nchyb
24.04.09, 06:10
Tom pierwszy - Ruiny Gorlanu.
Nie historia, nie fantasy, nie przygodówka. Wszystko po trochu.
Przeczytałam w jeden wieczór, syn też. Wciągnęlo tak bardzo, że
czekaliśmy niecierpliwie na tom drugi, który już zakupiliśmy.
tom drugi to: Płonący most.
Tylko konieczność zarabianie na chleb i kolejne książki -
powstrzymuje mnie przed rzuceniem w diabły pracy i zaczytaniem się.
Niby średniowiecze, gdzieś w tle zły rycerz w stylu złych z władcy
pierścienia bąć Eragona. Złe stwory gdzieś w oddali się czają,
wojownicy zbliżeniu do orków. Ale typowej dla tamtych książek magii -
brak. Przynajmniej w pierwszym tomie. Główy bohater trafia do
wywiadu królestwa, pod opiekę jednego z najlepszych mistrzów. Mimo
napisu na okładce - wspominającego dzieło Tolkiena, mnie bardziej z
Robin Hoodem się kojarzyło. Ten łuk i jakiś ogólny natrój. Dla mnie
klimat średniowiecznej Anglii, a w tle gdzieś przebłyski z Gniewksa
(to ten syn rybaka ;-) i jeszcze Przyłbic i kapturów. Taki misz masz
wszystkiego, ale jak dla mnie bardzo przyjemn w odbiorze. byle
zakończyć dziś pracę i czytać...