warm_and_fuzzy_logic
10.12.09, 15:56
Wczoraj spokalem sie z byla z okazji koncertu szkolnego w ktorej udzial brala
nasza latorosl. Uklady z nia mamy przyjacielskie - to ze nie mozemy razem
wytrzymac pod jednym dachem nie znaczy ze musimy drzec koty. Jak to Leszek
Miller powiedzial: Prawdziwego mezczyzne poznaje sie nie po tym jak zaczyna,
ale jak konczy. On skonczyl nieciekawie, mnie zal ze w ogole skonczylem, ale
przynajmniej zrobilem to na tyle elegancko (podzial majatku: dom jest twoj,
ale stanowczo zabieram wszyskie swoje majtki i skarpetki).
Tak czy inaczej byla przyjrzala sie obliczu memu i po doglebniejszej analizie
stwierdzila: buzia ci sie zmienila. Ja przerazony wizja czyrakow, pyszczy itp.
zapytalem z troska w glosie: A w jakim sensie? Ona na to: no nie wiem, jakos
odmlodniales.
Fakt ze sporo schudlem, do tego stresu mi ubylo, ale zeby az tak?
Jej sie tez zle nie dzieje - schudla pare kilo, wszyscy jej mowia ze jej
rozwod sluzy... dziecko tez wyluzowane jak nigdy - w szkole mowia o nim w
samych superlewatywach (czy jak to sie pisze), a przedtem klopoty rozne bywaly....
No sluzy nam ten rozwod......