23.08.06, 15:10
A "Bułeczkę" pamiętacie?
Obserwuj wątek
    • mpalasz Re: Bułeczka 23.08.06, 15:30
      Ach, "Bułeczka".. :)) Do tej pory czuję do tej książeczki wielki sentyment.
      Mimo, iż dziś być może "trąci myszką", to jednak potrafi dodać optymizmu. I
      pokazać, że wbrew przeciwnościom losu można być radosnym i szczęśliwym - zależy
      tylko, na co się patrzy.
      Mnie samemu pomogła w trudnych chwilach :)

      Pozdrawiam!!
      Marcin Pałasz
      • nchyb Re: Bułeczka 23.08.06, 15:45
        a ja nie przepadałam. Była, przeczytana, bez wzruszeń...
        Na forum książkowym też Bułeczkę wspominano:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=43121017&a=43121017
        • verdana Re: Bułeczka 23.08.06, 17:12
          Ja uwielbiałam w dzieciństwie. Teraz propagowane tam metody wychowawcze
          doprowadzaja mnie do szału. To samo mam z "Oto jest Kasia", ktorej obecność
          jako lektury jest po prostu karygodna.
          • nchyb Re: Bułeczka 23.08.06, 17:22
            co do Oto jest Kasia. Jako dziecko lubiłam. Potem zapomniałam o książce. Potem
            syn omawiał w szkole i po przeczytaniu zauważyłam koszmar Kasi. I później
            znalazłam na forum Wasze wypowiedzi, z których wynikało, że jako dorosłe,
            myślimy już inaczej i co innego dostrzegamy...

            No właśnie, metody z Oto jest Kasia - wyjątkowo mało wychowawcze. I zgadzam
            się, że jako książka propagująca niewłaśćiwe metody - nie powinna być lekturą.
            Ale powiedz to obecnej ekipie. Wyśmieją nas...
            • babatera Re: Bułeczka 23.08.06, 21:03
              A ja niedawno czytałam "Bułeczkę" 5-latce i podobała jej się.
              A co do metod wychowawczych to nie zauważyłam nic rażącego a o pewnych
              szczegółach można porozmawiać z dzieckiem. A książkę uważam za wychowawczą bo
              potem gdy Zuzia nudziła w sklepie o piątą lalkę Barbie przypomniałam jej
              Bułeczkę, która miała tylko jedną gałgankową lale i to wystarczyło.
              • leigh4 Re: Bułeczka 23.08.06, 22:23
                Oj, lubiłam "Bułeczkę" bardzo... Podobnie jak "Słoneczko". Jako kilkulatka
                metodami wychowawczymi nie byłam chyba zainteresowana, gdyż nie przypominam
                sobie rozważań nad tym aspektem tych książeczek, a później już do nich nie
                sięgałam:-)Natomiast książki "Oto jest Kasia" nie trawiłam. Przeczytałam z
                konieczności jako lekturę i poza ogólnym wrażeniem(złym) niczego o niej w
                pamięci nie zachowałam:-(
              • nchyb Re: Bułeczka 24.08.06, 07:31
                > A książkę uważam za wychowawczą bo
                > potem gdy Zuzia nudziła w sklepie o piątą lalkę Barbie przypomniałam jej
                > Bułeczkę, która miała tylko jedną gałgankową lale i to wystarczyło
                Babatero, polecam w takim razie lekturę Pollyanny. Gdy dziecko będzie o coś
                matrudzić, zawsze możesz jej przypomnieć bohaterkę Eleanor Porter, która
                dostając kule inwalidzkie zamiast wymarzonej lalki - cieszyła się, że je ma, a
                nie musi używać...
                • klaryma Re: Bułeczka 24.08.06, 08:22
                  Bułeczkę lubiłam, a le o dziwo tylko dlatego, ze uwielbiałam film.
                  "Oto jest Kasia" uwielbiałam, za każdym razem płakałam nad smutnym losem Kasi i
                  jej okropnymi rodzicami. Co dziwniejsze, jak juz pisałam w watku o "Kasi" moja
                  córka w ogóle nie zauważyła niestosownosci zachowania jej rodziców, uważała, ze
                  to Kasia jest okropna dziewczynką!
                  • verdana Stereotypy 24.08.06, 10:33
                    I na tym polega problem. Niemal zadne dziecko nie dostrzega koszmarnego
                    zachowania rodziców - bo dzieci są uczone przez społeczeństwo (rodzice, szkoła,
                    przedszkole), że dziecko ma byc GRZECZNE, niezależnie od sytuacji. Dorośli
                    maja prawo zachowywać sie jak chcą, wymagać rzeczy absurdalych, zaniedbywać - a
                    rodzice sa już w ogóle poza mozliwoscia oceny. Dziecko ma być posłuszne - i
                    tyle. Problemy psychiczne dziecka nie istnieją w wiekszości podręczników i
                    lektur. Zwracam też uwagę, ze w "Bułeczce" jest "niegrzeczna" Dziunia,
                    domagająca się uwagi - a jest to dziecko faktycznie porzucone przez matke i
                    ojca. Matki nie ma w ogóle, ojciec, o ile pamietam przyjeżdża sporadycznie. To
                    samo z "Bułeczką". Jej babcia, która ją wychowuje od dzieciństwa, po prostu
                    porzuca dziecko i wyjeżdża do syna - k... nie babcia, wybacznie wyrażenie.
                    I "Bułeczka" , a przede wszystkim "Oto jest Kasia" utrwala te stereotypy - moja
                    córka oberwała uwagę za stwierdzenie, ze to nie dziecko, a rodzice byli winni.
                    Dziecko ma podporządkowac się bez szemrania nawet najbardziej krzywdzacym
                    zachowaniom dorosłych, nie mysleć, nie czuć, tylko być zdyscyplinowane i
                    posłuszne. Zgroza.
                    -
                    • abepe Re: Stereotypy 24.08.06, 10:57
                      Taaaaak, na spotkaniu rodzinnym wujek męża zaprezentował znienawidzone przeze
                      mnie "co wolno wojewodzie...". Zmilczałam.
                      Zauważyłyście ilu dorosłych twierdzi, że bicie przez rodziców wyszło im na
                      dobre, wyrośli dzięki temu na ludzi i inne bzdury? Zgroza. Ja jestem bardzo
                      pamiętliwa, do dziś wypominam matce, że kazała mi nosić gryzące rajstopki. Do
                      dziś bym ich na siebie nie założyła. Moja mama jest w szoku, że to pamiętam
                      i ...że to dalej boli mnie ich brak zrozumienia.
                    • leigh4 Re: Stereotypy 24.08.06, 11:04
                      Zgadzam się. Ale pamiętajmy, kiedy były te książeczki napisane... Wtedy
                      stosowano zupełnie inne metody wychowawcze!Z tego co pamiętam z dzieciństwa, w
                      domu moich dziadków i pradziadków(miałam szczęście ich znać:-) nie do
                      pomyślenia było wtrącanie się dziecka do dyskusji dorosłych, a nawet siedzenie
                      razem przy stole. dzieci miały swój oddzielny stół w pokoju obok i tam miały
                      bawić się nie przeszkadzając dorosłym. W moim rodzinnym domu tak już nie było,
                      ja również skłaniam sie ku bardziej hmm.. partnerskim relacjom z dziećmi, ale
                      musze też szczerze przyznać, że nie czułam się postępowaniem starszyzny rodowej
                      skrzywdzona i żadnych traum z tym związanych nie mam;-)
    • agatka_s Re: Bułeczka 24.08.06, 13:09
      ale czy naprawde myslicie ze dzieci zwracaja uwage na takie niuanse w ksiazce ?

      Mnie sie wydaje ze nie.


      Moj syn przeczytal Buleczke, ale nijakiego na nim wrazenia nie wywarla, ot
      jeszcze jedna taka sobie ksiazeczka (ale przeczytal ! bo jak mu sie ksiazka nie
      podoba to nie przeczyta, chocby nie wiem co....). A ja szczerze nie pamietam
      co tam takiego zlego w niej moze siedziec, raczej mi sie kojarzy jako taka
      urocza ramotka. Serio tam jakies takie "niepoprawne politycznie" tresci ?
      • nchyb Re: Bułeczka 24.08.06, 13:33
        Moim zdaniem dzieci w większości nie zwracają. I dlatego jest niedobre, że
        ciągle taka Oto jest Kasia jest lekturą i na jej podstawie dzieci uczy
        się "prawidłowych" zachowań...

        A wracając do tego, co napisała Leigh4, że przed laty stosowano inne metody
        wychowawcze, ale nie wszyscy z tego powodu mają traumę. Przypomina mi się
        lektura książki Izabeli Czajki - Córka czarownicy na huśtawce.
        To taka opowieść autobiograficzna. Autorka wspomina, jak to ją za głupoty bito,
        bo przed laty to była norma. I ta właśnie autorka nie uważa tego za coś złego,
        ciekawe dlaczego? W myśl zasady, że dzięki temu wyrosła na porządną kobietę?
        Czy może dlatego, że nauczono ją, że to norma?

        Polecam i lekturę i krótką dyskusję o jej książkach na forum książkowym:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=34623603&a=37293851
        • agatka_s Re: Bułeczka 24.08.06, 14:50
          Ja nie jestem znawca literatury, ani tym bardziej znawca literatury dzieciecej,
          ale...

          Wydaje mi sie ze w wiekszosci tzw klasykow, sa pewne tresci ktore dzis, sa
          niezgodne z pewnymi ogolnie przyjetymi zasadami dotyczacymi wychowania dzieci.

          Takie "W pustyni i w puszczy"-dwoje nieletnich samych przez Afryke-prokurator
          od razu...

          Albo caly Makuszynski-dziecko samo w pociagu, potem trafia w jakies przypadkowe
          rece (stary aktor-kawaler ? pewnie gej ? pedofil ?), wrrrrr


          A basnie ? No to juz kompletnie-niezgodne z obecnymi standardami (taki Jas i
          Malgosia, albo Kopciuszek-no ich starych to chyba od razy wyslac do
          Guntanamo....)


          Ale przeciez zadne dziecko nie czyta tych ksizek w ten sposob.

          Tak wiec szlochy nad Buleczka, wydaja mi sie troche przesadzone (aczkolwiek
          zaznaczam ze ja czytalam ze 30 lat temu i po pierwsze jako dziecko, a po drugie
          oprocz tego ze jest o pulchnej dziewczynce nic nie pamietam).

          A tak w ogole to swiat sie zmienia, i poprostu pewne rzeczy tolerowane jakis
          czas temu dzis juz nie sa....

          Przyklad z innej beczki, jakies 30 lat temu jako 10-latka, spedzilam sporo
          czasu w Anglii-i pamietam jak angielskie dzieci w zimie przy minusowej
          temperaturze lataly w podkolanowkach (akurat jako dziecko im zazdroscilam, bo
          ja bylam takim polskim balwankiem opatulonym po czubek nosa), teraz w Anglii
          tego juz nie widze, dzieci sa w zimie ubrane tak jak i gdzie indziej....

          No coz ktos wychowany w anglii tamtych czasow, tez pewnie powie ze latal w
          podkolanowkach przy minus 5 i zyje, a wspolczesna angielska mama juz tak nie
          zrobi....
          • nchyb Re: Bułeczka 24.08.06, 14:58
            > Przyklad z innej beczki, jakies 30 lat temu jako 10-latka, spedzilam sporo
            > czasu w Anglii-i pamietam jak angielskie dzieci w zimie przy minusowej
            > temperaturze lataly w podkolanowkach (akurat jako dziecko im zazdroscilam, bo
            > ja bylam takim polskim balwankiem opatulonym po czubek nosa), teraz w Anglii
            > tego juz nie widze, dzieci sa w zimie ubrane tak jak i gdzie indziej....
            z tego co kojarzę, to i w Polsce w zbliżonym okresie chłopcy latali w krótki
            spodniach i podkolanówkach... :-)
            Zimny chów był i najsilniejsi przeżywali...
            • agatka_s Re: Bułeczka 24.08.06, 15:29
              nchyb napisała:

              > > Przyklad z innej beczki, jakies 30 lat temu jako 10-latka, spedzilam spor
              > o
              > > czasu w Anglii-i pamietam jak angielskie dzieci w zimie przy minusowej
              > > temperaturze lataly w podkolanowkach (akurat jako dziecko im zazdroscilam
              > , bo
              > > ja bylam takim polskim balwankiem opatulonym po czubek nosa), teraz w Ang
              > lii
              > > tego juz nie widze, dzieci sa w zimie ubrane tak jak i gdzie indziej....
              > z tego co kojarzę, to i w Polsce w zbliżonym okresie chłopcy latali w krótki
              > spodniach i podkolanówkach... :-)
              > Zimny chów był i najsilniejsi przeżywali...


              Nie chce cie obrazac, ale w tym okresie ja mialam 10 lat (urodzona rozcznik
              1967) i dokladnie pamietam jak to bylo. Nikt w zimie w Polsce tak sie nie
              ubieral-tak to moze bylo przed wojna !!!! ale az tak stara to nie jestem.
              Koledzy chodzili w kalesonach i spodniach a dziewczyny:

              Jak szlam do szkoly w zimie, to maialam na sobie rajstopki, rajtuzki i jeszcze
              cieple majtki (ktorych nie znosilam i ktore tylko po wyjsciu z domu na klatce
              sciagalam, do dzis pamietam zielone w biale kwiatuszki !!!!! !!!!). Dlatego
              tak bardzo zwracalam uwage na te dzieciaki w Anglii, dla mnie to byl poprostu
              szok !!!! snieg a one z golymi (SINYMI Z ZIMNA !!!!) nogami.

              Bylam w Anglii w tym wieku bo moja mama tam przez rok pracowala i do niej
              pojechalam 2 razy (zreszta statkiem Batory-co wspominam jako jedna z
              fajniejszych przygod mojego zycia )

              Nie Anglia pod tym wzgledem byla wyjatkowa !!!!


              • nchyb Re: Bułeczka 24.08.06, 15:53
                Być może w latach 70-tych już nie, ale dekadę wczesniej na pewno, znam z
                opowieści rodzinnych.
                Ja jestem o 3 lata od Ciebie młodsza i raczej do tych lekko ubieranych
                należałam. O ciepłych majtkach słyszałam, bo trafiały się tak ubrane
                dziewczynki, ale to norma nie była u nas :-)

                Po śniegu dzieciaki u nas z gołymi nogami raczej nie latały, ale tak w
                listopadzie na groby chłopcy w krótkich spodniach pod koniec lat 50-tych,
                początek 60-tych to już na pewno tak, mam w domu rodzinne zdjęcia z 1
                listopada. Zimno było, chłopcy spodnie do kolan, ciemne podkolanówki, ale nie
                do samych kolan, i do tego krótkie niby płaszczyki i dość ciężkie toporne
                buciska...
                • agatka_s Re: Bułeczka 24.08.06, 16:06
                  ja konkretnie mowie o roku 1977, bo wtedy bylam w Anglii....i mowie o bardzo
                  konkretnej trojce dzieci szefa mojej mamy (Dyrektora Szpitala-czyli czlowieka
                  oswieconego), gdzie spedzalismy brytyjskie Boze Narodzenie (o to tez osobny
                  temat !!!!).

                  To byl rok kiedy krolowa angielska obchodzila tzw Silver Jubilee (ale to w
                  lecie). A tez ostatni rok gdy statek Batory plywal (moja mama do tej pory nie
                  moze wybaczyc, ze ja babcia i tata plynelismy, a ona juz nie-bo jak wracala to
                  Batory poszedl "na zyletki")


                  Uuuuups sorry rozmazylam sie....-:)))))
                  • nchyb Re: Bułeczka 24.08.06, 16:14
                    > ja konkretnie mowie o roku 1977, bo wtedy bylam w Anglii....i mowie o bardzo
                    > konkretnej trojce dzieci
                    Agatko, zawsze się znajdzie jakaś konkretna osoba która coś tam robi nie po
                    naszej myśli...

                    W 1977 r. chodziłam do 1 klasy. Zimą moi koledzy kaleson NIE NOSILI. Był jeden,
                    któremu mama kazała i koledzy się z niego trochę smieli, więc jednak te
                    kalesony zimą to nie była norma...

                    A ja Batorym nie pływałam, tylko go na filmach widziałam, zdaje się że w Żonie
                    dla Australijczyka i w Kochaj albo rzuć. W tamtych czasach na podróże nie
                    mieliśmy szans, za to teraz nadrabiamy, jednak przyznaję, że w rejsy mi się
                    pływać nie zdarza, bo z powodu braku czasu wybieramy szybsze środki lokomocji.
                    A przyznaję, marzy mi się jakiś rejs...
                    Też się rozmarzyłam :-)
                    • agatka_s Re: Bułeczka 24.08.06, 16:23
                      nie, ale to wszystkie dzieci tak chodzily ! to byl oficjalny zimowy stroj do
                      szkoly. spodniczka bluzeczka i podkolanowki.

                      Ale to nie tylko moja obserwacja, kiedys czytalam taki artykul o zmianach jakie
                      zaszly w UK, bylo tam np o tym ze tradycyjny posilek angielski "Fish and
                      Chips". podawany SIC !!!! w gazecie (tak, tak kiedys owijano to w gazete i tak
                      dawano na wynos) przestal istniec, tak samo jak chodzenie dzieci w
                      podkolanowkach.


                      Mysle ze w Polsce tez by mozna znalezc rozne rzeczy zwiazane z wychowaniem
                      dzieci, o np noszenie tarczy !albo obowiazkowe picie tranu itp itd, ktore
                      przeszly do lamusa.

                      No ja bylam bardzo cieplo ubierana, moze dlatego ze bylam (i zostalam do
                      dzisiaj) chorowita, rok wczesniej przeszlam zapalenie pluc i 2 razy oskrzeli,
                      wiec te cieple gacie to dlugo sie za mna ciagly (zreszta teraz mi zostalo, to i
                      swojego tez tak jakos opatulam ile wlezie...).


                      A co do podrozy statkiem byla ona poprostu duzo, duzo tansza niz lot samolotem,
                      co mialo przy podrozy 3 osob bardzo duze znaczenie....wiec ten Batory to byl
                      tak naprawde dla oszczednosci !!!
              • verdana Re: Bułeczka 24.08.06, 15:59
                Nie jestem za tym, żeby pewnych książek dzieciom nie czytać, ale jak
                najbardziej za tym, żeby je wyrzucić z lektury, albo omawiać zgodnie z
                dzisiejszymi, a nie "ówczesnymi" standartami wychowania i moralnosci.
                W przypadku dziela "Oto jest Kasia" wymaga się od dzieci potępienia dziecka
                niewątpliwie nieszczęśliwego - i na marginesie - wychowywanego wbrew
                jakimkolwiek wzorom wychowawczym, nawet z poprzednich pokoleń. Faworyzowanie
                dzieci w rodzinie bylo zawsze potępiane przez pedagogów! Gdyby po przeczytaniu
                książki dzieci mialy zastanowić się, dlaczego Kasia stala się niegrzeczna i czy
                to tylko jej wina- to byłaby doskonała lektura. Ale one mają Kasie tylko
                potepić, a rodzice pozostaja nieskalani - to nie jest dobry wzorzec.
                To trochę tak, jakby po omówieniu "W pustyni i w puszczy" dzieci musiały pisać
                wypracowania o wyższosci europejskiej rasy nad głupimi Murzynami i chrześcijan
                nad wyznawcami islamu.
                Lektury, które wnoszą inne wartości niz obecnie akceptowane mogą być omawiane -
                moim zdaniem - pod warunkiem, że zwróci sie na takie elementy uwagę dziecku,
                skłoni do myslenia, a nie pominie "niestosowne" głuchym milczeniem lub co
                gorsza każe się je zaakceptować...
                • agatka_s Re: Bułeczka 24.08.06, 16:12
                  O tej Kasi to nie czytalam-wiec nie umiem sie wypowiedziec !(to jest lektura ?
                  w ktorej klasie ? bo syn nie mial)

                  Ale to wobec tego nie jest problem ksiazki, tylko jej interpretacji, i to na
                  dodatek przez nauczyciela (pewnie jakiegos konkretnego). Obawiam sie ze nawet
                  najniewinniejsza ksiazke mozna tak zinterpretowac, ze narobi wiele szkod.

                  Ja akurat o Buleczce myslalam bardziej jak o ksiazce ktora sie czyta dla
                  przyjemnosci, na zasadzie jednym uchem wchodzi drugim wychodzi...i w takim
                  sensie mysle ze nie narobi wiecej szkod niz traumatyczna Dziewczynka z
                  zappalkami !!!



                  • mpalasz Re: Bułeczka 24.08.06, 16:16
                    O właśnie. Przedmówczynię - agatkę_s - popieram w 100%. Jak człowiek się uprze
                    (zwłaszcza dorosły, bo dzieci z reguły odbierają książki całkiem niewinnie), to
                    z dowolnej opowieści można wyciągnąć negatywne przesłania i morały.
                    Miejmy to na uwadze. Nie w każdej (o)powieści czają się pedofile (vide kilka
                    postów wcześniej), nie każda powinna paść ofiarą prokuratora czy wreszcie
                    starannej, rodzicielskiej, subiektywnej bez granic cenzury...

                    Pozdrawiam.
                    Marcin Pałasz.
                    • verdana Re: Bułeczka 24.08.06, 16:25
                      Wybaczcie, ale jednak nie moge sie zgodzić. Dziecko, które dostaje do ręki
                      książkę o wyraźnie niemoralnym czy rasistowskim przesłaniu powinno o tym
                      wiedzieć. Dzieci nie odbieraja książek "niewinnie" tylko "bezrefleksyjnie" -
                      tzn. przyjmują wiele tez książki za dobrą monetę. Nie jestem za cenzurą, tylko
                      za dyskusją nad przesłaniem książki z dzieckiem - ale widzę, ze to dla wielu
                      niezrozumiałe.
                      Jesli chodzi o "Kasię" to z racji pracy przeczytałam wiele podreczników i
                      cwiczeń - wszędzie jest jedna, obowiazujaca interpretacja - zła Kasia, dobrzy
                      rodzice. W dodatku, w dobie testowych egzaminów z jedynie słusznym kluczem jest
                      to interpretacja, z ktora dziecko musi się godzić.
                      No i w ogóle nie rozumiem, po co książki przestarzałe, niezbyt istotne pod
                      względem literackim i paskudne w wydźwięku umieszczać w lekturze.
                      • agatka_s Re: Bułeczka 24.08.06, 16:43
                        verdano,

                        ale to jest inny temat !

                        co jest w kanonie lektur,i jak jest to interpretowane.

                        Moj syn jest juz w 5 klasie (bedzie) i z kasia sie nie zetknal (czyli pewnie
                        polonistka uznala ksiazke za niezbyt wartosciowa). Wiec zostawiam akasie w
                        spokoju, bo wiedze mam zerowa.

                        Ja akurat tez mam bardzo sceptyczny stosunek do lektur szkolnych.

                        Uwazam ze czlowiek (nawet kilkuletni) na poziomie powinien przeczytac klasyke
                        (Makuszynski, Sienkiewicz, Andersen, Konopnicka itp itd), ale mimo wszystko
                        akurat lektury szkolne powinny byc moim zdaniem bardziej "na czasie"-powinny w
                        duzej mierze dotyczyc zjawisk, problemow-dzieciom i mlodziezy bardziej bliskich
                        im. Co kogo moze obchodzic sierotka co gaski pasie ???

                        Uwazam ze taki "Pan Kleks" jest fajny do przeczytania,ot tak sobie ale czy to
                        jest lektura dla 11-latka ? Albo Basnie Grimma-dla ucznia 4 klasy ? Pinokio?
                        dla 11-letniego faceta ktory fascynuje sie Tolkienem...


                        Dlatego ja (a jak widac i wiele innych mam) dbamy o to aby dzieci oprocz lektur
                        jeszcze cos czytaly.

                        Ja z synem ostatnio razem czytalismy "Walizke Hany" (o holocauscie) i Gra
                        Bailey'a (chyba masz ja tez ?) -mysle ze to sa np ksiazki ktore poruszaja
                        tematy wazne dla dzieci w tym wieku. Walizka Hany-pokazuje do czego prowadzi
                        brak tolerancji, rasizmu a ta druga mowi o tym samym, tylko w innej skali. To
                        jest temat ! a nie to ze klamac nie nalezy, bo ci nos urosnie...(jaki 11-latek
                        to "kupi" ???) Ja czytalam te ksiazki rozwnolegle z synem a potem rozmawialismy
                        (obie zreszta po rekomendacji stad !!!!)

                        Mysle ze takich przykladow (i to tysiac razy lepszych niz te 2 akurat ktore mi
                        przyszly do glowy) jest duzo !! no a poki co niestety dzieci musza tluc
                        niesmiertelna Sierotke Marysie i Dziewczynke z zapalkami tudziez Pinokia...


                        Wiec mysle ze taka Buleczka to ksiazka OK, tylko nie powinna byc lektura !

                        To samo z Dziecmi z Bulerbyn-super ksiazka ale czy jako lektura ? (byla i za
                        moich czasow czyli przez 30 lat nic sie nie zmienilo...)
                        • verdana Re: Bułeczka 24.08.06, 22:07
                          No własnie!
                          Mnie też szlag trafia na zestaw lektur. Rozumiem, ze nie wszystkie dzieci sa
                          oczytane, że trzeba dostosować się do "średniego" poziomu, ale przecież -
                          przynajmniej dla mnie - głównym zadaniem lektur w szkole podstawowej powinno
                          być zachecenie dzieci do czytania.
                          Tymczasem, dla przekonania dzieci, ze czytanie to nuuuda - jest w szkole już
                          idealny zestaw lektur.
                          Masz jeszcze jakieś książki poruszające istotne problemy? Jesli tak, to napisz
                          koniecznie - bardzo by sie przydały, a obawiam się, ze akurat o Zagładzie to
                          moje dziecko do ręki nie weźmie. Temat jest zbyt obecny w domu...
                      • mpalasz Re: Bułeczka 24.08.06, 17:01
                        > to interpretacja, z ktora dziecko musi się godzić.
                        > No i w ogóle nie rozumiem, po co książki przestarzałe, niezbyt istotne pod
                        > względem literackim i paskudne w wydźwięku umieszczać w lekturze.

                        Nie. Dzieci na nic nie "muszą się godzić". Mimo pewnych wskazówek ze strony
                        dorosłych (często nietrafnych) dzieci MYŚLĄ. Naprawdę same potrafią myśleć i
                        wyciągać wnioski. Często niezgodne z tym, co nakazują im dorośli. Mówię
                        oczywiście o odbiorze lektur. W czasie spotkań autorskich niejeden raz
                        spotkałem się właśnie z takimi opiniami o lekturach, właśnie ze strony
                        najmłodszych.

                        Lektury "paskudne" w wydźwięku itp... to jest bardzo subiektywna opinia. Wielu
                        z nas wspomina je inaczej. Potrafiliśmy wydobyć z nich to, co dobre, i nasze
                        własne dzieci też to potrafią, proszę uwierzyć. A duża część naszej własnej
                        interpretacji czytanej literatury to wynik zwyczajnego wychowania, poglądów
                        rodzinnych itp. Nie demonizujmy ani "Kasi", ani "Bułeczki", ani innych książek.
                        Każda z nich ma swoje własne wartości, większe lub mniejsze. I tylko nasza w
                        tym zasługa, jak nasze dziecko je odbierze.

                        Pozdrawiam,
                        M. Pałasz
                        • verdana Re: Bułeczka 24.08.06, 22:10
                          Czytaj uwaznie...
                          W podręcznikach i ćwiczeniach znajdują się obecnie "jedynie słuszne"
                          interpretacje lektur. Przeczytałam niemal wszystkie obecne na rynku książki do
                          nauczania początkowego.
                          Testy wymuszają odpowiedzi z podręczników - zarówno te po podstawowce, jaki
                          i "nowa matura". Więc nawet jesli dziecko myśli, to powinno przestać, o ile
                          chce być "dobrym uczniem". I tu jest problem.
                          • mpalasz Re: Bułeczka 24.08.06, 22:14
                            Czytaj uważnie...
                            Nie użyłem sformułowania "lektura szkolna". Nawiązywałem do głównego tematu,
                            jakim była wartość tych (i innych) książek samych w sobie, a nie jako elementów
                            edukacji szkolnej. Miałem na myśli lekturę jako książkę, którą bierzemy do ręki
                            i czytamy.
                            Wątek obecności tych pozycji wśród lektur SZKOLNYCH to inna sprawa. Mnie w moim
                            poście chodziło o coś innego.
                            • verdana Re: Bułeczka 24.08.06, 22:30
                              Fragment zacytowany dotyczył lektur szkolnych.
                              "Lektury" jako takie - to inna sprawa. Jednak mam wrazenie, ze tak jak za cnotę
                              uznawane jest pewne "cenzurowanie" filmów, które oglądają dzieci, tak
                              i "cenzurowanie" książek dla najmłodszych czytelników jest zadaniem rodziców. A
                              przynajmniej wyrazanie swoich opinii, z którymi dziecko - w przeciwieństwie do
                              tego, czego wymaga szkoła - nie musi się zgadzać. Ale powinno je poznać.
                              • mpalasz Re: Bułeczka 24.08.06, 22:45
                                Ależ dokładnie właśnie o to mi chodziło.
                                Aby dać dziecku szansę nie tylko ślepego kierowania się wskazaniami bezdusznych
                                programów szkolnych, ale aby wskazać mu inne możliwe interpretacje we własnym,
                                rodzicielskim zakresie. Oraz - a może i przede wszystkim - pozwolić dziecku na
                                swobodne interpretowanie tego, co czyta. Najważniejsza jest dyskusja, rozmowa
                                na ten temat. W szkole natomiast faktycznie dzieci są często zmuszane do
                                jedynego i słusznego myślenia, co nie jest cnotą ani programu, ani nauczyciela.
                  • nchyb Re: Bułeczka 24.08.06, 16:22
                    zdaje się, że trzecia klasa. I jednak to jest problem również ksiażki, bo
                    autorka pokazuje Kasię jako niegrzeczną dziewczynkę.
                    Książa powinna być odpowiednio interpretowana przez nauczycieli, ale myślę, ze
                    skoroich uczono tak a nie inaczej, to oni również nie dostrzegają często
                    niewłaściwego podejścia rodziców Kasi, zdaje się że i jej starszago brata, a
                    przede wszystkim samej autorki Miry Jaworczakowej.

                    A przy okazji, zajrzałam na stronę Biblionetki i dzieci widzą świat inaczej niż
                    część dorosłych, np.:
                    (...)Ta książka przedstawia nam młodego snoba jakim była Kasia. Przeczytałem tę
                    książkę chyba z parę lat temu kiedy byłem młodzikiem z trzeciej klasy. Bardzo
                    mi się podobała ta książeczka. Uważam, że takie lektury są dzieciom bardzo
                    potrzebne. W ten sposób wiem już jak niebezpieczny może być egoizm
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka