Dodaj do ulubionych

strychy i piwnice

07.09.08, 21:33
Mieliscie? U nas piwnica to byl taki zatechly, wilgotny loch gdzie trzymalo
sie wegiel, zawsze potwornie sie balam tam isc. Natomiast strych byl wielki (z
widokiem na Wawel:)) podzielony na sekcje do suszenia bielizny. Ja dodatkow w
wieku lat 15 szlam na "papierosa" na strych - podbieralam mamie mentolowego i
zapalalam go na strychu. Podpalalam te papierosy na strychu przez wiele lat -
na szcescie nigdy nie nalogowo no i nie pale juz 20 lat. Ale jak czuje dym z
papierosa to zawsze mysle o tym wielkim krakowskim strychu:) Klucz na ten
strych mial chyba 40 cm dlugosci:0
Obserwuj wątek
    • oryginal23 Re: strychy i piwnice 07.09.08, 23:21
      U mnie w piwnicy był magiel,wielka drewniana skrzynia na długich
      wałkach z ielką korbą.Obok w innych piwnicach węgiel,słoiki z
      kompotami i worki kartofli.Na strychu dziwaczne stare urządzenia
      jak lodówka na lód i cylinder do palenia kawy.Znalazłem tam drewniane
      śmigło lotnicze.Mam je do dzisiaj.
      23.
      • ewa9717 Re: strychy i piwnice 08.09.08, 06:19
        Strychy i piwnice były w każdym domu na naszej ulicy, ale tylko
        jeden strych - w kamienicy, w której mieszkało kilka rodzin, nadawał
        się do zabawy. W mniejszych domach rodzice po prostu nas na strych
        nie wpuszczali. A piwnice!!!! Niedaleko stał zrujnowany zamek i
        wyprawy do jego piwnic to cała epopeja!!!!!
    • zwierze_futerkowe Re: strychy i piwnice 09.09.08, 00:26
      Mieszkałam w bloku i nie było u nas strychu. Piwnica była. Sąsiedzi
      wyniuchiwali, kto z piwnicy nie korzysta, i pisali do administracji o odebranie
      delikwentowi piwnicy i przydzielenie np. państwu Iksińskim, bo bardziej jej
      potrzebują (chociaż oczywiście państwo Iksińscy mieli swoją). Plagą były
      włamania do piwnic, nie miało sensu trzymanie w nich czegokolwiek wartościowego,
      np. roweru. A był i taki okres, że po osiedlu grasowała banda pijaczków
      wykradająca z piwnic weki z ogórkami bądź grzybkami na zagrychę. Poważnie!
      • skrzydlate Re: strychy i piwnice 12.09.08, 10:19
        plaga jest do dzisiaj, parę lat temu znalazłam rowerek mojego dziecka przy
        drzwiach wyjściowych z piwnicy, porzucili go, bo stwierdzili ze jest zbyt podły
        żeby sobie nim głowę zawracać...
    • skrzydlate Re: strychy i piwnice 12.09.08, 10:17
      ja miałam lepiej, mieliśmy do penetrowania bunkry wybudowane na okoliczność
      wielkiej wojny komunizmu z amerykańskim imperializmem... schodziło się tam po
      drabince przyczepionej do ściany i w środku były korytarze z pozamykanymi
      drzwiami, adrenalinka i te rzeczy były, a i owszem :)) no bo to było zakazane
      absolutnie itd
    • luccio1 Re: strychy i piwnice 01.10.08, 23:46
      Do piwnicy w pierwszym domu rodzinnym nigdy nie chodziłem. Piwnica była
      późnogotycka, wiodły do niej wyszczerbione nierówne schody kamienno-ceglane -
      wejście do nich zamykała ciężka odkładana klapa, zapierana w położeniu otwartym
      grubym żelaznym prętem, o który bardzo łatwo było uderzyć głową idąc z piwnicy
      "na świat" - ze skutkiem wiadomym. Zresztą, w tamtej piwnicy nie było nic prócz
      węgla i drzewa.

      Pamiętam dopiero drugą piwnicę: boks bez okna, bez światła (sam doprowadzałem
      "na dziko" z korytarza, będąc już studentem) - z drzwiami ażurowymi z kratki
      drewnianej, łatwymi do pokonania dla każdego włamywacza (skradziono mi stamtąd
      narty, które nieopatrznie wyniosłem, żeby nie zagracały pokoju - na górze żywcem
      nie było gdzie ich postawić).
      Tam przeleżały ponad 30 lat notatki i rysunki Taty, przywiezione z pierwszego
      mieszkania - "odkryłem" je na nowo dopiero podczas przeprowadzki do mieszkania
      obecnego i dopiero teraz mam je u siebie w pokoju.

      W tym bloku była też suszarnia - tylko dwie kondygnacje ponad nami. Okazała się
      niezastąpiona jako miejsce wynoszenia paczek z książkami podczas pakowania się
      przed moją wyprowadzką.

      Za to dom, w którym mieszkam obecnie, nie ma piwnic w ogóle (nie mógł mieć -
      stoi na dawnym korycie "Młynówki Królewskiej" w jej odcinku biegnącym niegdyś
      ogrodami pomiędzy Garncarską a Wenecją).
      • zwierze_futerkowe Re: strychy i piwnice 03.10.08, 16:48
        luccio1 napisał:

        > W tym bloku była też suszarnia - tylko dwie kondygnacje ponad nami.

        W naszym bloku suszarnia była w piwnicy. Poroniony pomysł: w zimie, jak grzali,
        to faktycznie szybko schło, ale wiosną i jesienią był horror, prześcieradła to
        jeszcze pół biedy, ale ręczniki czy inne grubsze rzeczy tylko się kisiły zamiast
        schnąć. W tym pomieszczeniu była też tzw. pralnia: stała tam wanna i taki wielki
        palnik gazowy, na którym się stawiało kocioł do gotowania bielizny. Sąsiadka z
        parteru przy każdym praniu taszczyła tam i z powrotem swoją "Franię", ale
        większość po prostu prała w domu i nosiła rzeczy tylko do suszenia. Aż wreszcie
        kiedyś inna sąsiadka po zakupie nowej pralki wyekspediowała swoją starą "Franię"
        do owej pralni, do ogólnego użytku.
        To pomieszczenie było jedno na cały blok (trzy klatki po cztery piętra) i wg
        regulaminu mogła z niego korzystać tylko jedna rodzina na raz, trzeba się było
        zapisywać w kolejce po klucz, na konkretny termin, a lokatorka, która nad tym
        kluczem sprawowała pieczę, była blokową boginią.
        • tamsin Re: strychy i piwnice 03.10.08, 19:19

          > W naszym bloku suszarnia była w piwnicy. Poroniony pomysł: w
          zimie, jak grzali,
          > to faktycznie szybko schło, ale wiosną i jesienią był horror,
          prześcieradła to
          > jeszcze pół biedy, ale ręczniki czy inne grubsze rzeczy tylko się
          kisiły zamias

          no bo latem bylo suszenie na dworze :-) u nas kazdy mial swoj
          sznurek i wieszal pranie od trzepaka do trzepaka, sznurek po
          wysuszeniu prania zabieralo sie do domu. U mojej ciotki na
          osiedlu "szuszarnia" byla juz zrobiona profesjonalnie, tzn.
          ogrodzona byla siatka druciana, byl klucz do furtki, sznurki
          byly "panstwowe" no jednym slowem luksus ;-) Aha, w razie deszczu
          lecialo sie po pranie na zbity pysk z 3-4 pietra, dzieci, babcie,
          kto byl w domu.
          • luccio1 Re: strychy i piwnice 03.10.08, 19:28
            Osiedle "robotnicze" przy Al. Daszyńskiego w Krakowie (r. 1949 nn.) miało
            "suszarnie" urządzone w chwili oddawania poszczególnych budynków do użytku:
            słupki metalowe z przyspawanymi kątownikami z wkręconymi haczykami do
            rozciągania sznurków... Te słupki były taką samą częścią "małej architektury",
            jak np. trzepaki...
            W pojęciu ludzi zatwierdzających typowy projekt takiego bloku - bez strychu i
            bez suszarni w przyziemiu - skoro przed wojną na przedmieściach wywieszało się
            pranie w ogródku za i przed domem, to równie dobrze można było wieszać wszystko,
            z bielizną włącznie, przed blokiem...
            (O tym zresztą pisałem już w wątku "Przed PRL-em").
    • luccio1 Re: strychy i piwnice 01.10.08, 23:58
      Za to strych w pierwszym domu rodzinnym był prawdziwą tajemniczą krainą, gdzie
      belki konstrukcji dachowej ginęły w mroku, zaledwie rozświetlanym na odległość
      kilku kroków od nas wątłym płomieniem świecy (nie było tam elektryczności).
      I oczywiście ceremonia otwierania żelaznych drzwi wielkim kluczem...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka