08.11.07, 02:07
W początkach lat piędziesiątych chodziłem czasem z ojcem do składu węglowego
kupić węgla do ogrzewania mieszkania. Brało się sanki i worek i wracało z
ilomas tam kilogramami czarnego złota, straczało na 2-3 dni.
Zaraz po wojnie rodzice kupili album o Warszawie ze zdjęciami miasta. Ku
naszemu zdumieniu było tam i zdjęcie mego ojca podczas okupacji niemieckiej
niosącego na plecach worek z... węglem.
Obserwuj wątek
    • tamsin Re: Węgiel 08.11.07, 17:38
      w drodze na nasza dzialke trzeba bylo przejsc przez szyny kolejowe.
      Gdy bieda przycisnela w czasie stanu wojennego, na tych torach byly
      gromady ludzi zbierajacych wegiel co spadl z wagonow podczas
      transportu. Przypominalo mi to troche obrazki z filmow angielskich,
      ktore puszczano aby pokazac nam biede jaka panowalo w Anglii.
      • brillen dziś prawdziwych wozaków już nie ma.... 13.11.07, 17:40
    • brillen dziś prawdziwych wozaków już nie ma.... 13.11.07, 17:49
      Prr...ale ta kobyła wyrywna .Jeszcze nie ukończyłem ..."dziś prawdziwych wozaków
      już nie ma" a już kobyła ruszyła. Nie zdążyłem zamknąc burt i węgiel się sypał
      po drodze. Tak było! Szlak węglowy a ludzie potem z wiaderkami zbierali i do
      swojej komórki sypali. Normalka w małym miasteczku. Zawsze zastanawiałem się,
      czy taki wozak jest uczciwy. Bo przecież otrzymywał zlecenie, przywoził wegiel,
      ale ile na tej wysypanej kupie było tego węgla Bóg raczył wiedzieć.
      • meduza7 Re: dziś prawdziwych wozaków już nie ma.... 15.11.07, 01:31
        Mieszkałam w domu, gdzie mieliśmy piece węglowe i pamiętam co roku
        panów z wozem, zsypywanie węgla na podwórko, a potem szuflami przez
        okienko do piwnicy. Dla dzieci radocha i okazja do wysmarowania się
        od stóp do głów.
        • czekolada72 Re: dziś prawdziwych wozaków już nie ma.... 04.03.08, 19:12
          U na trzeba bylo do piwnicy wnosic przez cala klatke - horror.
          Natomiast w rodzinie jest przekazywana opowiesc, jak to moj dziadek
          po znajomosciach zalatwil transport wegla. Bo podobno byly takie
          czasy, ze nie wegiel byl problemem, ale jego dowoz i na ten dowoz to
          trza bylo czekac kilka dni. Dziadkowi sie udało, ale nie zdazyl
          powiadomic o tym ani syna ani synowej i druga babcia nic nie
          wiedzac, o mało ze schodów nie spadła jak zobaczyła ze pod dom
          podjezdza taki charakterystyczny samochodzik na wegiel, a na kupie
          wegla siedzi... dziadek, w eleganckim garniturze i plaszczu, z
          teczka...

          A potem czesc kaflowych piecow przerobili na centralne, a czesc -
          na elektryczne :(
    • luccio1 Re: Węgiel 04.03.08, 22:20
      Obrazek z Krakowa jeszcze z lat 70., a nawet początku lat 80.:
      węglarz z "ducką" czyli "paczką" pełną węgla na plecach, zasuwa na któreś tam
      piętro pod górę po schodach...
      Kwaterunek podzielił duże mieszkania na części, czasem na poszczególne pokoje -
      nie podzielił piwnicy należącej do mieszkania. Stąd ludzie trzymali węgiel w
      skrzyniach na korytarzu, klatce schodowej, ganku od podwórza, czasem zwalony na
      kupę w kącie dużej kuchni...
      • czekolada72 Re: Węgiel 05.03.08, 13:26
        Do dzis sa te skrzynie jeszczenp w kamienicach kolo Parku
        Krakowskiego
    • luccio1 Drzewo na rozpałkę 11.03.08, 19:43
      O ile węgiel był w czasach mego dzieciństwa, spędzonego przy piecach kaflowych,
      wyłącznie "państwowy" -
      o tyle drzewo na rozpałkę było domeną inicjatywy prywatnej.
      W czasie dla mnie najdawniejszym (lata 50./60.) był to chłop z furmanką,
      wołający w podwórku: "drzewoooo! drzewoooo!" - i sprzedający to drzewo na
      kółka spięte taśmą metalową.
      Później, gdy już mieszkałem w mieszkaniu z kaloryferami, było drzewo na wielkiej
      stercie (od podłogi po sufit) przy ścianie prywatnego sklepu spożywczego, z
      którego przynosiłem ziemniaki i inne jarzyny;
      kółka były już wówczas znacznie mniejsze.

      Drzewo to, rozpakowane z kółek, dosychało w domu w przestrzeni między bokiem
      pieca a ścianą.
      • dzik0 Re: Drzewo na rozpałkę 12.03.08, 09:57
        Noszenie wiader z węglem to jeden z koszmarów mojej wczesnej
        młodości.Do tego wieczny rodzinny spór o to kto ma narąbać drewna na
        podpałkę.
        Później w składach opału pojawiła się podpałka do węgla,to był już
        luksus.
        • luccio1 Re: Drzewo na rozpałkę 15.03.08, 21:05
          Pamiętam, że ta podpałka nazywała się LOFIX czy podobnie.
      • ampolion Re: Drzewo na rozpałkę 16.03.08, 14:16
        Wiazanki drewna sprzedawane sa w sklepach i w Ameryce, do kominkow.
      • luccio1 Re: Drzewo na rozpałkę 16.03.08, 21:58
        > Drzewo to, rozpakowane z kółek, dosychało w domu w przestrzeni między > bokiem
        pieca a ścianą.

        W domu u "przyszywanej" Babci pamiętam sytuację (styczeń 1963 - "zima
        stulecia"), kiedy drzewo schnące między ściana a piecem zaczęło się tlić -
        Babcia w ostatniej chwili wygarnęła patyki na podłogę i chlusnęła wodą z miednicy...
        • luccio1 Re: Drzewo na rozpałkę 26.03.08, 21:42
          Praktykowano też rozpalanie w piecu kaflowym gazem:
          rurkę metalową, zamocowaną na końcu węża gumowego, z płomieniem, wkładało się do
          paleniska między węgiel - i czekało, aż nie zaczął płonąć sam, bez "pomocy".
          Rzecz łamała oczywiście wszelkie przepisy - nawet łagodniejsze normy z lat 50.,
          gdy było dopuszczalne doprowadzenie gazu od wyjścia ze ściany do np. przenośnej
          kuchenki dwupalnikowej giętkim wężem.
    • luccio1 Zaświadczenia do węgla 15.03.08, 21:08
      Pamiętam, że zaświadczenie administracji budynku, albo (lepiej widziane)
      Komitetu Blokowego, że obywatel taki to a taki zamieszkuje pokój narożny lub
      pokój przylegający do ściany szczytowej, nie ogrzewanej przez budynek sąsiedni,
      dawało prawo do nabycia większej niż "normalnie" ilości węgla. Niestety nie mam
      liczb pod ręką - w tamtym czasie byłem za mały, żeby zapamiętać.
    • daria45-net Re: Węgiel 16.03.08, 03:03
      ampolion napisał:

      > W początkach lat piędziesiątych chodziłem czasem z ojcem do składu
      węglowego
      > kupić węgla do ogrzewania mieszkania. Brało się sanki i worek i
      wracało z
      > ilomas tam kilogramami czarnego złota, straczało na 2-3 dni.
      > Zaraz po wojnie rodzice kupili album o Warszawie ze zdjęciami
      miasta. Ku
      > naszemu zdumieniu było tam i zdjęcie mego ojca podczas okupacji
      niemieckiej
      > niosącego na plecach worek z... węglem.


      Niezapomniane sa te kaflowe piece . Jak milo bylo przytulic sie do
      nich jak byl duzy mroz i snieg na dworze.
      Albo kuchnie gdzie pod blacha buzowal ogien. To se ne vrati.
      • ampolion Re: Węgiel 16.03.08, 14:13
        Przed samym wyjazdem bylem na KULu, mieli tam wtedy takie
        staroswieckie piece kaflowe. Ale skutecznosci ich nie sprawdzilem,
        zima bylem juz za Wielka Kaluza.
    • luccio1 Lwów - gaz zamiast węgla 27.03.08, 16:01
      Będąc we Lwowie w l. 1995-96, spotkałem "oryginalny" system wprowadzony przez
      władzę radziecką po wojnie:
      rura gazowa średnicy 3/4'', wprowadzona do pieca kaflowego. Płomień bucha z
      końca rury, bez żadnego specjalnego palnika. Przed piecem zawór starego typu,
      nierzadko obracający się w kółko. Podpalało się, wkładając do drzwiczek
      paleniska zapaloną gazetę i zaraz potem otwierając dopływ gazu.
      Gdy gaz się palił, należało trzymać otwarte drzwiczki popielnika, aby był ciąg.
      Gaz mógł się dawniej palić "na okrągło" - za władzy sowieckiej płatny był
      ryczałtowo, bez licznika.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka