abepe
18.02.09, 19:10
Miałam dziś w pracy ksiązki Siny Wirsen o misiu. Pokazałam je trzem
koleżankom, dwie z nich zareagowały na nie negatywnie, że ilustracje
dla dzieci powinny coś dokładnie przedstawiać, że są nieczytelne,
mogą przestraszyć (jedna z nich wspomniała o swoich ulubionych
starych książkach z rosyjskimi obrazkami). Z powątpiewaniem
wysłuchały mojego przekonywania, że mój niespełna dwulatek widzi w
tych mazajkach emocje.
I zastanawiam się - skąd się to bierze, że pewnym osobom się od razu
nie podobają takie, szeroko pojęte awangardowe ilustracje. Inne
reaguję zaciekawieniem, inne chwytają od razu.
Zaczynam żałować, że mój tryb pracy powoduje, że widuję koleżanki
raz w miesiącu i na dodatek zupełnie nie ma czasu na rozmowy. Dziś
też za dużo nie było. Szkoda, bo miałam ochotę podrążyć temat.