Dodaj do ulubionych

Pluszowe misie

25.11.10, 22:35
Dzisiaj podobno jest dzień pluszowego misia. Mam jeszcze swojego pluszaka z wytartym od
przyciskania piszczka brzuszkiem i kościanym nosem. To prawdziwy miś z duszą, wypchany
trocinami i łapkami na drucianych zawiasach, nie jakaś miękka, chińska tandeta.
Ma ktoś z Was swojego misia z tamtych czasów?
23.
Obserwuj wątek
    • luccio1 Re: Pluszowe misie 26.11.10, 00:04
      Mój istniał jeszcze 10 lat temu. Łapy miał całkiem jak Twój - natomiast nos z prawdziwej ciemnobrązowej skóry, uformowany jak u żywego misia, z dwiema dziurkami. Język miał pierwotnie z czerwonego filcu - gdy odleciał, Mama (jakieś 30-40 lat temu) przyszyła na to miejsce kawałek czerwonej skóry (odzyskanej chyba ze zniszczonej portmonetki).
      Był już strasznie brudny. Żona przekonała mnie, abym, przenosząc się na nowe mieszkanie i likwidując dom rodzinny, z którego oboje Rodzice jedno po drugim odeszli, by już nie wrócić, nie wlókł go za sobą.
      • luccio1 Re: Pluszowe misie 26.11.10, 12:01
        I miał szklane oczy - z prawdziwymi ciemnopomarańczowymi tęczówkami.
        • lustroo Re: Pluszowe misie 26.11.10, 18:08
          Mój jest mały "plaskaty" i wytarty z ogonkiem :)
        • cromwell1 Re: Pluszowe misie 26.11.10, 19:41

          > I miał szklane oczy - z prawdziwymi ciemnopomarańczowymi tęczówkami.
          oczy przyszywano u niektorych misi przed wypelnienie trocinami
          pozniej po
          stawy i kregslup odpowiedzialny za krecenie konczynami i glowa robiono z krazkow twardej plyty spilsnionej laczonej stalowym drutem
          na krazkach konczyly sie wszelkie niedorobki
          zwyczajnie
          plusz klejono do plytek
          rozpracowalem kilka misiow zeby poznac tajniki produkcji;)...

          pzdr.
          • oryginal23 Re: Pluszowe misie 26.11.10, 20:59
            Też operowałem swoje misie, nawet zastrzyki im robiłem.
            23.
            • letalin Re: Pluszowe misie 27.11.10, 14:14

              > Też operowałem swoje misie, nawet zastrzyki im robiłem.
              > 23.

              Sukcesem zakończyła się operacja wyjęcia z brzucha misia jego aparatu mowy ( taki podobny jak u gadajacych lalek) naprawienie go, gdy pacjent leżał z otwartą jamą brzuszną i ponowne umieszczenie go w przewidzianym przez naturę miejscu. Asystująca mi siostra uznała mnie wtedy za geniusza:) Miś odzyskał głos i nie stracił na urodzie. Nie wiem gdzie los go potem rzucił. Nie widzieliśmy się od ponad 30 lat. Takie życie.
    • kusama Re: Pluszowe misie 28.11.10, 01:55
      Mój ulubiony przepadł w pomroce dziejów. Dawno temu. Ale pamiętam go dobrze, był taki jakie to wtedy bywały misie, miał nawet mały ryjek, nie płaską - jak ludzka twarz.
      Ej, misiu... ileż ja ci opowiadałam swoich tajemnic, ile razy chlipałam w twoje pluszowe futerko.
      • bokertov1947 Re: Pluszowe misie 29.11.10, 05:35
        Wczoraj – jak zreszta tradycyjnie w kazda ostatnia miedziele miesiaca – bylismy z zona na targach antykow, odbywajacych sie w jednym z miast w okolicy.
        Tu ma sie okazje wejsc w ciekawy swiat pluszowych misiow, pragnacych zmienic wlascicieli.
        Sprzedawcami nie sa oczywiscie dzieci – lecz dorosli – czesciowo kolekcjonerzy.
        „Ruch zbieraczy“ misiow pluszowych czyli Teddy’s, jest na tak zwanym Zachodzie dosc rozpowszechniony. Wiele ludzi zbiera poszczegolne marki, czy poszczegolne typy misiow ( na przyklad charakterystyczne szerokoglowe misie amerykanskie, garbate misie firmy Hajda, czy misie z guzikiem w uchu firmy Steiff). A do tego dochodza produkcje wlasne – mniej lub wiecej udane, ale napewno zrobione z duzym sentymentem dla burczacych towarzyszy.
        Kolekcja mojej zony nie nalezy do malych. Ma w niej nawet pare, ktore sama zrobila . Oczywiscie z konczynami, ktore mozna poruszac, wbudowanym mieszkiem do burczenia – no i obowiazkowo - wypchanymi wata drzewna.
        Raz w roku odbywa sie w naszej okolicy oficjalna gielda tychze pluszowych stworzen (nota bene w kasynie gry). Dzieci sa niezbyt mile widziane – a towarzystwo sie tu zjezdzajace to kolekcjonerzy z Hollandii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, USA – a nawet z Nowej Zelandii.
        Mozna tu kupic nie tylko stare oryginaly, ale i zapoznac sie z trendami w dziedzinie materialow do szycia pluszakow, design’em czy odzieniem dla swych ulubiencow.
        Nie potrzebuje nadmienic, ze na takiej gieldzie mozna zostawic nawet znaczace sumy pieniedzy.
        Pozdrowienia.
        • oryginal23 Re: Pluszowe misie 29.11.10, 22:50
          Gdzie ta misiowa kraina?
          23.
          • bokertov1947 Re: Pluszowe misie 30.11.10, 12:05
            oryginal23 napisał:

            > Gdzie ta misiowa kraina?
            > 23.

            Hi!
            Ach przepastna ta kraina! Bo jak okiem siegnac – wszedzie misie owez terytoria swe maja.
            Napewno nie wszystkie mateczniki zwiedzic nam sie udalo – ale jako „zainfekowani“ misiowa miloscia – wszedzie znajdziemy cos z tej polki.
            Zacznijmy od miasta spoczyku wiecznego wybitnego polityka kraju Piastow. Tu niedaleko Rynku wielki matecznik sie nachodzi. Pilnuje go (moze do dzisiaj) sympatyczny prawie 2-metrowy pluszak. W srodku do wyboru, do koloru i wielkosci. Misie z manufaktury szwedzkiej. Troche nie nasz kierunek zbieractwa – ale i tam zona cos znalazla.
            Rajem misiowym sa Niemcy. Juz w dobrze zaopatrzonych sklepach z zabawkami mozna znalezc slynne niedzwiady firmy Steiff – no tych z guzikiem w uchu. Sa modele trendy – ale i repliki klasykow, czy special editions.
            Do tego paru innych – do dzisiaj jeszcze dzialajacych producentow z tradycja (Hermann).
            Niestety – wiele ciekawych malych firm produkujacych od lat wielu – przyjaciol maluchow (i nie tylko), mieszczacych sie w Turyngii – zostalo przejechanych przez walec kapitalizmu, po zjednoczeniu Niemiec. I tak padl przed laty paru matecznik naszych faworytow – misiow firmy Haida z Sonneberg.
            Misie te swa fizjonomia animuja do zakochania sie w nich – niezaleznie od wieku.
            Dalej na zachod Holandia – gdzie tradycja – szczegolnie majstrowania misiow samemu, jest bardzo zywa. Kiedys zona kupila na gieldzie pluszowego misia wielkosci okolo 5 cm, potrafiacego ruszac lapami i glowa. A do tego porzadnie ubranego (lacznie z butami – ale nie ze skory).
            Stad juz tylko krok do Wielkiej Brytanii. I tu kolekcjoner moze swe oko uradowac (a konto w banku uszczuplic). Wiem ,ze na dolnych pietrach Harrods’a panoszyly sie swietne egzemplarze misiowych okazow.
            Mysle, ze w UK maja sie niedzwiadki dobrze.
            Pare godzin lotu – i juz za oceanem. W odroznieniu od Canady – gdzie kult Niedzwiedzia oparty jest raczej na bardziej mysliwskich podstawach – w USA – duchowej ojczyznie Teddy – Bear’a, sprawa wyglada inaczej. Tu czesciej spotkac mozna pluszaki o odpowiednich wymiarach – no tak od 40 – 50 cm w zwyz. Typowi American-Bears, maja dosc szerokie glowy i dosc daleko osadzone uszy. Mniej niz na przyklad w Europie spotyka sie tutaj misiow z “glosem” – czyli brumajacych.
            Chyba z Wiekiej Brytanii przywedrowal mis pluszowy do Nowej Zelandii i Australii. Duze podobienstwo do ich braci z Wysp, pozwala postawic taka teze.
            Jeszcze moze by warto zahaczyc o Chiny. Tu tez pluszaka spotkasz – choc nie tak kochanie wygladajacego. No moze poza Pandami.
            I tak pomalu wrocilismy z naszej misiowej podrozy.
            Napewno dorosli osobnicy gatunku homo sapiens, wykazujacy dewiacje w kierunku zbieractwa misiow pluszowych, powinni – zdaniem niekolekcjonerow – byc poddani terapii – ale w koncu, wspomnienia z dziecinstwa mozna i w ten sposob konserwowac.
            Pozdrowienia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka