17.09.07, 15:15
Zo_ha wzięli na szkolenie rezerwy i wywieźli na poligon.
Zasrańce z WP :(
Obserwuj wątek
    • kokolores Re: Rezerwa 18.09.07, 22:34
      Przezyje ,ma wyjscie ??

      :o)))
      Koko
      • very_famous Re: Rezerwa 19.09.07, 08:52
        Jasne, że przeżyje.
        Już widzę oczyma duszy jak w okrzykiem "Urraaa!!!" biega z odbezpieczonym
        karabinem tudzież granatnikiem po błotach i lasach :/
        • dociek Re: Rezerwa 20.09.07, 22:11
          Bez paniki. Do Afganistanu nie wyślą.
    • zo_h Re: Rezerwa 24.09.07, 21:08
      już za mną ... jutro relacja :).
      • dociek Re: Rezerwa 01.10.07, 12:40
        I pomyśleć, że mój potomek, mimo, że już kiedyś odtupał swoją służbę
        w kompanii reprezentacyjnej, nadal się pcha do woja z własnej woli -
        do roboty.
        Co kto lubi? Ksiądz kapustę, organista kury tłuste.
    • zo_h Relacja cz.1 01.10.07, 19:16
      Dobra to chyba najwyższy czas na małą relację ... w końcu obiecywałem ja już
      jakiś czas temu.

      Na te ćwiczenia rezerwy wybierałem się z myślą, że będą to ćwiczenia w stylu ...
      odbębnić do 15 i do domu. W zasadzie z takim założeniem podchodziłem do tego po
      wizycie w WKU gdzie zapewniono mnie że właśnie w ten sposób wyglądają zazwyczaj
      takie imprezy. O 8.oo w poniedziałek stawiłem się na jednostce na Majdanku. Gdy
      zebrała się już większość "zaproszonych" osób, zostaliśmy powiadomieni o tej
      jakże wspaniałej nowinie, że zostaniemy zawiezieni na poligon do Nowej Dęby. I w
      tym momencie legła w gruzach, wizja mojego "urlopu" w Lublinie. Z Majdanka
      przewieźli nas do jednostki na Kruczkowskiego, gdzie kadra wydała nam wszelkie
      niezbędne (i zbędne) rupiecie (wliczając w to kultowe wdzianko OP-1). Przy
      okazji część osób została poddana badaniu na zawartość alkoholu w wydychanym
      powietrzu - w przypadku część osób badanie nie było całkiem bezpodstawne ... i w
      nagrodę osoby te zostały odwiezione do aresztu oraz nałożono na nie mandaty w
      wysokości 100 zł (za picie w miejscu pracy).
      Po uporaniu się ze wszystkim zostaliśmy zapakowani do autokaru i odwiezieni na
      poligon. A ponieważ wojsko ma zawsze dużo czasu więc wyjechaliśmy z Lublina
      między godziną 17 a 18. Na miejsce dojechaliśmy już po zmroku ... i zostaliśmy
      zaciągnięci na wieczorny apel. Szef wszystkich szefów wystosował do nas notę
      dyplomatyczną, ganiąc za zachowanie tych, którzy pili - fajnie - ja nie piłem
      Panie więc do kogo ta gadka szmatka - szczęśliwie ... szybko koniec.
      Zaprowadzili nas w "inne" miejsce ... i tu kolejna niespodzianka ... śpimy w
      namiotach. No to lux ... ale nim pójdziesz spać musisz jeszcze odebrać kolejną
      porcję "niezbędnych" rzeczy - materac, 3 koce i poduszka, i już możesz iść spać
      ... tylko najpierw po ciemku w świetle wyświetlacza komórki przygotuj sobie
      "łoże". Ponieważ byłe już nieźle wypompowany więc nie byłem zbyt wybredny,
      rzuciłem materac na "pryczę", okręciłem się w koce i padłem na wyro.
      Jak się spało, no cóż dla osoby przyzwyczajonej do własnego pokoju i własnego
      łóżka nie jest różowo. Statystycznie rzecz biorąc jest spora szansa że przy 8
      osobach w namiocie znajdzie się choć jedna taka która chrapie. Mój namiot nie
      odbiegał zbytnio od statystyki i trafiła się nawet nie jedna osoba chrapiąca ...
      a nawet gadająca.
      Po nocy kolej na poranek ... ale nim nastąpił poranek przyszedł czas na pobudkę,
      a o 5 ciężko est mówić o poranku, szczególnie że jest równie ciemno jak wtedy
      gdy kładliśmy się spać. Rad nie rad ... trzeba odkręcić się z koców ... i
      wystawić na szokujące doznania termiczne ... jest znacznie zimniej niż wieczorem.
      Jak już wszyscy zebrali się z łóżek to oddelegowaliśmy się na śniadanie.
      Stołówka dosyć spartańska. Ot po prostu zwykła metalowa wiata ... betonowe
      "klepisko" i kilka metalowych stołów tworzących ciąg wydawania dań. Oczywiście o
      daniach jarskich mogę zapomnieć ... więc jem to co dają (a ponieważ nie jestem
      ortodoksyjnym jaroszem więc nie robię z tego wielkiej tragedii).
      Po śniadaniu znajduję chwilę na krótką toaletę, mało czasu bo już po 6 mamy
      jechać na strzelnicę. Jak się okazało mogłem się nie śpieszyć ... po 6 pojechała
      pierwsza część żołnierzy z zasadniczej służby ... po nich pojechała reszta ...
      a dla nas nie starczyło samochodów. No to Panowie ... ruszamy z buta ...
    • zo_h Relacja cz. 2 01.10.07, 20:00
      ... mało składna i średni subordynowana zgraja przebierańców - chyba niczym
      bardziej pozytywnym nie mogę opisać tego jak przedstawiał się nasz widok. Po
      przejściu "jakiejś" części drogi z przeciwka na szczęście nadjechał star który
      zawiózł nas na miejsce. Sama podróż "wielce ciekawa" cztery litery radowały się
      na każdym wyboju ... a ponieważ droga była z tych bogatych w dziury ... więc
      d... radowała się cały czas.
      Na miejscu ... mini apel ... kolejna gadka szmatka ... i opowieści o
      bezpieczeństwie i niebezpieczeństwie związanym ze strzelaniem, do którego mamy
      zaraz przystąpić. Jednak najpierw jeszcze czas na:
      - praktyczne zapoznanie się z bronią której mamy używać,
      - ustalenie kolejności strzelań
      - kolejne omówienie warunków bezpieczeństwa
      - podpisanie list wydania ostrej amunicji

      i "już" po chwili ... nasza grupa strzela ... chwilkę ... jako pierwsza. A potem
      długie godziny oczekiwania nim wszyscy inni żołnierze skończą ... bo do obozu
      można przecież zjechać dopiero wtedy gdy wszyscy zakończą ćwiczenia. Korzystam
      (nie tylko ja) z pięknej pogody i leżę wystawiając się na ciepłe promienie
      słoneczne. Niektórzy zapadają w sen (ja chyba też), niektórzy chrapią (jak w
      nocy) ... inni żyją (przez telefon) pracą z której zostali oderwani ... a gdzieś
      w tle słychać "prykanie" karabinów. Fajnie tylko ... po co?

      W końcu wracamy do obozu ... gorąco ... można pozbyć się części wojskowego
      wdzianka, ale nie na długo bo zaraz obiad a na obiad żołnierz chodzi ubrany w
      pełnej gali. Obiad ... w sumie nic ciekawego, wszystko wygląda łudząco podobnie
      do śniadania ... nawet te same osoby wydają posiłki ... które są jedyną odmianą.
      Po obiedzie kolejna "wesoła" nowina ... o 19 jedziemy na nocne strzelanie. Z tej
      okazji wcześniej jest kolacja, której część zostaje rozdysponowana między
      poszczególne kieszenie munduru.

      No to wracamy na strzelnicę ... dawno nas tu nie było. I wszystko wygląda
      zupełnie jak kalka tego co robiliśmy w trakcie dnia ... jedyna różnica to fakt
      że jest ciemno i zaczyna siąpić deszcz. Szczęśliwi Ci co zabrali pałatki (dla
      mniej obytych z terminologią "wojskową" - pałatka to taki płaszcz
      przeciwdeszczowy co ciekawe z możliwością zmontowania z niego małego namiotu) ,
      reszta ludzi zapina co i jak się da, stawia kołnierze i kryje głowy pod
      "nocnikami" (metalowymi hełmami). Wszystkie te zabiegi i tak dają niewiele, po
      kilkunastu minutach łapie mnie niesamowita galareta, cały trzęsę się i szczękam
      zębami z zimna. Już nie mogę doczekać się tego żeby mieć strzelanie za sobą i
      pojechać do obozu. Wszyscy z naszej grupy są już po strzelaniu ... porucznik
      "opiekujący się" naszą grupą kieruje pytanie do "dowództwa" czy możemy pojechać
      już do obozu. Główny przydupas ogłasza ... że rezerwa strzeliła tak słabo że ma
      czekać do końca strzelań. No to miło ze strony płk. Gałązki ... mam nadzieję że
      kiedyś jakieś jego dziecko trafi na moją uczelnię. Ręce opadają z bezsilności,
      ale co można zrobić ... nie pozostaje nic innego jak skulić się i starać się
      dopuszczaj jak najmniej zimna ... które po długo oczekiwanym powrocie wcale nie
      daje za wygraną. W nocy w namiocie jest strasznie zimno, budzę się kilkanaście
      razy, i staram się za wszelką cenę okryć tak aby zimno nie docierało do mojego
      ciała ... niestety skutek jest mizerny i każda poprawka okrycia w jednym miejscu
      powoduje pojawienie się słabego punktu w innym miejscu. To była moja najgorsza
      noc ...
      • ejno Re: Relacja cz. 2 04.10.07, 20:33
        E tam panikujesz Zośka, trochę przypiździło ot co:P
      • kokolores Re: Relacja cz. 2 05.10.07, 20:52
        Zo_h ,hm.....

























        ...moglo byc gorzej .
        :o)))))
        Koko
        • zo_h Re: Relacja cz. 2 09.10.07, 20:01
          Nie no wiadomo że zawsze mgło być gorzej, ale ... nie musiało być tak kiepsko.
          Zresztą przecież ja nie narzekam tak bardzo.

          PS.
          Ta relacja to jeszcze nie koniec :P, tylko jakoś nie mam czasu zabrać się do
          pisania :).
      • dociek Re: Relacja cz. 2 28.10.07, 12:34
        Daj spokój dziecku Gałązki, co one winne, że ma takiego tatusia?
        • zo_h Re: Relacja cz. 2 29.10.07, 21:40
          Oj tam ja tylko tak mówię ... gdyby przyszło co do czego to na pewno nic bym nie
          zrobił, nawet gdybym wiedział że ta młoda gałązka to wytwór lędźwi starej gałązki.

          Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka