voxave 06.08.12, 01:59 zdrowia doda--jak żona gotuje,mężowi smakuje-------makatki pracowicie wyszywane przez panią domu.Zawieszane w kuchni pod półeczką na ściereczki czy ręczniki,albo na scianie.Dzisiaj juz od dawna takiej ozdoby nie widziałam. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
tamsin Re: Zywa woda 06.08.12, 02:24 tez je pamietam, biale wyszyte niebieska nitka. czasami byl obrazek z kucharka a czasami tylko "smacznego" i jakies wzroki. obok czesto zawieszony metalowy pojemnik z wieczkiem na sol. Odpowiedz Link
embepe Re: Zywa woda 06.08.12, 14:35 voxave napisała: > zdrowia doda--jak żona gotuje,mężowi smakuje-------makatki pracowicie wyszywane > przez panią domu.Zawieszane w kuchni pod półeczką na ściereczki czy ręczniki,a > lbo na scianie.Dzisiaj juz od dawna takiej ozdoby nie widziałam. Pamiętam to z babcinej kuchni w wersji "Dobra żona tym się chlubi, że gotuje, co mąż lubi". Wyszyte niebieską nitką na białym płótnie i zawieszone na kuchennej ścianie. A powyżej napisu wyhaftowana dość pokraczna kobitka z łychą w garści ... :-) Było, minęło - następne pokolenia mojej rodziny już nie praktykowały takich ozdób. Odpowiedz Link
beata_ Re: Zywa woda 06.08.12, 22:18 Tego typu ozdoby kojarzą mi się z opolszczyzną, okolicami poznańskiego i tzw. ziemiami zachodnimi. Jakoś tak mam wrażenie, że to niemieckie wpływy, ale mogę się mylić :-) Pamiętam taką makatkę u mojej drugiej babci i ciotki, które przeniosły się na zachód... i jeszcze u drugiej ciotki - na opolszczyźnie... Odpowiedz Link
voxave Re: Zywa woda 07.08.12, 16:41 beata_ napisała: > Tego typu ozdoby kojarzą mi się z opolszczyzną, okolicami poznańskiego i tzw. z > iemiami zachodnimi. Jakoś tak mam wrażenie, że to niemieckie wpływy, ale mogę s > ię mylić :-) > Pamiętam taką makatkę u mojej drugiej babci i ciotki, które przeniosły się na z > achód... i jeszcze u drugiej ciotki - na opolszczyźnie... Górny Sląsk,Beatko -- > > Odpowiedz Link
beata_ Re: Zywa woda 07.08.12, 23:59 voxave napisała: > Górny Sląsk,Beatko -- Też o Śląsku pomyślałam, i też ze względu na "wpływy", ale się nie rwałam z wypowiedzią, bom tego na oczy nie widziała :-) Nie miałam okazji być w żadnym śląskim domu... Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Zywa woda 06.08.12, 17:18 Myślałam, że to będzie o prawdziwej żywej wodzie - były pod koniec komuny w sprzedaży takie urządzenia, produkcji rzemieślniczej, do sporządzania "żywej" i "martwej" wody. Urządzenie wyglądało jak garnek, do tego miało dwie elektrody, i zależnie od tego, jak się je włożyło, woda miała wychodzić z tej operacji "żywa" albo "martwa". Każda podobno na coś tam pomagała. Odpowiedz Link
voxave Re: Zywa woda 06.08.12, 20:33 O takiej żywej wodzie nie słyszałam---dobre dowiedzieć sie czegoś nowego...:) Odpowiedz Link
embepe Re: Zywa woda 06.08.12, 22:40 minerwamcg napisała: > Myślałam, że to będzie o prawdziwej żywej wodzie - były pod koniec komuny w spr > zedaży takie urządzenia, produkcji rzemieślniczej, do sporządzania "żywej" i "m > artwej" wody. Urządzenie wyglądało jak garnek, do tego miało dwie elektrody, i > zależnie od tego, jak się je włożyło, woda miała wychodzić z tej operacji "żyw > a" albo "martwa". Każda podobno na coś tam pomagała. Było było coś takiego! Wujek G. na ten temat ma np. takie coś: www.chem.univ.gda.pl/~tomek/martwa%20woda.htm A na makatkach będących zasadniczym tematem wątku zazwyczaj była mowa o tym, że "świeża woda zdrowia doda". Odpowiedz Link
asdaa Re: Zywa woda 07.08.12, 14:14 zazwyczaj była mowa o tym, że > "świeża woda zdrowia doda". w moich stronach ta cudowna woda była zimna... Odpowiedz Link
g0p0s Re: Zywa woda 07.08.12, 18:57 Pierwsze podane makatkowe hasło przypomniało mi hodowanie grzybka. Dostawało się od kogoś coś w rodzaju kawałka białego sera, który trzymało się w szklance/słoiku i wymienianą wodę piło się dla wyleczenia wszelkich dolegliwości. Grubo potem była jakaś afera, bo ktoś to sprzedawał za ciężkie pieniądze, aby potem podhodowane skupować za jeszcze większe pieniądze. Oczywiście skończyło się na etapie sprzedaży. Odpowiedz Link
voxave Re: Zywa woda 07.08.12, 23:53 Pamiętam te *grzybki* hodowane w domach ---napełniały mnie obrzydzeniem---nigdy nie podałabym coś takiego mojej rodzinie ani sama skosztowała. Do dzisiaj gotuje w domu i nie jem publicznego pokarmu. Odpowiedz Link