Witam, to mój debiutancki wątek. Z góry uprzedzam, że mam skłonność do
rozpisywania się, taka mała przywara

Oboje z mężem jesteśmy praktykującymi katolikami i wychowujemy w tym duchu
dwoje dzieci: 18-letnią panienkę i 14-latka. Nie jesteśmy nadgorliwi w
praktykach, nie należymy do żadnej wspólnoty, ale też nie opuszczamy nigdy
mszy św. w niedzielę i najważniejsze święta kościelne.
Nasze dzieci też oczywiście chodzą z nami do Kościoła. Muszę zaznaczyć, że nie
sprawiają nam żadnych problemów wychowawczych. Świetnie się uczą, są grzeczne,
mam z nimi doskonały kontakt.
Ale ostatnio córka coraz częściej wspomina o kryzysie wiary, a może nie do
końca wiary jako takiej, choć częściowo też, ale zaczyna żywić niechęć do
zinstytucjonalizowanych form kultu religijnego, jednym słowem hierarchii
kościelnej, podejścia do obrzędów i księży w ogóle. Ostatnio powiedziała mi,
że chodzi do Kościoła jedynie dla mnie, bo wie, jakie to dla mnie ważne.
Podam teraz przyczyny, jakich się domyślam, takiego stanu rzeczy.
Po pierwsze mój mąż, mimo że nie odchodzi od Kościoła, ma tendencje do
częstego krytykowania hierarchii i księży. Robi to dosadnie i bez ogródek
także przy dzieciach, mimo że niejednokrotnie go prosiłam, aby tego nie robił,
ale on twierdzi, że dzieci mają prawo znać prawdę, nie tylko tę deklarowaną
przez Kościół i księży. Ja uważam, że maja na to czas, a nie będąc jeszcze
dojrzałymi, mogą nie umieć tego wszystkiego odpowiednio i z dystansem ocenić.
Dodam, że tak jest od wielu lat, tzn. kiedy dzieci były jeszcze znacznie
młodsze, i trwa do dziś.
Po drugie, jak wyglądają lekcje religii w szkołach każdy widzi i w 2 klasie
gimnazjum córka zapragnęła przepisać się na etykę, bo z lekcji religii od lat
nie mogła już nic nowego, budującego wynieść. Uszanowałam jej wolę. Wiem, że
nauczyciel etyki nie robił nic w kierunku odciągnięcia młodzieży od Kościoła.
Córka nie przestała chodzić na msze św. i nie wykazywała wtedy jeszcze żadnych
oznak niechęci do Kościoła.
Po trzecie, córka poznała w tym roku starszego chłopaka, w którym jest bardzo
zakochana, który jest jednocześnie dla niej autorytetem i partnerem do wielu
dyskusji, bo jest naprawdę inteligentny. On jest wątpiącym, niepraktykującym,
choć wychowanym w wierze katolickiej człowiekiem. Wiem na pewno, że nie wpływa
na jej poglądy, bo ogólnie stara się nie narzucać jej swojego zdania w
czymkolwiek. Bardzo ją szanuje, ale wiem, że mimo wszystko ona go może naśladować.
Powiedzcie mi proszę, czy zdiagnozowane przez mnie czynniki odejścia mojej
córki od Kościoła (przynajmniej mentalnego, bo na msze nadal chodzi) są Waszym
zdaniem trafione i czy mogę coś zrobić, aby temu zaradzić. Na co położyć nacisk?
Z góry dziękuję za pomoc i rady.
Pozdrawiam