Dodaj do ulubionych

Kryzys wiary u dorastającego dziecka

27.08.09, 15:50
Witam, to mój debiutancki wątek. Z góry uprzedzam, że mam skłonność do
rozpisywania się, taka mała przywarasmile
Oboje z mężem jesteśmy praktykującymi katolikami i wychowujemy w tym duchu
dwoje dzieci: 18-letnią panienkę i 14-latka. Nie jesteśmy nadgorliwi w
praktykach, nie należymy do żadnej wspólnoty, ale też nie opuszczamy nigdy
mszy św. w niedzielę i najważniejsze święta kościelne.
Nasze dzieci też oczywiście chodzą z nami do Kościoła. Muszę zaznaczyć, że nie
sprawiają nam żadnych problemów wychowawczych. Świetnie się uczą, są grzeczne,
mam z nimi doskonały kontakt.
Ale ostatnio córka coraz częściej wspomina o kryzysie wiary, a może nie do
końca wiary jako takiej, choć częściowo też, ale zaczyna żywić niechęć do
zinstytucjonalizowanych form kultu religijnego, jednym słowem hierarchii
kościelnej, podejścia do obrzędów i księży w ogóle. Ostatnio powiedziała mi,
że chodzi do Kościoła jedynie dla mnie, bo wie, jakie to dla mnie ważne.
Podam teraz przyczyny, jakich się domyślam, takiego stanu rzeczy.
Po pierwsze mój mąż, mimo że nie odchodzi od Kościoła, ma tendencje do
częstego krytykowania hierarchii i księży. Robi to dosadnie i bez ogródek
także przy dzieciach, mimo że niejednokrotnie go prosiłam, aby tego nie robił,
ale on twierdzi, że dzieci mają prawo znać prawdę, nie tylko tę deklarowaną
przez Kościół i księży. Ja uważam, że maja na to czas, a nie będąc jeszcze
dojrzałymi, mogą nie umieć tego wszystkiego odpowiednio i z dystansem ocenić.
Dodam, że tak jest od wielu lat, tzn. kiedy dzieci były jeszcze znacznie
młodsze, i trwa do dziś.
Po drugie, jak wyglądają lekcje religii w szkołach każdy widzi i w 2 klasie
gimnazjum córka zapragnęła przepisać się na etykę, bo z lekcji religii od lat
nie mogła już nic nowego, budującego wynieść. Uszanowałam jej wolę. Wiem, że
nauczyciel etyki nie robił nic w kierunku odciągnięcia młodzieży od Kościoła.
Córka nie przestała chodzić na msze św. i nie wykazywała wtedy jeszcze żadnych
oznak niechęci do Kościoła.
Po trzecie, córka poznała w tym roku starszego chłopaka, w którym jest bardzo
zakochana, który jest jednocześnie dla niej autorytetem i partnerem do wielu
dyskusji, bo jest naprawdę inteligentny. On jest wątpiącym, niepraktykującym,
choć wychowanym w wierze katolickiej człowiekiem. Wiem na pewno, że nie wpływa
na jej poglądy, bo ogólnie stara się nie narzucać jej swojego zdania w
czymkolwiek. Bardzo ją szanuje, ale wiem, że mimo wszystko ona go może naśladować.
Powiedzcie mi proszę, czy zdiagnozowane przez mnie czynniki odejścia mojej
córki od Kościoła (przynajmniej mentalnego, bo na msze nadal chodzi) są Waszym
zdaniem trafione i czy mogę coś zrobić, aby temu zaradzić. Na co położyć nacisk?
Z góry dziękuję za pomoc i rady.
Pozdrawiamsmile
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 27.08.09, 16:46
      Po czwarte corka ma 18 lat... Czyli wiek typowy może nie dla buntu,
      ale dla odchodzenia od wczesniejszych autorytetów i pogladów domu
      rodzicielskiego.
      Mysle - tak naprawde - ze w tym wieku nie pozostaje rodzicom nic
      innego jak dawać samemu przykład. Ale juz za późno na jakiekolwiek
      naklanianie, ni mowiac o wymaganiu.
      • sebalda Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 27.08.09, 16:55
        O wymaganiu absolutnie nie może być mowy, ale ja znam swoje dziecko i wiem, że
        ona bardzo liczy się z moimi uczuciami. Nie stosuję nigdy szantażu
        emocjonalnego, przysięgam, ale uczyłam dzieci empatii i chyba nauczyłamwink
        A o tych przykładach to jeszcze chcialabym pogadać. To nie takie proste.
        • sylwia0405 Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 27.08.09, 17:14
          Z przykładami z pewnością nie jest prosto. Moje dzieci jeszcze
          maluchami są, ale też nieraz przyszło mi odpowiadać na trudne
          pytania. Pytały, dlaczego my idziemy do kościoła, a Tata nie.

          Myślę, że należy przede wszystkim szczerze rozmawiać i oczywiście
          modlić się, modlić się i jeszcze raz modlić się.
          • kocianna Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 27.08.09, 19:20
            Moze poszukac tez miejsca, w którym Kościół proponuje coś właśnie młodzieży. Np.
            jakieś duszpasterstwo akademickie, Dominikanie, etc. Mnie, dorosłej neofitce,
            trudno jest akceptować Kościół w jego parafialnym wydaniu...
            • paszczakowna1 Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 27.08.09, 19:50
              > Moze poszukac tez miejsca, w którym Kościół proponuje coś właśnie młodzieży. Np
              > .
              > jakieś duszpasterstwo akademickie, Dominikanie, etc.

              Bardzo dobry pomysł, zwłaszcza zważywszy fiasko z katechetą (za dawnych dobrych
              czasów można było w takich wypadkach pójść do sąsiedniej parafii, gdzie ksiądz
              był sensowny, i tam chodzić na religię, ech...). Mnie się w ogóle wydaje, że w
              tym wieku najłatwiej przemawia się do intelektu, tudzież do potrzeby wytworzenia
              sobie nowych autorytetów. Może zatem też delikatnie podsuwać lektury
              uatrakcyjniające Kościół - typu świadectw wierzących znanych pisarzy (mnie
              bardzo pomógł w swoim czasie J.R.R. Tolkien) czy naukowców. A już zwłaszcza
              neofitów - Andre Frossard, no i oczywiście C. S. Lewis. Tudzież może
              'poszukujących' agnostyków ('Wiara i wina' Kuronia).
            • atama Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 28.08.09, 06:24
              Aż się ucieszyłam, jak o duszpasterstwie przeczytałam, ale czy ma
              szanse wypalić?? Czas po szkole dla chłopaka, albo duszpasterstwa -
              jak myślicie, co wybierze, bo z chłopakiem do duszpasterstwa to nie
              tak od razu.
              Ale może jakiś wspólny wyjazd z duszpasterstwem?? We wrześniu
              jeszcze?

              Choć to bardzo trudne, ja bym jednak okazała zaufanie do córki i jej
              wyborów. Zaufanie i szacunek. Spokój z jednoczesną troską.
    • maadzik3 Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 27.08.09, 22:37
      Skoro, jak piszesz, cora jest inteligentka, fajna, empatyczna dziewczyna z ktora
      masz odbry kontakt to pozostaje zacisnac kciuki, dawac przyklad i... uznac ze ma
      18 lat i juz (ma). Nie, nie chodzi o pelnoletniosc, ale o wiek w ktorym ludzie
      zazwyczaj konfrontuja wzorce i poglady w ktorych wyrosli z wlasnym
      doswiadczeniem i przemysleniami. Przewaznie kolo 24-25 roku zycia mamy juz
      uksztaltowanego czlowieka (co nie znaczy ze dlutem w kamieniu wyryte jest
      wszystko co zawsze bedzie uwazal, ale jednak bedzie uksztaltowany). Mozliwe ze
      po kilku latach corka wroci do katolicyzmu praktykowanego w instytucjonalnym
      kosciele z przekonaniem (wtedy juz wlasnym i wewnetrznym) ze to jej droga. Moze
      sie stac inaczej. Rozmawiasz z nia, dajesz przyklad, wychowalas ja w wierze (w
      koncu formalnie odpowiedzialnosc religijna za siebie przejmuje sie chyba przy
      biezmowaniu - poprawcie mnie katolicy jesli sie myle). Nie przezyjesz za nia
      zycia, a skoro dalas jej solidne podstawy i jestes otwarta na rozmowy z nia i
      przegadanie jej watpliwosci to naprawde wiecej zrobic nie mozna...
    • atama Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 28.08.09, 06:40
      Wydaje się, że Twoja córka jest myśląca - to najważniejsze.
      Jeśli tylko będzie chciała autentycznie szukać to znajdzie - PRAWDĘ.
      Ty wspieraj ją modlitwą i swoim trwaniem przy Kościele "pomimo
      wszystko".

      Krytyczne uwagi męża można wykorzystać do wyrażenia swojego
      stanowiska - dlaczego ja trwam mimo to.

      O religii już wyżej kocianna pisała - gdyby tylko trafiła do
      duszpasterstwa...

      Jeśli Twoja córka będzie wiedziała dlaczego i po co należy do
      Kościoła - będzie to miała przemyślane i ugruntowane, jest szansa,
      że i chłopak wróci smile))

      Zdaje się, że przyszedł czas zadawania poważnych pytań. Kryzys może
      być motorem rozwoju. Warto zadawać trudne pytania, warto wątpić.
      Doceń, że Twoja córka ma na to odwagę. O ile intencją jest szukanie
      Prawdy, a nie np. wygody, to będzie dobrze smile

      No i módl się za nią wytrwale!
      • sebalda Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 30.08.09, 19:10
        Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie i rady. Dziś po Mszy rozmawiałam z córką
        i dowiedziałam się, że żaden z moich domysłów nie był trafiony. Żaden. To raczej
        to, o czym pisze Verdana, bunt dojrzewającej, myślącej młodej kobiety. Ona
        rozumowo dotarła do tego, że Boga wymyślił człowiek dla własnych potrzeb, a
        instytucja Kościoła to systematyzuje i trzyma ludzi w odpowiednim rygorze.
        Próbowałam ją przekonać na różne sposoby, ale ona jest już zdecydowana (na dzień
        dzisiejszy). Twierdzi, że na co dzień nie myśli o tym wszystkim, ale wizyta w
        Kościele jeszcze bardziej unaocznia jej bezsens obrzędowości w takiej formie.
        Nie wiem, co teraz robić. Córka chodzi do Kościoła, ale wiedząc, co ona czuje w
        związku z tym, czuję się okropnie. Powiedzieć jej, że nie musi, skoro tego nie
        chce i nie czuje? Niech nie okłamuje siebie i mnie? Ale ona wcale nie deklaruje
        chęci zrezygnowania z chodzenia na Msze. Zatem co robić?
        Daję jej przykład swoją wiarą, chodzeniem do Kościoła z potrzeby serca, nie z
        obowiązku, rozmawiamy o tym, ale ona swoje i tak wie.
        Wierzę gorąco, że ona jeszcze kiedyś wróci do Boga, ale nie wiem, kiedy i boli
        mnie taka niemoc w kwestii pomocy jej w tym powrocie.
        Oczywiście, że się modlę i zawsze będę to robiła.
        Na duszpasterstwo raczej już jej nie namówię, a szkoda, bo najpewniej byłby to
        dobry ruch.
        Będę jeszcze szukała kontaktu ze znanymi mi ludźmi nauki, którzy są gorliwie
        wierzący, bo myślę, że teraz najlepiej byłoby przemówić do jej intelektu, nie
        emocji, bo to do tej pory zawiodło.
        Raz jeszcze proszę o radę w kwestii jej chodzenia na Msze św. Jaką zająć pozycję?
        • isma Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 30.08.09, 20:00
          No wiec w swoim czasie moi Rodzice (ale ja mlodsza bylam, ledwo 15 lat mialam)
          powiedzieli to, co zwykle mowili w takich sytuacjach: "rob jak chcesz, ale nie
          oczekuj, ze sie nam to spodoba."

          No wiec ja do kosciola nie chodzilam, a oni od czasu do czasu czestowali mnie
          jakas zartobliwa zgryzliwoscia. Tata to mnie od czasu do czasu wyciagal -
          polzartem - na jakies dialogi o zakladzie Pascala ("badzze, dziewczyno,
          przewidujaca, bo a nuz-widelec..."). Albo rodzicielka mowila: "Oooo, swietne
          eseje teraz czytam, ale ty z tej ksiazki chyba bys niewiele skorzystala, bo to
          wierzacy napisal, a ty przeciez niewierzaca jestes..." (na co ja, oczywiscie,
          bralam na ambit i jej wydzieralam tom, z niezlomnym zamiarem udowodnienia po
          lekturze, ze znowu glupoty jakis nawiedzony popisal wink)).

          Z tym ze, mnie sie wydaje, tu sie nie da dawac jakichs rad do skopiowania - bo
          to sie musi wpisywac w caloksztalt funkcjonowania rodziny, codziennego stylu
          bycia ze soba. U mnie byl akurat taki (i podobny jest w mojej rodzinie), ale
          zdaje sobie sprawe, ze postronnym osobom wlos sie jezyl na glowach, jak niektore
          nasze wzajemne wymiany rodzinnych czulosci mialy okazje obserwowac wink)).
          • verdana Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 30.08.09, 20:18
            A ja myślę, ze czasem błogosławione jest nicnierobienie.
            Twoja corka chodzi nadal do koscioła. Jest dorosła. Sądzac, z tego
            co piszesz - nie chodzi dlatego, ze się boi. Moze chodzi jednak
            dlatego, ze nie do konca stracila wiarę? Może dlatego, ze jednak
            chodzenie jest jej do czegos potrzebne? A moze dlatego, aby Tobie
            nie sprawić przykrosci - co świadczy o tym, ze mysli o innych, a to
            dobra podstawa do bycią dobrym człowiekiem.
            Pozwól, aby w tym wypadku córka sama zadecydowala o sobie. Myslę, ze
            tak jest najlepiej.
        • mmb Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 30.08.09, 20:25
          Jeśli pozwolisz protestantce wtrącić 3 grosze:
          Pod pewnymi względami Twoja córka ma racje; liturgia, tradycja, nabożeństwo nie
          ma sensu gdy się Bogu nie wierzy.
          Dopiero PO nawróceniu(nie chodzi mi tu o żaden prozelityzm tylko przyjęcie do
          swojego serca, umysłu i woli faktu że Jezus nie jest figurą retoryczną ani mitem
          tylko Żywym Bogiem który za nas oddał swoje życie i zgodę na to by to On
          kierował naszym życiem) dopiero takie nawrócenie sprawia że zaczynamy widzieć
          sens w życiu kościelnym.
          Oczywiście nawrócenie może się dokonać w trakcie mszy, czy nabożenstwa, ale
          dopiero jak Bóg przewroci do góry nogami całe dotychczasowe nasze życie można
          zobaczyć jak wielkim darem jest wspólnota kościelna.
          Z drugiej strony nie powinnaś się załamywać tym że Twoja córka ma takie
          wątpliwości, gorzej by było gdyby wiara była dla niej czymś obojętnym i
          zadawalałaby się powielaniem tradycji bez ducha.
          Niedługo rozpoczną się pewnie rekolekcje, poszukaj czy w Twoim mieście nie
          odbywają się takie spotkania dla wątpiących, szukających (chyba dominikanie się
          w tym specjalizują).
          Zobacz czy gdzieś w pobliżu nie ma jakiejś dobrej ewangelizacji, każdy człowiek
          ma inną własną ścieżkę do Boga i niestety czasami jest ona baaardzo pokręcona
          czego ja jestem najlepszym przykładem. Nie trać nadzieji!
        • mader1 Re: Kryzys wiary u dorastającego dziecka 30.08.09, 20:56
          Zostawiłabym ją w spokoju. Skoro jest młodą, dojrzewającą kobietą, trzeba z nią
          rozmawiać jak równy z równym. To niestety (czy też na szczęście) oznacza, że nie
          musisz zajmować w sprawie jej chodzenia do kościoła stanowiska.Tu się już (
          chyba) nie da nakazać czy zakazać. To ona myśli, ona bierze za to odpowiedzialność.

          Jednocześnie przestawiła Ci poprzeczkę smile)))
          Czasem ze względu na nasze dzieci musimy coś znaleźć, poczytać, choćby po to,
          żeby im podsunąć, dać do myślenia. Tylko my je znamy, wiemy, co ma szansę je
          przekonać. Może przyszedł czas, żebyście razem czytały i rozmawiały po prostu.
          Pamiętaj też, że dookoła niej jest mnóstwo ludzi, rówieśników, także wierzących.
          Z pewnością potrzebna jej Twoja modlitwa, cierpliwość i zaufanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka