kowaliska
06.03.08, 11:17
Na moim osiedlu stał taki sklep, Artykuły Gospodarstwa Domowego, czyli ARGED.
Wielki był jak na sklepy w tamtych czasach. Dziwne, bo zwykle stał pusty,
chociaż czasem "rzucili" jakiś rarytas, jak np wiaderka, miednice, miotły,
ceratowe obrusy.
Ludzie często przyjeżdżali z innych części miasta z nadzieją upolowania
czegokolwiek. Ooo, jeszcze mi sie przypomniało że czasem deski sedesowe się
zdarzały.
Arged stał blisko pętli tramwajowej, od tramwaju trzeba było zejść po
szerokich schodach.
A my, dzieciaki, dla zabawy wyczekiwaliśmy na taki pełny tramwaj, dołączaliśmy
do przyjezdnych, a w pewnym momencie zaczynaliśmy biec. Tłum odruchowo rzucał
się po schodach "na łeb na szyję", popychając się i wyprzedzając nawzajem,
przekonany że do ARGEDU jakaś smakowita dostawa przyszła.
W sekundzie ustawiała się długaśna kolejka a my mieliśmy ubaw.
Złośliwe z nas bąki były co? :-))
Prawie trzydzieści lat minęło, sklep stał się Supermarketem, kilka razy
zmieniał nazwę, a dla nas "osiedlowych" wciąż jest ARGEDEM.