ampolion
08.11.07, 02:07
W początkach lat piędziesiątych chodziłem czasem z ojcem do składu węglowego
kupić węgla do ogrzewania mieszkania. Brało się sanki i worek i wracało z
ilomas tam kilogramami czarnego złota, straczało na 2-3 dni.
Zaraz po wojnie rodzice kupili album o Warszawie ze zdjęciami miasta. Ku
naszemu zdumieniu było tam i zdjęcie mego ojca podczas okupacji niemieckiej
niosącego na plecach worek z... węglem.