieka. Dlatego chyba ciągle trzeba o tym przypominać.
                      Bo przeciez nie ma już Żyda, Rzymianina ani poganina - wszyscy jesteśmy jedno -
                      a tym co nas winno łączyć jest właśnie miłość.
                      • andrzej585858 Re: o kulcie obrazów 02.10.09, 19:36
                        Ponieważ w innym miejscu wspomniany poruszony został problem modlitwy do figury
                        , obrazu i pewnego "magicznego" sposobu postrzegania tych przedmiotów pozwolę
                        sobie na zacytowanie fragmentu pism ostatniego wielkiego Ojca Kościoła którego
                        twórczość wyznacza umownie koniec okresu patrystycznego w historii Kościoła.
                        Tym Ojcem jest św. Jan Damasceński którego życie przypada na okres tzw. walk
                        ikonoklastycznych związanych z kultem ikon - mamy więc wiek VIII i tak oto w
                        obronie obrazów piszę św. Jan Damasceński:

                        "Ponieważ niektórzy mają nam za złe, że adorujemy i czcią otaczamy obrazy
                        Zbawiciela i naszej Pani oraz innych świętych i sług Chrystusa, niech
                        uprzytomnią sobie, że na początku Bóg uczynił człowieka na swój własny obraz.
                        Dlaczego wzajemnie okazujemy sobie cześć, jeśli nie ze względu na ten obraz
                        Boży, który w sobie nosimy? Bo jak mówi bogomyślny i biegły w sprawach Bożych
                        Bazyli, cześć okazywana obrazowi przechodzi na jego prototyp, a prototypem jest
                        to, czego podobiznę przedstawia obraz. Dlaczego także lud Mojżeszowy modlił się
                        dokoła namiotu, który był wyobrażeniem i figurą rzeczy niebieskich, a raczej
                        całego stworzenia? Mówił bowiem Bóg do Mojżesza: "Patrz, abyś czynił wszystko
                        według wzoru, który ci ukazałem na górze". A czyż Cherubini, ocieniający Arkę
                        Przymierza, nie byli dziełem rąk ludzkich? A przesławna Świątynia w Jerozolimie
                        czyż nie była dziełem rąk i sztuki ludzkiej?
                        Pismo święte potępia wprawdzie kult rzeżb, ale połączony ze składaniem ofiar
                        demonom. Ofiary składali poganie i Żydzi, lecz poganie demonom, a Żydzi - Bogu.
                        Ofiara pogan była Bogu niemiła i zabroniona, a sprawiedliwych mile przyjmowana.
                        "Złożył Noe ofiarę i przyjął Bóg zapach przyjemny dobrej woli" i wonność miłości
                        ku Niemu. Przeto posągi pogańskie były niemiłe Bogu i zabronione, gdyż
                        wyobrażały fałszywe bóstwa.
                        Nadto któż zdołałby odtworzyć podobieństwo Boga niewidzialnego, nie mającego
                        ciała ani przestrzennych wymiarów, ani kształtu? Szaleństwem więc i
                        blużnierstwem byłoby nadawanie określonej postaci naturze Boskiej. Toteż w
                        Starym Zakonie obrazy nie miały zastosowania. Lecz inaczej przedstawia się
                        sprawa, odkąd Bóg dzięki "głębiom zmiłowania swego" stał się dla naszego
                        zbawienia w pełni człowiekiem - nie jak niegdyś ukazał się Abrahamowi tylko w
                        kształcie człowieka i nie jak objawiał się prorokom - lecz w samej istocie
                        prawdziwie przyjął człowieczeństwo, przebywał na ziemi, obcował z ludżmi, czynił
                        cuda, zniósł mękę, został ukrzyżowany, zmartwychwstał, wstąpił do nieba. To
                        wszystko stało się w całej prawdzie na oczach ludzi i zostało spisane dla naszej
                        pamięci i dla pouczenia nas, wtedy tam nieobecnych, abyśmy nie widząc tego
                        wprawdzie, lecz słysząc o tym i wierząc w to, osiągnęli szczęśliwość Pana. Wobec
                        tego zaś, że nie wszyscy umieją czytać i nie zajmują się czytaniem, Ojcowie
                        postanowili, by te ważne zdarzenia były przedstawiane w obrazach dla
                        łatwiejszego pamiętania o nich. Często się zdarza, że chociaż w danej chwili nie
                        myślimy o Męce Pańskiej, to na widok obrazu przedstawiającego ukrzyżowanego
                        Chrystusa natychmiast wspominamy zbawczą Mękę i pokornie adorujemy - nie materię
                        obrazu, lecz to, co on przedstawia. Przecież nie oddajemy też czci materii
                        Ewangelii ani też materii krzyża, lecz temu, co one przedstawiają. Co za różnica
                        bowiem pomiędzy krzyżem, który nie ma wizerunku Pana, a takim, który go ma?
                        To samo dotyczy Matki Bożej. Cześć bowiem, jaka Jej oddajemy przechodzi na Tego,
                        który z Niej przyjął człowieczeństwo. Podobnie też bohaterskie czyny świętych
                        zagrzewają nas do męstwa, zapału w naśladowaniu ich cnoty i do oddawania chwały
                        Bogu. Jak już bowiem powiedzieliśmy, okazywanie czci najlepszym współsługom jest
                        przejawem miłości do wspólnego Pana; a znowu cześć oddawana ich obrazom dotyczy
                        osób w nich przedstawionych.
                        Jest to jednak tradycja nie pisana, podobnie jak modlitwa z twarzą zwróconą ku
                        wschodowi, adoracja krzyża i bardzo wiele innych tego rodzaju.
                        Istnieje też podanie, że to król Edessy, Abgar, posłał malarza do Pana, by
                        sporządził Jego wizerunek, a gdy malarz nie był w stanie tego dokonać z powodu
                        blasku bijącego ze świętego Oblicza, sam Pan przyłożył płaszcz do swego Boskiego
                        i ożywiającego Oblicza i pozostawił na nim Jego odbicie, a następnie przesłał je
                        oczekującemu Abgarowi.
                        Apostoł Narodów, Paweł, pisze o tym, że i Apostołowie pozostawili bardzo wiele
                        tradycji niepisanych: "A więc, bracia, stójcie mocno i strzeżcie tradycji
                        naszych, o których zostaliście pouczeni czy to ustnie, czy przez list nasz". A
                        do Koryntian pisze: "Pochwalam was, bracia, że pamiętacie o mnie we wszystkim i
                        zachowujecie tradycje, które wam przekazałem".

                        Powyższy fragment pokazuje jak już wtedy - 1300 lat temu wielka wagę
                        przywiązywano do tradycji jako zwornika wiary a jednocześnie jak mocno
                        podkreślano fakt że cześć należna jest Bogu a nie przedmiotom które same w sobie
                        są bezwartościowe.
                        Na podstawie tych tekstów możemy sobie jasno uzmysłowić jak niezmienna pozostaje
                        nauka Kościoła a jednak ciągle trzeba ją przypominać.
                        • andrzej585858 Re: Jonasz 05.10.09, 18:03
                          Dzisiejsza liturgia w swoich czytaniach przypomina nam postać Jonasza i jego
                          modlitwę w trakcie podróży we wnętrzu wieloryba. Oto jak św. Hieronim
                          interpretuje tą biblijną przypowieść.

                          "W moim utrapieniu zawołałem do Pana i mnie wysłuchał, z wnętrza otchłani
                          zawołałem i wysłuchał mój głos".

                          Nie powiedział "Wołam", ale; zawołałem, i nie błaga o przyszłość, ale dziękuje
                          za przeszłość. Wskazuje nam, że od chwili kiedy wrzucony w morze zobaczył
                          wieloryba i odczuł, że wchłania go to olbrzymie cielsko o rozwartej, straszne
                          paszczy, przypomniał sobie o Panu i zawołał z całej mocy serca, według słów
                          Apostoła: "Wzywając w sercach waszych' "Abba, Ojcze". A wody jakby ustępowały i
                          krzyk znajdował miejsce, by się przebić. I zawołał do Tego, który sam tylko zna
                          serce ludzi i mówi do Mojżesza: "Dlaczego wołasz do mnie?". A przecież Pismo nie
                          wspomina nic o poprzednim wołaniu Mojżesza. To jest to, o czym w pierwszym
                          psalmie gradualnym czytamy: "Gdy byłem w ucisku, zawołałem do Pana i wysłuchał
                          mnie". Wnętrze otchłani - za jego odpowiednik uważajmy wnętrze wieloryba, które
                          tak było olbrzymie, że przypominało otchłań. Ale lepiej jeszcze można to odnieść
                          do osoby Chrystusa, który pod imieniem Dawida śpiewa w psalmie: "Nie zostawisz
                          mej duszy w otchłani ani nie pozwolisz, by twój święty ujrzał skażenie"; on jako
                          żyjący przebywał w otchłani wolny "pośród umarłych".

                          "I rzuciłeś mnie na głębię w serce morza i nurt mnie otoczył".

                          Co się tyczy osoby Jonasza, interpretacja nie jest trudna, że mianowicie był
                          zamknięty w brzuchu wieloryba, w morskiej głębinie i zewsząd otoczony wodami.
                          W odniesieniu do Pana Zbawiciela, weżmy przykład z Psalmu 68, w którym mówi:
                          "Ugrzązłem w mule topieli i nie mam nigdzie oparcia, trafiłem na wodną głębinę i
                          nurt wody mnie porywa". O Nim też jest mowa w innym psalmie: "Ty zaś odrzuciłeś
                          i wzgardziłeś, odpędziłeś swego Pomazańca; zerwałeś przymierze ze swoim sługą,
                          znieważyłeś na ziemi jego przybytek, zburzyłeś wszystkie jego mury", i inne. W
                          porównaniu bowiem z niebiańska szczęśliwością i z tym miejscem, o którym
                          napisano: "W pokoju świętym miejsce jego", każda ziemska siedziba pełna jest
                          odmętów i pełna burz.
                          Przez serce morza oznaczona została otchłań, na określenie której w Ewangelii
                          czytamy: "W sercu ziemi". Jak serce znajduje się we wnętrzu żywej istoty, tak -
                          utrzymują - miejscem otchłani jest wnętrze ziemi.
                          Według anagogii/duchowego znaczenia/ zaś przebywanie w sercu morza oznacza, że
                          znajduje się wśród doświadczeń. A jednak chociaż znajdował się między gorzkimi
                          wodami i doświadczany był pod każdym względem prócz grzechu, nie doznał goryczy
                          tych wód, lecz otaczał go zewsząd prąd, o którym w innym miejscu czytamy:
                          "Strumień rzeki raduje miasto Boga"; gdy inni pili słoną wodę, ja pośród
                          doświadczeń spijałem najsłodsze płyny. Niech ci się to nie wyda niezbożnym,
                          jeśli Pan teraz mówi: "Rzuciłeś mnie na głębinę", w psalmie przecież powiedział:
                          "Bo prześladowali tego, kogoś Ty poraził", zgodnie z tym, co w imieniu Ojca
                          powiedziano u Zachariasza: "Uderzę pasterza, a rozproszą się owce".

                          "Wszystkie wiry twoje i fale przeszły nade mną".

                          Nie ulega wątpliwości, że nad Jonaszem przeszły wzburzone morskie fale i
                          grzmiała okrutna burza. Pytamy natomiast, w jakim znaczeniu wszystkie morskie
                          bałwany, wiry i fale Boga przesunęły się nad Zbawicielem. Doświadczeniem "Jest
                          życie człowieka na ziemi", albo jak podaje tekst hebrajski "bojowaniem", gdyż
                          tutaj wojujemy, aby gdzie indziej otrzymać wieniec. Żaden człowiek nie mógłby
                          wytrzymać wszystkich prób, oprócz tego, który we wszystkim był doświadczany na
                          nasze podobieństwo, ale bez grzechu. Dlatego w Liście do Koryntian powiedziano:
                          "Pokusa nie nawiedziła was inna niż ludzka. Wierny bowiem Bóg, który nie pozwoli
                          was kusić ponad to, co możecie. lecz wraz z pokuszeniem ześle również ratunek,
                          abyście mogli wytrzymać" A ponieważ wszelkie prześladowanie i wszystko,
                          cokolwiek się przydarza, dzieje się nie bez udziału woli Boga, dlatego mowa jest
                          o wirach Bożych i falach, które nie zmogły Jezusa, lecz przeszły ponad Nim,
                          grożąc rozbiciem okrętu, ale do niego nie doprowadzając.
                          Wszelkie zatem prześladowania oraz burze, które dręczyły ludzki rodzaj i łamały
                          wszystkie statki, rozlegały się hukiem ponad moją głową. Ja wytrzymywałem burze
                          i pokonywałem szalejące odmęty, aby inni mogli bezpieczniej pływać.

                          Trudna jest w odbiorze egzegeza Hieronima, tym bardziej że on myśli słowami
                          Pisma. Właściwie cały jego komentarz składa się z biblijnych cytatów. Komentuje
                          Biblię słowami biblijnymi, jest to niezwykłe.
                          Tym niemniej postać Jonasza jawi się nam jak antycypacja postaci Chrystusa,
                          wyrażnie to widać w całym komentarzu a ostatnie zdanie - jakby włożone w usta
                          Jonasza jednocześnie jest bardzo silnie utożsamione z Chrystusem jako
                          przewodnikiem po burzliwym morzu życia.
                          • andrzej585858 Re: Psalm 86 07.10.09, 20:27
                            Komentarz do dzisiejszego psalmu jest tym razem bardziej współczesny gdyż jego
                            autorem jest papież Jan Paweł II. Oto jak dzisiaj można odczytać ten psalm:

                            "Odczytany przed chwilą Psalm 86, który będzie przedmiotem naszej refleksji,
                            daje nam sugestywną definicję modlącego się człowieka. Przedstawia się on Bogu w
                            następujących słowach: jestem "sługą Twoim" oraz "Synem Twojej służebnicy".
                            Oczywiście, wyrażenie to może należeć do języka ceremoniału dworskiego, ale
                            posługiwano się nim również na oznaczenie służacego, adoptowanego (jako syn)
                            przez głowę rodziny lub plemienia. W tym świetle psalmista, określający się
                            również jako "pobożny", czuje się związany z Bogiem nie tylko więzią
                            posłuszeństwa, lecz również zażyłości i komunii. Dlatego też w całym jego
                            błaganiu przebijają ufne zawierzenie i nadzieja.
                            Przyjrzyjmy się teraz tej modlitwie, proponowanej nam przez liturgię Jutrzni na
                            początku dnia, który prawdopodobnie przyniesie ze sobą nie tylko prace i
                            zmęczenie, ale także niezrozumienia i trudności.

                            Psalm rozpoczyna się od gorącej prośby, jaka modlący się człowiek kieruje do
                            Boga, pokładając ufność w Jego miłości. Na końcu wyraża on ponownie przekonanie,
                            ze Pan jest "Bogiem łaski i miłosierdzia, do gniewu nieskorym, łagodnym i bardzo
                            wiernym". Te powtarzane zapewnienia o zaufaniu - wypowiadane z przekonaniem -
                            świadczą o nieskazitelnej i czystej wierze, która zdaje się na "Pana dobrego,
                            pełnego łaski dla wszystkich, którzy Go wzywają".
                            W centrum psalmu wznosi się hymn, łączący uczucia wdzięczności z wyznaniem wiary
                            w zbawcze dzieła, które Bóg objawia narodom.

                            Modlący się głosi absolutną jedyność Boga, wbrew wszelkim pokusom
                            bałwochwalczym. Następnie wyrażona zostaje odważna nadzieja, że pewnego dnia
                            "wszystkie ludy" sławić będą Boga Izraela. Ta wspaniała perspektywa znajdzie
                            swoje urzeczywistnienie w Kościele Chrystusa, ponieważ posłał On swych
                            apostołów, by nauczali "wszystkie narody". Nikt nie może ofiarować pełnego
                            wyzwolenia, poza Panem, od którego wszyscy zależą jako stworzenia i do którego
                            należy zwracać się w postawie adoracji. On bowiem objawia we wszechświecie oraz
                            w dziejach swoje wspaniałe dzieła, świadczące o Jego absolutnym panowaniu.
                            W tym momencie psalmista na chwilę staje przed Bogiem z gorącą i szczerą prośbą:
                            "Naucz mnie, Panie, Twej drogi, bym postępował według Twojej prawdy, nakłoń me
                            serce, by lękało się Twego imienia". Piękna jest ta prośba o możliwość poznania
                            woli Bozej, a także o dar "prostego serca", podobnego do serca dziecka, które
                            bez obłudy i wyrachowania powierza się w pełni Ojcu, by iść drogą życia.

                            I tak na ustach wiernego pojawia się pieśń chwały wielbiąca miłosiernego Boga,
                            który nie pozwala, by pogrążył się w rozpaczy i otchłani śmierci, zła i grzechu.
                            Psalm 86 ceniony jest przez judaizm, który włączył go do liturgii jednego z
                            najważniejszych świąt Yom Kippur, czyli dnia przebłagania. Księga Apokalipsy
                            natomiast zaczerpnęła z niego jeden wiersz, umieszczając go w chwalebnej
                            liturgii niebieskiej w obrębie "hymnu Mojżesza, sługi Bożego, oraz hymnu
                            Baranka" ; "Przyjdą wszystkie narody i padną na twarz przed Tobą". Apokalipsa
                            dodaje: .."bo ujawniły się słuszne Twoje wyroki".
                            Św. Augustyn poświęcił rozważanemu przez nas psalmowi długi i wnikliwy komentarz
                            w swoich Objaśnieniach Psalmów, przekształcający go w pieśń Chrystusa i
                            chrześcijanina. Łacińskie tłumaczenie, zgodnie z wersją grecką Septuaginty, w
                            wierszu 2 zamiast "wierny" używa słowa "święty": "Strzeż mojej duszy, bo jestem
                            święty". W rzeczywistości jedynie Chrystus jest święty. Jednakże, jak myśli św.
                            Augustyn, również i chrześcijanin może odnieść do siebie te słowa: "jestem
                            święty, ponieważ uświęciłeś mnie. Dlatego, ze otrzymałem, a nie dlatego, ze
                            miałem. Ty udzieliłeś, a nie, że ja zasłużyłem". Dlatego "każdy chrześcijanin
                            niechaj powie, co więcej, niechaj całe ciało Chrystusa powie, wola, zewsząd
                            znosząc utrapienie, przeróżne doświadczenia i niezliczone zgorszenia, niech
                            woła: "Strzeż duszy mojej, ponieważ jestem święty. Zbaw sługę twego, Boże mój,
                            nadzieję pokładającego w Tobie". Oto ów święty nie jest pyszny, ponieważ ufa w
                            Panu". Tak mówi św. Augustyn.

                            Święty chrześcijanin otwiera się na powszechność Kościoła i modli wraz z
                            psalmistą: "Przyjdą wszystkie ludy przez Ciebie stworzone i Tobie, Panie,
                            oddadzą pokłon". A oto komentarz Augustyna: "Wszystkie ludy w jednym jedno
                            stanowią, oto jest jedność. Podobnie jak Kościół i Kościoły, owe Kościoły, które
                            są Kościołem, tak ów naród, który stanowią narody. Poprzednio narody, liczne
                            narody: obecnie jeden naród. Dlaczego jeden naród? Ponieważ jedna wiara, jedna
                            nadzieja, jedna miłość, ponieważ jedno oczekiwanie. Więc dlaczego nie jeden
                            naród, skoro jedna ojczyzna? Ojczyzna jest niebieska, ojczyzną jest Jeruzalem.
                            Kto nie jest obywatelem jej, nie przynależy do tego narodu. Kto tam jest
                            obywatelem, należy do jednego narodu Boga. Naród ten od Wschodu po Zachód, od
                            Północy i od morza rozciąga się na wszystkie cztery strony świata".
                            W tym powszechnym świetle nasza modlitwa liturgiczna staje się wyznaniem chwały
                            i pieśnią uwielbienia dla Pana, w imieniu wszystkich stworzeń."

                            Tak kończy swoje rozważania polski Papież - wspaniałymi, proroczymi słowami św.
                            Augustyna o jednym narodzie i jednej ojczyżnie - niebieskim Jeruzalem.
                            • andrzej585858 Re: Psalm 96 10.10.09, 09:34
                              Pora powrócić do rozważań św. Augustyna poświęconych Psalmom, tym bardziej że
                              dzisiejszy psalm 96 jest jednym z tych, którym Doktor łaski poświęcił bardzo
                              obszerne rozważanie.
                              Przytoczę rozważania dotyczące tylko dwóch wersów dla zobrazowania tego jak
                              wiele treści niesie w sobie dzisiejszy psalm.

                              "Chmury i ciemności wokoło niego; sprawiedliwość i sąd podporą stolicy jego".
                              Dla kogo "chmury i ciemności wokół niego?" Dla kogo "sprawiedliwość i sąd
                              podporą stolicy jego"? Chmury i ciemność dla bezbożnych, którzy go
                              niezrozumieli; sprawiedliwość i sąd dla wiernych, którzy w niego uwierzyli.
                              Tamci skutkiem pychy nie widzieli, ci dzięki pokorze zasłużyli na pokierowanie.
                              Posłuchaj chmury i obłoku, i posłuchaj sprawiedliwości i sądu. Pan sam
                              powiedział: "Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie
                              widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się ślepymi". Co znaczy: "ci, którzy
                              widzą, stali się ślepymi"? Którym się zdaje, że widzą, którzy uważają siebie za
                              mądrych, którzy uważają, że im nie jest potrzebne lekarstwo, staną się ślepi,
                              nie zrozumieją. A którzy: "nie widzą, by przejrzeli?" Którzy wyznają własną
                              ślepotę, zasłużą na oświecenie. Niechaj zatem "chmury i ciemności" nastaną
                              "wokół niego" dla tych, którzy go nie poznali. A wyznającym i uniżajacym się
                              "sprawiedliwość i sąd podpory stolicy jego". Stolicą jego nazwał tych, którzy w
                              niego uwierzyli. Z nich bowiem stworzył sobie tron, ponieważ w nich przebywa
                              Mądrość. Wszak Syn Boży to Mądrość Boża. Z innego bowiem miejsca Pisma
                              usłyszeliśmy wielkie potwierdzenie takiego zrozumienia: 'Dusza sprawiedliwego,
                              stolicą mądrości". A więc, ponieważ ci stali się sprawiedliwymi, którzy w niego
                              uwierzyli; usprawiedliwieni przez wiarę, stali się tronem jego. Siedzi w nich,
                              sądząc i kierując nimi. Dlaczego? Ponieważ okazali się, że są łagodni, jak
                              zwierzęta spokojne, nie krnąbrne, nie zrzucające jarzma z karku butnego, nie
                              sprzeciwiające się batom. Stali się jego dobrymi bydlętami, uspokojonymi.
                              Zasłużyli na to, co powiedziane zostało w innym psalmie: "W sądzie kierował
                              będzie sprawiedliwością; uczył będzie łagodnych swoich dróg". Dlatego też dla
                              tych "chmury i ciemność", ponieważ nie są prawi; dla łagodnych zaś,
                              "sprawiedliwość i sąd podporą jego stolicy".

                              Ciężko dzisiejszemu człowiekowi nałożyć to jarzmo, wystawić się na baty. Poddać
                              się prawu, które nie sami ustanowiliśmy - od razu pojawia się pytanie - a muszę?
                              Przecież to ja decyduję o tym co dla mnie najlepsze, ja wiem lepiej.
                              Ale czy aby na pewno to ja decyduje?
                              • andrzej585858 Re: Link 11.10.09, 19:30
                                Dzisiaj zamiast cytatów patrologicznych - link do artykułu. Muszę przyznać że
                                trochę mnie przeraża chęć zaistnienia za wszelką cenę w mediach. Jakoś nie mogę
                                znależć innego wytłumaczenia dla tego typu rewelacji:

                                wiadomosci.onet.pl/2058242,12,bog_nie_jest_stworca__biblia_byla_zle_tlumaczona,item.html
                                Nie chciałem tworzyć nowego wątku, dlatego też tutaj umieszczam ten link.
                                • andrzej585858 Re: Psalm 19 13.10.09, 20:42
                                  Komentarz do dzisiejszego Psalmu ponownie będzie komentarzem papieża Jana Pawła
                                  II, komentarzem do niezwykle bogatego w treść psalmu:

                                  "Zajmijmy się teraz pierwszą częścią psalmu. Rozpoczyna się on wspaniałą
                                  personifikacją niebios, które w oczach świętego autora są wymownymi świadkami
                                  stwórczego dzieła Bożego. One bowiem "głoszą", "obwieszczają" wspaniałość Bożych
                                  dzieł. Również dzień i noc przedstawione są jako posłańcy, przekazujący
                                  wspaniałą wiadomość o stworzeniu. Jest to milczące świadectwo, które jednak daje
                                  się słyszeć z mocą - jakby głos rozchodzący się po całym wszechświecie.
                                  Wewnętrzne spojrzenie duszy oraz religijna intuicja, nie zatrzymujące się na
                                  tym, co powierzchowne, pozwalają człowiekowi odkryć, że świat nie jest niemy,
                                  lecz mówi o Stwórcy. Jak powiada starożytny mędrzec, "z wielkości i piękna
                                  stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Sprawcę" (Mdr 13,5). Również św.
                                  Paweł przypomina Rzymianom, że "od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty
                                  - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego
                                  dzieła".
                                  Następnie hymn opiewa słońce. Świetlista kula przedstawiona jest przez
                                  natchnionego poetę jako waleczny bohater wychodzący z oblubieńczej komnaty,
                                  gdzie spędził noc, to znaczy, wyłaniający się z czeluści mroków i rozpoczynający
                                  swą niestrudzoną drogę po niebie. Przypomina atletę nie znającego wytchnienia
                                  czy zmęczenia, a całą naszą planetę przenika jego wszechogarniające ciepło.
                                  Słońce przyrównane jest zatem do oblubieńca, do bohatera, do zawodnika, który z
                                  polecenia Bożego musi każdego dnia wykonać pewną pracę, dokonać podboju i odbyć
                                  bieg w gwiezdnych przestworzach.
                                  I oto psalmista ukazuje teraz rozpalone słońce na pełnym niebie, a całą ziemię
                                  ogarnia jego żar, powietrze zastygło w bezruchu, i żaden zakątek na horyzoncie
                                  nie może ukryć się przed jego światłem.
                                  Chrześcijańska liturgia paschalna podejmuje słoneczny obraz psalmu, by opisać
                                  triumfalne wyjście Chrystusa z ciemności grobu i Jego wejście do pełni nowego
                                  życia w zmartwychwstaniu. W liturgii bizantyjskiej z Jutrzni Wielkiej Soboty
                                  śpiewamy: "Tak jak słońce wstaje po nocy całe jaśniejące swym nowym blaskiem,
                                  podobnie i Ty, Słowo, zajaśniejesz nowym blaskiem, gdy po śmierci opuścisz swe
                                  oblubieńcze łoże". Oda pierwsza Jutrzni Wielkanocnej łączy kosmiczne objawienie
                                  z paschalnym wydarzeniem Chrystusa: "Niech raduje się niebo, a wraz z nim cieszy
                                  się ziemia, ponieważ cały wszechświat, widzialny i niewidzialny, uczestniczy w
                                  tym święcie; zmartwychwstał Chrystus, nasza wiekuista radość". A jeszcze inna
                                  Oda dodaje: "Dziś wszechświat cały, niebiosa, ziemia i otchłań, napełniony jest
                                  światłem a wszelkie stworzenie sławi juz zmartwychwstanie Chrystusa, naszą siłę
                                  i naszą radość". Wreszcie następna Oda wieńczy wszystko: "Chrystus, nasza
                                  Pascha, powstał z grobu niczym słońce sprawiedliwości, jaśniejąc nad nami
                                  wszystkimi blaskami swej miłości".
                                  Liturgia rzymska nie przyrównuje Chrystusa do słońca tak wyrażnie jak liturgia
                                  wschodnia. Opisuje jednak kosmiczne echo Jego zmartwychwstania, rozpoczynając
                                  modlitwę w poranek wielkanocny uroczystym hymnem Jutrzni: "Już wschodzi zorza
                                  poranna, Zabrzmiało niebo weselem. I ziemia śpiewa radośnie. A piekło jęczy w
                                  udręce.
                                  Jednakże chrześcijańska interpretacja psalmu nie zamazuje jego podstawowego
                                  przesłania, którym jest zachęta do odkrywania Bożego słowa obecnego w
                                  stworzeniu. Oczywiście, jak to zostanie wyrażone w drugiej części psalmu,
                                  istnieje inne, ważniejsze słowo, cenniejsze nawet niż światło - jest nim
                                  objawienie biblijne.
                                  Dla tych jednak, którzy uważnie słuchają i nie mają zaćmionego wzroku stworzenie
                                  stanowi niejako pierwsze objawienie, mające swój wymowny język, jest ono jakby
                                  drugą księgą świętą, ktorej literami są liczne stworzenia obecne we
                                  wszechświecie. Św. Jan Chryzostom twierdzi: "Milczenie niebios to głos bardziej
                                  donośny niż głos trąby; głos ten woła nie do naszych uszu, lecz do naszych oczu
                                  o wielkości Boga, który je stworzył". A św. Atanazy dodaje: "Nieboskłon dzięki
                                  swej wspaniałości, swemu pięknu i swemu porządkowi jest znakomitym kaznodzieją
                                  mówiącym o swym Sprawcy, którego wymowa napełnia wszechświat".

                                  Piękne zakończenie komentarza do Psalmu będącego hymnem pochwalnym na cześć
                                  stworzenia. Ten niemy głos niebios o którym pisze jeden z Ojców Kościoła jest
                                  tym co nas otacza.
                                  Warto czasem stanąć nawet przed drzewem i posłuchać o czym mówi wiatr zagubiony
                                  pośród liści i gałęzi.
                                  Bo on o czymś mówi.
                                  • andrzej585858 Re: Ubóstwo 19.10.09, 15:39
                                    Ciągle ostatnio słyszymy o aferach u których podłożu stoi chęć wzbogacenia się.
                                    Pieniądze przesłaniają wszelkie ideały i powodują że ludzie bardzo często tracą
                                    poczucie przyzwoitości.
                                    Sięgnąłem więc do myśli Ojców Pustyni aby zobaczyć jak oni walczyli z pokusą
                                    posiadania.
                                    Tak więc dzisiaj zamiast rozważań dotyczących Psalmów garść myśli Ojców:

                                    Abba Daniel opowiadał o abba Arseniuszu, iż pewnego razu przybył do niego jakiś
                                    urzędnik przynosząc mu testament pewnego senatora, jego krewnego, który zostawił
                                    mu bardzo wielki spadek. Abba wziął testament i chciał go porwać. Urzędnik
                                    jednak upadł mu do nóg mówiąc: "Zaklinam cię, nie rób tego, bo utną mi głowę".
                                    Abba Arseniusz rzekł mu: "Ja pierwszy umarłem niż on. On umarł niedawno, jakże
                                    więc może mnie robić spadkobiercą?" I odesłał testament nic nie biorąc.

                                    Abba Ewagriusz mówił, że był pewien brat, który nie miał żadnego wyposażenia
                                    oprócz Ewangelii, a i tę sprzedał na żywność dla ubogich mówiąc te godne pamięci
                                    słowa: "Sprzedałem to właśnie słowo, które nakazuje: Sprzedaj wszystko i daj
                                    ubogim".

                                    Abba Kasjan opowiadał, iż pewien człowiek o imieniu Synklekytus wyrzekł się
                                    świata, lecz dzieląc swój mająrek między ubogich zostawił sobie trochę na własny
                                    użytek, nie chcąc całkowicie przyjąć pokory płynącej z wyrzeczenia się
                                    wszystkiego ani doskonalego wypełniania reguły życia monastycznego. Święty
                                    Bazyli to mu powiedział: "I senatorem przestałeś już być, i mnichem się nie stałeś".

                                    Prosił ktoś starca, aby przyjął pieniądze na swe przyszłe potrzeby. Ten nie
                                    chciał, twierdząc, że zaradzi im pracą swych rąk. A ponieważ wytrwale zaklinał
                                    go, by wziął dla tych, którzy potrzebuj.ą, starzec odrzekł: "Narażę się na
                                    podwójny zarzut: że wziąłem nie potrzebując i że szukam chwały rozdając cudze
                                    mienie".

                                    Przybył do Sketis pewien cudzoziemski dygnitarz, przynosząc złoto. Prosił
                                    starszego eremu, aby rozdał braciom. Ten odrzekł mu: "Bracia nie potrzebują". A
                                    ponieważ bardzo się upierał i nie dawał spokoju, położył koszyk z pieniędzmi
                                    przy wejściu do kościoła, a starszy ogłosił, że kto potrzebuje, niech weżmie.
                                    Nikt nie tknął, a niektórzy nawet nie spojrzeli. Starzec rzekł mu: "Bóg przyjął
                                    twoją ofiarę. Idż i daj to ubogim". Odszedł on bardzo zbudowany.

                                    Dobrze jest przeczytać choć kilka tych opowieści i poczuć że byli nadal są
                                    ludzie dla których posiadanie nie jest celem w życiu.
                                    • andrzej585858 Re: Psalm 24 24.10.09, 12:46
                                      "Psalm opowiadający o wsławieniu i zmartwychwstaniu Pana, które dokonało się
                                      pierwszego dnia szabatu rankiem, a dzień ten obecnie zwie się dniem Pańskim.
                                      "Pańska jest ziemia i co ją napełnia, okręg ziemi i wszyscy, którzy na nim
                                      mieszkają". Kiedy przez wiarę wszystkich ludów ogłasza się uwielbienie Pana, a
                                      cały świat staje się jego Kościołem. "On sam osadził go nad wodami". On bardzo
                                      mocno osadził go nad wszelkimi odmianami tego świata, ażeby mu nie szkodziły,
                                      lecz by on ponad nimi władał. "A ponad rekami go przysposobił". Rzeki spływają
                                      do morza, a ludzie pożądliwi giną w tym świecie. Nad nimi także panuje Kościół,
                                      który dzięki łasce Bożej zwyciężywszy pożądliwości doczesne, gotów jest przez
                                      miłość otrzymać nieśmiertelność.

                                      "Kto wstąpi na górę Pańska?" Kto osiągnie najwyższą sprawiedliwość Pana? "Albo
                                      kto stanie na jego świętym miejscu?" Albo kto wytrwa na tym miejscu, na które
                                      dostał się, miejscu przygotowanym ponad wodami i ponad rzekami?

                                      "Człowiek rąk nieskalanych i serca czystego". Otóż kto tam wstąpi i pozostanie,
                                      jeśli nie tylko człowiek nieskalanych rąk w postępowaniu oraz czysty w myślach?
                                      "Który nie na próżno duszę swą otrzymał". Który nie nastawiał swojej duszy na
                                      rzeczy nietrwałe, ale wiedząc, że jest ona nieśmiertelna, pragnął wieczności
                                      trwałej i nieodmiennej. "I nie przysięgał bliżniemu podstępnie". Tak jak proste
                                      i niezwodnicze są rzeczy wieczne, takim był w postępowaniu bez podstępu ze swoim
                                      bliżnim.
                                      "Ten otrzyma błogosławieństwo od Pana i miłosierdzie od Boga, Zbawiciela swego".

                                      "Takie jest pokolenie tych, co go szukają". W taki bowiem sposób rodzą się ci,
                                      którzy go szukają. "Co szukają oblicza Boga Jakuba". Szukają zaś oblicza Boga,
                                      który temu, co urodził się póżniej, dał prawo pierworództwa.

                                      "Książęta wasi, usuńcie bramy". Wszyscy ubiegający się o panowanie nad ludżmi
                                      usuńcie, aby nie utrudniało dostępu to, co wprowadziliście; pożądanie i strach.
                                      "I podnieście się bramy wieczne". Podnieście przystęp do życia wiecznego przez
                                      pogardę dla świata i zwrócenie się do Boga. "I wnijdżie król chwały". I wnijdzie
                                      Król, w którym bez cienia pychy chlubić się będziemy. On to burząc bramy
                                      śmiertelności, a otworzywszy bramy niebieskie, spełnił to, co napisano:
                                      "Radujcie się, jam zwyciężył świat".

                                      "Któż jest tym królem chwały?" Lęk czuje zdziwiona śmiertelna natura i pyta:
                                      "Któż jest tym królem chwały?" "Pan mocny i potężny", którego ty uważałeś za
                                      słabego i uciśnionego. "Pan potężny w boju". Dotknij blizn, a przekonasz się, iż
                                      są zaleczone, a niemoc ludzka została przywrócona nieśmiertelności. Spłacony
                                      został dług należny ziemi, gdzie ze śmiercią walczyło uwielbienie Pana.

                                      "Książęta wasi, usuńcie bramy". Już wstępuje się do nieba. Niechaj znowu zabrzmi
                                      trąba prorocka: Usuńcie również i niebiescy książęta bramy, jakie stoją w
                                      umysłach ludzi, którzy cześć oddają wojsku niebieskiemu. "I podnieście się bramy
                                      wieczne". Podnieście się bramy wiecznej sprawiedliwości, miłości i czystości,
                                      dzięki czemu dusza kocha jednego, prawdziwego Boga, a nie cudzołoży przed
                                      wieloma noszącymi nazwę bogów. "I wnijdzie król chwały". I wnijdzie król chwały,
                                      aby po prawicy Ojca wstawiać się za nami.

                                      "Któż jest tym królem chwały?" Cóż także i ty książę mocy powietrznych dziwisz
                                      się i pytasz: "Któż jest tym królem chwały?" "Pan mocny i potężny, on jest
                                      królem chwały". A po ożywieniu ciała wznosi się ponad ciebie ten, który był
                                      kuszony. Ponad wszystkich aniołów zmierza, kuszony przez anioła, owego
                                      przeniewiercę. Niechaj nikt z was nie zawadza i nie stoi na naszej drodze, ażeby
                                      oddawać mu cześć jako Bogu. Ani potęgi, ani aniołowie, ani moc nie odłączy nas
                                      od miłości Chrystusowej. Lepiej jest pokładać ufność w Panu, niż w książęciu.
                                      Kto się chlubi, niech się w Panu chlubi. Podczas porządkowania tego świata biorą
                                      wprawdzie udział te oto moce, ale "Pan mocny, on jest królem chwały".

                                      Dzisiejszy psalm jest właśnie hymnem uwielbienia. Komentarz św. Augustyna do
                                      psalmu jest potężną, eschatologiczną wizją dziejów świata, od upadku do
                                      zmartwychwstania i zjednoczenia.
                                      • andrzej585858 Re: Psalm 19 wiersz 2 28.10.09, 14:23
                                        Dzisiejszy Psalm jest tak bogaty w treść, że dzisiaj zacytuję rozważanie św.
                                        Augustyna poświęcone tylko jednemu wierszowi z tego psalmu.

                                        "A dzieła rąk jego obwieszcza firmament". Wyrażenie "chwałę Boga" zostało tu
                                        powtórzone słowami: "Dzieła rąk jego". Które dzieła rąk jego? Nie można rozumieć
                                        tak, jak to sądzą niektórzy, że Bóg stworzył wszystko swoim Słowem, a człowieka
                                        ulepił swoimi rękami, jako doskonalszego niż wszystko inne. Nie w taki sposób
                                        należy sądzić; jest to bowiem zdanie mniej słuszne i mało przemyślane, albowiem
                                        wszystko stworzył Słowem. Chociaż bowiem opisane zostały różne dzieła Boże,
                                        wśród których stworzył człowieka na swoje wyobrażenie, to jednak "wszystko przez
                                        Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało". Co zaś dotyczy rąk Boga, to
                                        również o niebiosach powiedziano: "A dziełem rąk twoich są niebiosa". Ażebyś nie
                                        sądził, że i tu niebem określił świętych, czytamy: "one przeminą, ty zaś
                                        pozostaniesz". Zatem nie tylko ludzi, ale i niebiosa, które zginą, Bóg uczynił
                                        rękami swymi, zgodnie z powiedzeniem: "dziełem rąk twoich są niebiosa". O ziemi
                                        również to samo czytamy: "Morze jest jego własnością: bo on sam je stworzył, i
                                        ląd stały ukształtowany jego rękoma". Jeśli zatem rękami niebiosa i ziemia, to
                                        nie tylko człowieka uczynił rękami. A skoro niebiosa słowem i ziemię słowem, to
                                        i człowieka stworzył również słowem. Co słowem, to również rękami, i to, co
                                        rękami, to również słowem. Albowiem postać Boga nie da się wyodrębnić wedle
                                        członków ludzkich, bo on wszędzie jest cały i nie przebywa w żadnym miejscu.
                                        Zatem to, co stworzył słowem, uczynił mądrością, a co wykonał rękoma, to dokonał
                                        mocą. Chrystus zaś jest Mocą Bożą i Mądrością Bożą. Przez niego wszystko się
                                        stało, a bez niego nic się nie stało. Niebiosa opowiadały, opowiadają i
                                        opowiadać będą chwałę Boga. Opowiadać będą chwałę Bożą, powiadam, czyli święci,
                                        oderwani od ziemi, niosąc Boga, piorunujący przykazaniami, mądrością błyskający
                                        - głosić będą tę chwałę Bożą, dzięki której niegodni zostaliśmy zbawieni.
                                        Niegodność taką, czyli przez co nie byliśmy godni, uznał młodszy syn, zmuszony
                                        ubóstwem. Uznał - powiadam - ową niegodność młodszy syn błąkając się z dala od
                                        ojca, czciciel demonów, niczym pasterz wieprzy. Uznał chwałę Bożą dopiero
                                        przyciśnięty biedą. A ponieważ przez ową chwałę Bożą zostaliśmy stworzeni tym,
                                        czego nie byliśmy godni, odezwał się do swojego ojca: "Nie jestem godzien zwać
                                        się synem twoim". Nieszczęsny, pokornie błaga o szczęście, i okazuje się godnym
                                        tego, czego wydaje się być niegodnym. Taką "chwałę Boga niebiosa głoszą, a
                                        dzieła rąk jego obwieszcza firmament". Niebo - firmament, to mężne serce, serce
                                        niebojażliwe. Zostało to ogłoszone wśród bezbożnych, wśród sprzeciwiających się
                                        Bogu, pośród miłośników tego świata i prześladowców sprawiedliwych. Wśród gróżb
                                        tego świata zostało to ogłoszone. Ale cóż może uczynić grożny świat, skoro
                                        firmament to obwieszczał? "Obwieszcza firmament". Co? "Dzieła rąk jego". Jakież
                                        to są dzieła rąk jego? Owa chwała Boża, dzięki której zostaliśmy zbawienie,
                                        dzięki której zostaliśmy stworzeni pośród dobrych dzieł. Jego bowiem tworem
                                        jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie wśród dobrych dzieł. Skoro jesteśmy, to
                                        nie tylko ludżmi, ale także sprawiedliwymi, on nas stworzył, a nie my sami
                                        zaistnieliśmy.

                                        Jesteśmy nie tylko ludżmi, ale także sprawiedliwymi. Muszę przyznać że dopiero
                                        teraz uderzyły we mnie te słowa.
                                        Warto nad nimi zastanowić się.
                                        • andrzej585858 Re: Litania błagalna na dzień Wszystkich Świętych 01.11.09, 12:11
                                          W dniu dzisiejszym chciałbym zamiast komentarza do Psalmu przekazać choć
                                          fragment z dzieła ormiańskiego mnicha, katolikosa - przywódcy Ormian żyjącego w
                                          12 wieku Nersesa Sznorhali zwanego "Wdzięcznym" ktory to przydomek zawdzięczał
                                          stylowi swojej poezji.
                                          Stworzył on religijny poemat zawierający ponad 4000 wersów zatytułowany
                                          "Lamentacje w romansie" jednak bardziej znany od początkowych słów jako "Jezus,
                                          Jedyny Syn Ojca".
                                          Fragment tego dzieła znany jako Litania na dzień Wszystkich Świętych znajduje
                                          się w linku podanym niżej.
                                          Jest to tylko fragment gdyż sama litania jest o wiele dłuższa, ale i ten
                                          fragment pozwala nam wczuć się w niezwykłe piękno poezji ormiańskiej.

                                          liturgia.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1162153585&dzi=1115658833
                                          • andrzej585858 Re: Cesarz nie jest Bogiem 03.11.09, 21:32
                                            Dzisiaj zamiast rozważania poswięconego Psalmom chciałbym przedstawić fragment
                                            dzieła biskupa Antiochii zyjącego w II wieku Teofila z Antiochii.
                                            Poruszył on problem stosunku poddanego do władcy czyli to o czym wladza czasem
                                            zapomina - czy może zmusić obywatela do wszystkiego, nawet gdy jest to sprzeczne
                                            z jego przekonaniami i prawem boskim.

                                            "Będę tedy bardziej czcił cedarza, nie modląc się do niego, lecz za niego modły
                                            wznosząc. Modlę się natomiast jedynie do rzeczywistego i prawdziwego Boga, gdyż
                                            wiem, że cesarz dzięki Niemu stał się cesarzem. Zatem zapytasz mnie: "Dlaczego
                                            nie modlisz się do cesarza?" Otóż dlatego, że nie został on stworzony, by się do
                                            niego modlono, lecz by go szanowano oddawaniem mu zwyczajem uświęconej czci. Nie
                                            jest on przecież Bogiem, lecz czlowiekiem powolanym nie po to, żeby się do niego
                                            modlono, lecz zeby podejmował sprawiedliwe decyzje, gdyż jemu zostalo niejako
                                            namiestnictwo powierzone. Tak samo bowiem jak cesarz nie chce, aby podległych mu
                                            urzędników zwano "cesarzami", ponieważ tytuł cesarza jest jego właściwym
                                            imieniem i nikt inny nie ma prawa w taki sposób się nazywać, tak też do jednego
                                            tylko Boga należy się modlić. Tak więc, człowieku, jesteś w wielkim błędzie!
                                            Oddawaj cześć cesarzowi okazując mu przychylność, będąc mu podległym i modląc
                                            się za niego. Postępując tak spełniasz wolę Boga. Mówi bowiem prawo Boże: "Czcij
                                            Boga i króla, synu mój, i nie bądż żadnemu z nich nieposłuszny, bo rychło
                                            pomszczą swoich wrogów" - Prz 24,21-22."

                                            Żadna władza nie może żądać dla siebie tego co jest jej nienależne. Tak jak
                                            cesarze rzymscy nie mogli żądać aby oddawano im cześć boską, tak samo nie może
                                            żadna grupa uzurpować sobie prawa do władzy absolutnej i narzucania swojej
                                            wykładni tego co jest dobre dla społeczeństwa.
                                            • andrzej585858 Re: Psalm 145 - Kochaj Stwórcę 08.11.09, 12:28
                                              W dzisiejszym psalmie jako refren powtarzamy słowa "Chwal, duszo moja Pana" i
                                              tym słowom poświęca swoje rozważanie św. Augustyn:

                                              "Któż to zatem, jak juz pytałem, powiada: "Chwal, duszo moja, Pana?" Nie jest to
                                              ciało. Bo nawet ciało anielskie jest niższe od duszy, nie może zatem dawać duszy
                                              rady. Nieszczęsna to dusza, jeżeli od ciała oczekuje rady. Ciało posłuszne, jak
                                              należy, jest sługą duszy. Ona rządzi, ono jest rządzone; ona rozkazuje, ono
                                              służy. Kiedyż to ciało może dać taką radę duszy? Kto to zatem mówi: "Chwal,
                                              duszo moja, pana?" Nic innego w człowieku nie znajdujemy poza ciałem i duszą.
                                              Cały czlowiek to duch i ciało. A może to sama dusza mówi do siebie i niejako
                                              sobie rozkazuje, siebie zachęca i upomina? Miotały bowiem nią w niej samej
                                              jakieś niepokoje. Z innej natomiast strony, którą nazywają umysłem rozumnym,
                                              tym, którym dochodzi do mądrości, tkwiąc w Bogu i wzdychając ku Niemu,
                                              dostrzega, iz pewne niższe jej części zostają niepokojone poruszeniami
                                              światowymi, jakąś żadżą pragnień ziemskich ciągnących ją w dół, a wewnętrznie
                                              oddalających się od Boga. Przywołuje siebie od rzeczy zewnętrznych do wnętrza,
                                              od nizszych ku wyzszym i powiada: "Chwal, duszo moja, Pana". Cóż ci sie podoba
                                              na świecie? W którąkolwiek stronę zwrócisz się zmysłami ciała, staje przed
                                              niebo, staje przez tobą ziemia. To, co na ziemi miłujesz, jest ziemią; to, co
                                              miłujesz na niebie jest cielesne. Wszystko kochasz i wszystko chwalisz: jakze
                                              trzeba wychwalać Tego, który stworzył to, co chwalisz? Już zbyt długo żyłaś
                                              będąc zajętą i szarpaną różnorodnością pożądań, zawsze niespokojna, nigdy nie
                                              bezpieczna. Zbierz się w sobie, i szukaj Sprawcy tego wszystkiego, co się
                                              zewnętrznie podobało. Nic nie ma lepszego na ziemie na przykład niż to, czy
                                              tamto: złoto, srebro, zwierzęta, drzewa, przyjemności, myśl o całej ziemi. Cóż
                                              na niebie piękniejszego od słońca, księżyca, gwiazd? Pomyśl o wszystkim co na
                                              niebie. To wszystko razem jest bardzo dobre, gdyż Bóg stworzył wszystko bardzo
                                              dobre. Zewsząd dochodzi cię piękno dzieła, które ci mówi o Stwórcy. Podziwiasz
                                              budowlę, podziwiaj Budowniczego. Nie zajmuj się tym, co zostało zrobione, żebyś
                                              stracił z oczu tego, który to uczynił. To wszystko bowiem, czym się zajmujesz,
                                              podstawił pod tobą, gdyż pod sobą uczynię ciebie. Jeżeli utkwisz je w czymś
                                              wyższym podepczesz nizsze, a jeżeli odstąpisz od wyzszych, tamte przemienią ci
                                              się w udrękę. Tak to bowiem, moi bracia, zostało stworzone. Człowiek otrzymał
                                              ciało niejako na posługę, natomiast Boga mając jako Pana, ciało jako sługę,
                                              Stwórcę ponad sobą, a pod sobą to, co w zalezności od Boga zostało stworzone,
                                              niejako pośrodku mając postawioną duszę rozumną, otrzymał prawo, trzymać się
                                              wyzszego, a rządzić niższym. Nie może zaś rządzić niższym, o ile nie będzie
                                              kierowany przez wyższego. Jest zatem pociągany przez to, co jest nizsze, porzuca
                                              lepszego. Nie może rządzić, czym rządził, gdyż nie chciał być kierowanym przez
                                              Tego, który nim rządził. Zatem obecnie niechaj powróci, niechaj chwali. To sama
                                              dusza udziela sobie rady przez pośrednictwo umysłu rozumnego, skąd zrozumiała
                                              stałą radę w wieczności swojego Stwórcy. Wyczytała tam, że ma się czego bać,
                                              wychwalać, miłować, pożądać i pragnąć. Jeszcze tego nie ma, jeszcze nie pojmuje.
                                              Tak jakby ją objęła jakaś błyskawica, nie jest w stanie wytrwać przy tym.
                                              Dlatego zbiera siły i powiada: "Chwal, duszo moja, Pana".

                                              Tak pisał Augustyn w mieście które niedługo będzie oblężone i zdobyte przez
                                              Wandalów, wokół szerzącej się trwogi i niepewności jutra. Kiedy to właśnie
                                              umysły zajęte doczesnością nie mają czasu na słuchanie drgnień duszy. Wtedy to
                                              woła Augustyn - "Chwal, duszo moja ,Pana" - gdyż masz za co chwalić, gdyż jesteś
                                              i nawet trudy życia nie mogą ci przesłonić piękna tego daru.
                                              • andrzej585858 Nieomylność 14.11.09, 14:35
                                                Dawno mnie tutaj nie było i trochę zaniedbałem swój wątek. Pora więc na dalsze
                                                testy. Tym razem chciałbym podać kilka cytatów zarówno z pism Ojców Kościoła jak
                                                i dokumentów soborowych dotyczących tego co potocznie nazywamy nieomylnością
                                                papieską.
                                                Jednym z pierwszych dokumentów poświadczających wiodącą rolę biskupa Rzymu w
                                                kwestiach doktrynalnych jest list biskupów zgromadzonych na synodzie w Sardyce
                                                którzy tak oto piszą do papieża Juliusza I:

                                                "Wydaje się rzeczą dobrą i najbardziej wskazaną, aby ze wszystkich prowincji
                                                kapłani zwracali się do głowy (Kościoła), tj. do Stolicy Apostoła Piotra."

                                                Podobnie papież Innocenty I zatwierdzając uchwały synodów lokalnych w prowincji
                                                afrykańskiej przypomina tradycyjną naukę o prerogatywach Stolicy Piotrowej tak
                                                oto pisząc w 417 roku:

                                                "..Wierni przykładom starej tradycji... zwróciliście się do nas (zapytując) o
                                                zdanie i tym samym umocniliście w słuszny sposób... potęgę naszej religii.
                                                Potwierdziliście, iż nalezy się odwołać do naszego sądu, wiedząc, co się należy
                                                Stolicy Apostolskiej, wszyscy bowiem, którzy ją zajmują, starają się iść za
                                                Apostołem, od którego powstało samo biskupstwo i wszelka jego powaga."

                                                Treść tego listu znalazła swoje odbicie w kazaniach św. Augustyna który w
                                                kazaniu 131 wypowiedział swoje słynne zdanie:

                                                "Roma locuta, causa finita est" - Rzym się wypowiedział, sprawa jest zakończona.

                                                Podobne stanowisko zajął III Sobór powszechny w Efezie w 431 roku:

                                                "Nikt nie wątpi i całemu światu jest znane, że święty i błogosławiony Piotr,
                                                głowa i książę Apostołów, filar wiary i fundament Kościoła katolickiego,
                                                otrzymał od Pana naszego Jezusa Chrystusa, Zbawcy rodu ludzkiego i Odkupiciela,
                                                klucze królestwa oraz władzę odpuszczania i zatrzymywania grzechów. On to
                                                (Piotr) aż do tej chwili i na zawsze w osobach swoich następców żyje i sprawuje
                                                władzę sądzenia".

                                                Są to wypowiedzi z okresu niepodzielonego Kościoła, okresu w którym kształtowała
                                                się doktryna i prawdy wiary dopiero przyoblekały się w dogmatyczne sformułowania
                                                a i wtedy zwracano się w kwestiach doktrynalnych do papieży uznając w nich
                                                sukcesorów św. Piotra. Przekonanie to znalazło w pełni wyraz w uchwałach
                                                Vaticanum I kiedy to w Konstytucji "Pastor aeternus" sformułowany został dogmat
                                                o nieomylności papieskiej:

                                                "Tak więc nigdy nie ustający charyzmat prawdy i wiary został udzielony Piotrowi
                                                i jego następcom na tej Stolicy po to, aby sprawowali swój wzniosły urząd dla
                                                zbawienia wszystkich; aby cała owczarnia Chrystusowa zawrócona przez nich od
                                                zatrutego błędem pokarmu, karmiona była strawą niebiańskiej nauki, aby usunąć
                                                okazję do schizmy i cały Kościół zachować w jedności tak, by wsparty na swoim
                                                fundamencie trwał silny przeciwko mocom piekieł.
                                                Ale ponieważ w tej epoce, potrzebującej najbardziej zbawczej skuteczności
                                                Apostolskiego urzędu, znajduje się wielu ludzi uwłaczających jego powadze,
                                                przeto uważamy za rzecz bezwzględnie konieczną uroczyście określić prerogatywy,
                                                które Jednorodzony Syn Boga zechciał złączyć z najwyższym pasterskim urzędem.
                                                Dlatego trzymając się wiernie Tradycji otrzymanej od początku wiary
                                                chrześcijańskiej, ku chwale Boga, Zbawiciela naszego, ku podwyższeniu religii
                                                katolickiej i zbawienia chrześcijańskich narodów, za zgodą świętego Soboru
                                                nauczamy i definiujemy jako dogmat objawiony przez Boga, że Biskup Rzymski, gdy
                                                mówi ex cathedra - tzn. gdy sprawując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich
                                                wiernych, swą najwyzszą apostolską władzą określa zobowiązującą cały Kościół
                                                naukę w sprawach wiary i moralności - dzięki opiece Bożej przyrzeczonej mu w
                                                osobie św. Piotra Apostoła posiada tę nieomylność, jaką Boski Zbawiciel chciał
                                                wyposażyć swój Kościół w definiowaniu nauki wiary i moralności. Toteż takie
                                                definicje są niezmienne same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła."

                                                W związku z podnoszącymi się po ogłoszeniu tego dogmatu zarzutami o przejęcie
                                                przez papieża roli wręcz politycznego przywódcy podnoszonymi nawet przez rządy
                                                czego wyrazem był okólnik kanclerza Niemiec Bismarcka biskupi niemieccy wydali
                                                oświadczenie które zyskało statut wyznacznika nauki Kościoła w kwestii prymatu i
                                                nieomylności papieskiej.
                                                W oświadczeniu tym wydanym w 1875r. biskupi tak piszą m.in. :

                                                "Przede wszystkim zakres, na który rozciąga się kościelna władza papieska, jest
                                                całkowicie różny od zakresu władzy monarchy świeckiego; nigdzie też katolicy nie
                                                zaprzeczają pełnej suwerenności władcy świeckiego w dziedzinie państwowej.
                                                Pominąwszy jednak nawet tę sprawę, nie można stosować do papieża pojęcia
                                                monarchy absolutnego nawet odnośnie do praw kościelnych gdyż podlega on prawu
                                                Bożemu i zarządzeniom, które Chrystus dał swojemu Kościołowi jako jego Boski
                                                założyciel, w przeciwieństwie do prawodawcy świeckiego, mogącego zmienić
                                                konstytucję państwową. Ustrój Kościoła opiera się we wszystkich swoich istotnych
                                                punktach na ustanowieniu Bożym i nie podlega ludzkiej samowoli.

                                                Co się tyczy twierdzenia, ze przez postanowienia watykańskie biskupi stali się
                                                urzędnikami papieskimi nie ponoszącymi żadnej odpowiedzialności, to możemy je
                                                tylko z całą stanowczością odrzucić. Naprawdę Kościół katolicki nie przyjmuje
                                                niemoralnej i despotycznej zasady, że rozkaz przełożonego bezwarunkowo uwalnia
                                                od osobistej odpowiedzialności.
                                                Pogląd wreszcie, że papież stał się "mocą swojej nieomylności władcą całkowicie
                                                absolutnym", opiera się na zupełnie błędnym zrozumieniu dogmatu o nieomylności
                                                papieskiej. Jak to Sobór Watykański w jasnych i wyrażnych słowach zaznaczył i
                                                jak wynika z samej istoty rzeczy, nieomylność ta jest jedynie przymiotem
                                                najwyższego papieskiego Urzędu Nauczycielskiego. Ten zaś posiada taki sam
                                                przedmiot, jak nieomylny Urząd Nauczycielski Kościoła w ogóle i jest związany
                                                nauką Pisma św. i Tradycji, jak również dotychczasowymi doktrynalnymi
                                                rozstrzygnięciami Urzędu Nauczycielskiego Kościoła."

                                                Są to bardzo ważne teksty, z jednej strony podkreślają nieprzerwaną ciągłość
                                                nauczania biskupów Rzymu i autorytet związany z stolicą Piotrową i jednocześnie
                                                pozwalają na uchwycenie różnicy w zwykłym nauczaniu a tym które jest związaną z
                                                Urzędem Nauczycielskim.
                                                Dwa aspekty są tutaj bardzo ważne - nic nie zwalnia nikogo nawet biskupa od
                                                osobistej odpowiedzialności za swoje postępowanie oraz fakt że ostatecznie
                                                wszyscy łącznie z papieżem podlegamy jednemu, niezmiennemu prawu które nie
                                                podlega "ludzkiej samowoli".
                                                Chyba z tej samowoli właśnie wynikają żądania aby Kościół zmienił swoje nauczanie.
                                                • andrzej585858 Re: Wspomnienie św. Klemensa papieża 23.11.09, 19:37
                                                  W dniu dzisiejszym Kościół wspomina św. Klemensa Rzymskiego - czwartego po św.
                                                  Piotrze oraz św. Linusie i Klecie papieżu. Niewiele wiemy o jego życiu -
                                                  tradycja przekazała ze został wygnany na teren dzisiejszego Krymu gdzie głosił
                                                  Ewangelię wśród niewolnikow pracujacych w kopalniach za co został skazany na
                                                  śmierć i utopiony z przywiązaną do szyi kotwicą.
                                                  Relikwie papieża św, Klemensa miał odnależć w 868 r. św. Cyryl i przewieżć je
                                                  do Rzymu. Jest on patronem narodów słowiańskich.
                                                  Tradycja przypisuje mu autorstwo listu do Koryntian - wspaniałego świadectwa
                                                  wiary pierwotnego Kościoła.
                                                  Oto fragmenty tego listu pochodzącego z końca I wieku:

                                                  "Bądżcie przekonani, najmilsi, że przyganiając wam nie przestajemy baczyć
                                                  również na nas samych; wszak wszyscy na jednej arenie życia jednakową walkę ze
                                                  złem toczyć musimy. Wszyscy musimy skończyć ze spieraniem się o bezwartościowe
                                                  drobiazgi, a nawrócić raczej do wspaniałych i czcigodnych tradycji naszego
                                                  Zakonu, ubiegając się o to, co piękne, cenne i miłe w oczach Stwórcy naszego.
                                                  Przywiedżmy sobie na pamięć krew Chrystusa, tak drogą Jego Bogu i Ojcu, tę krew,
                                                  która przelana dla naszego zbawienia przyniosła całemu światu łaskę pokuty. Jak
                                                  daleko sięgniemy myślą wstecz, stwierdzimy, że po wszystkie wieki, z pokolenia
                                                  na pokolenie Pan dawał możność pokutowania każdemu, kto tylko szczerze pragnął
                                                  się nawrócić. Noe wzywał do pokuty i ocaleli ci, którzy go posłuchali. Jonasz
                                                  groził zagładą Niniwitom, ale gdy zaczęli pokutować za swe grzechy, zdołali
                                                  błaganiem przejednać Boga i dostąpić zbawienia, mimo że w oczach Bożych byli
                                                  przecież obcym narodem.

                                                  Pokutę głosili także słudzy łaski Bożej natchnieni przez Ducha Świętego. O
                                                  pokucie mówił wreszcie wprost sam Stwórca wszechrzeczy, przysięgając: "Albowiem
                                                  żywię ja, mówi Pan, nie chcę śmierci grzesznika, lecz pokuty jego". "A chociażby
                                                  grzechy wasze były jako karmazyn, rozjaśnię je niby śnieg, i chociażby były jako
                                                  szkarłat, wybielę je niby wełnę; jeśli zechcecie posłuchać mię, pożywać
                                                  będziecie z dóbr ziemi, jeśli zaś nie zechcecie, miecz was pozżre". Oto co
                                                  głosiły usta Pańskie: wszystkim użycza On w miłosierdziu swym możliwości
                                                  pokutowania i tak podnosi ich na duchu wszechmocną wolą swoją.

                                                  Bądżmy tedy i my również posłuszni owej wspanialej woli Jego; z pokorą błagajmy
                                                  Go o zmiłowanie i łaskę, a ufając w Jego miłosierdzie przestańmy uganiać się za
                                                  marnościami tego świata, skończmy z kłótniami i z zawiścią ku śmierci wiodącą,
                                                  bierzmy natomiast przykład z tych, którzy w sposób doskonały służyli majestatowi
                                                  chwały Jego...

                                                  Chrystus nalezy do pokornych duchem, a nie do tych, którzy wynoszą się ponad
                                                  trzodę Jego. Wszakże On sam, choć berłem był Majestatu Bożego i Panem, który moc
                                                  posiadał, nie przyszedł w chełpliwej ani pysznej okazałości, lecz w pokorze ducha."

                                                  W ten sposób pouczał o pokorze i potrzebie pokuty Koryntian papież Klemens. Czy
                                                  te słowa straciły po 2 tysiącach lat swoja aktualność?
                                                  Na pewno nie 0 warto więc sięgnąć do pełnego tekstu Listu św. Klemensa papieża
                                                  do Koryntian aby w przeddzień Adwentu wsłuchać się w głos z oddali.
                                                  • andrzej585858 Re: Z "Wyznań" 25.11.09, 19:31
                                                    Ostatnio często przeglądam a właściwie poczytuję "Wyznania" św. Augustyna.
                                                    Kiedyś przeczytałem je tak jak powinno się czytać czyli "od deski do deski".
                                                    Teraz natomiast właśnie poczytuje sobie i muszę przyznać że ciągle odnajduję
                                                    ciekawe fragmenty, na które spoglądam teraz w inny sposób niż podczas
                                                    systematycznej lektury. Wtedy czasem jakoś umykają niektóre fragmenty.
                                                    W ten sposób odkryłem ciekawy fragment z XII księgi "Wyznań" oto on:

                                                    "Kiedy więc słyszę, jak ludzie mówią: "Mojżesz miał to na myśli" albo: "Nie,
                                                    Mojżesz miał na myśli tamto", sądzę że tak trzeba w duchu pobożności
                                                    odpowiedzieć: "Czemu nie miałby na myśli i tego i tamtego, skoro obie opinie są
                                                    prawdziwe?" A jeśliby ktoś dostrzegł w jego słowach jeszcze trzecie albo i
                                                    czwarte znaczenie, albo jakąkolwiek liczbę znaczeń, czemuż nie mielibyśmy
                                                    przyjąć, że wszystkie te znaczenia dostrzegał Mojżesz, przez którego Bóg jedyny
                                                    dostosował Pismo Święte do umysłów wielu ludzi, aby wszyscy w nim widzieli
                                                    prawdy, lecz nie wszyscy te same prawdy w poszczególnych miejscach? Co do mnie,
                                                    oświadczam z całą szczerością i stanowczością, że gdyby mnie powołano do
                                                    napisania tekstu wyposażonego w najwyższą powagę, wolałbym tak go ująć, żeby w
                                                    moich słowach rozbrzmiewały echem wszystkie prawdy, jakie by ktokolwiek w
                                                    omawianym zagadnieniu mógł dostrzec, niż bym miał tak wyrażnie narzucać jakąś
                                                    jedną prawdę, że to wykluczyłoby wszelkie inne interpretacje, choćby nie
                                                    zawierały żadnego fałszu, od którego trzeba by się odciąć. Nie będę, o Boże mój,
                                                    wątpił lekkomyślnie, że na taki dar zasłużył sobie Mojżesz u Ciebie. Kiedy,
                                                    zapisywał owe słowa, uświadamiał sobie i przemyśliwał wszystkie prawdy, jakie w
                                                    nich my zdołaliśmy odnależć, a także te, których odnależć jeszcze nie zdołaliśmy
                                                    ani teraz odkryć nie umiemy, a które jednak są w tych słowach zawarte.

                                                    A w końcu, Panie - skoroś Ty Bogiem jest, a nie ciałem i krwią - choćby nawet
                                                    było tak, że sam człowiek mniej rzeczy dostrzegał, to czyż przed Twoim łaskawym
                                                    Duchem, który mnie "po ziemi bezpiecznej poprowadzi", mogło się zataić cokolwiek
                                                    z tego, co przez owe słowa Ty sam miałeś objawić przyszłym pokoleniom, choćby
                                                    nawet ten, za którego pośrednictwem zostało to wypowiedziane, miał na myśli
                                                    tylko jedno z wielu możliwych znaczeń prawdziwych? Jeśli tak było, to zgódżmy
                                                    się, że musiało to być znaczenie górujące ważnością nad innymi. Nam, Panie,
                                                    objaw to znaczenie albo jakiekolwiek inne znaczenie prawdziwe, jakie zechcesz
                                                    objawić. Czy objawisz nam w owych słowach to samo znaczenie, któreś niegdyś
                                                    osłonił przed tamtym sługą Twoim, czy też jakiekolwiek inne - tylko to jest
                                                    ważne, żebyś Ty nas karmił, żebyśmy się nie dali oszukać."

                                                    Jak ważne są te słowa, zwłaszcza wtedy gdy ktoś literalnie trzyma się jednej
                                                    interpretacji, a przecież ciągle nie wiemy czy wszystkie znaczenia zostały
                                                    odczytane. Bo to nie my mamy odnajdywać znaczenie słów Pisma, one są nam
                                                    objawiane wraz z możliwością naszego ich rozumienia.
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 25 29.11.09, 14:54
                                                    Dzisiaj pierwsza niedziela adwentu. Dzisiejsza liturgia słowa przypomina nam
                                                    psalm 25 który jest wezwaniem do miłosierdzia Bożego. "Do ciebie, o Panie,
                                                    podniosłem duszę moją".
                                                    Oto jak słowa dzisiejszego psalmu komentuje św. Augustyn:

                                                    "Pokaż mi, drogi twoje, Panie, a naucz mnie ścieżek twoich". Nie są one szerokie
                                                    i tłum po nich nie idzie na zatracenie. Naucz mnie wąskich i niewielu ludziom
                                                    znanych ścieżek twoich.
                                                    "Prowadż mnie w prawdzie twojej". Kiedy unikam błędów. "I pouczaj mnie". Sam z
                                                    siebie niczego nie znam poza kłamstwem. "Bo tyś jest Bóg, mój Zbawca, i dzięki
                                                    temu nie upadłem dzień cały". Albowiem wygnany z raju i uchodzący w dalekie
                                                    strony, sam powrócić nie potrafię, o ile ty mi nie wyjdziesz naprzeciw. A powrót
                                                    mój na przestrzeni całej doczesności podtrzymywało miłosierdzie twoje.

                                                    "Wspomnij na zmiłowanie twoje, Panie". Wspomnij na dzieła twojego miłosierdzia,
                                                    Panie, ponieważ ludzie sądzą, jakobyś o nim zapomniał. "Oraz, że miłosierdzie
                                                    twoje trwa na wieki". Wspomnij też, że miłosierdzie twoje trwa od wieku. Wszak
                                                    nigdy nie byłeś go pozbawiony; nawet człowieka grzeszącego z próżności
                                                    podtrzymałeś w nadziei, a nie pozbawiłeś go tylu tak wspaniałych pociech ze
                                                    strony twojego stworzenia.

                                                    "Grzechów młodości mojej i nieumiejętności mojej nie pamiętaj". Grzechy
                                                    pochodzące z zaufania w mojej śmiałości oraz nieumiejętności moje zachowujesz,
                                                    aby je pomścić, lecz niech ci niejako wypadnę z pamięci. "Według miłosierdzia
                                                    twego wspomnij na mnie", Boże. Wspomnij na mnie, ale nie w gniewie, na jaki
                                                    zasłużyłem, ale zgodnie z miłosierdziem twoim, godnym ciebie. "Ze względu na
                                                    dobroć twą, Panie". Nie ze względu na moje zasługi, lecz ze względu na twą
                                                    dobroć, Panie.

                                                    "pan słodki i prawy". Słodki jest Pan, niekiedy tak się lituje nad grzesznikami,
                                                    że im daruje wszystkie dawne przewinienia. Pan jest również prawy, dlatego po
                                                    upływie czasu wezwania i łaski, udzielonych darmo bez zasług, będzie wymagał
                                                    zasług godnych sądu ostatecznego. "Ze względu na to ustanowi prawo upadającym w
                                                    drodze". Najpierw wyprosił miłosierdzie, aby doprowadzić do celu.

                                                    "Wszystkie drogi Pana miłosierdziem i prawdą". Jakich to dróg ich nauczy, jeżeli
                                                    nie miłosierdzia, dzięki któremi daje się ubłagać, i prawdy, dzięki której jest
                                                    nieprzekupnym? Pierwsze z nich okazuje przebaczając grzechy, drugą, oceniając
                                                    zasługi. Dlatego wszystkie drogi Pańskie, dwa przyjścia Syna Bożego, jedno
                                                    miłosiernego, drugie sądzącego. Przybył zatem do niego, trzymając się jego dróg
                                                    ten, który widząc, że przez żadne zasługi własne nie wyzwoli się, zrzucił pychę;
                                                    obawia się też surowości badającego ten, kto doświadczył łaskawości
                                                    przychodzącego z pomocą. "Domagającym się jego testamentu i jego świadectwa".
                                                    Rozumieją bowiem Pana miłosiernego podczas jego pierwszego przyjścia, a sędziego
                                                    podczas drugiego ci, którzy jako cisi i łagodni szukają jego testamentu, kiedy
                                                    krwią swoją odkupił nas do nowego życia. U proroków natomiast i u Ewangelistów
                                                    szukają twoich świadectw.

                                                    "Dla imienia twego, o Panie, odpuścisz mój grzech, bo jest wielki". Odpuściłeś
                                                    mi nie tylko grzechy, które popełniłem, zanim uwierzyłem. Ale również i dla
                                                    grzechu mego, który jest wielki, ponieważ i w czasie drogi nie brak potknięć,
                                                    przebaczysz ze względu na ofiarę ducha skruszonego."
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 23 - Chrystus pasterzem dusz 02.12.09, 20:23
                                                    Komentarz do dzisiejszego psalmu autorstwa św. Augustyna jest wyjątkowo krótki.
                                                    Byc może chciał pozostawić czytającym większą możliwość indywidualnej modlitwy,
                                                    gdyż jest ten psalm wyrazem ufności, bardzo osobistym pełnym oddania aktem
                                                    wyznania wiary i zawierzenia Panu. Oto jak komentuje ten psalm nauczyciel z Hippony:

                                                    "Kościół zwraca się do Chrystusa: "Pan mym pasterzem, nie braknie mi niczego".
                                                    Pan Jezus Chrystus jest moim pasterzem i nic mi nie zabraknie.

                                                    "Umieścił mnie na pastwisku". Na pastwisko dla początkujących w wierze
                                                    przyprowadził mnie i pozostawił dla wykarmienia. "Nad wodę orzeżwiającą
                                                    przywiódł mnie". Przyprowadził mnie do wody chrztu, gdzie znajdują orzeżwienie
                                                    ci, którzy utracili niewinność i siły.

                                                    "Duszę mą odmienił. Sprowadził mnie na ścieżki sprawiedliwości, dla imienia
                                                    swego". Prowadził mnie ścieżkami wąskimi, którymi niewielu chodzi, ścieżkami
                                                    swojej sprawiedliwości. Nie dla moich zasług, ale dla swojego imienia.

                                                    "Choćbym bowiem chodził pośród cienia śmierci". Choćbym bowiem był w środku
                                                    swojego doczesnego życia, które jest cieniem śmierci. "Nie będę się obawiał zła,
                                                    ponieważ ty jesteś ze mną". Nie będę obawiał się zła, ponieważ przez wiarę ty
                                                    mieszkasz w moim sercu. Jesteś zarówno teraz ze mną, i po wyjściu z cienia
                                                    śmierci będę z tobą. "Laska twoja i rózga twoja pocieszyły mnie". Nauka twoja
                                                    niczym rózga dla stada owiec, a laska niczym na dzieci już bardziej dorosłe, z
                                                    życia zwierzęcego dochodzące do duchowego, nie przyniosły ci przykrości,
                                                    przeciwnie pocieszyły mnie, albowiem wspomniałeś o mnie.

                                                    "Zastawiłeś przede mną stół, wbrew tym, którzy mnie uciskają". Po okresie, kiedy
                                                    jako dziecko i człowiek zwierzęcy w stadzie byłem nauczany rózgą, po tym
                                                    okresie, kiedy zaczynałem być kierowany laską, zastawiłeś przede mną stół, abym
                                                    już nie był; karmiony mlekiem jak niemowlę, ale jako starszy, zaczął przyjmować
                                                    pokarm, wzmocniony przeciwko tym, którzy mnie uciskają. "Namaściłeś olejkiem
                                                    głowę moją". Radością duchową napełniłeś mój umysł. "A twój napój upajający
                                                    jakże wspaniały"! Jakże wspaniały jest napój udzielający zapomnienia poprzednich
                                                    próżnych uciech.

                                                    "A miłosierdzie twoje pójdzie za mną przez wszystkie dni życia mego". To znaczy,
                                                    jak długo żyję tym życiem doczesnym, nie twoim, ale moim. "Ażebym mieszkał w
                                                    domu Pańskim przez długość mojego życia". W ślad za mną pójdzie nie tylko tu na
                                                    ziemi, lecz także tam, abym mieszkał w domu Pańskim na wieki".

                                                  • andrzej585858 Re: List do Diogneta 07.12.09, 21:59
                                                    W ramach rozważań adwentowych chciałbym przytoczyć dzisiaj fragment starożytnego
                                                    tekstu tzw. Listu do Diogneta pochodzącego z IIw. - unikalnego świadectwa życia
                                                    pierwszych chrześcijan. List ten był m.in. także wielką inspiracją dla św.
                                                    Josemarii Escriva - założyciela Opus Dei - jako symbol życia które winno być
                                                    celem każdego chrześcijanina.

                                                    "List do Diogneta" którego autorstwo było przypisywane św. Justynowi zawiera
                                                    także i ten fragment który może stanowić kanwę rozważań adwentowych:

                                                    "Któż bowiem z ludzi przed przyjściem Chrystusa znał Boga?... Z ludzi nikt Go
                                                    nie widział, nikt Go nie znał, lecz On sam się ukazał. Ukazał się przez wiarę,
                                                    której jedynie dane jest widzieć Boga. Albowiem Pan i Twórca wszystkiego, Bóg,
                                                    który wszystko stworzył i wszystkie rzeczy w swoim porządku ustawił, nie tylko
                                                    ukochał ludzi, lecz także był cierpliwy. Był zaś zawsze takim i jest, i będzie
                                                    łaskawy i dobry, bez gniewu i prawdomówny. Sam jedynie jest dobrym. Gdy począł w
                                                    myśli coś wielkiego i niewypowiedzianego, podzielił się tym ze swoim Synem. Jak
                                                    długo więc roztropną swą radę (plan zbawienia świata) chował w ukryciu i
                                                    strzegł, zdawało się, że nas zaniedbuje i zupełnie o nas nie dba; lecz skoro
                                                    przez umiłowanego Syna objawił i odkrył to, co już od początku było
                                                    przygotowane, wszystko od razu dał nam: i używanie Jego dobrodziejstw, i
                                                    widzenie Go, i dotykanie. Któż z nas mógł się tego spodziewać? Wszystko wiedział
                                                    On wspólnie z Synem swoim według swych zamiarów.

                                                    Zresztą uprzednio pozwolił byśmy się dowoli dali wodzić nieporządnym poruszeniom
                                                    i rozkoszom; nie dlatego, by w jakikolwiek sposób cieszył się naszymi grzechami,
                                                    lecz je znosił a nie pochwalał bynajmniej tego czasu nieprawości, lecz stwarzał
                                                    myśl o sprawiedliwości (budził sumienie), aby - w tym czasie, kiedy na skutek
                                                    własnych uczynków staliśmy się niegodni życia - łaskawość Boga uczyniła nas
                                                    godnymi Jego (życia); i gdyśmy okazali, że o własnej mocy nie możemy wejść do
                                                    Królestwa Bożego, mocą Boga otrzymaliśmy tę możliwość. Gdy zaś wypełniła się
                                                    nieprawość nasza i zupełnie jasnym się stało, że z Jego strony zagraża nam kara
                                                    i śmierć, i gdy nadszedł czas wyznaczony od Boga dla okazania Jego łaskawości i
                                                    mocy dzięki przeobfitej względem ludzi życzliwości i miłości, nie znienawidził
                                                    nas ani nie odrzucił, ani też nie pamiętał naszej nieuczciwości, lecz cierpliwie
                                                    ją znosił i wytrzymał, a nawet sam grzechy nasze podjął.

                                                    Sam własnego Syna dał nam jako cenę odkupienia za nas, świętego za nieprawych,
                                                    dobrego za złych, sprawiedliwego za niesprawiedliwych, niezniszczalnego za
                                                    zniszczalnych, nieśmiertelnego za śmiertelnych.

                                                    Cóż bowiem innego mogło nasze grzechy pokryć, jak nie Jego sprawiedliwość? W
                                                    kimże innym my, nieprawi i niezbożni możemy być usprawiedliwieni, jak nie w Synu
                                                    Bożym? O słodka przemiano, o niezbadane urządzenie, o dobrodziejstwa
                                                    przewyższającego wszelkie oczekiwania: aby nieprawość wielu w jednym
                                                    Sprawiedliwym została zakryta, sprawiedliwość jednego wielu niesprawiedliwych
                                                    usprawiedliwiła! Skoro więc poprzednio nas przekonał, że natura nie może
                                                    osiągnąć życia, teraz Zbawiciel okazał, że zachować może i to, co nie mogło
                                                    zostać zachowane; przez jedno i drugie chciał byśmy dobrotliwości Jego wierzyli
                                                    i Jego uważali za żywiciela, ojca, nauczyciela, doradcę, lekarza, mądrość,
                                                    światło, zaszczyt, sławę, siłę, życie, byśmy nie troszczyli się o odzienie i
                                                    pożywienie".

                                                    Zastanawiam się czasem jakie wrażenie w starożytności musiały robić takie
                                                    teksty. Przez wieki oswoiliśmy się z tym że zostaliśmy obdarowani za darmo,
                                                    miłosierdzie i bezinteresowność nie są dla nas pojęciami abstrakcyjnymi. Ale
                                                    mamy za sobą 2 tysiące lat od momentu objawienia Ewangelii a wtedy? w świecie
                                                    gdzie miłosierdzie było pojęciem nieznanym?
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 79 20.12.09, 11:20
                                                    Zaniedbałem się bardzo pora więc powrócić do komentarzy do Psalmów, zwłaszcza w
                                                    ostatnim tygodniu Adwentu.
                                                    Oto słowa św. Augustyna komentujące tekst dzisiejszego psalmu a dokładnie nad
                                                    ostatnimi wersami:

                                                    "Wyciągnij rękę nad męzem Twojej prawicy
                                                    nad synem człowieczym, którego umocniłeś w swej służbie.
                                                    Już więcej nie odwrócimy się od Ciebie,
                                                    daj nam nowe życie, a będziemy Cię chwalili".

                                                    "Niechaj ręka twoja będzie nad mężem prawicy twojej, i nad synem człowieczym
                                                    któregoś utwierdził dla siebie". "I nie odstąpimy od Ciebie". Jak długo
                                                    pokolenie przewrotne i pobudzające do gniewu, które nie kieruje sercem swoim?
                                                    (Ps 77,8.9.) Niechaj powie Asaf: Niechaj okaże się twoje miłosierdzie. Postąp
                                                    sprawiedliwie ze swoją winnicą, doprowadż ją do końca, "Ponieważ zatwardziałość
                                                    dotknęła tylko część Izraela, aż do czasu, kiedy wejdzie (do Kościoła) pełnia
                                                    pogan. I tak cały Izrael będzie zbawiony (Rz 11,25.26). Po ukazaniu się twego
                                                    oblicza "nad mężem prawicy twojej, któregoś utwierdził dla siebie, nie odstąpimy
                                                    od Ciebie", czyli dopóki nas karcisz? Dopóki oskarżasz? Uczyń tak, "a nie
                                                    odstąpimy od Ciebie: Ożywisz nas, a wzywać będziemy twojego imienia". Ty
                                                    będziesz dla nas dobry: "ożywisz nas". Pierwej bowiem miłowaliśmy ziemię, a nie
                                                    ciebie, lecz obumarłymi uczyniłeś nasze członki, które są na ziemi (Kol 3,5).
                                                    Albowiem zdaje się, że tak radził Stary Testament posiadający obietnice
                                                    ziemskie, żeby się nie wydawało, że Bogu oddaję cześć za darmo. Ponieważ jednak
                                                    czegoś udziela na ziemi, dlatego jest miłowany. Co miłujesz, żebyś Boga nie
                                                    miłował? Powiedz mi. Jeśli potrafisz pokochaj coś, czego on nie stworzył.
                                                    Przejrzyj całe stworzenie. Zobacz czy gdziekolwiek byłeś zatrzymany przynętą
                                                    pożądliwości i powstrzymany od umiłowania Boga czym innym niz to stworzył ten,
                                                    którego zaniedbujesz. A dlaczego to kochasz, jeśli nie dlatego, że są to piękne
                                                    rzeczy? Czyż mogą być tak piękne jak ten, który je stworzył? Podziwiasz je, bo
                                                    nie widzisz jego. Zapytaj stworzenie, czy samo się stało, zatrzymaj się nad nim.
                                                    A jeśli przez niego, to nie dlaczego innego wyrządza krzywdę miłującemu niż
                                                    dlatego, że przedkłada je ponad Stwórcę. Czemu to powiedziałem? Ze względu na
                                                    słowa tego wiersza, bracia. Umarłymi zatem byli, którzy dlatego czcili Boga, że
                                                    im dobrze było co do ciała. Takie rozumowanie według ciała jest śmiercią (Rz
                                                    8,6). Umarłymi też są ci, którzy nie oddają Bogu czci bezinteresownie, to znaczy
                                                    dlatego, że sam Bóg jest dobry, a nie dlatego, że udziela dóbr takich, jakie
                                                    daje również i złym. Pieniędzy chcesz od Boga? Posiada je również złoczyńca.
                                                    Żony, wielu dzieci, zdrowia ciała, godności światowych? Zwróć uwagę, ilu złych
                                                    ma te rzeczy. To ma być wszystko, dlaczego oddajesz mu cześć? Chwieją się twoje
                                                    nogi, myślisz, że bez powodu oddajesz cześć, skoro to dostrzegasz u tych, którzy
                                                    go czczą (Ps 72,2). A więc to wszystko daje również i złym. Siebie samego
                                                    zachowuje tylko dla dobrych. "Ożywisz nas", bośmy umarli, kiedy przylgnęliśmy do
                                                    rzeczy ziemskich. Umarłymi byliśmy, kiedy nosiliśmy obraz człowieka ziemskiego.
                                                    "Ożywisz nas", odmienisz nas, życia wewnętrznego udzielisz nam. "A wzywać
                                                    będziemy twojego imienia", czyli ciebie umiłujemy, Ty staniesz się da nas
                                                    dobrym, odpuszczającym nasze grzechy. Ty staniesz się pełną nagrodą
                                                    usprawiedliwionych. "Panie, Boże Zastępów, nawróć nas, i okaż oblicze twoje, a
                                                    będziemy zbawieni".

                                                    Mocne słowa biskupa Hippony - "ożywisz nas" gdy zapamiętamy że wszystko co nas
                                                    otacza zostało dane nam za darmo, posiadanie przez nas jakichkolwiek rzeczy
                                                    ziemskich nie jest prawdziwa nagrodą. To tylko materia, a gdzie dusza? Gdzie
                                                    nasze wnętrze?
                                                    "Wzbudż swą potęgę
                                                    i przyjdż nam z pomocą". - woła psalmista.
                                                  • andrzej585858 Re: Magnificat 22.12.09, 19:46
                                                    Dzisiejsza liturgia przemawia do nas słowami najpiękniejszego z hymnów zarówno
                                                    ST jak i NT - słowami "Magnificat".
                                                    Chciałbym jako komentarz do tego hymnu przytoczyć hymn także autorstwa kobiety -
                                                    pierwszej znanej poetki ormiańskiej Sahakaduht ze Sjunu - żyjącej w VIIIw.. Jej
                                                    bratem był Stefan twórca kanonów liturgicznych do dzisiaj używanych w kościele
                                                    ormiańskim.
                                                    Oto jak pięknie opiewa poetka sprzed prawie 1500 lat Maryję w swoim poemacie:

                                                    "Maryjo Przenajświętsza, Kościele najczystszy,
                                                    Matko Słowa żywego, Słowa Bożego,
                                                    Błogosławionaś Ty między niewiastami,
                                                    Bogurodzico Dziewico.

                                                    Łanie Ducha, Łąko kwiecia pełna,
                                                    W deszczu Ojca Niebieskiego skąpana,
                                                    Zapłodniona,
                                                    Światu objawiona.

                                                    Błogosławionaś Ty między niewiastami,
                                                    Bogurodzico Dziewico.

                                                    Któraś w nas życie tchnęła,
                                                    Niebios i ziemi Opoko,
                                                    Promyku światła Bożego,
                                                    Ustrzeż nas przed upadkiem.

                                                    Błogosławionaś Ty między niewiastami,
                                                    Bogurodzico Dziewico.

                                                    Ukaż światu całemu,
                                                    Anielskie oblicze słodkie,
                                                    Któraś w żywocie nosiła
                                                    Władcę tronów i potęg.

                                                    Błogosławionaś Ty między niewiastami,
                                                    Bogurodzico Dziewico.

                                                    Otwórz nam berłem mocarnym
                                                    Drzwi przez cherubów strzeżone,
                                                    Któraś z ich rąk przejęła
                                                    Miecze ogniste grożne.

                                                    Błogosławionaś Ty między niewiastami,
                                                    Bogurodzico Dziewico.

                                                    Bramo zbawienia naszego,
                                                    Orędowniczko w niebiosach,
                                                    Któraś mąk Ewy zaznała -
                                                    Twoje nad śmiercią zwycięstwo!

                                                    Błogosławionaś Ty między niewiastami,
                                                    Bogurodzico Dziewico.

                                                    Raduj się Panno Szczęsna,
                                                    Przyjął Cię Pan do siebie,
                                                    Chóry anielskie śpiewają
                                                    Chwałę na wysokościach.

                                                    Błogosławionaś Ty między niewiastami,
                                                    Bogurodzico Dziewico.

                                                    Któraś Przybytkiem Słowa,
                                                    Kagankiem żaru Pańskiego,
                                                    Ogień się Ciebie nie ima,
                                                    Matko Boga żywego.

                                                    Błogosławionaś Ty między niewiastami,
                                                    Bogurodzico Dziewico.

                                                    Któraś skrzydłem wieczności
                                                    Sny zburzyła doczesne,
                                                    Unieś nas z ziemi do nieba,
                                                    Uczyń świątobliwymi.

                                                    Błogosławionaś Ty między niewiastami,
                                                    Bogurodzico Dziewico.

                                                    Chwała na wysokościach
                                                    Panu Nieskończonemu,
                                                    Narodzonemu z Przeczystej
                                                    Grzechów Odkupicielowi.

                                                    Blogosławionaś Ty między niewiastami,
                                                    Bogurodzico Dziewico."

                                                    Jakże surowy i piękny jest rytm tego wiersza - modlitwy. Odmawiany pośród gór
                                                    jest istną kontemplacją tajemnicy Wcielenia i Odkupienia.
                                                    Uwielbieniem Pana i wszystkiego co stworzył i bezinteresownie nas obdarzył.
                                                  • andrzej585858 Re: Śpiewajcie Panu pieśń nową" - Ps 95 31.12.09, 20:30
                                                    PSALM RESPONSORYJNY

                                                    Ps 96, 1-2. 11-13

                                                    Refren: Niebo i ziemia niechaj się radują.

                                                    Śpiewajcie Panu pieśń nową, *
                                                    śpiewaj Panu, ziemio cała.
                                                    Śpiewajcie Panu, sławcie Jego imię, *
                                                    każdego dnia głoście Jego zbawienie.

                                                    Refren: Niebo i ziemia niechaj się radują.

                                                    Niech się radują niebiosa i ziemia weseli, *
                                                    niech szumi morze i wszystko, co je napełnia.
                                                    Niech się cieszą pola i wszystko, co na nich rośnie, *
                                                    niech wszystkie drzewa w lasach wykrzykują z radości.

                                                    Refren: Niebo i ziemia niechaj się radują.

                                                    Przed obliczem Pana, który już się zbliża, *
                                                    który już się zbliża, by osądzić ziemię.
                                                    On będzie sądził świat sprawiedliwie, *
                                                    a ludy według swej prawdy.

                                                    Refren: Niebo i ziemia niechaj się radują.

                                                    Dzisiejszy psalm - w dniu który kończy rok kalendarzowy jest psalmem pełnym
                                                    radości. Oto przed nami nowy rok i nowa pieśń. Oto jak komentuje ten psalm św.
                                                    Augustyn:

                                                    "Śpiewajcie Panu pieśń nową, śpiewaj Panu ziemio cała". Skoro pieśń nową śpiewa
                                                    cała ziemia, to śpiewając buduje: samo śpiewanie jest budowaniem, ale pod
                                                    warunkiem, że śpiewa się nie starą pieśń. Pożądliwość ciała śpiewa starą pieśń,
                                                    nową zaś miłość Boża. Cokolwiek zaśpiewałbyś kierowany pożądliwością, śpiewasz
                                                    po staremu. Chociaż brzmią słowa nowej pieśni, chwała w ustach grzesznika nie
                                                    jest przyjemna - Ekl 15,9. Lepiej jest, żebyś milczał będąc nowym, niż śpiewał
                                                    jako stary. Bo będąc nowym i milcząc, nie jesteś słyszany przez uszy ludzkie,
                                                    ale serce twe nie zamilczy nowego kantyku. Dotrze do uszu Boga, który stworzył
                                                    cię jako człowieka nowego. Miłujesz a milczysz: sama miłość to głos do Boga, i
                                                    sama miłość jest nową pieśnią. Posłuchaj, że jest to nowa pieśń. Pan powiedział:
                                                    "Przykazanie nowe daję wam, żebyście się wzajemnie miłowali" - J 13,34. Zatem
                                                    cała ziemia śpiewa pieśń nową. Tam buduje się dom. Zatem cała ziemia jest domem
                                                    Bożym. Jeżeli cała ziemia jest domem Bożym, kto nie trzyma z całą ziemią jest
                                                    ruiną, a nie domem. Jest to owa stara ruina, której cieniem była owa świątynia
                                                    stara. Tam bowiem zburzono starość, żeby zbudować nowość. A w jaki sposób
                                                    zburzono starość? "Zaprawdę, powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu,
                                                    który nie będzie zburzony". Kamieniem jest Chrystus. Wszak powiada Apostoł:
                                                    "Wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście
                                                    Chrystusa". - Gal 3,27. Skoro każdy, kto został ochrzczony w Chrystusie
                                                    przyoblekł Chrystusa, to kamień na kamieniu kładzie tylko ten, kto nakłada
                                                    chrzest na chrzest. Jednakże nie lękajcie się: "Nie zostanie żadem, który nie
                                                    zostanie zburzony". Albowiem na nową budowę, po powrocie z niewoli kamienie
                                                    zbiera się w ten sposób, i tak je silnie zespala w jedności miłość, że nie ma
                                                    kamienia na kamieniu, ale jeden kamień stworzony z wszystkich kamieni. Nie
                                                    dziwcie się: dokonuje tego pieśń nowa, czyli dokonała tego odnowiona miłość. W
                                                    taką strukturę spoił nas Apostoł, i w jedności jeszcze ściślej utwierdza
                                                    słowami: "Znosząc siebie nawzajem w miłości, usiłujcie zachować jedność Ducha
                                                    dzięki więzi, jaką jest pokój" - Ef 4,2.3. Tam, gdzie jest jedność Ducha, tam
                                                    jest jeden kamień, ale jeden powstały z wielu. W jaki sposób powstały z wielu?
                                                    Znosząc się wzajemnie w miłości. Buduje się zatem dom Boga naszego, buduje się.
                                                    Dzieje się to, dopełnia się, czynią to, owe głosy co sprawiają czytania,
                                                    przepowiadanie Ewangelii po całym okręgu ziemi. Nieustannie trwa budowanie.
                                                    Rośnie szybko ten dom, i obejmuje wiele narodów. Jednak jeszcze nie objął
                                                    wszystkich ludów. Rosnąc, dla wielu dał schronienie, ma dać wszystkim. Sprzeciw
                                                    podnoszą ci, którzy chlubią się, że są jego domownikami, i krzyczą: już zmalał.
                                                    Nadal rośnie, jeszcze muszą uwierzyć wszystkie ludy, które dotąd nie uwierzyły,
                                                    żeby ktoś nie powiedział: Czy ludzie tego języka uwierzą? Czy barbarzyńcy
                                                    uwierzą? A co znaczy, że Duch ukazał się w językach płomienistych, jeśli nie to,
                                                    że nie ostoi się twardość żadnego języka przed owym ogniem? Wszak już widzimy,
                                                    że wiele ludów barbarzyńskich uwierzyło w Chrystusa. Tam dokąd jeszcze nie
                                                    dotarło imperium rzymskie, już Chrystus zawładnął. To, co jeszcze zamknięte jest
                                                    przed walczącymi żelazem, otwarte jest dla walczących drzewem. Wszak Pan
                                                    zatryumfował z drzewa. Kim jest ten, kto walczy drzewem? Chrystus. Z krzyża
                                                    swego zwyciężył królów, a podbiwszy ich, na ich czole krzyż postawił. Chlubią
                                                    się nim, bo w nim leży ich zbawienie. Dzieje sie to, tak rośnie dom, tak się
                                                    buduje. Żebyście się o tym przekonali, posłuchajcie dalszych słów psalmu:
                                                    "Śpiewajcie Panu pieśń nową, śpiewaj Panu ziemio cała".

                                                    W Nowy Rok wkraczamy z nową pieśnią, z pieśnią która od wieków ciągle z nową
                                                    siła jest śpiewana i ogarnia cały okrąg ziemie. Wspaniały tekst tchnący wiarą w
                                                    człowieka, w to że miłość jest tym właśnie co nas łączy - nie strach,
                                                    przyzwyczajenie - ale właśnie miłość.
                                                    Tak jak wizjonersko ujął to Norwid w "Bema pamięci rapsodzie żałobnym":


                                                    "I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem grody,

                                                    W bramy bijąc urnami, gwizdając w szczerby toporów,

                                                    Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody,

                                                    Serca zmdlałe ocucą
                                                  • andrzej585858 Re: Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas 03.01.10, 13:46


                                                    J 1, 1-18
                                                    Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na
                                                    początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co
                                                    się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w
                                                    ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.
                                                    Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na
                                                    świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie
                                                    był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o światłości.
                                                    Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat
                                                    przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie
                                                    poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym
                                                    jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy
                                                    wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z
                                                    Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I
                                                    oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen
                                                    łaski i prawdy.
                                                    Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: "Ten był, o którym
                                                    powiedziałem: «Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był
                                                    wcześniej ode mnie». Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali - łaskę po łasce.
                                                    Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez
                                                    Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest
                                                    w łonie Ojca, o Nim pouczył.

                                                    Dzisiejsza Ewangelia jest chyba jednym z najpiękniejszym fragmentów NT a
                                                    jednocześnie i najtrudniejszym. Bp jak oddać ludzkimi słowami cud?
                                                    Oto jak komentuje dzisiejszą Ewangelię św. Grzegorz z Nazjanzu w Mowie 45:

                                                    "Człowiek potrzebuje silniejszego lekarstwa na cięższe choroby, na wzajemne
                                                    zabójstwa, cudzołóstwa, krzywoprzysięstwa, na grzechy przeciw naturze, i - co
                                                    jest ostatnią i pierwszą nieprawością - na bałwochwalstwa i przeniesienie czci
                                                    ze Stwórcy na stworzenie. Ponieważ te nieprawości wymagały większej pomocy,
                                                    otrzymały ją.

                                                    A było nią samo Słowo Boga, przedwieczne, niewidzialne, nieuchwytne,
                                                    bezcielesne, początek z początku, światłość ze światłości, żródło życia i
                                                    nieśmiertelności, odbicie piękności pierwowzoru, nienaruszalna pieczęć,
                                                    niezmieniony obraz, granica i myśl Ojca. Ono idzie do własnego obrazu, przyjmuje
                                                    ciało z powodu ciała, dla mojej duszy łączy się z myślącą duszą, aby podobnym
                                                    oczyścić podobne, i staje się w pełni człowiekiem, nie mając jednak grzechu.
                                                    Narodził się z Dziewicy, oczyszczonej najpierw przez Ducha Świętego na duszy i
                                                    ciele - jak bowiem z jednej strony trzeba było, by zostało uczczone narodzenie,
                                                    tak z drugiej strony trzeba było, by wywyższone zostało dziewictwo - a wystąpił
                                                    jako Bóg z tym, co przybrał na siebie jako jedność złożoną z dwóch
                                                    przeciwieństw, ciała i ducha, z których jedno ubóstwiło, a drugie zostało
                                                    ubóstwione.

                                                    Cóż za nowe zjednoczenie! Co za przedziwne połączenie! Ten, który jest, zaczyna
                                                    istnieć; Stwórca staje się stworzony, niepojęte zostaje ujęte myślącą duszą,
                                                    mieszczącą się pośrodku miedzy bóstwem a przyziemnym ciałem. Wzbogacający
                                                    drugich staje się żebrakiem gdyż bierze na siebie żebractwo mojego ciała, abym
                                                    ja wzbogacił się Jego boskością. Ten, który ma pełnię wszystkiego, zostaje
                                                    ogołocony, gdyż na krótki czas pozbywa się swojej chwały, abym ja miał udział w
                                                    Jego pełności. Co to za bogactwo dobroci! Cóż za misterium, które mnie dotyczy!
                                                    Otrzymałem pierwej uczestnictwo w obrazie Bożym i nie zachowałem go; On
                                                    przyjmuje uczestnictwo w moim ciele, aby i obraz ocalić, i ciało uczynić
                                                    nieśmiertelnym. Wchodzi w drugie połączenie, o wiele dziwniejsze od
                                                    poprzedniego. O ile wtedy udzielił nam tego, co lepsze, o tyle teraz przyjmuje
                                                    uczestnictwo w tym, co gorsze. To jest bardziej boskie od poprzedniego; to jest
                                                    wznioślejsze w oczach ludzi rozumnych".

                                                    Tajemnica misterium, tajemnica dobroci. Tajemnica która pozwoliła stać się nam
                                                    dziećmi Bożymi. A przecież jak pisze juz średniowieczny teolog Jan Szkot Eriugena:

                                                    "Nie powiedział, że dał im moc, aby się zbawili, lub też powrócili do dawnego
                                                    stanu i godności natury ludzkiej, lecz - co jest nie do wypowiedzenia i zupełnie
                                                    niemożliwe dla ludzkiej natury - dał im moc, aby dzięki wzniosłości swej łaski
                                                    stali się synami Bożymi".

                                                    "Słowo stało się ciałem" i nie pozostawiło nas lecz "Zamieszkało wśród nas".
                                                  • andrzej585858 Re: Świeto Chrztu Pańskiego cz. 1 10.01.10, 11:23
                                                    Dzisiaj chciałbym przytoczyć wspaniałą homilię jednego z największych kaznodziei
                                                    Okresu nazywanego epoką Ojców Kościoła Jana zwanego Żłotoustym - czyli Doktora
                                                    Kościoła Jana Chryzostoma.
                                                    Oto tekst Kazania na Epifanię:

                                                    "Czemuż ten dzień zwie się świętem Objawienia? Ponieważ nie w dniu narodzenia,
                                                    lecz dopiero po chrzcie wszyscy poznali Pana, dotąd bowiem tylko nieliczni o Nim
                                                    wiedzieli. O tym, że Go tłum nie znał i nie wiedział, kim jest, powiedział Jan
                                                    Chrzciciel. Oto jego słowa: "W pośrodku was stanął, którego wy nie znacie" (J
                                                    1,26). Cóż zresztą dziwnego, że Go wielu nie znało, skoro sam Chrzciciel aż do
                                                    tego dnia Go nie znał? Powiedział bowiem: "I ja Go nie znałem, lecz Ten, który
                                                    mnie posłał, abym chrzcił wodą, rzekł do mnie: Gdy ujrzysz Tego, na którego Duch
                                                    zstępuje i na nim spocznie, ten chrzci w Duchu Świętym" (J 1,33)...

                                                    Ale można skądinąd jeszcze wnosić, dlaczego Chrystus przystąpił do chrztu, i co
                                                    to jest chrzest, do którego przystąpił. I o tym trzeba wiedzieć. Wyjaśnię wam
                                                    jedno i drugie. Jaki zatem chrzest przyjął? Z odpowiedzi na to pytanie poznamy
                                                    powód Jego chrztu. Obmycie było w zwyczaju u Żydów. Oczyszczało ono z plam
                                                    cielesnych, a nie od grzechow brudu duszy... Nasz chrzest przeciwnie, daleko
                                                    wiecej znaczy, zawiera bowiem wielkie bogactwo łaski. Uwalnia z grzechów, czyni
                                                    duszę czystą i wyposaża ją w dary Ducha Świętego. Chrzest Jana stał o wiele
                                                    wyżej niż obmycie Żydów, z drugiej jednak strony nie miał tego znaczenia, co
                                                    nasz chrzest. Był jakby pomostem miedzy jednym a drugim sposobem oczyszczenia.
                                                    Jan nie zobowiazywał swoich słuchaczy do przestrzegania cielesnych obmyć, nie
                                                    przeceniał ich, natomiast wzywał do odwracania się od grzechu i do dążenia do
                                                    cnoty, do opierania nadziei zbawienia na dobrych uczynkach, a nie na obmyciach i
                                                    oczyszczeniach. Nie mówił: Pierz swe szaty, obmywaj ciało, a będziesz czysty. A
                                                    jak mówił? "Przynoście owoce godne pokuty" (Mt 3,8). Dlatego chrzest Jana więcej
                                                    znaczy niż obmycie żydowskie, mniej jednak aniżeli nasz chrzest. Chrzest Jana
                                                    nie mógł bowiem dać Ducha Świętego, ani zapewnić przebaczenia przez łaskę.
                                                    Wzywał do pokuty, lecz nie miał mocy odpuszczania grzechów. Dlatego Jan
                                                    powiedział: "Ja chrzczę was wodą, ale On chrzczić będzie w Duchu i ogniu". Z
                                                    tego wynika, ze sam nie chrzcił Duchem Świętym...

                                                    Wpierw musimy się dowiedzieć, jaki chrzest Chrystus przyjął, bo wtedy
                                                    jasniejszym się stanie nam powód Jego chrztu. Jaki więc chrzest otrzymał? Nie
                                                    żydowski i nie nasz, lecz Janowy. Dlaczego? Abyś i ty z istoty i z charakteru
                                                    tego chrztu dowiedział się, że ani wina grzechowa, ani brak łaski Ducha Świętego
                                                    nie były powodem chrztu Chrystusa. W obu wypadkach chrzest Janowy był
                                                    nieskuteczny - nie mógł on zmazać grzechu, jak to już powiedziałem. Z tego
                                                    wynika, że Pan nie dlatego przyszedł nad Jordan, to znaczy nie po odpuszczenie
                                                    grzechów, ani nie po to, aby otrzymać Ducha Świetego. Aby zaś nikt nie sądził,
                                                    że Pan przyszedł jako pokutnik, jak to czynili inni, Jan uprzedził takie myśli
                                                    swoimi słowami. Gdy więc do wszystkich mowił: "Czyńcie owoce godne pokuty" (Mt
                                                    3,8,14), posłuchaj, co powiedział do Pana: "Winienem być ochrzczony przez
                                                    Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?" (Mt 3,14). Rzekł tak, aby wskazać, że Jezus
                                                    nie musiał, jak masy ludu, przyjść do niego i że bynajmniej nie w tym samym celu
                                                    co one przyjmuje chrzest, ale że jest o wiele większy i nieporównanie czystszy
                                                    niż sam Chrzciciel.

                                                    Dlaczego więc Pan dał się ochrzcić, skoro nie był to ani chrzest pokuty, ani nie
                                                    zmazywał grzechów, ani też nie dawał łask Ducha Świętego? Z dwóch innych
                                                    powodów. O jednym wspomniał uczeń, na drugi wskazał sam Chrystus w słowach
                                                    skierowanych do Jana. Jaką Jan podaje przyczynę chrztu? Miało być ludziom
                                                    pokazane, że Jan - jak wyraził się i Paweł - udzielał chrztu pokuty, aby mogli
                                                    uwierzyć w Tego, który po nim przyszedł. To właśnie miał sprawić chrzest Janowy.
                                                    (Czy można było lepiej wezwać do wiary w Chrystusa?) Czy miał Jan ze Zbawicielem
                                                    chodzić po wszystkich domach i przed każdymi drzwiami wołać: "Ten jest Synem
                                                    Bożym?" Dałoby to sposobność do krytyki jego świadectwa i byłoby przewlekłe. Czy
                                                    miał iść z Nim do synagogi i tam na Niego wskazać? Zlekceważono by jego
                                                    świadectwo. Tu zaś okoliczności były tego rodzaju, że musiały wznieść świadectwo
                                                    Jana ponad wszelkie podejrzenie: kiedy lud ze wszystkich miast zebrał się nad
                                                    Jordanem i stał na brzegach rzeki, wtedy przyszedł i Jezus, aby się ochrzcić, a
                                                    równocześnie otrzymał świadectwo z nieba przez głos Ojca i objawienie się Ducha
                                                    Świętego pod postacią gołębicy. Stąd i Jan powiedział: "A jam Go nie znał" (J
                                                    1.31), aby wiarygodnym uczynić swoje świadectwo. Ponieważ według ciała byli
                                                    krewnymi ... należało uniknąć nawet pozoru, że Jan świadczy na korzyść Chrystusa
                                                    z racji pokrewieństwa. Dlatego dołączyło się pełne łaski zrządzenie Ducha
                                                    Świętego, żeby Jan całą swą młodość spędził na pustyni, aby nie wyglądało, że
                                                    dane przez niego świadectwo opiera się na przyjażni lub jakiejś zmowie, i aby
                                                    tym łatwiej mógł wystąpić jako świadek, którego sam Bóg pouczył. Powiedział
                                                    przeto: "A ja Go nie znałem". Jak miałeś Go poznać? "Lecz Ten, który mnie
                                                    posłał, abym chrzcił wodą, rzekł do mnie...: Gdy ujrzysz męża, na którego
                                                    zstępuje Duch jako gołębica i na Nim spoczywa, Ten jest, który chrzci w Duchu
                                                    Świętym" (J 1,33). Widzisz więc, że Duch Święty nie dlatego jakoby dopiero teraz
                                                    zstąpił na Pana, lecz objawił się w tym celu, aby z góry wskazać nań jakoby
                                                    palcem i w ten sposób wszystkich zapoznać z Tym, o którym Jan mówił w swym
                                                    kazaniu. Dlatego właśnie Pan przystąpił do chrztu.
                                                  • andrzej585858 Re: Świeto Chrztu Pańskiego cz. 2 10.01.10, 11:45
                                                    "Ale jest jeszcze drugi powód, o którym wspomniał sam Pan. Co to za powód? Gdy
                                                    Jan powiedział: "Ja winienem być przez Ciebie ochrzczony, a Ty przychodzisz do
                                                    mnie?", Pan odpowiedział: "Niech tak się stanie, bo potrzeba nam wypełnić
                                                    wszelką sprawiedliwość" (Mt 3,14 n.)...

                                                    Jak to - zapyta jednak ktoś - czyż przyjęcie chrztu może oznaczać
                                                    sprawiedliwość? Sprawiedliwość polega na posłuszeństwu prorokowi. Jak Pan dał
                                                    się obrzezać i złożył ofiarę, zachowywał szabat, przestrzegał zwyczajów
                                                    świątecznych, tak też dodał do tego wszystkiego to, czego brakowało: posłuchał
                                                    proroka, który udzielał chrztu. Było zgodne z wolą Boża, by wszyscy dali się
                                                    ochrzcić. Posłuchaj słów Jana: "Który(Bóg) mnie posłał, aby chrzcić w wodzie" (J
                                                    1,33). Łukasz powiedział: "Cały lud i celnicy wielbili sprawiedliwego Boga,
                                                    przyjmując chrzest Jana, faryzeusze zaś i uczeni w Prawie wzgardzili
                                                    postępowaniem Bożym, bo nie dali się przez niego ochrzcić" (Łk 7,29 n.). Skoro
                                                    więc sprawiedliwość polega na posłuszeństwie wobec Boga, a Bóg posłał Jana, aby
                                                    ochrzcił lud, to i Chrystus - dając się ochrzcić - wypełnił przykazanie, jak też
                                                    wypełniał wszystkie inne przepisy Prawa.

                                                    Wyobraż sobie przepisy Prawa jako dwieście denarów! Taki dług miał uiścić nasz
                                                    rodzaj. Nie spłaciliśmy go. Jak długo ciążył na nas, śmierć panowała nad nami.
                                                    Gdy przyszedł Chrystus, znalazł nas w stanie niewoli. Spłacił więc dług,
                                                    wypełnił nasze powinności i nas, nie mogących płacić, zbawił. Nie powiedział:
                                                    "Uczynię to czy tamto", lecz "Wypełnię całą sprawiedliwość". Wypada, abym Ja,
                                                    Pan, który mam, zapłacił za tych, którzy nie mają.

                                                    Oto powód Jego chrztu. Należało wskazać iż wypełnił całe Prawo. Ta przyczyna
                                                    staje w rzędzie z tymi, które już omówiłem.To właśnie wyjaśnia, dlaczego Duch
                                                    Święty zstąpił z nieba pod postacią gołębicy. Gdzie człowiek jedna się z Bogiem,
                                                    tam objawia się gołębica. Do arki Noego przyleciała gołębica z gałązką oliwną
                                                    jako obrazem dobroci Bożej i ocalenia po potopie. Podobnie tu przychodzi Duch
                                                    Święty pod postacią gołębicy (ale nie cielesnej gołębicy - trzeba o tym
                                                    pamiętać), aby oznajmić ziemi Boże zmiłowanie i wskazać, iż człowiek, jeśli ma w
                                                    nim panować Duch Boży, winien być bez winy, dobry, wolny od złych uczynków.
                                                    Chrystus też mówi: "Jeżeli się nie nawrócicie i nie staniecie się jako to
                                                    dziecię, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt 18,6). Arka pozostała na
                                                    ziemi aż ustał potop. Ta arka symbolizuje czyste i bez skazy ciało Pana. Gdy
                                                    gniew Boży minął, wstąpiło ono do nieba i panuje teraz po prawicy Ojca."

                                                    Wypełniać sprawiedliwość - sens chrztu Chrystusa. Posłuszeństwo przykazaniom
                                                    jest Prawem od którego wypełniania zalezy czy zostanie okazana nam sprawiedliwość.
                                                    Czytając ten tekst homilii Jana uderzyły mnie te słowa. Czynić miłość bliżniego
                                                    to także przestrzegać Prawa gdyż inaczej puste te nasze uczynki jeżeli nie
                                                    wypływają z posłuszeństwa przykazaniom.
                                                  • andrzej585858 Re: O pokorze 25.01.10, 18:54
                                                    Dawno nie sięgałem do myśli Ojców Kościoła ale ostatnio zastanawiałem się o
                                                    jakże ludzkiej skłonności do wyrażania swojej opinii na różne tematy, wydawania
                                                    osądów, łatwości z jaką oceniamy czasem czyjeś postępowanie mając zbyt mało
                                                    informacji.
                                                    Mnisi, jakże często dla tych ludzi zyjących w zamkniętych społecznościach pokusa
                                                    oceniania innych jest czymś co być może stanowi dla nich największe wyzwanie.
                                                    Może warto sięgnąć do ich myśli, aby zrozumieć samego siebie?

                                                    Oto kilka sentencji autorstwa pierwszych mnichów:

                                                    "Abba Antoni nie mogąc pojąć głębi wyroków Bożych pytał: "Panie; dlaczego jedni
                                                    umierają w młodym wieku, a inni żyją aż do sędziwej starości? Dlaczego jedni
                                                    żyją w niedostatku, a drudzy mają olbrzymi majątek? Dlaczego niesprawiedliwym
                                                    dobrze się powodzi, a sprawiedliwi cierpią nędzę?" I usłyszał głos: "Antoni,
                                                    zajmij się samym sobą, gdyż nie wypada, byś poznał to, co jest boskim zrządzeniem".

                                                    "Abba Antoni powiedział do abba Pojmena: "Wielkim zadaniem człowieka jest to, by
                                                    każdy uznawał swój grzech przed Bogiem i by aż do końca życia spodziewał się prób".

                                                    "Tenże abba Antoni powiedział: "Zobaczyłem wszystkie sidła nieprzyjaciela
                                                    rozciągnięte na ziemi i ze łzami spytałem: <Któż może ich uniknąć?>. I
                                                    usłyszałem odpowiedż: <Pokora>".

                                                    Abba Ewagriusz powiedział: "Krytyka samego siebie jest podstawą zbawienia".

                                                    Zebrali się pewnego razu bracia mieszkający w Sketis i zaczęli dyskutować o
                                                    kapłanie Melchizedeku. Zapomnieli jednak poprosić abba Koprisa. Póżniej
                                                    zaprosili go i zapytali na ten temat. On jednak trzy razy uderzył się w twarz i
                                                    rzekł: "Biada ci, Koprisie, ponieważ zostawiłeś to, co Bóg polecił ci czynić, a
                                                    usiłujesz dociekać tego, o co nie będzie cię On pytał". Bracia słysząc to
                                                    pouciekali każdy do swej celi".

                                                    Tak chyba często i ja robię zamiast zająć się sobą tak jak to Antoniemu zostało
                                                    przykazane usiłuje dociec tego co właściwie nie jest moim celem i zadaniem.
                                                    Pokora - pokora czyni cuda. Dobrze że przypomniałem sobie o niej. Chociaż jakże
                                                    często bywa trudno.
                                                  • andrzej585858 Re: Tomasz z Akwinu 28.01.10, 18:22
                                                    Dzisiejszy kalendarz liturgiczny przynosi nam wspomnienie jednego z najbardziej
                                                    genialnych Ojców Kościoła, bo ten tytuł jak najbardziej mu się należy - św.
                                                    Tomasz z Akwinu. Dominikanin, genialny filozof i teolog, ten który niejako
                                                    "ochrzcił" Arystotelesa.
                                                    Chciałbym przytoczyć tutaj fragment jego komentarza do Ewangelii według św. Jana:

                                                    " <Jam jest dobry pasterz> (J 10,11). Rzecz oczywista, że przysługuje Jezusowi
                                                    tytuł Dobrego Pasterza, bo tak jak pasterz rządzi trzodą i pasie ją, a wierni
                                                    przez Chrystusa są karmieni duchowym pokarmem i ożywiani Jego krwią i Jego
                                                    ciałem. "Byliście niegdyś jak owce bez pasterza, ale teraz nawróciliście się do
                                                    pasterza i biskupa dusz waszych" (1P 2,25); "Jak pasterz pasie swoją trzodę" (Iz
                                                    40,11). Ale dla odróżnienia od złego pasterza i złodzieja dodaje: "dobry".
                                                    Dobry, bo spełnia urząd pasterza, podobnie jak dobrym żołnierzem nazywa się
                                                    tego, który spełnia swoje żołnierskie obowiązki. Lecz - jak Chrystus powiedział
                                                    uprzednio - że pasterz wchodzi przez bramę, i dalej, że On jest właśnie bramą,
                                                    tak tu stwierdza, że On jest pasterzem, z czego wynikałoby, że wchodzi sam przez
                                                    siebie. I tak jest, bo siebie objawia i przez siebie samego poznaje Ojca - my
                                                    natomiast wchodzimy przez Niego, bo przez Niego otrzymujemy błogosławieństwo.
                                                    Lecz bacz dobrze: nikt inny nie jest bramą jak tylko On, bo nikt nie jest
                                                    światłem prawdziwym, ale otrzymuje je przez uczestnictwo jak powiedziano wyżej:
                                                    "Nie był on światłem - mowa tu o Janie Chrzcicielu - ale aby dać świadectwo o
                                                    światłości". Natomiast o Chrystusie mówi się: "Było światło prawdziwe, które
                                                    oświeca każdego człowieka" (J 1,8n.). I dlatego też nikt nie uważał się za
                                                    bramę, a jedynie Chrystus, bo to określenie zarezerwował dla siebie, natomiast
                                                    urząd pasterski oddał innym i dał tym, którzy są Jego członkami, bo pasterzem
                                                    był Piotr, pasterzami byli wszyscy dobrzy biskupi - "Dam wam pasterzy według
                                                    mego serca" (Jr 3,5)..., I dlatego mówi w szczególny sposób: "Jam jest dobry
                                                    pasterz",aby podkreślić moc miłości. Żaden bowiem pasterz nie jest dobry, jeśli
                                                    przez miłość nie stanie się jednym z Chrystusem i nie stanie się członkiem
                                                    prawdziwego Pasterza.

                                                    Obowiązkiem dobrego pasterza jest miłość i dlatego mówi: "Dobry pasterz duszę
                                                    swoją oddaje za swoje owce". Trzeba jednak wiedzieć, jaka jest różnica między
                                                    pasterzem dobrym a złym. Dobry pasterz stara się o to, co jest dobre dla trzody,
                                                    zły natomiast - co jest dla niego wygodne. O tym wspomina Ezechiel: "Biada
                                                    pasterzom, którzy pasą samych siebie, bo czyż stada nie powinny być pasione
                                                    przez pasterza? (Ez 34,2). Ten kto używa trzody tak, aby tylko paść samego
                                                    siebie, nie jest dobrym pasterzem. I z tego wynika, że nie chce ponieść nawet
                                                    najmniejszej szkody cielesnej dla trzody, bo nie stara się o ich dobro, ale o
                                                    swoje. Dobry natomiast pasterz gotów jest znieść wiele zła na ciele, i dlatego
                                                    Jakub mówi w Genesis: "Dniem i nocą paliły mnie mróz i upał" (31,40). Lecz w
                                                    sprawach cielesnych nie wymaga się od dobrego pasterza, by wystawiał się na
                                                    śmierć dla ocalenia trzody. Ale że zbawienie duchowe trzody jest ważniejsze od
                                                    życia cielesnego pasterza, dlatego też, gdy zbawienie trzody znajduje się w
                                                    niebezpieczeństwie, pasterz, który żyje duchem, powinien być gotów oddać nawet
                                                    swoje życie dla zbawienia trzody, jak mówi Pan: "Dobry pasterz duszę - to jest
                                                    życie cielesne - daje za swoje owce", co wynika z prawa i z miłości; i jedno, i
                                                    drugie jest wymagane, bo do Niego należą i je miłuje, a jedno bez drugie nie
                                                    wystarczy. Sam Chrystus pozostawił nam wzór tej nauki: jeśli Chrystus oddał
                                                    duszę swoją za nas, to także i my powinniśmy ją oddać za naszych braci (J 3,16)".
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 51 30.01.10, 14:25

                                                    Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste *
                                                    i odnów we mnie moc ducha.
                                                    Nie odrzucaj mnie od swego oblicza *
                                                    i nie odbieraj mi świętego ducha swego.

                                                    Refren: Stwórz, o mój Boże, we mnie serce czyste.

                                                    Przywróć mi radość z Twojego zbawienia *
                                                    i wzmocnij mnie duchem ofiarnym.
                                                    Będę nieprawych nauczał dróg Twoich *
                                                    i wrócą do Ciebie grzesznicy.

                                                    Refren: Stwórz, o mój Boże, we mnie serce czyste.

                                                    Uwolnij mnie, Boże, od kary za krew przelaną, Boże, mój Zbawco, *
                                                    niech sławi mój język Twoją sprawiedliwość.
                                                    Panie, otwórz wargi moje, *
                                                    a usta moje będą głosić Twoją chwałę.

                                                    Refren: Stwórz, o mój Boże, we mnie serce czyste.

                                                    Dzisiejszy psalm chyba najbardziej odpowiada na pytania które mamy w chwilach
                                                    zagubienia i zwątpienia. Gdy nasze serce jest zbłąkane i nie potrafi znależć
                                                    swojej drogi i wtedy mówi tak jak psalmista : "Stwórz, o mój Boże, we mnie serce
                                                    czyste".
                                                    Oto jak skomentował powyższe słowa św. Augustyn:

                                                    " <Serce czyste stwórz we mnie, Boże>. "Stwórz" nie chciał powiedzieć, żeby
                                                    niejako coś innego wstawił. Ponieważ jednak modlił się jako pokutnik, który
                                                    popełnił coś takiego, czego przed popełnieniem był niewinny, pokazał co znaczy:
                                                    "Stwórz". "A ducha prawego odnów we wnętrznościach moich". Na skutek mojego
                                                    czynu, wyraził się, zestarzała się i wykrzywiła prawość mojego ducha. Powiedział
                                                    bowiem w innym psalmie: "Wykrzywili mi duszę". Kiedy człowiek nakłania się ku
                                                    ziemskim pożądliwościom, w pewien sposób wykrzywia się. A kiedy zwraca się ku
                                                    rzeczom wyższym, prostuje się jego serce, żeby Bóg stał się dla niego dobry. O
                                                    jakże dobrym jest Bóg Izraela dla ludzi prawego serca! Zatem, bracia,
                                                    posłuchajcie. Bóg czasami karci ludzi za grzech na tym świecie, którym na tamtym
                                                    pragnie go zgładzić. Albowiem również Dawidowi, któremu już zostało powiedziane
                                                    ustami proroka: "Odpuszczony został twój grzech", przydarzyły się pewne
                                                    nieszczęścia, jakimi Bóg groził za jego grzech. Albowiem syn jego Absalom
                                                    prowadził przeciwko niemu krwawą wojnę i w różny sposób upokarzał swojego ojca.
                                                    W boleści wiódł życie, w utrapieniu swego poniżenia, w taki sposób uległy był
                                                    Bogu, że wyznawał, iż wszystko to było sprawiedliwe, że niczego nie cierpiał
                                                    niesłusznie. Posiadał już serce prawe, któremu Bóg nie był ciężarem. Cierpliwie
                                                    słuchał pewnego żołnierza ze strony przeciwnej, który był z jego bezbożnym synem
                                                    i rzucał krzywdzące i twarde słowa z ust swoich oraz przekleństwa. A kiedy
                                                    tamten rzucał przekleństwa na króla, rozgniewany jeden z towarzyszy Dawida
                                                    chciał iść i zabić go, ale król zabronił. I w jaki sposób zabronił? Wyraził się:
                                                    "Posłał go Bóg, by mi złorzeczył". Uznając swoją winę, objął swą karę, nie
                                                    szukając własnej chwały. Chwaląc Boga za to, co miał dobrego, chwaląc Pana za
                                                    to, co cierpiał, błogosławiąc Pana w każdym czasie. Zawsze jego chwała w ustach
                                                    jego. Tacy są wszyscy o sercu prawym. Nie ci przewrotni, którzy uważają się za
                                                    prawych, a Boga za nieprawego. Którzy cieszą się, kiedy dokonują czegoś złego.
                                                    Kiedy coś złego cierpią, blużnią. Nadto będąc w utrapieniu i znosząc bicze, w
                                                    sercu swym wypaczonym powiadają: Boże, co ci uczyniłem? Rzeczywiście nic dla
                                                    Boga nie zrobili, ponieważ wszystko dla siebie czynili. "A ducha prawego odnów
                                                    we wnętrznościach moich".

                                                    Twarde są słowa biskupa Hippony, ale i on woła nieustannie - "odnów ducha
                                                    prawego" i to wołanie ciągle, na przestrzeni dziejów brzmi.
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 1 03.02.10, 17:34
                                                    Dzisiejsza liturgia przekazuje nam słowa psalmu 32, który stał się kanwą
                                                    jednego z najważniejszych i brzemiennych w skutki komentarzy św. Augustyna.
                                                    Chciałbym przytoczyć go w całości, jednak ze względu na jego rozmiary będzie on
                                                    podzielone na części.
                                                    Jest to zapis kazań wygłoszonych do wiernych przez św. Augustyna w czerwcu 413r.
                                                    w Kartaginie.

                                                    Tak więc wyobrażmy sobie że jesteśmy w katedrze a na ambonę wchodzi nasz biskup.

                                                    1 Dawidowy. Pieśń pouczająca.
                                                    Szczęśliwy* ten, komu została odpuszczona nieprawość,
                                                    którego grzech został puszczony w niepamięć.
                                                    2 Szczęśliwy człowiek,
                                                    któremu Pan nie poczytuje winy,
                                                    w którego duszy nie kryje się podstęp.

                                                    3 Póki milczałem, schnęły kości moje,
                                                    wśród codziennych mych jęków.
                                                    4 Bo dniem i nocą ciążyła
                                                    nade mną Twa ręka,
                                                    język mój ustawał*
                                                    jak w letnich upałach.
                                                    5 Grzech mój wyznałem Tobie
                                                    i nie ukryłem mej winy.
                                                    Rzekłem: «Wyznaję nieprawość moją wobec Pana»,
                                                    a Tyś darował winę mego grzechu*.

                                                    6 Toteż każdy wierny będzie się modlił do Ciebie
                                                    w czasie potrzeby.
                                                    Choćby nawet fale wód uderzały,
                                                    jego nie dosięgną*.
                                                    7 Tyś dla mnie ucieczką:
                                                    z ucisku mnie wyrwiesz,
                                                    otoczysz mnie radościami ocalenia.

                                                    8 «Pouczę cię i wskażę drogę, którą pójdziesz;
                                                    umocnię moje spojrzenie na tobie.
                                                    9 Nie bądźcie bez rozumu niczym koń i muł:
                                                    tylko wędzidłem i uzdą można je okiełznać,
                                                    nie zbliżą się inaczej do ciebie»*.

                                                    10 Liczne są boleści grzesznika,
                                                    lecz łaska ogarnia ufających Panu.
                                                    11 Cieszcie się sprawiedliwi i weselcie w Panu,
                                                    wszyscy o prawym sercu, wznoście radosne okrzyki!

                                                    Oto pierwsza część komentarza:

                                                    Bóg zbawia

                                                    Psalm opiewa łaskę Boża i nasze usprawiedliwienie bez żadnych naszych zasług,
                                                    lecz dzięki uprzedzającemu miłosierdziu Pana Boga naszego. Polecany jest
                                                    szczególnie ustami Apostoła, o czym przekonała nas odczytana przed chwilą
                                                    lekcja. Razem z wami, bracia kochani, wedle moich umiejętności podejmuje się go
                                                    wyjaśnić. Dlatego też najpierw polecam modlitwom waszym moje nikłe siły, jak
                                                    powiedział Apostoł, "aby dane mi było słowo, gdy usta moje otworzę" -Ef 6,19.
                                                    Chcę przemawiać w taki sposób, aby mowa moja nie stała się dla mnie
                                                    niebezpieczeństwem, dla was zaś była zbawieniem. Umysł bowiem ludzki jest
                                                    niepewny i oscyluje pomiędzy wyznaniem słabości a zuchwałą pewnością. Stąd
                                                    właśnie najczęściej dochodzi do tego, że w którąkolwiek stronę komu przydarzy
                                                    się upadek, jest to upadek w przepaść. Zarówno, gdy całkowicie podda się własnej
                                                    słabości, jak gdy stwierdzi, że miłosierdzie Boże wybacza wszystkim grzesznikom.
                                                    Wybacza niezależnie od tego, w jakich będą trwać grzechach. Wystarczy, aby
                                                    uwierzyli, że ich Bóg wybawi, że im przebaczy. W taki sposób przebacza, że w
                                                    końcu nikt z wierzących i dopuszczających się grzechów nie zginie. Znaczy to, że
                                                    nie zginie nikt z tych, którzy mówią do siebie samych: Cokolwiek bym uczynił,
                                                    jakimikolwiek nieprawościami i zbrodniami bym się nie skalał, jakiekolwiek
                                                    dopuściłbym się grzechu, Bóg w miłosierdziu swoim wybawi mnie, ponieważ
                                                    uwierzyłem w niego. Kto zatem powiada, że nikt taki nie zginie, na skutek złych
                                                    myśli skłania się ku bezkarności grzechów. Bóg jednak jest sprawiedliwy. O jego
                                                    miłosierdziu, ale i o sądzie śpiewamy. -Ps 100,1. Bóg jest nie tylko
                                                    miłosierdziem, ale też sądem. Jeżeli spotka człowieka żle o nim myślącego i
                                                    nadużywającego miłosierdzia Bożego, tego z konieczności musi potępić. Otóż tego
                                                    rodzaju myślenie spycha człowieka w przepaść. Ale i odwrotnie. Zginie również
                                                    każdy, kto przerażony takim myśleniem zaufa swoim silom i własnej
                                                    sprawiedliwości. Zginie również ten, kto postanowi w duchu postępować według
                                                    sprawiedliwości oraz wypełnić wszystkie przykazania Prawa do tego stopnia, żeby
                                                    żadnego z nich nie przekroczyć. Zginie ten, kto uważa, że w jego mocy jest
                                                    własne życie oraz, że nigdy nie upadnie, nigdy nie otoczą go ciemności, a
                                                    wszystko to przypisuje sobie i sile własnej woli. Gdyby nawet wypełnił wszystko,
                                                    co wydaje się słuszne w oczach ludzi, gdyby nie znalazło się w nim nic, co można
                                                    by napiętnować po ludzku, to już tę samą pewność siebie i zuchwałość jego pychy,
                                                    Bóg potępi. Cóż więc się stanie, jeżeli człowiek sam siebie usprawiedliwi i
                                                    zaufa własnej sprawiedliwości? Upadnie. A zatem kto rozważa i rozmyśla nad
                                                    własną słabością i zdaje się tylko na miłosierdzie Boże, a nie dba o
                                                    oczyszczenie własnego życia z grzechów, zatonie w przepaści wszelkich czynów
                                                    haniebnych, ten również zginie. Zbytnia ufność w sprawiedliwość to niczym
                                                    prawica; myśli zaś o bezkarności grzechów to lewica. Posłuchajmy głosu Boga
                                                    odzywającego się do nas: "Nie zbaczaj ani na lewo ani na prawo" - Prz 4,27. Nie
                                                    sięgaj po królestwo z poczucia własnej sprawiedliwości; nie grzesz z ufności w
                                                    miłosierdzie Boże. Odpowiesz: Cóż więc uczynię? Poucza nas ten psalm. Po
                                                    przeczytaniu go i wyjaśnieniu, sądzę, że z boską pomocą, będziemy prowadzić
                                                    życie drogą, po której już kroczymy, albo po jakiej iść powinniśmy. Niechaj
                                                    każdy słucha w odniesieniu do siebie. Skoro sobie uświadomi, niechaj albo
                                                    boleje, jak ten, który musi się poprawić, albo niechaj raduje się z tego, że
                                                    czyste ma sumienie. Jeżeli zobaczy, że zbłądził, niechaj powróci z bezdroża i
                                                    idzie drogą. A jeśli zobaczy, że jest na drodze, niechaj idzie naprzód, ażeby
                                                    doszedł do celu. Niechaj nikt nie pyszni się znajdując się poza drogą, niechaj
                                                    nikt nie ociąga się na drodze.
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 2 04.02.10, 20:15
                                                    Dzisiaj dalszy ciąg rozważań św. Augustyna dotyczących psalmu 32. Fragment ten
                                                    nosi tytuł:

                                                    Wiara i uczynki. - cz.1

                                                    "Psalm ten odnosi się do tej łaski, dzięki której jesteśmy chrześcijanami.
                                                    Świadczy o tym Apostoł Paweł. Stąd poleciliśmy wam odczytać wspomniana lekcję.
                                                    Apostoł zalecając sprawiedliwość, która płynie z wiary, przeciwko tym, którzy
                                                    chlubią sie sprawiedliwością z własnych uczynków, powiada w ten sposób: "Cóż
                                                    zatem powiemy, że znależliśmy Abrahama, ojca naszego według ciała? Jeżeli bowiem
                                                    Abraham został usprawiedliwiony z uczynków, ma powód do chlubienia się, ale nie
                                                    przed Bogiem" Rz 4,1-2. Niechaj Bóg od nas odwróci tego rodzaju chwałę, a raczej
                                                    posłuchajmy tego: "Kto się chlubi, niechaj w Panu się chlubi" - 1Kor 1,31. Wielu
                                                    bowiem chlubi się uczynkami. Spotkasz wielu pogan, którzy nie chcą zostać
                                                    chrześcijanami, ponieważ niejako wystarcza im ich własne dobre życie. Należy żyć
                                                    dobrze, powiada - cóż zatem nowego nakazuje mi Chrystus? Ażebym dobrze żył? Żyję
                                                    już dobrze, po co potrzebny mi Chrystus? Nie zabijam, nie kradnę, nie dokonuje
                                                    rozboju, cudzych rzeczy nie pożądam, żadnym cudzołóstwem się nie splamiłem. A
                                                    jednak znaleziono coś w moim życiu, co napiętnowano, ten, który gani, czyni
                                                    chrześcijanina. Chlubi się, al;e nie przed Bogiem. Nie tak postąpił ojciec nasz
                                                    Abraham. Przytoczone bowiem zdanie Pisma Świętego w tym kierunku chce skierować
                                                    naszą uwagę. Wyznajemy bowiem i taka jest nasza wiara wobec świętego patriarchy,
                                                    który podobał się Bogu, abyśmy o nim mówili i uznawali, że zgodnie ze słowami
                                                    Apostoła posiadał on powód do chluby przed Bogiem. Oczywiście wiemy i jest
                                                    rzeczą jasną, że wobec Boga Abraham miał powód do chluby. Kto mówi, że z
                                                    uczynków został Abraham usprawiedliwiony, ma powód do chluby, ale nie wobec
                                                    Boga. Posiada jedna wobec Boga. Nie został przeto usprawiedliwiony przez
                                                    uczynki. Skoro nie przez uczynki został usprawiedliwiony Abraham, to przez co?
                                                    Dalszy ciąg mówi przez co: "Bo cóż mówi Pismo?" Dzięki czemu według Pisma został
                                                    usprawiedliwiony Abraham? "Uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to poczytane ku
                                                    usprawiedliwieniu" - Rz 4,3; Rdz 15,6. Zatem wiarą został usprawiedliwiony Abraham."

                                                    Tak kończy się pierwsza część rozważania poświęconego stosunkowi wiary do uczynków.
                                                  • otryt Re: Psalm 32 cz. 2 05.02.10, 00:08
                                                    Stwórz, o mój Boże, we mnie serce czyste.
                                                    Proszę Cię, Panie.

                                                    Dziękuję Ci Andrzeju za cały ten wątek. Jest jak balsam.
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 3 05.02.10, 19:23
                                                    Wiara i uczynki cz. 2

                                                    Otóż kto słyszy, że nie dzięki uczynkom, ale dzięki wierze dostrzega ową
                                                    przepaść, o której wspomniałem. Widzisz zatem, że przez wiarę, a nie dzięki
                                                    uczynkom Abraham został usprawiedliwiony. Będę więc czynić, co mi się podoba,
                                                    ponieważ, mimo że nie posiadam dobrych uczynków, a jedynie wierzę w Boga,
                                                    zostanie mi to policzone ku usprawiedliwieniu. Jeśli ktoś tak powie i postanowi,
                                                    ten zginie, a jeżeli tylko tak myśli i jest niezdecydowany, znajduje się w
                                                    niebezpieczeństwie. Pismo natomiast Boże, nie tylko tego, kto jest w
                                                    niebezpieczeństwie wybawia, ale nawet tego podnosi, kto już wpadł w przepaść.
                                                    Odpowiem, jakbym sprzeciwiał się Apostołowi i wyrażę się o samym Abrahamie tak,
                                                    jak to spotykamy również w liście innego Apostoła. Apostoł ten pragnął
                                                    skorygować ludzi żle rozumiejących Apostoła (Pawła). Jakub bowiem w liście
                                                    swoim, przeciwstawiając się tym, którzy nie chcieli pracować ufając jedynie
                                                    wierze, chwal;i czyny tegoz Abrahama, którego wiarę wychwalał Paweł: Apostołowie
                                                    nie sprzeciwiają się sobie samym. Wspomniał bowiem czyn powszechnie znany, że
                                                    Abraham Bogu złożył w ofierze syna swojego. Czyn wielki, ale dzięki wierze - Jk
                                                    2,21. Chwalę nadbudowę czynu, ale dostrzegam fundament wiary. Wychwalam owoc
                                                    dobrego uczynku, ale w wierze uznaję jego korzenie. Gdyby tego Abraham dokonał
                                                    niezależnie od prawdziwej wiary, nie pomogłoby mu nic bez względu na to, jaki
                                                    byłby to czyn. A znowu gdyby Abraham w taki sposób trzymał się wiary, że kiedy
                                                    Bóg rozkazał mu złożyć w ofierze całopalnej syna, pomyślałby sobie: Nie uczynię
                                                    tego, a jednak wierzę. Nawet gardząc rozkazami Boga zostanę przez niego
                                                    wybawiony. Jego wiara bez uczynków byłaby martwa. I pozostałaby niczym korzeń
                                                    niepłodny i suchy.

                                                    Cóż zatem? Nie powinniśmy żadnych uczynków stawiać ponad wiarę? Innymi słowy,
                                                    czy przed przyjęciem wiary nie można o kimkolwiek powiedzieć, że dobrze
                                                    postępuje? Czyny bowiem, o których mowa, uprzedzają wiarę i chociaż wydaje się
                                                    ludziom pochwały godne, są bezwartościowe. One wydają mi się być podobne do
                                                    wielkich wysiłków i bardzo szybkiego biegu, ale poza drogę. Niechaj zatem nikt
                                                    nie liczy swoich dobrych uczynków przed wiarą spełnionych. Gdzie nie było wiary,
                                                    tam nie było dobrych uczynków. Intencja sprawia, że czyn jest dobry, a intencja
                                                    kieruje wiara. Nie tyle zważaj, co człowiek robi, ale gdzie spogląda, kiedy
                                                    robi, w jakim kierunku napina muskuły dobrego postępowania. Przyjmij, że
                                                    człowiek bardzo dobrze prowadzi okręt, ale stracił z oczu cel. Na cóż się zda,
                                                    że mocno trzyma ster, że dobrze nim porusza, że wystawia przód okrętu na fale,
                                                    że strzeże się, aby go z boku fale nie uderzały. Jest tak doświadczony, że może
                                                    doprowadzić okręt tam, gdzie chce. Ale spytają go: Dokąd płyniesz? Odpowie: Nie
                                                    wiem. Może nie powie: Nie wiem, ale płynę do tamtego portu. Tego rodzaju
                                                    człowiek nie do portu, lecz na skały pędzi. Czyż taki, im bardziej jest pewny
                                                    siebie w kierowaniu okrętem, im sprawniejszy i bardziej doświadczony, tym
                                                    niebezpieczniej nim kieruje? Czy do rozbicia prędzej nie doprowadzi? Tak jest i
                                                    z tym, który wspaniale biegnie, ale nie po torze. Czyż nie byłoby lepiej i
                                                    znośniej, ażeby ktoś słabszy z trudem i z mniejszym doświadczeniem prowadził
                                                    stery, ale trzymał się poprawnego i właściwego kursu. Otóż wolniej i nie tak
                                                    sprawnie, a jednak płynąłby po drodze. Czyż to nie jest lepsze niż poza celem
                                                    sprawnie pędzić? Najlepszy jest ten, kto i właściwej drogi się trzyma i po niej
                                                    dobrze płynie. Płynącemu towarzyszy nadzieja i choć jest mniej sprawny,
                                                    całkowicie nie błądzi ani nie zatrzymuje się, ale posuwa powoli naprzód. Należy
                                                    spodziewać się, że taki chociaż póżniej, to jednak dopłynie dokąd zmierza."

                                                    Jakże ważne są te słowa św. Augustyna - tutaj nie komentarz jest potrzebny który
                                                    będzie bardzo nieudolny, tylko zamyślenie się nad tymi słowami.
                                                    To są słowa które wielokrotnie zostały przemyślane i przemodlone - słychać w
                                                    nich życie, to nie są słowa kunsztownie cyzelowane, one są przeżyte.
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 2 05.02.10, 19:34
                                                    Dziękuję za tak miłe słowa.
                                                    Dobrze wiedzieć że słowa Ojców są nadal ważne i potrzebne.

                                                    Przepisując komentarze św. Augustyna do Psalmów , słowa które zostały spisane
                                                    ponad 1500 lat temu, coraz bardziej czuje głęboką więż z tym tłumem wiernych
                                                    który stał w gorący wieczór w kartagińskiej lub tez innej katedrze i słuchał
                                                    tych słów.
                                                    Słów tak gorących jak gorący jest klimat Afryki. Jakże im zazdroszczę że mogli
                                                    słuchać słów Augustyna - on to wszystko przeżył, ciągle czuję w tych tekstach tą
                                                    wiarę, czytając ?Wyznania" chce się momentami powiedzieć do autora - bracie,
                                                    ja też się miotam, jestem z tobą w twoich poszukiwaniach!!

                                                    Oni są wspaniali, naprawdę szkoda że nieraz dzisiaj tak bardzo zapomniani.
                                                    Chciałem poprzez te teksty choć trochę ich przybliżyć. Nie potrafię pięknie
                                                    pisać więc niech oni przemawiają, a zwłaszcza św. Augustyn.

                                                    Wystarczy tylko zamknąć oczy i znależć się na dziedzińcu kościoła w Tagaście,
                                                    Kartaginie czy też Hipponie i słuchać - a usłyszymy te słynne słowa - "Kochaj i
                                                    rób co chcesz".
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 4 07.02.10, 12:23
                                                    Dzisiaj następna część rozważań nad psalmem 32. Fragment dzisiejszy jest
                                                    poświęcony cechom dobrych uczynków:

                                                    Miłość cechą dobrego uczynku.

                                                    "A więc, bracia, Abraham został usprawiedliwiony przez wiarę. Chociaż uczynki
                                                    nie wyprzedzają wiary, jednak idą w ślad za nią. Czyż wiara twoja jest
                                                    bezpłodna? Jeżeli nie jesteś bezpłodny, to i ona taką nie będzie. Uwierzyłeś w
                                                    coś złego. Ogniem twojej złości przypaliłeś korzeń swojej wiary. Zatem działając
                                                    trzymaj się wiary. Ale powiesz: Nie o tym mówi Paweł Apostoł. Owszem, co więcej,
                                                    stwierdza: "Wiara działa przez miłość" -Gal 5,6, a na innym miejscu: "A pełnią
                                                    Prawa jest miłość" - Rz 13,10, a także: "Całe bowiem Prawo wypełnia się w tym
                                                    jednym nakazie: Będziesz miłował bliżniego swego, jak siebie samego" -Gal 5,14..
                                                    Spójrz, czy chce byś spełniał uczynki ten, który powiedział: "Nie cudzołóż, nie
                                                    zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne przykazania, które
                                                    streszaczają się w tym nakazie: "Miłuj blizniego swego, jak siebie samego.
                                                    Miłość bliżniego nie wyrządza nic złego. Przeto miłość jest doskonałym
                                                    wypełnieniem Prawa" -Rz 13,9-10. Czyż miłość pozwala ci wyrządzić jakiekolwiek
                                                    zło temu, którego kochasz? A może masz jedynie nie wyrządzać żadnego zła, ale
                                                    nie musisz czynić dobrze. Czyż miłość zabrania ci, na ile cię stać udzielić
                                                    pomocy temu, którego miłujesz? Czyż nie chodzi również o taką miłość, która
                                                    nakazuje modlić się i za nieprzyjaciół? Czyż miłość pozwala opuścić przyjaciela
                                                    temu, kto dobrze życzy nieprzyjacielowi? Jeśliby wiara była pozbawiona miłości,
                                                    byłaby bez uczynków. Ażebyś zaś zbyt wiele nie rozmyślał o uczynkach wiary,
                                                    dodaj do niej nadzieję i miłość, i przestań myśleć o tym, co masz czynić. Miłość
                                                    nie może próżnować. Cóż bowiem w każdym człowieku działa, nawet jeśli żle
                                                    postępuje, jak nie tylko miłość? Pokaż mi miłość próżnującą i nic nie czyniącą.
                                                    Bezwstyd, cudzołóstwa, zabójstwa i wszelkie rozwiązłości czyż nie wypływają z
                                                    miłości? Oczyść zatem swoją miłość. Wodę spływającą do ścieku skieruj na ogród.
                                                    Z jaka siła spłynie do świata, z taką niechaj dąży do Stworzyciela świata.. Czyż
                                                    mówi wam: Niczego nie kochajcie? Nic podobnego. Bylibyście leniwymi, martwymi,
                                                    obrzydliwymi, ludżmi nieszczęśliwymi, gdybyście niczego nie kochali. Kochajcie,
                                                    ale baczcie co kochacie. Miłość Boga, miłość bliżniego zwie się miłością; miłość
                                                    świata, miłość doczesności nazywa się pożądliwością. Pożądliwość trzeba
                                                    ograniczać, budzić zaś miłość. Sama bowiem miłość udziela temu, kto dobrze
                                                    postępuje nadziei dobrego sumienia. Dobre sumienie zaś budzi nadzieję. Jak złe
                                                    sumienie pełne jest rozpaczy, tak dobre pełne nadziei. I będą owe trzy rzeczy, o
                                                    których mówi Apostoł: "Wiara, nadzieja, miłość" -1Kor 13,13. Na innym miejscu
                                                    występują owe trzy, ale w miejsce nadziei postawił dobre sumienie. Powiada:
                                                    "Jest bowiem celem przykazania". Jakiż jest cel przykazania? To dzięki czemu
                                                    wypełnia się przykazania, a nie tym, czym się je kończy. W innym bowiem
                                                    znaczeniu mówimy: Skończyło się jedzenie: a w innym: Skończona tunika, którą się
                                                    tkało. Skończyło się jedzenie, ponieważ już go nie ma; skończona została tunika,
                                                    ponieważ została zrobiona. I tu i tam mówi się o końcu. Nie w tym znaczeniu mówi
                                                    tu o końcu przykazania, że nie jako one zaginęły, lecz, że zostały wypełnione i
                                                    dokonane, a zatem nie zniweczone. Koniec zatem prawa ze względu na te trzy:
                                                    "Końcem zaś - powiada - przykazania jest miłość płynąca z czystego serca,
                                                    dobrego sumienia i wiary nieobłudnej" - 1Tym 1,5. Zamiast nadziei wstawił dobre
                                                    sumienie. Ów bowiem ma nadzieję, kto ma dobre sumienie. Kogo zaś dręczy złe
                                                    sumienie, traci nadzieję i spodziewa się tylko potępienia. Kto chce spodziewać
                                                    się królestwa, niechaj posiada dobre sumienie. Kto chce mieć dobre sumienie,
                                                    niech uwierzy i dobrze czyni. Wierzyć jest sprawą wiary, dobrze czynić sprawą
                                                    miłości. W tym więc miejscu Apostoł zaczął od wiary: "Wiara, nadzieja, Miłość",
                                                    w innym od samej miłości: "miłość płynąca z czystego serca, dobrego sumienia,
                                                    wiary nieobłudnej". My obecnie zaczynamy od środka, od sumienia i nadziei. Kto
                                                    pragnie mieć dobrą nadzieję, niechaj posiada dobre sumienie, niech wierzy i
                                                    spełnia uczynki. Od środka postępujemy do początku i do końca. Niechaj wierzy i
                                                    niechaj czyni dobrze. Wierzyć jest dziełem wiary, spełniać uczynki jest
                                                    właściwością miłości."

                                                    Dzisiejszy fragment rozważania jest właściwie hymnem o miłości, jakże wtedy w
                                                    świecie który znał tylko przemoc były to wstrząsające słowa.
                                                    Czy dzisiaj po upływie 1600 lat nadal nie są dla nas jak najbardziej aktualne?
                                                    Właśnie teraz gdy pożądliwość została nazwana miłością?
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 5 09.02.10, 20:46
                                                    Dalszą część rozważań nad psalmem 32 została zatytułowana następująco:

                                                    Konieczność wiary, miłości i dobrych uczynków

                                                    "W jakim więc znaczeniu powiedział Apostoł, że człowiek zostaje usprawiedliwiony
                                                    przez wiarę -Rz 3,28, skoro w innym miejscu powiedział: "Wiara, która działa
                                                    przez miłość" - Gal5,6. Nie przeciwstawiamy zatem już Pawłowi Apostołowi Jakuba,
                                                    ale samego Pawła Pawłowi i zwracamy się do niego: Przez takie powiedzenie
                                                    pozwalasz nam niejako bezkarnie grzeszyć, kiedy twierdzisz: Sądzimy, że człowiek
                                                    dostępuje usprawiedliwienia przez wiarę, lecz bez uczynków, a tu twierdzisz:
                                                    Wiara, która działa przez miłość. W jaki to sposób niejako upewnię się, jeżeli
                                                    nie będę działać? Nie dostrzegam bowiem tym sposobem ani nadziei, ani też, że
                                                    posiadam dobrą wiarę, o ile nie będę działać przez miłość. Ciebie zatem samego
                                                    słucham, Apostole. Z pewnością pragniesz mi polecić wiarę bez uczynków. Dziełem
                                                    wiary jest miłość. Miłość zaś ta nie może być pusta, byle tylko nie spełniała
                                                    niczego złego, a czyniła dobro, na ile tylko potrafi. Cóż bowiem czyni miłość?
                                                    "Odstąp od złego, a czyń dobro" Ps 36,37. Zatem taką wiarę bez uczynków
                                                    zalecasz, a winnym miejscu powiadasz: "A choćbym miał wiarę taką, iżbym góry
                                                    przenosił, a miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże" - 1Kor 13,2. Skoro więc na
                                                    nic się nie zdała wiara bez miłości, a gdzie występuje miłość, tam z
                                                    konieczności jest działanie, więc i wiara działa bez miłość. W jaki zatem sposób
                                                    zostanie człowiek usprawiedliwiony bez uczynków przez wiarę? Odpowiada sam
                                                    Apostoł: Dlatego powiedziałem ci, człowiecze, abyś nie myślał, że masz pokładać
                                                    ufność w swoich uczynkach, że dzięki zasłudze twoich czynów otrzymałeś łaskę
                                                    wiary. Przed wiarą nie pokładaj zatem nadziei w uczynkach. Wiesz, że wiara
                                                    znalazła ciebie grzesznym, chociaż jako dana usprawiedliwiła cię. Byłeś
                                                    bezbożnym, a zmieniła cię w sprawiedliwego. "Wierzącemu - powiada - w tego, co
                                                    usprawiedliwia grzesznika, wiarę poczytuje się za tytuł do usprawiedliwienia" -
                                                    Rz 4,5. Kiedy bezbożny zostaje usprawiedliwiony, z bezbożnego staje się
                                                    sprawiedliwym. Jeżeli z bezbożnego staje się sprawiedliwym, czym są uczynki
                                                    bezbożnych? Niech wychwala bezbożny swoje czyny: Daję ubogim, nikomu nic nie
                                                    zabieram, nie pożądam żony cudzej, to, co u mnie zdeponowano oddaję bez
                                                    przywodzenia świadków. Tak po kolei wymienia, a ja zapytuje, czy jest pobożny
                                                    czy bezbożny? Jakżeż mogę być bezbożny - powiada - tak postępując? Tak, jak i
                                                    ci, o których powiedziano: "i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy, który jest
                                                    błogosławiony na wieki" - Rz 1,25. W jaki sposób jesteś bezbożny? A jeżeli za
                                                    twe wszystkie dobre czyny albo spodziewasz się tego, czego należy się
                                                    spodziewać, ale nie od tego, od którego należy się spodziewać; albo spodziewasz
                                                    się tego, czego nie należy się spodziewać, nawet i od tego, od którego należy
                                                    spodziewać się życia wiecznego? Jeśli za dobre uczynki spodziewałeś się jakiejś
                                                    szczęśliwości doczesnej, toś jest bezbożny. Nie jest to zasługa wiary. Wiara
                                                    jest czymś drogocennym, uznałeś ją za coś marnego. Zatem jesteś bezbożny i twoje
                                                    uczynki nie mają żadnej wartości. Chociaż poruszasz rękami spełniając dobre
                                                    uczynki i choć widzisz, że okręt jest sprawnie kierowany, pędzisz na skały. A co
                                                    się stanie, jeżeli spodziewasz się tego co należy, czyli życia wiecznego, ale
                                                    nie od Pana Boga przez Jezusa Chrystusa, przez którego jedynie otrzymuje się
                                                    żywot wieczny, lecz sądząc, że możesz je osiągnąć przez wojska niebieskie, przez
                                                    słońce i księżyc, przez moce powietrzne i morskie, ziemi czy gwiazd? Bezbożny
                                                    jesteś. Wierz w tego, który usprawiedliwia bezbożnego, ażeby również i twoje
                                                    dobre uczynki stały się prawdziwie dobre. Nie nazwałbym ich nawet dobrymi,
                                                    dopóki nie staną się owocem dobrego korzenia. Co to znaczy? Zarówno, jeśli
                                                    spodziewasz się życia doczesnego od Boga wiekuistego, jak też kiedy życia
                                                    wiecznego oczekujesz od demonów, zawsze jesteś bezbożny. Popraw wiarę, pokieruj
                                                    wiarą, sprostuj drogę. Jeżeli masz zdrowe nogi, biegnij bezpiecznie, idż śmiało,
                                                    biegnij, trzymasz się bowiem drogi. Im lepiej pobiegniesz, tym łatwiej
                                                    dojdziesz. Ale może trochę kulejesz. Przynajmniej nie zbaczaj z drogi. Póżniej
                                                    wprawdzie, ale dojdziesz. Nie zatrzymuj się, nie obracaj się wstecz, nie zbaczaj".

                                                    Idż śmiało i nie zbaczaj z drogi - krótkie i jakże mocne słowa. Odzwierciedlają
                                                    one sens całego nauczania św. Augustyna ale także i sens Ewangelii - wierzysz,
                                                    więc idż śmiało naprzód.
                                                    Jakże proste są to słowa a jednocześnie jak bardzo trudne.
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 6 12.02.10, 20:10
                                                    Rozważania nad Psalmem 32 są najbardziej rozbudowane i stanowią kwintesencję
                                                    nauczania św. Augustyna. Z tego też powodu podzieliłem je na tak wiele części.
                                                    Dzisiejsza jest zatyłowana:

                                                    Darmowość usprawiedliwienia cz. 1

                                                    "Więc cóż? Kim są błogosławieni? Napewno nie ci, w których Bóg nie znalazł
                                                    grzechu, bo u każdego je znajdzie. "Wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są
                                                    chwały Bożej"- Rz 3,23. Jeśli zatem u każdego spotyka się grzechy, to wynika z
                                                    tego, że błogosławionymi mogą być tylko ci, którym zostały one odpuszczone. To
                                                    właśnie Apostoł uświadomił słowami: "Uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to
                                                    poczytane ku usprawiedliwieniu. Otóż temu, kto działa (czyli temu, kto zaufał
                                                    uczynkom i dzięki zasłudze z nich płynącej uważa, że została mu udzielona łaska
                                                    wiary) poczytuje się zapłatę nie jako łaskę, ale jako należność" - Rz 4,3-4. Cóż
                                                    zatem to znaczy, jeśli nie to, że zasługa nazywa się łaską? Jeżeli łaską, to
                                                    jest darmo dana. Co to znaczy: darmo dana? To znaczy bez zasług. Nie uczyniłeś
                                                    nic dobrego, a dostępujesz odpuszczenia grzechów. Rozpatrując twoje czyny
                                                    okazuje się, że wszystkie są złe. Jeżeli za nie coś się należy, to gdyby Bóg
                                                    zapłacił, musiałby je potępić. Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć - Rz 6,23.
                                                    Jaka należy się zapłata za złe czyny, jeśli nie tylko potepienie? A jaka zapłata
                                                    jest za dobre? Królestwo niebieskie. Ciebie zaś zastano ze złymi uczynkami:
                                                    gdyby ci oddano to, co się należy, musiałbyś zostać ukarany. Co zatem się
                                                    dzieje? Bóg nie daje ci należnej kary, ale udziela darmowej łaski. Powinien cię
                                                    ukarać, a przebacza ci grzechy. Zaczynasz zatem żyć w wierze od momentu
                                                    przebaczenia. Otóz ta wiara, wziąwszy do pomocy nadzieję i miłość zaczyna dobre
                                                    owoce wydawać. Ale i teraz nie wynoś się, ani nie przechwalaj się. Pamiętaj o
                                                    początku drogi. Pamiętaj, że błądziłeś nawet mając zdrowe i szybkie nogi.
                                                    Pamiętaj, że choć byłeś osłabiony, na drodze leżałeś pół martwy, zostałeś
                                                    posadzony na bydleciu i zawieziony do zajazdu - Łk 10,30. "Otóż temu, który
                                                    pracuje, poczytuje się zapłatę nie jako łaskę, ale jako należność". Jeżeli
                                                    chcesz zostać pozbawiony łaski, chwal się swoimi zasługami. On zaś widzi, co w
                                                    tobie jest i wie, co sie komu należy. Powiada: "Temu jednak, który nie działa".
                                                    Otóż pomyśl o jakimś grzeszniku. Nie działa. A więc co? Wierzy wszakże w tego,
                                                    który usprawiedliwia bezbożnego. Dlatego, że nie spełnia dobrych uczynków, jest
                                                    bezbożny. I choćby się zdawało, że wykonuje dobre uczynki, skoro nie wierzy, nie
                                                    należy ich nawet dobrymi nazywać. "Temu, który wierzy w tego, który
                                                    usprawiedliwia grzesznika, wiarę jego poczytuje się za tytuł do
                                                    usprawiedliwienia, zgodnie z pochwałą, jaką Dawid wypowiada o człowieku, którego
                                                    Bóg usprawiedliwia niezależnie od uczynków" - Rz 4,5-6. O jakie
                                                    usprawiedliwienie chodzi? Z wiary, której nie poprzedziły dobre uczynki, ale za
                                                    którą idą dobre uczynki.

                                                    Uważajcie zatem! W przeciwnym razie żle rozumiejąc wpadniecie w ową przepaść
                                                    popełniania grzechów. Ja zaś pozostanę tak wolny od odpowiedzialności, jak też
                                                    Apostoł był wolny bez względu na to, że może być przez kogoś żle zrozumiany.
                                                    Chętnie bowiem ludzie żle rozumieją, w tym celu ażeby nie spełniać dobrych
                                                    uczynków. Nie zaliczajcie się bracia do tego rodzaju ludzi. Powiedziano w
                                                    którymś psalmie o podobnym człowieku, czyli o człowieku tego rodzaju, który:
                                                    "Nie chciał zrozumieć, ażeby nie czynić dobrze" -Ps 35,4. Nie powiedziano, że
                                                    nie mógł zrozumieć. Jest rzeczą konieczną, żebyście chcieli zrozumieć, i abyście
                                                    dobrze postępowali. Oczywiście, że nie zabraknie wam zrozumienia. Na czym polega
                                                    to oczywiste zrozumienie? Niechaj nikt nie chlubi się dobrymi uczynkami
                                                    spełnionymi przed przyjęciem wiary i niech nikt nie ociąga się od ich spełnienia
                                                    po przyjęciu wiary. Bóg więc przebacza każdemu grzesznikowi i usprawiedliwia go
                                                    z wiary."

                                                    Ostatni akapit jest wręcz fundamentalny dla chrześcijaństwa - wiara usprawiedliwia.
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 7 14.02.10, 13:51
                                                    Dzisiaj dokończenie rozważań poświęconych usprawiedliwieniu.

                                                    Darmowość usprawiedliwienia cz. 2

                                                    "Błogosławieni, którym zostały odpuszczone nieprawości, których grzechy są
                                                    zakryte. Błogosławiony człowiek, któremu Pan nie poczytał grzechu ani w ustach
                                                    jego nie ma zdrady". Zaczyna się Psalm i zaczyna się zrozumienie. Zrozumienie
                                                    zaś, czyli inteligencja, polega na tym, żebyś wiedział, że ani nie powinieneś
                                                    się chełpić własnymi zasługami, ani pokładać ufność w bezkarności za grzechy.
                                                    Tytuł zaś psalmu brzmi: "Dla samej inteligencji Dawida". Jest to psalm
                                                    "zrozumienia". Pierwsze zrozumienie polega na tym, ażebyś wiedział, że jesteś
                                                    grzesznikiem. Następne zrozumienie polega na tym, że kiedy już zaczniesz przez
                                                    miłość spełniać dobre uczynki z wiary, żebyś nie przypisywał ich sobie, ale
                                                    łasce Bożej. W ten sposób nie będzie zdrady w sercu twoim, czyli w twych
                                                    wewnętrznych ustach. Nie będziesz też miał czego innego na ustach, a czego
                                                    innego w myśli. Nie będziesz zaliczony do owych faryzeuszów, o których
                                                    powiedziano: "Podobni jesteście do grobów pobielanych. Z zewnątrz u ludzi
                                                    uchodzą za sprawiedliwych, ale wewnątrz pełni są podstępu i niegodziwości" - Mt
                                                    23,27. Czyż ten, kto jest grzesznikiem, a uważa się za sprawiedliwego, nie jest
                                                    pełnym zdrady? Nie jest on Natanaelem, o którym powiedział Pan: "Oto prawdziwy
                                                    Izraelita, w którym nie masz zdrady". Dlaczego w owym Natanaelu nie było zdrady?
                                                    Powiada: "Kiedy byłeś pod figą, widziałem cię" - J 1,47-48. Był pod figą, był
                                                    pod warunkami cielesnymi. Jeżeli był pod warunkami ciała, ponieważ nieprawość
                                                    wynikająca z pochodzenia krępowała go, był pod ową figą, o czym słyszymy
                                                    westchnienie w innym psalmie: "Oto bowiem w nieprawości zostałem poczęty" - Ps
                                                    50,7. Ujrzał go jednak ten, który przyszedł z łaską. Co oznacza: widział go?
                                                    Zmiłował się nad nim. Ludzi zatem bez zdrady poleca, ze poleca im swoją łaskę.
                                                    "Kiedyś był pod figą, widziałem cię". "Widziałem cię" czyż nie oznacza to coś
                                                    innego, niż, abyś zrozumiał sposób mówienia. Cóż to wielkiego zobaczyć człowieka
                                                    pod figą? Gdyby Chrystus pod tą figą nie dojrzał rodzaju ludzkiego, albo całkiem
                                                    byśmy uschnęli, albo, jak faryzeusze, w których była zdrada, czyli
                                                    usprawiedliwiali się słowami, ale faktycznie byli złymi ludżmi, pozostałyby na
                                                    nas jedynie liście, a nie owoce. Kiedy Chrystus zobaczył takie drzewo figowe,
                                                    przeklął je, a ono uschło. Widzę, rzekł, same liście, czyli jedynie słowa, a nie
                                                    ma owocu? "Niechaj uschnie" - Mt 21,19, powiada, i niechaj nawet liści nie
                                                    posiada. Dlaczego nawet słowa potępił? Uschłe drzewo nie może mieć nawet liści.
                                                    Takimi byli Żydzi, faryzeusze byli takim drzewem. Mówili, ale nic nie czynili. Z
                                                    wyroku Pańskiego zasłużyli na to, aby uschli. Widział więc nas Chrystus pod
                                                    drzewem figowym. Niechaj dojrzy również i w naszym ciele owoce dobrych uczynków,
                                                    ażebyśmy nie uschli na skutek jego przekleństwa. A ponieważ wszystko zależy od
                                                    jego łaski, a nie od naszych zasług: "Błogosławieni, którym zostały odpuszczone
                                                    nieprawości, których grzechy są zakryte". Nie ci, u których nie znaleziono
                                                    grzechu, ale których grzechy są zakryte. Zasłonięte zostały grzechy, zakryte,
                                                    unicestwione. Jeśli Chrystus zakerył grzechy, nie chciał ich widzieć. Jeśli nie
                                                    chciał widzieć, nie chciał również dostrzec. Jeśli nie chciał dostrzec, nie
                                                    chciał ich karać. Jeśli nie chciał karać, nie chciał uznać, wolał je przebaczyć.
                                                    "Błogosławieni, którym zostały odpuszczone nieprawości, których grzechy są
                                                    zakryte". To co powiedział nie rozumiejcie w ten sposób, że grzechy zostały
                                                    zakryte, to znaczy, że tam są i tam żyją. Dlaczego więc powiedział, że grzechy
                                                    zostały zakryte? Żeby ich nie było widać. Co dla Boga, znaczy widzieć grzechy,
                                                    jeśli nie ukarać je? Ażebyś wiedział, że dla Boga widzieć grzechy oznacza tyle,
                                                    co ukarać grzechy, to co powiedziano: "Odwróć oblicze twoje od grzechów moich" -
                                                    Ps 50,11? Niechaj więc nie widzi twoich grzechów, byle widział ciebie. W jaki
                                                    sposób ma cię widzieć? Jak Natanaela, "Kiedy byłeś pod figą, widziałem cię"?
                                                    Cień figi nie przesłonił go dla oczu miłosierdzia Bożego."

                                                    Próżna nasza wiara bez uczynków, same one w sobie nie niosą usprawiedliwienia -
                                                    "niechaj nie widzie twoich grzechów, byle widział ciebie" - byle widział właśnie
                                                    wiarę.
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 8 17.02.10, 19:07
                                                    Dzisiaj początek Wielkiego Postu. Dzisiejsza część rozważań św. Augustyna nad
                                                    Psalmem 32 jest - jak mi się wydaje - bardzo dobrym wprowadzeniem w ten okres
                                                    liturgiczny. Biskup Hippony omawia snuje w tym fragmencie rozważania na temat
                                                    postawy faryzeusza i celnika.
                                                    Oto powyższy fragment:

                                                    Faryzeusz i celnik

                                                    "Ani w ustach jego nie ma zdrady". Ci, którzy nie chcą wyznać swoich grzechów,
                                                    męczą się bez powodu, aby obronić własne grzechy. A im bardziej meczą się, aby
                                                    usprawiedliwić swoje grzechy chełpiąc się własnymi zasługami i nie dostrzegając
                                                    swoich nieprawości, tym bardziej słabnie ich siła i męstwo. Ten bowiem jest
                                                    silny, kto nie w sobie, ale w Bogu jest mocny. Ze względu na słowa: "Trzykroć
                                                    prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz (Pan) mi powiedział: Wystarczy ci
                                                    mojej łaski". "Łaski mojej" - powiedział - a nie mocy mojej. "Wystarczy ci mojej
                                                    łaski. Noc bowiem w słabości się doskonali". Dlatego w innym miejscu sam
                                                    powiedział: "Kiedy ulegam słabości, wtedy jestem mocny" - 2Kor 12,8-10. Kto
                                                    zatem pragnie być silnym pokładając niejako ufność w sobie i chełpiąc się swymi
                                                    zasługami, jakiekolwiek by one nie były, stanie się podobny do faryzeusza owego,
                                                    który chociaż przyznawał, że od Boga wszystko otrzymał, jednak pysznie się
                                                    chełpił: "Dziękuję ci, Boże" - mówił. Uważajcie, bracia moi, jaki rodzaj pychy
                                                    Bóg poleca. Taki właśnie rodzaj może wedrzeć się do człowieka sprawiedliwego,
                                                    taki może wśliznąć się nawet do duszy męża dobrej nadziei. "dzięki ci" powiadał.
                                                    Więc kiedy mówił: "Dzięki ci", przyznawał, że od niego otrzymał to, co powiadał.
                                                    Co cóż masz, czego byś nie otrzymał -1Kor 4,7? Więc rzekł: "Dzięki ci". "Boże,
                                                    dziękuję ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołóżnicy,
                                                    albo jak i ten celnik". Dlaczego więc pyszny? Nie dlatego, że dziękował Bogu za
                                                    jego dobra, ale dlatego, że wynosił się ponad innych z racji otrzymania dóbr.

                                                    Uważajcie, bracia, wszak Ewangelista wskazał, od czego sam Pan zaczął tę
                                                    opowieść. Chrystus bowiem powiedział: "Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę
                                                    na ziemi, gdy przyjdzie". Aby nie powstali jacyś heretycy, którzy rozważają i
                                                    sądzą, że niejako cały świat upada, że wszyscy heretycy są tylko mniejszością i
                                                    o zasięgu lokalnym; aby oni nie chełpili się, że dla nich pozostanie to, co
                                                    pozostanie po zagładzie całego świata, otóż zaraz po przytoczonych słowach Pana:
                                                    "Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie", Ewangelista
                                                    dorzucił to, co następuje: "Powiedział też do niektórych - co ufali w sobie, że
                                                    są sprawiedliwi, a innymi gardzili - tę przypowieść. Dwóch ludzi przyszło do
                                                    świątyni, żeby sie modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik", a dalszy ciąg
                                                    znacie. Otóż ów faryzeusz mówił: "Boże, dziękuje ci". W czym więc pycha? W
                                                    pogardzie dla innych. Czym to udowodnisz? Jego słowami. Jak? Faryzeusz wzgardził
                                                    tym stojącym z daleka, do którego, gdy wyznał grzech Bóg się przybliżył.
                                                    "Natomiast celnik - rzecze - stojąc z daleka". Czy Bóg nie był daleko od niego?
                                                    W innym bowiem miejscu powiedziano: "Bliski jest Pan tym, którzy serce swe
                                                    skruszyli" - Ps 33,19. Zobaczcie, czy celnik ów miał serce skruszone, a
                                                    dostrzeżecie, że Bóg jest bliski tych, którzy skruszyli swe serce. "Natomiast
                                                    celnik stojąc z daleka, nawet oczu nie śmiał wznieść ku niebu, lecz bił się w
                                                    piersi". Uderzenie w piersi, oznacza kruszenie serca. Co mówił bijący się w
                                                    piersi? "Boże, bądż miłościw mnie grzesznemu". I jaki wyrok Pana? "Powiadam wam:
                                                    Odszedł do domu usprawiedliwiony ów celnik bardziej niż ów faryzeusz". Dlaczego?
                                                    Taki jest sąd Boży. "Nie jestem jak ten celnik, nie jestem jak inni ludzie,
                                                    niesprawiedliwi, zdziercy, cudzołóżnicy. Poszczę dwa razy na tydzień, daję
                                                    dziesięciny ze wszystkiego co posiadam". Celnik nie waży się podnieść oczu swych
                                                    do nieba, wnika w swoje sumienie, stoi z daleka, a zostaje usprawiedliwiony
                                                    bardziej niż ów faryzeusz. Dlaczego? Błagam cię, Panie, wytłumacz tę swoją
                                                    sprawiedliwość. Wyjaśnij nam równość twojego prawa. Wyłożył Bóg zasady swojego
                                                    prawa. Chcecie wiedzieć dlaczego? "No każdy, kto się wywyższa, będzie poniżony,
                                                    a kto się uniża, będzie wywyższony" - łk 18,8-14.

                                                    Uważajcie, bracia kochani. Powiedzieliśmy, że celnik nie śmiał podnieść oczu.
                                                    Dlaczego nie spoglądał w niebo? Ponieważ patrzył w siebie. Patrzył w siebie, aby
                                                    najpierw sobie obrzydzić siebie, a wtedy spodobać się Bogu. A ty się chełpisz i
                                                    wyprężasz swój kark. Rzekł Pan do pyszałka: Nie chcesz się sobie przyjrzeć? Ja
                                                    ci się przyjrzę. Chcesz żebym się nie przyglądał? Zobacz się sam. Dlatego celnik
                                                    nie śmiał oczu do góry podnieść, ponieważ spoglądał w siebie, karał własne
                                                    sumienie. Sam stał się dla siebie sędzią, aby on wstawił się za nim. Sam siebie
                                                    ukarał, aby Bóg go wybawił. Sam się oskarżał, aby on go obronił. Dlatego obronił
                                                    go, ponieważ wydał wyrok na jego korzyść: "Odszedł do domu usprawiedliwiony ów
                                                    celnik bardziej niż ów faryzeusz. Bo każdy, kto się wywyższa, będzie poniżony, a
                                                    kto się uniża, będzie wywyższony". Patrzył w siebie, powiada, a ja nie chciałem
                                                    patrzeć; wysłuchałem słów: "Odwróć oczy twoje od moich grzechów". Ten kto to
                                                    powiedział, rzekł także: "Ponieważ ja uznaję własną nieprawość" - Prz 20,9. Tak
                                                    więc, bracia moi, również ów faryzeusz był grzesznikiem. Nie dlatego był
                                                    grzesznikiem, że mówił: "Nie jestem jak inni ludzie, niesprawiedliwi, zdziercy,
                                                    cudzołóżnicy", ani dlatego nie był grzesznikiem, że pościł dwa razy na tydzień,
                                                    że płacił dziesięciny. Gdyby nawet nie miał żadnych innych grzechów, to już sama
                                                    pycha była wielka zbrodnią, a w dodatku wszystko to wypowiedział. Któż zresztą
                                                    jest bez grzechu? Kto może się chlubić, że posiada serce czyste, albo kto może
                                                    się chwalić, że jest oczyszczony z grzechu - Ps 50,5.11? Był więc grzesznikiem,
                                                    ale przewrotny i nie zdając sobie sprawy, gdzie wszedł, był niczym w gabinecie
                                                    lekarskim, ale żeby się uleczyć, pokazywał zdrowe członki, ukrywał natomiast
                                                    rany. Bóg zakrywa rany, ty tego nie rób. Jeśli bowiem wstydząc się, będziesz je
                                                    zakrywał, lekarz cię nie uleczy. Lekarz zakrywa i leczy, przykrywa je bowiem
                                                    plastrem. Pod zasłoną lekarską leczą się rany, zasłona ukrywa ranę zranionego.
                                                    Przed kim zakrywasz grzechy? Przed tym, który widzi wszystko".
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 9 20.02.10, 13:20
                                                    Dzisiejszy fragment rozważań na psalmem 32 nosi znamienny tytuł. Można by nawet
                                                    powiedzieć tytuł bardzo związany z okresem Wielkiego Postu. Cóż więc takiego
                                                    chce nam powiedzieć św. Augustyn?:

                                                    Wyznawanie grzechów cz. 1

                                                    "Tak więc, bracia, zobaczcie, co powiada: "Ponieważ milczałem, zestarzały się
                                                    moje kości, od wołania mnie przez cały dzień". Co to znaczy? "Ponieważ
                                                    milczałem, zestarzały się kości moje od wołania". Jeżeli od wołania, to jak mógł
                                                    milczeć? Ktoś milczał, a ktoś nie milczał. Zamilczał skąd czerpał korzyść, nie
                                                    zamilczał w czym upadł. Zamilczał wyznanie, wołał pewnością siebie. "Milczałem"
                                                    bowiem powiedział, a nie "wyznałem". Tak należało mówić. Zamilczeć swoje
                                                    zasługi, wykrzyczeć swoje winy. On jednak przewrotnie przemilczał własne
                                                    grzechy, wykrzyczał zasługi. I co mu się przytrafiło? Zestarzały się kości jego.
                                                    Zważcie, że gdyby wypowiadał własne grzechy, a przemilczał zasługi, odmłodziłyby
                                                    się jego kości, czyli cnoty. Stałby się mocnym w Panu, ponieważ uważałby siebie
                                                    za słabego. Tymczasem, dlatego że chciał być w sobie mocnym, stał się słabym i
                                                    zestarzały się kości jego. Pozostała mu starość, ponieważ przez wyznanie nie
                                                    chciał umiłować młodości. Bracia, wiecie kim stają się odnowieni, ponieważ:
                                                    "Błogosławieni, którym zostały odpuszczone nieprawości, których grzechy są
                                                    zakryte". Nie chciał, aby mu zostały odpuszczone grzechy, wynosił się, bronił
                                                    ich, chełpił się własnymi zasługami. A więc, ponieważ przemilczał wyznanie,
                                                    zestarzały się kości jego. "Od wołania mnie przez cały dzień". Co to? "Od
                                                    wołania mnie przez cały dzień"? Broniąc uparcie własnych grzechów. A zobaczcie
                                                    jednak kim się stał dlatego, że poznał siebie. Teraz przyjdzie zrozumienie. Poza
                                                    sobą nie spojrzy na nic i zbrzydnie sam sobie, ponieważ poznał siebie samego.
                                                    Teraz posłuchajcie, a będziecie zbawieni.

                                                    "Błogosławiony człowiek, któremu Pan nie poczytał grzechu, ani w ustach jego nie
                                                    ma zdrady. Ponieważ milczałem, zestarzały się kości moje, od wołania mnie przez
                                                    dzień cały. Bo dniem i nocą ciążyła nade mną twa ręka". Co znaczy: "ciążyła nade
                                                    mną twa ręka"? Wielka to rzecz, bracia. Zważcie na ów sprawiedliwy wyrok wydany
                                                    na faryzeusza i celnika. Co powiedziano o faryzeuszu? Że zostaje wywyższony.
                                                    Dlaczego pierwszy został upokorzony? Ponieważ się wywyższał. Dlaczego drugi
                                                    został wywyższony? Ponieważ się poniżał. Ażeby zatem upokorzyć wywyższającego
                                                    się ręka Boga ciąży nad nim. Nie chciał się poniżyć wyznaniem własnej
                                                    nieprawości, został upokorzony ciężarem ręki Boga. Jak bardzo odczuł ciężar ręki
                                                    poniżającej? Jakże lekka jest ręka podnoszącego! W pierwszym i drugim przypadku
                                                    silna ręka. Silna, aby pierwszego przygnieść, silna aby drugiego podnieść.

                                                    A więc "ponieważ dniem i nocą ciążyła nade mną twa ręka, zmieniłem się w
                                                    nieszczęście, kiedy przeszywał mnie cierń", na skutek ciężaru twej ręki, na
                                                    skutek upokorzenia, zmieniłem się w nieszczęście, stałem się nędzny, utkwił we
                                                    mnie cierń, niepokoi mnie moje sumienie. Co się stało, kiedy przeszywał go
                                                    cierń? Odczuł ból, poznał własną słabość. Tego, który przemilczał wyznanie swego
                                                    grzechu, zestarzała się również wołaniem w obronie grzechu siła, czyli kości
                                                    stały mu się stare. Co teraz sprawia przeszywający cierń? "Grzech swój
                                                    poznałem". A więc już poznał. Jeśli ten poznał, Bóg zapomniał. Posłuchajcie
                                                    dalszych słów; zobaczcie, czy on sam nie mówi: "Grzech swój poznałem, a
                                                    niesprawiedliwości mojej nie zakryłem". Stwierdziłem już: Nie ukrywaj ty,
                                                    zakryje Bóg. "Błogosławieni, którym zostały odpuszczone nieprawości, których
                                                    grzechy są zakryte". Ci, którzy zakrywają grzechy, zostaną odkryci. Ten odkrył,
                                                    ażeby został zakryty. "Niesprawiedliwości mojej nie zakryłem". Co to znaczy:
                                                    "nie zakryłem"? Do tej pory milczałem, a teraz: "Powiedziałem". Coś
                                                    przeciwstawnego do owego milczenia. "Powiedziałem". Coś powiedział? "Rzekłem:
                                                    wyznam przeciwko sobie niesprawiedliwość moją Panu; Ty zaś odpuściłeś nieprawość
                                                    mego serca". "Powiedziałem" Coś powiedział? Jeszcze nie wyznaje, obiecuje
                                                    wyznać, a on już odpuścił. Uważajcie, bracia, bo to wielka rzecz. Powiedział
                                                    "Wyznam, a ty odpuściłeś", ponieważ przez to samo, że powiedział "wyznam"
                                                    wskazał, że jeszcze ustami nie wyznał, lecz wyznał tylko sercem. To samo jest
                                                    mówić "wyznam" co i "wyznać". Dlatego też "ty odpuściłeś nieprawość mego serca".
                                                    Moje więc wyznanie jeszcze nie wpłynęło na usta; albowiem powiedziałem: "Wyznam
                                                    przeciwko sobie", ale Bój już usłyszał głos mojego serca. Głos jeszcze nie był
                                                    na ustach, ale ucho Boże już było w sercu. "Ty odpuściłeś nieprawość mego
                                                    serca", ponieważ powiedziałem: "Wyznam"."

                                                    Jakże wielką wagę przykłada św. Augustyn do naprawy wnętrza człowieka. To, co na
                                                    ustach, to za mało. "Wyznam" powinno byc powiedziane sercem.
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 10 22.02.10, 15:01
                                                    Wyznawanie grzechów cz. 2

                                                    "Ale czy nie wystarczyło powiedzieć: "Wyznam nieprawość moją Panu"? Nie bez
                                                    powodu powiedział: "Wyznam przeciwko sobie". Ma to również znaczenie. Wielu
                                                    bowiem wyznaje nieprawość swoją, lecz przeciwko samemu Panu Bogu. Kiedy zostaną
                                                    schwytani na grzechu powiadają: Bóg tak chciał. Jeśli człowiek powie: Nie
                                                    zrobiłem, albo: To, co piętnujesz, nie jest grzechem, nie wyznaje ani przeciwko
                                                    sobie, ani przeciwko Bogu. Jeśli zaś powie: To zrobiłem i to jest grzechem, ale
                                                    Bóg chciał to, co ja zrobiłem? To właśnie znaczy wyznać przeciwko Bogu. Może
                                                    odpowiecie: Nikt tak nie mówi. Czy jest ktoś, kto powiedziałby: Bóg tego chciał?
                                                    Wieli tak właśnie mówi. A jeśli nawet nie tymi słowy, to czy co innego znaczy
                                                    to, co mówię: Los mi sprawił, moje gwiazdy to sprawiły? W ten sposób drogą
                                                    okrężną chcę dojść do Boga. Drogą okrężną chcę dojść do tego, aby Boga oskarżyć.
                                                    Nie chcę podejść wprost, aby go przeprosić. Twierdzę: Fatum to sprawiło. Czym
                                                    jest fatum? Moje gwiazdy to sprawiły. Czym są gwiazdy? Z pewnością tym, co na
                                                    niebie dostrzegamy. A kto je stworzył? Bóg. Kto je tam uporządkował? Bóg.
                                                    Widzisz więc, co chciałeś powiedzieć: Bóg sprawił, że zgrzeszyłem. A więc Bóg
                                                    jest niesprawiedliwy, a ty jesteś sprawiedliwy. Gdyby Bóg ich nie stworzył, ty
                                                    nie zgrzeszyłbyś. Usuń te tłumaczenia własnych grzechów. Pomnij na słowa psalmu:
                                                    "Nie skłaniaj serca mego ku słowom złośliwym, ku szukaniu wymówek w grzechach,
                                                    wobec ludzi czyniących nieprawość". Wszak to sławni mężowie, którzy bronią
                                                    swoich grzechów; wielcy którzy liczą gwiazdy. Obliczają ich położenie i czas.
                                                    Przepowiadają kiedy i kto zgrzeszy lub kiedy postąpi dobrze. Marsa obarczają
                                                    zabójstwami, Wenus zaś cudzołóstwami. Wielcy to uczeni i na tym świecie uznani
                                                    za wybranych. A co czytamy w psalmie? "Nie skłaniaj serca mego ku złym słowom,
                                                    ku szukaniu wymówek w grzechach wobec ludzi czyniących nieprawość, nie będę
                                                    wdawał się z ich wybranymi" -Ps 140,4. Niechaj oni nazywają wybranymi i uczonymi
                                                    tych znawców gwiazd, niechaj nazywają mędrcami tych, którzy niejako z palców
                                                    odczytują losy ludzkie, a z gwiazd opisują ludzkie obyczaje. Bóg stworzył mnie
                                                    obdarzonego wolną wolą. Jeżeli zgrzeszyłem, to ja zgrzeszyłem. Nie tylko wyznam
                                                    swoją nieprawość Panu, ale wyznam ją przeciwko sobie, a nie przeciwko Bogu. "Ja
                                                    rzekłem: Panie, zmiłuj się nade mną". wołał chory do lekarza. "Ja rzekłem".
                                                    Dlaczego "Ja rzekłem"? Wystarczyłoby: "rzekłem". "Ja" powiedziano z emfazą: "ja,
                                                    ja", nie fatum, nie fortuna, nie diabeł, ponieważ on nie zmusza, ale ja
                                                    przyzwoliłem na jego pokusę. "Ja rzekłem, Panie, zmiłuj się nade mną, ulecz
                                                    duszę moją, ponieważ tobie zgrzeszyłem" - Ps 40,5. Podobnie i tu ustanawia i
                                                    stwierdza: "Rzekłem: wyznam przeciwko sobie niesprawiedliwość moja Panu, ty zaś
                                                    odpuściłeś nieprawość mego serca".

                                                    "O to modlił się będzie do ciebie każdy święty w czasie właściwym". W jakim
                                                    czasie? "O to" Co to oznacza? O bezbożność. O jaką bezbożność? O samo
                                                    odpuszczenie grzechów. "O to modlił się będzie do ciebie każdy święty w czasie
                                                    właściwym". Dlatego do ciebie będzie się modlił każdy święty, że odpuściłeś
                                                    grzechy. Gdybyś bowiem nie odpuścił grzechów, nie byłby świętym ten, kto się do
                                                    ciebie modli. "O to modlił się będzie do ciebie każdy święty w czasie
                                                    właściwym". Gdy objawi się Nowy Testament, kiedy objawi się łaska Chrystusowa,
                                                    czyli to jest czas właściwy. "Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego,
                                                    zrodzonego z niewiasty (czyli z kobiety, bowiem starożytni używali tych słów
                                                    zamiennie) zrodzonego pod niewolą Prawa, aby wykupił tych, którzy byli w
                                                    niewoli" - Gal 4,4-5. Skąd wykupił? Od diabła, od zguby, z grzechów, od tego,
                                                    komu się zaprzedali. "Aby wykupił tych, którzy byli w niewoli Prawa". Byli
                                                    bowiem w niewoli Prawa. Prawo bowiem ich uciskało. Uciskało ich położenie, które
                                                    przejmowało poczuciem winy, a nie zbawiało. Zakazywało wprawdzie czynić zło, oni
                                                    jednak nie posiadali sił do usprawiedliwienia siebie samych, dlatego należało
                                                    wołać do niego w taki sposób, jak niewolnik prowadzony pod prawem grzechu:
                                                    "Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała tej śmierci" - Rz 7,23-24?
                                                    Wszyscy ludzie byli nie w Prawie, ale pod Prawem, które gniotło i przejmowało
                                                    poczuciem winy. Prawo bowiem wyjawiało grzech. Ono wbijało kolec, ono przebodło
                                                    serce, ono upominało, aby każdy siebie uznawał winnym i wołał do Boga o
                                                    przebaczenie. "O to modlił się będzie do ciebie każdy święty w czasie
                                                    właściwym". Powiedziałem więc o czasie właściwym: "Gdy nadeszła pełnia czasu,
                                                    zesłał Bóg Syna swego". Powiada również Apostoł: "Czasu pomyślnego wysłuchałem
                                                    cię, w dzień zbawienia wspomogłem cię". Ponieważ zaś było to przepowiedziane
                                                    przez proroka w odniesieniu do wszystkich chrześcijan, dodał Apostoł: "Oto teraz
                                                    czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia" - 2Kor 6,2.
                                                    "O to modlił się będzie do ciebie każdy święty w czasie właściwym".

                                                    Jakże często szukamy wymówek dla swojego postępowania. Jakże często to nie ja
                                                    zawiniłem, tylko jacyś "oni", a przecież nie musimy już żyć przytłoczeni Prawem
                                                    i strachem przed jego konsekwencjami - wystarczy tylko. Czy tylko? może aż? - wiara.
                                                    Ale wiara wymaga konsekwencji w postępowaniu - nie szukam wymówek, lecz sam
                                                    wyznaję swoje winy - jakże to bywa trudne.
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 11 28.02.10, 14:47
                                                    Po kilku dniach przerwy wracam do dalszych części rozważań św. Augustyna nad
                                                    psalmem 32. Teraz następuję moment kulminacyjny tych rozważań. Do tej pory
                                                    najważniejsze było uzmysłowienie sobie naszych grzechów i sposobu ich wyznania.
                                                    Kolejna część rozważań nosi więc tytuł:

                                                    Do Boga przystępujemy z pokorą cz. 1

                                                    " <Jednakże podczas zalewu ogromu wód, nie podejdę do niego >. <Do niego>, czyli
                                                    do kogo? Do Boga. Zwykł bowiem zmieniać osobę. Jak to jest: <Pańskie jest
                                                    zbawienie, a nad ludem twoim twe błogosławieństwo > Ps 3,9. Nie powiedział:
                                                    Pańskie jest zbawienie, a nad ludem jego błogosławieństwo; albo: Panie, twoje
                                                    jest zbawienie, a nad ludem twe błogosławieństwo, lecz kiedy zaczął: "Pańskie
                                                    jest zbawienie", mowi nie do niego, lecz o nim. Tam zwrócił się do niego i mówi:
                                                    "A nad ludem twoim twe błogosławieństwo". Podobnie i tu najpierw słyszysz "do
                                                    ciebie" a następnie "do niego". Nie sądż jednak, że chodzi o kogoś innego "O to
                                                    modlił się będzie do ciebie każdy święty w czasie właściwym. Jednakże podczas
                                                    zalewu ogromu wód, nie podejdę do niego". Co to znaczy: "podczas zalewu ogromu
                                                    wód"? Ci, którzy pływają podczas zalewu ogromu wód, nie zbliżą się do Boga. Czym
                                                    jest zalew ogromu wód? Wielość najrozmaitszych doktryn. Uważajcie, bracia. Ogrom
                                                    wód, to rozmaite nauki. Nauka Boża jest jedna, nie ma wielu wód, ale jedna jest
                                                    woda, zarówno sakramentu chrztu, jak też zbawiennej nauki. O samej nauce, która
                                                    zrasza nas Duch Święty mówi się: "pij wodę z własnej cysterny i tę, która płynie
                                                    z twej studni" -Prz 5,15. Do tych żródeł nie mają dostępu bezbożni, lecz
                                                    wierzący w tego, który usprawiedliwia bezbożnego - Rz 4,5, przystępują więc już
                                                    usprawiedliwieni. Inne liczne wody, liczne doktryny plamią dusze ludzkie, o czym
                                                    niedawno mówiłem. Obca jest to nauka: Los to sprawił. Obca jest to doktryna:
                                                    przypadek chciał, fortuna sprawiła. Jeżeli przypadki rządzą ludżmi, to nic nie
                                                    jest dziełem opatrzności. Jest to ta sama nauka. Ktoś inny rzekł: Istnieje lud
                                                    ciemności, ciągle sprzeciwiający się, który powstał przeciwko Bogu. On sprawia,
                                                    że ludzie grzeszą. W tym zalewie ogromu wód, nie podejdą do Boga. Jakąż jest ta
                                                    woda, ta prawdziwa, która tryska z wewnętrznego żródła czystej żyły prawdy? Czy
                                                    może być inna woda, bracia, niż ta, która uczy wyznawać Pana? Czy może być inna
                                                    ta woda, niż ta, która uczy: "Dobrze jest wyznawać Panu" -Ps 91,2? Jakaż to jest
                                                    inna woda, jeśli nie ta, która uczy słów: "Rzekłem: wyznam przeciwko sobie
                                                    niesprawiedliwość moją Panu", oraz: "Ja rzekłem, Panie, zmiłuj się nade mną,
                                                    ulecz duszę moją, przeciwko tobie bowiem zgrzeszyłem"? Jest to woda wyznawania
                                                    grzechów, woda uniżenia serca, woda życia, woda zbawienia, woda wyrzeczenia się
                                                    siebie samego, woda w niczym nie opierająca się na sobie, woda nic nie
                                                    przypisująca mocy swojej pychy. Wody tej nie znajdziesz w żadnych obcych
                                                    księgach, ani u epikurejczyków, ani u stoików, ani u manichejczyków, ani u
                                                    platończyków. Wszędzie bowiem można spotkać przepisy bardzo dobre dotyczące
                                                    obyczajów i dyscypliny, są jednak uważane za czysto ludzkie, a mimo to pochodzą
                                                    od Chrystusa. Ta droga wypływa z niego. Nie wypływa ona z innego żródła, jak
                                                    tylko od Chrystusa. Ta droga pochodzi od tego, który był wielki, a przyszedł
                                                    pokorny. Czegoz bowiem innego uczył uniżając się, stawszy się posłusznym aż do
                                                    śmierci, a była to śmierć na krzyżu - Flp 2,8? Czegóż innego uczył, kiedy płacił
                                                    dług, którego nie zaciągnął, ażeby nas od długu uwolnić? Czego innego uczył,
                                                    kiedy przyjął chrzest ten, który nie popełnił grzechu; kiedy został ukrzyżowany
                                                    ten, który był bez winy? Czegoż innego uczył, jeśli nie tej pokory? Nie bez
                                                    słuszność powiedział: Jam jest droga, prawda i życie" -J 14,6. W takiej pokorze
                                                    zbliżamy się do Boga, ponieważ Bóg jest bliskim dla tych, którzy serce swe
                                                    skruszyli - Ps 33,19. Natomiast w zalewie ogromu wód, ci, którzy wznoszą się
                                                    przeciwko Bogu i ci, którzy nauczają zarozumiałych bezbożności nie podejdą do Boga.

                                                    A cóż ty, który nawet zostałeś usprawiedliwiony, robisz w pośrodku tych wód?
                                                    Zewsząd, bracia moi, także, kiedy wyznajemy nasze grzechy, huczą wokół nas owe
                                                    wody potopu. Nie jesteśmy w samym potopie, ale jesteśmy przezeń otoczeni.
                                                    Naciskają nas, ale nie zgniotą, atakują nas, ale nie zalewają. Cóż ty zatem
                                                    poczniesz, skoro jesteś w pośrodku potopu, chodząc po tym świecie? Czyżbyś nie
                                                    słyszał owych doktorów, tych pyszałków, albo też na skutek ich słów nie cierpiał
                                                    codziennie w swoim sercu niepokoju? Cóż zatem powie już usprawiedliwiony,
                                                    nadzieję pokładający w Bogu, otoczony takim potopem? "Tyś dla mnie schronieniem
                                                    z ucisku, jaki mnie otoczył". Tamci uciekają bądż do swoich bogów, bądż do
                                                    swoich demonów, bądż do własnych sił bądż szukają obrony we własnych grzechach.
                                                    Dla mnie podczas tego potopu poza tobą nie ma schronienia od ucisku, jaki mnie
                                                    otoczył.

                                                    "Radości moja, odkup mnie". Jeżeli się radujesz, dlaczego chcesz być odkupiony?
                                                    "Radości moja, odkup mnie". Słyszę głos radości: "Radości moja". Słyszę też
                                                    jęki: "Odkup mnie" Cieszysz się i wzdychasz. Tak, odpowie: Raduję się i
                                                    wzdycham. Raduję się w nadziei, wzdycham jeszcze w rzeczywistości. "Radości
                                                    moja, odkup mnie". "Nadzieją cieszący się", rzekł Apostoł. Zatem słusznie:
                                                    "Radości moja, odkup mnie". Od czego "Odkup mnie"? Czytamy dalej: "W utrapieniu
                                                    cierpliwi" Rz 12,12. "Radości moja, odkup mnie". Apostoł też był już
                                                    usprawiedliwiony, a co mówi? "Lecz nie tylko stworzenie - rzecze - ale my sami,
                                                    którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, my również całą istotą swoja
                                                    wzdychamy". Z czego "odkup mnie"? Ponieważ "i my również całą istotą wzdychamy,
                                                    oczekując przybrania za synów, odkupienia naszego ciała". Oto więc dlaczego
                                                    "odkup mnie". Ponieważ jeszcze wyczekujemy, wewnątrz wzdychamy do odkupienia
                                                    ciała naszego. Skąd więc: "Radości moja"? W tym miejscu czytamy dalej słowa
                                                    Apostoła: "W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni. Nadzieja zaś tego, co się już
                                                    ogląda, nie jest nadzieją. Jak można się jeszcze spodziewać tego, co już się
                                                    ogląda? Jeżeli jednak nie oglądając spodziewamy się czegoś, to z wytrwałością
                                                    tego oczekujemy" _Rz 8,23-25. Jeżeli spodziewasz się, cieszysz się. Jeżeli
                                                    wytrwale oczekujesz, jeszcze wzdychasz. Nie trzeba bowiem mieć cierpliwości,
                                                    kiedy nie znosi się żadnego zła. To, co nazywa się tolerancją, cierpliwością,
                                                    wytrzymałością, wyczekiwaniem występuje tylko wtedy, kiedy jest żle. Tam gdzie
                                                    jest ucisk, tam jest cierpienie. Zatem, jeżeli wytrwale wyczekujemy, to jeszcze
                                                    mówimy: Wybaw mnie od ucisku, jaki mnie otoczył. A ponieważ dzięki nadziei
                                                    jesteśmy zbawieni, powtarzamy całe zdanie: "Radości moja, odkup mnie".

                                                    Nie szukajmy pośród oceanu żródeł - bo ono jest jedno. Wtedy gdy to sobie
                                                    uświadomimy będziemy mogli powiedzieć słowa, które potem w "Wyznaniach" tak
                                                    często powtarzał św. Augustyn - Radości moja.
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 12 03.03.10, 11:42
                                                    Do Boga przystępujemy z pokorą cz. 2

                                                    "Odpowiedziano: <Dam ci zrozumienie>. Wszak to psalm zrozumienia. "Dam ci
                                                    zrozumienie i postawię na drodze, którą pójdziesz". Co to znaczy: "postawię cię
                                                    na drodze, którą pójdziesz"? Nie w tym celu, abyś na niej utkwił, ale abyś z
                                                    niej nie zeszedł. Dam ci zrozumienie, ażebyś zawsze poznawał siebie i zawsze
                                                    cieszył się nadzieją w Bogu, aż do chwili kiedy dojdziesz do tej ojczyzny, gdzie
                                                    już nie będzie nadziei, ale sama rzeczywistość. "Utkwię w tobie mocno oczy
                                                    moje". Nie oderwę od ciebie oczu moich, bo i ty ich ode mnie nie oderwiesz.
                                                    Jesteś już usprawiedliwiony po odpuszczeniu grzechów, podnieś oczy swe ku Bogu.
                                                    Kiedyś był na ziemi, butwiało twoje serce. Dobrze słyszysz: Podnieś serce, ażeby
                                                    nie butwiało. A więc i ty podnoś stale swe oczy do Boga, ażeby on w tobie utkwił
                                                    swoje oczy. Dlaczego się jednak boisz, że mając utkwione oczy w Bogu, nie
                                                    patrząc przed siebie, potkniesz się, a może wpadniesz w pułapkę? Nie bój się:
                                                    patrzą jego oczy, które mocno utkwił w tobie. Powiada: "Nie troszccie się" - Mt
                                                    6,31. A Piotr Apostoł mówi: "Wszystkie troski wasze przerzućcie na niego, gdyż
                                                    on się o was troszczy" - ! Pt 5,7. Zatem: "Utkwię w tobie mocno oczy moje".
                                                    Zatem ku niemu ty wznieś swe oczy, a nie będziesz się obawiał, jak powiedziałem,
                                                    że wpadniesz w sidła. Posłuchaj innego psalmu: "Oczy moje zawsze skierowane ku
                                                    Panu". A niejako zapytują go: Co zrobisz z nogami, kiedy nie będziesz patrzył
                                                    przed siebie? "Ponieważ on sam wyrwie nogi moje z sidła" -Ps 24,15. "Utkwię w
                                                    tobie mocno oczy moje".

                                                    Przyobiecał mu swą opiekę i zrozumienie. Odwrócił się od pyszałków broniących
                                                    swoich grzechów, a nam okazał czym jest zrozumienie: "Nie bądżcie jak koń i muł,
                                                    które nie maja rozumu". Koń i muł mają proste karki. Koń i muł to nie ów wół,
                                                    który poznał pana swego, czy osioł, który poznał żłób swego właściciela -Iz 1,3.
                                                    "Nie bądżcie jak koń i muł, które nie mają rozumu". Co takiego znoszą? "Uzdą i
                                                    wędzidłem ściśnij im szczęki, bo nie zbliżają się do ciebie". Chcesz być koniem
                                                    i mulem, nie chcesz aby cie dosiadano? Zacisnę ci pysk, a szczęki ścisną uzdą i
                                                    wędzidłem. Usta ci zacisną, kiedy chełpisz się swoimi zasługami, a przemilczasz
                                                    swoje grzechy. "Szczęki im zaciśnij, bo nie zbliżają się do ciebie", korząc się
                                                    przed tobą.

                                                    "Wiele biczów na grzesznika". Nic dziwnego, że po założeniu wędzidła idą bicze.
                                                    Pragnął pozostać nieokiełznanym zwierzęciem, okiełznano go wędzidłem i batem.
                                                    Oby został tylko oswojony! Należy się bowiem obawiać, że za to, iż zbytnio
                                                    opiera się, zasłuży sobie na pozostawienie go dzikim. Wypuści się go na swobodę,
                                                    aby spełniło się na nim: "Niczym z obfitości wypłynie z nich nieprawość" - Ps
                                                    72,7.Dotyczy to tych, których grzechy nie zostały ukarane. Więc kiedy jest
                                                    okładany batem, poprawia się i obłaskawia. On także nazwał siebie w ten sposób
                                                    oswojonym. Nazwał siebie koniem i mulem, ponieważ milczał. Czym został oswojony?
                                                    Biczami. Rzekł przecież: "Zmieniłem się w nieszczęście, kiedy przeszywał mnie
                                                    cierń". Czy nazwiesz to biczami, czy ostrogami, Bóg oswaja zwierzę, które
                                                    dosiada, ponieważ jest rzeczą korzystną, aby usiąść na zwierzęciu. Dosiada Bóg
                                                    zwierzęcia nie dlatego, że zmęczył nogi podczas wędrówki. Bo czyż nie jest to
                                                    pełne tajemnicy, że Pan dosiadł przyprowadzonego oślęcia - Mt 21,7. Naród
                                                    spokojny i cichy łagodnie noszący Pana jest tym oślęciem. Naród ten zmierza do
                                                    Jerozolimy. "W sądzie bowiem kierował będzie cichymi"; jak powiada w innym
                                                    psalmie, "uczył będzie łagodnych, swoich dróg" - Ps 24,9. Jakich dróg łagodnych?
                                                    Nie podnoszących karku przeciwko jeżdżcowi, cierpliwych na bicze i uzdę. Póżniej
                                                    już obłaskawieni chodzą bez bata, bez uzdy, bez wędzidła trzymają się drogi.
                                                    Jeżeli zabraknie ci jeżdżca, nie on a ty upadniesz. "Wiele biczów dla
                                                    grzesznika. A nadzieję pokładającego w Panu miłosierdzie otoczy". Jakież jest
                                                    schronienie przed uciskiem? Tego, którego najpierw otoczył ucisk, następnie
                                                    otoczyło miłosierdzie, ponieważ miłosierdzia udzieli ten, kto dał Prawo - Ps
                                                    83,8. Prawo wśród biczów, miłosierdzie w pocieszeniu. "A nadzieję pokładającego
                                                    w Panu miłosierdzie otoczy".

                                                    Jakież jest zakończenie? "Weselcie się w Panu i radujcie sprawiedliwi". O, wy,
                                                    którzy cieszycie się w sobie! O bezbożni, pyszni, którzy cieszycie się w sobie.
                                                    Jeśli wierzycie w tego, który usprawiedliwia bezbożnego, wiara wasz zostanie wam
                                                    policzona ku usprawiedliwieniu - Rz 4,5. "Weselcie się w Panu i radujcie
                                                    sprawiedliwi" . "I radujcie się", domyślnie w Panu. Dlaczego? Bo już
                                                    usprawiedliwieni jesteście. Czym usprawiedliwieni? Nie dzięki własnym zasługom,
                                                    ale dzięki jego łasce. Skąd sprawiedliwi? Ponieważ jesteście usprawiedliwieni".
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 13 08.03.10, 14:24
                                                    Pora kończyć niezwykle obszerne rozważania św. Augustyna poświęcone Psalmowi 32.
                                                    Ostatni fragment tych rozważań nosi tytuł:

                                                    Myśli o Bogu tych, którzy są przewrotnego serca

                                                    " <I chlubcie się wszyscy prawego serca>. Co to znaczy: <prawego serca>? Nie
                                                    opierający się bogu. Rozważcie i zrozumcie, bracia kochani, co to jest serce
                                                    prawe. Powiem krótko, ale należy to polecić z największą siłą. Bogu dzięki, że
                                                    to już pod koniec kazania, utkwi więc to w waszej pamięci. Różnica pomiędzy
                                                    sercem prawym a przewrotnym polega na tym: ten, kto znosi wszystko niezależnie
                                                    od woli, a więc, utrapienia, smutki, trudy, upokorzenia; dalej nie przypisuje
                                                    tego wszystkiego niczemu innemu, jak wyłącznie sprawiedliwe woli Boga; wreszcie,
                                                    nie sądzi przy tym, iż jest ona bezrozumna, że Bóg nie wie, co czyni, ponieważ
                                                    jednych biczuje, a innym przebacza; oto taki człowiek jest prawego serca.
                                                    Natomiast przewrotnego serca są ci, którzy są żli i przewrotni; którzy całe zło,
                                                    które znoszą, uważają za krzywdzące; którzy przypisują złość temu, od którego je
                                                    znoszą; a jeżeli nie śmią mu przpisać złości, odmawiają mu władzy. Taki powiada:
                                                    nie może wprawdzie wyrządzać zła, a jednak ja cierpię zło, gdy tymczasem inny go
                                                    nie cierpi. Przyznaję, że jestem grzesznikiem, ale z pewnością większymi są ci,
                                                    którzy się cieszą, ja tymczasem jestem uciśniony. To jest nieprawością, że nawet
                                                    gorsi ode mnie cieszą się, a ja tymczasem cierpię, ja który jestem sprawiedliwy
                                                    albo przynajmniej mniejszym grzesznikiem. Według mnie jest to na pewno
                                                    niesłuszne, ponieważ Bóg nie czyni niesprawiedliwości. Dlatego sądzę, że Bóg nie
                                                    kieruje sprawami ludzkimi i nie troszczy się o nas. Zatem ludzie przewrotnego
                                                    lub złośliwego serca głoszą trzy rzeczy. Po pierwsze: Nie ma Boga, Wszak
                                                    powiedział głupiec w sercu swoim: Nie ma Boga - Ps 13,1. A powiedziane to
                                                    zostało o owym potopie, że nie zabrakło i takiej nauki filozofów, że nie
                                                    brakowało takich, którzy twierdzili, że nie ma Boga, który by rządził wszystkim
                                                    i wszystko stworzył, ale że istnieje wielu bogów, żyjących sobie niezależnie od
                                                    świata i nie troszczących się o niego. Zatem: Nie ma Boga, jak powiada bezbożny,
                                                    któremu nie podoba się to wszystko, co dzieje się wbrew jego woli; a co innemu
                                                    nie przytrafia się, mimo iż uważa się za lepszego od niego. Po drugie: Bóg jest
                                                    niesprawiedliwy, ponieważ podoba mu się niesprawiedliwość i czyni ją. Po
                                                    trzecie: Bóg nie kieruje sprawami ludzkimi, ani nie troszczy się o wszystkich
                                                    ludzi. Każde z tych trzech zdań jest wielką nieprawością. Zarówno zaprzeczenie
                                                    istnienia Boga, jak nazywanie go niesprawiedliwym, jak też zaprzeczanie jego
                                                    władzy nad sprawami ludzkimi. Dlaczego tak jest? Ponieważ serce jest zepsute.
                                                    Bóg jest prawy i dlatego serce spaczone nie znajdzie w nim odpocznienia. Czytamy
                                                    o tym w innym psalmie: "Jak dobry jest Bóg Izraela dla tych, co są prawego
                                                    serca!" A ponieważ ongiś trzymał się zdania: "Jakże bóg może wiedzieć i czy
                                                    Najwyższy posiada poznanie", dodaje: "A stopy moje nieomal się zachwiały" -Ps
                                                    72,1.11.2. Tak jak krzywa klepka w podłodze równej nie pasuje, nie układa się
                                                    jak należy, nie przylega, zawsze się rusza i chwieje - nie dlatego, że nierówne
                                                    jest miejsce, gdzie je umieściłeś, ale że krzywe jest to, co wstawiłeś - tak
                                                    twoje serce, dopóki jest zepsute i nieprawe, nie może pasować do prostoty Boga,
                                                    nie można go umieścić, ażeby do niego przylgnęło tak, żeby spełniły się słowa:
                                                    "Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z nim jednym duchem" - 1Kor 6,17. Dlatego
                                                    powiada: "chlubcie się prawego serca". W jaki sposób chlubią się ludzie prawego
                                                    serca? Posłuchajcie o ich chlubie: "Ale nie tylko to - powiada Apostoł - lecz
                                                    chlubimy się także z ucisków". Nie wielka to rzecz chlubić się w radościach,
                                                    chlubić się w weselu. Człowiek prawego serca chlubi się nawet w uciskach. A
                                                    posłuchaj, w jaki sposób chlubi się w uciskach, i to wcale nie na próżno, nie
                                                    zdawkowo. Spójrz na człowieka prawego serca: "Wiedząc - powiada - że ucisk
                                                    wyrabia wytrwałość, a wytrwałość wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś
                                                    nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w
                                                    sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany" -Rz 5,3-5.

                                                    Żeby to nasze serce było tylko krzywe,a ono czasem jest jeszcze na dodatek
                                                    pokryte sękami. Nie chce wtedy w ogóle wpasować się.
                                                    Ale miejsce na nie zawsze czeka i to jest najważniejsze.
                                                  • andrzej585858 Re: Psalm 32 cz. 14 13.03.10, 16:16
                                                    Pora zakończyć już cykl rozważań św. Augustyna związanych z psalmem 32. Tekst
                                                    psalmu posłużył biskupowi do przedstawienia nauki o usprawiedliwieniu przez
                                                    wiarę i roli łaski w życiu człowieka. W tym komentarzu zawarta zostały zręby
                                                    teologii która tak twórczo odcisnęła się na mmyśli wielu innych Ojców a także
                                                    całego Kościoła. Pora więc na ostatnią cześć rozważań. Jest to drugi i ostatni
                                                    fragment zatytułowany:

                                                    Myśli o Bogu tych, którzy są przewrotnego serca - cz. 2.

                                                    "Takim jest, bracia, prawe serce. Cokolwiek takiemu się przytrafi, powiada: Pan
                                                    dał, Pan wziął. Oto serce prawe: Jak się Panu spodobało, tak się stało, niech
                                                    imię Pańskie będzie błogosławione - Hiob 1,21. Kto zabrał? Co zabrał? Komu
                                                    zabrał? Niech imię Pańskie będzie błogosławione. I nie mówi: Pan dał, diabeł
                                                    zabrał. Rozważcie to, bracia kochani, abyście przypadkiem nie mówili: Diabeł mi
                                                    to uczynił. Wprost do swojego Boga odnoś własne bicze, bo ani diabeł niczego ci
                                                    nie zrobił, gdyby nie przyzwolił ten który z góry posiada władzę karania lub
                                                    doświadczania. Karania bezbożnego, doświadczania syna. Chłoszcze każdego syna,
                                                    którego przyjmuje -Hbr 12,6. I ty nie spodziewaj się, że cię nie dotknie bat,
                                                    chyba, że spodziewasz się wydziedziczenia. Chłoszcze każdego syna, którego
                                                    przyjmuje. Naprawdę Każdego? Gdzie chciałbyś się schować? Każdego, bez żadnego
                                                    wyjątku, żaden nie uniknie bata. Cóż to znaczy: każdego? Chcesz wiedzieć, co
                                                    znaczy każdego? Nawet Jedynego bez grzechu, ale nie bez biczów. Dlatego ten
                                                    Jedyny, niosąc twoje nieprawości, sobą wyobrażając twoją osobę, jako Głowa
                                                    wyobrażając również osobę własnego ciała, kiedy przychodził czas męki, jako
                                                    człowiek, którego przywdział, zasmucił się, ażeby ciebie uweselić. Zasmucił się,
                                                    by ciebie pocieszyć. Mógł rzecz jasna jako Pan iść na mękę bez smutku. Skoro
                                                    potrafi żołnierz, to nie potrafiłby cesarz? Jak potrafił żołnierz? Zwróć uwagę
                                                    na Pawła, który raduje się ze zbliżającej się męki: "Albowiem krew moja już ma
                                                    być wylana na ofiarę - powiada - a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych
                                                    zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla
                                                    mnie wieniec sprawiedliwości, który mi odda Pan w owym dniu, sprawiedliwy
                                                    sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali objawienie się jego"
                                                    2 Tym 4,6-8. Zobaczcie jak się raduje idąc na męczarnie. Cieszy się zatem, że
                                                    musi być uwieńczony, smuci się, że będzie ukoronowany. A co takiego znosił?
                                                    Słabość tych niektórych, którzy smucili się z ucisku albo z nadchodzącej
                                                    śmierci. Popatrz jednak jak ich wiedzie ku prawości serca. Ty oto chciałeś żyć,
                                                    nie chciałeś, aby ci się coś przytrafiło, ale Bóg chciał czegoś innego. Oto dwie
                                                    wole, ale twoja wola dostosowała się do woli Bożej, a nie wola Boża nakłoniła
                                                    się do twojej. Twoja wola jest skłonna do zła, prawidłem jest wola Boga.
                                                    Prawidło się nie zmienia, a to co jest skłonne do zła dopasowuje się do
                                                    prawidła. Zobaczcie, jak o tym naucza Pan Jezus Chrystus: "Smutna jest dusza
                                                    moja aż do śmierci: Ojcze, jeśli można, niechaj odejdzie ode mnie ten kielich".
                                                    Oto ukazał ludzką wolę. Dostrzeż też i prawo serca: "Ale nie jako ja chcę, ale
                                                    jako chcesz ty, Ojcze" Mt 26,38-39. Tak zatem postępuj, radując się z tego, co
                                                    cię spotyka. A kiedy nadejdzie ten ostatni dzień, raduj się. A nawet jeśli
                                                    wedrze się jakaś słabość ludzkiej woli, niechaj szybko skieruje się ku Bogu,
                                                    ażebyś został zaliczony do tych, do których powiedziano: "Chlubcie się wszyscy
                                                    prawego serca".

                                                    To już koniec, kazanie zostało zakończone. Zmęczony biskup patrzył na pewno na
                                                    ludzi którzy wychodzili z katedry na rozpalony gorącym słońcem Afryki plac. Co w
                                                    nich zostanie, w ich duszach z tego co ich nauczałem? - pewnie tak pomyślał
                                                    utrudzony biskup.
                                                    Ale chyba nie pomyślał że po upływie 1500 lat takie samo pytanie zada pod
                                                    chłodnym niebem dalekie północy inny słuchacz który śledził te rozważania.
                                                    Co we mnie zostanie z tej nauki?
                                                  • andrzej585858 Re: Uroczystość św. Józefa cz. 1 18.03.10, 19:38
                                                    Jutro uroczystość św. Józefa, postaci stojącej jakby na uboczu, pojawiającej się
                                                    dość marginalnie w Ewangeliach a jednak jakże ważnej. Że nie była to postać
                                                    popularna świadczy fakt że kult św. Józefa po raz pierwszy odnotowany jest
                                                    dopiero w IX wieku i posiada raczej charakter prywatny. Dopiero w XI w. pod
                                                    wpływem krzyżowców, którzy zbudowali w Nazarecie bazylikę ku czci świętego kult
                                                    rozszerza się. Do rozprzestrzenienia kultu przyczyniają się w znacznym stopniu
                                                    franciszkanie i karmelici. Dopiero w XVI w. papież Sykstus IV zatwierdza święto
                                                    ku czci św. Józefa i poleca je obchodzić 19 marca. Natomiast w 1621 r. papież
                                                    Grzegorz XV uznaje święto za obowiązujące w całym Kościele.

                                                    Mało jest tekstów Ojców Kościoła poświęconych św. Józefowi, ale wśród tych
                                                    nielicznych znajduje się istna perełka. Św. Jan Chryzostom, wielki kaznodzieja
                                                    zwany nie na darmo właśnie Złotoustym w swoim komentarzu do Ewangelii św.
                                                    Mateusza tak opisał postać św. Józefa:

                                                    "A Józef, mąż jej, będąc sprawiedliwy i nie chcąc jej zniesławić, chciał ją
                                                    potajemnie opuścić" - Mt 1,19nn. Powiedziawszy, że poczęła z Ducha Świętego bez
                                                    udziału męża, skądinąd (Ewangelista) chce swą mowę potwierdzić! Albowiem jeśliby
                                                    ktoś powiedział: Skądże to wiadomo? Kto widział, kto słyszał, żeby stało się coś
                                                    podobnego? I abyś nie podejrzewał ucznia, że z miłości dla nauczyciela zmyślał
                                                    te rzeczy, wprowadza Józefa stwierdzającego opowiadanie własnym doświadczeniem,
                                                    tyle że nie mówi: Jeśli mnie nie dasz wiary i podejrzewasz moje świadectwo, to
                                                    wierz mężowi. "Józef - mówi bowiem - mąż jej, będąc sprawiedliwy". Sprawiedliwym
                                                    nazywa tu tego,, który był ozdobiony wielkimi cnotami. Do sprawiedliwości
                                                    należy, by nie być chciwym; sprawiedliwość jest powszechną cnotą i w tym
                                                    znaczeniu najczęściej używa się w Piśmie Świętym słowa "sprawiedliwość", na
                                                    przykład: "Mąż sprawiedliwy i szczery: -Tb 1,1 i znowu: "A oboje byli
                                                    sprawiedliwymi" - Łk 1,6.

                                                    Będąc więc sprawiedliwym, to jest dobrym i roztropnym, chciał ja potajemnie
                                                    opuścić. Dlatego powiada to, co się stało przedtem, nim się dowiedział, abyś
                                                    uwierzył i temu, co się po dowiedzeniu wydarzyło. W rzeczy samej: taka niewiasta
                                                    zasługiwała nie tylko na wypędzenie, ale prawo taką nawet śmiercią nakazywało
                                                    karać. Ale Józef zapobiegał nie tylko temu, co było większym, ale i temu
                                                    mniejszemu, to jest zawstydzeniu. Nie tylko bowiem nie chciał jej ukarać, ale
                                                    nawet i zniesławić. Czy widzisz męża cnotliwego, wolnego od najgwałtowniejszej
                                                    namiętności?

                                                    Wszak wiecie, jaka namiętnością jest zazdrość. Dlatego też ten, który dobrze to
                                                    wiedział, powiedział: "Bo zawistna miłość i zapalczywość męża nie przepuści w
                                                    dzień pomsty - Prz 6,34 i "Twarda jak otchłań jest zazdrość" - Pnp 8,6. I my
                                                    znamy wielu, którzy raczej woleliby życie postradać, aniżeli popaść w
                                                    podejrzenie zazdrości. Tu zaś nie było podejrzenia, gdyż poważny stan Maryi
                                                    wyraźnie rzecz okazywał. Lecz on do tego stopnia był wolny od tej namiętności,
                                                    że nie chciał Panny zasmucić nawet w najmniejszej rzeczy. Zatrzymanie Jej bowiem
                                                    u siebie zdawało się sprzeciwiać Prawu, wydalić zaś Ją i do więzienia
                                                    zaprowadzić znaczyło tyle, co wydać ją na śmierć; on jednak tego nie czyni, ale
                                                    zastanawia się nad Zakonem. Gdy bowiem okazała się łaska, potrzeba było, aby się
                                                    pokazało wiele znaków świadczących o królestwie niebieskim.

                                                    Tak bowiem jak słońce, zanim jeszcze rozsieje swe promienie, już większość ziemi
                                                    oświeca swym blaskiem: tak też Chrystus, mając wyjść z tego łona, pierwej nim
                                                    wyszedł, oświecił całą ziemię. Dlatego przed narodzeniem radowali się prorocy,
                                                    niewiasty opowiadały, co przyjść miało. Jan radośnie podskoczył jeszcze przed
                                                    wyjściem z łona. Dlatego i Józef tak wielką okazywał cnotę, ani Jej nie
                                                    oskarżył, ani jej nie czynił wyrzutów, usiłował Ją tylko opuścić. W takim więc
                                                    stanie rzeczy, w tak trudnym położeniu ukazał się anioł, usuwając wszystkie
                                                    trudności.

                                                    Warto się jednak zastanowić nad tym, dlaczego anioł pierwej się jej nie ukazał,
                                                    nim Józef się nad tym zaczął zastanawiać, tylko pokazuje się dopiero wtedy, gdy
                                                    on nad tym rozmyśla. Mówi bowiem (Ewangelista), że gdy on myślał, przyszedł
                                                    anioł. To jednak, że nim Ona poczęła, przyszedł z tą radosną wiadomością, nasuwa
                                                    inną trudność: jeżeli bowiem anioł mu tego nie oznajmił, to dlaczego Panna,
                                                    dowiedziawszy się od anioła, milczała, a widząc oblubieńca zakłopotanego, nie
                                                    wyprowadziła go z tego kłopotu? Dlaczego, zanim zaczął się martwić, anioł mu
                                                    rzeczy nie wyjaśnił? Trzeba najpierw odpowiedzieć na pierwsze pytanie: dlaczego
                                                    nie powiedział? Aby się nie okazał niewierzącym i aby nie ściągnął na siebie
                                                    tego samego co Zachariasz. Widząc bowiem rzecz własnymi oczami, łatwo mu było
                                                    potem uwierzyć w słowa. I dlatego to na początku anioł nie oznajmił i Panna z
                                                    tej samej przyczyny milczała, nie sądziła bowiem, że znajdzie wiarę u
                                                    oblubieńca, oznajmiając mu rzecz tak dziwną..

                                                    "A gdy on powziął tę myśl, oto Anioł Pański ukazał mu się we śnie". Czy widzisz
                                                    roztropność tego człowieka? Nie tylko dlatego, że jej nie ukarał ani też nikomu
                                                    nie powiedział, nawet Jej samej, którą podejrzewał, ale dlatego, że sam w sobie
                                                    rozmyślał, starając się nawet przed samą Dziewicą ukryć przyczynę. Nie
                                                    powiedział bowiem, że chciał Ją wypędzić, ale "opuścić Ją potajemnie", tak
                                                    łagodny i roztropny był ów mąż. "A gdy on powziął tę myśl, oto Anioł Pański
                                                    ukazał mu się we śnie". A dlaczego nie jawnie, jak pasterzom, Zachariaszowi,
                                                    Pannie? Miał bowiem ten mąż silną wiarę i nie potrzebował takiego objawienia.
                                                    Dla Panny bowiem, otrzymującej tak wielkie zwiastowanie, większe niż to, które
                                                    otrzymał Zachariasz, potrzeba było już przed spełnieniem nadzwyczajnego
                                                    widzenia: również potrzebowali go pasterze, jako ludzie prości. Ten zaś po
                                                    poczęciu, gdy duszę jego ogarnęło złe podejrzenie i gotów był zwrócić się ku
                                                    dobrym nadziejom, byle tylko znaleźć w tym przewodnika, z łatwością objawienie
                                                    przyjmuje. Dlatego, gdy zrodziło się podejrzenie, otrzymuje to radosne
                                                    zwiastowanie, by sama okoliczność stała się dowodem prawdy tego, co mu zostało
                                                    powiedziane. To bowiem, że usłyszał od anioła to, czego nikomu nie powiedział,
                                                    lecz co w duchu rozważał, dało mu niewątpliwy znak, że słowa jego pochodzą od
                                                    Boga. On bowiem jedynie może znać najskrytsze myśli serca. Patrz więc, jak
                                                    wielkie rzeczy się dzieją; okazuje się cnota tego męża i słowa w należytym
                                                    czasie wypowiedziane przyczyniają się do jego wiary, i słowa same nie ścigają
                                                    żadnego podejrzenia, okazując, że doświadczył on na sobie tego, czego mąż
                                                    powinien doświadczyć.

                                                    Jakim więc sposobem anioł w nim wiarę pobudza? Posłuchaj i podziwiaj mądrość
                                                    słów: "Józefie, synu Dawidów, nie bój się przyjąć Maryi małżonki twej". Najpierw
                                                    przypomina mu Dawida, od którego miał pochodzić Chrystus i nie pozwala, aby się
                                                    zmieszał, przypominając przez przodków obietnicę daną całemu narodowi. Lecz
                                                    dlaczego nazywa go synem Dawida? "Nie bój się", chociaż gdzie indziej Bóg czyni
                                                    inaczej: gdy ktoś względem żony Abrahama miał złe zamysły, użył w swej mowie
                                                    postrachu u groźby -Rdz 20,3, chociaż i tam rzecz została popełniona z
                                                    nieświadomości - nie wiedząc bowiem wziął Sarę - a jednak przepełnił go lękiem.
                                                    Tu zaś postąpił łagodniej. Wielkie bowiem znaczenie miały rzeczy, które się
                                                    działy, i wielka różnica zachodziła między obydwu mężami, dlatego nie trzeba
                                                    było przestrachu. Mówiąc zaś: "Nie bój się", okazuje, że się bał, aby nie
                                                    obrazić Boga, mając jakoby cudzołożnicę za żonę, ta że, gdyby tak się rzeczy nie
                                                    miały, ani by pomyślał ją oddalić. Z tego więc okazuje się, że anioł przyszedł
                                                    od Boga, który wszystko co on myślał i w duszy swej cierpiał, wyjaśnił i oznajmił.

                                                  • andrzej585858 Re: Uroczystość św. Józefa cz. 2 18.03.10, 19:51
                                                    "A powiedziawszy jej imię, nie poprzestał na tym, ale dodał: "Małżonki twej",
                                                    której by tak nie nazywał, gdyby była naruszona. Małżonką tu nazywa oblubienicę,
                                                    podobnie jak Pismo zwykło nazywać przed ślubem oblubieńców małżonkami. Ale co to
                                                    znaczy "przyjąć"? "W domu zatrzymać" - w myśli bowiem już się z nią rozwiódł.
                                                    Tak więc rozwiedzioną - rzecze - zatrzymaj, którą ci oddaje Bóg, a nie rodzice,
                                                    oddaje nie do małżeństwa, ale abyś z Nią wspólnie mieszkał, a oddaje przez głos
                                                    mój. Jak Chrystus ją oddał później swojemu uczniowi, tak on oddaje ją teraz
                                                    Józefowi...

                                                    "Porodzi syna - mówi - i nazwiesz Go imieniem Jezus". Nie myśl więc, że ponieważ
                                                    jest z Ducha Świętego, obcym jesteś od uczestnictwa w tym dziele zbawienia.
                                                    Chociaż bowiem do zrodzenia w niczym się nie przyczyniłeś i Panna została
                                                    nienaruszona, to przecież tobie daje to, co się ojcu należy, a co nie kazi
                                                    dziewictwa, to jest, abyś nadał imię Dziecięciu, ty bowiem Go nazwiesz. Chociaż
                                                    bowiem to nie twoje Dziecię, to jednak spełnij względem niego obowiązek ojca.
                                                    Dlatego też, od nadania imienia, naznaczam cię na ojca Dziecięcia. Potem znowu,
                                                    aby kto nie domyślał się w nim ojca, posłuchaj, z jaką dokładnością mówi to, co
                                                    następuje: "Porodzi - mówi - syna". Nie powiedział "porodzi tobie" ale, porodzi,
                                                    ogólnikowo to wyrażając, nie jemu bowiem porodziła, ale całemu światu".

                                                    Św. Józef, symbol ojca - symbol człowieka pełnego wiary i pokory. Oto tak bardzo
                                                    chce wierzyć, że woli odejść aby tylko nie rzucić cienia podejrzenia.
                                                    Jak niewiele mu potrzeba aby móc w pełni uwierzyć.
                                                  • andrzej585858 Re: Niedziela Palmowa 28.03.10, 14:06
                                                    Jedno z największych i najbardziej doniosłych świąt. Oto wkracza Król Pokoju -
                                                    bez armii i dostojeństwa.
                                                    Chciałbym dzisiaj podzielić się tekstem jednego z hymnów których twórcą był
                                                    żyjący w VI wieku Roman Pieśniarz. Oto jak opisuje wjazd Chrystusa do Jerozolimy:

                                                    "Chwalą Cię hymnami dzieci mając palmy w rękach i nazywają Cię Synem Dawida.
                                                    Panie, słusznie to czynią, bo to właśnie Ty zabiłeś duchowego Goliata, gdy
                                                    rzucał obelgi. Tancerki po zwycięstwie wolały o Dawidzie: "Saul zabijał tysiące,
                                                    dziesiątki tysięcy Dawid" -1Sm 18,7 , to znaczy najpierw Prawo, a potem łaska
                                                    Twoja, Jezu mój. Prawo to Saul, zazdrosne i prześladujące, z prześladowanego
                                                    natomiast Dawida wykiełkuje łaska. Ty bowiem jesteś Panem i Synem Dawida, Tys
                                                    błogosławiony, który przyszedłeś przywołać Adama...
                                                    Moc Twoją okazujesz wybrawszy nędzę: znakiem ubóstwo było to, że na osiołka
                                                    wsiadłeś, lecz równocześnie chwałą swoją Syjon poruszyłeś. Biedę oznaczały szaty
                                                    uczniów, lecz znakiem Twojej mocy był śpiew dzieci i zbiegowisko tłumów, które
                                                    wołały "Hosanna", co znaczy: ocal siebie Ty, który jesteś na wysokościach; Ty,
                                                    który jesteś najwyższy, zbaw najbiedniejszych. Zmiłuj się nad nami przez wzgląd
                                                    na nasze palmy, gałęzie, którymi potrząsając poruszamy Twoje serce, bo Ty
                                                    przyszedłeś przywołać Adama.
                                                    Adam dług nam zaciągnął zjadłszy to, czego jeść nie było wolno, i aż do dzisiaj
                                                    zamiast niego pociąga się do odpowiedzialności nas, od niego pochodzących.
                                                    Wierzycielowi nie wystarcza to, że ma swego dłużnika, ale ku dzieciom jego sięga
                                                    żądając ojcowskiego długu i dom dłużnika opróżnia, wszystko zeń zabierając.
                                                    Przeto do Tego, który jest możny, wszyscy się uciekamy, wie bowiem dobrze, że
                                                    bardzo jesteśmy biedni. Ty, który jesteś bogaty, spłać to, co jesteśmy winni.
                                                    Ty, który przyszedłeś przywołać Adama.

                                                    Przyszedłeś, by ratować wszystkich. Świadkiem jest Twój prorok, który tak Cię
                                                    nazwał: najłaskawszy, sprawiedliwy, Ten, który zbawia - a był to Zachariasz.
                                                    Udręczeni, pokonani, zewsząd wypędzeni myśleliśmy, że w Prawie zbawienie
                                                    otrzymamy - ono jednak uczyniło z nas niewolników. Później przyszli prorocy,
                                                    którzy nadzieję nam pozostawili. Dlatego wraz z dziećmi do kolan Twoich
                                                    przypadamy: zmiłuj się nad nami upokorzonymi, racz przyjąć krzyż i podrzyj nasz
                                                    cyrograf, Ty, który przyszedłeś przywołać Adama.

                                                    O wy, stworzenia rąk moich - odpowiedział Stwórca tym, którzy tak wołali -
                                                    widząc, że Prawo was wyzwolić nie zdoła, sam przyszedłem. Nie. Prawo zbawić cię
                                                    nie mogło, bo ono cię nie ukształtowało, ani też prorocy, bo i oni są
                                                    stworzeniem moim jak i ty. Ja tylko mogę wyzwolić z najcięższego długu. Wydano
                                                    Mnie za ciebie i Ja cię wyzwolę. Dla ciebie jestem ukrzyżowany, abyś ty nie
                                                    umarł. Umieram i pouczam cię, byś umiał wołać: Błogosławiony jesteś, który
                                                    przyszedłeś przywołać Adama.

                                                    Może tak samo aniołów ukochałem? Nie, tylko ciebie biednego tak miłuję, że
                                                    chwałę swą zakryłem: będąc bogatym, biednym stałem się dobrowolnie, gdyż bardzo
                                                    kocham ciebie. Cierpiałem głód, pragnienie, trudziłem się dla ciebie.
                                                    Przebiegłem góry, bezdroża, jary, ciebie błądzącego poszukując, nazwałem cię
                                                    barankiem, by głosem swoim przywołać cię i przyprowadzić do owczarni: nazwałem
                                                    cię pasterzem, bo życie swoje oddać pragnę, aby cię wyrwać z łap drapieżnych
                                                    wilków. Wszystko to znosić pragnę, bo chcę abyś wolał: Błogosławionyś Ty, który
                                                    przyszedłeś przywołać Adama".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka